Hauru
Wstałem z łóżka i wiedziałem, że ten dzień będzie piękny. Słońce świeciło mi prosto w oczy, powiew wiatru, który wdarł się przez okno, gładził mi twarz, a starsza siostra krzyczała, żebym założył chociaż bieliznę.
Po porannej gimnastyce ubrałem się w luźne ciuchy i pobiegłem na spotkanie.
- Cześć Rod! Witaj, piękna Kalipso! - Puściłem do niej oko.
Rod popatrzył na mnie wilkiem i objął Kalipso w pasie. Heh. A więc jednak uważa mnie za konkurencję!
Chwilę później dołączyła do nas reszta paczki.
- Kto ma butelkę? - spytała Ciris.
- Proszę bardzo. - Kalipso wręczyła ją Benvoliowi - Postaraj się tym razem nie ochlapać.
Chłopak wziął butelkę i energicznie nią zakręcił. Wypadło na mnie. Byłem zaskoczony ale też się ucieszyłem. Lubię wyzwania.
- Łuhuhu! - krzyknąłem.
- Ooo tak! - wrzasnął razem ze mną Benvolio. Natychmiast powiedział:
- Ty, Hauru, jeszcze dziś znajdziesz dwudziestoparoletnią dziewczynę, poderwiesz ją i zaprosisz na randkę. Albo po prostu zaprosisz na randkę, jeśli już jakąś znasz i poderwałeś. Ale jak znasz, to na pewno już poderwałeś.
- Ty, Hauru, jeszcze dziś znajdziesz dwudziestoparoletnią dziewczynę, poderwiesz ją i zaprosisz na randkę. Albo po prostu zaprosisz na randkę, jeśli już jakąś znasz i poderwałeś. Ale jak znasz, to na pewno już poderwałeś.
Uśmiechnąłem się. To zadanie nie mogło zszargać mojej reputacji w przeciwieństwie do tego, co wymyśliła dla Benvolia Kalipso.
- Tylko tyle? Nie ma problemu!
- Gdyby tak miało być, nie dostałbyś takiego zadania. - mruknęła Anti.
-
Tak myślisz? - spytałem ją. - No to sama się przekonasz! Dobra. Koniec
gadania. Zmywajcie się do domu i zostawcie sprawę mistrzowi. Potem do
was zadzwonię, żeby powiedzieć, gdzie się umówiłem i na którą.
- I myśli, że przejął władzę... - zaśmiał się Benvolio.
- No chyba nie zamierzacie mnie śledzić! - oburzyłem się.
- Przecież możemy. - zaprotestował Rod. - I będzie to absolutnie zgodnie z zasadami gry.
- Niby w jaki sposób mam kogoś poderwać jak będzie za mną biegać grupka rozchichotanych nastolatków!
- A co nam szkodzi schować się za krzakiem? - jeszcze szerzej
uśmiechnął się Benvolio. - Czy za dwoma? Ewentualnie stać z lornetką sto
metrów dalej?
- Porąbało was... No dobra. Kalipso i Rod mogą udawać parę siedzącą w parku czy gdzieś tam...
- My JESTEŚMY parą! - warknął Rod.
Udałem, że puszczam tę uwagę mimo uszu. Z resztą jak zwykle, gdy rozmawiam z Rodem.
- Ciris, ponieważ jest odpowiedzialna za dokumentację, niech robi zdjęcia wszystkim przechodniom, to nie będzie podejrzana... A Anti łatwo wtapia się w tłum.
- Dzięki. - mruknęła.
- Ale jak Benvolio zacznie się wydurniać to nie mam szans! Mowy nie ma! Schowaj się na dachu czy gdzieś... - powiedziałem, może niezbyt miło więc po chwili dodałem:
- Bez urazy.
- Bez urazy.
- Spoko, mogę posiedzieć na jakimś drzewie.
- Może go popilnować? - zapytała Antiochis.
- O! Świetny pomysł! - szybko ją poparłem. - I żadnego zwracania na siebie uwagi, jasne?
Benvolio skwapliwie przytaknął.
Westchnąłem. Tak na prawdę nie miałem nic przeciwko Benvoliowi. Po prostu nie chciałem wyjść przed nimi na idiotę, gdyby mi się nie powiodło, więc z góry zrzucałem winę za niepowodzenie na ich obecność. Odwróciłem się i nie czekając na resztę poszedłem na przystanek. Wsiadłem
do autobusu i natychmiast zobaczyłem pierwszy cel. Wysoka brunetka w
białej sukience i o boskiej opaleniźnie stała na samym końcu przedziału. Doszedłem
do niej lawirując między ludźmi. Gdy obok niej stanąłem obdarzyła mnie
przelotnym spojrzeniem i znów zapatrzyła się w okno.
- Hejka. Jak ci na imię? - spytałem z uśmiechem.
W tym momencie autobus się zatrzymał, a dziewczyna wyszła bez odpowiedzi.
Dojechałem do miasta starając się nie zwracać uwagi na złośliwy śmiech przyjaciół na drugim końcu autobusu. Skierowałem
się ku mojej ulubionej ulicy. Dlaczego ulubionej? Ponieważ znajdowały
się przy niej same kawiarnie - idealne miejsce na podryw.
Przy
jednym stoliku zobaczyłem całkiem ładną dziewczynę. Mogła mieć z dwadzieścia trzy lata. Nie zwracała
najmniejszej uwagi na otoczenie, ponieważ była pochłonięta lekturą. Podszedłem i zająłem miejsce obok niej.
Przez
pewną chwilę siedzieliśmy w milczeniu. Po jakimś czasie zaczęła na mnie
zerkać, a ja za każdym razem obdarzałem ją uśmiechem.
W końcu odłożyła książkę.
W końcu odłożyła książkę.
- Prowadzisz ankiety z przechodniami? - spytała.
- Nie. - odpowiedziałem śmiejąc się.
- Ukryta kamera? - wypytywała nadal podejrzliwie.
- Również nie. Co czytasz?
- "Dumę i uprzedzenie".
-
Lecz choć nie mogła patrzeć, mogła słuchać, on zaś mówił jej, ile dla
niego znaczyła, co z każdą chwilą czyniło jego uczucie coraz
cenniejszym... - powiedziałem powoli ważąc każde słowo i gratulując sobie godzin spędzonych na czytaniu książek siostrom...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz