Rod
Gdy wychodziliśmy, robiło się już chłodno. Promienie słońca ledwo przebijały się przez gęste chmury, słabo oświetlając rosnące pod domem kwiaty. Nie rozumiałem, jak ktoś tak skoncentrowany na sobie jak Hauru może tak dobrze opiekować się ogrodem. Może robił to kto inny, a on się tylko chwalił? Nie zdziwiłoby mnie to.
- To dokąd pójdziemy? – wyrwała mnie z zamyślenia Kalipso. - Miałam nadzieję na przebłysk twojej kreatywności... Ale jeśli na nic nie wpadłeś, to możemy pójść do mnie. Taty znów nie ma.
- Dobrze. Skoro go nie ma...
Zaśmiała się na to i poczochrała mi włosy. No tak, jej się to mogło wydawać śmieszne, ale mi nie. Chociaż skoro go nie ma teraz w domu, nie ma się czym przejmować... Objąłem ją w pasie i poszliśmy pustą ulicą w stronę jej domu.
Nasz spacer nie był zbyt długi - już po kilku minutach dotarliśmy do dużego, dwupiętrowego budynku przypominającego willę, otoczonego równo skoszonym trawnikiem. Zieleń mocno kontrastowała z nieskazitelną bielą ścian i głębokim brązem dachu, ram okiennych i drzwi, do których prowadziła niezwykle regularna ścieżka z kamieni. Z daleka przypominał raczej komputerową wizualizację niż coś rzeczywistego. Zresztą, z bliska też, nawet wnętrze było idealnie poukładane jak w salonie meblowym. Wyglądało schludnie, ale zdawało się być zupełnie martwe. Naprawdę ciężko musiało się tam mieszkać komuś takiemu jak Kalipso. Ona - energiczna, pomysłowa, błyskotliwa dziewczyna na pewno potwornie się tam męczyła, chociaż nie dawała tego po sobie poznać.
Zazwyczaj - bo teraz, gdy wchodziliśmy do jej pokoju, pozwoliła sobie na rozluźnienie i lekki uśmiech.
- Uważaj przy łóżku, bo mam tam rozłożone sztalugi i chyba nie zebrałam wszystkich farb z podłogi - powiedziała Kalipso szukając czegoś w szafce przy drzwiach. Po chwili wyjęła z niej świece i rozstawiła w różnych miejscach pokoju. Nie lubiła światła elektrycznego.
- Dobrze. Skoro go nie ma...
Zaśmiała się na to i poczochrała mi włosy. No tak, jej się to mogło wydawać śmieszne, ale mi nie. Chociaż skoro go nie ma teraz w domu, nie ma się czym przejmować... Objąłem ją w pasie i poszliśmy pustą ulicą w stronę jej domu.
Nasz spacer nie był zbyt długi - już po kilku minutach dotarliśmy do dużego, dwupiętrowego budynku przypominającego willę, otoczonego równo skoszonym trawnikiem. Zieleń mocno kontrastowała z nieskazitelną bielą ścian i głębokim brązem dachu, ram okiennych i drzwi, do których prowadziła niezwykle regularna ścieżka z kamieni. Z daleka przypominał raczej komputerową wizualizację niż coś rzeczywistego. Zresztą, z bliska też, nawet wnętrze było idealnie poukładane jak w salonie meblowym. Wyglądało schludnie, ale zdawało się być zupełnie martwe. Naprawdę ciężko musiało się tam mieszkać komuś takiemu jak Kalipso. Ona - energiczna, pomysłowa, błyskotliwa dziewczyna na pewno potwornie się tam męczyła, chociaż nie dawała tego po sobie poznać.
Zazwyczaj - bo teraz, gdy wchodziliśmy do jej pokoju, pozwoliła sobie na rozluźnienie i lekki uśmiech.
- Uważaj przy łóżku, bo mam tam rozłożone sztalugi i chyba nie zebrałam wszystkich farb z podłogi - powiedziała Kalipso szukając czegoś w szafce przy drzwiach. Po chwili wyjęła z niej świece i rozstawiła w różnych miejscach pokoju. Nie lubiła światła elektrycznego.
- Nastrojowo. - mruknąłem.
- Już nie rób tej swojej niezadowolonej miny. Przecież się nie spalimy, nie?
- Jasne. - zaśmiałem się.
- Tak lepiej.
Usiadła na łóżku i oparła się o mnie. Objąłem ją ramionami, podpierając się o ścianę.
- Naprawdę piękny masz ten pokój. - powiedziałem cicho.
- Serio tak myślisz, czy chcesz mi się przypodobać?
- Przecież bym ci nie kłamał. - obruszyłem się. - Skłamałem ci kiedyś?
- Hmm... Pamiętasz jak dwa miesiące temu chciałeś żebym wyszła z domu? Mówiłeś, że jest ciepło więc wyszłam w sukience, a tymczasem zachmurzyło się, zerwał się wiatr i lunęło...
- Taak? Przepraszam! Najwidoczniej wtedy było ciepło... - zacząłem gładzić jej włosy. - A nawet kiedy spadł deszcz, wyglądałaś jak bogini. Z tą wkurzoną miną...
- ... i jak zdzieliłam cię po głowie? Nie wyglądałeś na zachwyconego. - zaśmiała się.
- No dobra, gniew bogini bywa nieprzyjemny. - przyznałem. - Może spróbujemy kiedyś powtórzyć taką wycieczkę jak tamta?
- Mmm... Masz już jakiś zabójczy plan, czy teraz przyszło ci to do głowy?
- Teraz, ale wcześniej też o tym myślałem, tylko jakoś nie było okazji, żeby ci to zaproponować. Węszysz jakiś podstęp?
- Jak zwykle. Ale nawet jeśli to nie podstęp to i tak będzie fajnie.
- Naprawdę piękny masz ten pokój. - powiedziałem cicho.
- Serio tak myślisz, czy chcesz mi się przypodobać?
- Przecież bym ci nie kłamał. - obruszyłem się. - Skłamałem ci kiedyś?
- Hmm... Pamiętasz jak dwa miesiące temu chciałeś żebym wyszła z domu? Mówiłeś, że jest ciepło więc wyszłam w sukience, a tymczasem zachmurzyło się, zerwał się wiatr i lunęło...
- Taak? Przepraszam! Najwidoczniej wtedy było ciepło... - zacząłem gładzić jej włosy. - A nawet kiedy spadł deszcz, wyglądałaś jak bogini. Z tą wkurzoną miną...
- ... i jak zdzieliłam cię po głowie? Nie wyglądałeś na zachwyconego. - zaśmiała się.
- No dobra, gniew bogini bywa nieprzyjemny. - przyznałem. - Może spróbujemy kiedyś powtórzyć taką wycieczkę jak tamta?
- Mmm... Masz już jakiś zabójczy plan, czy teraz przyszło ci to do głowy?
- Teraz, ale wcześniej też o tym myślałem, tylko jakoś nie było okazji, żeby ci to zaproponować. Węszysz jakiś podstęp?
- Jak zwykle. Ale nawet jeśli to nie podstęp to i tak będzie fajnie.
- To nie podstęp. - uśmiechnąłem się szerzej. - Po prostu mamy wakacje i mnóstwo czas tylko dla siebie...
- Czy ty czasem nie próbujesz wykręcić się od naszej gry? Oj jednak dobrze wyczułam podstęp!
- Nie, ja zupełnie nie o tym! - parsknąłem. - Naprawdę tak ci na niej zależy?
- Pewnie, że mi zależy! To może być przygoda życia! Nie czujesz tego?
- Chyba wciąż nie. Ale nie mówię, że nigdy się nie przekonam.
- Wiem, że potrzebujesz czasu... przepraszam, już nie naciskam. Nie mówmy o tym. Mnie też od razu nie polubiłeś.
- Taaak... Powiedziałaś coś jednej ze swoich koleżanek, a ta zaczęła gdzieś biec jak opętana... Naprawdę się ciebie bałem!
- Pfff... to był tylko taki żart, a ona nie miała poczucia humoru. Nie byłam chyba aż tak przerażająca?!
- Nikomu nie zaszkodzi jedna mała schiza dziennie...
- No właśnie.
- Ale w końcu się przekonałem.
-
Sama nie mogę uwierzyć, jak do tego doszło. Od tygodni staram się przekonać cię
do kawałka Phila Collinsa i nic z tego nie wychodzi... A to przecież nic
w porównaniu do mnie!
- To inna para kaloszy...
- Swoją drogą może puszczę...
Przewróciłem oczami.
- Co ty widzisz w tej muzyce? - spytałem.
- Jest nastrojowa... smutna... można przy niej odlecieć...
