Rod
- Cześć! Jak wam poszło z tym
rysowaniem? - rzuciłem w kierunku Ciris, gdy na zegarku pokazała
się godzina jedenasta. Wciąż czekaliśmy na Rafaelę i Kalipso,
ale miały nadejść lada chwila.
- Bez problemów! - odparł Hauru
obejmując dziewczynę ramieniem. - Ciris jest absolutnym mistrzem w
swoim fachu!
- Nie przesadzaj. - zaczerwieniła się.
- Ale wiecie, że będziecie musieli
pokazać ten rysunek? - odezwał się Benvolio, jakby wyczuwając
kiepską próbę ominięcia problemu.
- Pierwsze słyszę! - chłopak udał
oburzonego.
- Już idą dziewczyny, czas na was. - powiedziała Anti, wychylając się w kierunku ścieżki.
I
rzeczywiście za chwilę przedarły się przez iglaste gałęzie i
przywitawszy się, jedna za drugą cicho usiadły na ziemi.
- Możemy zaczynać. - ogłosił i
zwrócił się wyczekująco w stronę Ciris i Hauru.
- Przepraszam, że sam szkic, ale bałam
się, że źle dobiorę kolory... - Ciris zaczęła się pospiesznie
tłumaczyć szukając w teczce pracy, po czym wyciągnęła kartkę i
podała siedzącej najbliżej niej Antiochis.
Ta pospiesznie zerknęła na nią i
przekazała ją dalej do Benvolia.
W ten sposób rysunek przeszedł
przez wszystkie ręce i dość szybko wrócił do Ciris.
- Nie doceniliście dzieła sztuki... -
westchnął Hauru komentując tę sytuację. - A co z kontemplacją?!
- Może trwałaby dłużej, gdybyśmy
nie znali modela. Wtedy można by było przeprowadzić jakąś
analizę uczuć, emocji... - zaczęła Kalipso.
- Ej! Teraz możesz robić analizę
porównawczą, skoro znasz oryginał! - zażartował Hauru.
- Bez sensu. Ciris za dobrze rysuje! -
stwierdził Benvolio.
- Dziękuję. - uśmiechnęła się
dziewczyna. - Czyli zadanie zaliczone?
- Na to wygląda. - przytaknąłem. -
Kręć.
Do tego nie trzeba było jej namawiać,
tylko czekała, aż będzie mogła odwrócić od siebie uwagę
i skierować ją na nową ofiarę. No i niestety, w tym wypadku na
mnie.
- Słucham cierpliwie.
- Wolałabym się zrewanżować na
Rafaeli... - westchnęła Ciris. - Ale zaraz! Tak! Mam pomysł!
- Chyba nie jest dobrze... - szepnęła
mi na ucho kuzynka.
- Chciałabym... - mówiła z
uśmiechem na ustach. - Abyś zaprowadził nas do siebie do domu,
pokazał wasze wspólne zdjęcia z dzieciństwa i opowiedział
do nich jakieś historie!
Zatkało mnie. Chociaż mogłoby się
wydawać, że w tej grze już wszystkie granice zostały
przekroczone, poczułem, że to zadanie jest wyjątkowo perfidne.
- A
więc tak daleko już zaszliśmy... - westchnąłem.
- O Boże... - wybuchnął śmiechem
Hauru. - Nigdy bym nie pomyślał, że usłyszę od ciebie takie
słowa rzucone w naszym kierunku!
- A oto Hauru i jego skojarzenia... -
skomentowała Ciris, ale też zaczęła chichotać.
Widać mimo treści wczorajszego
zadania zaczęli się trochę lepiej dogadywać. Może i mi uda się
wyjść bez szwanku...
Wystrój wnętrza mojego domu był
mi zawsze obojętny, ale widok naszej wesołej hałastry
przetaczającej się hałaśliwie na tle tej geometrycznej harmonii
ścian i mebli, jaka tu zawsze panowała, spowodował lekki
dyskomfort.
- Siądźcie gdzieś, a ja przyniosę
coś do picia. - rzuciłem, zaprowadziwszy ich do pokoju, odwróciłem się na
pięcie i poszedłem do kuchni. Postanowiłem jak najdłużej
odwlekać moment upokorzenia, a że przy okazji mogliśmy miło
spędzić dzień... Może nie będzie aż taki straszny.
Niespiesznie zebrałem odpowiednią
liczbę kubków, wybrałem sok spośród stojących za
lodówką, ustawiłem wszystko na tacy i ostrożnie, spacerowym
krokiem ruszyłem do pokoju.
- Ciekawe, ile to zbierał... -
usłyszałem głos Hauru, zanim jeszcze otworzyłem drzwi.
Kiedy wszedłem do pokoju zastałem
całą paczkę zgromadzoną nad pudełkiem z moją kolekcją słomek.
- O! Rod, już jesteś.... - Hauru
podniósł ręce do góry. - Ja im mówiłem, żeby
nic nie ruszali....
- Kłamca! - zakrzyknęły jednocześnie
Kalipso i Ciris
- I kto tu jest bardziej wiarygodny? No
nie wiem... - drażniłem się z nim.
- Spójrz mi w oczy! Toż to ja
przenigdy nie kłamię! - zapierał się Hauru
- Czy te oczy mogą kłamać... -
zaintonowała rozbawiona Antiochis.
- Anti, to nie jest śmieszne! Oni
posądzają mnie o zbrodnię!
Korzystając z okazji, bez protestów
z ich strony zabrałem pudełko, a na jego miejsce położyłem
przyniesioną tacę.
- Czegoś jeszcze sobie życzycie? -
zapytałem kurtuazyjnie.
- Śniadania do łóżka jutro
między godziną 10:00 a 10:15. Najlepiej jajka sadzone, mocno
wysmażone. Dziękuję. - odparł Hauru.
- Tylko się nie zdziw. - zaśmiałem
się, ale rozumiejąc, że więcej czasu nie ugram, kucnąłem przy
komodzie i uchyliłem jej drzwiczki. Chciałem, żeby wyglądało to,
jakbym szukał albumu, ale tak naprawdę zastanawiałem się, który
wybrać. Najlepszy byłby ten, w którym
jest mnie najmniej... Wziąłem drugi od lewej, z okładką imitującą
art deco.
Usiadłem na łóżku i już
lekko zdenerwowany, a nawet poirytowany, otworzyłem go na pierwszej
stronie. Zanim jeszcze zorientowałem się, co
właściwie jest na zdjęciu, usłyszałem pierwsze dźwięki
wydawane przez przyjaciół, którzy błyskawicznie
obsiedli łóżko i właśnie patrzyli mi przez ramię.
- Ej! Co to miało być? - żądałem
wyjaśnień, odwracając się do nich. Nie wiedziałem, czy to co
usłyszałem, to objaw zachwytu, zniesmaczenia, zdziwienia czy
jeszcze czegoś innego.
Nikt nic nie odpowiedział, ale nawet
nie było to konieczne, gdy zerknąłem na zdjęcie: przedstawiało
mnie, gdy miałem jakieś 6 lat. Byłem ubrany w czerwoną koszulkę
polo i sztruksowe spodnie trzymające się na mnie tylko dzięki
szerokim szelkom. Szeroki uśmiech prawdopodobnie był spowodowany
znalezieniem wielkiego karaczana, którego trzymałem na
wyciągniętej do aparatu ręce.
- A. Rozumiem. Przejdźmy dalej. -
zasugerowałem i przewróciłem stronę.
- O nie... - jęknęła Rafaela.
Tym razem dostało się jej. Na
kolejnej fotografii siedmio- czy ośmioletnia Rafaela stała nad przewróconą na
podłogę choinką z kablem od lampek w garści i pomarańczowym
łańcuchu we włosach.
- To wydaje się świetnym materiałem
na historię z dzieciństwa. - zasugerowała Ciris.
- To wszystko jego wina! - wykrzyknęła
moja kuzynka.
- Ja tylko proponowałem! -
zaprotestowałem, przypominając sobie całą sytuację.
- A kto mi groził, ze jak tego nie
zrobię, to wrzuci mi pająka do pokoju?!
- Oj, to był tylko żart!
- A skąd mogłam o tym wiedzieć?
- Ej, ej... spokojnie... o co chodzi? -
wtrąciła się Anti
- Założyliśmy się wtedy, że
jeszcze przed pierwszą gwiazdką Rafaea ściągnie z choinki wszystkie
lampki. - wyjaśniłem. - Prawie jej się udało!
Wszyscy wybuchnęli śmiechem.
- A to z jakiej okazji? - zapytał
Benvolio, wskazując na zdjęcie obok. Ubrany na galowo, siedziałem
na nim w ławce obok jakiejś dziewczyny i starałem się uśmiechnąć
do obiektywu.
- Rozpoczęcie roku szkolnego w
pierwszej klasie. Tyle stresu...
- ...bo rodzice przyłapali cię z
dziewczyną? - wtrącił Hauru.
- Sami mnie tam usadzili! Do pewnego
momentu w ogóle się nie interesowałem dziewczynami.
- Nie interesował się dziewczynami, a
w jego albumie z dzieciństwa tylko on i dziewczyny... - mruknął
Benvolio.
- Do bitki i do wypitki. - zaśmiałem
się.
- A kolejne... - Benvolio próbował
przerzucić stronę, ale pacnąłem go po rękach.
- Spokojnie, dojdziemy do tego...
Następne zdjęcia spotykały się z
podobną reakcją i moją, i reszty, a nie przedstawiały już
niczego, co mogłoby mnie jakoś szczególnie pognębić. Widać
strach ma wielkie oczy. Miałem tylko cichą nadzieję, że
przyjaciele niczego konkretnego nie zapamiętają i nie będą się
do tego potem odnosić. W końcu to było już tak dawno...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz