Antiochis
Wczorajszy dzień minął pod
znakiem TRUSKAWKI. Rodzice przywieźli od dziadków ze wsi
kilkanaście łubianek truskawek i teraz należało wszystkie
posegregować, umyć, zdjąć z nich szypułki... Ta robota w
większości należała do mnie. Reszta miała się zająć potem
gotowaniem z nich marmolad i kompotów, ale i tak miałam
poczucie, że jest w tym podziale coś szalenie nieproporcjonalnego i
niesprawiedliwego. Po tylu godzinach spędzonych w domu wychodziłam
na dzisiejszą grę z takim entuzjazmem, jakiego już dawno nie
czułam - aż sama byłam zdziwiona. Do tego świeciło słońce, a
nie było jeszcze upału... Zapowiadał się wspaniały dzień. Nic
nie wskazywało na to, że stanie się to, co się stało... Chociaż
może samo dowiedzenie się to niezupełnie "stanie się". Wszystkie ważne wydarzenia miały miejsce dzień wcześniej. Teraz
widziałam zaledwie ich skutki.
Gdy dotarłam na polanę wszyscy byli
przygaszeni. Wszyscy, którzy przyszli, bo brakowało zarówno
Ciris, jak i Rafaeli. Benvolio, który był tu już przede mną,
wyglądał na równie zdezorientowanego, co ja w pierwszej
chwili. Nie jestem w stanie przypomnieć sobie, jakich słów
użyli Hauru, Kalipso i Rod, żeby wszystko nam wyjaśnić, ale nawet
nie trzeba było ich prosić, słowa jakby wylały się z nich
wartkim potokiem. Ciris była blisko z Hauru - to już wiedziałam.
Kalipso zaatakowała na ulicy Ciris, ale pobiła się ostatecznie z
Hauru. Do Ciris przyjechała jej dziewczyna poznana we Francji... Próbowałam
powoli usystematyzować to sobie w głowie. Później usiłowałam ułożyć
wydarzenia chronologicznie. A potem został już tylko jeden wielki
wykrzyknik i mnóstwo niedowierzania, za którym czaiła
się myśl, że może jednak to prawda i że w takim razie muszę
wyciągnąć jakiś wniosek z tej opowieści i z tego co widzę.
- No i co teraz? - usłyszałam nagle
słaby głos Benvolia.
Nie dość, że będąc bardzo wrażliwym, jak
zwykle "przejął" trochę nastroju od reszty, to na
dodatek musiał być teraz w niezłym szoku - w jego mniemaniu od
kłótni do bójki jest dużo dalej niż w
rzeczywistości. To wyrwało mnie z zamyślenia.
- A dlaczego Ciris nie przyszła? -
zapytałam, chcąc, aby to pytanie brzmiało możliwie niezobowiązująco.
Wzrok całej trójki bohaterów
wczorajszych wydarzeń biegał po najbliższych gałęziach, pniach i
kępach trawy.
- Idziemy do Ciris. - zakomenderowałam
spontanicznie i ruszyłam, trochę tylko myśląc o tym, czy ktoś
idzie za mną.
Drogę do domu Ciris mogłabym
równie dobrze iść z zamkniętymi oczami. I całe szczęście, bo zamiast zastanawiać się, gdzie skręcić, ciągle myślałam o przyjaciółce. Jak się wtedy czuła? Co zrobiła po powrocie do domu? Co
pomyślała o Kalipso, Hauru, Rodzie i Rafaeli? Jak się teraz trzyma?
Dopiero, gdy zdyszana stanęłam pod jej drzwiami, zorientowałam
się, że całą drogę biegłam.
Łagodnym ruchem otworzyła mi drzwi.
Gdy tylko ją zobaczyłam, rzuciłam
się jej na szyję. I chyba zaczęłam płakać.
- Dlaczego mi nic nie powiedziałaś? -
zapytałam, gdy w końcu wtaszczyła mnie do środka i odczepiła od
siebie moje ręce.
- Widzę, że rozmawiałaś już z
resztą. - westchnęła i odpowiedziała: - Nie wiem. Na początku
sama musiałam do tego dojść, a potem głupio mi było, że nie
powiedziałam ci wcześniej i tak trwałam w kłamstwie, coraz
bardziej bojąc się twojej reakcji na to, że mam przed tobą taki
sekret....
- Ale chyba widzisz, że nic się nie
dzieje? - powiedziałam, jednocześnie z wysiłkiem samej to sobie
uświadamiając.
- Wszyscy będziecie teraz na mnie
inaczej patrzeć. - powiedziała w zamyśleniu. - Żebyś ty widziała
reakcję na twarzy Hauru czy Roda...
- To tylko zdziwienie! Bardzo duże. -
zapewniałam ją. - W końcu takiej historii byśmy sami nie
wymyślili... Zresztą zaraz tu będą. - Nie przyszłaś na butelkę, to butelka przyjdzie do
ciebie.
- Nie da się was tak łatwo pozbyć,
co? - odpowiedziała z niepewnym uśmiechem.
Uśmiechnęłam się tak szeroko, jak
tylko w tamtej chwili potrafiłam, i zaraz jak na komendę zabrzmiał
dzwonek do drzwi.
- Cześć Ciris! - usłyszałam, jak do
domu wparowuje Benvolio. - Jak się masz?
- Całkiem dobrze jak na to, że z technicznego punktu widzenia właśnie włamałeś mi się do domu.
- zażartowała w odpowiedzi moja przyjaciółka. - Nie wiedziałeś o istnieniu dzwonka do drzwi?
- To nie było słychać? - szczerze
zdziwił się. - O, cześć, Anti.
- Cześć.
Zaraz za nim niezbyt pewnym krokiem
weszli Kalipso, Hauru i Rod. Przywitali się i zaczęli rozglądać
się na boki.
- To może chodźmy do mojego pokoju.
Nie będziemy tak stać w korytarzu. - zaproponowała Ciris i wszyscy
podążyliśmy za nią na górę. Tam czekała na nas niespodzianka - z
gatunku takich, które niespodziankami nie powinny się
okazywać, ale jakoś nikt się ich nie domyśla.
- Talia, to są wszyscy. Wszyscy, to
jest Talia. - przedstawiła nas sobie Ciris, starając się udawać, że ta
sytuacja wcale nie jest dla niej niezręczna.
- Myśmy się już poznali. -
powiedział Hauru podając dziewczynie rękę.
- Tak, dokładnie. - Rod powtórzył
jego gest, jak zwykle udając luz i opanowanie (niestety z przewagą
opanowania).
- Benvolio. - trzeci z kolei chłopak
zmodyfikował układ.
Ja również przedstawiłam się,
podając jej rękę. Choć była nieco zakłopotana, miała mocny
uścisk dłoni. Wydawało mi się, że bandana na jej głowie służy
temu, żeby grzywka przesłaniała jej twarz.
Na sam koniec trochę zmieszana
podeszła do niej Ruda.
- Jestem Kalipso. Podejrzewam, że nie mam już drugiej szansy zrobienia dobrego wrażenia...
I zaraz potem zwróciła
się do Ciris:
- Przepraszam za tą akcję wczoraj na ulicy i w ogóle
moje zachowanie po imprezie u Benvolia.
- Nic nie szkodzi. -
powiedziała z uśmiechem Ciris. - Cieszę się, że wszyscy wyszliśmy
z tego w jednym kawałku...
- A skoro już o tym mowa, to będę
miała cię na oku, Kalipso... - dodała Talia obejmując swoją
dziewczynę w pasie.
- Nie masz o co się martwić. - zapewniła ją
Ruda.
- To jak? Gramy? - przerwał im
Benvolio.
Wszyscy spojrzeli na Ciris, oczekując
od niej odpowiedzi.
- Jasne. - odparła z zapałem. - Tal,
dołączysz? Opowiadałam ci zasady i wszystko w Bourges.
- W sumie
czemu nie? - odpowiedziała tamta i obydwie zajęły miejsce w kole,
które już odruchowo utworzyliśmy na podłodze.
- Kto kręci?
- spytał Hauru.
- Chyba bez sensu się ustawiliśmy, bo teraz kolej Benvolia na wykonywanie
zadania. Taki był układ przed "ja nigdy" - odpowiedziała
mu Kalipso. - Tylko nie wiem, kto wygrał... Anti, liczyłaś kolejki?
- Taaak. - spróbowałam
przypomnieć sobie tamten wieczór. - Wygrał właśnie
Benvolio. - powiedziałam bez przekonania.
Prawdę mówiąc,
miałam z nim remis, ale tak palił się dzisiaj do gry... Niech ma
tę satysfakcję.
- Ha! - wykrzyknął. - To się nazywa
oszukać przeznaczenie! Chociaż przy tej grze to nie było tak
trudne. - pokręcił głową z miną szefa wszystkich szefów.
- No ładnie... Masz szansę na odwet!
- zaśmiała się w odpowiedzi Kalipso. - Ależ ci się poszczęściło!
- Poszczęściło? - drążył z pełnym samozadowolenia udawanym niedowierzaniem. - Po prostu byłem lepszy.
- Benvolio, zadanie miałeś wymyślać.
- westchnęłam.
- No już, już. - zamyślił się i
zaczął rozglądać się po pokoju Ciris. - A może... Wiem! -
zawiesił wreszcie wzrok na zdjęciach pokrywających znaczną część
ściany. - Zrobisz sesję zdjęciową... w jakimś specyficznym
klimacie. Nie wychodząc z domu Ciris, możesz wykorzystać tylko to,
co tu jest.
- "Specyficzny klimat" to
znaczy co? - spytała Kalipso sarkastycznie. - Mam was wszystkich
poprzebierać w stroje z bollywoodu i wysmarować henną?!
- Skoro taką masz fantazję... -
odparł i chyba dopiero chwilę później uświadomił sobie,
co to dla niego i dla innych oznacza. - Znaczy z henną to może nie
przesadzajmy...
- I tak nie mam henny w domu -
uspokoiła go Ciris.
Jego mina wyrażała wielką ulgę.
- Czyli rozumiem, że jeśli robię tę
sesję, to każdego z was muszę ucharakteryzować, a wy będziecie
zachowywać się jak rozpieszczone modelki? - wybuchła śmiechem
Ruda. - To może być ciekawe.
- To zależy, co wymyślisz. -
powiedział poważnie Rod.
- Wychodzi na to, że Benvolio właśnie
załatwił wyzwanie nie tylko dla Kalipso, ale dla nas wszystkich z
nim włącznie! Niezłe combo stary! - roześmiał się Hauru.
- Co nie? - potwierdził Benvolio, ale
widać było, że jego sceptycyzm rośnie.
- Zróbmy to! - Kalipso wyraźnie
zajarała się już pomysłem i spojrzała po nas z iskrami w oczach.
- Kto idzie na pierwszy ogień?!
Popatrzyliśmy po sobie. Nikt się nie
palił do tego zadania.
- Dla sztuki trzeba cierpieć...
- westchnął Hauru.
- Doskonale! - Ruda zatarła ręce, a chłopak teatralnie przełknął ślinę. - Ciris, będziesz miała coś
przeciwko, jeśli przejrzę twoje szafy?
- Nie ma problemu. - uśmiechnęła się
dziewczyna. - Już nie mogę się doczekać, kiedy zobaczę chłopaków
w swoich sukienkach!
W czasie kiedy Kalipso przekopywała
półki i zdejmowała z nich prześcieradła, chustki i
wszelkiego typu ubrania, a Hauru stał obok niej służąc jej za
wieszak Rod usiadł wygodnie i obserwował ich,
ciesząc się jeszcze chwilą spokoju, a Benvolio wyraźnie próbował
nie dopuścić do zapadnięcia niezręcznej ciszy.
- Znacie się z Ciris z tego obozu,
tak? - zapytał Talię.
- Tak. - odpowiedziały razem, a potem
Talia kontynuowała: - Ale właściwie spotkałyśmy się pierwszy raz jeszcze w samolocie. Ciri strasznie się na mnie obraziła za historie o katastrofach lotniczych...
- Kto opowiada o takich rzeczach, kiedy
wie, że to pierwszy lot osoby obok! - Ciris dała jej kuksańca.
- Właśnie na tym polega cały dowcip!
- przekomarzała się dalej Talia.
- Ale chyba nie cały samolot leciał
na wasz kurs? - dopytywał Bevolio.
- Jasne, że nie! - zaśmiała się
Ciris. - Anglicy, Włosi i Hiszpanie mieli umówione inne
lotniska. Nas była piątka.
- No więc jak się znalazłyście?
- Talia po prostu się do mnie
przysiadła.
- Chciałam mieć z kim gadać w czasie
drogi. Ciri była całkiem ładnym celem. - zaśmiała się Talia i
pocałowała ją w zarumieniony policzek.
- Potrzebuję dwóch chętnych do
pomocy! - zawołała Kalipso z przeciwnego końca pokoju. - Choć właściwie nie chętnych...
Benvolio, Rod, chodźcie ze mną. - i nie czekając na ich reakcję
wyszła z pokoju, a za nią obładowany Hauru.
- Strach się bać. - skomentował Rod,
nie przejmując się zupełnie sytuacją, po czym podniósł
się i również zniknął za drzwiami, a zaraz za nim pobiegł
Benvolio.
- Chyba nie będziemy tak tutaj
sterczeć? - zapytała Ciris, choć odpowiedź była oczywista.
Chichocząc pod nosem jak małe
dziewczynki zebrałyśmy się pod drzwiami, obserwując, co kombinuje
Kalipso.
Dziewczyna jeszcze krzątała się przy
scenografii, przestawiając przedmioty i poprawiając fałdy zasłon,
ale aparat znajdował się już na statywie i to chyba nawet odpowiednio ustawiony. Na środku
pokoju stał Hauru z gołą klatą, w długiej,
pomarańczowo-niebieskiej spódnicy Ciris i z błyszczącą
chustą przewiązaną w pasie wyglądał jak.... no właśnie nie
wiadomo. Obok Rod i Benvolio też zdejmowali koszule.
- Chyba ich nie doceniałam. -
szepnęłam.
- Dlaczego?
- Jakoś podświadomie spodziewałam
się, że będą wyglądali tak jak w gimnazjum. - uśmiechnęłam
się.
- Rod, stań za Hauru. - rozporządzała
na dole Kalipso i patrząc w obiektyw mówiła: - Trochę w
lewo... nie, w prawo. No jeszcze trochę... nie, to za bardzo!
Wyglądało jakby chciała "dorobić"
Hauru dodatkowe pary rąk jak u indyjskich bóstw.
- To całkiem ciekawe, jak nasza nowa relacja sprawia, iż zaczynasz mnie ubóstwiać... - skomentował Hauru.
- Nie przyzwyczajaj się. Będę miała sporo pracy w Photoshopie, żeby zamaskować te wszystkie siniaki...
- To też element twojej charakteryzacji!
- Nie musisz mi o tym przypominać. - odparła Kalipso. - Okej, teraz ty Benvolio. Stań w
jednej linii z Hauru i Rodem...
- Się robi, szefowo. - odparł
Benvolio. Chyba jednak ciekawiło go, jaki będzie efekt tej zabawy.
- Dooobra... - mruknęła skupiona
Kalipso. - Już prawie gotowe... Rod, prawa ręka trochę wyżej...
- Aaaa!!! - wykrzyknął nagle Hauru. -
Muszę się poruszyć, przez te cekiny swędzi mnie kolano!
- Hauru, nie waż się ruszać! -
krzyknęła na niego Ruda.
- Nie wytrzymam... - chłopak zaciskał
już usta i trząsł nerwowo jedną nogą.
- Robisz to specjalnie! - oskarżyła go Ruda. - Wyjdzie poruszone!
- Trudno!
- To może jednak dziesięć sekund
przerwy? - zasugerował Rod.
- Popieram wniosek! - przyznał
Hauru i natychmiast sięgnął do swojego kolana. - Jak można w
czymś takim chodzić?!
- Jesteś po prostu nieprzyzwyczajony.
- westchnęła Kalipso i opadła na krzesło. - Dobra, ustawiamy was
od nowa... Benvolio, widać kawałek twojego ucha, bardziej w prawo.
Minęło jeszcze parę minut i jeszcze
sporo się nagadała, zanim ponownie udało im się osiągnąć
idealne ustawienie.
- Cudownie! Dzięki chłopaki, pierwsze
zdjęcie gotowe! - oznajmiła z dumą. - Benvolio, pójdziesz
po Anti? Mam na was pomysł!
Spojrzałam na Ciris i Talię.
- Wycofujemy się! - szepnęłam, ale
nie zdążyłyśmy nic zrobić, bo w tej samej chwili wpadł na nas
Benvolio.
- Co wy tak cicho siedzicie? - zapytał
zakłopotany. - Boicie się, że was też weźmie do zdjęć?
- Po prostu staramy się nie
przeszkadzać artystce. - improwizowała Ciris, żeby nie wydało
się, że przez cały czas ich podglądałyśmy.
Wstałyśmy i z godnością weszłyśmy
do środka, ostentacyjnie się rozglądając. W pewnym momencie złapałam kontakt
wzrokowy z Kalipso i to był błąd. Rzuciła w moim kierunku jakiś
czerwony kłębek ciuchów, który okazał się bluzką z
logo coca-coli i jakimiś chustkami.
W rękach Benvolia wylądowała za to złotawa tkanina o bliżej niezidentyfikowanym przeznaczeniu.
- O matko, i jak ja mam to włożyć? -
zastanawiał się na głos, teatralnie obracając ją na wszystkie
strony.
- O Boże! - Ciris wydała z siebie
okrzyk zachwytu. - To moje przebranie z przedszkola! Nawet nie
wiedziałam, że ciągle to jeszcze mam!
- Byłaś jakimś superbohaterem? -
spytał Hauru.
- Spadającą gwiazdą! - odpowiedziała
zakładając ręce na piersi. - A to była moja peleryna-ogon.
- Więc co mam z tym w końcu zrobić?
- ponowił pytanie Benvolio. - Skoro to ogon?
- Ubierz jak kamizelkę. - zarządziła
Kalipso. - Ucharakteryzujemy cię na Shahrukh Khana z "Om Shanti
Om"!
- Zaczyna się robić ciekawie... -
podsumował, próbując wcisnąć na siebie to cudo.
- Ciekawie to jest od jakiegoś czasu.
- zauważyłam.
- Ty też się przebieraj, Anti. -
oznajmiła Ruda. - Zostaniesz Shanti! Z tych chustek trzeba jakoś
zrobić spódnicę...
Posłusznie naciągnęłam czerwoną
bluzkę na swoją podkoszulkę i dałam Kalipso majstrować przy
szlufkach moich spodenek.
- Okej. - powiedziała odchodząc. -
Teraz czas popracować nad pozą.
Bezceremonialnie przestawiała nas jak
manekiny, przekręcając nas, ustawiając nasze ręce, palce, stopy i
podbródki. Nawet nie wyobrażałam sobie, jak to może
wyglądać z zboku.
- Ta pelerynka ciągle zjeżdża. -
poskarżył się zza moich pleców Benvolio.
- A u Anti nadal widać fragmenty
napisu... - dopowiedziała Kalipso. - Wolałabym nie robić Coli
kolejnej reklamy, ale jak widać nie można mieć wszystkiego...
- Zawsze jest Photoshop... - pocieszył
nas Rod.
Stał obok z założonymi rękami i wyglądał jakby się
dobrze bawił, jak na niego oczywiście.
- Mamy to! - oznajmiła Kalipso. -
Ciris, Talia, Rod: czas na scenę taneczną!
- Jak dobrze, że to nie film... -
powiedział Benvolio.
Kalipso zupełnie nie przejmowała się
naszymi komentarzami. Wcisnęła Hauru jakieś prześcieradła i
poleciła mu rozwiesić je na karniszach. Talii, Rodowi i mi z
kolei podała niby-przypadkowe pstrokate zawiniątka, które
okazały się sukienkami Ciris.
- Twoja wyobraźnia mnie przeraża... -
zwrócił się do niej Rod, odsuwając od siebie seledynową
kieckę. - Chyba nie sądzisz, że uda mi się to założyć.
- Powinna pasować. - odparła Kalipso
przymierzając do niego materiał. - Jest na ramiączkach, więc
szerokie barki nie są problemem, ma gumkę w pasie... Dasz radę.
- Nie, daj spokój...
- No nie bądź taki... - zaczęła go
namawiać. - Popsujesz mi cała koncepcję zdjęcia... I reszta
będzie musiała dłużej czekać aż wymyślę coś nowego...
- Nie marudź, wbijaj się w kiecę. -
odezwał się Benvolio, sam już przebrany w zwiewną żółtą
spódnicę, i rzucił się na Roda.
Na pomoc nadszedł też
niezawodny w takich sytuacjach Hauru.
- Seledyn to twój kolor! -
chłopak wcisnął Rodowi sukienkę na głowę i choć tamten stawiał
opór, już po chwili był przebrany. Zgodnie z
zapewnieniami Kalipso, sukienka pasowała idealnie, choć jej obecny
właściciel mógł być odmiennego zdania.
Po udanej operacji Rod westchnął.
- Te zdjęcia nie mogą ujrzeć światła
dziennego...
- O nie! A już myślałam, że w tym
roku zgłoszę się na szkolny konkurs fotograficzny... - Kalipso
udała rozczarowanie po czym wszyscy wybuchliśmy śmiechem.
Zabawa trwała jeszcze długo i jedni
bawili się lepiej (jak Kalipso), a inni odrobinę gorzej (jak Rod),
ale wszystko wyglądało jak dawno temu, jeszcze przed wyjazdem
Ciris. Obecność Talii tutaj nic nie zmieniała, więc nie mogłam
oprzeć się wrażeniu, że w przebiegu gry wróciliśmy do
pewnego punktu wyjścia i że właśnie teraz widać, ile zmieniło
się przez te kilka tygodni. Bardzo nie chciałam robić teraz
żadnych podsumowań, ale ciągle kołatała mi się po głowie myśl,
że o czymś ważnym zapomniałam. I w końcu zaskoczyłam.
- A czy ktoś wie, czemu nie ma
Rafaeli?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz