wtorek, 16 lutego 2016

52. Coś się kończy, coś się zaczyna...

 Hauru


   Poprzedniego dnia odprowadziłem Kalipso do domu. Szliśmy w milczeniu. Powiedziała, że jeśli się odezwę, to zarobię kolejnego sierpowego. Z resztą obydwoje mieliśmy sporo do przemyślenia, więc nie było to dla mnie aż takie wyzwanie...
   Nie mogłem pogodzić się z myślą, że Ciris ma dziewczynę. To było zbyt niespodziewane! Wydawało mi się, że między nami znów się układa, a tu coś takiego... Może za bardzo naciskałem? Może wcale tego nie chciała i próbowała mi powiedzieć? W końcu nie dałem jej dojść do słowa... A co, jeśli byłem dla niej tylko przykrywką? I jeśli miałem być przykrywką, to dlaczego chciała się ukrywać z naszym związkiem? Wszystko to było zbyt poplątane...
  I do tego Kalipso... Co jej się stało, że rzuciła się z taką nienawiścią na Ciris? Jedynym rozwiązaniem, które przychodziło mi do głowy było to, że w jakiś sposób dowiedziała się o tym, że z nią chodzę i poczuła się zazdrosna... Aczkolwiek wtedy ludzie zwykle rozmawiają, robią sobie wredne uwagi albo starają się rozwalić związek, a nie czaszkę swojej koleżanki z klasy! Chociaż w sumie to była Kalipso - nie wiem, czy do niej odnosiły się te zasady... Co i tak nie zmieniało faktu, że Ruda już wystarczająco wiele razy dała mi do zrozumienia, że nie chce ze mną chodzić, żebym nie mógł uwierzyć, że nagle zmieniła zdanie. 
   Kiedy obudziłem się dziś rano, postanowiłem, że skończę z tymi niedomówieniami mózg mi eksploduje od wymyślania teorii spiskowych. Cały obolały zwlokłem się z łóżka, ubrałem, zjadłem śniadanie, chwilę zastanawiałem, czy powinienem brać ze sobą kask i ochraniacze przed konfrontacją z Kalipso, ale w końcu z tego zrezygnowałem i poszedłem do jej domu. 
   Drzwi otworzył mi jej tata. Jak zwykle elegancki i pochmurny.
 - Dzień dobry panu, jestem kolegą Kalipso, mogę wejść? - przywitałem się z uśmiechem.
 - Spodziewałem się zobaczyć tutaj Roda, czy jak mu tam... No ale nic, może tobie uda się wyciągnąć ją z pokoju. Od wczoraj nic nie jadła. 
   Wszedłem do środka, a pan Zhen zamknął za mną drzwi i skierował się do swojego biura. Szybko ściągnąłem buty i udałem się w przeciwnym kierunku na piętro do pokoju Kalipso. Drzwi były zamknięte. Zapukałem.
 - Kalipso? To ja, Hauru. 
   Nie dostałem odpowiedzi, ale po chwili usłyszałem dźwięk klucza przekręcanego w drzwiach. Nacisnąłem klamkę i stanąłem twarzą w twarz z Rudą.
 - Hejka. - powiedziała. - Fajnie, że wpadłeś. 
   Odwróciła się na pięcie i rzuciła na swoje łóżko. Przez chwilę stałem w drzwiach nie do końca wiedząc, jak mam się zachować, dopóki nie poklepała dłonią miejsca koło siebie wskazując mi, żebym usiadł. 
 - Widzę, że ładnie ci dołożyłam. - skomentowała, kiedy zobaczyła, jak podchodzę do niej kulejąc.
 - Też się popisałem. - odparłem przyglądając się zaczerwienieniom na jej nadgarstkach i siniakowi pod okiem. 
   Roześmiała się.
 - To było coś...
   Siedziałem w ciszy, kiedy ona leżała zamyślona patrząc się w sufit. Po chwili położyłem się koło niej. Nie wiem, jak długo tak trwaliśmy, zanim znów się odezwała:
 - Wow... Myślałam, że jesteś tak zakochany w brzmieniu własnego głosu, że nie potrafisz aż tyle zachować milczenia.
 - Jak na osobę z ADHD też nieźle się trzymasz - odpowiedziałem żartem.
 - Od kiedy jesteśmy dla siebie tacy mili? - zaśmiała się.
 - Odkąd nauczyłaś się przyjmować moje komplementy! - wypaliłem. - Ale w sumie zbiega się to w czasie z naszą wczorajszą bójką... Chyba przydałoby się o tym pogadać.
 - O zbawiennym wpływie przemocy na odbiór i akceptację nonsensów?
 - Boże, Kalipso! To brzmi jak tytuł jakiejś pracy magisterskiej! - zawołałem z udawanym oburzeniem.
 - Zapewniam cię, że gdyby nią rzeczywiście była, to byś jej nie obronił. - odparła kpiąco.
   Zignorowałem tę uwagę i od razu przeszedłem do sedna sprawy:
 - Co się stało między tobą a Ciris? Pokłóciłyście się o coś?
 - A może najpierw ty mi opowiesz, co się między wami dzieje? - humor Rudej natychmiast się pogorszył.
 - Nie wiem, co sugerujesz. Przecież Ciris... jest już zajęta.
 - Och, nie zgrywaj idioty, Hauru. - kontynuowała Kalipso gniewnym tonem zwracając na mnie swój wzrok. - Nie przeszkadzało ci to, kiedy byłam z Rodem, a o Talii nie wiedzieliśmy aż do wczoraj. Chyba, że teraz jesteś w trójkącie?!
 - Nie masz prawa robić mi o to awantury! - odparłem atak spoglądając jej prosto w oczy. - To, z kim się spotykam, to moja sprawa. Wystarczająco wiele razy dałaś mi do zrozumienia, że nie mam u ciebie szans!
   Jej twarz nabrała jeszcze bardziej mrocznego wyrazu.
 - Rozwaliłeś mi związek! - wykrzyknęła. - Znam milion lepszych sposobów na podryw!
 - Twój związek i tak by się skończył! - wylewałem z siebie całą frustrację. - Gdyby było ci tak dobrze z Rodem, to nawet byś na mnie nie spojrzała!
 - Przyszedłeś tu, żeby zarobić kolejnego siniaka?! - podniosła się na łokciach zaciskając ręce w pięści.
 - Przyszedłem, żeby się dowiedzieć, co ci do jasnej cholery odbiło?! - zrównałem się z nią.
 - Och, no nie wiem? - zaśmiała się sarkastycznie. - Jakiś idiota przeszkodził mi w odbijaniu chłopaka!
    Stop. Co ona powiedziała? Na chwilę straciłem rezon. Zauważywszy moją reakcję, ona też trochę się zmieszała.
 - Kalipso, ale ty wiesz, że "walka o chłopaka" zwykle ogranicza się do puszczania niepochlebnych plotek, ośmieszania tej drugiej dziewczyny i tak dalej, a nie rzucania się na nią z pięściami?! - spytałem, żeby przerwać krępującą ciszę.
 - Jestem staromodna. Naoglądałam się za dużo "Gry o Tron"... - odpowiedziała schodząc z łóżka.
 - Gdzie idziesz? - powstrzymałem ją chwytając jej rękę.
 - Do łazienki, zmyć ten wstyd. - odparła z przekąsem.
   Podniosła się, poprawiła sukienkę, a gdy otwierała drzwi zawołałem:
 - Kalipso?! - odwróciła się, a na jej twarzy malowało się zakłopotanie. - Tak sobie pomyślałem... Chcesz zostać moją dziewczyną?
 - Hauru, to głupi dowcip. - powiedziała ze zrezygnowaniem, ale zamknęła z powrotem drzwi i opierając się o nie spojrzała w moim kierunku.
 - Nie, mówię serio! - uśmiechnąłem się do niej, a widząc jej unoszącą się brew dopowiedziałem: - W sumie Ciris okazała się już zajęta więc...
 - Hauru! - krzyknęła i rzuciła we mnie poduszką, która leżała koło niej na krześle.
   Złapałem ją w locie i powoli podszedłem do Kalipso.
 - To co? - spytałem z chytrym uśmieszkiem. - Chcesz ze mną chodzić, czy najpierw mam cię jeszcze pokonać w bitwie na poduszki?
 - Nie miałbyś ze mną szans. - odpowiedziała również robiąc krok w moją stronę.
 - Mam przewagę - to ja trzymam poduszkę! Ty jesteś bezbronna... - dzieliły nas już tylko centymetry. Mogłem poczuć jej oddech na swojej szyi...
 - Nie dasz mi się uzbroić? - wyszeptała przymykając powieki i zbliżając swoje usta do moich. - Ładny z ciebie dżentelmen...
    Bliskość Kalipso działała na mnie odurzająco. Jej zapach był tak słodki i utęskniony... Gdy nasze usta się spotkały, straciłem kontakt ze światem. Liczyło się tylko przyspieszone bicie naszych serc i jej czuły dotyk. Z całej siły pragnąłem ją objąć, a jednocześnie bałem się, że znów mnie odrzuci. Jednak tej krótkiej chwili już nikt mi nie odbierze. Będzie ona dowodem, że przynajmniej przez ten ułamek sekundy, byłem dla niej kimś na prawdę ważnym.
   Dziewczyna powoli się odsunęła, ale nadal stała blisko mnie. Spojrzała mi w oczy z szerokim uśmiechem.
 - Gdybyś się jeszcze nie domyślił, to oznacza "tak". - zaśmiała się na widok szoku na mojej twarzy.
 - To chyba pierwszy raz, kiedy moja groźba wywołania bitwy na poduszki faktycznie spełniła swoje zadanie... - odparłem ze śmiechem, choć to, co się działo, wydawało mi się zupełnie oderwane od rzeczywistości.
 - Jeśli myślisz, że wpakowałam się w to przez twój poduszkowy szantaż, to jesteś w głębokim błędzie! - i zanim zdążyłem zareagować wyrwała mi jaśka z ręki i zaczęła nim okładać po twarzy.
   Zrobiłem unik i rzuciłem się na jej łóżko chwytając za broń.
 - Ładny początek pożycia! - wykrzyknąłem uderzając ją w bok, kiedy stała nade mną z uniesioną poduchą.
 - Nikt nie powiedział, że teraz będzie łatwiej! - odparła gdy nasze poduszki starły się w połowie drogi.
 - A już zaczynałem mieć nadzieję...
   Odrzuciłem poduszkę, chwyciłem ją za talię i przewróciłem na łóżko chwytając za ręce, żeby mi się nie wymknęła. Szamotała się przez chwilę próbując dosięgnąć mnie jaśkiem, ale w końcu również wypuściła go z rąk.
 -  Czy to się dzieje na prawdę? - spytałem.
 - "Ależ oczywiście, że to się dzieje w twojej głowie, Harry, tylko skąd, u licha, wniosek, że wobec tego nie dzieje się to naprawdę?" - odpowiedziała teatralnym tonem.
 - Nie wyjeżdżaj mi tu z Dumbledore'm, kiedy staram się być poważny! - udałem oburzenie, choć kochałem ją za tę przekorność.
 - Bo co mi zrobisz? - odparła zaczepnie.
  W odpowiedzi po prostu znów zacząłem ją całować i tym razem nie miałem już żadnych wątpliwości - wiedziałem, że od teraz wszystko będzie w porządku...
  

 Rod


   To naprawdę dziwne, jak długo znamy się z Ciris, a jak mało o niej wiem. Przyszło mi to do głowy, gdy dzwoniłem do drzwi jej domu i zastanawiałem się, czy aby na pewno już się obudziła.
Na szczęście otworzyła mi jednak uczesana i w pełni przytomna. Tylko lekko opuchnięte powieki zdradzały, że wczoraj coś się wydarzyło.
 - Cześć! - uśmiechnąłem się zakłopotany. - Znalazłem u siebie w domu twój telefon. Tylko zaraz go znajdę... - zacząłem grzebać nerwowo w plecaku w obawie, że jednak go nie spakowałem.
 - Może chcesz wejść na chwilę do środka? - zaproponowała dziewczyna z delikatnym uśmiechem. - Właśnie robię naleśniki na śniadanie, odwdzięczę się za fatygę.
 - Odwdzięczać się nie musisz, niemniej jednak naleśnikiem nie pogardzę - zgodziłem się i wszedłem do środka.
   Usiadłem przy kuchennym stole i po krótkiej chwili znalazłem komórkę Ciris. Oddałem jej ją do ręki.
 - Dzięki. - powiedziała chowając ją do kieszeni spodni. - Nawet nie zauważyłam, że ją zgubiłam.
 - Nie dziwi mnie to prawdę mówiąc... - niechętnie wróciłem do wczorajszego spotkania.
   Nie odpowiedziała. Odwróciła się w stronę kuchenki i zajęła się przygotowywaniem śniadania.
 - Rozumiem, że to bardzo nieprzyjemna sytuacja, ale wydaje mi się, że nie unikniemy tego tematu. Czy mogłabyś mi to wszystko trochę wyjaśnić, zanim dorobię do tego jakąś niestworzoną historię? - Zapytałem wprost.
   Westchnęła.
 - Przepraszam, Rod. Wiele razy chciałam wam powiedzieć, ale w sumie nie wiedziałam jak, a potem zastanawiałam się po co... Po rozstaniu z Hauru myślałam, że już nigdy więcej w nikim się nie zakocham. Nie mogłam patrzeć na facetów, bo wszystkich porównywałam do niego... To trwało jakiś czas. A potem pojawiła się ta dziewczyna na kursie tanecznym... Spodobała mi się. Wcześniej nie zdawałam sobie do końca sprawy z tego, że jestem bi, dopiero wtedy to do mnie dotarło. Dlatego kiedy poznałam Talię i pojechałyśmy do Francji, to przestałam się ukrywać. Chciałam sprawdzić, jak ludzie będą mnie odbierać - i to zadziało. Po raz pierwszy czułam się tak wolna! A z Talią... to było jakbyśmy znały się całe życie, jakby była dla mnie stworzona...
   Brak powietrza przerwał ten potok słów, ale po wdechu Ciris już nic nie dopowiadała. Spojrzała tylko na mnie nieśmiało, podczas gdy próbowałem poukładać to sobie w głowie. I, muszę przyznać, jej opowieść była całkiem spójna - wewnętrznie i z tym, co widziałem.
 - To chyba dobrze, nie? - powiedziałem głupio. To była już kolejna taka gafa.
 - Rodzice tego nie zrozumieją. Nie wiem nawet, czy reszta będzie chciała ze mną rozmawiać... - wyszeptała.
 - Jak to? Bzdury gadasz, Ciris! - oburzyłem się. - Jak mogliby coś takiego zrobić?
 - Nie widziałeś wczoraj ich min? Swojej własnej miny...
 - Ale... To było zaskoczenie, nic więcej! Po historii z Hauru wszyscy byli przekonani, że jesteś sama albo że... Coś się zmieniło od tamtego czasu? - wypaliłem.
 - Rod! Talia jest na górze! - dziewczyna spojrzała zaniepokojona w kierunku schodów.
 - Ajjjj... - ściszyłem głos. - Przepraszam. W ogóle przepraszam. - oparłem twarz o dłoń.
 - Na prawdę są jakieś widoczne powody do podejrzeń? - spytała mnie z wahaniem w głosie po chwili milczenia.
 - Podejrzeń? Nie jest tajemnicą przecież, że wieki temu byliście razem, a wczoraj chyba wszyscy usłyszeli, co powiedziała Talia.
   Naprawdę dziwnie czułem się wypowiadając to imię.
   Na dłuższą chwilę zapadła niezręczna cisza.
 - Dobra, wcale nie musimy o tym mówić, jeśli nie chcesz. - powiedziałem w końcu. - Przyszedłem też porozmawiać o czymś innym.
 - Tak? - zwróciła na mnie zaciekawione spojrzenie.
   Teraz to ja byłem zakłopotany.
 - Bo widzisz... - potarłem twarz ręką. - Co myślisz o Rafaeli?
 - Może nie należy do najmilszych osób, jakie poznałam, ale na pewno nie odmówię jej inteligencji i lojalności... - zamyśliła się. - Coś między wami nie tak?
 - Nie żeby od razu "nie tak", ale... Właściwie nie wiem, co między nami jest. I cokolwiek to jest, chyba nie ma w tym symetrii. W sensie z jej strony to nie to samo co z mojej i w ogóle...
 - Jeśli dobrze pamiętam... - zaczęła się zastanawiać - Benvolio chyba wspominał mi o tym, że on i Anti uważają, że Rafaela liczy z twojej strony na coś więcej niż przyjaźń, ale uznałam, że wyolbrzymiają, albo robią sobie żarty.
 - Do tej pory nie zwracałem na to uwagi, ale chyba to prawda... Nie wiem, co z tym zrobić... I do tego jeszcze Benvolio... Ech...
 - Co z Benvoliem?
 - No zakochał się w niej. Jestem między młotem a kowadłem...
 - Widzę, że nie tylko ja trzymam w tajemnicy swoje związki... - Ciris zdjęła z patelni ostatniego naleśnika i postawiła na stole talerz z całą piramidką oraz dżem.
 - Tu jeszcze nie ma żadnego związku. - obruszyłem się. - Właśnie dlatego to takie trudne.
 - Co mogę Ci powiedzieć...? Jeśli ona rzeczywiście coś do ciebie czuje, a ty nie odwzajemniasz tych uczuć, to chyba powinieneś przestać wysyłać jej mylne sygnały. Albo po prostu z nią o tym pogadać. - dziewczyna usiadła obok mnie przy stole i zabraliśmy się za naleśniki.
  - A jakie to mogą być sygnały? Owszem, dogadujemy się nieźle, ale traktuję ją jak siostrę! Chcesz mi powiedzieć, że utknęła we friendzonie?
 - Na to wygląda... Mogłeś nawet nie zauważyć, że jesteście zbyt blisko, bo dla ciebie zawsze była po prostu przyjaciółką. Gdyby inna dziewczyna zachowywała się w stosunku do ciebie tak, jak Rafaela, pewnie wcześniej nabrałbyś podejrzeń...
 - Może... Cholera. - zaczęło mnie to wszystko irytować. - To porozmawiam z nią i co? Powiem: "sorry, to koniec, od teraz udajemy, że się nie znamy"?
 - To raczej kiepski pomysł. Znienawidzi cię... Poza tym chyba nie chcesz znowu tracić z nią kontaktu? Najlepiej by było, jakbyś albo udał, że interesuje cię jakaś inna dziewczyna, albo podkreślił, że zawsze będzie twoją przyjaciółką i masz nadzieję, że znajdzie sobie jakiegoś fajnego chłopaka. Takie aluzje są chyba czytelne dla wszystkich...
 - No dobra... Pomyślę nad tym. - zgodziłem się. Takie formułki wyglądały na dość proste i naturalne.
   Traf chciał, że w tym momencie spojrzałem ma zegarek.
 - Jasna cholera! Spóźnię się na złote gody dziadków!
   Poderwałem się z miejsca, pożegnałem się z Ciris i wybiegłem. Akurat w takim momencie!


   Słońce świeciło ostro, grzejąc wszystkim głowy od samego czubka. Przy rozłożonym w ogrodzie , elegancko nakrytym stole oczywiście nie można było liczyć na cień, a wszelkie próby uniknięcia udaru słonecznego, poza odejściem, zostałyby uznane za niegrzeczne. Gdy tylko pojawiła się taka sposobność, skorzystałem z tego rozwiązania i wyszedłem niby to do toalety, a tak naprawdę przejść się pod drzewami - tak, jak się dało, bo w ogromnym ogrodzie dziadków było ich dosłownie kilka.
   Nietrudno się domyślić, że nie ja jeden wpadłem na ten pomysł - manewr był stary jak świat. Albo przynajmniej jak idea rodzinnych przyjęć na świeżym powietrzu. Między liśćmi i owocami drzew krążyły nieliczne owady, które jeszcze się nie zorientowały, że na stołach stoją dużo ciekawsze rzeczy. To, co się działo poniżej, chyba można było nazwać tłokiem. Kuzyni i kuzynki, niekoniecznie za sobą przepadający, z trudnością udawali, że się nie widzą, a gdy to już nie wychodziło, prowadzili bardzo konwencjonalne, płytkie rozmowy, niewiele lepsze od tych z ciotkami i babciami, których w ten sposób uniknęli. Jakoś nie miałem ochoty się nimi przejmować. Postanowiłem udawać roztargnienie, co zresztą ułatwiała mi nieuprasowana koszula - efekt niedawnego pośpiechu.
Na szczęście nikt też nie palił się do rozmowy ze mną. Do momentu, gdy usłyszałem tuż przy uchu znajomy głos:
 - Co tam, ulubiony kuzynie? Też ukrywasz się przed wujkiem Ignacym?
 - Cześć! - odpowiedziałem z uśmiechem, odwracając się do Rafaeli - Nie tylko przed nim, niestety.
 - Jak się pół godziny posłucha o tym jego programie do robienia drzew genealogicznych i namowom, żeby szybko znaleźć sobie drugą połówkę oraz zacząć rodzić dzieci, to już każdy tutaj jest do zniesienia. - odparła ze śmiechem.
 - Polemizowałbym. On tylko namawia, a ciotka Irena dopytuje: "czy już", "kto" i "dlaczego nie Marynia od Markowskich".
 - Ta, której udzielałeś korepetycji? To ciocia was shipuje?! - spytała z podekscytowaniem typowym dla dziewczyn po usłyszeniu jakiejś towarzyskiej plotki.
 - To żenujące, ale tak. - próbowałem się zaśmiać. To było więcej niż żenujące.
 - Będziesz musiał znaleźć sobie dziewczynę, inaczej któregoś razu ciocia zrobi ci niespodziankę i ją zaprosi!
 - Wtedy założę sweter w renifery i będę liczył na efekt Marka Darcy'ego z "Dziennika Bridget Jones".
 - Podobnie jak on miałbyś jedynie ten problem, że nawet w swetrze byłbyś wciąż przystojny. - powiedziała niby żartem, ale tak, jakby był przykrywką - tak jak czasem ludzie pokrywają zażenowanie, mówiąc coś wyjątkowo szczerze.
   Poczułem się bardzo niekomfortowo. Czy to był czas, żeby dać jej do zrozumienia... Myślałem o tym momencie długo, ale wciąż byłem zupełnie nieprzygotowany. Spuściłem wzrok.
 - Nie no, kto by się oparł dzierganym reniferom? - wybełkotałem.
   W mojej głowie zaczęła się zwyczajna w takich sytuacjach pogoń za jakimkolwiek tematem do rozmowy.
 - Widziałem się z Ciris. - powiedziałem w końcu z westchnieniem, próbując znowu spojrzeć na rozmówczynię. Była wyraźnie czerwona na twarzy.
 - Jak się trzyma? - spytała.
 - Myślę, że nieźle. Chociaż nie jestem pewien, czy powinniśmy dać jej ochłonąć czy raczej upewnić się, że nie zrozumiała nas źle.
 - Nadal nie mogę uwierzyć, że żadne z was wcześniej nie wiedziało... - zamyśliła się. - Przecież to wasza przyjaciółka... takie rzeczy się zauważa.
 - No właśnie nie zawsze. Są rzeczy, o których byś nigdy nie pomyślała, bo są zbyt nieprawdopodobne, prawie oderwane od twojej rzeczywistości... Wtedy żadne wskazówki nie pomogą, bo nawet kiedy taka myśl wpadnie ci do głowy, natychmiast ją odrzucisz, kręcąc głową albo może nawet śmiejąc się pod nosem. - starałem się usprawiedliwić, choć nie wiedziałem, czy bardziej od moich podejrzeń co do uczyć Rafaeli, czy słabej znajomości sekretów przyjaciółki.
 - A więc żeby zmusić kogoś, do zauważenia takiej rzeczy, trzeba na niego spuścić bombę? - dopytywała, a jej wzrok błądził gdzieś po trawie pod jej stopami.
 - Innego wyjścia nie widzę. Tylko mówiąc wprost ma się pewność, że informacja do kogoś dotrze. Chociaż może i wtedy nie... - westchnąłem znowu.
 - Widzę, że strasznie cię dobija ta sytuacja...
 - Po prostu się o nią martwię. Nie chciałbym, żeby czuła się przez nas odrzucona, a chyba tak było po... No wiesz czym.
 - Wszystko wydarzyło się tak niespodziewanie, że trudno było właściwie zareagować. - odparła z nutą poirytowania. - Nie miej o to do nas ani do siebie pretensji.
 - Niemniej jednak nie usprawiedliwia to naszego braku reakcji teraz. - starałem się brzmieć możliwie łagodnie i luzacko. - Znaczy ja już jej powiedziałem, co myślę, i teraz kolej na resztę.
 - Pewnie wszystko się wyjaśni jutro na spotkaniu przy butelce... O ile nadal w nią gramy.
 - Chyba gramy... - spróbowałem się uśmiechnąć.
 - Jak to się w ogóle stało, że zacząłeś w to grać? - spytała zupełne mnie tym zaskakując. - Ja nigdy nie potrafiłam cię namówić na butelkę, gdy byliśmy młodsi.
 - Aaa... To już dawne czasy. Względnie. - odparłem. - Kalipso to wymyśliła. Prawdę mówiąc, byłem przekonany, że to rozrywka na chwilę, a wyszło... inaczej.
 - A ja myślałam, że wtedy po prostu bałeś się, że będziesz zmuszony całować się z kimś publicznie... - spojrzała na mnie bardzo uważnie.
 - Nie, to zupełnie nie to. - odpowiedziałem rozbawiony, po czym przyznałem: - Chociaż z niektórymi musiałoby być dziwnie, na przykład z tobą... albo z Benvoliem!
    Przez moment wydawało mi się, że jej twarz wykrzywiła się, jakby się o coś uderzyła. Po chwili  bezbarwnym tonem odpowiedziała:
 - Racja... - po czym dodała: - Wiesz, wydaje mi się, że powinnam sprawdzić co u mamy. Podobno miałyśmy się dziś wcześniej zbierać.
 - W takim razie nie będę cię zatrzymywać. Do zobaczenia na butelce! - pożegnałem się.
 - Cześć! - odpowiedziała krótko i odbiegła przez zalany słońcem trawnik w kierunku altany.

środa, 10 lutego 2016

51. Fight

 Ciris


   Po tym, jak Kalipso trzasnęła drzwiami, nie mogłam już zasnąć. To był zły pomysł, żeby jej o tym mówić... Rozdrapałam świeżo zabliźnione rany, a gdyby wiedziała, że spotykam się z Hauru, pewnie byłoby jeszcze gorzej! Martwiłam się, co zrobi reszta, gdy rano zauważy jej zniknięcie, ale nie za bardzo się przejęli. Wszyscy jakby krążyli w swoich własnych myślach... a może to zwyczajnie wina kaca? Benvolio poczęstował nas kawą i razem uzgodniliśmy, że skoro Kalipso już poszła odsypiać imprezę u siebie w domu, to chyba warto wziąć z niej przykład i nie spotykać się dziś na butelkę.
Hauru zaoferował, że odprowadzi mnie do domu. Zgodziłam się, a kiedy dotarliśmy na miejsce, zaprosiłam go do środka. Miałam zamiar szczerze z nim porozmawiać, ale zanim zebrałam się na odwagę on spytał, czy może skorzystać z prysznica, a kiedy wrócił, znów nie byłam w stanie wydusić z siebie słowa.
 - Zostawiłem ubrania na wieszaku na balkonie. - powiedział przeczesując palcami swoje mokre włosy. - Mam nadzieję, że szybko wyschną. Wolałbym nie siedzieć w ręczniku, kiedy twoi rodzice wrócą z pracy.
 - Nie uważasz za podejrzane, że w ciągu tygodnia już drugi raz paradujesz po moim pokoju nago? - zapytałam lekko zakłopotana wbijając wzrok w podłogę.
 - Nie, gdzie tam! - machnął ręką i rozsiadł się na moim łóżku z wielkim uśmiechem na twarzy. - Chciałaś ze mną o czymś pogadać?
   Na chwilę wstrzymałam oddech. Moje serce znów zaczęło bić szybciej.
 - Nie, to już nie ważne... Chociaż właściwie... Nie, zapomnij.
 - Okej... - przysunął się bliżej. - To może ja zacznę.
   Jednym palcem chwycił mnie za podbródek i zbliżył moje usta do swoich. Przeszyła mnie fala nagłego gorąca. Zanim zdążyłam pomyśleć, oddałam pocałunek, po czym nagle się wycofałam.
   Roześmiał się.
 - Spokojnie, moje zamiary są całkowicie szczere. Zatrzymałbym się wyłącznie na całowaniu!
 - Hauru... Co my właściwie robimy? - spytałam odsuwając się od niego.
 - W tym momencie rozmawiamy, oddychamy, spędzamy miło czas... - zaczął wyliczać na palcach.
 - Nie żartuj sobie. Mówię poważnie: co jest między nami? - spojrzałam na niego wyczekująco.
 - A co byś chciała? - odpowiedział pytaniem odrobinę poważniejąc. - Myślałem, że może znów moglibyśmy ze mną chodzić... Fajnie nam było przez tamte dwa miesiące.
 - Hauru... Nie wiem, czy powinniśmy. Nie chcę okłamywać innych, Kalipso mnie znienawidzi, nie wiemy, czy to potrwa dłużej niż ostatnio...
   Chłopak położył mi palec na ustach.
 - Za dużo myślisz. Będzie jak będzie! Nie możesz zaprzeczyć, że ciągle coś do mnie czujesz. Twoje ciało mówi za ciebie. - na jego ustach znów pojawił się uśmiech.
 - To nie wyjdzie nam na dobre! - próbowałam przekonać zarówno jego, jak i siebie. Byłoby dużo łatwiej, gdyby się w końcu ubrał i nie patrzył na mnie z takim pożądaniem... - A z resztą...
   Zbliżyłam się do niego i znów zaczęłam go całować. Objął mnie, a jego ręce błądziły po moich plecach. Nie chciałam myśleć o tym, czy podejmuję słuszną decyzję. Skupiałam się wyłącznie na jego ustach...
   I właśnie w tym momencie rozległ się dzwonek do drzwi.
 - To pewnie listonosz, zostań. - powiedział Hauru łapiąc oddech.
 - A co, jeśli mama skończyła pracę wcześniej? - zapytałam w panice biegnąc do drzwi. - Ubieraj się!
   Nie słyszałam, czy coś odpowiedział. W jednym momencie znalazłam się w przedpokoju, szybko poprawiłam bluzkę i fryzurę w lustrze i otworzyłam drzwi.
   Na zewnątrz stał nie kto inny, a Talia.
 - Bonjour mon amante! - wykrzyknęła przytulając mnie i całując w obydwa policzki. - Niespodzianka!
   Nie mogłam wyjść z szoku. To się nie działo na prawdę...
 - Talia! - odpowiedziałam. - Co ty tutaj robisz?!
 - Pisałaś, że chciałabyś, żebym tu przy tobie była, więc namówiłam starych i przyjechałam na tydzień czy dwa, o ile twoi rodzice nie będą mieli nic przeciwko... Na wszelki wypadek wzięłam też namiot!
   Dopiero teraz zauważyłam plecak, który stał za nią na werandzie.
 - To co? Nie zaprosisz mnie? - spytała rozbawiona, kiedy ja wciąż próbowałam znaleźć jakieś słowa, żeby wybrnąć z sytuacji.
   Za moimi plecami usłyszałam kroki i za chwilę koło mojego boku stanął Hauru.
 - O! Ty nie wyglądasz na listonosza... - zaśmiał się na widok dziewczyny. - A wieeem! Talia? Jestem Hauru. Ciris sporo o Tobie opowiadała.
   Wyciągnął do niej rękę.
 - I nawzajem! - odparła podając mu swoją, po czym zmarszczyła brwi. - Dlaczego twoje ubrania są mokre?
 - Eee... Przez przypadek odkręciłem nie ten kran myjąc ręce... Dzień jak co dzień. Pomóc wnieść plecak?
   Mimowolnie chwyciłam się za głowę. To była jakaś tragedia...
   Całą trójką weszliśmy do kuchni. Zaproponowałam Talii coś do picia, a potem dałam znak Hauru, żeby odszedł ze mną na stronę.
 - Co ty żeś zrobił z tymi ubraniami?! - zapytałam gniewnie starając się szeptać, co było kiepskim połączeniem.
 - Benvolio wylał na mnie wczoraj resztę swojego drinka. Stwierdziłem, że skoro się już myję, to od razu upiorę koszulkę. Miała wyschnąć zanim ktoś przyjdzie... I czemu nie mówiłaś, że zaprosiłaś koleżankę? - odpowiedział również szeptem wyciskając ze materiału wodę na mój dywan.
 - Nie zapraszałam jej! Zrobiła mi niespodziankę... - odparłam kręcąc głową i starajac się powstrzymać ogarniającą mnie panikę.
 - Dobra, to co robimy? - spytał konspiracyjnie. - Weźmiesz ją gdzieś na spacer, a potem wpadniesz do mnie? Nie będę z wami siedział w tych mokrych ciuchach w domu. Powinienem się przebrać...
 - Na słońcu wszystko wyschnie. Sam idź sobie na spacer. I ani słowa reszcie o tym, co się między nami działo, rozumiesz?!
 - A co z naszą dzisiejszą randką?!
 - To to była randka?!
 - Miała być! - Hauru zastanowił się chwilę. - Ej, to może chodźmy we trójkę na ten spacer. Pokażemy twojej koleżance okolicę i będziemy mogli spędzić trochę czasu razem...
 - Czy ty musisz wszystko tak utrudniać? Spotkamy się jutro! - zaczęłam się poważnie denerwować tą sytuacją.
 - Jak nie znajdziesz dla mnie dzisiaj czasu, to o wszystkim powiem Antiochis! - na twarzy Hauru pojawił się uśmiech zwycięstwa.
 - Jesteś najgorszym, najbardziej manipulatorskim i upartym chłopakiem jakiego znam!
 - I tak mnie kochasz. - odparł tamten i wrócił do kuchni.
   Poszłam zaraz za nim.
 - Ustaliliśmy z Ciris, że może chciałabyś przejść się z nami na spacer po okolicy. - wypalił Hauru nie dając mi szansy na niewywiązanie się z umowy. - Niedaleko jest sklep z lodami i w ogóle. Co ty na to?
 - Jasne, czemu nie! - Talia natychmiast poderwała się z krzesła.
 - Nie jesteś zmęczona podróżą? - chwyciłam się mojej ostatniej deski ratunku, zanim zrobi się bardzo niezręcznie.
 - No co ty! Przecież wiesz, że mi nigdy nie brakuje energii - mrugnęła do mnie okiem poprawiając swoją bandanę. - Chodźmy!
 - No widzisz?! - Hauru poklepał mnie po ramieniu i razem z Talią udali się do wyjścia.
   Nie pozostało mi nic innego, jak ruszyć z nimi...
   Popołudniowe słońce grzało niemiłosiernie. A może to gorąco wypływało z mojego zakłopotania całą sytuacją? Mało brakowało, a Talia przyłapałaby mnie w łóżku z Hauru... A wtedy nie dość, że bym ją straciła, to jeszcze Hauru dowiedziałby się o tym, że ja i Talia nie jesteśmy tylko koleżankami... Teraz obydwoje szli koło mnie śmiejąc się i prowadząc sympatyczną rozmowę. Co za ironia losu!
 - ...no i wtedy zorientowałem się, że nie mam sera! Tylko jedna osoba na świecie potrafi zrobić makaron z serem bez sera i nieskromnie mówiąc, jestem to ja. - opowiadał Hauru, a Talia się zaśmiewała.
 - To mi przypomina jak robiłam muffinki na urodziny brata, ale zapomniałam dodać do nich masła - wyszły okropnie!
 - A to jeszcze nic! Moje siostry...
   Znów wyłączyłam się z ich rozmowy, ale tym razem dlatego, że po drugiej stronie chodnika zobaczyłam Kalipso i przypomniała mi się nasza nocna rozmowa na balkonie... A myślałam, że nie mogę poczuć się jeszcze gorzej... Ruda szła z rękami w kieszeniach koszuli, którą zarzuciła byle jak na sukienkę. Wyglądała, jakby również nie zmrużyła oka od wczorajszego wieczoru. Włosy opadały jej w nieładzie na twarz. Jednocześnie wyglądała na bardzo zmarnowaną ale i groźną... Miałam nadzieję, że może ani ona ani Hauru nie zauważą siebie nawzajem, jednak nie zawsze dostaje się to, czego się pragnie.
 - Ty! - Kalipso krzyknęła w naszym kierunku. - Nie podaruję ci tego!
   Wyglądała jak wściekły wilk, albo raczej lis, zważywszy na kolor włosów, który właśnie upatrzył swoją zdobycz i rzucił się do ataku. W jednej chwili znalazła się przy mnie i z całej siły uderzyła mnie w twarz. Zatoczyłam się na chodnik. Świat wokół wirował. Czułam pulsujący ból na lewej stronie twarzy i całkowita dezorientację.
 - Kalipso! - usłyszałam krzyk Hauru i zobaczyłam, jak odciąga ją ode mnie.
 - Och, nie wpieprzaj się ty zakłamany zdrajco! - odkrzyknęła tamta.
   W życiu nie widziałam jej w takiej furii. Hauru przytrzymywał jej ręce.
 - Uspokój się! - mówił. - Oddychaj spokojnie...
   W tym momencie zgiął się wpół. Kalipso z całej siły wpakowała mu kolano w brzuch. Talia patrzyła się na cała scenę nic nie rozumiejąc. Pochyliła się nade mną i spytała, czy nic mi nie jest i przyłożyła chusteczkę do krwawiącego nosa. Dopiero wtedy się otrząsnęłam i zorientowałam, gdzie jesteśmy.
 - Musimy iść po Roda! - zwróciłam się bardziej do siebie niż do niej.
   Podniosłam się. Kalipso i Hauru na poważnie wymieniali się już ciosami. Wiedziałam, że nie zdołam do nich przemówić - trzeba było ich rozdzielić. Staliśmy prawie dosłownie pod domem Roda. Dobiegłam do drzwi i jak najmocniej wcisnęłam dzwonek. Puściłam dopiero, gdy chłopak stanął w progu.
 - Szybko! Kalipso i Hauru chcą się pozabijać!

 
Rod


   Prawie bezsenna noc dawała mi się we znaki. Myśli kłębiły mi się w głowie i żadne próby wysnucia jakichś konkretnych wniosków z tego, co usłyszałem od Rafaeli, nie przynosiły rezultatu. Zupełnie bezwładnie siedziałem na fotelu, zaniedbując obowiązki gospodarza i czułem, jak zamykają mi się oczy, a głowa opada na bok. I w tym momencie przeszył ją wysoki jednostajny dźwięk, natarczywy i nie dający się zignorować - dzwonek do drzwi. Pełen irytacji i niechęci poderwałem się i omijając drugi fotel ze śpiącą Rafaelą, otworzyłem je z zamiarem dania komuś w mordę. To, co za nimi zobaczyłem, natychmiast mnie otrzeźwiło.
 - Szybko! Kalipso i Hauru chcą się pozabijać!
   Dawno nie słyszałem takiego przerażenia w głosie Ciris - o ile słyszałem kiedykolwiek - a jej twarz miała raczej błagalny wyraz. Za nią stała jakaś zupełnie nieznana mi, zdezorientowana dziewczyna z bardzo sceptyczną miną. Za nimi dwiema rozgrywała się scena, która niejako ilustrowała słowa Ciris - wściekła Kalipso próbowała raz wydrapać oczy Hauru, a raz zwalić go z nóg jakimś kopniakiem. Hauru z kolei próbował jakoś ją obezwładnić, chwycić za nadgarstki, ale widać było, że już dawno stracił cierpliwość - o ile ją wcześniej wykazywał. Wszystko to trwało zaledwie ułamek sekundy. 
   Nie myślałem w ogóle, co robię, rzuciłem się tylko w stronę walczących i odciągnąłem na bok Kalipso. Zmęczony ledwo dawałem radę utrzymać ją wyrywającą się. Hauru nie od razu zauważył, co się stało, i złapał ją mocno za ręce, ale Ciris zareagowała w porę, stając przed nim. Jego oczy były jakby puste.
   Przez chwilę słychać było tylko nasze niespokojne oddechy. Patrzyłem to na Hauru, to na Kalipso, a czasem i na Ciris i tamtą dziewczynę i wciąż nic nie rozumiałem. Czułem tylko wielkie zmęczenie. Nagle usłyszałem od strony otwartych drzwi głos Rafaeli:
 - Przecież umówiliśmy się, że dziś nie ma butelki! Dajcie ludziom odespać... - powiedziała zmęczona przecierając oczy, kiedy nagle zobaczyła wyraz naszych twarzy. - Co się dzieje?!
 - No właśnie nie wiem... - odparłem.
 - Szliśmy ulicą, kiedy jakaś wariatka nas zaatakowała. - pospieszyła z wyjaśnieniem blondynka w krótko przyciętych włosach związanych czarną bandaną stojąca koło Ciris i Hauru. Wyglądała jak jeden z metali w naszej szkole, ale byłem przekonany, że nie spotkałem jej wcześniej na korytarzu.
 - Wypraszam sobie wariatkę. - burknęła pod nosem Kalipso. - Rod, puść mnie!
   Zupełnie automatycznie spełniłem jej prośbę i spojrzałem zdziwiony na tę obcą.
 - Aaa... Może chodźmy stąd, co? - zwróciłem się w końcu do wszystkich. - chyba tamujemy ruch na chodniku. - wydusiłem, chociaż w promieniu pięćdziesięciu metrów nikogo nie było.
   Nikt się nie odezwał i zacząłem się obawiać, że będziemy stać tak w nieskończoność, ale na szczęście gdy tylko Rafaelą weszła do środka, podążył za nią Hauru, a za nim Ciris, ta obca i Kalipso. Zamknąłem za nami drzwi i idąc do salonu, przygotowałem się na wielką awanturę. W pokoju atmosfera była tak napięta, jak chyba nigdy w jego historii. Czuło się, że w każdej chwili jakaś iskra może przeskoczyć między siedzącą na kanapie obok Hauru Kalipso, a Ciris ściśniętą w jednym fotelu z Obcą. Nikt się nie odzywał i tylko stojąca nad nimi Rafaela zdawała się bezskutecznie znaleźć słowa na rozpoczęcie rozmowy.
 - Rod. - przedstawiłem się i podałem rękę Obcej, jakbym chciał odwrócić własną uwagę od sedna.
 - Talia. - odpowiedziała mocnym uściskiem. - Często zapraszasz szaleńców z ulicy do domu? Ciekawe hobby.
 - Nie, to mój pierwszy raz. - spróbowałem się uśmiechnąć. - Mam nadzieję, że dobrze mi idzie.
 - Możesz mi powiedzieć, co ci do głowy strzeliło? - w drugim końcu salonu rozległ się przyciszony głos Hauru, który zwracał się do Kalipso chwytając ją za rękę.
 - Dobrze wiesz co. - odparła zdenerwowana, ale go nie odtrąciła.
   Dopiero teraz zauważyłem, jak bardzo oboje byli poobijani, i jednocześnie zdziwiło mnie to, że nie są na siebie jakoś strasznie obrażeni. To zupełnie nie pomagało w zrozumieniu całej sytuacji.
 - Ciris, możesz mi powiedzieć, w jakie kłopoty się wpakowałaś? - Talia zwróciła się do dziewczyny, która przez cały ten czas siedziała wstrzymując oddech.
 - To tylko takie przyjacielskie przepychanki... - odpowiedziała tamta niezbyt przekonywująco.
  - Mam prawo wiedzieć. - powiedziała z naciskiem Talia. - Jestem twoją dziewczyną!
   Zamurowało mnie. Już dużo się stało w ciągu ostatnich minut, ale teraz to już był szczyt wszystkiego. Jak to? Co ta dziewczyna właśnie powiedziała?!
 - Czy mogłabyś powtórzyć? Chyba nie dosłyszałem. - zapytałem idiotycznie, mimo że wcale nie uczestniczyłem w ich rozmowie i natychmiast nabrałem ochoty, żeby palnąć sobie w łeb.
 - Ciris?! - Hauru był w równie wielkim szoku, co ja.
 - Mówiłaś, że twoi przyjaciele wiedzą. - blondynka w bandanie rozejrzała się zakłopotana po salonie i znów utkwiła wzrok w naszej przyjaciółce.
 - No może nie do końca... - odpowiedziała Ciris zachrypniętym głosem, a po jej policzku spłynęła pierwsza łza.
   Byłem jak sparaliżowany. Czułem, że ktoś musi natychmiast coś zrobić - podejść, przytulić ją. Ale nikt nic takiego nie zrobił. Na ratunek przybiegła Rafaela: 
 - Hauru, Kalipso, powinniście przyłożyć lód do tych siniaków. Chodźcie do kuchni. Rod, pomożesz nam?
  - Już idę. - odpowiedziałem, brzmiąc dość bezbarwnie, i poszedłem za nią do kuchni, próbując przypomnieć sobie, gdzie matka trzymała maści na stłuczenia.
   Znalazłem odpowiednią szufladę i wyjąłem z niej kilka przedmiotów, które wyglądały, jakby mogły być pomocne, a Rafaela zaczęła robić z nich użytek, zupełnie symbolicznie opatrując siniaki i zadrapania Kalipso, a potem Hauru. Stałem w tym czasie ze wzrokiem wlepionym w płytki podłogowe i usiłowałem uspokoić myśli, które latały w mojej głowie jak rój owadów. W pewnym momencie Rafaela coś do mnie powiedziała i podniosłem oczy. Mój wzrok padł na załamaną Ciris i pocieszającą ją Talię.

   Im wcześniej pójdziesz do łóżka, tym później zaśniesz, głosi stara prawda ludowa. Po raz kolejny przekonywałem się o jej prawdziwości. Ciepłe sierpniowe słońce już dawno zaszło i w moim pokoju panowała duszna ciemność. Po raz kolejny moje myśli trafiały w ślepą uliczkę i po raz kolejny zaczynałem od początku - od jednego z początków, którym była Talia. Jej niewytłumaczalna i absurdalna obecność, która burzyła wiele moich przekonań. Drugim byli Kalipso i Hauru. Liczyłem, że jakoś wyjaśnią wszystkim, o co tak właściwie poszło, ale tego nie zrobili. I czułem, że po prostu jestem za głupi, żeby zauważyć coś zupełnie oczywistego. Trzecim była Rafaela. To, co mówił Benvolio, a nawet to, co tłumaczyliśmy mu Hauru i ja, zupełnie odbiegało od rzeczywistości - jeśli moja dzisiejsza rozmowa z Rafaelą była bardziej rzeczywista... a może nie powinienem tego zakładać? W końcu światło dzienne nic nie gwarantuje. Jednak to, co mi mówiła... Było przyjemne, ale i niepokojące. Czy to możliwe, żeby była we mnie zakochana?...

czwartek, 4 lutego 2016

50. Ja nigdy...

 Benvolio


  - Tylko nie mów mi, że zamierzasz dziś iść wcześnie spać. - warknąłem do Romea, widząc, że właśnie zbiera się do mycia. Była osiemnasta, lada chwila mieli się tu pojawić wszyscy, żeby grać dalej w butelkę, a on wyglądał, jakby zamierzał iść spać.
  - Spokojnie, nie musicie się mną przejmować. - odburknął. - położę się w komórce. - powiedział, mając na myśli mikroskopijny pokoik z samego brzegu mieszkania, odgrodzony od reszty łazienką i zawalony różnymi rzeczami "do uporządkowania na potem".
    Przynajmniej nie zamierzał utrudniać nam życia. Doceniałem to, więc uśmiechnąłem się dyplomatycznie. Poszedłem jeszcze po poduszki i rozłożyłem je na podłodze w salonie, zanim zadzwonił dzwonek do drzwi i gromadnie weszli do środka Hauru, Ciris, Rod, Rafaela i Kalipso, która dzisiaj miała rozdawać karty.
  - Cześć! Rozłóżcie się tutaj. - po gospodarsku zaprosiłem ich do pokoju. - Jak będziecie chcieli czegoś do picia, to śmiało sobie nalewajcie, ja jeszcze pójdę po coś do chrupania.
Sprawnie obróciłem się na pięcie i poszedłem w kierunku kuchni, słysząc za sobą chichot Ciris.
  - Co to miało być? - zapytałem, wracając z miską czipsów.
  - Nic, nic. - zapewniła mnie Ciris niezbyt przekonująco.
  - Po prostu Ciris też przyniosła coś do picia. - powiedział Hauru z niby poważną miną i niepostrzeżenie wyciągnął z jej torebki kilka butelek pigwówki.
    Kalipso wyraźnie spodobał się pomysł. Wzięła jedną z nich do ręki i zaczęła ją oglądać ze wszystkich stron.
  - To może tym razem taką butelką zakręcę? - powiedziała i od razu zrobiła to, co zapowiedziała.
    Szklane ścianki miały wypłaszczenia, które całkiem ładnie stabilizowały ruch, który jednak był nadzwyczaj krótki i zakończył się w momencie, gdy zakrętka znajdowała się najbliżej mnie. Poczułem lekki zastrzyk adrenaliny.
  - Haha! - zaśmiała się triumfalnie ruda. - Benvolio! Jak ja uwielbiam wymyślać dla ciebie zadania! Hmm... Tylko co tym razem... Niech chwilkę pomyślę... Może...
  - Nie, proszę... Cokolwiek to jest, tylko nie to... I to następne też nie...
  - W takim razie mam jeszcze lepszy pomysł! Co powiesz na...
  - Nie! Błagam! - odstawiałem miny rodem z pantomimy.
  - Nie dręcz go tak. - stanęła w mojej obronie Ciris. - Prawie za każdym razem trafia na ciebie.
  - To aż tak źle? - spytała Kalipso
  - Najgorzej! - wykrzyknąłem, starając się, aby moja twarz wyrażała absolutne przerażenie.
  - Skoro tak bardzo cierpisz, to mogę oddać moją kolejkę... - zrobiła dramatyczną pauzę. - Ale nie tak łatwo!
  - Co zamierzasz? - zapytałem, wietrząc podstęp.
    Dziewczyna chwyciła butelkę pigwówki i obracając ją w dłoni z chytrym uśmieszkiem powiedziała: - Zagramy w "ja nigdy". Kto wypije najmniej, daje zadanie Benvoliowi. Jeśli wygra Benvolio, daje zadanie mi.
    Rozejrzałem się po przyjaciołach, szukając w ich twarzach jakichś wątpliwości czy niechęci, ale wszyscy na głos wyrazili swój entuzjazm, więc nie miałem punktu zaczepienia.
  - Ej ludzie, ale przecież ja nie piję. I co teraz? - zapytałem prowokacyjnie. Nie chciałem z powodu głupiej gry łamać postanowienia i upijać się do nieprzytomności, zwłaszcza że w tej grze nie miałem większych szans.
  - Mogę skoczyć po jakieś niskoprocentowe piwo. - zaoferował się Hauru. - Taki soczek to nie alkohol! Komuś stąd udało się kiedyś czymś takim upić?
  - Albo lepiej rozcieńczymy mu to czymś. - zaproponował Rod. - Z czym to może smakować?
  - Ja zwykle piję z Colą. - rzuciła Rafaela.
  - No to mamy rozwiązanie. - skwitowała Anti i do prawie pełnej szklanki coli dolała odrobinę wódki, puszczając mi oko.
  - Będę cię pilnować, spoko. - szepnęła, podając mi drinka.
    Pokręciłem głową.
  - Do czego to doszło... Pijackie gry w moim domu... - mamrotałem, ale wziąłem go do ręki. Znaczy propozycja zaakceptowana. Nie byłem przekonany, że robię dobrze, ale liczyłem na to, że gdyby coś poszło nie tak, byłbym w stanie się wycofać.
  - Kto chce zacząć? - spytała Kalipso, odbierając od Anti swoją szklankę.
  - Ja mogę! - wyrwał się zaraz Hauru i zanim ktokolwiek zdążył zgłosić sprzeciw, powiedział: 
  - Jeszcze nigdy nie jadłem ślimaków.
  - To jest oszustwo! - zaprotestowała Ciris. - Dopiero co opowiadałam ci o tym, że będąc we Francji próbowałam!
  - Nie oszustwo, tylko pij. - roześmiał się chłopak.
    Kręcąc głową wzięła łyk, podobnie jak Rod.
  - Nigdy nie zrobiłam sobie nagiej fotki. - powiedziała Ciris patrząc z satysfakcją, jak Hauru bierze łyk.
  - No i masz swój odwet. - uśmiechnął się do niej.
  - Nigdy nie wyszłam z domu nieuczesana. - powiedziała spokojnie Antiochis, po czym szybko zerknęła na mnie i wybuchła śmiechem, widząc, jak zażenowany biorę pierwszy łyk słodkiego napoju. Ale przynajmniej nie byłem jedyny - właściwie tylko Rod i Rafaela nie wypili tym razem.
Przyszła kolej na mnie i musiałem się zastanowić - akurat w momencie, gdy zaczynałem czuć w uszach chwilowy szum (mam naprawdę słabą głowę).
  - Nigdy nie byłem na czas na zakończenie roku szkolnego.
  - To żeś dołożył. - zaśmiali się. Przy czymś takim wszyscy zmuszeni byli wypić.
  - Jeszcze nigdy nie wyszłam z domu bez którejś części bielizny. - powiedziała Rafaela.
    Kalipso lekko zarumieniła się pociągając łyka, w przeciwieństwie do Hauru, który zupełnie nie stracił rezonu.
  - Jak ci kumple na obozie powycinają wzorki w garderobie, to już lepiej chodzić bez.
    Rod uniósł lekko brwi, ale kontynuował grę.
  - Nigdy nie podsłuchiwałem rozmów przez drzwi.
    Wiedział, jak trafić - w końcu znamy się tyle lat. Znowu wypili wszyscy i Anti dolewała wódki do kolejnych szklanek.
  - Jeszcze nigdy nie dostałam niższej oceny niż 5 z wypracowania z polskiego. - oznajmiła Kalipso.
  - Ożesz ty, serio? - wypaliłem, pociągnąwszy łyka podobnie jak Anti, Ciris, Rafaela i Rod.
  - Niemożliwe! - Kalipso oburzyła się na Hauru. - Raz miałeś 4+! Pamiętam!
  - Nauczycielka zmieniła mi po lekcjach, bo policzyła mi za dużo błędów ortograficznych.
  - Kujony. - prychnęła Ciris.
  - Jeszcze nigdy nie całowałem się z facetem. - kontynuował grę Hauru.
  - To nie fair wobec dziewczyn. - oceniłem. - Chyba że potraktujemy to jako "nigdy nie całowałem się z osobą tej samej płci.
  - No niech będzie... Cholera, właśnie straciłem kolejkę... - mruknął do siebie pod nosem, kiedy Ciris ukradkiem podniosła szklankę do ust.
    Anti nieznacznie otworzyła usta ze zdziwienia, ale opanowała się tak szybko, że gdybym jej nie znał, pomyślałbym, że chciała coś powiedzieć.
  - Zaczyna się robić interesująco... - skomentowała Kalipso.
  - Nigdy nie tańczyłam na stole. - powiedziała Ciris starając się unikać naszych spojrzeń.
  - To była szalona noc! - rozmarzył się Hauru sięgając po szklankę.
  - A ty nie? - zapytała mnie Anti podejrzliwie, ale odparłem z satysfakcją:
  - To było krzesło.
  - No dobra. To ja nigdy nie parodiowałam nikogo. I co teraz?
  - Teraz jesteś do przodu. - westchnąłem i wziąłem kolejny łyk, a wraz ze mną Hauru, Ciris, Kalipso i Rafaela.
  - Nigdy nie biłam się z nikim z wyjątkiem kuzynów. I uogólnijmy to do rodziny - uśmiechnęła się Anti.
    Wszyscy spojrzeli na Hauru, ale on tylko wzruszył ramionami. Kątem oka widziałem za to, jak szklankę unosi Rod.
  - Kto to był? - zapytała Kalipso.
  - To się zdarzyło tylko raz. - zaznaczył. - Pewien debil nadużywał żartów o blondynkach, czym wkurzył mnie aż zanadto. Niektórzy ludzie po prostu nie znają granic.
    Automatycznie spojrzałem na Rafaelę, której włosy przypominały te u renesansowych madonn, ale nie widziałem wyrazu jej twarzy. Chowała ją właśnie za włosami.
  - Nigdy nie kochałem nikogo zakazaną miłością, jak to sobie wyobraża moja matka. - powiedziałem, słysząc zaraz potem chichot. - Żaden ze mnie Romeo. Znaczy żaden z dwóch wam znanych to nie ja.
  - Szczęściarz. - podsumował Hauru wypijając razem z Kalipso, Ciris i Rafaelą.
  - Dużo was. - stwierdziła Anti, autentycznie zaskoczona. - Może wcale to nie było takie zakazane? - zapytała prowokacyjnie.
  - Hmm... przyznaję się bez bicia, podrywanie zajętej dziewczyny raczej JEST, a przynajmniej powinno być zakazane. - odparł Hauru.
  - Współwinna. - przyznała Kalipso.
  - Nie chcę o tym mówić... - prawie niedosłyszalnie szepnęła Ciris.
  - Słyszałam różne opinie i na wszelki wypadek wypiłam. - powiedziała Rafaela. - Równie dobrze możecie uznać, że zaschło mi w ustach.
  - A już myślałem, że jakaś zbiorowa spowiedź będzie. - uśmiechnął się Rod, niby to zawiedziony. Anti przy tym trochę ulżyło.
  - To jeszcze nie ta faza, ale powoli się chyba zaczyna... Albo to tylko ja tyle wypiłem. - wyszczerzył się Hauru
  - Nie, spokojnie, dolewałam ci tyle co innym. - mrugnęła do niego Anti. - Pewnie zaraz wszyscy tak będą mieli.
  - No to dorzucę wam po kolejce. - powiedziała Rafaela. - Jeszcze nigdy się nie całowałam.
    Jakoś tym razem głupio mi się zrobiło, że nie wypiłem, i Anti chyba miała podobnie. Cała reszta wesoło wychyliła szklanki. Poza tym byłem zaskoczony tą wypowiedzią. Rafaela? Jakoś nie chciało mi się wierzyć.
  - Oj przy tym temacie trudno mi będzie coś znaleźć... - przyznał Rod, już lekko wstawiony. - Ale nigdy nie podrywałem zupełnie obcej dziewczyny.
    Zapadła cisza. Rozglądaliśmy się po sobie.
  - Hauru? - odezwała się Anti unosząc brwi.
  - Tylko gdy dostałem od was zadanie, ale to nie było na serio. - bronił się.
  - Naprawdę?!
  - Wbrew pozorom zwracam uwagę na wnętrze, a nie na wygląd, więc takie rzeczy mnie nie bawią.
  - Łał. Urosłeś w moich oczach. - przyznał Rod.
  - YES! Dziewczyny lecą na wyższych! - wykrzyknął tamten i uniósł rękę w kierunku Roda chcąc przybić mu piątkę.
  - Ale teraz to mi podpadasz, mój drogi. - spojrzał na niego tamten z udaną dezaprobatą.
  - Oooo... - Hauru posmutniał i zrobił minę kota ze "Shreka"
  - Dobra, starczy tego bromanceu! - wtrąciła się Kalipso.
  - A co, zazdrościsz? - zapytał Hauru, zapewne zanim zdążył się zastanowić, co mówi.
  - W twoich snach! - zaśmiała się Kalipso. - Jeszcze nigdy nie piłam do lustra.
  - Upijesz mnie dzisiaj kobieto... - Hauru pokręcił głową podając Anti szklankę, żeby dolała mu alkoholu.
  - Nigdy nie byłem w związku dłuższym niż 3 miesiące.
    Rod trochę nieśmiało stuknął się szklanką z Kalipso i nieco speszony zaczął mówić:
  - Ja nie wiem, jak ty to robisz....
  - Chcesz się umówić na szkolenie? Miałbym z czego opłacać kolejne randki. - odpowiedział Hauru kładąc rękę na kolanie siedzącej obok Ciris.
  - Wybacz, to miało być bardziej niedowierzanie. - wytłumaczył tamten z przepraszającym wyrazem twarzy.
  - Znaj łaskę pańską, wybaczam!
  - Jeszcze nigdy... nie kończyłam gry w "jeszcze nigdy". - oznajmiła Ciris. - Więcej już nie dam rady wypić... Nie wiem jak wy.
  - Jeśli chcemy jeszcze kiedykolwiek wstać, to to jest moment, żeby finiszować. - przyznałem. - Wystarczy spojrzeć na Hauru.
  - Ejjjj!!! - oburzył się tamten odrywając się na chwilę od zaplatania Ciris warkoczyków na włosach. - Nie jestem jeszcze aż tak pijany!
  - Jaaasne, każdy to mówi. - poparła mnie Antiochis. - Basta!
  - Może nie wypiłam aż tyle, co się spodziewałam - zaczęła Kalipso, ale raczej nie pokarzę się ojcu w takim stanie... Ktoś może mnie przenocować?
  - Ja! - zgłosił się pierwszy na ochotnika Hauru. - Zapraszam wszystkie piękne dziewczęta...
  - Ten tu to chyba się nawet z tej podłogi nie podniesie, a krzyczy najgłośniej... - westchnęła Kalipso.
  - Zostańcie już tutaj. - powiedziałem nieco sennie. - Zaraz zrobię dziewczynom miejsce w swoim pokoju, a my przenocujemy się tutaj. Wystarczą nam koce? - zapytałem Roda, który wyglądał już bardziej trzeźwo niż w rozmowie z Hauru. Przytaknął mi bez słowa. Z trudem podniosłem się, żeby zmienić pościel w swoim pokoju. Nie wierzyłem, że po czymś TAKIM zwyczajnie pójdziemy spać.




Kalipso


   Położyłyśmy się w pokoju Benvolia. Ciris i Anti zajęły jego łóżko, a ja i Rafaela musiałyśmy zadowolić się polówką i śpiworem rozłożonym na dywanie. Kiedy się kładłyśmy, byłam całkowicie przekonana, że zasnę w ciągu pięciu minut, ale jak to zwykle bywa przy nocowaniu ze znajomymi, zaczęłyśmy wymieniać się jeszcze jakimiś "ostatnimi" uwagami przed pójściem spać i tak od słowa do słowa szepty zamieniły się w rozmowę, a nam zupełnie odechciało się spać...
 - I ten komentarz Hauru o zapraszaniu wszystkich pięknych dziewczyn! - zaśmiała się Rafaela. - Co mu do głowy strzeliło?!
 - DZIEWCZĄT! Użył słowa dziewczęta! - odpowiedziałam równie rozbawiona.
 - Śmiejcie się, jasne! - odparła z udawanym oburzeniem Ciris. - Ale to nie wasze włosy będą jutro nie do rozczesania, bo Hauru postanowił pobawić się w fryzjera! - i wskazała na resztki czegoś, co według chłopaka miało być warkoczykami.
 - Ciekawe, co by powiedział jutro, gdyby je zobaczył w takim stanie... - mruknęła Anti.
 - Na pewno byłby zachwycony. W końcu to jego "dzieło". - odpowiedziała Ciris robiąc w powietrzu cudzysłów.
 - Zastanawia mnie, jak on to robi, że nie krępuje go ani mówienie o swoich nagich fotkach, ani o powycinanej bieliźnie... - napomknęła Rafaela.
 - To Hauru. Tego nie ogarniesz... - odparłam rozpinając śpiwór, w którym zrobiło mi się za gorąco od ciągłego śmiechu.
 - Rod jakoś się tym nie przejmuje... - dodała Antiochis tonem sugerującym aluzję.
 - Między nimi stale jest jakieś napięcie... - podłapała to Ciris. - Jestem przekonana, że tym stwierdzeniem, że nigdy nie całował się z facetem, chciał wybadać Roda!
 - Czy ty sugerujesz, że mój były chłopak jest gejem?! - zwróciłam się do Ciris tonem, którego zapewne używałabym do tworzenia teorii spiskowej dziejów.
 - Od razu gejem... może być bi. - rzuciła Rafaela. - Nasza kuzynka jest.
 - I co teraz? Zostawiliśmy ich tam sam na sam na dole... - wyszeptała Ciris.
 - Nie no jest tam jeszcze Benvolio. - odparłam.
 - Biedaczek, pewnie nie sądził, że zostanie przyzwoitką... - zwróciła uwagę Anti.
 - Skąd możemy mieć pewność, że się nie przyłączy? - ledwo zdołałam dokończyć zdanie, bo znów szarpnął mną napad śmiechu.
 - Albo że nie zacznie tańczyć dla nich na krześle... - dodała Ciris
 - I jak ja mam zasnąć, kiedy podsuwasz mi takie obrazy?! - wykrzyknęła w salwie śmiechu Rafaela.
 - O nie! - zaraz potem odezwała się Ciris. - Chyba dostałam czkawki!
  - Anti, przestrasz ją! - powiedziałam.
 - Może wrzucą zdjęcia do internetu!
   Ciris dostała jeszcze większego napadu głupawki niż ja.
  - Nie pomagasz!
 - Myślałam, że wolisz tego nie widzieć, ale jak wolisz...
 - ANTI! - Ciris tarzała się po łóżku ze śmiechu.
 - Wylejmy na nią wiadro wody! - zaproponowałam.
 - Jeszcze pomyślą, że tu też jakieś orgie... - zaczęła się bronić Anti.
 - Dobra - powiedziałam uspokoiwszy się trochę. - Pójdę po coś do picia na tą czkawkę, zanim Ciris się udusi. Tylko proszę DZIEWCZĘTA, grzecznie mi tu!
   Zamykając za sobą drzwi usłyszałam kolejny wybuch śmiechu.
   Zeszłam po schodach. Nigdzie nie mogłam znaleźć włącznika światła więc szłam powoli, żeby się nie wywrócić. Już miałam wejść do salonu, w którym spali chłopcy, kiedy usłyszałam ich przyciszoną rozmowę. Moja wrodzona ciekawość wzięła górę, więc zamarłam w miejscu i zaczęłam się przysłuchiwać dokładniej...
 - Co one tam wyrabiają?! - zapytał Hauru.
 - Widzę, że cię korci, żeby dołączyć. - zaśmiał się cicho Rod.
  - Zawsze! - odparł tamten. - I założę się, że wy dwaj też, ale i tak się nie przyznacie.
 - Skąd ten pomysł? - zapytał niewinnie Benvolio.
 - Szósty zmysł. - odparł z wyższością Hauru.
 - Ej, nie powiedziałem też, że mnie nie korci. - odpowiedział na zarzut Rod.
 - To co? Zakradamy się? - ucieszył się Hauru.
 - Oj, dajmy im pobyć trochę we własnym towarzystwie. - zaoponował Benvolio. - Zaraz ucichną i będzie po sprawie.
  - Jak chcesz... - mruknął chyba niezbyt zadowolony Hauru. - Ej, a tak w ogóle, to serio nigdy nie miałeś żadnej dziewczyny?
 - Takie życie. - odparł tamten. 
   Nie brzmiał na zadowolonego z takiego przebiegu rozmowy.
 - Może Ci kogoś z Rodem znajdziemy... Chyba, że masz już jakąś na oku? - zupełnie się tym nie przejmując drążył Hauru.
 - Dajcie sobie spokój...
  - Czyli jest jakaś! - zaśmiał się Hauru.
 - No jest. I co z tego? - wychrypiał już wkurzony Benvolio.
 - Możemy ci pomóc! - oznajmił tamten z dumą.
 - Niby w jaki sposób? - padło pytanie, a jego ton był już łagodniejszy.
 - Bo widzisz... - zaczął Rod mentorskim tonem. - My z Hauru mamy w tym jakieś doświadczenie...
 - Dokładnie! - potwierdził Hauru. 
   Mało brakowało, a zdradziłabym się parsknięciem śmiechu. Bardzo żałowałam, że nie mogę zobaczyć w tym momencie ich twarzy.
  - Zacznijmy od tego kim ona jest... albo w czym tkwi problem. - odezwał się Hauru tonem profesjonalisty.
 - No... zwyczajnie, nie wiem, jak zacząć. - tłumaczył się Benvolio.
  - Ale wie o twoim istnieniu? - spytał Hauru.
 - Taaa, oczywiście...
  - Ej no to już jest dobrze!
 - No właśnie nie! Ona mnie zupełnie nie zauważa!
 - No, to czas dać się zauważyć. Zaprosiłeś ją kiedyś na kawę czy coś? - doradził Rod.
 - No prawie. Coś podobnego. Ale to tak po przyjacielsku było. - tłumaczył się Benvolio.
 - O nie... tylko nie friendzone... - westchnął Hauru. - Stary, przekichane...
 - No nie, może coś da się zrobić... Jeszcze nam się załamie chłopak... - ciągnął lekko ironicznie Rod, przy czym Benvolio niemal na pewno tej ironii nie wyczuł. Hauru westchnął.
 - Okej... Nie wszystko jeszcze stracone! Hmm... A długo się tak "przyjaźnicie"?
 - Nie no, jakoś... Miesiąc może? Chociaż wydaje mi się, że to całe życie...
 - Okej, czyli to nie Ciris ani Anti... - Hauru odetchnął z ulgą. - To by dopiero było dziwne... Czekaj...
 - Czekaj, czekaj... - Rodowi widać też przyszedł do głowy jakiś pomysł, bo aż gwałtownie wziął wdech.  - Czy chodzi o pewną blondwłosą niewiastę zza ściany? - zapytał wyraźnie rozbawiony.
 - Benvolio?! - Hauru podniósł głos w napięciu oczekując na odpowiedź.
 - Ja pierdolę... - Rod zaczął się już naprawdę śmiać.
 - Rod, chyba zyskasz nowego członka rodziny... - dołączył do niego Hauru.
 - Dostałem szwagra... I zostałem szwagrem! Jestem wzruszony!
 - Tak się cieszę, że mogę być z wami w tak ważnym dla was obu dniu! Szczęścia na nowej drodze życia!
 - Ale tak serio? - zaczął dopytywać Rod, zwracając się widocznie do Benvolia.
 - No, a jak ma być jak nie serio? - odparł wkurzony Benvolio.
 - Rozmawiałeś z nią o tym czy coś? - zapytał Hauru ciągle łapiąc oddech, żeby spoważnieć.
 - Niezupełnie... Raz zrobiłem coś strasznie głupiego. Znaczy napomknąłem coś o tym, ale potem poszedłem do kuchni... No i się urwało.
 - A czy od tamtego czasu zaczęła się jakoś inaczej zachowywać? W sensie unikać cię czy coś? - zapytał rzeczowo Rod.
 - Nie wiem... Chyba nie. - odpowiedział cicho Benvolio.
 - No to, stary, będzie dobrze! Znaczy widocznie nie ma nic przeciwko.
 - Musisz tylko wykonać następny krok. - potwierdził Hauru.
 - Jaki?
 - Zaproś ją gdzieś... ale nie po przyjacielsku.
 - Czyli jak?
 - Rozstaw świece... Przynieś kwiaty... Chwyć ją za rękę w kinie... Co ty, komedii romantycznych nigdy nie oglądałeś?
 - No kto jak kto, ale ja miałbym nie oglądać... Pokaż mi film, którego nie oglądałem! - zaczął Benvolio ostrzej, ale zaraz ściszył głos i wrócił do meritum: - To przecież takie żenujące...
  - Ale dziewczyny lubią takie rzeczy... Albo spytaj szwagra o poradę. W końcu zna ją od urodzenia!
 - Dobrze prawi! Coś wymyślimy. - zapewnił go Rod.
   Zorientowawszy się, że usłyszałam już dość, weszłam jak gdyby nigdy nic do salonu.
 - Hej, śpicie? - rzuciłam w ciemną przestrzeń.
 - Kalipso, przyszłaś spać dzisiaj do mnie? - jak zwykle pierwszy odezwał się Hauru.
 - Właściwie to przyszłam do Benvolia... Zapytać, czy ma coś do picia. Ciris dostała strasznej czkawki.
 - Już ci pokazuję... - westchnął ciężko, podniósł się i poprowadził mnie w kierunku kuchni.
   Chwilę później byłam z powrotem na górze z dziewczynami, które w międzyczasie zdążyły zmienić temat i trochę spoważnieć.
 - Gdzie ty tyle byłaś? - zapytała Rafaela.
 - Podsłuchiwałam jak chłopaki gadają o dziewczynach... - odparłam tajemniczo.
 - Czyli Hauru nic nie kombinuje z Rodem? - zaśmiała się Rafaela.
 - Przykro mi, że muszę wam przekazać te smutne wieści... - odparłam z uśmiechem wsuwając się do śpiwora.
 - No co ty, nie powiesz o kim mówili?! - usłyszałam rozczarowanie w głosie kuzynki Roda.
 - Tak ogólnie opowiadali o swoich typach. - postanowiłam nie zdradzać Benvolia. - Chcesz się z nami podzielić swoim?
 - Typem dziewczyny? - zaśmiała się Rafaela.
 - Jeśli takie są twoje preferencje... - odparłam.
 - Możecie odpuścić sobie już takie żarty? - spytała Ciris lekko poddenerwowanym tonem.
 - Jasne... - odpowiedziałam zaskoczona, choć po chwili dotarło do mnie, że podczas gry przyznała się, że całowała się z dziewczyną i może to spowodowało jej rozdrażnienie.
   Odwróciłam się plecami do reszty dziewczyn udając, że układam się do snu. Jednak zbyt wiele myśli krążyło mi po głowie, żebym była w stanie szybko zasnąć... Ta cała sprawa z Ciris... W sumie miałam gdzieś, że czuła się niekomfortowo z żartami moimi i Rafaeli. Układałam sobie w myśli riposty, które mogłabym jej rzucić w odpowiedzi, żeby jej dopiec. Starałam się odepchnąć od siebie fakt, że ona i Hauru do siebie wrócili. To po prostu było nie do wytrzymania! Żałowałam, że odepchnęłam Hauru... Tak strasznie żałowałam... i nienawidziłam go za to, że nie postarał się bardziej! Po prostu poleciał do swojej byłej, która bez problemu go przyjęła! Jakie to typowe dla facetów... ale po Ciris spodziewałam się, że przynajmniej ma swoją godność, że jest moją przyjaciółką... Choć może sama byłam sobie winna? Nie powiedziałam jej, że zależało mi na Hauru... Choć byłam przekonana, że i tak wszyscy wiedzieli.
 - Kalipso? - usłyszałam szept, który z początku zignorowałam.
 - Kalipso, śpisz? - Ciris spytała ponownie.
 - Tak. - odpowiedziałam.
 - Możemy porozmawiać?
 - Koniecznie teraz? Przecież śpię.
 - Proszę... - usłyszałam wahanie w jej głosie - Nie wiem, czy jutro dam radę...
   Westchnęłam.
 - Dobra, mów.
 - Nie tutaj, chodź na balkon...
   Nie czekając na moja odpowiedź wygramoliła się z łóżka uważając, żeby nie obudzić Anti, która już od dawna głęboko spała, wzięła ze sobą koc i wyszła przez drzwi. Poszłam za nią starając się odrzucić całą złość, którą do niej czułam.
   Znalazłyśmy się na malutkim balkoniku wychodzącym na ogród. Nie było tam zbyt wiele miejsca, ale Ciris złożyła koc na pół i położyła go na kafelkach, żebyśmy mogły usiąść. Noc była ciepła, jeszcze letnia, a na wschodzie już robiło się szarawo. Przez jakiś czas wpatrywałyśmy się w niebo w ciszy. Czekałam, aż coś powie.
 - Obiecaj, że nikomu nie powiesz. - to były jej pierwsze słowa.
 - Jeszcze nic mi nie powiedziałaś. - zauważyłam.
 - Bo musisz mi obiecać.
 - Obiecuję. O ile to nie przestępstwo. Wtedy raczej zawiadomię policję...
 - Kalipso, nie żartuj! - spojrzała na mnie, a potem znów odwróciła wzrok ku niebu. - Zaplątałam się w coś i nie wiem, jak z tego wyjść...
   Poczułam, że się spinam.
 - Możesz mówić trochę jaśniej? - spytałam w napięciu.
 - Podobają mi się dwie osoby... wydaje mi się, że z odwzajemnieniem. To staje się coraz poważniejsze, a ja nie wiem, co robić. Komu odmówić...? Przechodziłaś przez coś podobnego, pomyślałam, że zrozumiesz... - schowała twarz w dłonie. - Boże, to dużo lepiej brzmiało w mojej głowie.
 - Nie wiedziałam, że z kimś się spotykasz, a ty mi mówisz, że masz dwóch na raz? Jestem w szoku... - odparłam. -  Możesz mi powiedzieć o nich coś więcej? Z którym jesteś dłużej?
 - To skomplikowane... Po prostu nie chcę ich zranić i nie wiem, co mam z tym zrobić!
 - Jedyne, co mogę ci poradzić: podejmij jakąś decyzję, zanim ci dwaj na siebie trafią i zrobi się niezręcznie. Tak z własnego doświadczenia. - odparłam trochę gniewnie.
 - Kalipso...
 - Dobranoc, Ciris. - przerwałam jej i zbiegłam na dół. Zebrałam swoje rzeczy i poszłam do domu.

niedziela, 20 września 2015

49. Gorąca noc po upalnym dniu

Hauru

   Wieczór był równie upalny i duszny, co cały dzisiejszy dzień. Jednak nie przeszkadzało mi to ani trochę. Siedziałem na murku pod domem Ciris czekając, aż wyjdzie. Miałem nadzieję, że się nie rozmyśliła.
 - Już jestem! - usłyszałem jej wołanie, jeszcze zanim zdążyła otworzyć drzwi na tyle, abym mógł ją zobaczyć.
 - Cześć Ciris. - zaśmiałem się patrząc, jak przebiega ulicę i zbliża się do mnie. - Chyba o czymś zapomniałaś.
 - O czym? - dziewczyna zaczęła przeszukiwać swoją torebkę - Mam dokumenty, telefon...
-  Miałem na myśli to. - uniosłem rękę i wyciągnąłem z jej włosów wałek.
 - Oj... - Ciris się zaczerwieniła. - Przysięgam, że w końcu zainwestuję w lokówkę...
 - To całkiem urocze. - uśmiechnąłem się do niej biorąc ją pod rękę. - Idziemy?
 - Jasne.
   Ruszyliśmy w stronę przystanku. Nie musieliśmy długo czekać, a już podjechał autobus, zmierzający w stronę centrum. Wsiedliśmy do niego ciągle rozmawiając o najbardziej szalonych fryzurach, jakie zdarzyło się nam mieć na głowie.
 - To musiało być przekomiczne, jak Ci farbowali włosy! - Ciris skomentowała moją mrożącą krew w żyłach historię o napaści na moją głowę we własnej łazience. - Szkoda, że mnie przy tym nie było...
 - Dobra, koniec nabijania się! - uciąłem temat. - Gdzie tak właściwie idziemy? Jesteś głodna? Możemy skoczyć do pizzerii, albo jeśli miałabyś ochotę, to do tego nowego klubu przy Wawelskiej.
 - No nie wiem... Tuż przed wyjściem jadłam kolację, więc nie jestem głodna, ale z drugiej strony, nie chcę wchodzić do klubu. Wszyscy tam palą i oddychać się nie da...
 - Nie na parkiecie. - zaprotestowałem. - Możemy wejść i trochę potańczyć, a jeśli Ci się nie spodoba, to wyjdziemy.
   Kiwnęła głową na znak zgody, choć nadal nie wyglądała na przekonaną.
   Na miejscu zastaliśmy już sporą grupkę ludzi, jednak na parkiecie tańczyła tylko jedna para. Znając nieśmiałą naturę Ciris zaprowadziłem ją więc do stolika w rogu, a sam poszedłem kupić drinki. Gdy wróciłem, dziewczyna pisała coś na telefonie, jednak kiedy mnie zobaczyła, szybko schowała go do kieszeni.
 - Porachunki mafii? - zażartowałem.
 - Nie... to mama.
 - Dla mnie różnica jest chyba niewielka. I mafia i twoja mama by mnie zabiły, gdyby coś Ci się przy mnie stało. - podałem jej szklankę.
   W czasie, gdy zaczęliśmy ze sobą rozmawiać, w sali przybywało osób, a muzyka stawała się coraz głośniejsza. Musieliśmy bardzo się do siebie zbliżyć, aby słyszeć siebie nawzajem. Jednak w pewnym momencie, mimo usilnych starań i tak nie rozumiałem, co do mnie mówiła. Wstałem i wyciągnąłem do niej rękę. Chwyciła mnie za nią i poszliśmy na parkiet.
   Z początku tańczyliśmy oddzielnie utrzymując między sobą spory dystans. Ciris była piękną dziewczyną. Jej sukienka unosiła się w rytm muzyki ukazując opalone uda. Loki wokół jej twarzy wracały do swojego naturalnego, prostego ułożenia, a jej oczy... Jej oczy wciąż były utkwione we mnie. Utrzymywaliśmy kontakt wzrokowy, który z każdą mijającą sekundą stawał się coraz bardziej intensywny i wzbudzał mieszaninę skrajnych emocji...
   Pragnąłem jej. Jakaś siła ciągnęła mnie w jej kierunku, a ona nie oddalała się, gdy coraz bardziej się do niej zbliżałem. Zdawało mi się, że czuję jej narastające podniecenie. A jednak nie byłem w stanie jej teraz dotknąć. Widziałem tylko jej hipnotyzujące oczy, w których odbijały się uczucia, których nie potrafiłem zinterpretować...
   Chciałem, żeby muzyka się zatrzymała, żeby ktoś wyrwał mnie z tego transu, wzbudzającego tyle niepewności, a jednocześnie nie mogłem pogodzić się z tym, że ta chwila zapomnienia przeminie.
Nasze twarze prawie się stykały. Nasz taniec coraz bardziej zwalniał nie bacząc na rytm muzyki.
   Teraz albo nigdy - pomyślałem i pocałowałem Ciris.
   Przez jedną, przerażającą sekundę, zdawało mi się, że nie odda pocałunku. Jednak myliłem się. Jej rozgrzane usta naparły na mnie z gwałtownością, której się po niej nie spodziewałem. Nasze oddechy łączyły się znów w jeden oddech, jak wieki temu, kiedy ze sobą chodziliśmy.
   Zatraciłem się w tym pocałunku. Była w tym jakaś masochistyczna przyjemność połączona z poczuciem winy i cichym głosikiem z tyłu głowy podpowiadającym, że nie powinienem tego robić. Ale miałem to gdzieś.


Antiochis 
   Słońce zachodziło wyjątkowo leniwie, zostawiając po sobie południową duchotę. Stojące powietrze niczym woda stawiało mi opór, gdy szłam w stronę domu Ciris, gdzie miał przyjść po nią Hauru. A może to były moje wątpliwości? W końcu po tylu kłamstwach, którymi zatrułam już i tak osłabione relacje w naszej grupie, szłam szpiegować swoją najlepszą przyjaciółkę. Osobę, której powierzałam wszystkie swoje myśli, której bezgranicznie ufałam, a u której teraz wyczułam nutę nieszczerości w głosie. O tym wieczorze i o Hauru mówiła mi tonem sugerującym: „niekoniecznie musisz to wiedzieć, to moja prywatna sprawa”. To była nowość w naszych stosunkach i to taka, która wzbudziła mój niepokój.
   Zamęt w mojej własnej głowie sprawił, że przegapiłam moment ich powitania. Na szczęście nigdy nie wyróżniałam się w tłumie i gdy ruszyli w stronę przystanku autobusowego, po prostu poszłam za nimi z mocnym postanowieniem, że nie pozwolę sobie na dekoncentrację. Że będę chłonąć wszystkie bodźce, obserwując Ciris bez przerwy i nie wyciągając pochopnych wniosków, że postaram się poskładać wszystkie elementy układanki, aż ją zrozumiem i jej wybaczę. Bo czułam się bardzo dotknięta faktem, że moja przyjaciółka ma przede mną tajemnice, nawet pomimo tego, że gdzieś z tyłu głowy tliła się we mnie myśl, że to wszystko może być wytwór mojej wyobraźni.
    Okoliczności nie sprzyjały rozwianiu moich wątpliwości. Nigdy wcześniej nie byłam w centrum o tej porze. Wszystkie miejsca dobrze znane za dnia, teraz wydawały się obce i niedostępne. Wśród modnie ubranych ludzi, starannie uczesanych mężczyzn i kobiet z mocnym makijażem, przestałam być niewidzialna. Czułam, że nie powinnam tutaj trafić, jednak podążając wciąż za Ciris i Hauru, pokonałam jeszcze jeden zakręt i wślizgnęłam się do upatrzonego przez nich klubu.
   W środku owionął mnie dym papierosowy i w uszach zaczęła huczeć muzyka. Na moment zaszumiało mi w głowie i straciłam ich z oczu. Otaczali mnie ludzie podobni do tych z ulicy, siedzący na porysowanych krzesłach przy barze albo strzepujący popiół do podświetlonych na niebiesko popielniczek. Ostrożnie stawiając stopy, na ślepo podążyłam w stronę migających kolorowych lamp. Usiadłam na jakiejś wolnej pufie z łuszczącego się skaju i zaczęłam obserwować parkiet.
   Niewiele osób tańczyło, więc bez trudu wypatrzyłam najpierw błyszczące włosy Hauru, a potem szczupłą sylwetkę Ciris. Tańczyli jakby byli zahipnotyzowani swoim widokiem. Ich ruchy były miękkie, a zarazem dynamiczne. Źrenice w ciemności mieli rozszerzone bardziej niż zwykle, a ich klatki piersiowe poruszały się szybkim, jakby urywanym ruchem. Nie rozmawiali, ale ich twarze zmieniały wyraz z każdą minutą. Tłum na parkiecie gęstniał, zmuszając ich do przysuwania się coraz bliżej siebie.
   Aż nagle coś jakby szarpnęło nimi. Hauru złapał Ciris i przyparł ustami do jej ust, a ona jakby się tego spodziewając, objęła jego twarz i oddawała pocałunek coraz gwałtowniej. Teraz już rozumiałam. Nie spodziewałam się tego. Nie po tym wszystkim, co słyszałam o nim od niej. Faktom nie sposób było jednak przeczyć. Jego ręce błądziły po jej plecach, których mięśnie reagowały na każdy dotyk. Nie wiedziałam, co mam myśleć ani co zrobić z tą wiedzą. Jej palce wplatały się w jego włosy, a ja traciłam pewność, że to co widzę, jest rzeczywistością. W jakiejś obłąkańczej dezorientacji wstałam i na miękkich nogach wytoczyłam się z klubu, nie widząc nic poza białym dymem i nie słysząc nic poza gniotącym żebra basem z głośników.
   Moje myśli wirowały, a ja nawet nie próbowałam ich uspokoić, nie miałam na to siły. Nie chciałam tego analizować, może później, może w ogóle. Szłam prosto przed siebie, dopóki nie uderzyła mnie myśl, że pewnie powinnam wrócić do domu. Znalazłam najbliższy przystanek i wsiadłam w pierwszy autobus, którego numer wyglądał znajomo. Usiadłam przy oknie i zaczęłam patrzeć na przesuwające się za oknem obrazy. Ciemne okna. Nieznane skrzyżowania. Kałuże na betonie i żółte migające światło pogotowia wodociągowego. To mnie trochę otrzeźwiło.
   I nagle poczułam spokój. Jakby to wszystko, co widziałam, było czymś zupełnie oderwanym od mojej rzeczywistości i jakby nie miało mieć na nią żadnego wpływu. Jakby działo się w jakiejś innej przestrzeni, niemającej połączenia ze znanym mi światem. Światem do którego teraz powoli wracałam. Ulice za szybą stawały się coraz bardziej znajome, aż przyszło mi do głowy, że dojechałam już całkiem blisko domu, i wysiadłam z autobusu.
 - Anti? Co ty tutaj robisz o tej porze?!
   Odwróciłam się i zobaczyłam zaskoczoną twarz Kalipso.
 - A... Nic takiego...
 - Mhm. - potaknęła w ten charakterystyczny sposób mówiący: i tak Ci nie wierzę ale okej. - Bardzo ci się spieszy? Może chcesz ze mną trochę posiedzieć?
 - W sumie czemu nie? - przytaknęłam i usiadłam cicho.
 - No... - zaczęła po krótkiej pauzie ruda. - to nie powiedziałaś mi w końcu, gdzie byłaś.
 - Byłam w centrum. - odpowiedziałam bez zastanowienia.
 - Jakaś randka? Nie mówiłaś, że kogoś masz.
 - Nie. - odparłam, czując gorąco na twarzy, po czym zawahałam się chwilę. Coś mi mówiło, że nie powinnam w to wtajemniczać Kalipso, ale chwilowo nie widziałam innego wyjścia. - Szłam za Ciris i Hauru.
 - Doooobra... to brzmi całkiem ciekawie. Powiesz coś więcej?
 - No, nie wiem, czy powinnam... - szepnęłam bawiąc się palcami, ale widząc jej wzrok, pospieszyłam z odpowiedzią. - Poszli do klubu, tańczyli...
 - Szkoda, że nie powiedzieliście reszcie, że robicie wieczorny wypad.
 - Nie, to nie tak... Ale ty przecież rozumiesz, co mam na myśli, prawda? - zapytałam patrząc jej w oczy. 
   Czaił się w nich strach i niedowierzanie.
 - Chyba nie rozumiem. Mogłabyś mówić jaśniej?! Bo przychodzą mi do głowy pomysły, w które nawet nie chcę wierzyć. - podniosła lekko ton.
   W jej twarzy było coraz więcej rozdrażnienia.
 - Wydaje mi się, że raczej to ich spotkanie przypominało randkę, o którą mnie podejrzewałaś.
 - Cholera! Przecież on z nią zerwał! Wrócili do siebie?! - jej wybuch był tak nagły, że na początku przestraszyłam się jej i miałam ochotę odejść, ale przecież nie mogłam jej tak zostawić. Nigdy nie wiedziałam, co robić, gdy ktoś coś tak przeżywa. Z drugiej strony dawno nie widziałam w niej takiej energii, nie pozytywnej, ale szukającej ujścia w działaniu.
   Położyłam jej rękę na ramieniu i powiedziałam już trochę zmęczona:
  - Chodźmy po prostu do domu. Może mi się tylko wydawało?
 - Nie. To nie jest coś, co może się wydawać... - powiedziała bardziej do siebie, niż do mnie. - Dziękuję, że mi powiedziałaś. Chyba zaczyna mi się robić lepiej...

czwartek, 10 lipca 2014

48. Mickiewicz

Nastąpiła mała zamiana imion ;) Zosia, poznana przez Ciris we Francji stała się Talią. Mam nadzieję, że nie przeszkodzi to w ogarnięciu akcji, ale tak mi ładniej brzmi <3 /A
______________________________________________________________________


Ciris


   Na zegarze właśnie wybiła północ - koniec godziny przestrogi z IV części "Dziadów". Gustaw odszedł na spoczynek, ale ja wciąż nie mogłam zmrużyć oka. Tak, jak każdego wieczora od powrotu z Francji, siedziałam na Facebooku pisząc z Talią. Cieszyłam się jak dziecko za każdym razem, gdy po powrocie do domu zastawałam wiadomość od niej, nawet, gdy było to zwykłe "Hej". 
   Uwielbiałam sposób, w jaki prowadziłyśmy rozmowy, jak abstrakcyjne tematy poruszałyśmy i z każdym dniem ukazywałyśmy sobie nawzajem coraz pełniejszy obraz siebie...
   Bolało mnie jednak, że nie możemy się znowu spotkać. 60 km było pewnego rodzaju przeszkodą... Poza tym, nie chciałam znowu zostawiać przyjaciół. To byłoby wobec nich niesprawiedliwe. Czułam też, że sprawy między niektórymi jeszcze nie do końca się poukładały i mimo, że nie była to moja sprawa, powinnam być obok, aby w razie czego mieli możliwość zwrócić się do mnie o pomoc. Skoro to ja ich pogodziłam, to nie powinnam się teraz wycofywać...
   Westchnęłam. 
   Nie podobało mi się to, co działo się z Kalipso. To jej rolą było doprowadzanie nas do porządku, kiedy sprawy wymykały się spod kontroli! Ja sobie z tym nie poradzę... Rozumiem, że Hauru namącił jej w głowie, ale ostatnio nie widziałam, aby specjalnie się jej narzucał...
   Usłyszałam dźwięk przychodzącego SMS-a, który wyrwał mnie z zamyślenia. To Talia pytała, czy wszystko w porządku, bo przestałam jej odpowiadać... I rzeczywiście w okienku na stronie internetowej zobaczyłam długą listę nowych wiadomości. 
   Przetarłam oczy, wzięłam łyk wody i odpisałam.
  


 Rod


   Z jakiegoś powodu, którego nie potrafiłem, a nawet za bardzo nie chciałem, ubrać w słowa, pragnąłem jak najszybciej zapomnieć o wczorajszym dniu i skierować myśli na nowe tory. Żeby zrobić coś nowego, zrealizować jakiś świeży pomysł. Albo po prostu skierować uwagę reszty na cokolwiek poza moją osobą. I może dlatego miałem wrażenie, że na wilgotnej ziemi butelka kręci się jakby wolniej i jednocześnie dłużej niż zwykle. "Niech już skończy, starczy!" - myślałem. - "Najlepiej niech zatrzyma się na... Antiochis albo Benvoliu."
   Nic z tego.
   Po jeszcze dwóch leniwych obrotach butelka stanęła, wskazując wylotem gdzieś między Ciris a Hauru. A tam siedziała Kalipso i lekko zdumiona unosiła brwi.
 - A więc coś dla ciebie... - wymruczałem w rozkojarzeniu.
   Aby pokryć zmieszanie udałem zamyślenie. Podniosłem głowę i marszcząc brwi, zacząłem rozglądać się po otoczeniu, niby to szukając inspiracji. Wiatr lekko delikatnie kręcił liśćmi, nie poruszając nawet najmniejszych gałązek. Gdzieś w głębi parku świergotały ptaki, zagłuszając szum przejeżdżających zaraz za płotem samochodów.
   Bardzo mi zależało na tym, żeby zadanie dla Kalipso było neutralne, przezroczyste, nie kojarzyło się z niczym, nie aspirowało do tego, żeby być czymś, czym nie było. Nie byłem pewien czy po tym, co przeżyliśmy razem sformułowanie takiego zadania jest możliwe, ale zawsze mogłem próbować. No, i nie chciałem Kalipso w żaden sposób ranić, mścić się na niej. I chciałem, żeby to wiedziała.
 - Spróbujmy tak. - zacząłem w końcu. - Weźmiesz gitarę i będziesz grać i śpiewać gdzieś, gdzie będzie cię dobrze widać. O, mam: na schodach przy pomniku Mickiewicza.
   Zerknąłem na nią ciekawy jej reakcji.
 - Jak długo? - spytała uśmiechając się.
 - Tak z dwie godzinki. - odparłem odwzajemniając uśmiech.
 - Nie ma sprawy. Super zadanie! Poczekacie pod pomnikiem? Skoczę szybko do domu i zaraz do was dołączę.
   Bez zastanowienia przytaknąłem i zerknąłem na pozostałych. Zbierali się, żeby tam pójść, ale wyglądali dość sennie, jakby zupełnie ich nie ruszało, kto i czego ma się dziś podjąć. W niewielkim stopniu zmieniło się to, gdy wyszliśmy na miasto. Uliczny gwar nieco ich ożywił, ale jakoś nie było po nich widać szczególnej chęci do działania. Nie mogłem jednak narzekać, sam prezentowałem się tego dnia dokładnie tak samo. Wczorajsze przeglądanie zdjęć raczej nie mogło wywołać melancholii u nikogo poza mną i Rafaelą. Zresztą to nie wyglądało jak melancholia. Może to wina upałów? Tak czy inaczej snuliśmy się noga za nogą ulicami, mając nadzieję, że ci, którzy idą przed nami znają drogę.
    Nikt z nikim nie rozmawiał, nie droczył się, nie śmiał się. Aż w pewnym momencie usłyszałem za sobą cichy głos Hauru.
 - No nie daj się prosić...
 - Nie mam czasu... - odpowiedział mu przyciszony głos Ciris.
 - Są wakacje! Na pewno znajdziesz dla mnie chwilkę...
 - Ale...
 - Tak za stare, dobre czasy...
 - Niech ci będzie.
   Wielkim wysiłkiem woli powstrzymywałem się, żeby nie odwrócić do nich głowy. Nie miałem bladego pojęcia, co mogli przez to rozumieć, ale pewnie to i po ich myśli. Zresztą docieraliśmy właśnie do pomnika. Kalipso czekała już na nas, siedząc na wysokim krawężniku.
 - Hej, co z wami? - spytała, gdy się zbliżyliśmy. - Śpicie, czy co?
 - Twoja w tym głowa, żeby nas rozruszać. - odparłem.
 - Albo zupełnie uśpić i zwinąć manatki. - mrugnęła okiem.
 - To też jakaś opcja. Zatrzymamy się gdzieś po drugiej stronie ulicy, okej?
 - Czyli nie będę miała chórków... No trudno.
 - Powodzenia!
   Odeszła w stronę pomnika i powoli wchodziła na stopnie, uważając aby nie uderzyć o nie pudłem gitary.
   Odwróciłem się spokojnie i razem z resztą obsiedliśmy ławkę dokładnie naprzeciwko.
 - Przedstawienie czas zacząć! - rzucił Hauru.
   Pospieszył się z tym trochę, bo ruda najspokojniej w świecie wyjmowała gitarę z pokrowca i sprawdzała, czy jest dobrze nastrojona. Dopiero potem spojrzała w górę, zastanowiła się chwilę i zaczęła grać "All i want" Kodaline.
   Jej podejście do tego zadania z pewnością zasługiwało na miano profesjonalnego. Zupełnie nie przejmowała się obecnością przechodniów, czy to obojętnie ją mijających, czy to przystających i zastanawiających się, czy zbiera pieniądze, a jeśli tak, to czemu nie ma na nie kapelusza czy kubeczka.
   Jej głos był silny i czysty, a palce pewnie uderzały w struny, stopa lekko stukała w marmur. Próżno by było szukać u niej uśmiechu, ale i tak zdawała się być w pogodnym nastroju. Zamknęła oczy i wyciągnęła twarz do słońca.
   W południowym słońcu opadające jej na ramiona gęste loki błyszczały prawie pomarańczowo. Luźne rękawy bluzki zsunęły się jej z przedramion, odsłaniając bladą, gładką skórę. Kalipso nigdy nie lubiła się opalać, uważała to za stratę czasu. Nie mogła też usiedzieć na miejscu. Zawsze musiała wszystkiego spróbować, mieć o tym własne zdanie, a gdy już się czegoś podejmowała, wkładała w to całe serce. Jak teraz, to zupełnie się nie zmieniło. Tak samo jak to, że jest piękną dziewczyną.
   I pewnie wiele innych rzeczy zostało po staremu, tylko wszystko, co mnie z tym wiązało, zniknęło. Nie umiałbym opisać, w jaki sposób. Wszystko między nami było skończone i nawet nie czułem już ani bólu, ani tęsknoty. Nie było też zupełnej pustki, nie była dla mnie obcą osobą, ale nie do wszystkich wspomnień chętnie bym wracał. Czy można by to było określić jako stan wyjściowy? Może. Przynajmniej z mojej strony.
   Kalipso skończyła właśnie grać kolejną piosenkę i zrobiła sobie przerwę, żeby rozmasować opuszki palców. Pewnie przez butelkę długo nie miała gitary w rękach. Widząc, że wciąż jej się przyglądamy, pomachała do nas, a my jej odmachaliśmy - wszyscy z wyjątkiem Rafaeli. Ona tylko prychnęła cicho. Wciąż była niechętna wobec Kalipso i żadne zapewnienia z mojej strony, że nie mam żalu do swojej byłej dziewczyny, nie były w stanie jej przekonać do zmiany nastawienia. Wzruszyłem ramionami i znowu wsłuchałem się w dźwięki gitary. Byłem niemalże pewien, że kiedyś zweryfikuje swoje pretensje. Znałem ją na tyle dobrze, że nie martwiłem się o to. Zawsze kierowała się emocjami, przez co łatwo myliła się w ocenie ludzi i spraw. Wiele razy dyskutowaliśmy na błahe tematy i udawało mi się w końcu wskazać jej błąd w rozumowaniu. Prawdę mówiąc, dzięki tym dyskusjom dogadywaliśmy się naprawdę nieźle. To było coś zupełnie innego niż Benvolio z Romeem. Nie było rywalizacji, złośliwości, mogliśmy liczyć na szczerość i zrozumienie. Aż żałowałem, że nie jest moją rodzoną siostrą. I gdy po umówionym czasie podeszliśmy pod pomnik, by spotkać się ze zmęczoną Kalipso, nie miałem oporów, żeby dołączyć się do szczerych słów zachwytu reszty grupy. Bez wątpienia zasługiwała na nie, a Rafaela na pewno jeszcze się przekona.

47. Rewanż

 Rod
 

 - Cześć! Jak wam poszło z tym rysowaniem? - rzuciłem w kierunku Ciris, gdy na zegarku pokazała się godzina jedenasta. Wciąż czekaliśmy na Rafaelę i Kalipso, ale miały nadejść lada chwila.
 - Bez problemów! - odparł Hauru obejmując dziewczynę ramieniem. - Ciris jest absolutnym mistrzem w swoim fachu!
 - Nie przesadzaj. - zaczerwieniła się.
 - Ale wiecie, że będziecie musieli pokazać ten rysunek? - odezwał się Benvolio, jakby wyczuwając kiepską próbę ominięcia problemu.
 - Pierwsze słyszę! - chłopak udał oburzonego.
 - Już idą dziewczyny, czas na was. - powiedziała Anti, wychylając się w kierunku ścieżki. 
   I rzeczywiście za chwilę przedarły się przez iglaste gałęzie i przywitawszy się, jedna za drugą cicho usiadły na ziemi.
 - Możemy zaczynać. - ogłosił i zwrócił się wyczekująco w stronę Ciris i Hauru.
 - Przepraszam, że sam szkic, ale bałam się, że źle dobiorę kolory... - Ciris zaczęła się pospiesznie tłumaczyć szukając w teczce pracy, po czym wyciągnęła kartkę i podała siedzącej najbliżej niej Antiochis.
   Ta pospiesznie zerknęła na nią i przekazała ją dalej do Benvolia.
   W ten sposób rysunek przeszedł przez wszystkie ręce i dość szybko wrócił do Ciris.
- Nie doceniliście dzieła sztuki... - westchnął Hauru komentując tę sytuację. - A co z kontemplacją?!
 - Może trwałaby dłużej, gdybyśmy nie znali modela. Wtedy można by było przeprowadzić jakąś analizę uczuć, emocji... - zaczęła Kalipso.
 - Ej! Teraz możesz robić analizę porównawczą, skoro znasz oryginał! - zażartował Hauru.
 - Bez sensu. Ciris za dobrze rysuje! - stwierdził Benvolio.
 - Dziękuję. - uśmiechnęła się dziewczyna. - Czyli zadanie zaliczone?
 - Na to wygląda. - przytaknąłem. - Kręć.
   Do tego nie trzeba było jej namawiać, tylko czekała, aż będzie mogła odwrócić od siebie uwagę i skierować ją na nową ofiarę. No i niestety, w tym wypadku na mnie.
 - Słucham cierpliwie.
 - Wolałabym się zrewanżować na Rafaeli... - westchnęła Ciris. - Ale zaraz! Tak! Mam pomysł!
 - Chyba nie jest dobrze... - szepnęła mi na ucho kuzynka.
 - Chciałabym... - mówiła z uśmiechem na ustach. - Abyś zaprowadził nas do siebie do domu, pokazał wasze wspólne zdjęcia z dzieciństwa i opowiedział do nich jakieś historie!
   Zatkało mnie. Chociaż mogłoby się wydawać, że w tej grze już wszystkie granice zostały przekroczone, poczułem, że to zadanie jest wyjątkowo perfidne.
 - A więc tak daleko już zaszliśmy... - westchnąłem.
 - O Boże... - wybuchnął śmiechem Hauru. - Nigdy bym nie pomyślał, że usłyszę od ciebie takie słowa rzucone w naszym kierunku!
 - A oto Hauru i jego skojarzenia... - skomentowała Ciris, ale też zaczęła chichotać.
   Widać mimo treści wczorajszego zadania zaczęli się trochę lepiej dogadywać. Może i mi uda się wyjść bez szwanku...

 
   Wystrój wnętrza mojego domu był mi zawsze obojętny, ale widok naszej wesołej hałastry przetaczającej się hałaśliwie na tle tej geometrycznej harmonii ścian i mebli, jaka tu zawsze panowała, spowodował lekki dyskomfort.
 - Siądźcie gdzieś, a ja przyniosę coś do picia. - rzuciłem, zaprowadziwszy ich do pokoju, odwróciłem się na pięcie i poszedłem do kuchni. Postanowiłem jak najdłużej odwlekać moment upokorzenia, a że przy okazji mogliśmy miło spędzić dzień... Może nie będzie aż taki straszny.
   Niespiesznie zebrałem odpowiednią liczbę kubków, wybrałem sok spośród stojących za lodówką, ustawiłem wszystko na tacy i ostrożnie, spacerowym krokiem ruszyłem do pokoju.
 - Ciekawe, ile to zbierał... - usłyszałem głos Hauru, zanim jeszcze otworzyłem drzwi.
   Kiedy wszedłem do pokoju zastałem całą paczkę zgromadzoną nad pudełkiem z moją kolekcją słomek.
 - O! Rod, już jesteś.... - Hauru podniósł ręce do góry. - Ja im mówiłem, żeby nic nie ruszali....
 - Kłamca! - zakrzyknęły jednocześnie Kalipso i Ciris
 - I kto tu jest bardziej wiarygodny? No nie wiem... - drażniłem się z nim.
 - Spójrz mi w oczy! Toż to ja przenigdy nie kłamię! - zapierał się Hauru
 - Czy te oczy mogą kłamać... - zaintonowała rozbawiona Antiochis.
 - Anti, to nie jest śmieszne! Oni posądzają mnie o zbrodnię!
   Korzystając z okazji, bez protestów z ich strony zabrałem pudełko, a na jego miejsce położyłem przyniesioną tacę.
 - Czegoś jeszcze sobie życzycie? - zapytałem kurtuazyjnie.
 - Śniadania do łóżka jutro między godziną 10:00 a 10:15. Najlepiej jajka sadzone, mocno wysmażone. Dziękuję. - odparł Hauru.
 - Tylko się nie zdziw. - zaśmiałem się, ale rozumiejąc, że więcej czasu nie ugram, kucnąłem przy komodzie i uchyliłem jej drzwiczki. Chciałem, żeby wyglądało to, jakbym szukał albumu, ale tak naprawdę zastanawiałem się, który wybrać. Najlepszy byłby ten, w którym jest mnie najmniej... Wziąłem drugi od lewej, z okładką imitującą art deco.
   Usiadłem na łóżku i już lekko zdenerwowany, a nawet poirytowany, otworzyłem go na pierwszej stronie. Zanim jeszcze zorientowałem się, co właściwie jest na zdjęciu, usłyszałem pierwsze dźwięki wydawane przez przyjaciół, którzy błyskawicznie obsiedli łóżko i właśnie patrzyli mi przez ramię.
 - Ej! Co to miało być? - żądałem wyjaśnień, odwracając się do nich. Nie wiedziałem, czy to co usłyszałem, to objaw zachwytu, zniesmaczenia, zdziwienia czy jeszcze czegoś innego.
   Nikt nic nie odpowiedział, ale nawet nie było to konieczne, gdy zerknąłem na zdjęcie: przedstawiało mnie, gdy miałem jakieś 6 lat. Byłem ubrany w czerwoną koszulkę polo i sztruksowe spodnie trzymające się na mnie tylko dzięki szerokim szelkom. Szeroki uśmiech prawdopodobnie był spowodowany znalezieniem wielkiego karaczana, którego trzymałem na wyciągniętej do aparatu ręce.
 - A. Rozumiem. Przejdźmy dalej. - zasugerowałem i przewróciłem stronę.
 - O nie... - jęknęła Rafaela.
   Tym razem dostało się jej. Na kolejnej fotografii siedmio- czy ośmioletnia Rafaela stała nad przewróconą na podłogę choinką z kablem od lampek w garści i pomarańczowym łańcuchu we włosach.
 - To wydaje się świetnym materiałem na historię z dzieciństwa. - zasugerowała Ciris.
 - To wszystko jego wina! - wykrzyknęła moja kuzynka.
 - Ja tylko proponowałem! - zaprotestowałem, przypominając sobie całą sytuację.
 - A kto mi groził, ze jak tego nie zrobię, to wrzuci mi pająka do pokoju?!
 - Oj, to był tylko żart!
 - A skąd mogłam o tym wiedzieć?
 - Ej, ej... spokojnie... o co chodzi? - wtrąciła się Anti
 - Założyliśmy się wtedy, że jeszcze przed pierwszą gwiazdką Rafaea ściągnie z choinki wszystkie lampki. - wyjaśniłem. - Prawie jej się udało!
   Wszyscy wybuchnęli śmiechem.
 - A to z jakiej okazji? - zapytał Benvolio, wskazując na zdjęcie obok. Ubrany na galowo, siedziałem na nim w ławce obok jakiejś dziewczyny i starałem się uśmiechnąć do obiektywu.
 - Rozpoczęcie roku szkolnego w pierwszej klasie. Tyle stresu...
 - ...bo rodzice przyłapali cię z dziewczyną? - wtrącił Hauru.
 - Sami mnie tam usadzili! Do pewnego momentu w ogóle się nie interesowałem dziewczynami.
 - Nie interesował się dziewczynami, a w jego albumie z dzieciństwa tylko on i dziewczyny... - mruknął Benvolio.
 - Do bitki i do wypitki. - zaśmiałem się.
 - A kolejne... - Benvolio próbował przerzucić stronę, ale pacnąłem go po rękach.
 - Spokojnie, dojdziemy do tego...

   Następne zdjęcia spotykały się z podobną reakcją i moją, i reszty, a nie przedstawiały już niczego, co mogłoby mnie jakoś szczególnie pognębić. Widać strach ma wielkie oczy. Miałem tylko cichą nadzieję, że przyjaciele niczego konkretnego nie zapamiętają i nie będą się do tego potem odnosić. W końcu to było już tak dawno...