wtorek, 16 lutego 2016

52. Coś się kończy, coś się zaczyna...

 Hauru


   Poprzedniego dnia odprowadziłem Kalipso do domu. Szliśmy w milczeniu. Powiedziała, że jeśli się odezwę, to zarobię kolejnego sierpowego. Z resztą obydwoje mieliśmy sporo do przemyślenia, więc nie było to dla mnie aż takie wyzwanie...
   Nie mogłem pogodzić się z myślą, że Ciris ma dziewczynę. To było zbyt niespodziewane! Wydawało mi się, że między nami znów się układa, a tu coś takiego... Może za bardzo naciskałem? Może wcale tego nie chciała i próbowała mi powiedzieć? W końcu nie dałem jej dojść do słowa... A co, jeśli byłem dla niej tylko przykrywką? I jeśli miałem być przykrywką, to dlaczego chciała się ukrywać z naszym związkiem? Wszystko to było zbyt poplątane...
  I do tego Kalipso... Co jej się stało, że rzuciła się z taką nienawiścią na Ciris? Jedynym rozwiązaniem, które przychodziło mi do głowy było to, że w jakiś sposób dowiedziała się o tym, że z nią chodzę i poczuła się zazdrosna... Aczkolwiek wtedy ludzie zwykle rozmawiają, robią sobie wredne uwagi albo starają się rozwalić związek, a nie czaszkę swojej koleżanki z klasy! Chociaż w sumie to była Kalipso - nie wiem, czy do niej odnosiły się te zasady... Co i tak nie zmieniało faktu, że Ruda już wystarczająco wiele razy dała mi do zrozumienia, że nie chce ze mną chodzić, żebym nie mógł uwierzyć, że nagle zmieniła zdanie. 
   Kiedy obudziłem się dziś rano, postanowiłem, że skończę z tymi niedomówieniami mózg mi eksploduje od wymyślania teorii spiskowych. Cały obolały zwlokłem się z łóżka, ubrałem, zjadłem śniadanie, chwilę zastanawiałem, czy powinienem brać ze sobą kask i ochraniacze przed konfrontacją z Kalipso, ale w końcu z tego zrezygnowałem i poszedłem do jej domu. 
   Drzwi otworzył mi jej tata. Jak zwykle elegancki i pochmurny.
 - Dzień dobry panu, jestem kolegą Kalipso, mogę wejść? - przywitałem się z uśmiechem.
 - Spodziewałem się zobaczyć tutaj Roda, czy jak mu tam... No ale nic, może tobie uda się wyciągnąć ją z pokoju. Od wczoraj nic nie jadła. 
   Wszedłem do środka, a pan Zhen zamknął za mną drzwi i skierował się do swojego biura. Szybko ściągnąłem buty i udałem się w przeciwnym kierunku na piętro do pokoju Kalipso. Drzwi były zamknięte. Zapukałem.
 - Kalipso? To ja, Hauru. 
   Nie dostałem odpowiedzi, ale po chwili usłyszałem dźwięk klucza przekręcanego w drzwiach. Nacisnąłem klamkę i stanąłem twarzą w twarz z Rudą.
 - Hejka. - powiedziała. - Fajnie, że wpadłeś. 
   Odwróciła się na pięcie i rzuciła na swoje łóżko. Przez chwilę stałem w drzwiach nie do końca wiedząc, jak mam się zachować, dopóki nie poklepała dłonią miejsca koło siebie wskazując mi, żebym usiadł. 
 - Widzę, że ładnie ci dołożyłam. - skomentowała, kiedy zobaczyła, jak podchodzę do niej kulejąc.
 - Też się popisałem. - odparłem przyglądając się zaczerwienieniom na jej nadgarstkach i siniakowi pod okiem. 
   Roześmiała się.
 - To było coś...
   Siedziałem w ciszy, kiedy ona leżała zamyślona patrząc się w sufit. Po chwili położyłem się koło niej. Nie wiem, jak długo tak trwaliśmy, zanim znów się odezwała:
 - Wow... Myślałam, że jesteś tak zakochany w brzmieniu własnego głosu, że nie potrafisz aż tyle zachować milczenia.
 - Jak na osobę z ADHD też nieźle się trzymasz - odpowiedziałem żartem.
 - Od kiedy jesteśmy dla siebie tacy mili? - zaśmiała się.
 - Odkąd nauczyłaś się przyjmować moje komplementy! - wypaliłem. - Ale w sumie zbiega się to w czasie z naszą wczorajszą bójką... Chyba przydałoby się o tym pogadać.
 - O zbawiennym wpływie przemocy na odbiór i akceptację nonsensów?
 - Boże, Kalipso! To brzmi jak tytuł jakiejś pracy magisterskiej! - zawołałem z udawanym oburzeniem.
 - Zapewniam cię, że gdyby nią rzeczywiście była, to byś jej nie obronił. - odparła kpiąco.
   Zignorowałem tę uwagę i od razu przeszedłem do sedna sprawy:
 - Co się stało między tobą a Ciris? Pokłóciłyście się o coś?
 - A może najpierw ty mi opowiesz, co się między wami dzieje? - humor Rudej natychmiast się pogorszył.
 - Nie wiem, co sugerujesz. Przecież Ciris... jest już zajęta.
 - Och, nie zgrywaj idioty, Hauru. - kontynuowała Kalipso gniewnym tonem zwracając na mnie swój wzrok. - Nie przeszkadzało ci to, kiedy byłam z Rodem, a o Talii nie wiedzieliśmy aż do wczoraj. Chyba, że teraz jesteś w trójkącie?!
 - Nie masz prawa robić mi o to awantury! - odparłem atak spoglądając jej prosto w oczy. - To, z kim się spotykam, to moja sprawa. Wystarczająco wiele razy dałaś mi do zrozumienia, że nie mam u ciebie szans!
   Jej twarz nabrała jeszcze bardziej mrocznego wyrazu.
 - Rozwaliłeś mi związek! - wykrzyknęła. - Znam milion lepszych sposobów na podryw!
 - Twój związek i tak by się skończył! - wylewałem z siebie całą frustrację. - Gdyby było ci tak dobrze z Rodem, to nawet byś na mnie nie spojrzała!
 - Przyszedłeś tu, żeby zarobić kolejnego siniaka?! - podniosła się na łokciach zaciskając ręce w pięści.
 - Przyszedłem, żeby się dowiedzieć, co ci do jasnej cholery odbiło?! - zrównałem się z nią.
 - Och, no nie wiem? - zaśmiała się sarkastycznie. - Jakiś idiota przeszkodził mi w odbijaniu chłopaka!
    Stop. Co ona powiedziała? Na chwilę straciłem rezon. Zauważywszy moją reakcję, ona też trochę się zmieszała.
 - Kalipso, ale ty wiesz, że "walka o chłopaka" zwykle ogranicza się do puszczania niepochlebnych plotek, ośmieszania tej drugiej dziewczyny i tak dalej, a nie rzucania się na nią z pięściami?! - spytałem, żeby przerwać krępującą ciszę.
 - Jestem staromodna. Naoglądałam się za dużo "Gry o Tron"... - odpowiedziała schodząc z łóżka.
 - Gdzie idziesz? - powstrzymałem ją chwytając jej rękę.
 - Do łazienki, zmyć ten wstyd. - odparła z przekąsem.
   Podniosła się, poprawiła sukienkę, a gdy otwierała drzwi zawołałem:
 - Kalipso?! - odwróciła się, a na jej twarzy malowało się zakłopotanie. - Tak sobie pomyślałem... Chcesz zostać moją dziewczyną?
 - Hauru, to głupi dowcip. - powiedziała ze zrezygnowaniem, ale zamknęła z powrotem drzwi i opierając się o nie spojrzała w moim kierunku.
 - Nie, mówię serio! - uśmiechnąłem się do niej, a widząc jej unoszącą się brew dopowiedziałem: - W sumie Ciris okazała się już zajęta więc...
 - Hauru! - krzyknęła i rzuciła we mnie poduszką, która leżała koło niej na krześle.
   Złapałem ją w locie i powoli podszedłem do Kalipso.
 - To co? - spytałem z chytrym uśmieszkiem. - Chcesz ze mną chodzić, czy najpierw mam cię jeszcze pokonać w bitwie na poduszki?
 - Nie miałbyś ze mną szans. - odpowiedziała również robiąc krok w moją stronę.
 - Mam przewagę - to ja trzymam poduszkę! Ty jesteś bezbronna... - dzieliły nas już tylko centymetry. Mogłem poczuć jej oddech na swojej szyi...
 - Nie dasz mi się uzbroić? - wyszeptała przymykając powieki i zbliżając swoje usta do moich. - Ładny z ciebie dżentelmen...
    Bliskość Kalipso działała na mnie odurzająco. Jej zapach był tak słodki i utęskniony... Gdy nasze usta się spotkały, straciłem kontakt ze światem. Liczyło się tylko przyspieszone bicie naszych serc i jej czuły dotyk. Z całej siły pragnąłem ją objąć, a jednocześnie bałem się, że znów mnie odrzuci. Jednak tej krótkiej chwili już nikt mi nie odbierze. Będzie ona dowodem, że przynajmniej przez ten ułamek sekundy, byłem dla niej kimś na prawdę ważnym.
   Dziewczyna powoli się odsunęła, ale nadal stała blisko mnie. Spojrzała mi w oczy z szerokim uśmiechem.
 - Gdybyś się jeszcze nie domyślił, to oznacza "tak". - zaśmiała się na widok szoku na mojej twarzy.
 - To chyba pierwszy raz, kiedy moja groźba wywołania bitwy na poduszki faktycznie spełniła swoje zadanie... - odparłem ze śmiechem, choć to, co się działo, wydawało mi się zupełnie oderwane od rzeczywistości.
 - Jeśli myślisz, że wpakowałam się w to przez twój poduszkowy szantaż, to jesteś w głębokim błędzie! - i zanim zdążyłem zareagować wyrwała mi jaśka z ręki i zaczęła nim okładać po twarzy.
   Zrobiłem unik i rzuciłem się na jej łóżko chwytając za broń.
 - Ładny początek pożycia! - wykrzyknąłem uderzając ją w bok, kiedy stała nade mną z uniesioną poduchą.
 - Nikt nie powiedział, że teraz będzie łatwiej! - odparła gdy nasze poduszki starły się w połowie drogi.
 - A już zaczynałem mieć nadzieję...
   Odrzuciłem poduszkę, chwyciłem ją za talię i przewróciłem na łóżko chwytając za ręce, żeby mi się nie wymknęła. Szamotała się przez chwilę próbując dosięgnąć mnie jaśkiem, ale w końcu również wypuściła go z rąk.
 -  Czy to się dzieje na prawdę? - spytałem.
 - "Ależ oczywiście, że to się dzieje w twojej głowie, Harry, tylko skąd, u licha, wniosek, że wobec tego nie dzieje się to naprawdę?" - odpowiedziała teatralnym tonem.
 - Nie wyjeżdżaj mi tu z Dumbledore'm, kiedy staram się być poważny! - udałem oburzenie, choć kochałem ją za tę przekorność.
 - Bo co mi zrobisz? - odparła zaczepnie.
  W odpowiedzi po prostu znów zacząłem ją całować i tym razem nie miałem już żadnych wątpliwości - wiedziałem, że od teraz wszystko będzie w porządku...
  

 Rod


   To naprawdę dziwne, jak długo znamy się z Ciris, a jak mało o niej wiem. Przyszło mi to do głowy, gdy dzwoniłem do drzwi jej domu i zastanawiałem się, czy aby na pewno już się obudziła.
Na szczęście otworzyła mi jednak uczesana i w pełni przytomna. Tylko lekko opuchnięte powieki zdradzały, że wczoraj coś się wydarzyło.
 - Cześć! - uśmiechnąłem się zakłopotany. - Znalazłem u siebie w domu twój telefon. Tylko zaraz go znajdę... - zacząłem grzebać nerwowo w plecaku w obawie, że jednak go nie spakowałem.
 - Może chcesz wejść na chwilę do środka? - zaproponowała dziewczyna z delikatnym uśmiechem. - Właśnie robię naleśniki na śniadanie, odwdzięczę się za fatygę.
 - Odwdzięczać się nie musisz, niemniej jednak naleśnikiem nie pogardzę - zgodziłem się i wszedłem do środka.
   Usiadłem przy kuchennym stole i po krótkiej chwili znalazłem komórkę Ciris. Oddałem jej ją do ręki.
 - Dzięki. - powiedziała chowając ją do kieszeni spodni. - Nawet nie zauważyłam, że ją zgubiłam.
 - Nie dziwi mnie to prawdę mówiąc... - niechętnie wróciłem do wczorajszego spotkania.
   Nie odpowiedziała. Odwróciła się w stronę kuchenki i zajęła się przygotowywaniem śniadania.
 - Rozumiem, że to bardzo nieprzyjemna sytuacja, ale wydaje mi się, że nie unikniemy tego tematu. Czy mogłabyś mi to wszystko trochę wyjaśnić, zanim dorobię do tego jakąś niestworzoną historię? - Zapytałem wprost.
   Westchnęła.
 - Przepraszam, Rod. Wiele razy chciałam wam powiedzieć, ale w sumie nie wiedziałam jak, a potem zastanawiałam się po co... Po rozstaniu z Hauru myślałam, że już nigdy więcej w nikim się nie zakocham. Nie mogłam patrzeć na facetów, bo wszystkich porównywałam do niego... To trwało jakiś czas. A potem pojawiła się ta dziewczyna na kursie tanecznym... Spodobała mi się. Wcześniej nie zdawałam sobie do końca sprawy z tego, że jestem bi, dopiero wtedy to do mnie dotarło. Dlatego kiedy poznałam Talię i pojechałyśmy do Francji, to przestałam się ukrywać. Chciałam sprawdzić, jak ludzie będą mnie odbierać - i to zadziało. Po raz pierwszy czułam się tak wolna! A z Talią... to było jakbyśmy znały się całe życie, jakby była dla mnie stworzona...
   Brak powietrza przerwał ten potok słów, ale po wdechu Ciris już nic nie dopowiadała. Spojrzała tylko na mnie nieśmiało, podczas gdy próbowałem poukładać to sobie w głowie. I, muszę przyznać, jej opowieść była całkiem spójna - wewnętrznie i z tym, co widziałem.
 - To chyba dobrze, nie? - powiedziałem głupio. To była już kolejna taka gafa.
 - Rodzice tego nie zrozumieją. Nie wiem nawet, czy reszta będzie chciała ze mną rozmawiać... - wyszeptała.
 - Jak to? Bzdury gadasz, Ciris! - oburzyłem się. - Jak mogliby coś takiego zrobić?
 - Nie widziałeś wczoraj ich min? Swojej własnej miny...
 - Ale... To było zaskoczenie, nic więcej! Po historii z Hauru wszyscy byli przekonani, że jesteś sama albo że... Coś się zmieniło od tamtego czasu? - wypaliłem.
 - Rod! Talia jest na górze! - dziewczyna spojrzała zaniepokojona w kierunku schodów.
 - Ajjjj... - ściszyłem głos. - Przepraszam. W ogóle przepraszam. - oparłem twarz o dłoń.
 - Na prawdę są jakieś widoczne powody do podejrzeń? - spytała mnie z wahaniem w głosie po chwili milczenia.
 - Podejrzeń? Nie jest tajemnicą przecież, że wieki temu byliście razem, a wczoraj chyba wszyscy usłyszeli, co powiedziała Talia.
   Naprawdę dziwnie czułem się wypowiadając to imię.
   Na dłuższą chwilę zapadła niezręczna cisza.
 - Dobra, wcale nie musimy o tym mówić, jeśli nie chcesz. - powiedziałem w końcu. - Przyszedłem też porozmawiać o czymś innym.
 - Tak? - zwróciła na mnie zaciekawione spojrzenie.
   Teraz to ja byłem zakłopotany.
 - Bo widzisz... - potarłem twarz ręką. - Co myślisz o Rafaeli?
 - Może nie należy do najmilszych osób, jakie poznałam, ale na pewno nie odmówię jej inteligencji i lojalności... - zamyśliła się. - Coś między wami nie tak?
 - Nie żeby od razu "nie tak", ale... Właściwie nie wiem, co między nami jest. I cokolwiek to jest, chyba nie ma w tym symetrii. W sensie z jej strony to nie to samo co z mojej i w ogóle...
 - Jeśli dobrze pamiętam... - zaczęła się zastanawiać - Benvolio chyba wspominał mi o tym, że on i Anti uważają, że Rafaela liczy z twojej strony na coś więcej niż przyjaźń, ale uznałam, że wyolbrzymiają, albo robią sobie żarty.
 - Do tej pory nie zwracałem na to uwagi, ale chyba to prawda... Nie wiem, co z tym zrobić... I do tego jeszcze Benvolio... Ech...
 - Co z Benvoliem?
 - No zakochał się w niej. Jestem między młotem a kowadłem...
 - Widzę, że nie tylko ja trzymam w tajemnicy swoje związki... - Ciris zdjęła z patelni ostatniego naleśnika i postawiła na stole talerz z całą piramidką oraz dżem.
 - Tu jeszcze nie ma żadnego związku. - obruszyłem się. - Właśnie dlatego to takie trudne.
 - Co mogę Ci powiedzieć...? Jeśli ona rzeczywiście coś do ciebie czuje, a ty nie odwzajemniasz tych uczuć, to chyba powinieneś przestać wysyłać jej mylne sygnały. Albo po prostu z nią o tym pogadać. - dziewczyna usiadła obok mnie przy stole i zabraliśmy się za naleśniki.
  - A jakie to mogą być sygnały? Owszem, dogadujemy się nieźle, ale traktuję ją jak siostrę! Chcesz mi powiedzieć, że utknęła we friendzonie?
 - Na to wygląda... Mogłeś nawet nie zauważyć, że jesteście zbyt blisko, bo dla ciebie zawsze była po prostu przyjaciółką. Gdyby inna dziewczyna zachowywała się w stosunku do ciebie tak, jak Rafaela, pewnie wcześniej nabrałbyś podejrzeń...
 - Może... Cholera. - zaczęło mnie to wszystko irytować. - To porozmawiam z nią i co? Powiem: "sorry, to koniec, od teraz udajemy, że się nie znamy"?
 - To raczej kiepski pomysł. Znienawidzi cię... Poza tym chyba nie chcesz znowu tracić z nią kontaktu? Najlepiej by było, jakbyś albo udał, że interesuje cię jakaś inna dziewczyna, albo podkreślił, że zawsze będzie twoją przyjaciółką i masz nadzieję, że znajdzie sobie jakiegoś fajnego chłopaka. Takie aluzje są chyba czytelne dla wszystkich...
 - No dobra... Pomyślę nad tym. - zgodziłem się. Takie formułki wyglądały na dość proste i naturalne.
   Traf chciał, że w tym momencie spojrzałem ma zegarek.
 - Jasna cholera! Spóźnię się na złote gody dziadków!
   Poderwałem się z miejsca, pożegnałem się z Ciris i wybiegłem. Akurat w takim momencie!


   Słońce świeciło ostro, grzejąc wszystkim głowy od samego czubka. Przy rozłożonym w ogrodzie , elegancko nakrytym stole oczywiście nie można było liczyć na cień, a wszelkie próby uniknięcia udaru słonecznego, poza odejściem, zostałyby uznane za niegrzeczne. Gdy tylko pojawiła się taka sposobność, skorzystałem z tego rozwiązania i wyszedłem niby to do toalety, a tak naprawdę przejść się pod drzewami - tak, jak się dało, bo w ogromnym ogrodzie dziadków było ich dosłownie kilka.
   Nietrudno się domyślić, że nie ja jeden wpadłem na ten pomysł - manewr był stary jak świat. Albo przynajmniej jak idea rodzinnych przyjęć na świeżym powietrzu. Między liśćmi i owocami drzew krążyły nieliczne owady, które jeszcze się nie zorientowały, że na stołach stoją dużo ciekawsze rzeczy. To, co się działo poniżej, chyba można było nazwać tłokiem. Kuzyni i kuzynki, niekoniecznie za sobą przepadający, z trudnością udawali, że się nie widzą, a gdy to już nie wychodziło, prowadzili bardzo konwencjonalne, płytkie rozmowy, niewiele lepsze od tych z ciotkami i babciami, których w ten sposób uniknęli. Jakoś nie miałem ochoty się nimi przejmować. Postanowiłem udawać roztargnienie, co zresztą ułatwiała mi nieuprasowana koszula - efekt niedawnego pośpiechu.
Na szczęście nikt też nie palił się do rozmowy ze mną. Do momentu, gdy usłyszałem tuż przy uchu znajomy głos:
 - Co tam, ulubiony kuzynie? Też ukrywasz się przed wujkiem Ignacym?
 - Cześć! - odpowiedziałem z uśmiechem, odwracając się do Rafaeli - Nie tylko przed nim, niestety.
 - Jak się pół godziny posłucha o tym jego programie do robienia drzew genealogicznych i namowom, żeby szybko znaleźć sobie drugą połówkę oraz zacząć rodzić dzieci, to już każdy tutaj jest do zniesienia. - odparła ze śmiechem.
 - Polemizowałbym. On tylko namawia, a ciotka Irena dopytuje: "czy już", "kto" i "dlaczego nie Marynia od Markowskich".
 - Ta, której udzielałeś korepetycji? To ciocia was shipuje?! - spytała z podekscytowaniem typowym dla dziewczyn po usłyszeniu jakiejś towarzyskiej plotki.
 - To żenujące, ale tak. - próbowałem się zaśmiać. To było więcej niż żenujące.
 - Będziesz musiał znaleźć sobie dziewczynę, inaczej któregoś razu ciocia zrobi ci niespodziankę i ją zaprosi!
 - Wtedy założę sweter w renifery i będę liczył na efekt Marka Darcy'ego z "Dziennika Bridget Jones".
 - Podobnie jak on miałbyś jedynie ten problem, że nawet w swetrze byłbyś wciąż przystojny. - powiedziała niby żartem, ale tak, jakby był przykrywką - tak jak czasem ludzie pokrywają zażenowanie, mówiąc coś wyjątkowo szczerze.
   Poczułem się bardzo niekomfortowo. Czy to był czas, żeby dać jej do zrozumienia... Myślałem o tym momencie długo, ale wciąż byłem zupełnie nieprzygotowany. Spuściłem wzrok.
 - Nie no, kto by się oparł dzierganym reniferom? - wybełkotałem.
   W mojej głowie zaczęła się zwyczajna w takich sytuacjach pogoń za jakimkolwiek tematem do rozmowy.
 - Widziałem się z Ciris. - powiedziałem w końcu z westchnieniem, próbując znowu spojrzeć na rozmówczynię. Była wyraźnie czerwona na twarzy.
 - Jak się trzyma? - spytała.
 - Myślę, że nieźle. Chociaż nie jestem pewien, czy powinniśmy dać jej ochłonąć czy raczej upewnić się, że nie zrozumiała nas źle.
 - Nadal nie mogę uwierzyć, że żadne z was wcześniej nie wiedziało... - zamyśliła się. - Przecież to wasza przyjaciółka... takie rzeczy się zauważa.
 - No właśnie nie zawsze. Są rzeczy, o których byś nigdy nie pomyślała, bo są zbyt nieprawdopodobne, prawie oderwane od twojej rzeczywistości... Wtedy żadne wskazówki nie pomogą, bo nawet kiedy taka myśl wpadnie ci do głowy, natychmiast ją odrzucisz, kręcąc głową albo może nawet śmiejąc się pod nosem. - starałem się usprawiedliwić, choć nie wiedziałem, czy bardziej od moich podejrzeń co do uczyć Rafaeli, czy słabej znajomości sekretów przyjaciółki.
 - A więc żeby zmusić kogoś, do zauważenia takiej rzeczy, trzeba na niego spuścić bombę? - dopytywała, a jej wzrok błądził gdzieś po trawie pod jej stopami.
 - Innego wyjścia nie widzę. Tylko mówiąc wprost ma się pewność, że informacja do kogoś dotrze. Chociaż może i wtedy nie... - westchnąłem znowu.
 - Widzę, że strasznie cię dobija ta sytuacja...
 - Po prostu się o nią martwię. Nie chciałbym, żeby czuła się przez nas odrzucona, a chyba tak było po... No wiesz czym.
 - Wszystko wydarzyło się tak niespodziewanie, że trudno było właściwie zareagować. - odparła z nutą poirytowania. - Nie miej o to do nas ani do siebie pretensji.
 - Niemniej jednak nie usprawiedliwia to naszego braku reakcji teraz. - starałem się brzmieć możliwie łagodnie i luzacko. - Znaczy ja już jej powiedziałem, co myślę, i teraz kolej na resztę.
 - Pewnie wszystko się wyjaśni jutro na spotkaniu przy butelce... O ile nadal w nią gramy.
 - Chyba gramy... - spróbowałem się uśmiechnąć.
 - Jak to się w ogóle stało, że zacząłeś w to grać? - spytała zupełne mnie tym zaskakując. - Ja nigdy nie potrafiłam cię namówić na butelkę, gdy byliśmy młodsi.
 - Aaa... To już dawne czasy. Względnie. - odparłem. - Kalipso to wymyśliła. Prawdę mówiąc, byłem przekonany, że to rozrywka na chwilę, a wyszło... inaczej.
 - A ja myślałam, że wtedy po prostu bałeś się, że będziesz zmuszony całować się z kimś publicznie... - spojrzała na mnie bardzo uważnie.
 - Nie, to zupełnie nie to. - odpowiedziałem rozbawiony, po czym przyznałem: - Chociaż z niektórymi musiałoby być dziwnie, na przykład z tobą... albo z Benvoliem!
    Przez moment wydawało mi się, że jej twarz wykrzywiła się, jakby się o coś uderzyła. Po chwili  bezbarwnym tonem odpowiedziała:
 - Racja... - po czym dodała: - Wiesz, wydaje mi się, że powinnam sprawdzić co u mamy. Podobno miałyśmy się dziś wcześniej zbierać.
 - W takim razie nie będę cię zatrzymywać. Do zobaczenia na butelce! - pożegnałem się.
 - Cześć! - odpowiedziała krótko i odbiegła przez zalany słońcem trawnik w kierunku altany.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz