piątek, 19 lutego 2016

53. Sesja!

Antiochis

 
   Wczorajszy dzień minął pod znakiem TRUSKAWKI. Rodzice przywieźli od dziadków ze wsi kilkanaście łubianek truskawek i teraz należało wszystkie posegregować, umyć, zdjąć z nich szypułki... Ta robota w większości należała do mnie. Reszta miała się zająć potem gotowaniem z nich marmolad i kompotów, ale i tak miałam poczucie, że jest w tym podziale coś szalenie nieproporcjonalnego i niesprawiedliwego. Po tylu godzinach spędzonych w domu wychodziłam na dzisiejszą grę z takim entuzjazmem, jakiego już dawno nie czułam - aż sama byłam zdziwiona. Do tego świeciło słońce, a nie było jeszcze upału... Zapowiadał się wspaniały dzień. Nic nie wskazywało na to, że stanie się to, co się stało... Chociaż może samo dowiedzenie się to niezupełnie "stanie się". Wszystkie ważne wydarzenia miały miejsce dzień wcześniej. Teraz widziałam zaledwie ich skutki.
   Gdy dotarłam na polanę wszyscy byli przygaszeni. Wszyscy, którzy przyszli, bo brakowało zarówno Ciris, jak i Rafaeli. Benvolio, który był tu już przede mną, wyglądał na równie zdezorientowanego, co ja w pierwszej chwili. Nie jestem w stanie przypomnieć sobie, jakich słów użyli Hauru, Kalipso i Rod, żeby wszystko nam wyjaśnić, ale nawet nie trzeba było ich prosić, słowa jakby wylały się z nich wartkim potokiem. Ciris była blisko z Hauru - to już wiedziałam. Kalipso zaatakowała na ulicy Ciris, ale pobiła się ostatecznie z Hauru. Do Ciris przyjechała jej dziewczyna poznana we Francji... Próbowałam powoli usystematyzować to sobie w głowie. Później usiłowałam ułożyć wydarzenia chronologicznie. A potem został już tylko jeden wielki wykrzyknik i mnóstwo niedowierzania, za którym czaiła się myśl, że może jednak to prawda i że w takim razie muszę wyciągnąć jakiś wniosek z tej opowieści i z tego co widzę.
 - No i co teraz? - usłyszałam nagle słaby głos Benvolia. 
   Nie dość, że będąc bardzo wrażliwym, jak zwykle "przejął" trochę nastroju od reszty, to na dodatek musiał być teraz w niezłym szoku - w jego mniemaniu od kłótni do bójki jest dużo dalej niż w rzeczywistości. To wyrwało mnie z zamyślenia.
 - A dlaczego Ciris nie przyszła? - zapytałam, chcąc, aby to pytanie brzmiało możliwie niezobowiązująco.
   Wzrok całej trójki bohaterów wczorajszych wydarzeń biegał po najbliższych gałęziach, pniach i kępach trawy.
 - Idziemy do Ciris. - zakomenderowałam spontanicznie i ruszyłam, trochę tylko myśląc o tym, czy ktoś idzie za mną.
   Drogę do domu Ciris mogłabym równie dobrze iść z zamkniętymi oczami. I całe szczęście, bo zamiast zastanawiać się, gdzie skręcić, ciągle myślałam o przyjaciółce. Jak się wtedy czuła? Co zrobiła po powrocie do domu? Co pomyślała o Kalipso, Hauru, Rodzie i Rafaeli? Jak się teraz trzyma? Dopiero, gdy zdyszana stanęłam pod jej drzwiami, zorientowałam się, że całą drogę biegłam.
   Łagodnym ruchem otworzyła mi drzwi.
   Gdy tylko ją zobaczyłam, rzuciłam się jej na szyję. I chyba zaczęłam płakać.
 - Dlaczego mi nic nie powiedziałaś? - zapytałam, gdy w końcu wtaszczyła mnie do środka i odczepiła od siebie moje ręce.
 - Widzę, że rozmawiałaś już z resztą. - westchnęła i odpowiedziała: - Nie wiem. Na początku sama musiałam do tego dojść, a potem głupio mi było, że nie powiedziałam ci wcześniej i tak trwałam w  kłamstwie, coraz bardziej bojąc się twojej reakcji na to, że mam przed tobą taki sekret....
 - Ale chyba widzisz, że nic się nie dzieje? - powiedziałam, jednocześnie z wysiłkiem samej to sobie uświadamiając.
 - Wszyscy będziecie teraz na mnie inaczej patrzeć. - powiedziała w zamyśleniu. - Żebyś ty widziała reakcję na twarzy Hauru czy Roda...
 - To tylko zdziwienie! Bardzo duże. - zapewniałam ją. - W końcu takiej historii byśmy sami nie wymyślili... Zresztą zaraz tu będą. - Nie przyszłaś na butelkę, to butelka przyjdzie do ciebie.
 - Nie da się was tak łatwo pozbyć, co? - odpowiedziała z niepewnym uśmiechem.
   Uśmiechnęłam się tak szeroko, jak tylko w tamtej chwili potrafiłam, i zaraz jak na komendę zabrzmiał dzwonek do drzwi.
 - Cześć Ciris! - usłyszałam, jak do domu wparowuje Benvolio. - Jak się masz?
 - Całkiem dobrze jak na to, że z technicznego punktu widzenia właśnie włamałeś mi się do domu. - zażartowała w odpowiedzi moja przyjaciółka. - Nie wiedziałeś o istnieniu dzwonka do drzwi?
 - To nie było słychać? - szczerze zdziwił się. - O, cześć, Anti.
 - Cześć.
   Zaraz za nim niezbyt pewnym krokiem weszli Kalipso, Hauru i Rod. Przywitali się i zaczęli rozglądać się na boki.
 - To może chodźmy do mojego pokoju. Nie będziemy tak stać w korytarzu. - zaproponowała Ciris i wszyscy podążyliśmy za nią na górę. Tam czekała na nas niespodzianka - z gatunku takich, które niespodziankami nie powinny się okazywać, ale jakoś nikt się ich nie domyśla.
 - Talia, to są wszyscy. Wszyscy, to jest Talia. - przedstawiła nas sobie Ciris, starając się udawać, że ta sytuacja wcale nie jest dla niej niezręczna.
 - Myśmy się już poznali. - powiedział Hauru podając dziewczynie rękę.
 - Tak, dokładnie. - Rod powtórzył jego gest, jak zwykle udając luz i opanowanie (niestety z przewagą opanowania).
 - Benvolio. - trzeci z kolei chłopak zmodyfikował układ.
   Ja również przedstawiłam się, podając jej rękę. Choć była nieco zakłopotana, miała mocny uścisk dłoni. Wydawało mi się, że bandana na jej głowie służy temu, żeby grzywka przesłaniała jej twarz.
Na sam koniec trochę zmieszana podeszła do niej Ruda. 
 - Jestem Kalipso. Podejrzewam, że nie mam już drugiej szansy zrobienia dobrego wrażenia...
   I zaraz potem zwróciła się do Ciris:
 - Przepraszam za tą akcję wczoraj na ulicy i w ogóle moje zachowanie po imprezie u Benvolia.
 - Nic nie szkodzi. - powiedziała z uśmiechem Ciris. - Cieszę się, że wszyscy wyszliśmy z tego w jednym kawałku...
 - A skoro już o tym mowa, to będę miała cię na oku, Kalipso... - dodała Talia obejmując swoją dziewczynę w pasie.
 - Nie masz o co się martwić. - zapewniła ją Ruda.
 - To jak? Gramy? - przerwał im Benvolio.
   Wszyscy spojrzeli na Ciris, oczekując od niej odpowiedzi.
 - Jasne. - odparła z zapałem. - Tal, dołączysz? Opowiadałam ci zasady i wszystko w Bourges. 
 - W sumie czemu nie? - odpowiedziała tamta i obydwie zajęły miejsce w kole, które już odruchowo utworzyliśmy na podłodze.
 - Kto kręci? - spytał Hauru.
 - Chyba bez sensu się ustawiliśmy, bo teraz kolej Benvolia na wykonywanie zadania. Taki był układ przed "ja nigdy" - odpowiedziała mu Kalipso. - Tylko nie wiem, kto wygrał... Anti, liczyłaś kolejki?
 - Taaak. - spróbowałam przypomnieć sobie tamten wieczór. - Wygrał właśnie Benvolio. - powiedziałam bez przekonania. 
   Prawdę mówiąc, miałam z nim remis, ale tak palił się dzisiaj do gry... Niech ma tę satysfakcję.
 - Ha! - wykrzyknął. - To się nazywa oszukać przeznaczenie! Chociaż przy tej grze to nie było tak trudne. - pokręcił głową z miną szefa wszystkich szefów.
 - No ładnie... Masz szansę na odwet! - zaśmiała się w odpowiedzi Kalipso. - Ależ ci się poszczęściło!
 - Poszczęściło? - drążył z pełnym samozadowolenia udawanym niedowierzaniem. - Po prostu byłem lepszy.
 - Benvolio, zadanie miałeś wymyślać. - westchnęłam.
 - No już, już. - zamyślił się i zaczął rozglądać się po pokoju Ciris. - A może... Wiem! - zawiesił wreszcie wzrok na zdjęciach pokrywających znaczną część ściany. - Zrobisz sesję zdjęciową... w jakimś specyficznym klimacie. Nie wychodząc z domu Ciris, możesz wykorzystać tylko to, co tu jest.
 - "Specyficzny klimat" to znaczy co? - spytała Kalipso sarkastycznie. - Mam was wszystkich poprzebierać w stroje z bollywoodu i wysmarować henną?!
 - Skoro taką masz fantazję... - odparł i chyba dopiero chwilę później uświadomił sobie, co to dla niego i dla innych oznacza. - Znaczy z henną to może nie przesadzajmy...
 - I tak nie mam henny w domu - uspokoiła go Ciris.
   Jego mina wyrażała wielką ulgę.
 - Czyli rozumiem, że jeśli robię tę sesję, to każdego z was muszę ucharakteryzować, a wy będziecie zachowywać się jak rozpieszczone modelki? - wybuchła śmiechem Ruda. - To może być ciekawe.
 - To zależy, co wymyślisz. - powiedział poważnie Rod.
 - Wychodzi na to, że Benvolio właśnie załatwił wyzwanie nie tylko dla Kalipso, ale dla nas wszystkich z nim włącznie! Niezłe combo stary! - roześmiał się Hauru.
 - Co nie? - potwierdził Benvolio, ale widać było, że jego sceptycyzm rośnie.
 - Zróbmy to! - Kalipso wyraźnie zajarała się już pomysłem i spojrzała po nas z iskrami w oczach. - Kto idzie na pierwszy ogień?!
   Popatrzyliśmy po sobie. Nikt się nie palił do tego zadania.
 - Dla sztuki trzeba cierpieć... - westchnął Hauru.
 - Doskonale! - Ruda zatarła ręce, a chłopak teatralnie przełknął ślinę. - Ciris, będziesz miała coś przeciwko, jeśli przejrzę twoje szafy?
 - Nie ma problemu. - uśmiechnęła się dziewczyna. - Już nie mogę się doczekać, kiedy zobaczę chłopaków w swoich sukienkach!
   W czasie kiedy Kalipso przekopywała półki i zdejmowała z nich prześcieradła, chustki i wszelkiego typu ubrania, a Hauru stał obok niej służąc jej za wieszak Rod usiadł wygodnie i obserwował ich, ciesząc się jeszcze chwilą spokoju, a Benvolio wyraźnie próbował nie dopuścić do zapadnięcia niezręcznej ciszy.
 - Znacie się z Ciris z tego obozu, tak? - zapytał Talię.
 - Tak. - odpowiedziały razem, a potem Talia kontynuowała: - Ale właściwie spotkałyśmy się pierwszy raz jeszcze w samolocie. Ciri strasznie się na mnie obraziła za historie o katastrofach lotniczych...
 - Kto opowiada o takich rzeczach, kiedy wie, że to pierwszy lot osoby obok! - Ciris dała jej kuksańca.
 - Właśnie na tym polega cały dowcip! - przekomarzała się dalej Talia.
 - Ale chyba nie cały samolot leciał na wasz kurs? - dopytywał Bevolio.
 - Jasne, że nie! - zaśmiała się Ciris. - Anglicy, Włosi i Hiszpanie mieli umówione inne lotniska. Nas była piątka.
 - No więc jak się znalazłyście?
 - Talia po prostu się do mnie przysiadła.
 - Chciałam mieć z kim gadać w czasie drogi. Ciri była całkiem ładnym celem. - zaśmiała się Talia i pocałowała ją w zarumieniony policzek.
 - Potrzebuję dwóch chętnych do pomocy! - zawołała Kalipso z przeciwnego końca pokoju. - Choć właściwie nie chętnych... Benvolio, Rod, chodźcie ze mną. - i nie czekając na ich reakcję wyszła z pokoju, a za nią obładowany Hauru.
 - Strach się bać. - skomentował Rod, nie przejmując się zupełnie sytuacją, po czym podniósł się i również zniknął za drzwiami, a zaraz za nim pobiegł Benvolio.
 - Chyba nie będziemy tak tutaj sterczeć? - zapytała Ciris, choć odpowiedź była oczywista.
   Chichocząc pod nosem jak małe dziewczynki zebrałyśmy się pod drzwiami, obserwując, co kombinuje Kalipso.
   Dziewczyna jeszcze krzątała się przy scenografii, przestawiając przedmioty i poprawiając fałdy zasłon, ale aparat znajdował się już na statywie i to chyba nawet odpowiednio ustawiony. Na środku pokoju stał Hauru z gołą klatą, w długiej, pomarańczowo-niebieskiej spódnicy Ciris i z błyszczącą chustą przewiązaną w pasie wyglądał jak.... no właśnie nie wiadomo. Obok Rod i Benvolio też zdejmowali koszule.
 - Chyba ich nie doceniałam. - szepnęłam.
 - Dlaczego?
 - Jakoś podświadomie spodziewałam się, że będą wyglądali tak jak w gimnazjum. - uśmiechnęłam się.
 - Rod, stań za Hauru. - rozporządzała na dole Kalipso i patrząc w obiektyw mówiła: - Trochę w lewo... nie, w prawo. No jeszcze trochę... nie, to za bardzo!
   Wyglądało jakby chciała "dorobić" Hauru dodatkowe pary rąk jak u indyjskich bóstw.
 - To całkiem ciekawe, jak nasza nowa relacja sprawia, iż zaczynasz mnie ubóstwiać... - skomentował Hauru.
 - Nie przyzwyczajaj się. Będę miała sporo pracy w Photoshopie, żeby zamaskować te wszystkie siniaki...
 - To też element twojej charakteryzacji! 
 - Nie musisz mi o tym przypominać. - odparła Kalipso. - Okej, teraz ty Benvolio. Stań w jednej linii z Hauru i Rodem...
 - Się robi, szefowo. - odparł Benvolio. Chyba jednak ciekawiło go, jaki będzie efekt tej zabawy.
 - Dooobra... - mruknęła skupiona Kalipso. - Już prawie gotowe... Rod, prawa ręka trochę wyżej...
 - Aaaa!!! - wykrzyknął nagle Hauru. - Muszę się poruszyć, przez te cekiny swędzi mnie kolano!
 - Hauru, nie waż się ruszać! - krzyknęła na niego Ruda.
 - Nie wytrzymam... - chłopak zaciskał już usta i trząsł nerwowo jedną nogą.
 - Robisz to specjalnie! - oskarżyła go Ruda. - Wyjdzie poruszone!
 - Trudno!
 - To może jednak dziesięć sekund przerwy? - zasugerował Rod.
 - Popieram wniosek! - przyznał Hauru i natychmiast sięgnął do swojego kolana. - Jak można w czymś takim chodzić?!
 - Jesteś po prostu nieprzyzwyczajony. - westchnęła Kalipso i opadła na krzesło. - Dobra, ustawiamy was od nowa... Benvolio, widać kawałek twojego ucha, bardziej w prawo.
   Minęło jeszcze parę minut i jeszcze sporo się nagadała, zanim ponownie udało im się osiągnąć idealne ustawienie.
 - Cudownie! Dzięki chłopaki, pierwsze zdjęcie gotowe! - oznajmiła z dumą. - Benvolio, pójdziesz po Anti? Mam na was pomysł!
   Spojrzałam na Ciris i Talię.
 - Wycofujemy się! - szepnęłam, ale nie zdążyłyśmy nic zrobić, bo w tej samej chwili wpadł na nas Benvolio.
 - Co wy tak cicho siedzicie? - zapytał zakłopotany. - Boicie się, że was też weźmie do zdjęć?
 - Po prostu staramy się nie przeszkadzać artystce. - improwizowała Ciris, żeby nie wydało się, że przez cały czas ich podglądałyśmy.
   Wstałyśmy i z godnością weszłyśmy do środka, ostentacyjnie się rozglądając. W pewnym momencie złapałam kontakt wzrokowy z Kalipso i to był błąd. Rzuciła w moim kierunku jakiś czerwony kłębek ciuchów, który okazał się bluzką z logo coca-coli i jakimiś chustkami.
W rękach Benvolia wylądowała za to złotawa tkanina o bliżej niezidentyfikowanym przeznaczeniu.
 - O matko, i jak ja mam to włożyć? - zastanawiał się na głos, teatralnie obracając ją na wszystkie strony.
 - O Boże! - Ciris wydała z siebie okrzyk zachwytu. - To moje przebranie z przedszkola! Nawet nie wiedziałam, że ciągle to jeszcze mam!
 - Byłaś jakimś superbohaterem? - spytał Hauru.
 - Spadającą gwiazdą! - odpowiedziała zakładając ręce na piersi. - A to była moja peleryna-ogon.
 - Więc co mam z tym w końcu zrobić? - ponowił pytanie Benvolio. - Skoro to ogon?
 - Ubierz jak kamizelkę. - zarządziła Kalipso. - Ucharakteryzujemy cię na Shahrukh Khana z "Om Shanti Om"!
 - Zaczyna się robić ciekawie... - podsumował, próbując wcisnąć na siebie to cudo.
 - Ciekawie to jest od jakiegoś czasu. - zauważyłam.
 - Ty też się przebieraj, Anti. - oznajmiła Ruda. - Zostaniesz Shanti! Z tych chustek trzeba jakoś zrobić spódnicę...
   Posłusznie naciągnęłam czerwoną bluzkę na swoją podkoszulkę i dałam Kalipso majstrować przy szlufkach moich spodenek.
 - Okej. - powiedziała odchodząc. - Teraz czas popracować nad pozą.
   Bezceremonialnie przestawiała nas jak manekiny, przekręcając nas, ustawiając nasze ręce, palce, stopy i podbródki. Nawet nie wyobrażałam sobie, jak to może wyglądać z zboku.
 - Ta pelerynka ciągle zjeżdża. - poskarżył się zza moich pleców Benvolio.
 - A u Anti nadal widać fragmenty napisu... - dopowiedziała Kalipso. - Wolałabym nie robić Coli kolejnej reklamy, ale jak widać nie można mieć wszystkiego...
 - Zawsze jest Photoshop... - pocieszył nas Rod. 
   Stał obok z założonymi rękami i wyglądał jakby się dobrze bawił, jak na niego oczywiście.
 - Mamy to! - oznajmiła Kalipso. - Ciris, Talia, Rod: czas na scenę taneczną!
 - Jak dobrze, że to nie film... - powiedział Benvolio.
   Kalipso zupełnie nie przejmowała się naszymi komentarzami. Wcisnęła Hauru jakieś prześcieradła i poleciła mu rozwiesić je na karniszach. Talii, Rodowi i mi z kolei podała niby-przypadkowe pstrokate zawiniątka, które okazały się sukienkami Ciris.
 - Twoja wyobraźnia mnie przeraża... - zwrócił się do niej Rod, odsuwając od siebie seledynową kieckę. - Chyba nie sądzisz, że uda mi się to założyć.
 - Powinna pasować. - odparła Kalipso przymierzając do niego materiał. - Jest na ramiączkach, więc szerokie barki nie są problemem, ma gumkę w pasie... Dasz radę.
 - Nie, daj spokój...
 - No nie bądź taki... - zaczęła go namawiać. - Popsujesz mi cała koncepcję zdjęcia... I reszta będzie musiała dłużej czekać aż wymyślę coś nowego...
 - Nie marudź, wbijaj się w kiecę. - odezwał się Benvolio, sam już przebrany w zwiewną żółtą spódnicę, i rzucił się na Roda.
   Na pomoc nadszedł też niezawodny w takich sytuacjach Hauru.
 - Seledyn to twój kolor! - chłopak wcisnął Rodowi sukienkę na głowę i choć tamten stawiał opór, już po chwili był przebrany. Zgodnie z zapewnieniami Kalipso, sukienka pasowała idealnie, choć jej obecny właściciel mógł być odmiennego zdania.
   Po udanej operacji Rod westchnął.
 - Te zdjęcia nie mogą ujrzeć światła dziennego...
 - O nie! A już myślałam, że w tym roku zgłoszę się na szkolny konkurs fotograficzny... - Kalipso udała rozczarowanie po czym wszyscy wybuchliśmy śmiechem.
   Zabawa trwała jeszcze długo i jedni bawili się lepiej (jak Kalipso), a inni odrobinę gorzej (jak Rod), ale wszystko wyglądało jak dawno temu, jeszcze przed wyjazdem Ciris. Obecność Talii tutaj nic nie zmieniała, więc nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że w przebiegu gry wróciliśmy do pewnego punktu wyjścia i że właśnie teraz widać, ile zmieniło się przez te kilka tygodni. Bardzo nie chciałam robić teraz żadnych podsumowań, ale ciągle kołatała mi się po głowie myśl, że o czymś ważnym zapomniałam. I w końcu zaskoczyłam.
 - A czy ktoś wie, czemu nie ma Rafaeli?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz