Ciris
Po tym, jak Kalipso trzasnęła
drzwiami, nie mogłam już zasnąć. To był zły pomysł, żeby jej o
tym mówić... Rozdrapałam świeżo zabliźnione rany, a
gdyby wiedziała, że spotykam się z Hauru, pewnie byłoby jeszcze
gorzej! Martwiłam się, co zrobi reszta, gdy rano zauważy jej
zniknięcie, ale nie za bardzo się przejęli. Wszyscy jakby krążyli
w swoich własnych myślach... a może to zwyczajnie wina kaca?
Benvolio poczęstował nas kawą i razem uzgodniliśmy, że skoro
Kalipso już poszła odsypiać imprezę u siebie w domu, to chyba
warto wziąć z niej przykład i nie spotykać się dziś na butelkę.
Hauru zaoferował, że odprowadzi mnie
do domu. Zgodziłam się, a kiedy dotarliśmy na miejsce, zaprosiłam
go do środka. Miałam zamiar szczerze z nim porozmawiać, ale zanim
zebrałam się na odwagę on spytał, czy może skorzystać z
prysznica, a kiedy wrócił, znów nie byłam w stanie
wydusić z siebie słowa.
- Zostawiłem ubrania na wieszaku na balkonie. - powiedział przeczesując palcami swoje mokre włosy. - Mam nadzieję, że szybko wyschną. Wolałbym nie siedzieć w
ręczniku, kiedy twoi rodzice wrócą z pracy.
- Nie uważasz za podejrzane, że w
ciągu tygodnia już drugi raz paradujesz po moim pokoju nago? -
zapytałam lekko zakłopotana wbijając wzrok w podłogę.
- Nie, gdzie tam! - machnął ręką i
rozsiadł się na moim łóżku z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Chciałaś ze mną o czymś pogadać?
Na chwilę wstrzymałam oddech. Moje
serce znów zaczęło bić szybciej.
- Nie, to już nie ważne... Chociaż
właściwie... Nie, zapomnij.
- Okej... - przysunął się bliżej. -
To może ja zacznę.
Jednym palcem chwycił mnie za
podbródek i zbliżył moje usta do swoich. Przeszyła mnie
fala nagłego gorąca. Zanim zdążyłam pomyśleć, oddałam
pocałunek, po czym nagle się wycofałam.
Roześmiał się.
- Spokojnie, moje zamiary są
całkowicie szczere. Zatrzymałbym się wyłącznie na całowaniu!
- Hauru... Co my właściwie robimy? -
spytałam odsuwając się od niego.
- W tym momencie rozmawiamy, oddychamy,
spędzamy miło czas... - zaczął wyliczać na palcach.
- Nie żartuj sobie. Mówię
poważnie: co jest między nami? - spojrzałam na niego wyczekująco.
- A co byś chciała? - odpowiedział
pytaniem odrobinę poważniejąc. - Myślałem, że może znów moglibyśmy ze mną
chodzić... Fajnie nam było przez tamte dwa miesiące.
- Hauru... Nie wiem, czy powinniśmy.
Nie chcę okłamywać innych, Kalipso mnie znienawidzi, nie wiemy, czy
to potrwa dłużej niż ostatnio...
Chłopak położył mi palec na ustach.
- Za dużo myślisz. Będzie jak będzie! Nie możesz zaprzeczyć, że ciągle coś do mnie czujesz. Twoje ciało mówi za ciebie. - na jego ustach znów pojawił się uśmiech.
- Za dużo myślisz. Będzie jak będzie! Nie możesz zaprzeczyć, że ciągle coś do mnie czujesz. Twoje ciało mówi za ciebie. - na jego ustach znów pojawił się uśmiech.
- To nie wyjdzie nam na dobre! -
próbowałam przekonać zarówno jego, jak i siebie.
Byłoby dużo łatwiej, gdyby się w końcu ubrał i nie patrzył na
mnie z takim pożądaniem... - A z resztą...
Zbliżyłam się do niego i znów
zaczęłam go całować. Objął mnie, a jego ręce błądziły po
moich plecach. Nie chciałam myśleć o tym, czy podejmuję słuszną decyzję. Skupiałam się wyłącznie na jego ustach...
I właśnie w tym momencie rozległ się dzwonek do
drzwi.
- To pewnie listonosz, zostań. -
powiedział Hauru łapiąc oddech.
- A co, jeśli mama skończyła pracę
wcześniej? - zapytałam w panice biegnąc do drzwi. - Ubieraj się!
Nie słyszałam, czy coś odpowiedział.
W jednym momencie znalazłam się w przedpokoju, szybko poprawiłam
bluzkę i fryzurę w lustrze i otworzyłam drzwi.
Na zewnątrz stał nie kto inny, a
Talia.
- Bonjour mon amante! - wykrzyknęła
przytulając mnie i całując w obydwa policzki. - Niespodzianka!
Nie mogłam wyjść z szoku. To się
nie działo na prawdę...
- Talia! - odpowiedziałam. - Co ty
tutaj robisz?!
- Pisałaś, że chciałabyś, żebym
tu przy tobie była, więc namówiłam starych i
przyjechałam na tydzień czy dwa, o ile twoi rodzice nie będą mieli
nic przeciwko... Na wszelki wypadek wzięłam też namiot!
Dopiero teraz zauważyłam plecak,
który stał za nią na werandzie.
- To co? Nie zaprosisz mnie? - spytała rozbawiona,
kiedy ja wciąż próbowałam znaleźć jakieś słowa, żeby
wybrnąć z sytuacji.
Za moimi plecami usłyszałam kroki i za chwilę koło mojego boku stanął Hauru.
Za moimi plecami usłyszałam kroki i za chwilę koło mojego boku stanął Hauru.
- O! Ty nie wyglądasz na listonosza...
- zaśmiał się na widok dziewczyny. - A wieeem! Talia? Jestem Hauru. Ciris sporo o
Tobie opowiadała.
Wyciągnął do niej rękę.
- I nawzajem! - odparła podając mu
swoją, po czym zmarszczyła brwi. - Dlaczego twoje ubrania są
mokre?
- Eee... Przez przypadek odkręciłem
nie ten kran myjąc ręce... Dzień jak co dzień. Pomóc
wnieść plecak?
Mimowolnie chwyciłam się za głowę.
To była jakaś tragedia...
Całą trójką weszliśmy do
kuchni. Zaproponowałam Talii coś do picia, a potem dałam znak
Hauru, żeby odszedł ze mną na stronę.
- Co ty żeś zrobił z tymi
ubraniami?! - zapytałam gniewnie starając się szeptać, co było
kiepskim połączeniem.
- Benvolio wylał na mnie wczoraj
resztę swojego drinka. Stwierdziłem, że skoro się już myję, to
od razu upiorę koszulkę. Miała wyschnąć zanim ktoś przyjdzie... I
czemu nie mówiłaś, że zaprosiłaś koleżankę? -
odpowiedział również szeptem wyciskając ze materiału
wodę na mój dywan.
- Nie zapraszałam jej! Zrobiła mi
niespodziankę... - odparłam kręcąc głową i starajac się powstrzymać ogarniającą mnie panikę.
- Dobra, to co robimy? - spytał
konspiracyjnie. - Weźmiesz ją gdzieś na spacer, a potem wpadniesz
do mnie? Nie będę z wami siedział w tych mokrych ciuchach w domu. Powinienem się przebrać...
- Na słońcu wszystko wyschnie. Sam
idź sobie na spacer. I ani słowa reszcie o tym, co się między
nami działo, rozumiesz?!
- A co z naszą dzisiejszą randką?!
- To to była randka?!
- Miała być! - Hauru zastanowił się chwilę. - Ej,
to może chodźmy we trójkę na ten spacer. Pokażemy twojej
koleżance okolicę i będziemy mogli spędzić trochę czasu
razem...
- Czy ty musisz wszystko tak utrudniać?
Spotkamy się jutro! - zaczęłam się poważnie denerwować tą sytuacją.
- Jak nie znajdziesz dla mnie dzisiaj
czasu, to o wszystkim powiem Antiochis! - na twarzy Hauru pojawił się
uśmiech zwycięstwa.
- Jesteś najgorszym, najbardziej
manipulatorskim i upartym chłopakiem jakiego znam!
- I tak mnie kochasz. - odparł tamten
i wrócił do kuchni.
Poszłam zaraz za nim.
Poszłam zaraz za nim.
- Ustaliliśmy z Ciris, że może
chciałabyś przejść się z nami na spacer po okolicy. - wypalił
Hauru nie dając mi szansy na niewywiązanie się z umowy. -
Niedaleko jest sklep z lodami i w ogóle. Co ty na to?
- Jasne, czemu nie! - Talia natychmiast
poderwała się z krzesła.
- Nie jesteś zmęczona podróżą?
- chwyciłam się mojej ostatniej deski ratunku, zanim zrobi się
bardzo niezręcznie.
- No co ty! Przecież wiesz, że mi
nigdy nie brakuje energii - mrugnęła do mnie okiem poprawiając
swoją bandanę. - Chodźmy!
- No widzisz?! - Hauru poklepał mnie
po ramieniu i razem z Talią udali się do wyjścia.
Nie pozostało mi nic innego, jak ruszyć z nimi...
Nie pozostało mi nic innego, jak ruszyć z nimi...
Popołudniowe słońce grzało
niemiłosiernie. A może to gorąco wypływało z mojego zakłopotania
całą sytuacją? Mało brakowało, a Talia przyłapałaby mnie w
łóżku z Hauru... A wtedy nie dość, że bym ją straciła,
to jeszcze Hauru dowiedziałby się o tym, że ja i Talia nie
jesteśmy tylko koleżankami... Teraz obydwoje szli koło mnie śmiejąc
się i prowadząc sympatyczną rozmowę. Co za ironia losu!
- ...no i wtedy zorientowałem się, że
nie mam sera! Tylko jedna osoba na świecie potrafi zrobić makaron z
serem bez sera i nieskromnie mówiąc, jestem to ja. -
opowiadał Hauru, a Talia się zaśmiewała.
- To mi przypomina jak robiłam
muffinki na urodziny brata, ale zapomniałam dodać do nich masła -
wyszły okropnie!
- A to jeszcze nic! Moje siostry...
Znów wyłączyłam się z ich
rozmowy, ale tym razem dlatego, że po drugiej stronie chodnika
zobaczyłam Kalipso i przypomniała mi się nasza nocna rozmowa na
balkonie... A myślałam, że nie mogę poczuć się jeszcze gorzej... Ruda szła z rękami w kieszeniach koszuli,
którą zarzuciła byle jak na sukienkę. Wyglądała, jakby również nie zmrużyła oka od wczorajszego wieczoru. Włosy opadały jej w nieładzie na twarz. Jednocześnie wyglądała na bardzo zmarnowaną ale i groźną... Miałam nadzieję, że może
ani ona ani Hauru nie zauważą siebie nawzajem, jednak nie zawsze dostaje się to, czego się pragnie.
- Ty! - Kalipso krzyknęła w naszym
kierunku. - Nie podaruję ci tego!
Wyglądała jak wściekły wilk, albo
raczej lis, zważywszy na kolor włosów, który właśnie upatrzył swoją zdobycz i rzucił się do ataku. W jednej chwili
znalazła się przy mnie i z całej siły uderzyła mnie w twarz.
Zatoczyłam się na chodnik. Świat wokół wirował. Czułam
pulsujący ból na lewej stronie twarzy i całkowita dezorientację.
- Kalipso! - usłyszałam krzyk Hauru i
zobaczyłam, jak odciąga ją ode mnie.
- Och, nie wpieprzaj się ty zakłamany
zdrajco! - odkrzyknęła tamta.
W życiu nie widziałam jej w takiej furii. Hauru przytrzymywał jej ręce.
W życiu nie widziałam jej w takiej furii. Hauru przytrzymywał jej ręce.
- Uspokój się! - mówił.
- Oddychaj spokojnie...
W tym momencie zgiął się wpół.
Kalipso z całej siły wpakowała mu kolano w brzuch. Talia patrzyła
się na cała scenę nic nie rozumiejąc. Pochyliła się nade mną i
spytała, czy nic mi nie jest i przyłożyła chusteczkę do
krwawiącego nosa. Dopiero wtedy się otrząsnęłam i zorientowałam, gdzie jesteśmy.
- Musimy iść po Roda! - zwróciłam
się bardziej do siebie niż do niej.
Podniosłam się. Kalipso i Hauru na
poważnie wymieniali się już ciosami. Wiedziałam, że nie zdołam do
nich przemówić - trzeba było ich rozdzielić. Staliśmy
prawie dosłownie pod domem Roda. Dobiegłam do drzwi i jak
najmocniej wcisnęłam dzwonek. Puściłam dopiero, gdy
chłopak stanął w progu.
- Szybko! Kalipso i Hauru chcą się
pozabijać!
Rod
Prawie bezsenna noc dawała mi się we
znaki. Myśli kłębiły mi się w głowie i żadne próby
wysnucia jakichś konkretnych wniosków z tego, co usłyszałem
od Rafaeli, nie przynosiły rezultatu. Zupełnie bezwładnie
siedziałem na fotelu, zaniedbując obowiązki gospodarza i czułem,
jak zamykają mi się oczy, a głowa opada na bok. I w tym momencie
przeszył ją wysoki jednostajny dźwięk, natarczywy i nie dający
się zignorować - dzwonek do drzwi. Pełen irytacji i niechęci
poderwałem się i omijając drugi fotel ze śpiącą Rafaelą,
otworzyłem je z zamiarem dania komuś w mordę. To, co za nimi zobaczyłem, natychmiast
mnie otrzeźwiło.
- Szybko! Kalipso i Hauru chcą się
pozabijać!
Dawno nie słyszałem takiego
przerażenia w głosie Ciris - o ile słyszałem kiedykolwiek - a jej
twarz miała raczej błagalny wyraz. Za nią stała jakaś zupełnie
nieznana mi, zdezorientowana dziewczyna z bardzo sceptyczną miną. Za
nimi dwiema rozgrywała się scena, która niejako ilustrowała
słowa Ciris - wściekła Kalipso próbowała raz wydrapać
oczy Hauru, a raz zwalić go z nóg jakimś kopniakiem. Hauru
z kolei próbował jakoś ją obezwładnić, chwycić za
nadgarstki, ale widać było, że już dawno stracił cierpliwość -
o ile ją wcześniej wykazywał. Wszystko to trwało zaledwie ułamek
sekundy.
Nie myślałem w ogóle, co
robię, rzuciłem się tylko w stronę walczących i odciągnąłem
na bok Kalipso. Zmęczony ledwo dawałem radę utrzymać ją
wyrywającą się. Hauru nie od razu zauważył, co się stało, i
złapał ją mocno za ręce, ale Ciris zareagowała w porę, stając
przed nim. Jego oczy były jakby puste.
Przez chwilę słychać było tylko
nasze niespokojne oddechy. Patrzyłem to na Hauru, to na Kalipso, a
czasem i na Ciris i tamtą dziewczynę i wciąż nic nie rozumiałem.
Czułem tylko wielkie zmęczenie. Nagle usłyszałem od strony
otwartych drzwi głos Rafaeli:
- Przecież umówiliśmy się, że
dziś nie ma butelki! Dajcie ludziom odespać... - powiedziała
zmęczona przecierając oczy, kiedy nagle zobaczyła wyraz naszych
twarzy. - Co się dzieje?!
- No właśnie nie wiem... - odparłem.
- Szliśmy ulicą, kiedy jakaś
wariatka nas zaatakowała. - pospieszyła z wyjaśnieniem blondynka w
krótko przyciętych włosach związanych czarną bandaną
stojąca koło Ciris i Hauru. Wyglądała jak jeden z metali w naszej
szkole, ale byłem przekonany, że nie spotkałem jej wcześniej na
korytarzu.
- Wypraszam sobie wariatkę. - burknęła
pod nosem Kalipso. - Rod, puść mnie!
Zupełnie automatycznie spełniłem jej
prośbę i spojrzałem zdziwiony na tę obcą.
- Aaa... Może chodźmy stąd, co? -
zwróciłem się w końcu do wszystkich. - chyba tamujemy ruch
na chodniku. - wydusiłem, chociaż w promieniu pięćdziesięciu
metrów nikogo nie było.
Nikt się nie odezwał i zacząłem się
obawiać, że będziemy stać tak w nieskończoność, ale na
szczęście gdy tylko Rafaelą weszła do środka, podążył za nią
Hauru, a za nim Ciris, ta obca i Kalipso. Zamknąłem za nami drzwi i
idąc do salonu, przygotowałem się na wielką awanturę. W pokoju atmosfera była tak napięta,
jak chyba nigdy w jego historii. Czuło się, że w każdej chwili
jakaś iskra może przeskoczyć między siedzącą na kanapie obok
Hauru Kalipso, a Ciris ściśniętą w jednym fotelu z Obcą. Nikt się
nie odzywał i tylko stojąca nad nimi Rafaela zdawała się
bezskutecznie znaleźć słowa na rozpoczęcie rozmowy.
- Rod. - przedstawiłem się i podałem
rękę Obcej, jakbym chciał odwrócić własną uwagę od
sedna.
- Talia. - odpowiedziała mocnym
uściskiem. - Często zapraszasz szaleńców z ulicy do domu?
Ciekawe hobby.
- Nie, to mój pierwszy raz. -
spróbowałem się uśmiechnąć. - Mam nadzieję, że dobrze
mi idzie.
- Możesz mi powiedzieć, co ci do
głowy strzeliło? - w drugim końcu salonu rozległ się
przyciszony głos Hauru, który zwracał się do Kalipso
chwytając ją za rękę.
- Dobrze wiesz co. - odparła
zdenerwowana, ale go nie odtrąciła.
Dopiero teraz zauważyłem, jak
bardzo oboje byli poobijani, i jednocześnie zdziwiło mnie to, że
nie są na siebie jakoś strasznie obrażeni. To zupełnie nie
pomagało w zrozumieniu całej sytuacji.
- Ciris, możesz mi powiedzieć, w
jakie kłopoty się wpakowałaś? - Talia zwróciła się do
dziewczyny, która przez cały ten czas siedziała
wstrzymując oddech.
- To tylko takie przyjacielskie
przepychanki... - odpowiedziała tamta niezbyt przekonywująco.
Zamurowało mnie. Już dużo się
stało w ciągu ostatnich minut, ale teraz to już był szczyt
wszystkiego. Jak to? Co ta dziewczyna właśnie powiedziała?!
- Czy mogłabyś powtórzyć?
Chyba nie dosłyszałem. - zapytałem idiotycznie, mimo że wcale nie
uczestniczyłem w ich rozmowie i natychmiast nabrałem ochoty, żeby
palnąć sobie w łeb.
- Ciris?! - Hauru był w równie
wielkim szoku, co ja.
- Mówiłaś, że twoi
przyjaciele wiedzą. - blondynka w bandanie rozejrzała się
zakłopotana po salonie i znów utkwiła wzrok w naszej
przyjaciółce.
- No może nie do końca... -
odpowiedziała Ciris zachrypniętym głosem, a po jej policzku
spłynęła pierwsza łza.
Byłem jak sparaliżowany. Czułem, że
ktoś musi natychmiast coś zrobić - podejść, przytulić ją. Ale
nikt nic takiego nie zrobił. Na ratunek przybiegła Rafaela:
-
Hauru, Kalipso, powinniście przyłożyć lód do tych
siniaków. Chodźcie do kuchni. Rod, pomożesz nam?
- Już idę. -
odpowiedziałem, brzmiąc dość bezbarwnie, i poszedłem za nią do
kuchni, próbując przypomnieć sobie, gdzie matka trzymała
maści na stłuczenia.
Znalazłem odpowiednią szufladę i
wyjąłem z niej kilka przedmiotów, które wyglądały,
jakby mogły być pomocne, a Rafaela zaczęła robić z nich użytek,
zupełnie symbolicznie opatrując siniaki i zadrapania Kalipso, a
potem Hauru. Stałem w tym czasie ze wzrokiem wlepionym w płytki
podłogowe i usiłowałem uspokoić myśli, które latały w
mojej głowie jak rój owadów. W pewnym momencie
Rafaela coś do mnie powiedziała i podniosłem oczy. Mój
wzrok padł na załamaną Ciris i pocieszającą ją Talię.
Im wcześniej pójdziesz do
łóżka, tym później zaśniesz, głosi stara prawda ludowa.
Po raz kolejny przekonywałem się o jej prawdziwości. Ciepłe
sierpniowe słońce już dawno zaszło i w moim pokoju panowała
duszna ciemność. Po raz kolejny moje myśli trafiały w ślepą
uliczkę i po raz kolejny zaczynałem od początku - od jednego z
początków, którym była Talia. Jej niewytłumaczalna i
absurdalna obecność, która burzyła wiele moich przekonań.
Drugim byli Kalipso i Hauru. Liczyłem, że jakoś wyjaśnią
wszystkim, o co tak właściwie poszło, ale tego nie zrobili. I
czułem, że po prostu jestem za głupi, żeby zauważyć coś
zupełnie oczywistego. Trzecim była Rafaela. To, co mówił
Benvolio, a nawet to, co tłumaczyliśmy mu Hauru i ja, zupełnie
odbiegało od rzeczywistości - jeśli moja dzisiejsza rozmowa z
Rafaelą była bardziej rzeczywista... a może nie powinienem tego
zakładać? W końcu światło dzienne nic nie gwarantuje. Jednak to, co mi
mówiła... Było przyjemne, ale i niepokojące. Czy to
możliwe, żeby była we mnie zakochana?...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz