środa, 24 lipca 2013

9. Egzekucja

 Benvolio 

   Jeszcze nie zdążyliśmy wyrobić w sobie nawyku przychodzenia do parku o tej jedenastej czy której-tam, a już coś się zmieniało. Dziś spotkaliśmy się po południu pod domem Michała, a konkretnie za wielkim żywopłotem na skraju ogródka przy jego domu. Ostatnie wskazówki i złośliwości, głęboki wdech i skazany już rozpoczynał swoje zadanie. Lekko spięty wszedł do domu, obejrzawszy się za siebie przed otworzeniem drzwi. Do paska miał przyczepione łoki-toki. Mieliśmy nadzieję, że pozostanie nie zauważone - Kalipso długo przy tym kombinowała, na co Rod patrzył z niesmakiem. Oby Michał o nim nie zapomniał.
   Nasze łoki-toki trzymała Kalipso. Gdy tylko trzasnęły drzwi, nastawiła je i wszyscy zamienili się w słuch.
 - Co robisz, mamo? - Odezwał się głos w słuchawce.
   Od razu ogarnęła mnie niesamowita radość - właściwie z niczego. 
 - Wow. Nie wierzę, że my to naprawdę robimy. że on to robi!
 - Ciiiii! Benvolio, przecież oni wszystko usłyszą przez łoki-toki! - syknęła na mnie Ciris
 - Ups...
 - Nic się nie martwcie. - Powiedziała Kalipso - Wyłączyłam nam automatyczne nadawanie. Żeby nas usłyszeli musielibyśmy przycisnąć guzik.
 - To uważajmy z tym guzikiem. - dodałem rozluźniony.
 - Przecież dlatego to ja trzymam sprzęt - odparła pokazując mi język.
 - Co na obiad? - usłyszeliśmy nagle z urządzenia.
 - Naleśniki.
   Potem jakieś brzęki i znowu głos:
 - Gdzie jest reszta talerzy? 
 - Jaka reszta? 
 - No ten, co był na suszarce właśnie stłukłem.
   Parę wolnych kroków.
 - Coś się stało? Zawsze to ty z ojcem na mnie się denerwowaliście, że coś tłukę.
 - Nieee, nic...
   Potem nastąpiła jakaś minuta względnej ciszy i znowu odezwał się Michał:
 - Tata już wrócił?
 - Nie, będzie dopiero wieczorem.
 - Aha.
 - Masz do niego jakąś sprawę?
 - Nie. Właściwie nie.... Mamo...
   Nastąpiła dramatyczna pauza. Wszyscy wstrzymaliśmy oddechy. Powie?
 - Tak?
 - Mogłabyś na chwilę tu usiąść...
 - Nie mam czasu. Muszę wracać do artykułu.
 - To zajmie chwilę... Z resztą cały dzień już pisałaś. Potrzebujesz przerwy.
 - No dobrze. O co chodzi?
 - Ja... Zakochałem się.
   Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem, ale zaraz ucichliśmy - co jeśli usłyszeliby nas przez okno?
 - To świetnie. - usłyszeliśmy niby-zwykłą odpowiedź. - Kim ona jest?
 - Widzisz... właśnie o tym chciałem z tobą porozmawiać...
 - Jest buddystką?!
 - Nie... Skąd ci to przyszło do głowy?!
 - Już ci dała kosza? Jesteś taki markotny...
 - Nieee, on też się we mnie zakochał...
 - On... to znaczy...
 - Tak. Jestem gejem.
 - Zrobił to! Nie wierzę! Zaliczone - posypały się z naszej strony komentarze, przerywane salwami śmiechu.
- Nagrałam to na komórce - Zaśmiała się Ciris. Może ustawię sobie na dzwonek?!
- Obawiam się, że byłoby to złamanie zasad. - zwrócił uwagę Rod. - Ktoś by to usłyszał i znowu trafiasz pod sąd...
- Phi. - Obraziła się dziewczyna.
- Szykuj się, Hauru. Za chwilę wchodzisz - Dodała ruda.
- To... jak on się nazywa? - Spytała zakłopotana matka.
- Ymmm... Hauru.
   Na dźwięk swojego imienia Hauru wyskoczył zza krzaków i wparował do domu. Jak to on - bez pukania.

Hauru

   Wpadłem do salonu, w którym siedział Michał i jego matka.
 - Hejka! Mam nadzieję, że nie przeszkodziłem? - Spytałem wesoło podchodząc do nich i zajmując miejsce blisko blondyna. Postanowiłem odegrać tę rolę najlepiej jak potrafię. Nawet jeśli nie leży to w moim interesie.
   Spojrzałem to na jedno, to na drugie i teatralnie westchnąłem.
 - Czyli jednak przeszkodziłem.
 - Nie... - odparła otrząsając się z szoku matka Michała. - Nic się nie stało... chcesz może herbaty?
 - Bardzo poproszę. Jest pani kochana! - odpowiedziałem entuzjastycznie i posłałem jej szeroki uśmiech.
   Gdy wyszła, szepnąłem do chłopaka:
 - Mocne wejście, co?
 - Boże... śmiertelnie mnie wystraszyłeś...
 - Powinieneś lepiej grać! Wcale się nie ucieszyłeś na mój widok!
   Udałem obrażonego. Po chwili namysłu chwyciłem go za rękę i oplotłem ją sobie wokół bioder.
 - Co ty robisz? - oburzył się Michał.
 - Pomagam ci wczuć się w rolę. Mógłbyś choć raz docenić moje starania!
   W tym momencie do pokoju weszła matka chłopaka. Blondyn chciał szybko cofnąć rękę, którą mnie obejmował, ale przytrzymałem ją na swoich biodrach odczuwając pewien dyskomfort. Przez chwilę siedzieliśmy w niezręcznej ciszy, po czym odchrząknęła i zapytała:
 - Aaa... Długo już się znacie?
 - Jakieś pół roku. - odpowiedziałem zgodnie z prawdą, po czym tchnięty nagłym przypływem weny dopowiedziałem - Ale wydaje mi się, jakbyśmy się znali całe życie.
   Za oknem zobaczyłem, jak całe krzaki się trzęsą. Wiedziałem, że to zdanie spodoba się reszcie. Co innego można było wnioskować z zakłopotanej miny matki Michała. Zrobiło mi się głupio, że tak ją oszukujemy. Przecież to dla rodziców takie zmartwienie... Ale przypomniałem sobie, że to tylko żart. I że przecież potem będę mógł wszystko jej wyjaśnić.
 - To dobrze, że się dogadujecie... Michał nigdy mi o tobie nie opowiadał...
 - No wiesz co? - zwróciłem się do blondyna. - O mnie nie wspomnieć?!
 - Jakoś nigdy nie było okazji... - Spuścił głowę.
   Popatrzyłem na niego pełnym uczucia wzrokiem i tłumiąc śmiech wtuliłem się w jego koszulkę.
 - Nic się nie stało. Właśnie dlatego tu przyszedłem...
 - Ekhem - odchrząknęła zmieszana matka - Michał właśnie mi mówił, że wy... no... cieszę się waszym szczęściem....
 - Jest pani wspaniałą kobietą. Cieszę się, że przyjęła to pani tak pozytywnie - odparłem.
   Nagle zdałem sobie sprawę z obecności jeszcze jednej osoby w salonie. Niepostrzeżenie do pomieszczenia wszedł ojciec chłopaka...
   Był to postawny mężczyzna, którego nie raz widywałem będąc na siłowni - w końcu był jej właścicielem. Dużo mnie kosztowało, żeby nie odsunąć się od Michała. Ten facet budził pewien niepokój... a zwłaszcza wyobrażenie prawego sierpowego w jego wykonaniu.
 - Witaj, kochanie. - zwrócił się do swojej żony, jakby nas nie zauważając. Pocałował ją w policzek.
 - Robercie, mamy gościa. To jest Hauru.
   Mężczyzna spojrzał w naszą stronę. Czułem się trochę niezręcznie wtulony w pierś Michała i czując jego dotyk na moim biodrze. Na domiar złego chłopak podniósł drugą rękę i pomachał nią mówiąc:
 - Cześć tato...
 - Dzień dobry panu. Miło poznać. - powiedziałem.
 - Możecie mi powiedzieć, co to za wygłupy?! - warknął. - Michale, natychmiast przestań zachowywać się jak jakiś pedał!
   Chłopak momentalnie odsunął się ode mnie. Temperatura w pokoju spadła o kilkanaście stopni. Matka Michała dotknęła ramienia męża.
 - Robercie, proszę, nie używaj takiego słownictwa. Chłopcy tylko...
 - Proszę nas nie usprawiedliwiać. - zebrawszy się na odwagę zwróciłem się do niej -  Nie będę się krył z tym, kim jestem.
 - Hauru... - jęknął Michał. Wyglądał, jakby chciał się wycofać z zadania.
 - Zaszliśmy za daleko, by teraz zrezygnować - powiedziałem dwuznacznie do blondyna. Po czym spojrzałem prosto w oczy jego ojca. Show must go on...
 - Jestem zakochany w pańskim synu. Odkąd pierwszy raz nasze oczy się spotkały. To wspaniały, inteligentny, piękny mężczyzna. Mógłbym zrobić dla niego wszystko. Cieszę się każdą chwilą, którą spędzam w jego towarzystwie, każdym jego słowem, każdym gestem. Godzinami rozmyślam nad tym, co mógłbym mu powiedzieć, gdyby tylko starczyło mi odwagi. Całymi dniami marzę, by na mnie spojrzał. Nie obchodzi mnie, co pan o tym myśli. Nieważne, ile dla tego uczucia poświęcę. Będziemy razem.
   Czarne plamki latały mi przed oczami, gdy mówiłem te słowa. Cały drżałem z emocji. Naprawdę mocno się wczułem... Albo to strach... A może już oberwałem pięścią?
Poczułem dotyk czyjejś dłoni na plecach. Odwróciłem głowę. To Michał stanął tuż za mną ponownie mnie obejmując. Nawet nie zauważyłem, kiedy wstałem, ale mniejsza o to. Patrzyłem na niego jak zahipnotyzowany. Nie byłem w stanie już nic z siebie wydusić.
 - Tato, ja też kocham Hauru. Chciałem, żebyś wiedział... ale się na tobie zawiodłem.
   Ojciec Michała zrobił się cały czerwony na twarzy. Był wściekły, a jednocześnie zmieszany. Wiedziałem, że zawsze dobrze się dogadywali. Zapragnąłem natychmiast powiedzieć, że to tylko żart, ale w tym momencie do pokoju wpadła Kalipso na której widok jeszcze bardziej zakręciło mi się w głowie.
 - Dobra! Koniec ujęcia! Wyszło świetnie. Hauru, możesz już wrócić do reszty.
 - Co tu się dzieje? - spytała zdezorientowana matka Michała - Kim jesteś?
 - Jestem koleżanką Hauru. A co tutaj robię... cóż. Nagrywamy film na szkolny projekt. To taka praca wakacyjna. Żeby wyszło naturalnie postanowiliśmy nic państwu o tym nie mówić. Bardzo dziękujemy za pomoc.
 - Hauruuu! Byłeś świetny! - wrzeszczał Benvolio przez okno.
   Skłoniłem się teatralnie w jego kierunku.
 - Tak, bardzo państwu dziękujemy - dodałem. Na chwiejnych nogach wyszedłem z domu. W progu powitali mnie Rod, Ciris i Anti z włosami całymi w liściach i trawie.
 - To ja tu odwalam czarną robotę, a ty się zabawiasz z dwoma laskami? No ja się nie dziwię, że tak bardzo ci zależało, żebym wykonywał to zadanie! Gdybym był w pobliżu, żadna by na ciebie nie spojrzała! - Zagadnąłem do chłopaka, żeby trochę oprzytomnieć.
 - Dobrą zabawę to mieliśmy dzięki tobie, stary, a jedna dziewczyna mi wystarczy.
 - No ja myślę, że wystarczy. - odezwała się Kalipso za moimi plecami. - Choć też mógłbyś wygłosić jakieś romantyczne przemówienie na moją cześć, jak to zrobił Hauru dla Michała. Nawet zaczęłam się zastanawiać, czy nie mówiłeś szczerze... - zwróciła się do mnie z błyskiem zza wielkich okularów.
 - Bez przesady! Ja tylko mam talent aktorski... - odparłem szybko zarzuty.
   Reszta zaczęła się śmiać i wracać do własnych domów. 
 - ...i myślałem wtedy o kimś innym. - dopowiedziałem, gdy znikli mi z oczu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz