Hauru
- Ciris! - zaśmiałem się widząc
ogromne zdziwienie na twarzy przyjaciółki.
- Ale jak to...? - wyjąkała
niezadowolona nadal wpatrując się we wskazującą na nią butelkę.
- Dawno już nie wykonywałaś zadania.
Nie masz co narzekać. - uśmiechnęła się do niej Kalipso.
- Hmm... Tym bardziej, że nie mam
pojęcia, jakie wyzwanie mogłoby sprawić ci kłopot... - zamyśliła
się Rafaela.
- Nie martw się, pomożemy. - odezwał
się Rod nadzwyczaj życzliwie.
- Ja bym proponował... - zacząłem,
ale nie udało mi się dokończyć zdania, bo Ciris uciszyła mnie
groźnym spojrzeniem.
- Ty już lepiej nic nie mów!
Nadal bardzo źle wspominam tę siłownię!
- Tak... może czas na coś mniej
wymagającego. - poparła przyjaciółkę Antiochis.
- Cisis ślicznie rysuje. Jest ze mną
w klasie humanistyczno-plastycznej. - zwróciła się do
Rafaeli ruda. - Może to ci pomoże w wymyśleniu zadania.
Dziewczyna przez chwilę siedziała w
ciszy marszcząc brwi przetrawiając usłyszaną informację, po czym
oświadczyła:
- Chyba wymyśliłam. Umiesz malować z
natury?
- Tak lubię najbardziej. -
odpowiedziała ucieszona Ciris.
- W takim razie poproszę o namalowanie
aktu.
- Chyba nie mówisz poważnie?! -
zakrzyknęła nasza przyjaciółka, a uśmiech zniknął z jej
twarzy równie szybko, co się wcześniej pojawił.
Anti siedząca tuż obok niej zastygła
w miejscu w kompletnym szoku. U Kalipso natomiast zagościł
półuśmieszek, jakby bardzo spodobał jej się ten pomysł. Pewnie żałowała, że sama na to nie
wpadła.
- Nie uda mi się. - powiedziała
stanowczo Ciris odzyskując równowagę. - Niby skąd mam wziąć
modela czy modelkę?!
- No właśnie. Przecież to
niewykonalne! - natychmiast zaoponował Benvolio.
- Można by rozwiesić ogłoszenia i
zrobić casting... - podsunąłem. - Chętnie zasiądę w jury!
- Hauru... Nikt się na to nie
zgłosi... - załamała ręce Anti.
- W takim razie widzę jedno wyjście.
- odezwał się Rod, po którym już było widać, że planuje
coś... co nie każdemu się spodoba. - Modelem zostanie sam Hauru.
Skoro już się wyrwał z inicjatywą... Zresztą byliście kiedyś
razem, jeśli się nie mylę?
Spojrzenia moje i Ciris się spotkały,
a dziewczyna natychmiast oblała się rumieńcem.
- To nie ma nic do rzeczy... -
wyszeptała.
- To wręcz niehumanitarne. - odezwała
się cicho Antiochis i dyskretnie opuściła krąg.
- Rod, nie uważasz, że ciekawiej by
się oglądało dziewczynę? - spytałem.
- Nam tak, ale jesteśmy w mniejszości,
nie przeforsujesz tego.
- A może bym wam przerysowała Dawida
Michała Anioła? - zaproponowała Ciris.
- Zadania nie zmienię. - postanowiła
Rafaela.
- Jesteś pewna, że tego chcesz? -
zapytał ją zmartwiony Benvolio.
- Co w tym złego? - odpowiedziała mu
pytaniem.
- Stawiasz ich w niezręcznej sytuacji!
Bardzo niezręcznej!
- Czy nie o to wam chodzi w tej grze?
- Ale... To nie jest jednorazowy wygłup
przed obcymi ludźmi.
- Chyba dobrze, że nie angażuję w to
obcych ludzi, prawda? Nie każę tego wywieszać na mieście ani
rozsyłać w internecie. Dramatyzujesz, Benvolio.
- Ej, dobra... - przerwałem im. - Nie
kłóćcie się już o to. Mi w sumie to nie przeszkadza, do
póki zostaje między nami.
- Widzisz? Problem rozwiązał się
sam. - szepnął Rod, nie zauważyłem do kogo.
- Ale jeśli mam to zrobić... -
odezwała się Ciris - to żadnego z was nie chcę widzieć podczas
pracy. Idźcie do domu, jutro na spotkanie przyniosę rysunek.
- Ja jutro nie będę mógł przyjść. - odezwał się Rod. - Starzy chcą gdzieś jechać...
- Może zrobimy dzień przerwy? - zaproponowała Rafaela.
- Niech będzie... - westchnęła Kalipso.
Pokój Ciris niewiele zmienił
się od mojej ostatniej wizyty... która miała miejsce, kiedy
jeszcze byliśmy parą (może Anti miała rację, że trochę źle
się zachowywałem wobec jej przyjaciółki...?). Ściany i
meble miały biały kolor, jednak w żadnym razie nie czuło się tu
jak w jakimś szpitalu, a to za sprawą licznych zdjęć zajmujących
całą ścianę pokoju dziewczyny. Na półkach stały książki
(głównie o historii sztuki i fantastyka) oraz całe sterty
farb, bloków rysunkowych, flamastrów, kredek, pasteli i
innego rodzaju przyborów, które nawet nie wiedziałem,
jak się nazywały.
Ciris podeszła do biurka pod oknem, na którym
było porozrzucane parę ołówków, zdjęć, kopert i
zeszytów, jednak bez wątpienia panował tu większy porządek
niż u Kalipso. Dziewczyna schyliła się i zaraz trzymała w ręku
sztalugi, szkicownik i ołówek.
- No to... - wyjąkała. - Chcesz się
najpierw czegoś napić? Albo...
Była urocza z tą swoją nieśmiałością. Uśmiechnąłem się do niej odgarniając jej
kosmyk miodowych włosów za ucho.
- Hej, spokojnie. To tylko rysunek, a
nie pierwszy raz. - powiedziałem łagodnie.
Jeszcze bardziej się zaczerwieniła
nie wiedząc, gdzie podziać wzrok.
- Wiem, ale... - ucięła.
- Powiedz mi, jak mam się ustawić. -
odezwałem się po chwili ciszy.
- Myślisz, że się wkurzą jeśli
narysowałabym cię siedzącego w takiej pozycji, że wiesz... nie
byłoby nic widać...
- Ryzykujemy zadanie karne?
- Mogę narysować dwa obrazki i
najpierw pokażemy im ten pierwszy, a jeśli wymyślą jakąś
straszną karę, to wyjmiemy ten drugi...
- Jesteś geniuszem! - uśmiechnąłem
się do niej, a i ona w końcu spojrzała mi prosto w oczy.
- To... Na pewno nie chcesz się
najpierw czegoś napić? Nie wiem, ile mi to zajmie.
- Nie dzięki. - odpowiedziałem. - Ale
mogłabyś puścić jakąś muzykę... o ile to nie przeszkodzi ci w
pracy.
Odwróciła się w stronę radia,
a ja tymczasem ściągnąłem z siebie koszulkę, jeansy i bokserki.
Tak przygotowany usiadłem w fotelu z nogą założoną na nogę i
rękami skrzyżowanymi za głową przypatrując się krzątającej
się Ciris.
Od powrotu z Francji zmieniło się w
niej coś więcej niż tylko opalenizna. Wydawała się pewniejsza
siebie, choć miło było się przekonać, że jednak nadal
pozostało w niej coś z tej niewinnej dziewczynki. Nadawało jej to specyficznego wdzięku.
Pokój wypełniła muzyka.
Naturalnie instrumentalna. Ciris nie lubiła natłoku wyrazów
w piosenkach, uważała, że czysta melodia ma w sobie ukryte
emocje, których nie da się wyrazić jakimkolwiek słowami - niezupełnie się z nią zgadzałem w tej kwestii.
Kiedy odwróciła się w moim
kierunku, natychmiast zakryła oczy rękami.
- Nie przesadzaj! Ostatnio
przypakowałem! - powiedziałem z udawanym oburzeniem.
Dziewczyna powoli odsunęła dłonie i
otworzyła oczy.
- To się nie dzieje naprawdę...
- A jednak! - zaśmiałem się.
Ciris podeszła do sztalug zmieniając
ich kąt ustawienia. Grzebała przy nich trochę za długo, jak na
mój gust.
- Co wyście robili w tej Francji,
skoro masz problemy z takim zadaniem? - zapytałem szczerze
zdziwiony.
- Malowaliśmy martwą naturę!
- Żadnych przystojnych Francuzów
na zajęciach? Albo pięknych Francuzek?
- Nie. To był kurs dla młodzieży.
Może na tym dla dorosłych fundowano takie atrakcje. - dziewczyna
wyprostowała się.
- Szkoda... - westchnąłem.
Ciris w końcu zabrała się za
rysowanie, a ja poczułem, że zrobiłem błąd siadając akurat w
ten sposób. Krew zaczęła mi odpływać z rąk... ale było
już za późno, żeby ustawić się inaczej. Musiałem wiec
szybko zająć czymś myśli, żeby zapomnieć o niewygodzie.
Spojrzałem na ścianę ze zdjęciami.
Sporo z nich przedstawiało naszą paczkę, ale im bliżej podłogi,
tym więcej było w nich samej Kalipso. Przypomniałem sobie, że
przecież dawno temu, na samym początku, razem z Ciris były
nierozłączne.
Poczułem ukłucie w sercu na to
wspomnienie. Tyle się od tamtego czasu zmieniło... Jednak nie to
bolało mnie najbardziej, lecz to, co czas zrobił z naszą rudą
przyjaciółką.
Kiedyś tak niesamowicie charyzmatyczna,
kreatywna, szalona... Nie dało się z nią dyskutować, była
niereformowalna i potwornie irytująca, a przez to tak pociągająca...
Teraz zachowywała się, jakby nie była sobą, a jednocześnie nawet
nie chciała przyjąć naszej pomocy. Może i uśmiechała
się na spotkaniach, ale... Wiedziałem, że coś nadal ją gryzie.
Wkurzała mnie tym swoim zamknięciem w sobie! Rozumiem, wybrała
Roda, a on ją zostawił. Może głupio jej było teraz się do mnie
odezwać? Ale proponowałem jej przyjaźń! Jak to jej też nie
pasuje, to trudno! Ja nie będę się już starał. Też mam swoje
potrzeby, które zaniedbałem specjalnie dla niej...
Zdenerwowany oderwałem wzrok od
fotografii w poszukiwaniu nowego punktu, na którym mógłbym
zatrzymać wzrok, napotkałem na spojrzenie Ciris. Szybko schowała
twarz za sztalugami, jednak ten ułamek sekundy sprowadził moje
myśli w innym kierunku.
Czy ona była taka zawstydzona dlatego,
że zachowałaby się tak przy każdym, czy może istniał jeszcze
jakiś inny powód? Anti wspominała mi w tajemnicy, że Ciris
nadal na mnie zależało. Jej zachowanie też na to wskazywało.
Niepewne uśmiechy, jakie mi posyłała podczas spotkań, to jak się
martwiła o to, jak wyjdę na obrazie, i że chciała abyśmy zostali
sami...
- Chyba skończyłam. - wyrwała mnie z
zamyślenia Ciris. - Chcesz podejść zoba... albo może ja podejdę.
Podała mi kartkę w zdrętwiałe
dłonie.
- Nie wmówisz mi, że nigdy
wcześniej nie rysowałaś aktów, bo to jest genialne... -
powiedziałem pełen podziwu.
- Noga mi trochę krzywo wyszła.
- Nie marnuj talentu dla architektury,
dziewczyno!
Nie odpowiedziała mi, tylko podeszła
z powrotem do sztalug.
- Mam robić następny? - spytała
niepewnie.
- Wiesz co... Może wsadź im tego
Dawida i dorysuj moją twarz z tego pierwszego obrazka. I tak się
nie poznają, a widzę, że ci niezręcznie.
- Dziękuję, Hauru. - odpowiedziała z
wyraźną ulgą odwracając się, abym mógł się ubrać, co
też natychmiast uczyniłem. Podszedłem do niej od tyłu, obróciła
się w moją stronę.
- Nie było tak źle, co? - pogładziłem
ją po policzku żeby sprawdzić, czy odtrąci moją rękę.
Nie zrobiła tego.
- Oby w poniedziałek też poszło nam tak
dobrze, kiedy reszta to zobaczy...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz