Ciris
Hauru aż zatarł ręce z uciech, kiedy zrządzenie losu (w postaci butelki) sprawiło, że zostałam wyznaczona do kolejnego zadania.
- Ciris! Kochana....
- Tylko bez czułości proszę - mruknęłam pod nosem niezadowolona z obrotu sytuacji. Bardzo lubiłam Hauru, ale nie kiedy miał okazję do zrobienia sobie ze mnie żartu.
- Co by tu wymyślić... - zastanawiał się na głos.
- Mogę ci narysować czyiś portret. - podsunęłam.
- Phi! Przecież to nic trudnego. - prychnęła Antiochis. Też mi przyjaciółka.
-
Taka delikatna... - Wzrok Hauru wydawał mi się mocno niestosowny, gdy
mówił te słowa - chciałbym zobaczyć, jak ćwiczysz na siłowni...
Benwolio spojrzał na niego jak na zboczeńca.
- To nie jest miejsce żebyś spełniał swoje fantazje erotyczne - jęknęła Kalipso.
- Ej! To wcale nie tak! - zaczął się bronić.
- Akurat. - zaśmiał się Benvolio.
-
Cholera! Właśnie wymyśliłem zadanie! I koniec! I kropka! Nie chce
wiedzieć, co wam się roi w tych chorych umysłach! - Wybuchnął. -
Ciris, pójdziesz na siłownię!
Hauru trochę się wkurzył. Z resztą nie dziwiłam mu się. Wszyscy widzieli w nim tylko chłopaka, który zmienia dziewczyny jak rękawiczki. Nikt tymczasem nie zwracał uwagi na chociażby jego talent aktorski czy fotograficzny. Sama pewnie miałabym o nim dużo gorsze zdanie, gdyby nie to, że przez pewien czas wspólnie pracowaliśmy nad projektem makiety na konkurs wojewódzki. Wtedy poznałam go z trochę innej strony. Jego zadanie wydało mi się całkiem proste. Posiedzę chwilę na rowerku i gotowe.
Hauru trochę się wkurzył. Z resztą nie dziwiłam mu się. Wszyscy widzieli w nim tylko chłopaka, który zmienia dziewczyny jak rękawiczki. Nikt tymczasem nie zwracał uwagi na chociażby jego talent aktorski czy fotograficzny. Sama pewnie miałabym o nim dużo gorsze zdanie, gdyby nie to, że przez pewien czas wspólnie pracowaliśmy nad projektem makiety na konkurs wojewódzki. Wtedy poznałam go z trochę innej strony. Jego zadanie wydało mi się całkiem proste. Posiedzę chwilę na rowerku i gotowe.
- Nie ma problemu. - odparłam lekko.
-
Nie skończyłem! - powiedział Hauru chyba domyślając się moich planów. - Pójdziesz tam z moim kolegą. Masz się go słuchać. Jest
prywatnym trenerem. Musisz wykonywać wszystkie jego polecenia.
- Żartujesz, prawda? - spytałam pełna nadziei.
Hauru jednak nie wyglądał dziś na specjalnie rozrywkowego.
- Dobra, zbieramy się na siłownie. - westchnęła Kalipso wstając.
-
Czekajcie. Najpierw zadzwonię czy dziś ma czas. - odezwał się Hauru.
Wykręcił numer. - No hej, co tam?... Słuchaj, jest taka sprawa.
Załatwisz jednej dziewczynie sesję?... Tak, jest ładna... Blondynka...
Będziemy za pół godziny. Wielkie dzięki.
Kolega Hauru nazywał się Michał.
Tak jak się spodziewałam, okazał się barczystym, wysokim chłopakiem o
opalonej skórze i jasnych włosach. Trochę przypominał Rocky'ego z "Rocky
Horror Picture Show"... To skojarzenie niespecjalnie poprawiło jego
wizerunek w moich oczach.
Przyjaciele
odeszli, życząc mi powodzenia. Powiedzieli, że przez pierwsze pół
godziny dadzą mi się zmęczyć, a dopiero potem przyjdą patrzeć na moje
katusze. Po prostu świetnie.
- To od czego chciałabyś zacząć? - Spytał Michał/Rocky. - Byłaś w ogóle kiedyś na siłce?
- Nie byłam...
- Hmm... Hauru powiedział, że mam dać ci wycisk, ale skoro nie ćwiczysz regularnie, to mogłoby być to niebezpieczne...
Zapadła cisza. Czekałam cierpliwie na rozwój wydarzeń.
- Dobra. - odezwał się po chwili. - Proponuję spacer. Powiem Hauru, że
siłownia była zajęta i jednak nam się nie udało. Co ty na to?
Chwilę się wahałam. Ale tylko chwilę. Chłopak znalazł idealne rozwiązanie na wykręcenie się z tego zadania. Czemu miałabym nie skorzystać?
- Zgoda.
Poszliśmy
z Rockym (jego prawdziwe imię już wyleciało mi z głowy) w kierunku pól
rozciągających się wokół miasta. Żar lał się z nieba i zaczynałam powoli
żałować, że jednak nie zostaliśmy w klimatyzowanym pomieszczeniu. Rocky
ciągle coś o sobie opowiadał. Jego tata był właścicielem siłowni, on
skończył studia w zeszłym roku. Był na anglistyce. Tyle zapamiętałam. Inna sprawa, że nie słuchałam go zbyt uważnie.
W
pewnym momencie przypomniałam sobie, że w pobliżu jest mały sklepik, w
którym sprzedają lody włoskie. Zaproponowałam, żebyśmy tam poszli. Już
mieliśmy wejść do środka, gdy zobaczyłam znajome rude włosy. O Boże!
Kalipso! Chciałam się szybko wycofać, ale było za późno. Rod nas
zauważył.
- Kogo my tu mamy? Czyżby komuś udało się zwiać? - zaczął Rod z przekąsem. - Akurat ciebie bym o to nigdy nie posądził.
- My... byliśmy na bieganiu... - zaczęłam się wykręcać.
- Jaaaasne. I lody są do tego niezbędne, prawda? - zwrócił się do Rocky'ego.
- Zasadniczo rzecz biorąc, to... - zamilkł. No, niestety. Dokładnie jak filmowy Rocky, ten chłopak również nie był zbyt elokwentny.
- Co my teraz z wami zrobimy... Jak myślisz Kalipso?
- Myślę - poprawiła okulary. - że czas ustalić kary za niewywiązywanie się z zadań...
- Kalipso, Rod. Zlitujcie się! Nie dałabym rady na siłowni! On może potwierdzić!
- To prawda. Ciris mogłaby sobie naciągnąć mięśnie. Nie można tego ot, tak ignorować. - powiedział. Może jednak będzie z niego jakiś pożytek.
- Ale przecież od czegoś trzeba zacząć, nie?
- No tak... - Rocky spłonął rumieńcem.
Kalipso spojrzała najpierw na niego, potem na mnie. Jej mina nagle się zmieniła. Jakby właśnie coś zrozumiała.
- Serio, Ciris? Nie myślałam, że polecisz na mięśnie...
- Serio, Ciris? Nie myślałam, że polecisz na mięśnie...
- To nie tak! - Jęknęłam. Jak ona mogła tak pomyśleć!
- Dzwonię po resztę. Rozprawa odbędzie się za pół godziny w parku.
Sytuacja
wydawała mi się niedorzeczna. Kalipso nazwała mnie główną oskarżoną, a
Rockego osądziła o pomoc z "zbrodni". Ona chyba jednak ma coś nie tak z
głową... Usiadłam obrażona pod drzewem w miejscu naszych spotkań. Nie mieli prawa mi nic zrobić. Prawda?
Kalipso i Rod stali po drugiej stronie polany. Nawet z tej odległości mogłam dostrzec kpiący uśmiech chłopaka.
- Ale jaja! - wykrzyknął Hauru nagle wychodząc zza drzew. - Michał w końcu znalazł sobie laskę!
Schowałam
głowę w dłonie. Przynajmniej on mógłby sobie darować te głupie docinki! Gdy odsłoniłam oczy, na
polanie byli już Benvolio i Antiochis. Chłopak wyglądał na lekko
zdezorientowanego. Natomiast moja przyjaciółka wyraźnie tłumiła śmiech.
Upokorzeń ciąg dalszy...
- Zebraliśmy się tutaj... - zaczęła Kalipso.
- ...aby połączyć węzłem małżeńskim Ciris i mojego kochanego przyjaciela... - wtrącił Hauru.
- Oh, zamknij się, idioto! - przerwała mu ruda. - Chodź, Ciris. Nic strasznego ci się nie stanie. - mrugnęła do mnie.
- Chyba. - dopowiedział Rod.
Niechętnie
wstałam z trawy i podeszłam do reszty. Ustawili się na przeciwko mnie i
Rockego jakbyśmy byli w sądzie. Dziwne uczucie. A Kalipso była głównym sędzią. Sama nie wiedziałam czy się śmiać, czy płakać.
- Proszę oskarżyciela o przedstawienie zarzutów! - powiedziała.
- Oskarżam Ciris Sayle, lat 18, o celowe i przemyślane niewypełnienie zadania wyznaczonego jej zgodnie z zasadami gry. Oraz Michała... Jakkolwiek... o nadużycie władzy poprzez pomoc w dokonaniu tego przestępstwa. Czy jakoś tak.
-
Doskonale. - stwierdziła Kalipso - Szkoda, że nie mamy świadków... Poza mną i oskarżycielem, ale
nie możemy chyba zeznawać... Czy oskarżeni mają adwokata?
- Ja chcę! Ja chcę! - Zaczął się wyrywać Hauru.
- Ej! Ja też! - dodał Benvolio.
- Myślę, że ja będę odpowiedniejsza. - odezwała się ni stąd ni zowąd Antiochis.
- Cisz na sali! - krzyknęła Kalipso. - Proszę oskarżonych o wybór adwokata!
- Anti. - powiedziałam natychmiast. Może i miała ze mnie ubaw, ale to nadal moja najlepsza przyjaciółka.
- Doskonale. - podsumowała ruda. - Antiochis Davies. Proszę opowiedzieć nam, co wydarzyło się dzisiaj między godziną 11:00 a 13:00?
-
Może najpierw się tego dowiem, co? Zachowajmy chociaż pozory
sprawiedliwości. - wypomniała jej Anti, po czym sprawnym ruchem
wypchnęła mnie i Rocky'ego poza krąg świerków.
- No dobra, co tam się konkretnie wydarzyło? - zapytała cicho, patrząc podejrzliwie to na mnie, to na mojego współoskarżonego.
-
Nic! Nic się nie zdarzyło! - odpowiedziałam zdenerwowana - Michał
stwierdził, że jestem za słaba na siłownię i zaproponował mi spacer! A
potem wpadliśmy na Roda i Kalipso...
- Dokładnie. - poparł mnie blondyn.
Anti przewróciła oczami.
- Co ci do łba strzeliło, żeby to zaproponować?
Rocky unikał naszego spojrzenia. Jak to jest, że taki silny facet nie ma za grosz odwagi?!
- Nie miałem ochoty na prowadzenie zajęć. - odpowiedział.
- A przez telefon się zgodziłeś! Trzeba było odmówić. - naskoczyła na niego Antiochis.
- No bo...
- Czy Hauru wytłumaczył ci w ogóle zasady gry? - spytałam.
- Nie... widocznie uznał, że nie jest to istotne...
- Hurra. - powiedziała Anti bez entuzjazmu. - Mamy punkt zaczepienia.
Ruszyła w kierunku pozostałych. Powlekliśmy się za nią. Gdy stanęliśmy przed Kalipso, zaczęła mówić:
-
Gdy odstawiliśmy Ciris pod siłownię, od razu spotkała się z Michałem.
Po krótkiej rozmowie, podczas której okazało się, że Ciris jest
kompletną niemotą, Michał
zaproponował jej spacer zamiast ćwiczeń. Zgodziła się i w ten sposób
trafili na pola pod miastem, gdzie spotkali Kalipso i Roda. Na podstwie tego można by wyciągnąć wniosek, że zaistniałej sytuacji
winien jest Michał, jako że w pewien sposób przejął odpowiedzialność za
Ciris na czas wykonywania zadania, a
ona, bidula, nie mogła się przecież oprzeć pokusie uniknięcia katorgi.
Jest jednak jedno "ale": Michał o tym zupełnie nic nie wiedział - ani o
ciążącej nad nim odpowiedzialności, ani, co ważne, nawet o zasadach
naszej gry. Ledwo wiedział o jej istnieniu! Wnioskuję o uniewinnienie
ich obojga. - powiedziała, znowu przewracając oczami, po czym dodała: -
Jak chcecie mieć do kogoś pretensje, to do naszego casanowy.
Wszyscy spojrzeliśmy jednocześnie na Hauru.
- Ej...! - krzyknął
-
To rzuca nowe światło na całą sprawę. - przyznała Kalipso. - Proszę
Hauru Escobara o przedstawienie swojej wersji wydarzeń i odpowiedzenie na
podane zarzuty.
-
To było wredne, Ant! Wiedziałem, że będziesz chciała się zemścić za
tamten pocałunek. A więc, wysoki sądzie, przyznaję, że może i
ogólnikowo, ale powiadomiłem Michała o regułach naszej gry. To jego wina, że nie pytał dokładnie o zasady tylko o szczegóły urody Ciris.
Pokiwałam zrezygnowana głową. Chłopcy to jednak debile. Wszyscy spoglądali to na mnie, to na
Rokyego, to znowu na Hauru. Zapadła niezręczna cisza. Nie wiedziałam, czy powinnam ją przerwać się jeszcze bronić czy dalej zbywać wszystko milczeniem.
- Wiecie co? Dajcie se siana. - powiedział w końcu Hauru.
- Mówisz? - Rod zapytał niby-niechętnie. - Dobra, wyrok zostanie ogłoszony po naradzie. Chodź tu, Benvolio, na coś się przydasz.
Odeszli
na stronę. Kalipso sporo mówiła. Potem odezwał się Rod. Benvolio
potwornie wymachiwał rękami... to ADHD... Po chwili wrócili.
- Po krótkiej naradzie, sąd oświadcza, że oskarżony Michał... Jakkolwiek... uznany
zostaje winnym popełnionego przestępstwa. Zbrodnia została jednak
dokonana po części nieświadomie więc wyrok zostaje złagodzona do wykonania
jednego z naszych zadań. - Kalipso zaświeciły się oczy. - Mianowicie
jutro pójdzie do swoich rodziców z włączonym łoki toki. Przeprowadzi z nimi bardzo poważną rozmowę na temat swojej
orientacji. Powie, że jest gejem. I że jest śmiertelnie zakochany w
Hauru.
- To ma być załagodzona kara?! - oburzył się Rocky.
- Uwierz mi, mieli gorsze pomysły. - wtrącił Benvolio.
- Ciris Sayle również zostaje uznana za winną. Sad skazuje ją na wykonanie zadania, które powierzył jej Hauru oraz napisanie listu do
naszego wspaniałego nauczyciela historii, w którym zaproponuje zrobienie
mu 10 kg muffinek w zamian za wywieszenie transparentu "kocham 2d" na swoim balkonie.
- Przecież ja nie umiem gotować! - wykrzyknęłam.
- Przecież zawsze możesz się nauczyć. Masz 10 kg do ćwiczeń. - zauważył Rod.
-
I na koniec oskarżony Hauru Escobar. Zostaje uznany winnym pomocy w
dokonaniu przestępstwa. Nie poinformował dokładnie Michała o zasadach gry.
Dlatego jutro, gdy Michał będzie odbywał swoją karę, przyjdzie do niego
do domu i będzie udawał jego chłopaka czy przelotny romans. Mniejsza o
szczegóły - powiedziała Kalipso - Rozprawę uważam za zamkniętą.
- No teraz to przesadziliście... Ty to wymyśliłeś, Rod?! - naskoczył na niego Hauru.
- A skąd! - obruszył się, mimo wszytko uśmiechając się, i spojrzał na Kalipso.
- Zboczeńcy. - westchnął. - i jeszcze wszystkiego będziecie słuchać...
- A jak myślisz? - zapytała retorycznie Anti. Była już zniecierpliwiona całym tym cyrkiem.
-
Dobra. Skończmy może na dziś bo się zrobiło nerwowo - wtrącił Benvolio.
Nawet bez pożegnania rozeszliśmy się do domów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz