czwartek, 4 lutego 2016

50. Ja nigdy...

 Benvolio


  - Tylko nie mów mi, że zamierzasz dziś iść wcześnie spać. - warknąłem do Romea, widząc, że właśnie zbiera się do mycia. Była osiemnasta, lada chwila mieli się tu pojawić wszyscy, żeby grać dalej w butelkę, a on wyglądał, jakby zamierzał iść spać.
  - Spokojnie, nie musicie się mną przejmować. - odburknął. - położę się w komórce. - powiedział, mając na myśli mikroskopijny pokoik z samego brzegu mieszkania, odgrodzony od reszty łazienką i zawalony różnymi rzeczami "do uporządkowania na potem".
    Przynajmniej nie zamierzał utrudniać nam życia. Doceniałem to, więc uśmiechnąłem się dyplomatycznie. Poszedłem jeszcze po poduszki i rozłożyłem je na podłodze w salonie, zanim zadzwonił dzwonek do drzwi i gromadnie weszli do środka Hauru, Ciris, Rod, Rafaela i Kalipso, która dzisiaj miała rozdawać karty.
  - Cześć! Rozłóżcie się tutaj. - po gospodarsku zaprosiłem ich do pokoju. - Jak będziecie chcieli czegoś do picia, to śmiało sobie nalewajcie, ja jeszcze pójdę po coś do chrupania.
Sprawnie obróciłem się na pięcie i poszedłem w kierunku kuchni, słysząc za sobą chichot Ciris.
  - Co to miało być? - zapytałem, wracając z miską czipsów.
  - Nic, nic. - zapewniła mnie Ciris niezbyt przekonująco.
  - Po prostu Ciris też przyniosła coś do picia. - powiedział Hauru z niby poważną miną i niepostrzeżenie wyciągnął z jej torebki kilka butelek pigwówki.
    Kalipso wyraźnie spodobał się pomysł. Wzięła jedną z nich do ręki i zaczęła ją oglądać ze wszystkich stron.
  - To może tym razem taką butelką zakręcę? - powiedziała i od razu zrobiła to, co zapowiedziała.
    Szklane ścianki miały wypłaszczenia, które całkiem ładnie stabilizowały ruch, który jednak był nadzwyczaj krótki i zakończył się w momencie, gdy zakrętka znajdowała się najbliżej mnie. Poczułem lekki zastrzyk adrenaliny.
  - Haha! - zaśmiała się triumfalnie ruda. - Benvolio! Jak ja uwielbiam wymyślać dla ciebie zadania! Hmm... Tylko co tym razem... Niech chwilkę pomyślę... Może...
  - Nie, proszę... Cokolwiek to jest, tylko nie to... I to następne też nie...
  - W takim razie mam jeszcze lepszy pomysł! Co powiesz na...
  - Nie! Błagam! - odstawiałem miny rodem z pantomimy.
  - Nie dręcz go tak. - stanęła w mojej obronie Ciris. - Prawie za każdym razem trafia na ciebie.
  - To aż tak źle? - spytała Kalipso
  - Najgorzej! - wykrzyknąłem, starając się, aby moja twarz wyrażała absolutne przerażenie.
  - Skoro tak bardzo cierpisz, to mogę oddać moją kolejkę... - zrobiła dramatyczną pauzę. - Ale nie tak łatwo!
  - Co zamierzasz? - zapytałem, wietrząc podstęp.
    Dziewczyna chwyciła butelkę pigwówki i obracając ją w dłoni z chytrym uśmieszkiem powiedziała: - Zagramy w "ja nigdy". Kto wypije najmniej, daje zadanie Benvoliowi. Jeśli wygra Benvolio, daje zadanie mi.
    Rozejrzałem się po przyjaciołach, szukając w ich twarzach jakichś wątpliwości czy niechęci, ale wszyscy na głos wyrazili swój entuzjazm, więc nie miałem punktu zaczepienia.
  - Ej ludzie, ale przecież ja nie piję. I co teraz? - zapytałem prowokacyjnie. Nie chciałem z powodu głupiej gry łamać postanowienia i upijać się do nieprzytomności, zwłaszcza że w tej grze nie miałem większych szans.
  - Mogę skoczyć po jakieś niskoprocentowe piwo. - zaoferował się Hauru. - Taki soczek to nie alkohol! Komuś stąd udało się kiedyś czymś takim upić?
  - Albo lepiej rozcieńczymy mu to czymś. - zaproponował Rod. - Z czym to może smakować?
  - Ja zwykle piję z Colą. - rzuciła Rafaela.
  - No to mamy rozwiązanie. - skwitowała Anti i do prawie pełnej szklanki coli dolała odrobinę wódki, puszczając mi oko.
  - Będę cię pilnować, spoko. - szepnęła, podając mi drinka.
    Pokręciłem głową.
  - Do czego to doszło... Pijackie gry w moim domu... - mamrotałem, ale wziąłem go do ręki. Znaczy propozycja zaakceptowana. Nie byłem przekonany, że robię dobrze, ale liczyłem na to, że gdyby coś poszło nie tak, byłbym w stanie się wycofać.
  - Kto chce zacząć? - spytała Kalipso, odbierając od Anti swoją szklankę.
  - Ja mogę! - wyrwał się zaraz Hauru i zanim ktokolwiek zdążył zgłosić sprzeciw, powiedział: 
  - Jeszcze nigdy nie jadłem ślimaków.
  - To jest oszustwo! - zaprotestowała Ciris. - Dopiero co opowiadałam ci o tym, że będąc we Francji próbowałam!
  - Nie oszustwo, tylko pij. - roześmiał się chłopak.
    Kręcąc głową wzięła łyk, podobnie jak Rod.
  - Nigdy nie zrobiłam sobie nagiej fotki. - powiedziała Ciris patrząc z satysfakcją, jak Hauru bierze łyk.
  - No i masz swój odwet. - uśmiechnął się do niej.
  - Nigdy nie wyszłam z domu nieuczesana. - powiedziała spokojnie Antiochis, po czym szybko zerknęła na mnie i wybuchła śmiechem, widząc, jak zażenowany biorę pierwszy łyk słodkiego napoju. Ale przynajmniej nie byłem jedyny - właściwie tylko Rod i Rafaela nie wypili tym razem.
Przyszła kolej na mnie i musiałem się zastanowić - akurat w momencie, gdy zaczynałem czuć w uszach chwilowy szum (mam naprawdę słabą głowę).
  - Nigdy nie byłem na czas na zakończenie roku szkolnego.
  - To żeś dołożył. - zaśmiali się. Przy czymś takim wszyscy zmuszeni byli wypić.
  - Jeszcze nigdy nie wyszłam z domu bez którejś części bielizny. - powiedziała Rafaela.
    Kalipso lekko zarumieniła się pociągając łyka, w przeciwieństwie do Hauru, który zupełnie nie stracił rezonu.
  - Jak ci kumple na obozie powycinają wzorki w garderobie, to już lepiej chodzić bez.
    Rod uniósł lekko brwi, ale kontynuował grę.
  - Nigdy nie podsłuchiwałem rozmów przez drzwi.
    Wiedział, jak trafić - w końcu znamy się tyle lat. Znowu wypili wszyscy i Anti dolewała wódki do kolejnych szklanek.
  - Jeszcze nigdy nie dostałam niższej oceny niż 5 z wypracowania z polskiego. - oznajmiła Kalipso.
  - Ożesz ty, serio? - wypaliłem, pociągnąwszy łyka podobnie jak Anti, Ciris, Rafaela i Rod.
  - Niemożliwe! - Kalipso oburzyła się na Hauru. - Raz miałeś 4+! Pamiętam!
  - Nauczycielka zmieniła mi po lekcjach, bo policzyła mi za dużo błędów ortograficznych.
  - Kujony. - prychnęła Ciris.
  - Jeszcze nigdy nie całowałem się z facetem. - kontynuował grę Hauru.
  - To nie fair wobec dziewczyn. - oceniłem. - Chyba że potraktujemy to jako "nigdy nie całowałem się z osobą tej samej płci.
  - No niech będzie... Cholera, właśnie straciłem kolejkę... - mruknął do siebie pod nosem, kiedy Ciris ukradkiem podniosła szklankę do ust.
    Anti nieznacznie otworzyła usta ze zdziwienia, ale opanowała się tak szybko, że gdybym jej nie znał, pomyślałbym, że chciała coś powiedzieć.
  - Zaczyna się robić interesująco... - skomentowała Kalipso.
  - Nigdy nie tańczyłam na stole. - powiedziała Ciris starając się unikać naszych spojrzeń.
  - To była szalona noc! - rozmarzył się Hauru sięgając po szklankę.
  - A ty nie? - zapytała mnie Anti podejrzliwie, ale odparłem z satysfakcją:
  - To było krzesło.
  - No dobra. To ja nigdy nie parodiowałam nikogo. I co teraz?
  - Teraz jesteś do przodu. - westchnąłem i wziąłem kolejny łyk, a wraz ze mną Hauru, Ciris, Kalipso i Rafaela.
  - Nigdy nie biłam się z nikim z wyjątkiem kuzynów. I uogólnijmy to do rodziny - uśmiechnęła się Anti.
    Wszyscy spojrzeli na Hauru, ale on tylko wzruszył ramionami. Kątem oka widziałem za to, jak szklankę unosi Rod.
  - Kto to był? - zapytała Kalipso.
  - To się zdarzyło tylko raz. - zaznaczył. - Pewien debil nadużywał żartów o blondynkach, czym wkurzył mnie aż zanadto. Niektórzy ludzie po prostu nie znają granic.
    Automatycznie spojrzałem na Rafaelę, której włosy przypominały te u renesansowych madonn, ale nie widziałem wyrazu jej twarzy. Chowała ją właśnie za włosami.
  - Nigdy nie kochałem nikogo zakazaną miłością, jak to sobie wyobraża moja matka. - powiedziałem, słysząc zaraz potem chichot. - Żaden ze mnie Romeo. Znaczy żaden z dwóch wam znanych to nie ja.
  - Szczęściarz. - podsumował Hauru wypijając razem z Kalipso, Ciris i Rafaelą.
  - Dużo was. - stwierdziła Anti, autentycznie zaskoczona. - Może wcale to nie było takie zakazane? - zapytała prowokacyjnie.
  - Hmm... przyznaję się bez bicia, podrywanie zajętej dziewczyny raczej JEST, a przynajmniej powinno być zakazane. - odparł Hauru.
  - Współwinna. - przyznała Kalipso.
  - Nie chcę o tym mówić... - prawie niedosłyszalnie szepnęła Ciris.
  - Słyszałam różne opinie i na wszelki wypadek wypiłam. - powiedziała Rafaela. - Równie dobrze możecie uznać, że zaschło mi w ustach.
  - A już myślałem, że jakaś zbiorowa spowiedź będzie. - uśmiechnął się Rod, niby to zawiedziony. Anti przy tym trochę ulżyło.
  - To jeszcze nie ta faza, ale powoli się chyba zaczyna... Albo to tylko ja tyle wypiłem. - wyszczerzył się Hauru
  - Nie, spokojnie, dolewałam ci tyle co innym. - mrugnęła do niego Anti. - Pewnie zaraz wszyscy tak będą mieli.
  - No to dorzucę wam po kolejce. - powiedziała Rafaela. - Jeszcze nigdy się nie całowałam.
    Jakoś tym razem głupio mi się zrobiło, że nie wypiłem, i Anti chyba miała podobnie. Cała reszta wesoło wychyliła szklanki. Poza tym byłem zaskoczony tą wypowiedzią. Rafaela? Jakoś nie chciało mi się wierzyć.
  - Oj przy tym temacie trudno mi będzie coś znaleźć... - przyznał Rod, już lekko wstawiony. - Ale nigdy nie podrywałem zupełnie obcej dziewczyny.
    Zapadła cisza. Rozglądaliśmy się po sobie.
  - Hauru? - odezwała się Anti unosząc brwi.
  - Tylko gdy dostałem od was zadanie, ale to nie było na serio. - bronił się.
  - Naprawdę?!
  - Wbrew pozorom zwracam uwagę na wnętrze, a nie na wygląd, więc takie rzeczy mnie nie bawią.
  - Łał. Urosłeś w moich oczach. - przyznał Rod.
  - YES! Dziewczyny lecą na wyższych! - wykrzyknął tamten i uniósł rękę w kierunku Roda chcąc przybić mu piątkę.
  - Ale teraz to mi podpadasz, mój drogi. - spojrzał na niego tamten z udaną dezaprobatą.
  - Oooo... - Hauru posmutniał i zrobił minę kota ze "Shreka"
  - Dobra, starczy tego bromanceu! - wtrąciła się Kalipso.
  - A co, zazdrościsz? - zapytał Hauru, zapewne zanim zdążył się zastanowić, co mówi.
  - W twoich snach! - zaśmiała się Kalipso. - Jeszcze nigdy nie piłam do lustra.
  - Upijesz mnie dzisiaj kobieto... - Hauru pokręcił głową podając Anti szklankę, żeby dolała mu alkoholu.
  - Nigdy nie byłem w związku dłuższym niż 3 miesiące.
    Rod trochę nieśmiało stuknął się szklanką z Kalipso i nieco speszony zaczął mówić:
  - Ja nie wiem, jak ty to robisz....
  - Chcesz się umówić na szkolenie? Miałbym z czego opłacać kolejne randki. - odpowiedział Hauru kładąc rękę na kolanie siedzącej obok Ciris.
  - Wybacz, to miało być bardziej niedowierzanie. - wytłumaczył tamten z przepraszającym wyrazem twarzy.
  - Znaj łaskę pańską, wybaczam!
  - Jeszcze nigdy... nie kończyłam gry w "jeszcze nigdy". - oznajmiła Ciris. - Więcej już nie dam rady wypić... Nie wiem jak wy.
  - Jeśli chcemy jeszcze kiedykolwiek wstać, to to jest moment, żeby finiszować. - przyznałem. - Wystarczy spojrzeć na Hauru.
  - Ejjjj!!! - oburzył się tamten odrywając się na chwilę od zaplatania Ciris warkoczyków na włosach. - Nie jestem jeszcze aż tak pijany!
  - Jaaasne, każdy to mówi. - poparła mnie Antiochis. - Basta!
  - Może nie wypiłam aż tyle, co się spodziewałam - zaczęła Kalipso, ale raczej nie pokarzę się ojcu w takim stanie... Ktoś może mnie przenocować?
  - Ja! - zgłosił się pierwszy na ochotnika Hauru. - Zapraszam wszystkie piękne dziewczęta...
  - Ten tu to chyba się nawet z tej podłogi nie podniesie, a krzyczy najgłośniej... - westchnęła Kalipso.
  - Zostańcie już tutaj. - powiedziałem nieco sennie. - Zaraz zrobię dziewczynom miejsce w swoim pokoju, a my przenocujemy się tutaj. Wystarczą nam koce? - zapytałem Roda, który wyglądał już bardziej trzeźwo niż w rozmowie z Hauru. Przytaknął mi bez słowa. Z trudem podniosłem się, żeby zmienić pościel w swoim pokoju. Nie wierzyłem, że po czymś TAKIM zwyczajnie pójdziemy spać.




Kalipso


   Położyłyśmy się w pokoju Benvolia. Ciris i Anti zajęły jego łóżko, a ja i Rafaela musiałyśmy zadowolić się polówką i śpiworem rozłożonym na dywanie. Kiedy się kładłyśmy, byłam całkowicie przekonana, że zasnę w ciągu pięciu minut, ale jak to zwykle bywa przy nocowaniu ze znajomymi, zaczęłyśmy wymieniać się jeszcze jakimiś "ostatnimi" uwagami przed pójściem spać i tak od słowa do słowa szepty zamieniły się w rozmowę, a nam zupełnie odechciało się spać...
 - I ten komentarz Hauru o zapraszaniu wszystkich pięknych dziewczyn! - zaśmiała się Rafaela. - Co mu do głowy strzeliło?!
 - DZIEWCZĄT! Użył słowa dziewczęta! - odpowiedziałam równie rozbawiona.
 - Śmiejcie się, jasne! - odparła z udawanym oburzeniem Ciris. - Ale to nie wasze włosy będą jutro nie do rozczesania, bo Hauru postanowił pobawić się w fryzjera! - i wskazała na resztki czegoś, co według chłopaka miało być warkoczykami.
 - Ciekawe, co by powiedział jutro, gdyby je zobaczył w takim stanie... - mruknęła Anti.
 - Na pewno byłby zachwycony. W końcu to jego "dzieło". - odpowiedziała Ciris robiąc w powietrzu cudzysłów.
 - Zastanawia mnie, jak on to robi, że nie krępuje go ani mówienie o swoich nagich fotkach, ani o powycinanej bieliźnie... - napomknęła Rafaela.
 - To Hauru. Tego nie ogarniesz... - odparłam rozpinając śpiwór, w którym zrobiło mi się za gorąco od ciągłego śmiechu.
 - Rod jakoś się tym nie przejmuje... - dodała Antiochis tonem sugerującym aluzję.
 - Między nimi stale jest jakieś napięcie... - podłapała to Ciris. - Jestem przekonana, że tym stwierdzeniem, że nigdy nie całował się z facetem, chciał wybadać Roda!
 - Czy ty sugerujesz, że mój były chłopak jest gejem?! - zwróciłam się do Ciris tonem, którego zapewne używałabym do tworzenia teorii spiskowej dziejów.
 - Od razu gejem... może być bi. - rzuciła Rafaela. - Nasza kuzynka jest.
 - I co teraz? Zostawiliśmy ich tam sam na sam na dole... - wyszeptała Ciris.
 - Nie no jest tam jeszcze Benvolio. - odparłam.
 - Biedaczek, pewnie nie sądził, że zostanie przyzwoitką... - zwróciła uwagę Anti.
 - Skąd możemy mieć pewność, że się nie przyłączy? - ledwo zdołałam dokończyć zdanie, bo znów szarpnął mną napad śmiechu.
 - Albo że nie zacznie tańczyć dla nich na krześle... - dodała Ciris
 - I jak ja mam zasnąć, kiedy podsuwasz mi takie obrazy?! - wykrzyknęła w salwie śmiechu Rafaela.
 - O nie! - zaraz potem odezwała się Ciris. - Chyba dostałam czkawki!
  - Anti, przestrasz ją! - powiedziałam.
 - Może wrzucą zdjęcia do internetu!
   Ciris dostała jeszcze większego napadu głupawki niż ja.
  - Nie pomagasz!
 - Myślałam, że wolisz tego nie widzieć, ale jak wolisz...
 - ANTI! - Ciris tarzała się po łóżku ze śmiechu.
 - Wylejmy na nią wiadro wody! - zaproponowałam.
 - Jeszcze pomyślą, że tu też jakieś orgie... - zaczęła się bronić Anti.
 - Dobra - powiedziałam uspokoiwszy się trochę. - Pójdę po coś do picia na tą czkawkę, zanim Ciris się udusi. Tylko proszę DZIEWCZĘTA, grzecznie mi tu!
   Zamykając za sobą drzwi usłyszałam kolejny wybuch śmiechu.
   Zeszłam po schodach. Nigdzie nie mogłam znaleźć włącznika światła więc szłam powoli, żeby się nie wywrócić. Już miałam wejść do salonu, w którym spali chłopcy, kiedy usłyszałam ich przyciszoną rozmowę. Moja wrodzona ciekawość wzięła górę, więc zamarłam w miejscu i zaczęłam się przysłuchiwać dokładniej...
 - Co one tam wyrabiają?! - zapytał Hauru.
 - Widzę, że cię korci, żeby dołączyć. - zaśmiał się cicho Rod.
  - Zawsze! - odparł tamten. - I założę się, że wy dwaj też, ale i tak się nie przyznacie.
 - Skąd ten pomysł? - zapytał niewinnie Benvolio.
 - Szósty zmysł. - odparł z wyższością Hauru.
 - Ej, nie powiedziałem też, że mnie nie korci. - odpowiedział na zarzut Rod.
 - To co? Zakradamy się? - ucieszył się Hauru.
 - Oj, dajmy im pobyć trochę we własnym towarzystwie. - zaoponował Benvolio. - Zaraz ucichną i będzie po sprawie.
  - Jak chcesz... - mruknął chyba niezbyt zadowolony Hauru. - Ej, a tak w ogóle, to serio nigdy nie miałeś żadnej dziewczyny?
 - Takie życie. - odparł tamten. 
   Nie brzmiał na zadowolonego z takiego przebiegu rozmowy.
 - Może Ci kogoś z Rodem znajdziemy... Chyba, że masz już jakąś na oku? - zupełnie się tym nie przejmując drążył Hauru.
 - Dajcie sobie spokój...
  - Czyli jest jakaś! - zaśmiał się Hauru.
 - No jest. I co z tego? - wychrypiał już wkurzony Benvolio.
 - Możemy ci pomóc! - oznajmił tamten z dumą.
 - Niby w jaki sposób? - padło pytanie, a jego ton był już łagodniejszy.
 - Bo widzisz... - zaczął Rod mentorskim tonem. - My z Hauru mamy w tym jakieś doświadczenie...
 - Dokładnie! - potwierdził Hauru. 
   Mało brakowało, a zdradziłabym się parsknięciem śmiechu. Bardzo żałowałam, że nie mogę zobaczyć w tym momencie ich twarzy.
  - Zacznijmy od tego kim ona jest... albo w czym tkwi problem. - odezwał się Hauru tonem profesjonalisty.
 - No... zwyczajnie, nie wiem, jak zacząć. - tłumaczył się Benvolio.
  - Ale wie o twoim istnieniu? - spytał Hauru.
 - Taaa, oczywiście...
  - Ej no to już jest dobrze!
 - No właśnie nie! Ona mnie zupełnie nie zauważa!
 - No, to czas dać się zauważyć. Zaprosiłeś ją kiedyś na kawę czy coś? - doradził Rod.
 - No prawie. Coś podobnego. Ale to tak po przyjacielsku było. - tłumaczył się Benvolio.
 - O nie... tylko nie friendzone... - westchnął Hauru. - Stary, przekichane...
 - No nie, może coś da się zrobić... Jeszcze nam się załamie chłopak... - ciągnął lekko ironicznie Rod, przy czym Benvolio niemal na pewno tej ironii nie wyczuł. Hauru westchnął.
 - Okej... Nie wszystko jeszcze stracone! Hmm... A długo się tak "przyjaźnicie"?
 - Nie no, jakoś... Miesiąc może? Chociaż wydaje mi się, że to całe życie...
 - Okej, czyli to nie Ciris ani Anti... - Hauru odetchnął z ulgą. - To by dopiero było dziwne... Czekaj...
 - Czekaj, czekaj... - Rodowi widać też przyszedł do głowy jakiś pomysł, bo aż gwałtownie wziął wdech.  - Czy chodzi o pewną blondwłosą niewiastę zza ściany? - zapytał wyraźnie rozbawiony.
 - Benvolio?! - Hauru podniósł głos w napięciu oczekując na odpowiedź.
 - Ja pierdolę... - Rod zaczął się już naprawdę śmiać.
 - Rod, chyba zyskasz nowego członka rodziny... - dołączył do niego Hauru.
 - Dostałem szwagra... I zostałem szwagrem! Jestem wzruszony!
 - Tak się cieszę, że mogę być z wami w tak ważnym dla was obu dniu! Szczęścia na nowej drodze życia!
 - Ale tak serio? - zaczął dopytywać Rod, zwracając się widocznie do Benvolia.
 - No, a jak ma być jak nie serio? - odparł wkurzony Benvolio.
 - Rozmawiałeś z nią o tym czy coś? - zapytał Hauru ciągle łapiąc oddech, żeby spoważnieć.
 - Niezupełnie... Raz zrobiłem coś strasznie głupiego. Znaczy napomknąłem coś o tym, ale potem poszedłem do kuchni... No i się urwało.
 - A czy od tamtego czasu zaczęła się jakoś inaczej zachowywać? W sensie unikać cię czy coś? - zapytał rzeczowo Rod.
 - Nie wiem... Chyba nie. - odpowiedział cicho Benvolio.
 - No to, stary, będzie dobrze! Znaczy widocznie nie ma nic przeciwko.
 - Musisz tylko wykonać następny krok. - potwierdził Hauru.
 - Jaki?
 - Zaproś ją gdzieś... ale nie po przyjacielsku.
 - Czyli jak?
 - Rozstaw świece... Przynieś kwiaty... Chwyć ją za rękę w kinie... Co ty, komedii romantycznych nigdy nie oglądałeś?
 - No kto jak kto, ale ja miałbym nie oglądać... Pokaż mi film, którego nie oglądałem! - zaczął Benvolio ostrzej, ale zaraz ściszył głos i wrócił do meritum: - To przecież takie żenujące...
  - Ale dziewczyny lubią takie rzeczy... Albo spytaj szwagra o poradę. W końcu zna ją od urodzenia!
 - Dobrze prawi! Coś wymyślimy. - zapewnił go Rod.
   Zorientowawszy się, że usłyszałam już dość, weszłam jak gdyby nigdy nic do salonu.
 - Hej, śpicie? - rzuciłam w ciemną przestrzeń.
 - Kalipso, przyszłaś spać dzisiaj do mnie? - jak zwykle pierwszy odezwał się Hauru.
 - Właściwie to przyszłam do Benvolia... Zapytać, czy ma coś do picia. Ciris dostała strasznej czkawki.
 - Już ci pokazuję... - westchnął ciężko, podniósł się i poprowadził mnie w kierunku kuchni.
   Chwilę później byłam z powrotem na górze z dziewczynami, które w międzyczasie zdążyły zmienić temat i trochę spoważnieć.
 - Gdzie ty tyle byłaś? - zapytała Rafaela.
 - Podsłuchiwałam jak chłopaki gadają o dziewczynach... - odparłam tajemniczo.
 - Czyli Hauru nic nie kombinuje z Rodem? - zaśmiała się Rafaela.
 - Przykro mi, że muszę wam przekazać te smutne wieści... - odparłam z uśmiechem wsuwając się do śpiwora.
 - No co ty, nie powiesz o kim mówili?! - usłyszałam rozczarowanie w głosie kuzynki Roda.
 - Tak ogólnie opowiadali o swoich typach. - postanowiłam nie zdradzać Benvolia. - Chcesz się z nami podzielić swoim?
 - Typem dziewczyny? - zaśmiała się Rafaela.
 - Jeśli takie są twoje preferencje... - odparłam.
 - Możecie odpuścić sobie już takie żarty? - spytała Ciris lekko poddenerwowanym tonem.
 - Jasne... - odpowiedziałam zaskoczona, choć po chwili dotarło do mnie, że podczas gry przyznała się, że całowała się z dziewczyną i może to spowodowało jej rozdrażnienie.
   Odwróciłam się plecami do reszty dziewczyn udając, że układam się do snu. Jednak zbyt wiele myśli krążyło mi po głowie, żebym była w stanie szybko zasnąć... Ta cała sprawa z Ciris... W sumie miałam gdzieś, że czuła się niekomfortowo z żartami moimi i Rafaeli. Układałam sobie w myśli riposty, które mogłabym jej rzucić w odpowiedzi, żeby jej dopiec. Starałam się odepchnąć od siebie fakt, że ona i Hauru do siebie wrócili. To po prostu było nie do wytrzymania! Żałowałam, że odepchnęłam Hauru... Tak strasznie żałowałam... i nienawidziłam go za to, że nie postarał się bardziej! Po prostu poleciał do swojej byłej, która bez problemu go przyjęła! Jakie to typowe dla facetów... ale po Ciris spodziewałam się, że przynajmniej ma swoją godność, że jest moją przyjaciółką... Choć może sama byłam sobie winna? Nie powiedziałam jej, że zależało mi na Hauru... Choć byłam przekonana, że i tak wszyscy wiedzieli.
 - Kalipso? - usłyszałam szept, który z początku zignorowałam.
 - Kalipso, śpisz? - Ciris spytała ponownie.
 - Tak. - odpowiedziałam.
 - Możemy porozmawiać?
 - Koniecznie teraz? Przecież śpię.
 - Proszę... - usłyszałam wahanie w jej głosie - Nie wiem, czy jutro dam radę...
   Westchnęłam.
 - Dobra, mów.
 - Nie tutaj, chodź na balkon...
   Nie czekając na moja odpowiedź wygramoliła się z łóżka uważając, żeby nie obudzić Anti, która już od dawna głęboko spała, wzięła ze sobą koc i wyszła przez drzwi. Poszłam za nią starając się odrzucić całą złość, którą do niej czułam.
   Znalazłyśmy się na malutkim balkoniku wychodzącym na ogród. Nie było tam zbyt wiele miejsca, ale Ciris złożyła koc na pół i położyła go na kafelkach, żebyśmy mogły usiąść. Noc była ciepła, jeszcze letnia, a na wschodzie już robiło się szarawo. Przez jakiś czas wpatrywałyśmy się w niebo w ciszy. Czekałam, aż coś powie.
 - Obiecaj, że nikomu nie powiesz. - to były jej pierwsze słowa.
 - Jeszcze nic mi nie powiedziałaś. - zauważyłam.
 - Bo musisz mi obiecać.
 - Obiecuję. O ile to nie przestępstwo. Wtedy raczej zawiadomię policję...
 - Kalipso, nie żartuj! - spojrzała na mnie, a potem znów odwróciła wzrok ku niebu. - Zaplątałam się w coś i nie wiem, jak z tego wyjść...
   Poczułam, że się spinam.
 - Możesz mówić trochę jaśniej? - spytałam w napięciu.
 - Podobają mi się dwie osoby... wydaje mi się, że z odwzajemnieniem. To staje się coraz poważniejsze, a ja nie wiem, co robić. Komu odmówić...? Przechodziłaś przez coś podobnego, pomyślałam, że zrozumiesz... - schowała twarz w dłonie. - Boże, to dużo lepiej brzmiało w mojej głowie.
 - Nie wiedziałam, że z kimś się spotykasz, a ty mi mówisz, że masz dwóch na raz? Jestem w szoku... - odparłam. -  Możesz mi powiedzieć o nich coś więcej? Z którym jesteś dłużej?
 - To skomplikowane... Po prostu nie chcę ich zranić i nie wiem, co mam z tym zrobić!
 - Jedyne, co mogę ci poradzić: podejmij jakąś decyzję, zanim ci dwaj na siebie trafią i zrobi się niezręcznie. Tak z własnego doświadczenia. - odparłam trochę gniewnie.
 - Kalipso...
 - Dobranoc, Ciris. - przerwałam jej i zbiegłam na dół. Zebrałam swoje rzeczy i poszłam do domu.

niedziela, 20 września 2015

49. Gorąca noc po upalnym dniu

Hauru

   Wieczór był równie upalny i duszny, co cały dzisiejszy dzień. Jednak nie przeszkadzało mi to ani trochę. Siedziałem na murku pod domem Ciris czekając, aż wyjdzie. Miałem nadzieję, że się nie rozmyśliła.
 - Już jestem! - usłyszałem jej wołanie, jeszcze zanim zdążyła otworzyć drzwi na tyle, abym mógł ją zobaczyć.
 - Cześć Ciris. - zaśmiałem się patrząc, jak przebiega ulicę i zbliża się do mnie. - Chyba o czymś zapomniałaś.
 - O czym? - dziewczyna zaczęła przeszukiwać swoją torebkę - Mam dokumenty, telefon...
-  Miałem na myśli to. - uniosłem rękę i wyciągnąłem z jej włosów wałek.
 - Oj... - Ciris się zaczerwieniła. - Przysięgam, że w końcu zainwestuję w lokówkę...
 - To całkiem urocze. - uśmiechnąłem się do niej biorąc ją pod rękę. - Idziemy?
 - Jasne.
   Ruszyliśmy w stronę przystanku. Nie musieliśmy długo czekać, a już podjechał autobus, zmierzający w stronę centrum. Wsiedliśmy do niego ciągle rozmawiając o najbardziej szalonych fryzurach, jakie zdarzyło się nam mieć na głowie.
 - To musiało być przekomiczne, jak Ci farbowali włosy! - Ciris skomentowała moją mrożącą krew w żyłach historię o napaści na moją głowę we własnej łazience. - Szkoda, że mnie przy tym nie było...
 - Dobra, koniec nabijania się! - uciąłem temat. - Gdzie tak właściwie idziemy? Jesteś głodna? Możemy skoczyć do pizzerii, albo jeśli miałabyś ochotę, to do tego nowego klubu przy Wawelskiej.
 - No nie wiem... Tuż przed wyjściem jadłam kolację, więc nie jestem głodna, ale z drugiej strony, nie chcę wchodzić do klubu. Wszyscy tam palą i oddychać się nie da...
 - Nie na parkiecie. - zaprotestowałem. - Możemy wejść i trochę potańczyć, a jeśli Ci się nie spodoba, to wyjdziemy.
   Kiwnęła głową na znak zgody, choć nadal nie wyglądała na przekonaną.
   Na miejscu zastaliśmy już sporą grupkę ludzi, jednak na parkiecie tańczyła tylko jedna para. Znając nieśmiałą naturę Ciris zaprowadziłem ją więc do stolika w rogu, a sam poszedłem kupić drinki. Gdy wróciłem, dziewczyna pisała coś na telefonie, jednak kiedy mnie zobaczyła, szybko schowała go do kieszeni.
 - Porachunki mafii? - zażartowałem.
 - Nie... to mama.
 - Dla mnie różnica jest chyba niewielka. I mafia i twoja mama by mnie zabiły, gdyby coś Ci się przy mnie stało. - podałem jej szklankę.
   W czasie, gdy zaczęliśmy ze sobą rozmawiać, w sali przybywało osób, a muzyka stawała się coraz głośniejsza. Musieliśmy bardzo się do siebie zbliżyć, aby słyszeć siebie nawzajem. Jednak w pewnym momencie, mimo usilnych starań i tak nie rozumiałem, co do mnie mówiła. Wstałem i wyciągnąłem do niej rękę. Chwyciła mnie za nią i poszliśmy na parkiet.
   Z początku tańczyliśmy oddzielnie utrzymując między sobą spory dystans. Ciris była piękną dziewczyną. Jej sukienka unosiła się w rytm muzyki ukazując opalone uda. Loki wokół jej twarzy wracały do swojego naturalnego, prostego ułożenia, a jej oczy... Jej oczy wciąż były utkwione we mnie. Utrzymywaliśmy kontakt wzrokowy, który z każdą mijającą sekundą stawał się coraz bardziej intensywny i wzbudzał mieszaninę skrajnych emocji...
   Pragnąłem jej. Jakaś siła ciągnęła mnie w jej kierunku, a ona nie oddalała się, gdy coraz bardziej się do niej zbliżałem. Zdawało mi się, że czuję jej narastające podniecenie. A jednak nie byłem w stanie jej teraz dotknąć. Widziałem tylko jej hipnotyzujące oczy, w których odbijały się uczucia, których nie potrafiłem zinterpretować...
   Chciałem, żeby muzyka się zatrzymała, żeby ktoś wyrwał mnie z tego transu, wzbudzającego tyle niepewności, a jednocześnie nie mogłem pogodzić się z tym, że ta chwila zapomnienia przeminie.
Nasze twarze prawie się stykały. Nasz taniec coraz bardziej zwalniał nie bacząc na rytm muzyki.
   Teraz albo nigdy - pomyślałem i pocałowałem Ciris.
   Przez jedną, przerażającą sekundę, zdawało mi się, że nie odda pocałunku. Jednak myliłem się. Jej rozgrzane usta naparły na mnie z gwałtownością, której się po niej nie spodziewałem. Nasze oddechy łączyły się znów w jeden oddech, jak wieki temu, kiedy ze sobą chodziliśmy.
   Zatraciłem się w tym pocałunku. Była w tym jakaś masochistyczna przyjemność połączona z poczuciem winy i cichym głosikiem z tyłu głowy podpowiadającym, że nie powinienem tego robić. Ale miałem to gdzieś.


Antiochis 
   Słońce zachodziło wyjątkowo leniwie, zostawiając po sobie południową duchotę. Stojące powietrze niczym woda stawiało mi opór, gdy szłam w stronę domu Ciris, gdzie miał przyjść po nią Hauru. A może to były moje wątpliwości? W końcu po tylu kłamstwach, którymi zatrułam już i tak osłabione relacje w naszej grupie, szłam szpiegować swoją najlepszą przyjaciółkę. Osobę, której powierzałam wszystkie swoje myśli, której bezgranicznie ufałam, a u której teraz wyczułam nutę nieszczerości w głosie. O tym wieczorze i o Hauru mówiła mi tonem sugerującym: „niekoniecznie musisz to wiedzieć, to moja prywatna sprawa”. To była nowość w naszych stosunkach i to taka, która wzbudziła mój niepokój.
   Zamęt w mojej własnej głowie sprawił, że przegapiłam moment ich powitania. Na szczęście nigdy nie wyróżniałam się w tłumie i gdy ruszyli w stronę przystanku autobusowego, po prostu poszłam za nimi z mocnym postanowieniem, że nie pozwolę sobie na dekoncentrację. Że będę chłonąć wszystkie bodźce, obserwując Ciris bez przerwy i nie wyciągając pochopnych wniosków, że postaram się poskładać wszystkie elementy układanki, aż ją zrozumiem i jej wybaczę. Bo czułam się bardzo dotknięta faktem, że moja przyjaciółka ma przede mną tajemnice, nawet pomimo tego, że gdzieś z tyłu głowy tliła się we mnie myśl, że to wszystko może być wytwór mojej wyobraźni.
    Okoliczności nie sprzyjały rozwianiu moich wątpliwości. Nigdy wcześniej nie byłam w centrum o tej porze. Wszystkie miejsca dobrze znane za dnia, teraz wydawały się obce i niedostępne. Wśród modnie ubranych ludzi, starannie uczesanych mężczyzn i kobiet z mocnym makijażem, przestałam być niewidzialna. Czułam, że nie powinnam tutaj trafić, jednak podążając wciąż za Ciris i Hauru, pokonałam jeszcze jeden zakręt i wślizgnęłam się do upatrzonego przez nich klubu.
   W środku owionął mnie dym papierosowy i w uszach zaczęła huczeć muzyka. Na moment zaszumiało mi w głowie i straciłam ich z oczu. Otaczali mnie ludzie podobni do tych z ulicy, siedzący na porysowanych krzesłach przy barze albo strzepujący popiół do podświetlonych na niebiesko popielniczek. Ostrożnie stawiając stopy, na ślepo podążyłam w stronę migających kolorowych lamp. Usiadłam na jakiejś wolnej pufie z łuszczącego się skaju i zaczęłam obserwować parkiet.
   Niewiele osób tańczyło, więc bez trudu wypatrzyłam najpierw błyszczące włosy Hauru, a potem szczupłą sylwetkę Ciris. Tańczyli jakby byli zahipnotyzowani swoim widokiem. Ich ruchy były miękkie, a zarazem dynamiczne. Źrenice w ciemności mieli rozszerzone bardziej niż zwykle, a ich klatki piersiowe poruszały się szybkim, jakby urywanym ruchem. Nie rozmawiali, ale ich twarze zmieniały wyraz z każdą minutą. Tłum na parkiecie gęstniał, zmuszając ich do przysuwania się coraz bliżej siebie.
   Aż nagle coś jakby szarpnęło nimi. Hauru złapał Ciris i przyparł ustami do jej ust, a ona jakby się tego spodziewając, objęła jego twarz i oddawała pocałunek coraz gwałtowniej. Teraz już rozumiałam. Nie spodziewałam się tego. Nie po tym wszystkim, co słyszałam o nim od niej. Faktom nie sposób było jednak przeczyć. Jego ręce błądziły po jej plecach, których mięśnie reagowały na każdy dotyk. Nie wiedziałam, co mam myśleć ani co zrobić z tą wiedzą. Jej palce wplatały się w jego włosy, a ja traciłam pewność, że to co widzę, jest rzeczywistością. W jakiejś obłąkańczej dezorientacji wstałam i na miękkich nogach wytoczyłam się z klubu, nie widząc nic poza białym dymem i nie słysząc nic poza gniotącym żebra basem z głośników.
   Moje myśli wirowały, a ja nawet nie próbowałam ich uspokoić, nie miałam na to siły. Nie chciałam tego analizować, może później, może w ogóle. Szłam prosto przed siebie, dopóki nie uderzyła mnie myśl, że pewnie powinnam wrócić do domu. Znalazłam najbliższy przystanek i wsiadłam w pierwszy autobus, którego numer wyglądał znajomo. Usiadłam przy oknie i zaczęłam patrzeć na przesuwające się za oknem obrazy. Ciemne okna. Nieznane skrzyżowania. Kałuże na betonie i żółte migające światło pogotowia wodociągowego. To mnie trochę otrzeźwiło.
   I nagle poczułam spokój. Jakby to wszystko, co widziałam, było czymś zupełnie oderwanym od mojej rzeczywistości i jakby nie miało mieć na nią żadnego wpływu. Jakby działo się w jakiejś innej przestrzeni, niemającej połączenia ze znanym mi światem. Światem do którego teraz powoli wracałam. Ulice za szybą stawały się coraz bardziej znajome, aż przyszło mi do głowy, że dojechałam już całkiem blisko domu, i wysiadłam z autobusu.
 - Anti? Co ty tutaj robisz o tej porze?!
   Odwróciłam się i zobaczyłam zaskoczoną twarz Kalipso.
 - A... Nic takiego...
 - Mhm. - potaknęła w ten charakterystyczny sposób mówiący: i tak Ci nie wierzę ale okej. - Bardzo ci się spieszy? Może chcesz ze mną trochę posiedzieć?
 - W sumie czemu nie? - przytaknęłam i usiadłam cicho.
 - No... - zaczęła po krótkiej pauzie ruda. - to nie powiedziałaś mi w końcu, gdzie byłaś.
 - Byłam w centrum. - odpowiedziałam bez zastanowienia.
 - Jakaś randka? Nie mówiłaś, że kogoś masz.
 - Nie. - odparłam, czując gorąco na twarzy, po czym zawahałam się chwilę. Coś mi mówiło, że nie powinnam w to wtajemniczać Kalipso, ale chwilowo nie widziałam innego wyjścia. - Szłam za Ciris i Hauru.
 - Doooobra... to brzmi całkiem ciekawie. Powiesz coś więcej?
 - No, nie wiem, czy powinnam... - szepnęłam bawiąc się palcami, ale widząc jej wzrok, pospieszyłam z odpowiedzią. - Poszli do klubu, tańczyli...
 - Szkoda, że nie powiedzieliście reszcie, że robicie wieczorny wypad.
 - Nie, to nie tak... Ale ty przecież rozumiesz, co mam na myśli, prawda? - zapytałam patrząc jej w oczy. 
   Czaił się w nich strach i niedowierzanie.
 - Chyba nie rozumiem. Mogłabyś mówić jaśniej?! Bo przychodzą mi do głowy pomysły, w które nawet nie chcę wierzyć. - podniosła lekko ton.
   W jej twarzy było coraz więcej rozdrażnienia.
 - Wydaje mi się, że raczej to ich spotkanie przypominało randkę, o którą mnie podejrzewałaś.
 - Cholera! Przecież on z nią zerwał! Wrócili do siebie?! - jej wybuch był tak nagły, że na początku przestraszyłam się jej i miałam ochotę odejść, ale przecież nie mogłam jej tak zostawić. Nigdy nie wiedziałam, co robić, gdy ktoś coś tak przeżywa. Z drugiej strony dawno nie widziałam w niej takiej energii, nie pozytywnej, ale szukającej ujścia w działaniu.
   Położyłam jej rękę na ramieniu i powiedziałam już trochę zmęczona:
  - Chodźmy po prostu do domu. Może mi się tylko wydawało?
 - Nie. To nie jest coś, co może się wydawać... - powiedziała bardziej do siebie, niż do mnie. - Dziękuję, że mi powiedziałaś. Chyba zaczyna mi się robić lepiej...

czwartek, 10 lipca 2014

48. Mickiewicz

Nastąpiła mała zamiana imion ;) Zosia, poznana przez Ciris we Francji stała się Talią. Mam nadzieję, że nie przeszkodzi to w ogarnięciu akcji, ale tak mi ładniej brzmi <3 /A
______________________________________________________________________


Ciris


   Na zegarze właśnie wybiła północ - koniec godziny przestrogi z IV części "Dziadów". Gustaw odszedł na spoczynek, ale ja wciąż nie mogłam zmrużyć oka. Tak, jak każdego wieczora od powrotu z Francji, siedziałam na Facebooku pisząc z Talią. Cieszyłam się jak dziecko za każdym razem, gdy po powrocie do domu zastawałam wiadomość od niej, nawet, gdy było to zwykłe "Hej". 
   Uwielbiałam sposób, w jaki prowadziłyśmy rozmowy, jak abstrakcyjne tematy poruszałyśmy i z każdym dniem ukazywałyśmy sobie nawzajem coraz pełniejszy obraz siebie...
   Bolało mnie jednak, że nie możemy się znowu spotkać. 60 km było pewnego rodzaju przeszkodą... Poza tym, nie chciałam znowu zostawiać przyjaciół. To byłoby wobec nich niesprawiedliwe. Czułam też, że sprawy między niektórymi jeszcze nie do końca się poukładały i mimo, że nie była to moja sprawa, powinnam być obok, aby w razie czego mieli możliwość zwrócić się do mnie o pomoc. Skoro to ja ich pogodziłam, to nie powinnam się teraz wycofywać...
   Westchnęłam. 
   Nie podobało mi się to, co działo się z Kalipso. To jej rolą było doprowadzanie nas do porządku, kiedy sprawy wymykały się spod kontroli! Ja sobie z tym nie poradzę... Rozumiem, że Hauru namącił jej w głowie, ale ostatnio nie widziałam, aby specjalnie się jej narzucał...
   Usłyszałam dźwięk przychodzącego SMS-a, który wyrwał mnie z zamyślenia. To Talia pytała, czy wszystko w porządku, bo przestałam jej odpowiadać... I rzeczywiście w okienku na stronie internetowej zobaczyłam długą listę nowych wiadomości. 
   Przetarłam oczy, wzięłam łyk wody i odpisałam.
  


 Rod


   Z jakiegoś powodu, którego nie potrafiłem, a nawet za bardzo nie chciałem, ubrać w słowa, pragnąłem jak najszybciej zapomnieć o wczorajszym dniu i skierować myśli na nowe tory. Żeby zrobić coś nowego, zrealizować jakiś świeży pomysł. Albo po prostu skierować uwagę reszty na cokolwiek poza moją osobą. I może dlatego miałem wrażenie, że na wilgotnej ziemi butelka kręci się jakby wolniej i jednocześnie dłużej niż zwykle. "Niech już skończy, starczy!" - myślałem. - "Najlepiej niech zatrzyma się na... Antiochis albo Benvoliu."
   Nic z tego.
   Po jeszcze dwóch leniwych obrotach butelka stanęła, wskazując wylotem gdzieś między Ciris a Hauru. A tam siedziała Kalipso i lekko zdumiona unosiła brwi.
 - A więc coś dla ciebie... - wymruczałem w rozkojarzeniu.
   Aby pokryć zmieszanie udałem zamyślenie. Podniosłem głowę i marszcząc brwi, zacząłem rozglądać się po otoczeniu, niby to szukając inspiracji. Wiatr lekko delikatnie kręcił liśćmi, nie poruszając nawet najmniejszych gałązek. Gdzieś w głębi parku świergotały ptaki, zagłuszając szum przejeżdżających zaraz za płotem samochodów.
   Bardzo mi zależało na tym, żeby zadanie dla Kalipso było neutralne, przezroczyste, nie kojarzyło się z niczym, nie aspirowało do tego, żeby być czymś, czym nie było. Nie byłem pewien czy po tym, co przeżyliśmy razem sformułowanie takiego zadania jest możliwe, ale zawsze mogłem próbować. No, i nie chciałem Kalipso w żaden sposób ranić, mścić się na niej. I chciałem, żeby to wiedziała.
 - Spróbujmy tak. - zacząłem w końcu. - Weźmiesz gitarę i będziesz grać i śpiewać gdzieś, gdzie będzie cię dobrze widać. O, mam: na schodach przy pomniku Mickiewicza.
   Zerknąłem na nią ciekawy jej reakcji.
 - Jak długo? - spytała uśmiechając się.
 - Tak z dwie godzinki. - odparłem odwzajemniając uśmiech.
 - Nie ma sprawy. Super zadanie! Poczekacie pod pomnikiem? Skoczę szybko do domu i zaraz do was dołączę.
   Bez zastanowienia przytaknąłem i zerknąłem na pozostałych. Zbierali się, żeby tam pójść, ale wyglądali dość sennie, jakby zupełnie ich nie ruszało, kto i czego ma się dziś podjąć. W niewielkim stopniu zmieniło się to, gdy wyszliśmy na miasto. Uliczny gwar nieco ich ożywił, ale jakoś nie było po nich widać szczególnej chęci do działania. Nie mogłem jednak narzekać, sam prezentowałem się tego dnia dokładnie tak samo. Wczorajsze przeglądanie zdjęć raczej nie mogło wywołać melancholii u nikogo poza mną i Rafaelą. Zresztą to nie wyglądało jak melancholia. Może to wina upałów? Tak czy inaczej snuliśmy się noga za nogą ulicami, mając nadzieję, że ci, którzy idą przed nami znają drogę.
    Nikt z nikim nie rozmawiał, nie droczył się, nie śmiał się. Aż w pewnym momencie usłyszałem za sobą cichy głos Hauru.
 - No nie daj się prosić...
 - Nie mam czasu... - odpowiedział mu przyciszony głos Ciris.
 - Są wakacje! Na pewno znajdziesz dla mnie chwilkę...
 - Ale...
 - Tak za stare, dobre czasy...
 - Niech ci będzie.
   Wielkim wysiłkiem woli powstrzymywałem się, żeby nie odwrócić do nich głowy. Nie miałem bladego pojęcia, co mogli przez to rozumieć, ale pewnie to i po ich myśli. Zresztą docieraliśmy właśnie do pomnika. Kalipso czekała już na nas, siedząc na wysokim krawężniku.
 - Hej, co z wami? - spytała, gdy się zbliżyliśmy. - Śpicie, czy co?
 - Twoja w tym głowa, żeby nas rozruszać. - odparłem.
 - Albo zupełnie uśpić i zwinąć manatki. - mrugnęła okiem.
 - To też jakaś opcja. Zatrzymamy się gdzieś po drugiej stronie ulicy, okej?
 - Czyli nie będę miała chórków... No trudno.
 - Powodzenia!
   Odeszła w stronę pomnika i powoli wchodziła na stopnie, uważając aby nie uderzyć o nie pudłem gitary.
   Odwróciłem się spokojnie i razem z resztą obsiedliśmy ławkę dokładnie naprzeciwko.
 - Przedstawienie czas zacząć! - rzucił Hauru.
   Pospieszył się z tym trochę, bo ruda najspokojniej w świecie wyjmowała gitarę z pokrowca i sprawdzała, czy jest dobrze nastrojona. Dopiero potem spojrzała w górę, zastanowiła się chwilę i zaczęła grać "All i want" Kodaline.
   Jej podejście do tego zadania z pewnością zasługiwało na miano profesjonalnego. Zupełnie nie przejmowała się obecnością przechodniów, czy to obojętnie ją mijających, czy to przystających i zastanawiających się, czy zbiera pieniądze, a jeśli tak, to czemu nie ma na nie kapelusza czy kubeczka.
   Jej głos był silny i czysty, a palce pewnie uderzały w struny, stopa lekko stukała w marmur. Próżno by było szukać u niej uśmiechu, ale i tak zdawała się być w pogodnym nastroju. Zamknęła oczy i wyciągnęła twarz do słońca.
   W południowym słońcu opadające jej na ramiona gęste loki błyszczały prawie pomarańczowo. Luźne rękawy bluzki zsunęły się jej z przedramion, odsłaniając bladą, gładką skórę. Kalipso nigdy nie lubiła się opalać, uważała to za stratę czasu. Nie mogła też usiedzieć na miejscu. Zawsze musiała wszystkiego spróbować, mieć o tym własne zdanie, a gdy już się czegoś podejmowała, wkładała w to całe serce. Jak teraz, to zupełnie się nie zmieniło. Tak samo jak to, że jest piękną dziewczyną.
   I pewnie wiele innych rzeczy zostało po staremu, tylko wszystko, co mnie z tym wiązało, zniknęło. Nie umiałbym opisać, w jaki sposób. Wszystko między nami było skończone i nawet nie czułem już ani bólu, ani tęsknoty. Nie było też zupełnej pustki, nie była dla mnie obcą osobą, ale nie do wszystkich wspomnień chętnie bym wracał. Czy można by to było określić jako stan wyjściowy? Może. Przynajmniej z mojej strony.
   Kalipso skończyła właśnie grać kolejną piosenkę i zrobiła sobie przerwę, żeby rozmasować opuszki palców. Pewnie przez butelkę długo nie miała gitary w rękach. Widząc, że wciąż jej się przyglądamy, pomachała do nas, a my jej odmachaliśmy - wszyscy z wyjątkiem Rafaeli. Ona tylko prychnęła cicho. Wciąż była niechętna wobec Kalipso i żadne zapewnienia z mojej strony, że nie mam żalu do swojej byłej dziewczyny, nie były w stanie jej przekonać do zmiany nastawienia. Wzruszyłem ramionami i znowu wsłuchałem się w dźwięki gitary. Byłem niemalże pewien, że kiedyś zweryfikuje swoje pretensje. Znałem ją na tyle dobrze, że nie martwiłem się o to. Zawsze kierowała się emocjami, przez co łatwo myliła się w ocenie ludzi i spraw. Wiele razy dyskutowaliśmy na błahe tematy i udawało mi się w końcu wskazać jej błąd w rozumowaniu. Prawdę mówiąc, dzięki tym dyskusjom dogadywaliśmy się naprawdę nieźle. To było coś zupełnie innego niż Benvolio z Romeem. Nie było rywalizacji, złośliwości, mogliśmy liczyć na szczerość i zrozumienie. Aż żałowałem, że nie jest moją rodzoną siostrą. I gdy po umówionym czasie podeszliśmy pod pomnik, by spotkać się ze zmęczoną Kalipso, nie miałem oporów, żeby dołączyć się do szczerych słów zachwytu reszty grupy. Bez wątpienia zasługiwała na nie, a Rafaela na pewno jeszcze się przekona.

47. Rewanż

 Rod
 

 - Cześć! Jak wam poszło z tym rysowaniem? - rzuciłem w kierunku Ciris, gdy na zegarku pokazała się godzina jedenasta. Wciąż czekaliśmy na Rafaelę i Kalipso, ale miały nadejść lada chwila.
 - Bez problemów! - odparł Hauru obejmując dziewczynę ramieniem. - Ciris jest absolutnym mistrzem w swoim fachu!
 - Nie przesadzaj. - zaczerwieniła się.
 - Ale wiecie, że będziecie musieli pokazać ten rysunek? - odezwał się Benvolio, jakby wyczuwając kiepską próbę ominięcia problemu.
 - Pierwsze słyszę! - chłopak udał oburzonego.
 - Już idą dziewczyny, czas na was. - powiedziała Anti, wychylając się w kierunku ścieżki. 
   I rzeczywiście za chwilę przedarły się przez iglaste gałęzie i przywitawszy się, jedna za drugą cicho usiadły na ziemi.
 - Możemy zaczynać. - ogłosił i zwrócił się wyczekująco w stronę Ciris i Hauru.
 - Przepraszam, że sam szkic, ale bałam się, że źle dobiorę kolory... - Ciris zaczęła się pospiesznie tłumaczyć szukając w teczce pracy, po czym wyciągnęła kartkę i podała siedzącej najbliżej niej Antiochis.
   Ta pospiesznie zerknęła na nią i przekazała ją dalej do Benvolia.
   W ten sposób rysunek przeszedł przez wszystkie ręce i dość szybko wrócił do Ciris.
- Nie doceniliście dzieła sztuki... - westchnął Hauru komentując tę sytuację. - A co z kontemplacją?!
 - Może trwałaby dłużej, gdybyśmy nie znali modela. Wtedy można by było przeprowadzić jakąś analizę uczuć, emocji... - zaczęła Kalipso.
 - Ej! Teraz możesz robić analizę porównawczą, skoro znasz oryginał! - zażartował Hauru.
 - Bez sensu. Ciris za dobrze rysuje! - stwierdził Benvolio.
 - Dziękuję. - uśmiechnęła się dziewczyna. - Czyli zadanie zaliczone?
 - Na to wygląda. - przytaknąłem. - Kręć.
   Do tego nie trzeba było jej namawiać, tylko czekała, aż będzie mogła odwrócić od siebie uwagę i skierować ją na nową ofiarę. No i niestety, w tym wypadku na mnie.
 - Słucham cierpliwie.
 - Wolałabym się zrewanżować na Rafaeli... - westchnęła Ciris. - Ale zaraz! Tak! Mam pomysł!
 - Chyba nie jest dobrze... - szepnęła mi na ucho kuzynka.
 - Chciałabym... - mówiła z uśmiechem na ustach. - Abyś zaprowadził nas do siebie do domu, pokazał wasze wspólne zdjęcia z dzieciństwa i opowiedział do nich jakieś historie!
   Zatkało mnie. Chociaż mogłoby się wydawać, że w tej grze już wszystkie granice zostały przekroczone, poczułem, że to zadanie jest wyjątkowo perfidne.
 - A więc tak daleko już zaszliśmy... - westchnąłem.
 - O Boże... - wybuchnął śmiechem Hauru. - Nigdy bym nie pomyślał, że usłyszę od ciebie takie słowa rzucone w naszym kierunku!
 - A oto Hauru i jego skojarzenia... - skomentowała Ciris, ale też zaczęła chichotać.
   Widać mimo treści wczorajszego zadania zaczęli się trochę lepiej dogadywać. Może i mi uda się wyjść bez szwanku...

 
   Wystrój wnętrza mojego domu był mi zawsze obojętny, ale widok naszej wesołej hałastry przetaczającej się hałaśliwie na tle tej geometrycznej harmonii ścian i mebli, jaka tu zawsze panowała, spowodował lekki dyskomfort.
 - Siądźcie gdzieś, a ja przyniosę coś do picia. - rzuciłem, zaprowadziwszy ich do pokoju, odwróciłem się na pięcie i poszedłem do kuchni. Postanowiłem jak najdłużej odwlekać moment upokorzenia, a że przy okazji mogliśmy miło spędzić dzień... Może nie będzie aż taki straszny.
   Niespiesznie zebrałem odpowiednią liczbę kubków, wybrałem sok spośród stojących za lodówką, ustawiłem wszystko na tacy i ostrożnie, spacerowym krokiem ruszyłem do pokoju.
 - Ciekawe, ile to zbierał... - usłyszałem głos Hauru, zanim jeszcze otworzyłem drzwi.
   Kiedy wszedłem do pokoju zastałem całą paczkę zgromadzoną nad pudełkiem z moją kolekcją słomek.
 - O! Rod, już jesteś.... - Hauru podniósł ręce do góry. - Ja im mówiłem, żeby nic nie ruszali....
 - Kłamca! - zakrzyknęły jednocześnie Kalipso i Ciris
 - I kto tu jest bardziej wiarygodny? No nie wiem... - drażniłem się z nim.
 - Spójrz mi w oczy! Toż to ja przenigdy nie kłamię! - zapierał się Hauru
 - Czy te oczy mogą kłamać... - zaintonowała rozbawiona Antiochis.
 - Anti, to nie jest śmieszne! Oni posądzają mnie o zbrodnię!
   Korzystając z okazji, bez protestów z ich strony zabrałem pudełko, a na jego miejsce położyłem przyniesioną tacę.
 - Czegoś jeszcze sobie życzycie? - zapytałem kurtuazyjnie.
 - Śniadania do łóżka jutro między godziną 10:00 a 10:15. Najlepiej jajka sadzone, mocno wysmażone. Dziękuję. - odparł Hauru.
 - Tylko się nie zdziw. - zaśmiałem się, ale rozumiejąc, że więcej czasu nie ugram, kucnąłem przy komodzie i uchyliłem jej drzwiczki. Chciałem, żeby wyglądało to, jakbym szukał albumu, ale tak naprawdę zastanawiałem się, który wybrać. Najlepszy byłby ten, w którym jest mnie najmniej... Wziąłem drugi od lewej, z okładką imitującą art deco.
   Usiadłem na łóżku i już lekko zdenerwowany, a nawet poirytowany, otworzyłem go na pierwszej stronie. Zanim jeszcze zorientowałem się, co właściwie jest na zdjęciu, usłyszałem pierwsze dźwięki wydawane przez przyjaciół, którzy błyskawicznie obsiedli łóżko i właśnie patrzyli mi przez ramię.
 - Ej! Co to miało być? - żądałem wyjaśnień, odwracając się do nich. Nie wiedziałem, czy to co usłyszałem, to objaw zachwytu, zniesmaczenia, zdziwienia czy jeszcze czegoś innego.
   Nikt nic nie odpowiedział, ale nawet nie było to konieczne, gdy zerknąłem na zdjęcie: przedstawiało mnie, gdy miałem jakieś 6 lat. Byłem ubrany w czerwoną koszulkę polo i sztruksowe spodnie trzymające się na mnie tylko dzięki szerokim szelkom. Szeroki uśmiech prawdopodobnie był spowodowany znalezieniem wielkiego karaczana, którego trzymałem na wyciągniętej do aparatu ręce.
 - A. Rozumiem. Przejdźmy dalej. - zasugerowałem i przewróciłem stronę.
 - O nie... - jęknęła Rafaela.
   Tym razem dostało się jej. Na kolejnej fotografii siedmio- czy ośmioletnia Rafaela stała nad przewróconą na podłogę choinką z kablem od lampek w garści i pomarańczowym łańcuchu we włosach.
 - To wydaje się świetnym materiałem na historię z dzieciństwa. - zasugerowała Ciris.
 - To wszystko jego wina! - wykrzyknęła moja kuzynka.
 - Ja tylko proponowałem! - zaprotestowałem, przypominając sobie całą sytuację.
 - A kto mi groził, ze jak tego nie zrobię, to wrzuci mi pająka do pokoju?!
 - Oj, to był tylko żart!
 - A skąd mogłam o tym wiedzieć?
 - Ej, ej... spokojnie... o co chodzi? - wtrąciła się Anti
 - Założyliśmy się wtedy, że jeszcze przed pierwszą gwiazdką Rafaea ściągnie z choinki wszystkie lampki. - wyjaśniłem. - Prawie jej się udało!
   Wszyscy wybuchnęli śmiechem.
 - A to z jakiej okazji? - zapytał Benvolio, wskazując na zdjęcie obok. Ubrany na galowo, siedziałem na nim w ławce obok jakiejś dziewczyny i starałem się uśmiechnąć do obiektywu.
 - Rozpoczęcie roku szkolnego w pierwszej klasie. Tyle stresu...
 - ...bo rodzice przyłapali cię z dziewczyną? - wtrącił Hauru.
 - Sami mnie tam usadzili! Do pewnego momentu w ogóle się nie interesowałem dziewczynami.
 - Nie interesował się dziewczynami, a w jego albumie z dzieciństwa tylko on i dziewczyny... - mruknął Benvolio.
 - Do bitki i do wypitki. - zaśmiałem się.
 - A kolejne... - Benvolio próbował przerzucić stronę, ale pacnąłem go po rękach.
 - Spokojnie, dojdziemy do tego...

   Następne zdjęcia spotykały się z podobną reakcją i moją, i reszty, a nie przedstawiały już niczego, co mogłoby mnie jakoś szczególnie pognębić. Widać strach ma wielkie oczy. Miałem tylko cichą nadzieję, że przyjaciele niczego konkretnego nie zapamiętają i nie będą się do tego potem odnosić. W końcu to było już tak dawno...

poniedziałek, 7 lipca 2014

46. Jakaś paranoja

 Rafaela


   Było niedzielne popołudnie.
   Ponieważ tego dnia nie spotykaliśmy się na grze w butelkę, Benvolio zaproponował mi wspólne oglądanie filmu. Znał ich całkiem sporo, a jako że uwielbiam dyskusje na temat kinematografii, chętnie się zgodziłam. Tym bardziej, że Rod jechał dziś ze swoimi rodzicami po nowe biurko, więc i tak byśmy się nie spotkali. 
   Komedia właśnie dobiegła końca i odruchowo zaczęłam rozważać, jaką ocenę wystawić jej na Filmwebie. 
 - Co za idiota! - wykrzyknął Benvolio znienacka. 
   W jego głosie pobrzmiewał zawód. 
 - No... - przytaknęłam. - Jak można wybrać Cameron Diaz grającą głupią, rozwrzeszczaną blondynkę, zamiast roześmianej Julii Roberts?! 
 - Co on w niej w ogóle widział?
 - Nie mam pojęcia! Nawet ich związek był bez sensu - ledwo się poznali, a już ślub. Mulroney musiał być mocno pijany, żeby poprosić ją o rękę... 
 - To chyba jedyna możliwość. Pijany zawsze widzi świat inaczej... 
 - Mówisz z własnego doświadczenia? - uśmiechnęłam się kpiąco. 
 - Jeśli tak można określić obserwowanie pijanych kolegów... - zaśmiał się, a ja mu zawtórowałam.
 - Jak można się w kimś zakochać od pierwszego wejrzenia? Zupełnie się nie znając... Nic o sobie nie wiedząc... Jak można chcieć związać się z obcą osobą? - spytałam po chwili ciszy.  
 - A czemu nie? - chłopak zaczął polemizować. - W końcu nie da się "zupełnie" poznać człowieka, poznajemy się całe życie. Gdzie byłaby granica, za którą ktoś nie jest już obcy?
 - Nie mam pojęcia, gdzie byłaby granica, ale nie wmówisz mi, że da się zakochać w jeden dzień! 
 - Myślę, że trochę na tym polega zakochanie, że kogoś nie znamy za dobrze, ale i tak coś nas do niego ciągnie. 
 - Wydaje mi się, że najpierw powinna pojawić się przyjaźń, a dopiero potem miłość. A na przyjaźń potrzeba czasu.
 - Ale przyznasz, że przyjaźń to jednak coś innego niż miłość. - obstawał przy swoim. - W końcu nawet w tym filmie to widać.
 - Ze strony faceta tak, ale dla Julii przyjaciel jest też ukochanym. Więc różnica między tymi uczuciami chyba nie może być aż tak duża.
 - A jednak dla większości ludzi to jest rozróżnia! Może tylko jej się wydawało, że to przyjaźń, a potem zdała sobie sprawę, że to co innego?
 - Czym więc, według ciebie, przyjaźń damsko-męska różni się od miłości?
   Z zapałem zaczął wymieniać:
 - Przede wszystkim chemią. Przyjaciele znają wszystkie swoje słabości, tajemnice, przewidują swoje reakcje, zakochani, mimo bliskości, mogą mieć przed sobą tajemnice, ciągle się poznają i na nowo odkrywają. Rutyna i czas wzmacniają przyjaźń, a związek rozkładają, zabijają uczucie. Poza tym, czy przyjaciele zachowują się tak wobec siebie jak para? Czy obejmują się cały czas jak dawniej Rod i Kalipso? Czy szepczą coś sobie cały czas, muskając się ustami, jak wieki temu Ciris i Hauru? Czy patrzą sobie w oczy jak ja patrzę teraz?...
   Pod koniec głos mu zadrżał, jakby zabrakło mu powietrza.
 - Pójdę po coś do picia. - szepnął i szybko wyszedł z pokoju.
   Chwilę trwało, zanim dotarł do mnie sens jego słów. Natychmiast potrząsnęłam głową w geście samo-zaprzeczenia. Musiałam się przesłyszeć... Zakręciło mi się w głowie i zapragnęłam jak najszybciej wydostać się z tego pomieszczenia.
   Nie było mi to jednak dane ponieważ w progu pojawił się Benvolio, niosąc w rękach szklanki soku pomarańczowego. Był cały czerwony na twarzy, a wzrok wbijał w podłogę, jakby obawiał się, że się pośliźnie.
 - Chciałabyś obejrzeć jeszcze jakiś film? - zapytał cicho, podając mi napój.
 - Nie, chyba mi wystarczy na dziś... - odparłam, a kiedy brałam od niego szklankę, koniuszki naszych palców się zetknęły.
   Benvolio odskoczył jak poparzony, uderzając ręką w kant stojącego przy kanapie stolika, po czym jeszcze bardziej się zaczerwienił i pochylił.
 - Nic ci nie jest? - spytałam zakłopotana.
 - Nie, wydawało mi się, że widziałem tu komara...



Kalipso


   Żałowałam, że dzisiejsza gra została odwołana. Mimo, że śród przyjaciół nie czułam się już tak pewnie jak kiedyś, nadal ich towarzystwo było lepsze od pustych ścian domu, albo obecność ojca w pokoju obok...
   Był tez jeszcze jeden powód, dla którego z taką chęcią chodziłam na te spotkania - Hauru.
   Coraz częściej przyłapywałam się na wodzeniu za nim wzrokiem. Potrafiłam całymi dniami obserwować, jak przeczesuje palcami ciemne włosy, między którymi już od jakiegoś czasu pojawiały się blond odrosty, jak żartuje sobie z innymi i śmieje się ze swoich własnych żartów, nawet jeśli innym wydają się nie na miejscu, jak gwiżdże pod nosem wpatrując się w chmury, jak... stop! 
   Chyba nadszedł czas, abym szczerze przyznała sama przed sobą, że ten irytujący bałwan naprawdę mi się podobał...
   Nic to jednak nie zmieniało. Hauru nie patrzył już na mnie jak dawniej. Tak, jak przypuszczałam od samego początku, byłam dla niego tylko zabawką. Znalazł sobie cel i robił wszystko, aby go zdobyć. Nie udało mu się, więc odpuścił zapewne aby znaleźć sobie kolejny... Cały on! Czy z Ciris było inaczej?! Hauru się nią znudził, rzucił i przestał zwracać na nią uwagę. To samo spotkało mnie... Chłopak jedynie co jakiś czas rzucał mi zaniepokojone, albo smutne spojrzenie. Sama nie wiem, co chciał tym osiągnąć...
   To, co mogło być między nami, nigdy się już nie zdarzy. I może tak powinno być... Skoro dla niego to jest tylko rozrywka, to powinnam się cieszyć, że nie dałam mu szans na złamanie mojego serca... A jednak wcale nie było mi do śmiechu. Wręcz żałowałam. Żałowałam, że nie spróbowaliśmy... Może gdybym wtedy zaryzykowała, nie miałabym poczucia, że omija mnie coś bardzo ważnego...

środa, 2 lipca 2014

45. Czemu nie Dawid?! :D

Hauru


 - Ciris! - zaśmiałem się widząc ogromne zdziwienie na twarzy przyjaciółki.
 - Ale jak to...? - wyjąkała niezadowolona nadal wpatrując się we wskazującą na nią butelkę.
 - Dawno już nie wykonywałaś zadania. Nie masz co narzekać. - uśmiechnęła się do niej Kalipso.
 - Hmm... Tym bardziej, że nie mam pojęcia, jakie wyzwanie mogłoby sprawić ci kłopot... - zamyśliła się Rafaela.
 - Nie martw się, pomożemy. - odezwał się Rod nadzwyczaj życzliwie.
 - Ja bym proponował... - zacząłem, ale nie udało mi się dokończyć zdania, bo Ciris uciszyła mnie groźnym spojrzeniem.
 - Ty już lepiej nic nie mów! Nadal bardzo źle wspominam tę siłownię!
 - Tak... może czas na coś mniej wymagającego. - poparła przyjaciółkę Antiochis.
 - Cisis ślicznie rysuje. Jest ze mną w klasie humanistyczno-plastycznej. - zwróciła się do Rafaeli ruda. - Może to ci pomoże w wymyśleniu zadania.
   Dziewczyna przez chwilę siedziała w ciszy marszcząc brwi przetrawiając usłyszaną informację, po czym oświadczyła:
 - Chyba wymyśliłam. Umiesz malować z natury?
 - Tak lubię najbardziej. - odpowiedziała ucieszona Ciris.
 - W takim razie poproszę o namalowanie aktu.
 - Chyba nie mówisz poważnie?! - zakrzyknęła nasza przyjaciółka, a uśmiech zniknął z jej twarzy równie szybko, co się wcześniej pojawił.
   Anti siedząca tuż obok niej zastygła w miejscu w kompletnym szoku. U Kalipso natomiast zagościł półuśmieszek, jakby bardzo spodobał jej się ten pomysł. Pewnie żałowała, że sama na to nie wpadła.
 - Nie uda mi się. - powiedziała stanowczo Ciris odzyskując równowagę. - Niby skąd mam wziąć modela czy modelkę?!
 - No właśnie. Przecież to niewykonalne! - natychmiast zaoponował Benvolio.
 - Można by rozwiesić ogłoszenia i zrobić casting... - podsunąłem. - Chętnie zasiądę w jury!
 - Hauru... Nikt się na to nie zgłosi... - załamała ręce Anti.
 - W takim razie widzę jedno wyjście. - odezwał się Rod, po którym już było widać, że planuje coś... co nie każdemu się spodoba. - Modelem zostanie sam Hauru. Skoro już się wyrwał z inicjatywą... Zresztą byliście kiedyś razem, jeśli się nie mylę?
   Spojrzenia moje i Ciris się spotkały, a dziewczyna natychmiast oblała się rumieńcem.
 - To nie ma nic do rzeczy... - wyszeptała.
 - To wręcz niehumanitarne. - odezwała się cicho Antiochis i dyskretnie opuściła krąg.
 - Rod, nie uważasz, że ciekawiej by się oglądało dziewczynę? - spytałem.
 - Nam tak, ale jesteśmy w mniejszości, nie przeforsujesz tego.
 - A może bym wam przerysowała Dawida Michała Anioła? - zaproponowała Ciris.
 - Zadania nie zmienię. - postanowiła Rafaela.
 - Jesteś pewna, że tego chcesz? - zapytał ją zmartwiony Benvolio.
 - Co w tym złego? - odpowiedziała mu pytaniem.
 - Stawiasz ich w niezręcznej sytuacji! Bardzo niezręcznej!
 - Czy nie o to wam chodzi w tej grze?
 - Ale... To nie jest jednorazowy wygłup przed obcymi ludźmi.
 - Chyba dobrze, że nie angażuję w to obcych ludzi, prawda? Nie każę tego wywieszać na mieście ani rozsyłać w internecie. Dramatyzujesz, Benvolio.
 - Ej, dobra... - przerwałem im. - Nie kłóćcie się już o to. Mi w sumie to nie przeszkadza, do póki zostaje między nami.
 - Widzisz? Problem rozwiązał się sam. - szepnął Rod, nie zauważyłem do kogo.
 - Ale jeśli mam to zrobić... - odezwała się Ciris - to żadnego z was nie chcę widzieć podczas pracy. Idźcie do domu, jutro na spotkanie przyniosę rysunek.
 - Ja jutro nie będę mógł przyjść. - odezwał się Rod. - Starzy chcą gdzieś jechać...
 - Może zrobimy dzień przerwy? - zaproponowała Rafaela.
 - Niech będzie... - westchnęła Kalipso.



   Pokój Ciris niewiele zmienił się od mojej ostatniej wizyty... która miała miejsce, kiedy jeszcze byliśmy parą (może Anti miała rację, że trochę źle się zachowywałem wobec jej przyjaciółki...?). Ściany i meble miały biały kolor, jednak w żadnym razie nie czuło się tu jak w jakimś szpitalu, a to za sprawą licznych zdjęć zajmujących całą ścianę pokoju dziewczyny. Na półkach stały książki (głównie o historii sztuki i fantastyka) oraz całe sterty farb, bloków rysunkowych, flamastrów, kredek, pasteli i innego rodzaju przyborów, które nawet nie wiedziałem, jak się nazywały.
   Ciris podeszła do biurka pod oknem, na którym było porozrzucane parę ołówków, zdjęć, kopert i zeszytów, jednak bez wątpienia panował tu większy porządek niż u Kalipso. Dziewczyna schyliła się i zaraz trzymała w ręku sztalugi, szkicownik i ołówek.
 - No to... - wyjąkała. - Chcesz się najpierw czegoś napić? Albo...
   Była urocza z tą swoją nieśmiałością. Uśmiechnąłem się do niej odgarniając jej kosmyk miodowych włosów za ucho.
 - Hej, spokojnie. To tylko rysunek, a nie pierwszy raz. - powiedziałem łagodnie.
   Jeszcze bardziej się zaczerwieniła nie wiedząc, gdzie podziać wzrok.
 - Wiem, ale... - ucięła.
 - Powiedz mi, jak mam się ustawić. - odezwałem się po chwili ciszy.
 - Myślisz, że się wkurzą jeśli narysowałabym cię siedzącego w takiej pozycji, że wiesz... nie byłoby nic widać...
 - Ryzykujemy zadanie karne?
 - Mogę narysować dwa obrazki i najpierw pokażemy im ten pierwszy, a jeśli wymyślą jakąś straszną karę, to wyjmiemy ten drugi...
 - Jesteś geniuszem! - uśmiechnąłem się do niej, a i ona w końcu spojrzała mi prosto w oczy.
 - To... Na pewno nie chcesz się najpierw czegoś napić? Nie wiem, ile mi to zajmie.
 - Nie dzięki. - odpowiedziałem. - Ale mogłabyś puścić jakąś muzykę... o ile to nie przeszkodzi ci w pracy.
   Odwróciła się w stronę radia, a ja tymczasem ściągnąłem z siebie koszulkę, jeansy i bokserki. Tak przygotowany usiadłem w fotelu z nogą założoną na nogę i rękami skrzyżowanymi za głową przypatrując się krzątającej się Ciris.
   Od powrotu z Francji zmieniło się w niej coś więcej niż tylko opalenizna. Wydawała się pewniejsza siebie, choć miło było się przekonać, że jednak nadal pozostało w niej coś z tej niewinnej dziewczynki. Nadawało jej to specyficznego wdzięku.
   Pokój wypełniła muzyka. Naturalnie instrumentalna. Ciris nie lubiła natłoku wyrazów w piosenkach, uważała, że czysta melodia ma w sobie ukryte emocje, których nie da się wyrazić jakimkolwiek słowami - niezupełnie się z nią zgadzałem w tej kwestii.
   Kiedy odwróciła się w moim kierunku, natychmiast zakryła oczy rękami.
 - Nie przesadzaj! Ostatnio przypakowałem! - powiedziałem z udawanym oburzeniem.
   Dziewczyna powoli odsunęła dłonie i otworzyła oczy.
 - To się nie dzieje naprawdę...
 - A jednak! - zaśmiałem się.
   Ciris podeszła do sztalug zmieniając ich kąt ustawienia. Grzebała przy nich trochę za długo, jak na mój gust.
 - Co wyście robili w tej Francji, skoro masz problemy z takim zadaniem? - zapytałem szczerze zdziwiony.
 - Malowaliśmy martwą naturę!
 - Żadnych przystojnych Francuzów na zajęciach? Albo pięknych Francuzek?
 - Nie. To był kurs dla młodzieży. Może na tym dla dorosłych fundowano takie atrakcje. - dziewczyna wyprostowała się.
 - Szkoda... - westchnąłem.
   Ciris w końcu zabrała się za rysowanie, a ja poczułem, że zrobiłem błąd siadając akurat w ten sposób. Krew zaczęła mi odpływać z rąk... ale było już za późno, żeby ustawić się inaczej. Musiałem wiec szybko zająć czymś myśli, żeby zapomnieć o niewygodzie.
   Spojrzałem na ścianę ze zdjęciami. Sporo z nich przedstawiało naszą paczkę, ale im bliżej podłogi, tym więcej było w nich samej Kalipso. Przypomniałem sobie, że przecież dawno temu, na samym początku, razem z Ciris były nierozłączne.
   Poczułem ukłucie w sercu na to wspomnienie. Tyle się od tamtego czasu zmieniło... Jednak nie to bolało mnie najbardziej, lecz to, co czas zrobił z naszą rudą przyjaciółką.
   Kiedyś tak niesamowicie charyzmatyczna, kreatywna, szalona... Nie dało się z nią dyskutować, była niereformowalna i potwornie irytująca, a przez to tak pociągająca... Teraz zachowywała się, jakby nie była sobą, a jednocześnie nawet nie chciała przyjąć naszej pomocy. Może i uśmiechała się na spotkaniach, ale... Wiedziałem, że coś nadal ją gryzie. Wkurzała mnie tym swoim zamknięciem w sobie! Rozumiem, wybrała Roda, a on ją zostawił. Może głupio jej było teraz się do mnie odezwać? Ale proponowałem jej przyjaźń! Jak to jej też nie pasuje, to trudno! Ja nie będę się już starał. Też mam swoje potrzeby, które zaniedbałem specjalnie dla niej...
   Zdenerwowany oderwałem wzrok od fotografii w poszukiwaniu nowego punktu, na którym mógłbym zatrzymać wzrok, napotkałem na spojrzenie Ciris. Szybko schowała twarz za sztalugami, jednak ten ułamek sekundy sprowadził moje myśli w innym kierunku.
   Czy ona była taka zawstydzona dlatego, że zachowałaby się tak przy każdym, czy może istniał jeszcze jakiś inny powód? Anti wspominała mi w tajemnicy, że Ciris nadal na mnie zależało. Jej zachowanie też na to wskazywało. Niepewne uśmiechy, jakie mi posyłała podczas spotkań, to jak się martwiła o to, jak wyjdę na obrazie, i że chciała abyśmy zostali sami...
 - Chyba skończyłam. - wyrwała mnie z zamyślenia Ciris. - Chcesz podejść zoba... albo może ja podejdę.
   Podała mi kartkę w zdrętwiałe dłonie.
 - Nie wmówisz mi, że nigdy wcześniej nie rysowałaś aktów, bo to jest genialne... - powiedziałem pełen podziwu.
 - Noga mi trochę krzywo wyszła.
 - Nie marnuj talentu dla architektury, dziewczyno!
   Nie odpowiedziała mi, tylko podeszła z powrotem do sztalug.
 - Mam robić następny? - spytała niepewnie.
 - Wiesz co... Może wsadź im tego Dawida i dorysuj moją twarz z tego pierwszego obrazka. I tak się nie poznają, a widzę, że ci niezręcznie.
 - Dziękuję, Hauru. - odpowiedziała z wyraźną ulgą odwracając się, abym mógł się ubrać, co też natychmiast uczyniłem. Podszedłem do niej od tyłu, obróciła się w moją stronę.
 - Nie było tak źle, co? - pogładziłem ją po policzku żeby sprawdzić, czy odtrąci moją rękę.
   Nie zrobiła tego.
 - Oby w poniedziałek też poszło nam tak dobrze, kiedy reszta to zobaczy...

wtorek, 24 czerwca 2014

44. Zaplątane jak Spaghetti...

Benvolio


   Zgodnie z zasadą, że nie można mieć cały czas tylko szczęścia, nieśmiało spodziewałem się, że kolejny dzień nie będzie należał do najlepszych - moglibyśmy się posprzeczać o jakąś głupotę, zadanie mogłoby nie wyjść albo przynajmniej mógłby zacząć padać deszcz. Ku mojemu zdziwieniu okazało się jednak, że nastroje wcale się nie popsuły i najprawdopodobniej, jakie by nie było następne zadanie, i tak będziemy bawić się w najlepsze.
   Oczywiście nie muszę chyba dodawać, że przyszedłem jako ostatni i że reszta czekała już tylko na mnie. Jedyne co w tym wszystkim zwróciło moją uwagę to to, że nikt się tym nie przejmował - nawet Rod przywitał się ze mną z pogodną miną i jak gdyby nigdy nic wrócił do rozmowy z Rafaelą.
 - Umówcie się, kto kręci, bo razem pewnie będziecie mieć problem. - zaleciła na początek Anti, gdy tylko Kalipso sprawnym ruchem wyjęła butelkę.
 - Paniom się ustępuje. - zażartował Hauru podając mi przezroczysty przedmiot. 
 - Jak ma być szarmancko, to może jeszcze pani płaszcz pod nogi położyć? Chyba mam tylko bluzę, ale od biedy się nada, nie?
 - Niezupełnie o to mi chodziło, ale jeśli dojdziecie do kompromisu, to może być. - uśmiechnęła się pobłażliwie Anti.
 - To może jednak spróbujemy zakręcić razem? - zaproponowałem.
 - Już daj spokój i kręć. - zaśmiał się Hauru.
   Posłusznie zastosowałem się do polecenia i już chwilę później usłyszeliśmy jęk Rafaeli.
 - Ty to robisz specjalnie, co? Znowu trafiłeś na mnie!
 - Nawet jeśli, to co? - rzuciłem bez namysłu.
 - To przynajmniej mógłbyś wymyślić przyjemne zadanie.
 - Nie zapominajcie o mnie, gołąbeczki! - wciął się Hauru. - Ja też mam tu coś do powiedzenia w tej kwestii!
 - Nie ma obaw, co dwie głowy to nie jedna. - zapewniłem.
 - Chodź, naradzimy się... - zwrócił się do mnie konspiracyjnym szeptem chłopak i zaciągnął w krzaki.
 - Masz jakiś pomysł?
 - Ja miałbym nie mieć?! - zaśmiał się po czym spoważniał i powiedział: - E... nie.
 - Ha!
   Nawet Hauru nie daje rady cały czas trzymać fasonu - wydało mi się to niezwykle pocieszające. Mimo to musieliśmy coś wymyślić. Rozejrzałem się dookoła.
 - Nie wiem jak ty, ale ja mam ochotę pobiegać po mieście. Może każmy jej zaczepiać przechodniów czy coś w tym stylu?
 - Albo chodzić po ulicy i żebrać o cukierki. - przedrzeźniał mnie Hauru, po czym na chwilę zamarł.
 - Mam pomysł! - klasnął w dłonie. - Każmy jej chodzić w przebraniu na Halloween i zbierać słodycze w ciągu dnia!
 - Myślisz, że się zgodzi? - zapytałem, bezskutecznie próbując wyobrazić sobie Rafaelę w takich okolicznościach.
 - A może się nie zgodzić? - odpowiedział pytaniem Hauru.
 - Może postawić weto. Albo próbować negocjować, ale efekt tego zależy już od nas.
 - Veto zniesiono w 1791. Będzie fajnie!
 - Dobra, lećmy z tym. - machnąłem ręką.
   Wyszliśmy do reszty pewnym krokiem niczym Morfeusz i Neo na początku II części Matrixa i zanim Rod zdążył wygłosić jakąś złośliwą uwagę (a ewidentnie miał zamiar), przedstawiliśmy im plan. Jak można było się spodziewać, główna zainteresowana nie była zachwycona.
 - Dobra, czyi to był pomysł?! Już wolałabym sprzedawać ciasteczka czy robić za świadka Jehowy!
 - Serio? To może jednak to ze świadkami Jehowy? - zwróciłem się do Hauru z "przebiegłym" uśmiechem.
 - Mmm... Nie! Lekka zmiana: świadek Latającego Potwora Spaghetti!
 - Świetnie! Podoba się? - zapytałem Rafaeli.
 - Super... - mruknęła. - Nieźle mnie urządziliście...
 - Oooj, przecież tak ci chcieliśmy dogodzić...
 - Chyba mamy odmienną definicję słowa "dogodzić".
 - Język zawsze był źródłem nieporozumień...
 - Znów czuję się jak między tymi szalonymi humanami z mojej klasy. Skończcie! - przerwał nam Hauru.
 - Dokładnie... - poparła go Kalipso. - Wystarczy, że cały kolejny rok spędzimy na kuciu do ustnej matury z polskiego. Chodźmy już stąd.
 - Popieram. - odezwała się Anti. - I niech chłopaki idą pierwsi wskazać miejsce.
 - Nie trzeba, w tej kwestii Rafaela ma pełną dowolność... - zapewniłem.
   Antiochis wzruszyła tylko ramionami i wyszliśmy z parku.
   Na zewnątrz zatrzymaliśmy się na chwilę, czekając aż Rafaela wybierze, w którym kierunku pójdziemy.
 - Rozumiem, że jesteście moją świtą pastafarian? - spytała.
 - Eee...
 - Chyba rozsądnie będzie chodzić po tych mieszkaniach we dwie czy trzy osoby... - wytłumaczyła.
 - Racja. To proponuję pomysłodawców na początek. - odezwał się Rod.
 - Juhuhu! - zawołał Hauru. - Zawsze o tym marzyłem!
   Ani się obejrzeliśmy, jak Rod, Anti i Ciris zniknęli nam z pola widzenia, a Rafaela ciągnęła nas w stronę najbliższych szeregowców.



   W dźwięku dzwonka do drzwi było coś nieodwołalnego. Już nie mogliśmy się cofnąć. Staliśmy we trójkę, cali spięci, czekając aż pierwsza ofiara naszego własnego zadania otworzy nam drzwi (albo aż stwierdzimy, że nikogo nie ma w domu - jak cudnie by było!). Zacząłem żałować, że nie wymyśliliśmy czegoś w stylu sprzedawania lemoniady na osiedlu albo nawet drażnienia się ze zwierzętami w zoo.
   Ku naszemu rozczarowaniu zamek jednak zgrzytnął i otworzyła nam krótko obcięta pani po czterdziestce. Było to tak nieoczekiwane (wszystko przez ten stres!), że z początku nikt z nas nie mógł z siebie wydusić nawet słowa. Patrzyliśmy tylko na panią za progiem, a ona patrzyła na nas, unosząc coraz wyżej brwi. W końcu Hauru przełamał się:
 - Czy chciałaby pani porozmawiać o bogu?
 - Bo może pani jeszcze nie słyszała o nas, jesteśmy ze Stowarzyszenia Transcendencja. - wykrztusiłem, uświadamiając sobie, że żadne z nas w ogóle się nie przywitało. - Niedawno otworzyliśmy nową siedzibę w okolicy i chcielibyśmy poznać sąsiadów i zaprosić do wspólnej rozmowy. Może miałaby pani chwilkę...
   Już w połowie swojej mowy widziałem, że nie polepszyłem sytuacji. Brwi naszej rozmówczyni tym razem ściągnęły się i za moment zniknęły za dębowymi drzwiami. Nawet nie próbowaliśmy ich blokować stopą - dużo większą mieliśmy ochotę westchnąć z ulgą.
 - Sorry... - odezwała się Rafaela. - Trochę spanikowałam i się nawet nie odezwałam... Nie mówcie reszcie!
 - Spoko, pierwsze koty za płoty. - uśmiechnąłem się do niej.
   Była cała czerwona na twarzy i zdecydowanie nie wyglądała, jakby chciała próbować tego wyczynu jeszcze raz.
 - Kolejne drzwi? - spytał Hauru i natychmiast zadzwonił, zanim zdążyliśmy zaprotestować.
 - A co ze zmianą warty? - szepnąłem, ale nie miałem okazji usłyszeć odpowiedzi: sąsiad krótkowłosej pani był od niej dużo szybszy.
 - D-dzieńdobry. - zająkała się Rafaela. - Czy ma pan chwilkę?
   Mężczyzna podejrzliwie zerkający na nas zza lekko otwartych drzwi zdawał się nie być pewnym odpowiedzi.
 - A do czego wam to potrzebne? - zapytał głośno.
 - To jest panu potrzebne! - powiedział z przekonaniem Hauru. - Chcielibyśmy poruszyć temat wiary!
 - Wiary?! - wykrzyknął, otwierając drzwi nieco szerzej, jednak bynajmniej nie z zamiarem wpuszczenia nas do środka. - Znowu ci jehowi?! Czy wy już naprawdę nie macie co w życiu robić? Tylko spokojnym ludziom w głowach mieszać?
 - Jesteśmy wyznawcami Latającego Potwora Spaghetti. - odezwała się Rafaela.
 - Co?! Powariowali?! - wrzasnął facet, po czym z impetem zatrzasnął nam drzwi przed nosami.
 - Tym razem było prawie śmiesznie. - zwróciłem uwagę, mimo wszystko wciąż zestresowany.
 - Ta... - westchnęła dziewczyna.
 - No. Miło było... - powiedział Hauru. - Ale chyba pozwolę komuś innemu nacieszyć się tym wspaniałym przeżyciem.
   Odczytałem to jako zarządzenie odwrotu i bez zbędnych ceregieli odeszliśmy spod szeregowca, rozglądając się za resztą.
 - Tutaj! - pomachała do nas Kalipso spod pobliskiego trzepaka
   Podbiegliśmy do niej, a w kierunku, z którego przyszliśmy, ruszyli Ciris i Rod, najwyraźniej wybrani wcześniej.
 - I jak jej idzie? - spytała Kalipso.
 - Całkiem nieźle jak na pierwszy raz. - odpowiedział natychmiast Hauru.
 - A reakcje ludzi?
 - Hmm... raczej do przewidzenia. Trzaskanie drzwiami i wyzywanie od Jehowów. Zupełnie inaczej by pewnie gadali, gdyby zakonnica przyszła.
 - Mhmm.. - dziewczyna nagle straciła cały entuzjazm. - Pewnie tak...
 - Cholera. - Hauru zaklną i też zmarkotniał. - Przepraszam, Kalipso. Wiesz, że nie chciałem...
   Antiochis zauważyła tę nagłą zmianę i jak to ona, chciała taktownie usunąć się, mimo że to nie ona ją wywołała. Hauru na pewno by tak nie zrobił - w jego stylu było raczej dążenie by wszystko odkręcić. Zdecydowanie wolałem tę pierwszą strategię, dlatego cicho odszedłem trochę na bok, za róg bloku, tak by nie przeszkadzać Hauru i Kalipso w rozmowie. Tym sposobem wyszło na to, że kolejny kwadrans miałem spędzić stojąc naprzeciwko Anti i gapić się w przestrzeń.
   To nie było nic niekomfortowego, ale jakoś nigdy w takich sytuacjach nie umieliśmy zabawiać siebie nawzajem rozmową - przecież zawsze kiedy było coś do obgadania po prostu się spotykaliśmy... Standardowo więc znalazłem sobie w miarę wygodne miejsce na ziemi, usiadłem i zacząłem się bawić ździebełkami trawy.
   Nie trwało jednak długo, zanim zorientowałem się, że Antiochis ma mi coś do powiedzenia. Tylko nie wiedziała, jak zacząć.
 - Coś się stało? - zapytałem, starając się utrzymać bezbarwny ton głosu.
 - Nie, skąd! - odparła troszkę zaskoczona, ale mimo tej negatywnej odpowiedzi, kucnęła naprzeciwko mnie.
   Zapadła cisza - nie ta niezręczna, gdy gadka-szmatka z kimś nowo poznanym nie wychodzi, tylko taka zapowiadająca ciąg dalszy. I nie trzeba było czekać na niego długo.
 - Mam nadzieję, że nie byłeś wczoraj zawiedziony tym, że w końcu nie zbudowaliście żadnego domku na drzewie.
 - A gdzie tam! - próbowałem się roześmiać. - Nie potrafiliśmy nawet zebrać narzędzi, a co dopiero zbudować takie cudo.
 - Czyli nie podobało ci się to zadanie?
 - No wiesz, taka gra, że mają się nie podobać tym, co je wykonują. Ale to, że nie było zadania zastępczego - to już powód do zadowolenia.
 - A stres? - zapytała tonem telewizyjnego eksperta.
 - Chyba lepszy niż wasza nuda. Chociaż nie sprawialiście wrażenia specjalnie znudzonych z tego co widziałem... prawda?
 - Czy ja wiem... Ja to nie za dużo miałam do roboty. Ale reszta...
   Odrobinę zaskoczyło mnie to stwierdzenie.
 - Wydawało mi się, że świetnie się bawiliście.
 - Może co najwyżej Rafaela i Rod.
 - Czemu akurat oni?
 - No, chyba widziałeś, jak się zachowywali.
 - Tak, to wiem. - przerwałem jej. - Ale... nie o to mi chodziło. Raczej...
 - Czemu właśnie tak się zachowywali? Nie wiem. Chciałam spytać, co ty o tym sądzisz.
 - No to już chyba widzisz, że nie mam pojęcia. - odparłem po chwili ciszy. 
   To rzeczywiście była ciekawa sprawa. I dziwnie irytująca.
 - Hej, Anti! - usłyszeliśmy głos Hauru. - Chodź, bo przegapisz okazję życia aby głosić słowo spaghetti!
 - Udało wam się kogoś zagadać? - dziewczyna zupełnie zmieniła ton.
 - No powiedzmy... - odparła Ciris. - Taka rada na przyszłość: jak na drzwiach jest wypisane "K + M + B" to nie dzwońcie.
 - Przepędzili was?
 - Powiedzieli, że będą się modlić za nasze zagubione dusze...
 - Może nie rozpoznałaś ironii. - skomentowałem pozostając wciąż w niezbyt radosnym nastroju.
   Chyba jednak nie przemyślałem dobrze tego, co powiedziałem (a raczej na pewno nie przemyślałem, nigdy tego nie robię), bo zapadła na moment pełna konsternacji cisza. Antiochis wykorzystała ją, żeby jeszcze raz zerknąć na mnie niepewnie, wstać i odejść w kierunku domów, a Ciris bez wahania zajęła jej miejsce.
   Nie zauważyłem, kiedy Hauru się ulotnił, ale najwidoczniej tak się stało, bo bez większych ceregieli zaczęła:
 - Albo tak dawno się z tobą nie widziałam, że zapomniałam jak się normalnie zachowujesz, albo coś się w tobie zmieniło.... tylko cały czas nie mogę dociec, co.
 - Serio? - odparłem wyrwany z zamyślenia.
 - Mhm... - przekręciła głowę na bok i uważnie mi się przyjrzała, jakby zastanawiała się z którego profilu powinna namalować mój portret. - O czym rozmawialiście z Anti?
 - O... - zawahałem się. - Właściwie tylko plotkowaliśmy.
 - O kim? Coś ciekawego? - dziewczynie zaświeciły się oczy.
 - Aaa tam... Takie bieżące sprawy. Przecież byłaś z nami wczoraj, prawda?
 - Byłam, ale może czegoś nie zauważyłam!
 - No, zachowania Rafaeli i Roda ciężko nie zauważyć.
 - A co w nim dziwnego? Przepraszam, ale zupełnie nie znam Rafaeli... trochę dłużej z nią przebywasz, opowiedziałbyś, coś o niej!
 - Oj... To wymyśliłaś... - westchnąłem i zacząłem poważnie myśleć nad tym pytaniem. - Daj mi chwilę...
 - Nigdzie mi się nie spieszy. - odparła Ciris i oparła się wygodnie o murek.
   Zacząłem więc niespieszną myślową podróż w czasie.
   Kiedy Rod przedstawił nam ją przy którymś spotkaniu nad butelką, wydała mi się bardzo nieśmiała i ugodowa i jakoś... zwyczajna. Może wynikało to jednak z mojego własnego przejęcia zadaniem (notabene formalnie przez nią wybranym), bo gdy przyszło do rewanżu, zauważyłem... że ma swój urok. Że wcale nie jest taka sztywna i do bólu grzeczna. I że ma w sobie nutkę fantazji, ale chyba trochę innej, subtelniejszej niż Kalipso.
   Potem, gdy przyszło mi się wygłupiać w kinie, okazało się, że jest jedną z niewielu osób, z którymi można sensownie porozmawiać o filmach - nie dość, że sporo ich oglądała (i to nie byle jakich), to jeszcze jest niesamowicie spostrzegawcza i zauważa szczegóły, które często nawet mi umykają (a to nie zdarza się często). Spędziliśmy razem cudowne popołudnie, dyskutując i śmiejąc się z głupot.
   A wczoraj, gdy spadała z drzewa i próbowałem jakoś ją złapać czy chociaż zamortyzować upadek... Nie, to nie było coś, o czym chciałbym mówić. Nawet z Ciris. Nawet z Anti. Czułem się jakby było to coś nieprzyzwoitego. Miałem wielką ochotę machnąć ręką i powiedzieć "nieważne".
 - No więc? - spytała najwyraźniej już zniecierpliwiona dziewczyna.
 - Aaa... No, wiesz przecież, że jest kuzynką Roda, że znają się od wczesnego dzieciństwa... Mieli jakiś okres przerwy, długo się nie widzieli, ale teraz dobrze się dogadują. Bardzo dobrze. - zaakcentowałem niechętnie.
 - Nie uważasz, że to dobrze, że Rod ma z kim porozmawiać po tym, co się stało? - zdziwiła się moim tonem.
 - Mam wątpliwości, czy ich pokrewieństwo nie stanowi jakiegoś problemu... - zaoponowałem, nie mogąc powstrzymać ironicznego tonu.
   Ciris zaśmiała się.
 - Za dużo romansideł się od mamy naczytałeś.
 - Nawet jeśli coś mi się wdrukowało w mózg, gdy czytali mi "Romea i Julię" na dobranoc, to faktom nie zaprzeczysz.
 - Ale o jakich faktach ty mówisz... - dalej bagatelizowała sprawę. - Takie rzeczy nie zdarzają się w realnym życiu. Anti też wierzy w takie bajki?!
 - Więc jak ty to widzisz? - odpowiedziałem pytaniem na pytanie.
 - Spędzili razem dzieciństwo, więc nie mają jakichś specjalnych barier w kontaktach. Przyjaźnią się i tyle... Tak się emocjonujesz tą sprawą, jakbyś był zazdrosny! Wyluzuj.
 - Nie no, to nie tak! Po prostu widzieliśmy coś dziwnego i nie wiemy, co o tym sądzić. A to ty tu jakieś teorie tworzysz.... - uśmiechnąłem się.
 - Nie ja tworzę, tylko to właśnie zasugerowałeś!
 - Ech... Już zdążyłem zapomnieć, jaka jesteś uparta...
   Odpowiedziała mi szerokim uśmiechem wyrażającym zwycięstwo. Nie było co dyskutować. To przegrana sprawa. Na szczęście kontynuowanie jej uniemożliwiło nam dotarcie Rafaeli z ostatnią grupą asystentów, triumfalnie ogłaszającą wykonanie zadania - wszystkie domy w okolicy były odfajkowane.
 - Nigdy więcej... - westchnęła kuzynka naszego przyjaciela.
 - Nie ma co się martwić, zadania nigdy się nie powtarzają. - pocieszyła ją Ciris.
 - Zazwyczaj są coraz gorsze. - potwierdziła Anti.