- I teraz chcesz odlecieć, tak? - zaśmiałem się, bawiąc się jej palcami.
- Zawsze chciałam latać - odpowiedziała wymijająco.
Po chwili dodała:
- Zostanę pilotem. Będę miała własny, mały samolot. Będę prowadzić wycieczki... podniebne...
- Hmmm... wycieczki podwyższonego ryzyka... bardzo po twojemu...
- To co z tamtą wyprawą? - dodałem. - Naprawdę nic nie wyjdzie?
- A czy ja się nie zgodziłam? Mów tylko kiedy i ruszamy w trasę!
- Bo chodziło ci o tę grę... To jak to ułożymy?
- Jakiś podstęp... - w jej oczach zobaczyłem ogniki pojawiające się zawsze, gdy wpadnie jej do głowy jakiś genialny plan. - Zrobimy tak: Następnym razem, jeśli cię wylosuję, to każę ci pojechać
autostopem i powiem, że cię przypilnuję. Wszyscy nie damy rady się
zabrać, a wtedy możemy sami pojechać gdzie chcemy.
- Świetnie! A jeśli to ty będziesz wylosowana...
-
To... to każesz mi leżeć cały dzień na polanie w środku lasu bez
żadnego ruchu. To będzie dla nich nudne. Nie będzie im się chciało mnie pilnować.
- Mam taką nadzieję. - znowu chciało mi się śmiać. - Musimy więc tylko trochę poczekać i za parę dni...
Nie dokończyłem zdania, bo mnie pocałowała.
- A to mała zapowiedź tego dnia. - mrugnęła do mnie okiem.
Chciałem to powtórzyć, ale powstrzymała mnie palcem.
- Poczekaj. Dopiero jak nasz plan wypali.
- Brzmi kusząco. Aż zaczynam żałować, że zostało jeszcze te kilka dni....
- Szybko minie. Tym bardziej, że kolejne zadanie wymyśla Hauru. Na pewno nie będzie to coś przeciętnego...
- Oby. - mruknąłem i zaraz potem usłyszałem chrzęst przekręcanego w zamku klucza.
- Kurde. Mówił, że wraca dopiero jutro rano!
- Widocznie nie można mieć wszystkiego - westchnąłem, zerkając za okno. Czy udałoby mi się wyskoczyć?
- Nie wygłupiaj się. Chcesz się połamać? Ani się waż skakać! - powiedziała czytając mi w myślach.
Zerknąłem na nią i jeszcze raz na okno. I za chwilę zwijałem się z bólu na równiutko wystrzyżonym trawniku przed jej domem. Ale oczywiście nie dałem tego po sobie poznać... Przynajmniej mam taką nadzieję.
- Wariat. - Powiedziała.
Zaśmiałem się tylko i pomachałem do niej na pożegnanie, po czym lekko kuśtykając, poszedłem do domu. Dawno nie byłem tak szczęśliwy. A wkrótce miałem być jeszcze szczęśliwszy.
Nie dokończyłem zdania, bo mnie pocałowała.
- A to mała zapowiedź tego dnia. - mrugnęła do mnie okiem.
Chciałem to powtórzyć, ale powstrzymała mnie palcem.
- Poczekaj. Dopiero jak nasz plan wypali.
- Brzmi kusząco. Aż zaczynam żałować, że zostało jeszcze te kilka dni....
- Szybko minie. Tym bardziej, że kolejne zadanie wymyśla Hauru. Na pewno nie będzie to coś przeciętnego...
- Oby. - mruknąłem i zaraz potem usłyszałem chrzęst przekręcanego w zamku klucza.
- Kurde. Mówił, że wraca dopiero jutro rano!
- Widocznie nie można mieć wszystkiego - westchnąłem, zerkając za okno. Czy udałoby mi się wyskoczyć?
- Nie wygłupiaj się. Chcesz się połamać? Ani się waż skakać! - powiedziała czytając mi w myślach.
Zerknąłem na nią i jeszcze raz na okno. I za chwilę zwijałem się z bólu na równiutko wystrzyżonym trawniku przed jej domem. Ale oczywiście nie dałem tego po sobie poznać... Przynajmniej mam taką nadzieję.
- Wariat. - Powiedziała.
Zaśmiałem się tylko i pomachałem do niej na pożegnanie, po czym lekko kuśtykając, poszedłem do domu. Dawno nie byłem tak szczęśliwy. A wkrótce miałem być jeszcze szczęśliwszy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz