środa, 24 lipca 2013

9. Egzekucja

 Benvolio 

   Jeszcze nie zdążyliśmy wyrobić w sobie nawyku przychodzenia do parku o tej jedenastej czy której-tam, a już coś się zmieniało. Dziś spotkaliśmy się po południu pod domem Michała, a konkretnie za wielkim żywopłotem na skraju ogródka przy jego domu. Ostatnie wskazówki i złośliwości, głęboki wdech i skazany już rozpoczynał swoje zadanie. Lekko spięty wszedł do domu, obejrzawszy się za siebie przed otworzeniem drzwi. Do paska miał przyczepione łoki-toki. Mieliśmy nadzieję, że pozostanie nie zauważone - Kalipso długo przy tym kombinowała, na co Rod patrzył z niesmakiem. Oby Michał o nim nie zapomniał.
   Nasze łoki-toki trzymała Kalipso. Gdy tylko trzasnęły drzwi, nastawiła je i wszyscy zamienili się w słuch.
 - Co robisz, mamo? - Odezwał się głos w słuchawce.
   Od razu ogarnęła mnie niesamowita radość - właściwie z niczego. 
 - Wow. Nie wierzę, że my to naprawdę robimy. że on to robi!
 - Ciiiii! Benvolio, przecież oni wszystko usłyszą przez łoki-toki! - syknęła na mnie Ciris
 - Ups...
 - Nic się nie martwcie. - Powiedziała Kalipso - Wyłączyłam nam automatyczne nadawanie. Żeby nas usłyszeli musielibyśmy przycisnąć guzik.
 - To uważajmy z tym guzikiem. - dodałem rozluźniony.
 - Przecież dlatego to ja trzymam sprzęt - odparła pokazując mi język.
 - Co na obiad? - usłyszeliśmy nagle z urządzenia.
 - Naleśniki.
   Potem jakieś brzęki i znowu głos:
 - Gdzie jest reszta talerzy? 
 - Jaka reszta? 
 - No ten, co był na suszarce właśnie stłukłem.
   Parę wolnych kroków.
 - Coś się stało? Zawsze to ty z ojcem na mnie się denerwowaliście, że coś tłukę.
 - Nieee, nic...
   Potem nastąpiła jakaś minuta względnej ciszy i znowu odezwał się Michał:
 - Tata już wrócił?
 - Nie, będzie dopiero wieczorem.
 - Aha.
 - Masz do niego jakąś sprawę?
 - Nie. Właściwie nie.... Mamo...
   Nastąpiła dramatyczna pauza. Wszyscy wstrzymaliśmy oddechy. Powie?
 - Tak?
 - Mogłabyś na chwilę tu usiąść...
 - Nie mam czasu. Muszę wracać do artykułu.
 - To zajmie chwilę... Z resztą cały dzień już pisałaś. Potrzebujesz przerwy.
 - No dobrze. O co chodzi?
 - Ja... Zakochałem się.
   Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem, ale zaraz ucichliśmy - co jeśli usłyszeliby nas przez okno?
 - To świetnie. - usłyszeliśmy niby-zwykłą odpowiedź. - Kim ona jest?
 - Widzisz... właśnie o tym chciałem z tobą porozmawiać...
 - Jest buddystką?!
 - Nie... Skąd ci to przyszło do głowy?!
 - Już ci dała kosza? Jesteś taki markotny...
 - Nieee, on też się we mnie zakochał...
 - On... to znaczy...
 - Tak. Jestem gejem.
 - Zrobił to! Nie wierzę! Zaliczone - posypały się z naszej strony komentarze, przerywane salwami śmiechu.
- Nagrałam to na komórce - Zaśmiała się Ciris. Może ustawię sobie na dzwonek?!
- Obawiam się, że byłoby to złamanie zasad. - zwrócił uwagę Rod. - Ktoś by to usłyszał i znowu trafiasz pod sąd...
- Phi. - Obraziła się dziewczyna.
- Szykuj się, Hauru. Za chwilę wchodzisz - Dodała ruda.
- To... jak on się nazywa? - Spytała zakłopotana matka.
- Ymmm... Hauru.
   Na dźwięk swojego imienia Hauru wyskoczył zza krzaków i wparował do domu. Jak to on - bez pukania.

Hauru

   Wpadłem do salonu, w którym siedział Michał i jego matka.
 - Hejka! Mam nadzieję, że nie przeszkodziłem? - Spytałem wesoło podchodząc do nich i zajmując miejsce blisko blondyna. Postanowiłem odegrać tę rolę najlepiej jak potrafię. Nawet jeśli nie leży to w moim interesie.
   Spojrzałem to na jedno, to na drugie i teatralnie westchnąłem.
 - Czyli jednak przeszkodziłem.
 - Nie... - odparła otrząsając się z szoku matka Michała. - Nic się nie stało... chcesz może herbaty?
 - Bardzo poproszę. Jest pani kochana! - odpowiedziałem entuzjastycznie i posłałem jej szeroki uśmiech.
   Gdy wyszła, szepnąłem do chłopaka:
 - Mocne wejście, co?
 - Boże... śmiertelnie mnie wystraszyłeś...
 - Powinieneś lepiej grać! Wcale się nie ucieszyłeś na mój widok!
   Udałem obrażonego. Po chwili namysłu chwyciłem go za rękę i oplotłem ją sobie wokół bioder.
 - Co ty robisz? - oburzył się Michał.
 - Pomagam ci wczuć się w rolę. Mógłbyś choć raz docenić moje starania!
   W tym momencie do pokoju weszła matka chłopaka. Blondyn chciał szybko cofnąć rękę, którą mnie obejmował, ale przytrzymałem ją na swoich biodrach odczuwając pewien dyskomfort. Przez chwilę siedzieliśmy w niezręcznej ciszy, po czym odchrząknęła i zapytała:
 - Aaa... Długo już się znacie?
 - Jakieś pół roku. - odpowiedziałem zgodnie z prawdą, po czym tchnięty nagłym przypływem weny dopowiedziałem - Ale wydaje mi się, jakbyśmy się znali całe życie.
   Za oknem zobaczyłem, jak całe krzaki się trzęsą. Wiedziałem, że to zdanie spodoba się reszcie. Co innego można było wnioskować z zakłopotanej miny matki Michała. Zrobiło mi się głupio, że tak ją oszukujemy. Przecież to dla rodziców takie zmartwienie... Ale przypomniałem sobie, że to tylko żart. I że przecież potem będę mógł wszystko jej wyjaśnić.
 - To dobrze, że się dogadujecie... Michał nigdy mi o tobie nie opowiadał...
 - No wiesz co? - zwróciłem się do blondyna. - O mnie nie wspomnieć?!
 - Jakoś nigdy nie było okazji... - Spuścił głowę.
   Popatrzyłem na niego pełnym uczucia wzrokiem i tłumiąc śmiech wtuliłem się w jego koszulkę.
 - Nic się nie stało. Właśnie dlatego tu przyszedłem...
 - Ekhem - odchrząknęła zmieszana matka - Michał właśnie mi mówił, że wy... no... cieszę się waszym szczęściem....
 - Jest pani wspaniałą kobietą. Cieszę się, że przyjęła to pani tak pozytywnie - odparłem.
   Nagle zdałem sobie sprawę z obecności jeszcze jednej osoby w salonie. Niepostrzeżenie do pomieszczenia wszedł ojciec chłopaka...
   Był to postawny mężczyzna, którego nie raz widywałem będąc na siłowni - w końcu był jej właścicielem. Dużo mnie kosztowało, żeby nie odsunąć się od Michała. Ten facet budził pewien niepokój... a zwłaszcza wyobrażenie prawego sierpowego w jego wykonaniu.
 - Witaj, kochanie. - zwrócił się do swojej żony, jakby nas nie zauważając. Pocałował ją w policzek.
 - Robercie, mamy gościa. To jest Hauru.
   Mężczyzna spojrzał w naszą stronę. Czułem się trochę niezręcznie wtulony w pierś Michała i czując jego dotyk na moim biodrze. Na domiar złego chłopak podniósł drugą rękę i pomachał nią mówiąc:
 - Cześć tato...
 - Dzień dobry panu. Miło poznać. - powiedziałem.
 - Możecie mi powiedzieć, co to za wygłupy?! - warknął. - Michale, natychmiast przestań zachowywać się jak jakiś pedał!
   Chłopak momentalnie odsunął się ode mnie. Temperatura w pokoju spadła o kilkanaście stopni. Matka Michała dotknęła ramienia męża.
 - Robercie, proszę, nie używaj takiego słownictwa. Chłopcy tylko...
 - Proszę nas nie usprawiedliwiać. - zebrawszy się na odwagę zwróciłem się do niej -  Nie będę się krył z tym, kim jestem.
 - Hauru... - jęknął Michał. Wyglądał, jakby chciał się wycofać z zadania.
 - Zaszliśmy za daleko, by teraz zrezygnować - powiedziałem dwuznacznie do blondyna. Po czym spojrzałem prosto w oczy jego ojca. Show must go on...
 - Jestem zakochany w pańskim synu. Odkąd pierwszy raz nasze oczy się spotkały. To wspaniały, inteligentny, piękny mężczyzna. Mógłbym zrobić dla niego wszystko. Cieszę się każdą chwilą, którą spędzam w jego towarzystwie, każdym jego słowem, każdym gestem. Godzinami rozmyślam nad tym, co mógłbym mu powiedzieć, gdyby tylko starczyło mi odwagi. Całymi dniami marzę, by na mnie spojrzał. Nie obchodzi mnie, co pan o tym myśli. Nieważne, ile dla tego uczucia poświęcę. Będziemy razem.
   Czarne plamki latały mi przed oczami, gdy mówiłem te słowa. Cały drżałem z emocji. Naprawdę mocno się wczułem... Albo to strach... A może już oberwałem pięścią?
Poczułem dotyk czyjejś dłoni na plecach. Odwróciłem głowę. To Michał stanął tuż za mną ponownie mnie obejmując. Nawet nie zauważyłem, kiedy wstałem, ale mniejsza o to. Patrzyłem na niego jak zahipnotyzowany. Nie byłem w stanie już nic z siebie wydusić.
 - Tato, ja też kocham Hauru. Chciałem, żebyś wiedział... ale się na tobie zawiodłem.
   Ojciec Michała zrobił się cały czerwony na twarzy. Był wściekły, a jednocześnie zmieszany. Wiedziałem, że zawsze dobrze się dogadywali. Zapragnąłem natychmiast powiedzieć, że to tylko żart, ale w tym momencie do pokoju wpadła Kalipso na której widok jeszcze bardziej zakręciło mi się w głowie.
 - Dobra! Koniec ujęcia! Wyszło świetnie. Hauru, możesz już wrócić do reszty.
 - Co tu się dzieje? - spytała zdezorientowana matka Michała - Kim jesteś?
 - Jestem koleżanką Hauru. A co tutaj robię... cóż. Nagrywamy film na szkolny projekt. To taka praca wakacyjna. Żeby wyszło naturalnie postanowiliśmy nic państwu o tym nie mówić. Bardzo dziękujemy za pomoc.
 - Hauruuu! Byłeś świetny! - wrzeszczał Benvolio przez okno.
   Skłoniłem się teatralnie w jego kierunku.
 - Tak, bardzo państwu dziękujemy - dodałem. Na chwiejnych nogach wyszedłem z domu. W progu powitali mnie Rod, Ciris i Anti z włosami całymi w liściach i trawie.
 - To ja tu odwalam czarną robotę, a ty się zabawiasz z dwoma laskami? No ja się nie dziwię, że tak bardzo ci zależało, żebym wykonywał to zadanie! Gdybym był w pobliżu, żadna by na ciebie nie spojrzała! - Zagadnąłem do chłopaka, żeby trochę oprzytomnieć.
 - Dobrą zabawę to mieliśmy dzięki tobie, stary, a jedna dziewczyna mi wystarczy.
 - No ja myślę, że wystarczy. - odezwała się Kalipso za moimi plecami. - Choć też mógłbyś wygłosić jakieś romantyczne przemówienie na moją cześć, jak to zrobił Hauru dla Michała. Nawet zaczęłam się zastanawiać, czy nie mówiłeś szczerze... - zwróciła się do mnie z błyskiem zza wielkich okularów.
 - Bez przesady! Ja tylko mam talent aktorski... - odparłem szybko zarzuty.
   Reszta zaczęła się śmiać i wracać do własnych domów. 
 - ...i myślałem wtedy o kimś innym. - dopowiedziałem, gdy znikli mi z oczu.

środa, 10 lipca 2013

8. Wygnanie z Raju

 Ciris

   Hauru aż zatarł ręce z uciech, kiedy zrządzenie losu (w postaci butelki) sprawiło, że zostałam wyznaczona do kolejnego zadania.
 - Ciris! Kochana....
 - Tylko bez czułości proszę - mruknęłam pod nosem niezadowolona z obrotu sytuacji. Bardzo lubiłam Hauru, ale nie kiedy miał okazję do zrobienia sobie ze mnie żartu.
 - Co by tu wymyślić... - zastanawiał się na głos.
 - Mogę ci narysować czyiś portret. - podsunęłam.
 - Phi! Przecież to nic trudnego. - prychnęła Antiochis. Też mi przyjaciółka.
 - Taka delikatna... - Wzrok Hauru wydawał mi się mocno niestosowny, gdy mówił te słowa - chciałbym zobaczyć, jak ćwiczysz na siłowni...
   Benwolio spojrzał na niego jak na zboczeńca.
 - To nie jest miejsce żebyś spełniał swoje fantazje erotyczne - jęknęła Kalipso.
 - Ej! To wcale nie tak! - zaczął się bronić.
 - Akurat. - zaśmiał się Benvolio.
 - Cholera! Właśnie wymyśliłem zadanie! I koniec! I kropka! Nie chce wiedzieć, co wam się roi w tych chorych umysłach! - Wybuchnął. - Ciris, pójdziesz na siłownię!
   Hauru trochę się wkurzył. Z resztą nie dziwiłam mu się. Wszyscy widzieli w nim tylko chłopaka, który zmienia dziewczyny jak rękawiczki. Nikt tymczasem nie zwracał uwagi na chociażby jego talent aktorski czy fotograficzny. Sama pewnie miałabym o nim dużo gorsze zdanie, gdyby nie to, że przez pewien czas wspólnie pracowaliśmy nad projektem makiety na konkurs wojewódzki. Wtedy poznałam go z trochę innej strony. Jego zadanie wydało mi się całkiem proste. Posiedzę chwilę na rowerku i gotowe.
 - Nie ma problemu. - odparłam lekko.
 - Nie skończyłem! - powiedział Hauru chyba domyślając się moich planów. - Pójdziesz tam z moim kolegą. Masz się go słuchać. Jest prywatnym trenerem. Musisz wykonywać wszystkie jego polecenia.
 - Żartujesz, prawda? - spytałam pełna nadziei.
   Hauru jednak nie wyglądał dziś na specjalnie rozrywkowego.
 - Dobra, zbieramy się na siłownie. - westchnęła Kalipso wstając.
 - Czekajcie. Najpierw zadzwonię czy dziś ma czas. - odezwał się Hauru. Wykręcił numer. - No hej, co tam?... Słuchaj, jest taka sprawa. Załatwisz jednej dziewczynie sesję?... Tak, jest ładna... Blondynka... Będziemy za pół godziny. Wielkie dzięki.
   
   Kolega Hauru nazywał się Michał. Tak jak się spodziewałam, okazał się barczystym, wysokim chłopakiem o opalonej skórze i jasnych włosach. Trochę przypominał Rocky'ego z "Rocky Horror Picture Show"... To skojarzenie niespecjalnie poprawiło jego wizerunek w moich oczach.
   Przyjaciele odeszli, życząc mi powodzenia. Powiedzieli, że przez pierwsze pół godziny dadzą mi się zmęczyć, a dopiero potem przyjdą patrzeć na moje katusze. Po prostu świetnie.
 - To od czego chciałabyś zacząć? - Spytał Michał/Rocky. - Byłaś w ogóle kiedyś na siłce?
 - Nie byłam...
 - Hmm... Hauru powiedział, że mam dać ci wycisk, ale skoro nie ćwiczysz regularnie, to mogłoby być to niebezpieczne...
   Zapadła cisza. Czekałam cierpliwie na rozwój wydarzeń.
 - Dobra. - odezwał się po chwili. - Proponuję spacer. Powiem Hauru, że siłownia była zajęta i jednak nam się nie udało. Co ty na to?
   Chwilę się wahałam. Ale tylko chwilę. Chłopak znalazł idealne rozwiązanie na wykręcenie się z tego zadania. Czemu miałabym nie skorzystać?
 - Zgoda.
   Poszliśmy z Rockym (jego prawdziwe imię już wyleciało mi z głowy) w kierunku pól rozciągających się wokół miasta. Żar lał się z nieba i zaczynałam powoli żałować, że jednak nie zostaliśmy w klimatyzowanym pomieszczeniu. Rocky ciągle coś o sobie opowiadał. Jego tata był właścicielem siłowni, on skończył studia w zeszłym roku. Był na anglistyce. Tyle zapamiętałam. Inna sprawa, że nie słuchałam go zbyt uważnie.
   W pewnym momencie przypomniałam sobie, że w pobliżu jest mały sklepik, w którym sprzedają lody włoskie. Zaproponowałam, żebyśmy tam poszli. Już mieliśmy wejść do środka, gdy zobaczyłam znajome rude włosy. O Boże! Kalipso! Chciałam się szybko wycofać, ale było za późno. Rod nas zauważył.
 - Kogo my tu mamy? Czyżby komuś udało się zwiać? - zaczął Rod z przekąsem. - Akurat ciebie bym o to nigdy nie posądził.
 - My... byliśmy na bieganiu... - zaczęłam się wykręcać.
 - Jaaaasne. I lody są do tego niezbędne, prawda? - zwrócił się do Rocky'ego.
 - Zasadniczo rzecz biorąc, to... - zamilkł. No, niestety. Dokładnie jak filmowy Rocky, ten chłopak również nie był zbyt elokwentny.
 - Co my teraz z wami zrobimy... Jak myślisz Kalipso?
 - Myślę - poprawiła okulary. - że czas ustalić kary za niewywiązywanie się z zadań...
 - Kalipso, Rod. Zlitujcie się! Nie dałabym rady na siłowni! On może potwierdzić!
 - To prawda. Ciris mogłaby sobie naciągnąć mięśnie. Nie można tego ot, tak ignorować. - powiedział. Może jednak będzie z niego jakiś pożytek.
 - Ale przecież od czegoś trzeba zacząć, nie?
 - No tak... - Rocky spłonął rumieńcem.
   Kalipso spojrzała najpierw na niego, potem na mnie. Jej mina nagle się zmieniła. Jakby właśnie coś zrozumiała.
 - Serio, Ciris? Nie myślałam, że polecisz na mięśnie...
 - To nie tak! - Jęknęłam. Jak ona mogła tak pomyśleć!
 - Dzwonię po resztę. Rozprawa odbędzie się za pół godziny w parku.

   Sytuacja wydawała mi się niedorzeczna. Kalipso nazwała mnie główną oskarżoną, a Rockego osądziła o pomoc z "zbrodni". Ona chyba jednak ma coś nie tak z głową... Usiadłam obrażona pod drzewem w miejscu naszych spotkań. Nie mieli prawa mi nic zrobić. Prawda?
   Kalipso i Rod stali po drugiej stronie polany. Nawet z tej odległości mogłam dostrzec kpiący uśmiech chłopaka.
 - Ale jaja! - wykrzyknął Hauru nagle wychodząc zza drzew. - Michał w końcu znalazł sobie laskę!
   Schowałam głowę w dłonie. Przynajmniej on mógłby sobie darować te głupie docinki! Gdy odsłoniłam oczy, na polanie byli już Benvolio i Antiochis. Chłopak wyglądał na lekko zdezorientowanego. Natomiast moja przyjaciółka wyraźnie tłumiła śmiech. Upokorzeń ciąg dalszy...
 - Zebraliśmy się tutaj... - zaczęła Kalipso.
 - ...aby połączyć węzłem małżeńskim Ciris i mojego kochanego przyjaciela... - wtrącił Hauru.
 - Oh, zamknij się, idioto! - przerwała mu ruda. - Chodź, Ciris. Nic strasznego ci się nie stanie. - mrugnęła do mnie.
 - Chyba. - dopowiedział Rod.
   Niechętnie wstałam z trawy i podeszłam do reszty. Ustawili się na przeciwko mnie i Rockego jakbyśmy byli w sądzie. Dziwne uczucie. A Kalipso była głównym sędzią. Sama nie wiedziałam czy się śmiać, czy płakać.
 - Proszę oskarżyciela o przedstawienie zarzutów! - powiedziała.
 - Oskarżam Ciris Sayle, lat 18, o celowe i przemyślane niewypełnienie zadania wyznaczonego jej zgodnie z zasadami gry. Oraz Michała... Jakkolwiek... o nadużycie władzy poprzez pomoc w dokonaniu tego przestępstwa. Czy jakoś tak.
 - Doskonale. - stwierdziła Kalipso - Szkoda, że nie mamy świadków... Poza mną i oskarżycielem, ale nie możemy chyba zeznawać... Czy oskarżeni mają adwokata?
 - Ja chcę! Ja chcę! - Zaczął się wyrywać Hauru.
 - Ej! Ja też! - dodał Benvolio.
 - Myślę, że ja będę odpowiedniejsza. - odezwała się ni stąd ni zowąd Antiochis.
 - Cisz na sali! - krzyknęła Kalipso. - Proszę oskarżonych o wybór adwokata!
 - Anti. - powiedziałam natychmiast. Może i miała ze mnie ubaw, ale to nadal moja najlepsza przyjaciółka.
 - Doskonale. - podsumowała ruda. - Antiochis Davies. Proszę opowiedzieć nam, co wydarzyło się dzisiaj między godziną 11:00 a 13:00?
 - Może najpierw się tego dowiem, co? Zachowajmy chociaż pozory sprawiedliwości. - wypomniała jej Anti, po czym sprawnym ruchem wypchnęła mnie i Rocky'ego poza krąg świerków.
 - No dobra, co tam się konkretnie wydarzyło? - zapytała cicho, patrząc podejrzliwie to na mnie, to na mojego współoskarżonego.
 - Nic! Nic się nie zdarzyło! - odpowiedziałam zdenerwowana - Michał stwierdził, że jestem za słaba na siłownię i zaproponował mi spacer! A potem wpadliśmy na Roda i Kalipso...
 - Dokładnie. - poparł mnie blondyn.
   Anti przewróciła oczami. 
 - Co ci do łba strzeliło, żeby to zaproponować?
   Rocky unikał naszego spojrzenia. Jak to jest, że taki silny facet nie ma za grosz odwagi?!
 - Nie miałem ochoty na prowadzenie zajęć. - odpowiedział.
 - A przez telefon się zgodziłeś! Trzeba było odmówić. - naskoczyła na niego Antiochis.
 - No bo...
 - Czy Hauru wytłumaczył ci w ogóle zasady gry? - spytałam.
 - Nie... widocznie uznał, że nie jest to istotne...
 - Hurra. - powiedziała Anti bez entuzjazmu. - Mamy punkt zaczepienia.
   Ruszyła w kierunku pozostałych. Powlekliśmy się za nią. Gdy stanęliśmy przed Kalipso, zaczęła mówić:
 - Gdy odstawiliśmy Ciris pod siłownię, od razu spotkała się z Michałem. Po krótkiej rozmowie, podczas której okazało się, że Ciris jest kompletną niemotą, Michał zaproponował jej spacer zamiast ćwiczeń. Zgodziła się i w ten sposób trafili na pola pod miastem, gdzie spotkali Kalipso i Roda. Na podstwie tego można by wyciągnąć wniosek, że zaistniałej sytuacji winien jest Michał, jako że w pewien sposób przejął odpowiedzialność za Ciris na czas wykonywania zadania, a ona, bidula, nie mogła się przecież oprzeć pokusie uniknięcia katorgi. Jest jednak jedno "ale": Michał o tym zupełnie nic nie wiedział - ani o ciążącej nad nim odpowiedzialności, ani, co ważne, nawet o zasadach naszej gry. Ledwo wiedział o jej istnieniu! Wnioskuję o uniewinnienie ich obojga. - powiedziała, znowu przewracając oczami, po czym dodała: - Jak chcecie mieć do kogoś pretensje, to do naszego casanowy.
   Wszyscy spojrzeliśmy jednocześnie na Hauru.
 - Ej...! - krzyknął
 - To rzuca nowe światło na całą sprawę. - przyznała Kalipso. - Proszę Hauru Escobara o przedstawienie swojej wersji wydarzeń i odpowiedzenie na podane zarzuty.
 - To było wredne, Ant! Wiedziałem, że będziesz chciała się zemścić za tamten pocałunek. A więc, wysoki sądzie, przyznaję, że może i ogólnikowo, ale powiadomiłem Michała o regułach naszej gry. To jego wina, że nie pytał dokładnie o zasady tylko o szczegóły urody Ciris.
   Pokiwałam zrezygnowana głową. Chłopcy to jednak debile. Wszyscy spoglądali to na mnie, to na Rokyego, to znowu na Hauru. Zapadła niezręczna cisza. Nie wiedziałam, czy powinnam ją przerwać  się jeszcze bronić czy dalej zbywać wszystko milczeniem.
 - Wiecie co? Dajcie se siana. - powiedział w końcu Hauru.
 - Mówisz? - Rod zapytał niby-niechętnie. - Dobra, wyrok zostanie ogłoszony po naradzie. Chodź tu, Benvolio, na coś się przydasz.
   Odeszli na stronę. Kalipso sporo mówiła. Potem odezwał się Rod. Benvolio potwornie wymachiwał rękami... to ADHD... Po chwili wrócili.
 - Po krótkiej naradzie, sąd oświadcza, że oskarżony Michał... Jakkolwiek... uznany zostaje winnym popełnionego przestępstwa. Zbrodnia została jednak dokonana po części nieświadomie więc wyrok zostaje złagodzona do wykonania jednego z naszych zadań. - Kalipso zaświeciły się oczy. - Mianowicie jutro pójdzie do swoich rodziców z włączonym łoki toki. Przeprowadzi z nimi bardzo poważną rozmowę na temat swojej orientacji. Powie, że jest gejem. I że jest śmiertelnie zakochany w Hauru.
 - To ma być załagodzona kara?! - oburzył się Rocky.
 - Uwierz mi, mieli gorsze pomysły. - wtrącił Benvolio.
 - Ciris Sayle również zostaje uznana za winną. Sad skazuje ją na wykonanie zadania, które powierzył jej Hauru oraz napisanie listu do naszego wspaniałego nauczyciela historii, w którym zaproponuje zrobienie mu 10 kg muffinek w zamian za wywieszenie transparentu "kocham 2d" na swoim balkonie.
 - Przecież ja nie umiem gotować! - wykrzyknęłam.
 - Przecież zawsze możesz się nauczyć. Masz 10 kg do ćwiczeń. - zauważył Rod.
 - I na koniec oskarżony Hauru Escobar. Zostaje uznany winnym pomocy w dokonaniu przestępstwa. Nie poinformował dokładnie Michała o zasadach gry. Dlatego jutro, gdy Michał będzie odbywał swoją karę, przyjdzie do niego do domu i będzie udawał jego chłopaka czy przelotny romans. Mniejsza o szczegóły - powiedziała Kalipso - Rozprawę uważam za zamkniętą.
 - No teraz to przesadziliście... Ty to wymyśliłeś, Rod?! - naskoczył na niego Hauru.
 - A skąd! - obruszył się, mimo wszytko uśmiechając się, i spojrzał na Kalipso.
 - Zboczeńcy. - westchnął. - i jeszcze wszystkiego będziecie słuchać...
 - A jak myślisz? - zapytała retorycznie Anti. Była już zniecierpliwiona całym tym cyrkiem.
 - Dobra. Skończmy może na dziś bo się zrobiło nerwowo - wtrącił Benvolio.
   Nawet bez pożegnania rozeszliśmy się do domów.

wtorek, 2 lipca 2013

7. U niej...

 Rod

   Gdy wychodziliśmy, robiło się już chłodno. Promienie słońca ledwo przebijały się przez gęste chmury, słabo oświetlając rosnące pod domem kwiaty. Nie rozumiałem, jak ktoś tak skoncentrowany na sobie jak Hauru może tak dobrze opiekować się ogrodem. Może robił to kto inny, a on się tylko chwalił? Nie zdziwiłoby mnie to.
 - To dokąd pójdziemy? – wyrwała mnie z zamyślenia Kalipso. - Miałam nadzieję na przebłysk twojej kreatywności... Ale jeśli na nic nie wpadłeś, to możemy pójść do mnie. Taty znów nie ma.
 - Dobrze. Skoro go nie ma...
   Zaśmiała się na to i poczochrała mi włosy. No tak, jej się to mogło wydawać śmieszne, ale mi nie. Chociaż skoro go nie ma teraz w domu, nie ma się czym przejmować... Objąłem ją w pasie i poszliśmy pustą ulicą w stronę jej domu.
   Nasz spacer nie był zbyt długi - już po kilku minutach dotarliśmy do dużego, dwupiętrowego budynku przypominającego willę, otoczonego równo skoszonym trawnikiem. Zieleń mocno kontrastowała z nieskazitelną bielą ścian i głębokim brązem dachu, ram okiennych i drzwi, do których prowadziła niezwykle regularna ścieżka z kamieni. Z daleka przypominał raczej komputerową wizualizację niż coś rzeczywistego. Zresztą, z bliska też, nawet wnętrze było idealnie poukładane jak w salonie meblowym. Wyglądało schludnie, ale zdawało się być zupełnie martwe. Naprawdę ciężko musiało się tam mieszkać komuś takiemu jak Kalipso. Ona - energiczna, pomysłowa, błyskotliwa dziewczyna na pewno potwornie się tam męczyła, chociaż nie dawała tego po sobie poznać.
   Zazwyczaj - bo teraz, gdy wchodziliśmy do jej pokoju, pozwoliła sobie na rozluźnienie i lekki uśmiech.
 - Uważaj przy łóżku, bo mam tam rozłożone sztalugi i chyba nie zebrałam wszystkich farb z podłogi - powiedziała Kalipso szukając czegoś w szafce przy drzwiach. Po chwili wyjęła z niej świece i rozstawiła w różnych miejscach pokoju. Nie lubiła światła elektrycznego.
  - Nastrojowo. - mruknąłem.
  - Już nie rób tej swojej niezadowolonej miny. Przecież się nie spalimy, nie?
  - Jasne. - zaśmiałem się.
  - Tak lepiej.
   Usiadła na łóżku i oparła się o mnie. Objąłem ją ramionami, podpierając się o ścianę.
  - Naprawdę piękny masz ten pokój. - powiedziałem cicho.
  - Serio tak myślisz, czy chcesz mi się przypodobać?
  - Przecież bym ci nie kłamał. - obruszyłem się. - Skłamałem ci kiedyś?
  - Hmm... Pamiętasz jak dwa miesiące temu chciałeś żebym wyszła z domu? Mówiłeś, że jest ciepło więc wyszłam w sukience, a tymczasem zachmurzyło się, zerwał się wiatr i lunęło...
  - Taak? Przepraszam! Najwidoczniej wtedy było ciepło... - zacząłem gładzić jej włosy. - A nawet kiedy spadł deszcz, wyglądałaś jak bogini. Z tą wkurzoną miną...
  - ... i jak zdzieliłam cię po głowie? Nie wyglądałeś na zachwyconego. - zaśmiała się.
  - No dobra, gniew bogini bywa nieprzyjemny. - przyznałem. - Może spróbujemy kiedyś powtórzyć taką wycieczkę jak tamta?
  - Mmm... Masz już jakiś zabójczy plan, czy teraz przyszło ci to do głowy?
  - Teraz, ale wcześniej też o tym myślałem, tylko jakoś nie było okazji, żeby ci to zaproponować. Węszysz jakiś podstęp?
  - Jak zwykle. Ale nawet jeśli to nie podstęp to i tak będzie fajnie.
  - To nie podstęp. - uśmiechnąłem się szerzej. - Po prostu mamy wakacje i mnóstwo czas tylko dla siebie...
  - Czy ty czasem nie próbujesz wykręcić się od naszej gry? Oj jednak dobrze wyczułam podstęp!
  - Nie, ja zupełnie nie o tym! - parsknąłem. - Naprawdę tak ci na niej zależy?
  - Pewnie, że mi zależy! To może być przygoda życia! Nie czujesz tego?
  - Chyba wciąż nie. Ale nie mówię, że nigdy się nie przekonam.
  - Wiem, że potrzebujesz czasu... przepraszam, już nie naciskam. Nie mówmy o tym. Mnie też od razu nie polubiłeś.
  - Taaak... Powiedziałaś coś jednej ze swoich koleżanek, a ta zaczęła gdzieś biec jak opętana... Naprawdę się ciebie bałem!
  - Pfff... to był tylko taki żart, a ona nie miała poczucia humoru. Nie byłam chyba aż tak przerażająca?!
  - Nikomu nie zaszkodzi jedna mała schiza dziennie...
  - No właśnie.
  - Ale w końcu się przekonałem.
  - Sama nie mogę uwierzyć, jak do tego doszło. Od tygodni staram się przekonać cię do kawałka Phila Collinsa i nic z tego nie wychodzi... A to przecież nic w porównaniu do mnie!
  - To inna para kaloszy...
  - Swoją drogą może puszczę...
   Przewróciłem oczami.
  - Co ty widzisz w tej muzyce? - spytałem.
  - Jest nastrojowa... smutna... można przy niej odlecieć...
  - I teraz chcesz odlecieć, tak? - zaśmiałem się, bawiąc się jej palcami.
  - Zawsze chciałam latać - odpowiedziała wymijająco. 
   Po chwili dodała:
  - Zostanę pilotem. Będę miała własny, mały samolot. Będę prowadzić wycieczki... podniebne...
  - Hmmm... wycieczki podwyższonego ryzyka... bardzo po twojemu...
  - To co z tamtą wyprawą? - dodałem. - Naprawdę nic nie wyjdzie?
  - A czy ja się nie zgodziłam? Mów tylko kiedy i ruszamy w trasę!
  - Bo chodziło ci o tę grę... To jak to ułożymy?
  - Jakiś podstęp... - w jej oczach zobaczyłem ogniki pojawiające się zawsze, gdy wpadnie jej do głowy jakiś genialny plan. - Zrobimy tak: Następnym razem, jeśli cię wylosuję, to każę ci pojechać autostopem i powiem, że cię przypilnuję. Wszyscy nie damy rady się zabrać, a wtedy możemy sami pojechać gdzie chcemy.
  - Świetnie! A jeśli to ty będziesz wylosowana...
  - To... to każesz mi leżeć cały dzień na polanie w środku lasu bez żadnego ruchu. To będzie dla nich nudne. Nie będzie im się chciało mnie pilnować.
  - Mam taką nadzieję. - znowu chciało mi się śmiać. - Musimy więc tylko trochę poczekać i za parę dni...
   Nie dokończyłem zdania, bo mnie pocałowała.
 - A to mała zapowiedź tego dnia. - mrugnęła do mnie okiem.
   Chciałem to powtórzyć, ale powstrzymała mnie palcem.
 - Poczekaj. Dopiero jak nasz plan wypali.
 - Brzmi kusząco. Aż zaczynam żałować, że zostało jeszcze te kilka dni....
 - Szybko minie. Tym bardziej, że kolejne zadanie wymyśla Hauru. Na pewno nie będzie to coś przeciętnego...
 - Oby. - mruknąłem i zaraz potem usłyszałem chrzęst przekręcanego w zamku klucza.
 - Kurde. Mówił, że wraca dopiero jutro rano!
 - Widocznie nie można mieć wszystkiego - westchnąłem, zerkając za okno. Czy udałoby mi się wyskoczyć?
 - Nie wygłupiaj się. Chcesz się połamać? Ani się waż skakać! - powiedziała czytając mi w myślach.
   Zerknąłem na nią i jeszcze raz na okno. I za chwilę zwijałem się z bólu na równiutko wystrzyżonym trawniku przed jej domem. Ale oczywiście nie dałem tego po sobie poznać... Przynajmniej mam taką nadzieję.
 - Wariat. - Powiedziała.
   Zaśmiałem się tylko i pomachałem do niej na pożegnanie, po czym lekko kuśtykając, poszedłem do domu. Dawno nie byłem tak szczęśliwy. A wkrótce miałem być jeszcze szczęśliwszy.


niedziela, 12 maja 2013

6. ...

 Kalipso

   Zrobiło się trochę nudno. Hauru wciąż flirtował z dziewczyną z kawiarni, a my nawet nie mieliśmy jak ich podsłuchiwać. Ciris tak się zmęczyła robieniem zdjęć, że teraz siedziała z nami przy stoliku i pstrykała fotki wkurzonemu Rodowi. Nigdy nie lubił aparatu. Benvolio z Anti poszli na zakupy do jakiegoś butiku...
   I wtedy wpadłam na genialny pomysł. Wyjęłam komórkę i napisałam do Hauru:
 "O czym rozmawiacie?"
   Zobaczyłam jak po drugiej stronie ulicy blondyn przeprasza dziewczynę i wyjmuje telefon.
 "Cholera, Kalipso! Psujesz magię chwili! O Shakespearze. Weź nie przeszkadzaj. Idźcie do domu. Spotkamy się u mnie za trzy godziny."
   Podniecona przekazałam informację reszcie. Musiałam przyznać, że Hauru wie co robi. A jednak nie rozumiałam tej dziewczyny - co może się podobać w tym aroganckim pozerze?

   O 17:00 wszyscy siedzieliśmy w pokoju Hauru. Chłopak czekał na nas wylegując się w łóżku z błogim uśmiechem na twarzy.
   - Opowiadaj! - Krzyknął Benvolio chwilę przed przewróceniem się przez próg.
   - O czym rozmawialiście? - Spytała Ciris.
   Blondyn usiadł na pościeli. Zajęliśmy miejsca obok niego i niecierpliwie czekaliśmy na informacje.
   - Boże! Weź wyksztuś to z siebie - Powiedział Rod.
   - O... Czyli nawet ciebie zżera ciekawość?! - Zaśmiał się Hauru na co wywróciłam oczami, a Rod spiorunował blondyna wzrokiem. Ten tylko pokazał mu język i zaczął opowiadać:
   - Ma na imię Monika. Studiuje Inżynierię, a w wolnych chwilach czyta książki.
   - To jak wyście się dogadali? Ty chyba nigdy nie miałeś książki w ręce. - Wtrąciłam bynajmniej nie złośliwie.
   - Nie bądź taka pewna, Kalipso. Mógłbym zadziwić cię wieloma rzeczami... - mrugnął do mnie Hauru na co Rod znów objął mnie mocniej ramieniem.
   - W każdym razie - kontynuował - Bardzo przyjemnie nam się rozmawiało i wtedy dostałem od kogoś smsa... Magia chwili prysła i wszystkie cytaty z Austen i Shakespearea poszły na marne...
   - Ha! Wiedziałem, że ci się nie uda! - wykrzyknął Benvolio.
   - To jeszcze nie koniec. - zapewnił go Hauru - Już straciłem nadzieję, bo Monika trochę ochłonęła i powiedziała, że musi się zbierać, ale poprosiłem ją o numer i mi go dała. Zacząłem do niej pisać z 10 minut po rozstaniu. Odpisała. Skończyliśmy tuż przed waszym przyjściem. Umówiłem się z nią na jutrzejszy wieczór.
   - Wow. - westchnął Benvolio.
   - Tylko tyle masz do powiedzenia?! - oburzył się Hauru.
   - Póki co...
   - Więc może już stąd pójdziemy? - spytał mnie Rod.
   - Dzięki. - warknęła na niego Ciris.
   Cóż. Perspektywa spędzenia wieczoru z moim chłopakiem była bardziej kusząca niż siedzenie tutaj ze znajomymi. Gra jeszcze ich na tyle nie rozruszała, żeby zapowiadało się na rozwój wydarzeń. No może Hauru coś by wymyślił, ale zaraz Anti i Ciris go doprowadzą do porządku.Z resztą wszystkie jego pomysły opierały się na jednym...
   - Dobrze... - odpowiedziałam Rodowi. - Ale jutro znów widzimy się w tym samym miejscu o tej samej porze. Do jutra!
   - Nie mogę się doczekać, Kalipso - Powiedział Hauru jak zwykle z psotnym uśmiechem.
   Pokręciłam głową z rezygnacją. Kiedy wstałam, Benvolio prychnął. Chyba nie spodziewał się takiego obrotu sytuacji. Gdy wychodziliśmy usłyszałam jeszcze, jak Hauru z zapałem mówi do pozostałych:
   - To co? Czworokącik?!

wtorek, 7 maja 2013

5. Uwieść? Żaden problem!

 Hauru

   Wstałem z łóżka i wiedziałem, że ten dzień będzie piękny. Słońce świeciło mi prosto w oczy, powiew wiatru, który wdarł się przez okno, gładził mi twarz, a starsza siostra krzyczała, żebym założył chociaż bieliznę.
   Po porannej gimnastyce ubrałem się w luźne ciuchy i pobiegłem na spotkanie.
   - Cześć Rod! Witaj, piękna Kalipso! - Puściłem do niej oko.
   Rod popatrzył na mnie wilkiem i objął Kalipso w pasie. Heh. A więc jednak uważa mnie za konkurencję!
   Chwilę później dołączyła do nas reszta paczki.
   - Kto ma butelkę? - spytała Ciris.
   - Proszę bardzo. - Kalipso wręczyła ją Benvoliowi - Postaraj się tym razem nie ochlapać.
   Chłopak wziął butelkę i energicznie nią zakręcił. Wypadło na mnie. Byłem zaskoczony ale też się ucieszyłem. Lubię wyzwania.
   - Łuhuhu! - krzyknąłem.
   - Ooo tak! - wrzasnął razem ze mną Benvolio. Natychmiast powiedział:
   - Ty, Hauru, jeszcze dziś znajdziesz dwudziestoparoletnią dziewczynę, poderwiesz ją i zaprosisz na randkę. Albo po prostu zaprosisz na randkę, jeśli już jakąś znasz i poderwałeś. Ale jak znasz, to na pewno już poderwałeś.
   Uśmiechnąłem się. To zadanie nie mogło zszargać mojej reputacji w przeciwieństwie do tego, co wymyśliła dla Benvolia Kalipso.
   - Tylko tyle? Nie ma problemu!
   - Gdyby tak miało być, nie dostałbyś takiego zadania. - mruknęła Anti.
   - Tak myślisz? - spytałem ją. - No to sama się przekonasz! Dobra. Koniec gadania. Zmywajcie się do domu i zostawcie sprawę mistrzowi. Potem do was zadzwonię, żeby powiedzieć, gdzie się umówiłem i na którą.
   - I myśli, że przejął władzę... - zaśmiał się Benvolio.
   - No chyba nie zamierzacie mnie śledzić! - oburzyłem się.
   - Przecież możemy. - zaprotestował Rod. - I będzie to absolutnie zgodnie z zasadami gry.
   - Niby w jaki sposób mam kogoś poderwać jak będzie za mną biegać grupka rozchichotanych nastolatków!
   - A co nam szkodzi schować się za krzakiem? - jeszcze szerzej uśmiechnął się Benvolio. - Czy za dwoma? Ewentualnie stać z lornetką sto metrów dalej?
   - Porąbało was... No dobra. Kalipso i Rod mogą udawać parę siedzącą w parku czy gdzieś tam...
   - My JESTEŚMY parą! - warknął Rod.
   Udałem, że puszczam tę uwagę mimo uszu. Z resztą jak zwykle, gdy rozmawiam z Rodem.
   - Ciris, ponieważ jest odpowiedzialna za dokumentację, niech robi zdjęcia wszystkim przechodniom, to nie będzie podejrzana... A Anti łatwo wtapia się w tłum.
   - Dzięki. - mruknęła.
   - Ale jak Benvolio zacznie się wydurniać to nie mam szans! Mowy nie ma! Schowaj się na dachu czy gdzieś... - powiedziałem, może niezbyt miło więc po chwili dodałem:
   - Bez urazy.
   - Spoko, mogę posiedzieć na jakimś drzewie.
   - Może go popilnować? - zapytała Antiochis.
   - O! Świetny pomysł! - szybko ją poparłem. - I żadnego zwracania na siebie uwagi, jasne?
   Benvolio skwapliwie przytaknął.
   Westchnąłem. Tak na prawdę nie miałem nic przeciwko Benvoliowi. Po prostu nie chciałem wyjść przed nimi na idiotę, gdyby mi się nie powiodło, więc z góry zrzucałem winę za niepowodzenie na ich obecność. Odwróciłem się i nie czekając na resztę poszedłem na przystanek. Wsiadłem do autobusu i natychmiast zobaczyłem pierwszy cel. Wysoka brunetka w białej sukience i o boskiej opaleniźnie stała na samym końcu przedziału. Doszedłem do niej lawirując między ludźmi. Gdy obok niej stanąłem obdarzyła mnie przelotnym spojrzeniem i znów zapatrzyła się w okno.
   - Hejka. Jak ci na imię? - spytałem z uśmiechem.
   W tym momencie autobus się zatrzymał, a dziewczyna wyszła bez odpowiedzi.
   Dojechałem do miasta starając się nie zwracać uwagi na złośliwy śmiech przyjaciół na drugim końcu autobusu. Skierowałem się ku mojej ulubionej ulicy. Dlaczego ulubionej? Ponieważ znajdowały się przy niej same kawiarnie - idealne miejsce na podryw.
   Przy jednym stoliku zobaczyłem całkiem ładną dziewczynę. Mogła mieć z dwadzieścia trzy lata. Nie zwracała najmniejszej uwagi na otoczenie, ponieważ była pochłonięta lekturą. Podszedłem i zająłem miejsce obok niej.
   Przez pewną chwilę siedzieliśmy w milczeniu. Po jakimś czasie zaczęła na mnie zerkać, a ja za każdym razem obdarzałem ją uśmiechem.
   W końcu odłożyła książkę.
   - Prowadzisz ankiety z przechodniami? - spytała.
   - Nie. - odpowiedziałem śmiejąc się.
   - Ukryta kamera? - wypytywała nadal podejrzliwie.
   - Również nie. Co czytasz?
   - "Dumę i uprzedzenie".
   - Lecz choć nie mogła patrzeć, mogła słuchać, on zaś mówił jej, ile dla niego znaczyła, co z każdą chwilą czyniło jego uczucie coraz cenniejszym... - powiedziałem powoli ważąc każde słowo i gratulując sobie godzin spędzonych na czytaniu książek siostrom...

4. Ruszamy na miasto!

 Benvolio

   Tradycji stało się zadość. Trochę zdenerwowany, a trochę podniecony grą, którą mieliśmy dzisiaj rozpocząć wsiadłem w nie ten autobus i w efekcie spóźniłem się do parku parę minut. No niech będzie - paręnaście.
   - Wiedziałam, że tak będzie! - westchnęła Ciris. - Dłużej się nie dało?
   - Ciesz się, że w ogóle dotarł. - powiedział Hauru.
   Uśmiechnąłem się lekko, aby pokryć zażenowanie, i usiadłem pod jednym ze świerków.
   - No to zaczynajmy! - przerwała ciszę Kalipso, wyjmując z torby butelkę. - Ja kręcę, żeby dać przykład, jakiego rodzaju zadań potrzebujemy do gry!
   Położyła przedmiot na ziemi i zakręciła nim zdecydowanym ruchem. I padło na mnie!
   - No nie! - jęknąłem.
   Hauru zaczął się śmiać:
   - Już po tobie! Jesteś zdany na chorą wyobraźnię Kalipso.
   - Przymknij się. - warknęła ruda. - Benvolio, Benvolio, Benvolio... hmmm....
   Trzymała mnie w napięciu, jakby jeszcze było mi go mało. Miałem ochotę ją zamordować, ale przecież wszyscy mimowolnie daliśmy jej taką "władzę".
   - No, zdecyduj się wreszcie. - odezwała się Antiochis. - Przecież widzisz, jak się biedak męczy.
   Opuściła wzrok, powoli przejechała czubkiem palca po butelce. Kiedy go podniosła i spojrzała mi prosto w oczy, powiedziała:
   - Pójdziesz teraz na śmietnik. Wygrzebiesz z niego jakieś stare, popsute, obciachowe ciuchy i je założysz...
   Patrzyłem na nią jak na przybysza z kosmosu, zupełnie nie przyjmując do wiadomości, że mam zrobić właśnie to, o czym mówi.
   - Ale to jeszcze nie koniec! O nie, nie, mój Benvolio...
   Znowu zaczęła bawić się butelką i kontynuowała opis moich przyszłych katorg pełnym prawie sadystycznej przyjemności tonem.
   - Potem w tych ciuchach wsiądziesz w autobus i pojedziesz do centrum. Pochodzisz tam trochę między ludźmi, na głównym placu. A jakbyś próbował się wykręcić, to wiedz, że któreś z nas cały czas będzie cię pilnowało.
   - Do dzieła, mistrzu! - krzyknął Rod ze swoim złośliwym uśmieszkiem, a ja zrozumiałem, że to tak będzie wyglądał mój wielki koniec.
   Ale cóż, zgodziłem się, a ja za nic nie chciałem rezygnować - nie byłem jakimś dzieciuchem, żeby usiąść rozpłakać się i powiedzieć, że "tak się nie bawię". Wstałem i razem z resztą wyszedłem z parku.
   Rozejrzałem się, czy nikt nie idzie i podszedłem do najbliższego śmietnika.
   - Wybacz, muszę zrobić zdjęcie! - usłyszałem za plecami śmiech Ciris i błysk flesza.
   - Hej! - krzyknąłem, zasłaniając nieudolnie twarz przed aparatem. Po chwili uprzytomniłem sobie jednak, że lepiej nie zwracać na siebie uwagi w takim momencie i ciszej dodałem: - Nie mówiłaś, że masz aparat! Myślałem, że to zostanie między nami!
   - Zostanie między nami - zapewniła. - Ale stwierdziłam, że musimy zrobić dokumentację. Pod koniec wakacji wszyscy dostaniemy te zdjęcia.
   - To świetny pomysł! - poparła ją Kalipso - W ten sposób wszyscy będziemy mieć motywację, żeby nie zdradzić, co się tu działo. Jeśli ktoś coś piśnie, to zaraz roześlemy jego upokarzające zdjęcia.
   Tymczasem znalazłem jakiś śmierdzący, poplamiony płaszcz i automatycznie go założyłem. I miałem ochotę natychmiast go zdjąć. Postanowiłem jednak robić dobrą minę do złej gry - w końcu takie lato raczej się już nie powtórzy! Wiele bym dał, żeby zobaczyć teraz w swojej roli takiego Roda albo Hauru. Ale przecież jeszcze miałem zobaczyć!
   - Tadaaam! - odwróciłem się do reszty, przybierając dziwną pozę i uwidoczniając w ten sposób swój nagły przypływ entuzjazmu.
   - Świetnie wyglądasz. Serio... - Powiedział Hauru tłumiąc kolejny atak śmiechu.
   Bez zastanowienia kontynuowałem przedstawienie, mając nadzieję, że utrzymam taki nastrój do końca dnia. Na szczęście im bardziej wchodziłem w to błaznowanie, tym więcej frajdy z niego miałem
   - No to teraz ruszaj w miasto! - powiedziała radośnie Anti, bez przerwy chichocząc.
   Marszowym krokiem ruszyłem w stronę przystanku autobusowego, a za mną w pewnej odległości podążyli inni. Nie ma co, zapowiadał się ciekawy dzień...

   Na autobus nie musieliśmy czekać długo. Wszedłem do niego ostatnimi drzwiami i zająłem miejsce na samym tyle, obserwując tłumiących śmiech przyjaciół, którzy weszli do pojazdu z innej strony.
   Oprócz nich byli jednak jeszcze inni pasażerowie - niezbyt wielu, ale w tamtym momencie nawet obecność patrzącej na mnie spode łba babci powodowała u mnie wystrzał adrenaliny. Na następnym przystanku weszła jeszcze jakaś parka, która nie zwróciła na mnie uwagi, pani po czterdziestce z siatkami pełnymi warzyw, która kiepsko udawała, że mnie nie widzi, oraz otyły biznesmen z teczką. Jego reakcja przebiła wszystkie inne!
   Najpierw usiadł obok mnie, jakby nie był świadomy mojego istnienia, a co dopiero stanu. Gdy już mnie zauważył, powoli podniósł wzrok i bezczelnie patrzył na mnie jak na jakiś... nie wiem... jak na zwierzę w klatce albo eksponat na wystawie. Ostatecznie przesiadł się, udając, że chce oglądać widoki za oknem z innej perspektywy. Na szczęście się nie zaśmiałem, a było blisko! Ta sytuacja wynagrodziła mi nawet nieprzyjemne uwagi ze strony kilku dresowatych gimbusów.
   Wkrótce dojechaliśmy do centrum i wysiedliśmy z autobusu, oczywiście udając, że nie mamy ze sobą nic wspólnego. Chodziliśmy tak po mieście przez cały dzień, więc żeby się za bardzo nie nudzić, musiałem sobie znaleźć jakieś zajęcie. Jakie - to oczywiste, podchodziłem w pobliże przypadkowych ludzi i zachwycałem się ich reakcjami. Miny, jakie robili na mój widok, były fantastyczne: od dziwnego obrzydzenia przez udawanie, że nie istnieję aż do zachowania jakichś dziwnych turystów, którym spodobały się moje ciuchy (twierdzili, że mają na sobie podobne) i robili sobie ze mną zdjęcia.
   Dopiero późnym popołudniem zrobiłem się głodny i stwierdziłem, że pora kończyć tę zabawę.
    - I jak wam się podobało? - zapytałem wesoło, podszedłszy do reszty.
   - Stary, byłeś zarąbisty! - wykrzyknął Hauru, klepiąc mnie po plecach. - Ale zmień już te ciuchy. - dodał po chwili, wycierając sobie rękę w spodnie.
   - A ty pewnie miałeś jeszcze lepszą zabawę niż my. - odezwał się Rod, chyba nawet bez złośliwości.
   - No, niezła to ona była, to fakt. - potwierdziłem, ściągając z siebie płaszcz i wrzucając go do najbliższego kosza na śmieci. Dopiero teraz poczułem, jak okropnie śmierdzi. I jak ja przez niego śmierdzę.
   - To u kogo mogę się wykąpać? - zapytałem.
   Wszyscy niemrawo zaśmiali się, jakby nie wiedząc, czy mówię to na serio czy dla zabawy.
   - Wracajmy już. - westchnęła Antiochis.
   - Właśnie. Zrobiło się późno, a jutro kolejny dzień pełen wrażeń... - poparła ją Ciris.
   - Tylko wymyśl jakieś ciekawe zadanie, Benvolio. - mrugnęła do mnie Kalipso.
   Uśmiechnąłem się tylko. Wymyślę coś, bez obaw!
   Za chwilę zgodnie poszliśmy na przystanek i po niedługim oczekiwaniu wsiedliśmy do autobusu. Czasem ktoś rzucił jakąś uwagę, czasem ktoś się zaśmiał, przypominając sobie jakąś sytuację, ale przeważnie panowała cisza. To było naprawdę dziwne - musieliśmy być niesamowicie zmęczeni.

środa, 1 maja 2013

3. Przerwanie monotonii

 Kalipso

   Zakręciłam butelką. Wypadło na Benvolia.
 - Pytanie czy wyzwanie?
 - Niech będzie pytanie - odpowiedział przygładzając sobie grzywkę.
 - Czy któryś nauczyciel Cię podnieca?
   Ciris zachichotała.
 - Oczywiście, że nie! - odparł szybko Benvolio.
 - Zastanów się jeszcze raz. - Nalegałam.
   Zarumienił się, opuścił wzrok i nieśmiało zaczął mamrotać:
 - Kilka lat temu miałem geografię... Ale to było dawno!
   Hauru przysunął się trochę bliżej.
 - Mów dalej - zachęcił z perfidnym uśmieszkiem od którego zrobiło mi się niedobrze. Jednak Benvolio nie zauważając nic podejrzanego w jego głosie, kontynuował:
 - Nie była jakaś szczególnie piękna ani inteligentna, ale te jej oczy... To dlatego nic nie umiem z gegry.
 - I reszty przedmiotów - dodał złośliwie Rod.
  Chłopak chwycił butelkę i zakręcił nią opryskując się przy okazji resztkami Coli. Wypadło na Hauru. Zastanawiał się chwilę po czym zapytał:
 - A tak w ogóle to pytanie czy zadanie?
 - Wszystko mi jedno. - odpowiedział blondyn.
 - To niech będzie pytanie. O czym myślałeś na ostatniej matmie, wpatrując się w piersi Marty?
 - Czy by jej nie poprosić o korepetycje. Prywatne. U niej. - Odpowiedział nieskrępowany Hauru na co Benvoliowi opadła szczęka.
 Kolejną osobą wskazaną przez butelkę była Antiochis.
 - Wyzwanie - Westchnęła dziewczyna.
 - Pocałuj osobę spośród obecnych, która ci się najbardziej podoba.
 - Chyba zwariowałeś.
 - To nie wiedziałaś?! - zażartował chłopak - No nie wstydź się.
 - Mogłaś się tego spodziewać. To najstarsze wyzwanie świata. Nie wykazałeś się kreatywnością Hauru! - Wypomniałam mu.
   Na chwilę zapadła cisza. Wszyscy patrzyli wyczekująco na Antiochis. Dziewczyna nie wiedziała gdzie ma podziać wzrok. W końcu nie wstając z kolan podeszła do Hauru i go pocałowała. Na twarzy chłopaka rozkwitł błogi uśmiech. Skrzywiłam się mimo woli.
 - Przestań się szczerzyć jak idiota. Kręć, Anti. - mruknęłam.
   Dziewczyna zakręciła. Padło na Roda.
 - Wyzwanie. - powiedział od razu.
 - Zaśpiewaj "My Heart will go on".
 - To jakiś masochizm? - spytał oburzony.
   Dziewczyna nie odpowiedziała. Widząc to, Rod zaczął ledwie zauważalnie poruszać ustami.
 - Co ty tam mruczysz pod nosem? Głośniej bo nie słyszę! - Odezwał się Hauru pokładając się ze śmiechu na widok miny Roda.
   Chłopak zaczął "śpiewać" głośniej specjalnie dla Hauru prawie mówiąc i nie trzymając się żadnej melodii.
 - Romantycznie się zrobiło - rzucił sarkastycznie Hauru. Jak zwykle starał się błyszczeć w towarzystwie i do wszystkiego dorzucać swoje uwagi. W chwilach, takich jak ta, był nie do zniesienia.
 - Dobra, koniec tego dobrego. - rzucił Rod i zakręcił butelką.
   Tym razem wskazała na Ciris.
 - Pytanie. - powiedziała.
 - Co najbardziej cię pociąga w facetach?
 - Ale żeś wymyślił...
   Mój chłopak wyszczerzył zęby w złośliwym niby-uśmiechu. 
 - Najbardziej w facetach pociąga mnie kreatywność, odwaga i indywidualność. Trzy cechy, o których ty możesz tylko pomarzyć.
   Rod spojrzał na nią z politowaniem. Najwyraźniej nie wziął do siebie ani jednego słowa. Ciris załamała ręce z rezygnacją i zakręciła. Znów wypadło na Antiochis.
 - Pytanie czy wyzwanie?
 - Pytanie.
   Dziewczyna zaczęła się zastanawiać. Widać było, że nie chce dodatkowo upokorzyć przyjaciółki. To też mnie zdenerwowało. Przecież w tej grze nie powinno się traktować nikogo ulgowo! Czułam, że zaraz wybuchnę. W końcu Ciris spytała:
 - W jaki sposób chciałabyś umrzeć?
 - Chyba z wyziębienia. - odpowiedziała Antiochis po chwili namysłu, wpatrując się swoim zwyczajem w dal. - Człowiek po prostu słabnie, uspokaja się, zupełnie jakby zasypiał.
 - O czym my do jasnej cholery mówimy! - krzyknęłam nie wytrzymując.To nie tak miała wyglądać ta zabawa. Oczywiście wszyscy się na mnie spojrzeli z niemym pytaniem "Ale o co ci chodzi?". Zdenerwowana podniosłam się z trawy i kontynuowałam:
 - To jest strasznie nudne! Myślałam, że jak już zagramy, to się w końcu zrobi ciekawie. A tu zero entuzjazmu! Co z wami?
  Znajomi spojrzeli po sobie.
 - Całkowicie się zgadzam. - powiedział Rod, również wstając - To bez sensu, chodźmy do domu.
 - Przymknij się. Tobie nigdy nic się nie podoba. - warknął na niego Hauru - Co proponujesz, Kalipso?
   Szybko zaczęłam myśleć. Prawie od razu do głowy przyszedł mi genialny pomysł:
 - Zagrajmy tylko na zadania!
 - O nie... - jęknęła Antiochis.
 - To chyba niewiele zmieni... - powiedziała Ciris. - Skończy się na tym, że wszyscy będziemy się nawzajem obmacywać i całować.
 - Ja nie mam nic przeciwko! - wykrzyknął Hauru za co został zgromiony wzrokiem przez obydwie przyjaciółki.
   W duszy przyznałam im rację, ale nie zamierzałam się poddać. I wtedy mnie olśniło. 
 - W takim razie zagrajmy jeszcze inaczej. Jeden dzień - jedno zadanie. Ale nie takie przeciętne. To musi być coś wyjątkowego. Coś super trudnego do wykonania i żeby zajęło cały dzień - powiedziałam z blaskiem w oku poprawiając sobie ogromne okulary.
 - Ale jakiego typu zadania masz na myśli? - zapytał znienacka Benvolio. - Zupełnie nie rozumiem.
   Uśmiechnęłam się do niego. Był uroczy z tą swoją wieczną niewiedzą. Chyba jako jedyny dzisiaj mnie nie wkurzył. Odpowiedziałam mu:
 - Zrozumiesz jutro. Już ja coś wymyślę... Spotykamy się w sobotę o jedenastej w tym samym miejscu!