środa, 10 lutego 2016

51. Fight

 Ciris


   Po tym, jak Kalipso trzasnęła drzwiami, nie mogłam już zasnąć. To był zły pomysł, żeby jej o tym mówić... Rozdrapałam świeżo zabliźnione rany, a gdyby wiedziała, że spotykam się z Hauru, pewnie byłoby jeszcze gorzej! Martwiłam się, co zrobi reszta, gdy rano zauważy jej zniknięcie, ale nie za bardzo się przejęli. Wszyscy jakby krążyli w swoich własnych myślach... a może to zwyczajnie wina kaca? Benvolio poczęstował nas kawą i razem uzgodniliśmy, że skoro Kalipso już poszła odsypiać imprezę u siebie w domu, to chyba warto wziąć z niej przykład i nie spotykać się dziś na butelkę.
Hauru zaoferował, że odprowadzi mnie do domu. Zgodziłam się, a kiedy dotarliśmy na miejsce, zaprosiłam go do środka. Miałam zamiar szczerze z nim porozmawiać, ale zanim zebrałam się na odwagę on spytał, czy może skorzystać z prysznica, a kiedy wrócił, znów nie byłam w stanie wydusić z siebie słowa.
 - Zostawiłem ubrania na wieszaku na balkonie. - powiedział przeczesując palcami swoje mokre włosy. - Mam nadzieję, że szybko wyschną. Wolałbym nie siedzieć w ręczniku, kiedy twoi rodzice wrócą z pracy.
 - Nie uważasz za podejrzane, że w ciągu tygodnia już drugi raz paradujesz po moim pokoju nago? - zapytałam lekko zakłopotana wbijając wzrok w podłogę.
 - Nie, gdzie tam! - machnął ręką i rozsiadł się na moim łóżku z wielkim uśmiechem na twarzy. - Chciałaś ze mną o czymś pogadać?
   Na chwilę wstrzymałam oddech. Moje serce znów zaczęło bić szybciej.
 - Nie, to już nie ważne... Chociaż właściwie... Nie, zapomnij.
 - Okej... - przysunął się bliżej. - To może ja zacznę.
   Jednym palcem chwycił mnie za podbródek i zbliżył moje usta do swoich. Przeszyła mnie fala nagłego gorąca. Zanim zdążyłam pomyśleć, oddałam pocałunek, po czym nagle się wycofałam.
   Roześmiał się.
 - Spokojnie, moje zamiary są całkowicie szczere. Zatrzymałbym się wyłącznie na całowaniu!
 - Hauru... Co my właściwie robimy? - spytałam odsuwając się od niego.
 - W tym momencie rozmawiamy, oddychamy, spędzamy miło czas... - zaczął wyliczać na palcach.
 - Nie żartuj sobie. Mówię poważnie: co jest między nami? - spojrzałam na niego wyczekująco.
 - A co byś chciała? - odpowiedział pytaniem odrobinę poważniejąc. - Myślałem, że może znów moglibyśmy ze mną chodzić... Fajnie nam było przez tamte dwa miesiące.
 - Hauru... Nie wiem, czy powinniśmy. Nie chcę okłamywać innych, Kalipso mnie znienawidzi, nie wiemy, czy to potrwa dłużej niż ostatnio...
   Chłopak położył mi palec na ustach.
 - Za dużo myślisz. Będzie jak będzie! Nie możesz zaprzeczyć, że ciągle coś do mnie czujesz. Twoje ciało mówi za ciebie. - na jego ustach znów pojawił się uśmiech.
 - To nie wyjdzie nam na dobre! - próbowałam przekonać zarówno jego, jak i siebie. Byłoby dużo łatwiej, gdyby się w końcu ubrał i nie patrzył na mnie z takim pożądaniem... - A z resztą...
   Zbliżyłam się do niego i znów zaczęłam go całować. Objął mnie, a jego ręce błądziły po moich plecach. Nie chciałam myśleć o tym, czy podejmuję słuszną decyzję. Skupiałam się wyłącznie na jego ustach...
   I właśnie w tym momencie rozległ się dzwonek do drzwi.
 - To pewnie listonosz, zostań. - powiedział Hauru łapiąc oddech.
 - A co, jeśli mama skończyła pracę wcześniej? - zapytałam w panice biegnąc do drzwi. - Ubieraj się!
   Nie słyszałam, czy coś odpowiedział. W jednym momencie znalazłam się w przedpokoju, szybko poprawiłam bluzkę i fryzurę w lustrze i otworzyłam drzwi.
   Na zewnątrz stał nie kto inny, a Talia.
 - Bonjour mon amante! - wykrzyknęła przytulając mnie i całując w obydwa policzki. - Niespodzianka!
   Nie mogłam wyjść z szoku. To się nie działo na prawdę...
 - Talia! - odpowiedziałam. - Co ty tutaj robisz?!
 - Pisałaś, że chciałabyś, żebym tu przy tobie była, więc namówiłam starych i przyjechałam na tydzień czy dwa, o ile twoi rodzice nie będą mieli nic przeciwko... Na wszelki wypadek wzięłam też namiot!
   Dopiero teraz zauważyłam plecak, który stał za nią na werandzie.
 - To co? Nie zaprosisz mnie? - spytała rozbawiona, kiedy ja wciąż próbowałam znaleźć jakieś słowa, żeby wybrnąć z sytuacji.
   Za moimi plecami usłyszałam kroki i za chwilę koło mojego boku stanął Hauru.
 - O! Ty nie wyglądasz na listonosza... - zaśmiał się na widok dziewczyny. - A wieeem! Talia? Jestem Hauru. Ciris sporo o Tobie opowiadała.
   Wyciągnął do niej rękę.
 - I nawzajem! - odparła podając mu swoją, po czym zmarszczyła brwi. - Dlaczego twoje ubrania są mokre?
 - Eee... Przez przypadek odkręciłem nie ten kran myjąc ręce... Dzień jak co dzień. Pomóc wnieść plecak?
   Mimowolnie chwyciłam się za głowę. To była jakaś tragedia...
   Całą trójką weszliśmy do kuchni. Zaproponowałam Talii coś do picia, a potem dałam znak Hauru, żeby odszedł ze mną na stronę.
 - Co ty żeś zrobił z tymi ubraniami?! - zapytałam gniewnie starając się szeptać, co było kiepskim połączeniem.
 - Benvolio wylał na mnie wczoraj resztę swojego drinka. Stwierdziłem, że skoro się już myję, to od razu upiorę koszulkę. Miała wyschnąć zanim ktoś przyjdzie... I czemu nie mówiłaś, że zaprosiłaś koleżankę? - odpowiedział również szeptem wyciskając ze materiału wodę na mój dywan.
 - Nie zapraszałam jej! Zrobiła mi niespodziankę... - odparłam kręcąc głową i starajac się powstrzymać ogarniającą mnie panikę.
 - Dobra, to co robimy? - spytał konspiracyjnie. - Weźmiesz ją gdzieś na spacer, a potem wpadniesz do mnie? Nie będę z wami siedział w tych mokrych ciuchach w domu. Powinienem się przebrać...
 - Na słońcu wszystko wyschnie. Sam idź sobie na spacer. I ani słowa reszcie o tym, co się między nami działo, rozumiesz?!
 - A co z naszą dzisiejszą randką?!
 - To to była randka?!
 - Miała być! - Hauru zastanowił się chwilę. - Ej, to może chodźmy we trójkę na ten spacer. Pokażemy twojej koleżance okolicę i będziemy mogli spędzić trochę czasu razem...
 - Czy ty musisz wszystko tak utrudniać? Spotkamy się jutro! - zaczęłam się poważnie denerwować tą sytuacją.
 - Jak nie znajdziesz dla mnie dzisiaj czasu, to o wszystkim powiem Antiochis! - na twarzy Hauru pojawił się uśmiech zwycięstwa.
 - Jesteś najgorszym, najbardziej manipulatorskim i upartym chłopakiem jakiego znam!
 - I tak mnie kochasz. - odparł tamten i wrócił do kuchni.
   Poszłam zaraz za nim.
 - Ustaliliśmy z Ciris, że może chciałabyś przejść się z nami na spacer po okolicy. - wypalił Hauru nie dając mi szansy na niewywiązanie się z umowy. - Niedaleko jest sklep z lodami i w ogóle. Co ty na to?
 - Jasne, czemu nie! - Talia natychmiast poderwała się z krzesła.
 - Nie jesteś zmęczona podróżą? - chwyciłam się mojej ostatniej deski ratunku, zanim zrobi się bardzo niezręcznie.
 - No co ty! Przecież wiesz, że mi nigdy nie brakuje energii - mrugnęła do mnie okiem poprawiając swoją bandanę. - Chodźmy!
 - No widzisz?! - Hauru poklepał mnie po ramieniu i razem z Talią udali się do wyjścia.
   Nie pozostało mi nic innego, jak ruszyć z nimi...
   Popołudniowe słońce grzało niemiłosiernie. A może to gorąco wypływało z mojego zakłopotania całą sytuacją? Mało brakowało, a Talia przyłapałaby mnie w łóżku z Hauru... A wtedy nie dość, że bym ją straciła, to jeszcze Hauru dowiedziałby się o tym, że ja i Talia nie jesteśmy tylko koleżankami... Teraz obydwoje szli koło mnie śmiejąc się i prowadząc sympatyczną rozmowę. Co za ironia losu!
 - ...no i wtedy zorientowałem się, że nie mam sera! Tylko jedna osoba na świecie potrafi zrobić makaron z serem bez sera i nieskromnie mówiąc, jestem to ja. - opowiadał Hauru, a Talia się zaśmiewała.
 - To mi przypomina jak robiłam muffinki na urodziny brata, ale zapomniałam dodać do nich masła - wyszły okropnie!
 - A to jeszcze nic! Moje siostry...
   Znów wyłączyłam się z ich rozmowy, ale tym razem dlatego, że po drugiej stronie chodnika zobaczyłam Kalipso i przypomniała mi się nasza nocna rozmowa na balkonie... A myślałam, że nie mogę poczuć się jeszcze gorzej... Ruda szła z rękami w kieszeniach koszuli, którą zarzuciła byle jak na sukienkę. Wyglądała, jakby również nie zmrużyła oka od wczorajszego wieczoru. Włosy opadały jej w nieładzie na twarz. Jednocześnie wyglądała na bardzo zmarnowaną ale i groźną... Miałam nadzieję, że może ani ona ani Hauru nie zauważą siebie nawzajem, jednak nie zawsze dostaje się to, czego się pragnie.
 - Ty! - Kalipso krzyknęła w naszym kierunku. - Nie podaruję ci tego!
   Wyglądała jak wściekły wilk, albo raczej lis, zważywszy na kolor włosów, który właśnie upatrzył swoją zdobycz i rzucił się do ataku. W jednej chwili znalazła się przy mnie i z całej siły uderzyła mnie w twarz. Zatoczyłam się na chodnik. Świat wokół wirował. Czułam pulsujący ból na lewej stronie twarzy i całkowita dezorientację.
 - Kalipso! - usłyszałam krzyk Hauru i zobaczyłam, jak odciąga ją ode mnie.
 - Och, nie wpieprzaj się ty zakłamany zdrajco! - odkrzyknęła tamta.
   W życiu nie widziałam jej w takiej furii. Hauru przytrzymywał jej ręce.
 - Uspokój się! - mówił. - Oddychaj spokojnie...
   W tym momencie zgiął się wpół. Kalipso z całej siły wpakowała mu kolano w brzuch. Talia patrzyła się na cała scenę nic nie rozumiejąc. Pochyliła się nade mną i spytała, czy nic mi nie jest i przyłożyła chusteczkę do krwawiącego nosa. Dopiero wtedy się otrząsnęłam i zorientowałam, gdzie jesteśmy.
 - Musimy iść po Roda! - zwróciłam się bardziej do siebie niż do niej.
   Podniosłam się. Kalipso i Hauru na poważnie wymieniali się już ciosami. Wiedziałam, że nie zdołam do nich przemówić - trzeba było ich rozdzielić. Staliśmy prawie dosłownie pod domem Roda. Dobiegłam do drzwi i jak najmocniej wcisnęłam dzwonek. Puściłam dopiero, gdy chłopak stanął w progu.
 - Szybko! Kalipso i Hauru chcą się pozabijać!

 
Rod


   Prawie bezsenna noc dawała mi się we znaki. Myśli kłębiły mi się w głowie i żadne próby wysnucia jakichś konkretnych wniosków z tego, co usłyszałem od Rafaeli, nie przynosiły rezultatu. Zupełnie bezwładnie siedziałem na fotelu, zaniedbując obowiązki gospodarza i czułem, jak zamykają mi się oczy, a głowa opada na bok. I w tym momencie przeszył ją wysoki jednostajny dźwięk, natarczywy i nie dający się zignorować - dzwonek do drzwi. Pełen irytacji i niechęci poderwałem się i omijając drugi fotel ze śpiącą Rafaelą, otworzyłem je z zamiarem dania komuś w mordę. To, co za nimi zobaczyłem, natychmiast mnie otrzeźwiło.
 - Szybko! Kalipso i Hauru chcą się pozabijać!
   Dawno nie słyszałem takiego przerażenia w głosie Ciris - o ile słyszałem kiedykolwiek - a jej twarz miała raczej błagalny wyraz. Za nią stała jakaś zupełnie nieznana mi, zdezorientowana dziewczyna z bardzo sceptyczną miną. Za nimi dwiema rozgrywała się scena, która niejako ilustrowała słowa Ciris - wściekła Kalipso próbowała raz wydrapać oczy Hauru, a raz zwalić go z nóg jakimś kopniakiem. Hauru z kolei próbował jakoś ją obezwładnić, chwycić za nadgarstki, ale widać było, że już dawno stracił cierpliwość - o ile ją wcześniej wykazywał. Wszystko to trwało zaledwie ułamek sekundy. 
   Nie myślałem w ogóle, co robię, rzuciłem się tylko w stronę walczących i odciągnąłem na bok Kalipso. Zmęczony ledwo dawałem radę utrzymać ją wyrywającą się. Hauru nie od razu zauważył, co się stało, i złapał ją mocno za ręce, ale Ciris zareagowała w porę, stając przed nim. Jego oczy były jakby puste.
   Przez chwilę słychać było tylko nasze niespokojne oddechy. Patrzyłem to na Hauru, to na Kalipso, a czasem i na Ciris i tamtą dziewczynę i wciąż nic nie rozumiałem. Czułem tylko wielkie zmęczenie. Nagle usłyszałem od strony otwartych drzwi głos Rafaeli:
 - Przecież umówiliśmy się, że dziś nie ma butelki! Dajcie ludziom odespać... - powiedziała zmęczona przecierając oczy, kiedy nagle zobaczyła wyraz naszych twarzy. - Co się dzieje?!
 - No właśnie nie wiem... - odparłem.
 - Szliśmy ulicą, kiedy jakaś wariatka nas zaatakowała. - pospieszyła z wyjaśnieniem blondynka w krótko przyciętych włosach związanych czarną bandaną stojąca koło Ciris i Hauru. Wyglądała jak jeden z metali w naszej szkole, ale byłem przekonany, że nie spotkałem jej wcześniej na korytarzu.
 - Wypraszam sobie wariatkę. - burknęła pod nosem Kalipso. - Rod, puść mnie!
   Zupełnie automatycznie spełniłem jej prośbę i spojrzałem zdziwiony na tę obcą.
 - Aaa... Może chodźmy stąd, co? - zwróciłem się w końcu do wszystkich. - chyba tamujemy ruch na chodniku. - wydusiłem, chociaż w promieniu pięćdziesięciu metrów nikogo nie było.
   Nikt się nie odezwał i zacząłem się obawiać, że będziemy stać tak w nieskończoność, ale na szczęście gdy tylko Rafaelą weszła do środka, podążył za nią Hauru, a za nim Ciris, ta obca i Kalipso. Zamknąłem za nami drzwi i idąc do salonu, przygotowałem się na wielką awanturę. W pokoju atmosfera była tak napięta, jak chyba nigdy w jego historii. Czuło się, że w każdej chwili jakaś iskra może przeskoczyć między siedzącą na kanapie obok Hauru Kalipso, a Ciris ściśniętą w jednym fotelu z Obcą. Nikt się nie odzywał i tylko stojąca nad nimi Rafaela zdawała się bezskutecznie znaleźć słowa na rozpoczęcie rozmowy.
 - Rod. - przedstawiłem się i podałem rękę Obcej, jakbym chciał odwrócić własną uwagę od sedna.
 - Talia. - odpowiedziała mocnym uściskiem. - Często zapraszasz szaleńców z ulicy do domu? Ciekawe hobby.
 - Nie, to mój pierwszy raz. - spróbowałem się uśmiechnąć. - Mam nadzieję, że dobrze mi idzie.
 - Możesz mi powiedzieć, co ci do głowy strzeliło? - w drugim końcu salonu rozległ się przyciszony głos Hauru, który zwracał się do Kalipso chwytając ją za rękę.
 - Dobrze wiesz co. - odparła zdenerwowana, ale go nie odtrąciła.
   Dopiero teraz zauważyłem, jak bardzo oboje byli poobijani, i jednocześnie zdziwiło mnie to, że nie są na siebie jakoś strasznie obrażeni. To zupełnie nie pomagało w zrozumieniu całej sytuacji.
 - Ciris, możesz mi powiedzieć, w jakie kłopoty się wpakowałaś? - Talia zwróciła się do dziewczyny, która przez cały ten czas siedziała wstrzymując oddech.
 - To tylko takie przyjacielskie przepychanki... - odpowiedziała tamta niezbyt przekonywująco.
  - Mam prawo wiedzieć. - powiedziała z naciskiem Talia. - Jestem twoją dziewczyną!
   Zamurowało mnie. Już dużo się stało w ciągu ostatnich minut, ale teraz to już był szczyt wszystkiego. Jak to? Co ta dziewczyna właśnie powiedziała?!
 - Czy mogłabyś powtórzyć? Chyba nie dosłyszałem. - zapytałem idiotycznie, mimo że wcale nie uczestniczyłem w ich rozmowie i natychmiast nabrałem ochoty, żeby palnąć sobie w łeb.
 - Ciris?! - Hauru był w równie wielkim szoku, co ja.
 - Mówiłaś, że twoi przyjaciele wiedzą. - blondynka w bandanie rozejrzała się zakłopotana po salonie i znów utkwiła wzrok w naszej przyjaciółce.
 - No może nie do końca... - odpowiedziała Ciris zachrypniętym głosem, a po jej policzku spłynęła pierwsza łza.
   Byłem jak sparaliżowany. Czułem, że ktoś musi natychmiast coś zrobić - podejść, przytulić ją. Ale nikt nic takiego nie zrobił. Na ratunek przybiegła Rafaela: 
 - Hauru, Kalipso, powinniście przyłożyć lód do tych siniaków. Chodźcie do kuchni. Rod, pomożesz nam?
  - Już idę. - odpowiedziałem, brzmiąc dość bezbarwnie, i poszedłem za nią do kuchni, próbując przypomnieć sobie, gdzie matka trzymała maści na stłuczenia.
   Znalazłem odpowiednią szufladę i wyjąłem z niej kilka przedmiotów, które wyglądały, jakby mogły być pomocne, a Rafaela zaczęła robić z nich użytek, zupełnie symbolicznie opatrując siniaki i zadrapania Kalipso, a potem Hauru. Stałem w tym czasie ze wzrokiem wlepionym w płytki podłogowe i usiłowałem uspokoić myśli, które latały w mojej głowie jak rój owadów. W pewnym momencie Rafaela coś do mnie powiedziała i podniosłem oczy. Mój wzrok padł na załamaną Ciris i pocieszającą ją Talię.

   Im wcześniej pójdziesz do łóżka, tym później zaśniesz, głosi stara prawda ludowa. Po raz kolejny przekonywałem się o jej prawdziwości. Ciepłe sierpniowe słońce już dawno zaszło i w moim pokoju panowała duszna ciemność. Po raz kolejny moje myśli trafiały w ślepą uliczkę i po raz kolejny zaczynałem od początku - od jednego z początków, którym była Talia. Jej niewytłumaczalna i absurdalna obecność, która burzyła wiele moich przekonań. Drugim byli Kalipso i Hauru. Liczyłem, że jakoś wyjaśnią wszystkim, o co tak właściwie poszło, ale tego nie zrobili. I czułem, że po prostu jestem za głupi, żeby zauważyć coś zupełnie oczywistego. Trzecim była Rafaela. To, co mówił Benvolio, a nawet to, co tłumaczyliśmy mu Hauru i ja, zupełnie odbiegało od rzeczywistości - jeśli moja dzisiejsza rozmowa z Rafaelą była bardziej rzeczywista... a może nie powinienem tego zakładać? W końcu światło dzienne nic nie gwarantuje. Jednak to, co mi mówiła... Było przyjemne, ale i niepokojące. Czy to możliwe, żeby była we mnie zakochana?...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz