czwartek, 10 lipca 2014

47. Rewanż

 Rod
 

 - Cześć! Jak wam poszło z tym rysowaniem? - rzuciłem w kierunku Ciris, gdy na zegarku pokazała się godzina jedenasta. Wciąż czekaliśmy na Rafaelę i Kalipso, ale miały nadejść lada chwila.
 - Bez problemów! - odparł Hauru obejmując dziewczynę ramieniem. - Ciris jest absolutnym mistrzem w swoim fachu!
 - Nie przesadzaj. - zaczerwieniła się.
 - Ale wiecie, że będziecie musieli pokazać ten rysunek? - odezwał się Benvolio, jakby wyczuwając kiepską próbę ominięcia problemu.
 - Pierwsze słyszę! - chłopak udał oburzonego.
 - Już idą dziewczyny, czas na was. - powiedziała Anti, wychylając się w kierunku ścieżki. 
   I rzeczywiście za chwilę przedarły się przez iglaste gałęzie i przywitawszy się, jedna za drugą cicho usiadły na ziemi.
 - Możemy zaczynać. - ogłosił i zwrócił się wyczekująco w stronę Ciris i Hauru.
 - Przepraszam, że sam szkic, ale bałam się, że źle dobiorę kolory... - Ciris zaczęła się pospiesznie tłumaczyć szukając w teczce pracy, po czym wyciągnęła kartkę i podała siedzącej najbliżej niej Antiochis.
   Ta pospiesznie zerknęła na nią i przekazała ją dalej do Benvolia.
   W ten sposób rysunek przeszedł przez wszystkie ręce i dość szybko wrócił do Ciris.
- Nie doceniliście dzieła sztuki... - westchnął Hauru komentując tę sytuację. - A co z kontemplacją?!
 - Może trwałaby dłużej, gdybyśmy nie znali modela. Wtedy można by było przeprowadzić jakąś analizę uczuć, emocji... - zaczęła Kalipso.
 - Ej! Teraz możesz robić analizę porównawczą, skoro znasz oryginał! - zażartował Hauru.
 - Bez sensu. Ciris za dobrze rysuje! - stwierdził Benvolio.
 - Dziękuję. - uśmiechnęła się dziewczyna. - Czyli zadanie zaliczone?
 - Na to wygląda. - przytaknąłem. - Kręć.
   Do tego nie trzeba było jej namawiać, tylko czekała, aż będzie mogła odwrócić od siebie uwagę i skierować ją na nową ofiarę. No i niestety, w tym wypadku na mnie.
 - Słucham cierpliwie.
 - Wolałabym się zrewanżować na Rafaeli... - westchnęła Ciris. - Ale zaraz! Tak! Mam pomysł!
 - Chyba nie jest dobrze... - szepnęła mi na ucho kuzynka.
 - Chciałabym... - mówiła z uśmiechem na ustach. - Abyś zaprowadził nas do siebie do domu, pokazał wasze wspólne zdjęcia z dzieciństwa i opowiedział do nich jakieś historie!
   Zatkało mnie. Chociaż mogłoby się wydawać, że w tej grze już wszystkie granice zostały przekroczone, poczułem, że to zadanie jest wyjątkowo perfidne.
 - A więc tak daleko już zaszliśmy... - westchnąłem.
 - O Boże... - wybuchnął śmiechem Hauru. - Nigdy bym nie pomyślał, że usłyszę od ciebie takie słowa rzucone w naszym kierunku!
 - A oto Hauru i jego skojarzenia... - skomentowała Ciris, ale też zaczęła chichotać.
   Widać mimo treści wczorajszego zadania zaczęli się trochę lepiej dogadywać. Może i mi uda się wyjść bez szwanku...

 
   Wystrój wnętrza mojego domu był mi zawsze obojętny, ale widok naszej wesołej hałastry przetaczającej się hałaśliwie na tle tej geometrycznej harmonii ścian i mebli, jaka tu zawsze panowała, spowodował lekki dyskomfort.
 - Siądźcie gdzieś, a ja przyniosę coś do picia. - rzuciłem, zaprowadziwszy ich do pokoju, odwróciłem się na pięcie i poszedłem do kuchni. Postanowiłem jak najdłużej odwlekać moment upokorzenia, a że przy okazji mogliśmy miło spędzić dzień... Może nie będzie aż taki straszny.
   Niespiesznie zebrałem odpowiednią liczbę kubków, wybrałem sok spośród stojących za lodówką, ustawiłem wszystko na tacy i ostrożnie, spacerowym krokiem ruszyłem do pokoju.
 - Ciekawe, ile to zbierał... - usłyszałem głos Hauru, zanim jeszcze otworzyłem drzwi.
   Kiedy wszedłem do pokoju zastałem całą paczkę zgromadzoną nad pudełkiem z moją kolekcją słomek.
 - O! Rod, już jesteś.... - Hauru podniósł ręce do góry. - Ja im mówiłem, żeby nic nie ruszali....
 - Kłamca! - zakrzyknęły jednocześnie Kalipso i Ciris
 - I kto tu jest bardziej wiarygodny? No nie wiem... - drażniłem się z nim.
 - Spójrz mi w oczy! Toż to ja przenigdy nie kłamię! - zapierał się Hauru
 - Czy te oczy mogą kłamać... - zaintonowała rozbawiona Antiochis.
 - Anti, to nie jest śmieszne! Oni posądzają mnie o zbrodnię!
   Korzystając z okazji, bez protestów z ich strony zabrałem pudełko, a na jego miejsce położyłem przyniesioną tacę.
 - Czegoś jeszcze sobie życzycie? - zapytałem kurtuazyjnie.
 - Śniadania do łóżka jutro między godziną 10:00 a 10:15. Najlepiej jajka sadzone, mocno wysmażone. Dziękuję. - odparł Hauru.
 - Tylko się nie zdziw. - zaśmiałem się, ale rozumiejąc, że więcej czasu nie ugram, kucnąłem przy komodzie i uchyliłem jej drzwiczki. Chciałem, żeby wyglądało to, jakbym szukał albumu, ale tak naprawdę zastanawiałem się, który wybrać. Najlepszy byłby ten, w którym jest mnie najmniej... Wziąłem drugi od lewej, z okładką imitującą art deco.
   Usiadłem na łóżku i już lekko zdenerwowany, a nawet poirytowany, otworzyłem go na pierwszej stronie. Zanim jeszcze zorientowałem się, co właściwie jest na zdjęciu, usłyszałem pierwsze dźwięki wydawane przez przyjaciół, którzy błyskawicznie obsiedli łóżko i właśnie patrzyli mi przez ramię.
 - Ej! Co to miało być? - żądałem wyjaśnień, odwracając się do nich. Nie wiedziałem, czy to co usłyszałem, to objaw zachwytu, zniesmaczenia, zdziwienia czy jeszcze czegoś innego.
   Nikt nic nie odpowiedział, ale nawet nie było to konieczne, gdy zerknąłem na zdjęcie: przedstawiało mnie, gdy miałem jakieś 6 lat. Byłem ubrany w czerwoną koszulkę polo i sztruksowe spodnie trzymające się na mnie tylko dzięki szerokim szelkom. Szeroki uśmiech prawdopodobnie był spowodowany znalezieniem wielkiego karaczana, którego trzymałem na wyciągniętej do aparatu ręce.
 - A. Rozumiem. Przejdźmy dalej. - zasugerowałem i przewróciłem stronę.
 - O nie... - jęknęła Rafaela.
   Tym razem dostało się jej. Na kolejnej fotografii siedmio- czy ośmioletnia Rafaela stała nad przewróconą na podłogę choinką z kablem od lampek w garści i pomarańczowym łańcuchu we włosach.
 - To wydaje się świetnym materiałem na historię z dzieciństwa. - zasugerowała Ciris.
 - To wszystko jego wina! - wykrzyknęła moja kuzynka.
 - Ja tylko proponowałem! - zaprotestowałem, przypominając sobie całą sytuację.
 - A kto mi groził, ze jak tego nie zrobię, to wrzuci mi pająka do pokoju?!
 - Oj, to był tylko żart!
 - A skąd mogłam o tym wiedzieć?
 - Ej, ej... spokojnie... o co chodzi? - wtrąciła się Anti
 - Założyliśmy się wtedy, że jeszcze przed pierwszą gwiazdką Rafaea ściągnie z choinki wszystkie lampki. - wyjaśniłem. - Prawie jej się udało!
   Wszyscy wybuchnęli śmiechem.
 - A to z jakiej okazji? - zapytał Benvolio, wskazując na zdjęcie obok. Ubrany na galowo, siedziałem na nim w ławce obok jakiejś dziewczyny i starałem się uśmiechnąć do obiektywu.
 - Rozpoczęcie roku szkolnego w pierwszej klasie. Tyle stresu...
 - ...bo rodzice przyłapali cię z dziewczyną? - wtrącił Hauru.
 - Sami mnie tam usadzili! Do pewnego momentu w ogóle się nie interesowałem dziewczynami.
 - Nie interesował się dziewczynami, a w jego albumie z dzieciństwa tylko on i dziewczyny... - mruknął Benvolio.
 - Do bitki i do wypitki. - zaśmiałem się.
 - A kolejne... - Benvolio próbował przerzucić stronę, ale pacnąłem go po rękach.
 - Spokojnie, dojdziemy do tego...

   Następne zdjęcia spotykały się z podobną reakcją i moją, i reszty, a nie przedstawiały już niczego, co mogłoby mnie jakoś szczególnie pognębić. Widać strach ma wielkie oczy. Miałem tylko cichą nadzieję, że przyjaciele niczego konkretnego nie zapamiętają i nie będą się do tego potem odnosić. W końcu to było już tak dawno...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz