środa, 2 lipca 2014

45. Czemu nie Dawid?! :D

Hauru


 - Ciris! - zaśmiałem się widząc ogromne zdziwienie na twarzy przyjaciółki.
 - Ale jak to...? - wyjąkała niezadowolona nadal wpatrując się we wskazującą na nią butelkę.
 - Dawno już nie wykonywałaś zadania. Nie masz co narzekać. - uśmiechnęła się do niej Kalipso.
 - Hmm... Tym bardziej, że nie mam pojęcia, jakie wyzwanie mogłoby sprawić ci kłopot... - zamyśliła się Rafaela.
 - Nie martw się, pomożemy. - odezwał się Rod nadzwyczaj życzliwie.
 - Ja bym proponował... - zacząłem, ale nie udało mi się dokończyć zdania, bo Ciris uciszyła mnie groźnym spojrzeniem.
 - Ty już lepiej nic nie mów! Nadal bardzo źle wspominam tę siłownię!
 - Tak... może czas na coś mniej wymagającego. - poparła przyjaciółkę Antiochis.
 - Cisis ślicznie rysuje. Jest ze mną w klasie humanistyczno-plastycznej. - zwróciła się do Rafaeli ruda. - Może to ci pomoże w wymyśleniu zadania.
   Dziewczyna przez chwilę siedziała w ciszy marszcząc brwi przetrawiając usłyszaną informację, po czym oświadczyła:
 - Chyba wymyśliłam. Umiesz malować z natury?
 - Tak lubię najbardziej. - odpowiedziała ucieszona Ciris.
 - W takim razie poproszę o namalowanie aktu.
 - Chyba nie mówisz poważnie?! - zakrzyknęła nasza przyjaciółka, a uśmiech zniknął z jej twarzy równie szybko, co się wcześniej pojawił.
   Anti siedząca tuż obok niej zastygła w miejscu w kompletnym szoku. U Kalipso natomiast zagościł półuśmieszek, jakby bardzo spodobał jej się ten pomysł. Pewnie żałowała, że sama na to nie wpadła.
 - Nie uda mi się. - powiedziała stanowczo Ciris odzyskując równowagę. - Niby skąd mam wziąć modela czy modelkę?!
 - No właśnie. Przecież to niewykonalne! - natychmiast zaoponował Benvolio.
 - Można by rozwiesić ogłoszenia i zrobić casting... - podsunąłem. - Chętnie zasiądę w jury!
 - Hauru... Nikt się na to nie zgłosi... - załamała ręce Anti.
 - W takim razie widzę jedno wyjście. - odezwał się Rod, po którym już było widać, że planuje coś... co nie każdemu się spodoba. - Modelem zostanie sam Hauru. Skoro już się wyrwał z inicjatywą... Zresztą byliście kiedyś razem, jeśli się nie mylę?
   Spojrzenia moje i Ciris się spotkały, a dziewczyna natychmiast oblała się rumieńcem.
 - To nie ma nic do rzeczy... - wyszeptała.
 - To wręcz niehumanitarne. - odezwała się cicho Antiochis i dyskretnie opuściła krąg.
 - Rod, nie uważasz, że ciekawiej by się oglądało dziewczynę? - spytałem.
 - Nam tak, ale jesteśmy w mniejszości, nie przeforsujesz tego.
 - A może bym wam przerysowała Dawida Michała Anioła? - zaproponowała Ciris.
 - Zadania nie zmienię. - postanowiła Rafaela.
 - Jesteś pewna, że tego chcesz? - zapytał ją zmartwiony Benvolio.
 - Co w tym złego? - odpowiedziała mu pytaniem.
 - Stawiasz ich w niezręcznej sytuacji! Bardzo niezręcznej!
 - Czy nie o to wam chodzi w tej grze?
 - Ale... To nie jest jednorazowy wygłup przed obcymi ludźmi.
 - Chyba dobrze, że nie angażuję w to obcych ludzi, prawda? Nie każę tego wywieszać na mieście ani rozsyłać w internecie. Dramatyzujesz, Benvolio.
 - Ej, dobra... - przerwałem im. - Nie kłóćcie się już o to. Mi w sumie to nie przeszkadza, do póki zostaje między nami.
 - Widzisz? Problem rozwiązał się sam. - szepnął Rod, nie zauważyłem do kogo.
 - Ale jeśli mam to zrobić... - odezwała się Ciris - to żadnego z was nie chcę widzieć podczas pracy. Idźcie do domu, jutro na spotkanie przyniosę rysunek.
 - Ja jutro nie będę mógł przyjść. - odezwał się Rod. - Starzy chcą gdzieś jechać...
 - Może zrobimy dzień przerwy? - zaproponowała Rafaela.
 - Niech będzie... - westchnęła Kalipso.



   Pokój Ciris niewiele zmienił się od mojej ostatniej wizyty... która miała miejsce, kiedy jeszcze byliśmy parą (może Anti miała rację, że trochę źle się zachowywałem wobec jej przyjaciółki...?). Ściany i meble miały biały kolor, jednak w żadnym razie nie czuło się tu jak w jakimś szpitalu, a to za sprawą licznych zdjęć zajmujących całą ścianę pokoju dziewczyny. Na półkach stały książki (głównie o historii sztuki i fantastyka) oraz całe sterty farb, bloków rysunkowych, flamastrów, kredek, pasteli i innego rodzaju przyborów, które nawet nie wiedziałem, jak się nazywały.
   Ciris podeszła do biurka pod oknem, na którym było porozrzucane parę ołówków, zdjęć, kopert i zeszytów, jednak bez wątpienia panował tu większy porządek niż u Kalipso. Dziewczyna schyliła się i zaraz trzymała w ręku sztalugi, szkicownik i ołówek.
 - No to... - wyjąkała. - Chcesz się najpierw czegoś napić? Albo...
   Była urocza z tą swoją nieśmiałością. Uśmiechnąłem się do niej odgarniając jej kosmyk miodowych włosów za ucho.
 - Hej, spokojnie. To tylko rysunek, a nie pierwszy raz. - powiedziałem łagodnie.
   Jeszcze bardziej się zaczerwieniła nie wiedząc, gdzie podziać wzrok.
 - Wiem, ale... - ucięła.
 - Powiedz mi, jak mam się ustawić. - odezwałem się po chwili ciszy.
 - Myślisz, że się wkurzą jeśli narysowałabym cię siedzącego w takiej pozycji, że wiesz... nie byłoby nic widać...
 - Ryzykujemy zadanie karne?
 - Mogę narysować dwa obrazki i najpierw pokażemy im ten pierwszy, a jeśli wymyślą jakąś straszną karę, to wyjmiemy ten drugi...
 - Jesteś geniuszem! - uśmiechnąłem się do niej, a i ona w końcu spojrzała mi prosto w oczy.
 - To... Na pewno nie chcesz się najpierw czegoś napić? Nie wiem, ile mi to zajmie.
 - Nie dzięki. - odpowiedziałem. - Ale mogłabyś puścić jakąś muzykę... o ile to nie przeszkodzi ci w pracy.
   Odwróciła się w stronę radia, a ja tymczasem ściągnąłem z siebie koszulkę, jeansy i bokserki. Tak przygotowany usiadłem w fotelu z nogą założoną na nogę i rękami skrzyżowanymi za głową przypatrując się krzątającej się Ciris.
   Od powrotu z Francji zmieniło się w niej coś więcej niż tylko opalenizna. Wydawała się pewniejsza siebie, choć miło było się przekonać, że jednak nadal pozostało w niej coś z tej niewinnej dziewczynki. Nadawało jej to specyficznego wdzięku.
   Pokój wypełniła muzyka. Naturalnie instrumentalna. Ciris nie lubiła natłoku wyrazów w piosenkach, uważała, że czysta melodia ma w sobie ukryte emocje, których nie da się wyrazić jakimkolwiek słowami - niezupełnie się z nią zgadzałem w tej kwestii.
   Kiedy odwróciła się w moim kierunku, natychmiast zakryła oczy rękami.
 - Nie przesadzaj! Ostatnio przypakowałem! - powiedziałem z udawanym oburzeniem.
   Dziewczyna powoli odsunęła dłonie i otworzyła oczy.
 - To się nie dzieje naprawdę...
 - A jednak! - zaśmiałem się.
   Ciris podeszła do sztalug zmieniając ich kąt ustawienia. Grzebała przy nich trochę za długo, jak na mój gust.
 - Co wyście robili w tej Francji, skoro masz problemy z takim zadaniem? - zapytałem szczerze zdziwiony.
 - Malowaliśmy martwą naturę!
 - Żadnych przystojnych Francuzów na zajęciach? Albo pięknych Francuzek?
 - Nie. To był kurs dla młodzieży. Może na tym dla dorosłych fundowano takie atrakcje. - dziewczyna wyprostowała się.
 - Szkoda... - westchnąłem.
   Ciris w końcu zabrała się za rysowanie, a ja poczułem, że zrobiłem błąd siadając akurat w ten sposób. Krew zaczęła mi odpływać z rąk... ale było już za późno, żeby ustawić się inaczej. Musiałem wiec szybko zająć czymś myśli, żeby zapomnieć o niewygodzie.
   Spojrzałem na ścianę ze zdjęciami. Sporo z nich przedstawiało naszą paczkę, ale im bliżej podłogi, tym więcej było w nich samej Kalipso. Przypomniałem sobie, że przecież dawno temu, na samym początku, razem z Ciris były nierozłączne.
   Poczułem ukłucie w sercu na to wspomnienie. Tyle się od tamtego czasu zmieniło... Jednak nie to bolało mnie najbardziej, lecz to, co czas zrobił z naszą rudą przyjaciółką.
   Kiedyś tak niesamowicie charyzmatyczna, kreatywna, szalona... Nie dało się z nią dyskutować, była niereformowalna i potwornie irytująca, a przez to tak pociągająca... Teraz zachowywała się, jakby nie była sobą, a jednocześnie nawet nie chciała przyjąć naszej pomocy. Może i uśmiechała się na spotkaniach, ale... Wiedziałem, że coś nadal ją gryzie. Wkurzała mnie tym swoim zamknięciem w sobie! Rozumiem, wybrała Roda, a on ją zostawił. Może głupio jej było teraz się do mnie odezwać? Ale proponowałem jej przyjaźń! Jak to jej też nie pasuje, to trudno! Ja nie będę się już starał. Też mam swoje potrzeby, które zaniedbałem specjalnie dla niej...
   Zdenerwowany oderwałem wzrok od fotografii w poszukiwaniu nowego punktu, na którym mógłbym zatrzymać wzrok, napotkałem na spojrzenie Ciris. Szybko schowała twarz za sztalugami, jednak ten ułamek sekundy sprowadził moje myśli w innym kierunku.
   Czy ona była taka zawstydzona dlatego, że zachowałaby się tak przy każdym, czy może istniał jeszcze jakiś inny powód? Anti wspominała mi w tajemnicy, że Ciris nadal na mnie zależało. Jej zachowanie też na to wskazywało. Niepewne uśmiechy, jakie mi posyłała podczas spotkań, to jak się martwiła o to, jak wyjdę na obrazie, i że chciała abyśmy zostali sami...
 - Chyba skończyłam. - wyrwała mnie z zamyślenia Ciris. - Chcesz podejść zoba... albo może ja podejdę.
   Podała mi kartkę w zdrętwiałe dłonie.
 - Nie wmówisz mi, że nigdy wcześniej nie rysowałaś aktów, bo to jest genialne... - powiedziałem pełen podziwu.
 - Noga mi trochę krzywo wyszła.
 - Nie marnuj talentu dla architektury, dziewczyno!
   Nie odpowiedziała mi, tylko podeszła z powrotem do sztalug.
 - Mam robić następny? - spytała niepewnie.
 - Wiesz co... Może wsadź im tego Dawida i dorysuj moją twarz z tego pierwszego obrazka. I tak się nie poznają, a widzę, że ci niezręcznie.
 - Dziękuję, Hauru. - odpowiedziała z wyraźną ulgą odwracając się, abym mógł się ubrać, co też natychmiast uczyniłem. Podszedłem do niej od tyłu, obróciła się w moją stronę.
 - Nie było tak źle, co? - pogładziłem ją po policzku żeby sprawdzić, czy odtrąci moją rękę.
   Nie zrobiła tego.
 - Oby w poniedziałek też poszło nam tak dobrze, kiedy reszta to zobaczy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz