Benvolio
- Tylko nie mów mi, że
zamierzasz dziś iść wcześnie spać. - warknąłem do Romea,
widząc, że właśnie zbiera się do mycia. Była osiemnasta, lada
chwila mieli się tu pojawić wszyscy, żeby grać dalej w butelkę,
a on wyglądał, jakby zamierzał iść spać.
- Spokojnie, nie musicie się mną
przejmować. - odburknął. - położę się w komórce. -
powiedział, mając na myśli mikroskopijny pokoik z samego brzegu
mieszkania, odgrodzony od reszty łazienką i zawalony różnymi
rzeczami "do uporządkowania na potem".
Przynajmniej nie zamierzał
utrudniać nam życia. Doceniałem to, więc uśmiechnąłem się
dyplomatycznie. Poszedłem jeszcze po poduszki i rozłożyłem je na
podłodze w salonie, zanim zadzwonił dzwonek do drzwi i gromadnie
weszli do środka Hauru, Ciris, Rod, Rafaela i Kalipso, która
dzisiaj miała rozdawać karty.
- Cześć! Rozłóżcie się
tutaj. - po gospodarsku zaprosiłem ich do pokoju. - Jak będziecie
chcieli czegoś do picia, to śmiało sobie nalewajcie, ja jeszcze
pójdę po coś do chrupania.
Sprawnie obróciłem się na
pięcie i poszedłem w kierunku kuchni, słysząc za sobą chichot
Ciris.
- Co to miało być? - zapytałem,
wracając z miską czipsów.
- Nic, nic. - zapewniła mnie Ciris
niezbyt przekonująco.
- Po prostu Ciris też przyniosła coś
do picia. - powiedział Hauru z niby poważną miną i
niepostrzeżenie wyciągnął z jej torebki kilka butelek pigwówki.
Kalipso wyraźnie spodobał się
pomysł. Wzięła jedną z nich do ręki i zaczęła ją oglądać ze
wszystkich stron.
- To może tym razem taką butelką
zakręcę? - powiedziała i od razu zrobiła to, co zapowiedziała.
Szklane ścianki miały
wypłaszczenia, które całkiem ładnie stabilizowały ruch,
który jednak był nadzwyczaj krótki i zakończył się
w momencie, gdy zakrętka znajdowała się najbliżej mnie. Poczułem
lekki zastrzyk adrenaliny.
- Haha! - zaśmiała się triumfalnie
ruda. - Benvolio! Jak ja uwielbiam wymyślać dla ciebie zadania!
Hmm... Tylko co tym razem... Niech chwilkę pomyślę... Może...
- Nie, proszę... Cokolwiek to jest,
tylko nie to... I to następne też nie...
- W takim razie mam jeszcze lepszy
pomysł! Co powiesz na...
- Nie! Błagam! - odstawiałem miny
rodem z pantomimy.
- Nie dręcz go tak. - stanęła w
mojej obronie Ciris. - Prawie za każdym razem trafia na ciebie.
- To aż tak źle? - spytała Kalipso
- Najgorzej! - wykrzyknąłem,
starając się, aby moja twarz wyrażała absolutne przerażenie.
- Skoro tak bardzo cierpisz, to mogę
oddać moją kolejkę... - zrobiła dramatyczną pauzę. - Ale nie
tak łatwo!
- Co zamierzasz? - zapytałem,
wietrząc podstęp.
Dziewczyna chwyciła butelkę
pigwówki i obracając ją w dłoni z chytrym uśmieszkiem
powiedziała: - Zagramy w "ja nigdy". Kto wypije najmniej,
daje zadanie Benvoliowi. Jeśli wygra Benvolio, daje zadanie mi.
Rozejrzałem się po przyjaciołach,
szukając w ich twarzach jakichś wątpliwości czy niechęci, ale
wszyscy na głos wyrazili swój entuzjazm, więc nie miałem
punktu zaczepienia.
- Ej ludzie, ale przecież ja nie
piję. I co teraz? - zapytałem prowokacyjnie. Nie chciałem z powodu
głupiej gry łamać postanowienia i upijać się do nieprzytomności,
zwłaszcza że w tej grze nie miałem większych szans.
- Mogę skoczyć po jakieś
niskoprocentowe piwo. - zaoferował się Hauru. - Taki soczek to nie
alkohol! Komuś stąd udało się kiedyś czymś takim upić?
- Albo lepiej rozcieńczymy mu to
czymś. - zaproponował Rod. - Z czym to może smakować?
- Ja zwykle piję z Colą. - rzuciła
Rafaela.
- No to mamy rozwiązanie. -
skwitowała Anti i do prawie pełnej szklanki coli dolała odrobinę
wódki, puszczając mi oko.
- Będę cię pilnować, spoko. -
szepnęła, podając mi drinka.
Pokręciłem głową.
- Do czego to doszło... Pijackie gry
w moim domu... - mamrotałem, ale wziąłem go do ręki. Znaczy
propozycja zaakceptowana. Nie byłem przekonany, że robię dobrze,
ale liczyłem na to, że gdyby coś poszło nie tak, byłbym w stanie
się wycofać.
- Kto chce zacząć? - spytała
Kalipso, odbierając od Anti swoją szklankę.
- Ja mogę! - wyrwał się zaraz Hauru
i zanim ktokolwiek zdążył zgłosić sprzeciw, powiedział:
- Jeszcze nigdy nie jadłem ślimaków.
- To jest oszustwo! - zaprotestowała
Ciris. - Dopiero co opowiadałam ci o tym, że będąc we Francji
próbowałam!
- Nie oszustwo, tylko pij. - roześmiał
się chłopak.
Kręcąc głową wzięła łyk,
podobnie jak Rod.
- Nigdy nie zrobiłam sobie nagiej
fotki. - powiedziała Ciris patrząc z satysfakcją, jak Hauru bierze
łyk.
- No i masz swój odwet. -
uśmiechnął się do niej.
- Nigdy nie wyszłam z domu
nieuczesana. - powiedziała spokojnie Antiochis, po czym szybko
zerknęła na mnie i wybuchła śmiechem, widząc, jak zażenowany
biorę pierwszy łyk słodkiego napoju. Ale przynajmniej nie byłem
jedyny - właściwie tylko Rod i Rafaela nie wypili tym razem.
Przyszła kolej na mnie i musiałem się
zastanowić - akurat w momencie, gdy zaczynałem czuć w uszach
chwilowy szum (mam naprawdę słabą głowę).
- Nigdy nie byłem na czas na
zakończenie roku szkolnego.
- To żeś dołożył. - zaśmiali
się. Przy czymś takim wszyscy zmuszeni byli wypić.
- Jeszcze nigdy nie wyszłam z domu
bez którejś części bielizny. - powiedziała Rafaela.
Kalipso lekko zarumieniła się
pociągając łyka, w przeciwieństwie do Hauru, który
zupełnie nie stracił rezonu.
- Jak ci kumple na obozie powycinają
wzorki w garderobie, to już lepiej chodzić bez.
Rod uniósł lekko brwi, ale
kontynuował grę.
- Nigdy nie podsłuchiwałem rozmów
przez drzwi.
Wiedział, jak trafić - w końcu
znamy się tyle lat. Znowu wypili wszyscy i Anti dolewała wódki
do kolejnych szklanek.
- Jeszcze nigdy nie dostałam niższej
oceny niż 5 z wypracowania z polskiego. - oznajmiła Kalipso.
- Ożesz ty, serio? - wypaliłem,
pociągnąwszy łyka podobnie jak Anti, Ciris, Rafaela i Rod.
- Niemożliwe! - Kalipso oburzyła się
na Hauru. - Raz miałeś 4+! Pamiętam!
- Nauczycielka zmieniła mi po
lekcjach, bo policzyła mi za dużo błędów ortograficznych.
- Kujony. - prychnęła Ciris.
- Jeszcze nigdy nie całowałem się z
facetem. - kontynuował grę Hauru.
- To nie fair wobec dziewczyn. -
oceniłem. - Chyba że potraktujemy to jako "nigdy nie całowałem
się z osobą tej samej płci.
- No niech będzie... Cholera, właśnie
straciłem kolejkę... - mruknął do siebie pod nosem, kiedy Ciris
ukradkiem podniosła szklankę do ust.
Anti nieznacznie otworzyła usta ze
zdziwienia, ale opanowała się tak szybko, że gdybym jej nie znał,
pomyślałbym, że chciała coś powiedzieć.
- Zaczyna się robić interesująco...
- skomentowała Kalipso.
- Nigdy nie tańczyłam na stole. -
powiedziała Ciris starając się unikać naszych spojrzeń.
- To była szalona noc! - rozmarzył
się Hauru sięgając po szklankę.
- A ty nie? - zapytała mnie Anti
podejrzliwie, ale odparłem z satysfakcją:
- To było krzesło.
- No dobra. To ja nigdy nie
parodiowałam nikogo. I co teraz?
- Teraz jesteś do przodu. -
westchnąłem i wziąłem kolejny łyk, a wraz ze mną Hauru, Ciris,
Kalipso i Rafaela.
- Nigdy nie biłam się z nikim z
wyjątkiem kuzynów. I uogólnijmy to do rodziny -
uśmiechnęła się Anti.
Wszyscy spojrzeli na Hauru, ale on
tylko wzruszył ramionami. Kątem oka widziałem za to, jak szklankę
unosi Rod.
- Kto to był? - zapytała Kalipso.
- To się zdarzyło tylko raz. -
zaznaczył. - Pewien debil nadużywał żartów o blondynkach,
czym wkurzył mnie aż zanadto. Niektórzy ludzie po prostu nie
znają granic.
Automatycznie spojrzałem na
Rafaelę, której włosy przypominały te u renesansowych
madonn, ale nie widziałem wyrazu jej twarzy. Chowała ją właśnie
za włosami.
- Nigdy nie kochałem nikogo zakazaną
miłością, jak to sobie wyobraża moja matka. - powiedziałem,
słysząc zaraz potem chichot. - Żaden ze mnie Romeo. Znaczy żaden
z dwóch wam znanych to nie ja.
- Szczęściarz. - podsumował Hauru
wypijając razem z Kalipso, Ciris i Rafaelą.
- Dużo was. - stwierdziła Anti,
autentycznie zaskoczona. - Może wcale to nie było takie zakazane? -
zapytała prowokacyjnie.
- Hmm... przyznaję się bez bicia,
podrywanie zajętej dziewczyny raczej JEST, a przynajmniej powinno
być zakazane. - odparł Hauru.
- Współwinna. - przyznała
Kalipso.
- Nie chcę o tym mówić... -
prawie niedosłyszalnie szepnęła Ciris.
- Słyszałam różne opinie i
na wszelki wypadek wypiłam. - powiedziała Rafaela. - Równie dobrze możecie uznać, że zaschło mi w ustach.
- A już myślałem, że jakaś
zbiorowa spowiedź będzie. - uśmiechnął się Rod, niby to
zawiedziony. Anti przy tym trochę ulżyło.
- To jeszcze nie ta faza, ale powoli
się chyba zaczyna... Albo to tylko ja tyle wypiłem. - wyszczerzył
się Hauru
- Nie, spokojnie, dolewałam ci tyle
co innym. - mrugnęła do niego Anti. - Pewnie zaraz wszyscy tak będą
mieli.
- No to dorzucę wam po kolejce. -
powiedziała Rafaela. - Jeszcze nigdy się nie całowałam.
Jakoś tym razem głupio mi się
zrobiło, że nie wypiłem, i Anti chyba miała podobnie. Cała
reszta wesoło wychyliła szklanki. Poza tym byłem zaskoczony tą
wypowiedzią. Rafaela? Jakoś nie chciało mi się wierzyć.
- Oj przy tym temacie trudno mi będzie
coś znaleźć... - przyznał Rod, już lekko wstawiony. - Ale nigdy
nie podrywałem zupełnie obcej dziewczyny.
Zapadła cisza. Rozglądaliśmy się
po sobie.
- Hauru? - odezwała się Anti unosząc
brwi.
- Tylko gdy dostałem od was zadanie,
ale to nie było na serio. - bronił się.
- Naprawdę?!
- Wbrew pozorom zwracam uwagę na
wnętrze, a nie na wygląd, więc takie rzeczy mnie nie bawią.
- Łał. Urosłeś w moich oczach. -
przyznał Rod.
- YES! Dziewczyny lecą na wyższych!
- wykrzyknął tamten i uniósł rękę w kierunku Roda chcąc
przybić mu piątkę.
- Ale teraz to mi podpadasz, mój
drogi. - spojrzał na niego tamten z udaną dezaprobatą.
- Oooo... - Hauru posmutniał i zrobił
minę kota ze "Shreka"
- Dobra, starczy tego bromanceu! -
wtrąciła się Kalipso.
- A co, zazdrościsz? - zapytał
Hauru, zapewne zanim zdążył się zastanowić, co mówi.
- W twoich snach! - zaśmiała się
Kalipso. - Jeszcze nigdy nie piłam do lustra.
- Upijesz mnie dzisiaj kobieto... -
Hauru pokręcił głową podając Anti szklankę, żeby dolała mu
alkoholu.
- Nigdy nie byłem w związku dłuższym
niż 3 miesiące.
Rod trochę nieśmiało stuknął
się szklanką z Kalipso i nieco speszony zaczął mówić:
- Ja nie wiem, jak ty to robisz....
- Chcesz się umówić na
szkolenie? Miałbym z czego opłacać kolejne randki. - odpowiedział
Hauru kładąc rękę na kolanie siedzącej obok Ciris.
- Wybacz, to miało być bardziej
niedowierzanie. - wytłumaczył tamten z przepraszającym wyrazem
twarzy.
- Znaj łaskę pańską, wybaczam!
- Jeszcze nigdy... nie kończyłam gry
w "jeszcze nigdy". - oznajmiła Ciris. - Więcej już nie
dam rady wypić... Nie wiem jak wy.
- Jeśli chcemy jeszcze kiedykolwiek
wstać, to to jest moment, żeby finiszować. - przyznałem. -
Wystarczy spojrzeć na Hauru.
- Ejjjj!!! - oburzył się tamten
odrywając się na chwilę od zaplatania Ciris warkoczyków na
włosach. - Nie jestem jeszcze aż tak pijany!
- Jaaasne, każdy to mówi. -
poparła mnie Antiochis. - Basta!
- Może nie wypiłam aż tyle, co się
spodziewałam - zaczęła Kalipso, ale raczej nie pokarzę się ojcu
w takim stanie... Ktoś może mnie przenocować?
- Ja! - zgłosił się pierwszy na
ochotnika Hauru. - Zapraszam wszystkie piękne dziewczęta...
- Ten tu to chyba się nawet z tej
podłogi nie podniesie, a krzyczy najgłośniej... - westchnęła
Kalipso.
- Zostańcie już tutaj. -
powiedziałem nieco sennie. - Zaraz zrobię dziewczynom miejsce w
swoim pokoju, a my przenocujemy się tutaj. Wystarczą nam koce? -
zapytałem Roda, który wyglądał już bardziej trzeźwo niż
w rozmowie z Hauru. Przytaknął mi bez słowa. Z trudem podniosłem
się, żeby zmienić pościel w swoim pokoju. Nie wierzyłem, że po
czymś TAKIM zwyczajnie pójdziemy spać.
Kalipso
Położyłyśmy się w pokoju Benvolia.
Ciris i Anti zajęły jego łóżko, a ja i Rafaela musiałyśmy
zadowolić się polówką i śpiworem rozłożonym na
dywanie. Kiedy się kładłyśmy, byłam całkowicie przekonana, że
zasnę w ciągu pięciu minut, ale jak to zwykle bywa przy nocowaniu
ze znajomymi, zaczęłyśmy wymieniać się jeszcze jakimiś
"ostatnimi" uwagami przed pójściem spać i tak od
słowa do słowa szepty zamieniły się w rozmowę, a nam zupełnie
odechciało się spać...
- I ten komentarz Hauru o zapraszaniu
wszystkich pięknych dziewczyn! - zaśmiała się Rafaela. - Co mu do
głowy strzeliło?!
- DZIEWCZĄT! Użył słowa
dziewczęta! - odpowiedziałam równie rozbawiona.
- Śmiejcie się, jasne! - odparła z
udawanym oburzeniem Ciris. - Ale to nie wasze włosy będą jutro nie
do rozczesania, bo Hauru postanowił pobawić się w fryzjera! - i wskazała
na resztki czegoś, co według chłopaka miało być warkoczykami.
- Ciekawe, co by powiedział jutro,
gdyby je zobaczył w takim stanie... - mruknęła Anti.
- Na pewno byłby zachwycony. W końcu
to jego "dzieło". - odpowiedziała Ciris robiąc w
powietrzu cudzysłów.
- Zastanawia mnie, jak on to robi, że
nie krępuje go ani mówienie o swoich nagich fotkach, ani o
powycinanej bieliźnie... - napomknęła Rafaela.
- To Hauru. Tego nie ogarniesz... -
odparłam rozpinając śpiwór, w którym zrobiło mi
się za gorąco od ciągłego śmiechu.
- Rod jakoś się tym nie przejmuje...
- dodała Antiochis tonem sugerującym aluzję.
- Między nimi stale jest jakieś
napięcie... - podłapała to Ciris. - Jestem przekonana, że tym
stwierdzeniem, że nigdy nie całował się z facetem, chciał
wybadać Roda!
- Czy ty sugerujesz, że mój
były chłopak jest gejem?! - zwróciłam się do Ciris
tonem, którego zapewne używałabym do tworzenia teorii
spiskowej dziejów.
- Od razu gejem... może być bi. -
rzuciła Rafaela. - Nasza kuzynka jest.
- I co teraz? Zostawiliśmy ich tam sam
na sam na dole... - wyszeptała Ciris.
- Nie no jest tam jeszcze Benvolio. -
odparłam.
- Biedaczek, pewnie nie sądził, że
zostanie przyzwoitką... - zwróciła uwagę Anti.
- Skąd możemy mieć pewność, że
się nie przyłączy? - ledwo zdołałam dokończyć zdanie, bo znów
szarpnął mną napad śmiechu.
- Albo że nie zacznie tańczyć dla
nich na krześle... - dodała Ciris
- I jak ja mam zasnąć, kiedy
podsuwasz mi takie obrazy?! - wykrzyknęła w salwie śmiechu
Rafaela.
- O nie! - zaraz potem odezwała się
Ciris. - Chyba dostałam czkawki!
- Może wrzucą zdjęcia do internetu!
Ciris dostała jeszcze większego
napadu głupawki niż ja.
- Myślałam, że wolisz tego nie
widzieć, ale jak wolisz...
- ANTI! - Ciris tarzała się po łóżku
ze śmiechu.
- Wylejmy na nią wiadro wody! -
zaproponowałam.
- Jeszcze pomyślą, że tu też jakieś
orgie... - zaczęła się bronić Anti.
- Dobra - powiedziałam uspokoiwszy się
trochę. - Pójdę po coś do picia na tą czkawkę, zanim Ciris
się udusi. Tylko proszę DZIEWCZĘTA, grzecznie mi tu!
Zamykając za sobą drzwi usłyszałam
kolejny wybuch śmiechu.
Zeszłam po schodach. Nigdzie nie
mogłam znaleźć włącznika światła więc szłam powoli, żeby
się nie wywrócić. Już miałam wejść do salonu, w którym
spali chłopcy, kiedy usłyszałam ich przyciszoną rozmowę. Moja
wrodzona ciekawość wzięła górę, więc zamarłam w miejscu
i zaczęłam się przysłuchiwać dokładniej...
- Co one tam wyrabiają?! - zapytał
Hauru.
- Widzę, że cię korci, żeby
dołączyć. - zaśmiał się cicho Rod.
- Skąd ten pomysł? - zapytał
niewinnie Benvolio.
- Szósty zmysł. - odparł z
wyższością Hauru.
- Ej, nie powiedziałem też, że mnie
nie korci. - odpowiedział na zarzut Rod.
- To co? Zakradamy się? - ucieszył
się Hauru.
- Oj, dajmy im pobyć trochę we
własnym towarzystwie. - zaoponował Benvolio. - Zaraz ucichną i
będzie po sprawie.
- Takie życie. - odparł tamten.
Nie
brzmiał na zadowolonego z takiego przebiegu rozmowy.
- Może Ci kogoś z Rodem znajdziemy...
Chyba, że masz już jakąś na oku? - zupełnie się tym nie
przejmując drążył Hauru.
- Dajcie sobie spokój...
- No jest. I co z tego? - wychrypiał
już wkurzony Benvolio.
- Możemy ci pomóc! - oznajmił
tamten z dumą.
- Niby w jaki sposób? - padło
pytanie, a jego ton był już łagodniejszy.
- Bo widzisz... - zaczął Rod
mentorskim tonem. - My z Hauru mamy w tym jakieś doświadczenie...
- Dokładnie! - potwierdził Hauru.
Mało brakowało, a zdradziłabym się parsknięciem śmiechu. Bardzo
żałowałam, że nie mogę zobaczyć w tym momencie ich twarzy.
- No... zwyczajnie, nie wiem, jak
zacząć. - tłumaczył się Benvolio.
- Taaa, oczywiście...
- No właśnie nie! Ona mnie zupełnie
nie zauważa!
- No, to czas dać się zauważyć.
Zaprosiłeś ją kiedyś na kawę czy coś? - doradził Rod.
- No prawie. Coś podobnego. Ale to tak
po przyjacielsku było. - tłumaczył się Benvolio.
- O nie... tylko nie friendzone... -
westchnął Hauru. - Stary, przekichane...
- No nie, może coś da się zrobić...
Jeszcze nam się załamie chłopak... - ciągnął lekko ironicznie Rod, przy
czym Benvolio niemal na pewno tej ironii nie wyczuł. Hauru westchnął.
- Okej... Nie
wszystko jeszcze stracone! Hmm... A długo się tak "przyjaźnicie"?
- Nie no, jakoś... Miesiąc może?
Chociaż wydaje mi się, że to całe życie...
- Okej, czyli to nie Ciris ani Anti...
- Hauru odetchnął z ulgą. - To by dopiero było dziwne...
Czekaj...
- Czekaj, czekaj... - Rodowi widać
też przyszedł do głowy jakiś pomysł, bo aż gwałtownie wziął
wdech. - Czy chodzi o pewną blondwłosą niewiastę zza ściany? -
zapytał wyraźnie rozbawiony.
- Benvolio?! - Hauru podniósł
głos w napięciu oczekując na odpowiedź.
- Ja pierdolę... - Rod zaczął się
już naprawdę śmiać.
- Rod, chyba zyskasz nowego członka
rodziny... - dołączył do niego Hauru.
- Dostałem szwagra... I zostałem
szwagrem! Jestem wzruszony!
- Tak się cieszę, że mogę być z
wami w tak ważnym dla was obu dniu! Szczęścia na nowej drodze
życia!
- Ale tak serio? - zaczął dopytywać
Rod, zwracając się widocznie do Benvolia.
- No, a jak ma być jak nie serio? -
odparł wkurzony Benvolio.
- Rozmawiałeś z nią o tym czy coś?
- zapytał Hauru ciągle łapiąc oddech, żeby spoważnieć.
- Niezupełnie... Raz zrobiłem coś
strasznie głupiego. Znaczy napomknąłem coś o tym, ale potem
poszedłem do kuchni... No i się urwało.
- A czy od tamtego czasu zaczęła się
jakoś inaczej zachowywać? W sensie unikać cię czy coś? - zapytał
rzeczowo Rod.
- Nie wiem... Chyba nie. - odpowiedział
cicho Benvolio.
- No to, stary, będzie dobrze! Znaczy
widocznie nie ma nic przeciwko.
- Musisz tylko wykonać następny krok.
- potwierdził Hauru.
- Jaki?
- Zaproś ją gdzieś... ale nie po
przyjacielsku.
- Czyli jak?
- Rozstaw świece... Przynieś
kwiaty... Chwyć ją za rękę w kinie... Co ty, komedii
romantycznych nigdy nie oglądałeś?
- No kto jak kto, ale ja miałbym nie
oglądać... Pokaż mi film, którego nie oglądałem! - zaczął
Benvolio ostrzej, ale zaraz ściszył głos i wrócił do
meritum: - To przecież takie żenujące...
- Dobrze prawi! Coś wymyślimy. -
zapewnił go Rod.
Zorientowawszy się, że usłyszałam już dość, weszłam jak gdyby nigdy nic do salonu.
- Hej, śpicie? - rzuciłam w ciemną
przestrzeń.
- Kalipso, przyszłaś spać dzisiaj do
mnie? - jak zwykle pierwszy odezwał się Hauru.
- Właściwie to przyszłam do
Benvolia... Zapytać, czy ma coś do picia. Ciris dostała strasznej czkawki.
- Już ci pokazuję... - westchnął
ciężko, podniósł się i poprowadził mnie w kierunku
kuchni.
Chwilę później byłam z powrotem na
górze z dziewczynami, które w międzyczasie zdążyły
zmienić temat i trochę spoważnieć.
- Gdzie ty tyle byłaś? - zapytała
Rafaela.
- Czyli Hauru nic nie kombinuje z Rodem? - zaśmiała się Rafaela.
- Przykro mi, że muszę wam przekazać te smutne wieści... - odparłam z uśmiechem wsuwając się do śpiwora.
- No co ty, nie powiesz o kim mówili?! - usłyszałam rozczarowanie w głosie kuzynki Roda.
- Tak ogólnie opowiadali o swoich typach. - postanowiłam nie zdradzać Benvolia. - Chcesz się z nami podzielić swoim?
- Typem dziewczyny? - zaśmiała się Rafaela.
- Jeśli takie są twoje preferencje... - odparłam.
- Możecie odpuścić sobie już takie żarty? - spytała Ciris lekko poddenerwowanym tonem.
- Jasne... - odpowiedziałam zaskoczona, choć po chwili dotarło do mnie, że podczas gry przyznała się, że całowała się z dziewczyną i może to spowodowało jej rozdrażnienie.
Odwróciłam się plecami do reszty dziewczyn udając, że układam się do snu. Jednak zbyt wiele myśli krążyło mi po głowie, żebym była w stanie szybko zasnąć... Ta cała sprawa z Ciris... W sumie miałam gdzieś, że czuła się niekomfortowo z żartami moimi i Rafaeli. Układałam sobie w myśli riposty, które mogłabym jej rzucić w odpowiedzi, żeby jej dopiec. Starałam się odepchnąć od siebie fakt, że ona i Hauru do siebie wrócili. To po prostu było nie do wytrzymania! Żałowałam, że odepchnęłam Hauru... Tak strasznie żałowałam... i nienawidziłam go za to, że nie postarał się bardziej! Po prostu poleciał do swojej byłej, która bez problemu go przyjęła! Jakie to typowe dla facetów... ale po Ciris spodziewałam się, że przynajmniej ma swoją godność, że jest moją przyjaciółką... Choć może sama byłam sobie winna? Nie powiedziałam jej, że zależało mi na Hauru... Choć byłam przekonana, że i tak wszyscy wiedzieli.
- Kalipso? - usłyszałam szept, który z początku zignorowałam.
- Kalipso, śpisz? - Ciris spytała ponownie.
- Tak. - odpowiedziałam.
- Możemy porozmawiać?
- Koniecznie teraz? Przecież śpię.
- Proszę... - usłyszałam wahanie w jej głosie - Nie wiem, czy jutro dam radę...
Westchnęłam.
- Dobra, mów.
- Nie tutaj, chodź na balkon...
Nie czekając na moja odpowiedź wygramoliła się z łóżka uważając, żeby nie obudzić Anti, która już od dawna głęboko spała, wzięła ze sobą koc i wyszła przez drzwi. Poszłam za nią starając się odrzucić całą złość, którą do niej czułam.
Znalazłyśmy się na malutkim balkoniku wychodzącym na ogród. Nie było tam zbyt wiele miejsca, ale Ciris złożyła koc na pół i położyła go na kafelkach, żebyśmy mogły usiąść. Noc była ciepła, jeszcze letnia, a na wschodzie już robiło się szarawo. Przez jakiś czas wpatrywałyśmy się w niebo w ciszy. Czekałam, aż coś powie.
- Obiecaj, że nikomu nie powiesz. - to były jej pierwsze słowa.
- Jeszcze nic mi nie powiedziałaś. - zauważyłam.
- Bo musisz mi obiecać.
- Obiecuję. O ile to nie przestępstwo. Wtedy raczej zawiadomię policję...
- Kalipso, nie żartuj! - spojrzała na mnie, a potem znów odwróciła wzrok ku niebu. - Zaplątałam się w coś i nie wiem, jak z tego wyjść...
Poczułam, że się spinam.
- Możesz mówić trochę jaśniej? - spytałam w napięciu.
- Podobają mi się dwie osoby... wydaje mi się, że z odwzajemnieniem. To staje się coraz poważniejsze, a ja nie wiem, co robić. Komu odmówić...? Przechodziłaś przez coś podobnego, pomyślałam, że zrozumiesz... - schowała twarz w dłonie. - Boże, to dużo lepiej brzmiało w mojej głowie.
- Nie wiedziałam, że z kimś się spotykasz, a ty mi mówisz, że masz dwóch na raz? Jestem w szoku... - odparłam. - Możesz mi powiedzieć o nich coś więcej? Z którym jesteś dłużej?
- To skomplikowane... Po prostu nie chcę ich zranić i nie wiem, co mam z tym zrobić!
- Jedyne, co mogę ci poradzić: podejmij jakąś decyzję, zanim ci dwaj na siebie trafią i zrobi się niezręcznie. Tak z własnego doświadczenia. - odparłam trochę gniewnie.
- Kalipso...
- Dobranoc, Ciris. - przerwałam jej i zbiegłam na dół. Zebrałam swoje rzeczy i poszłam do domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz