sobota, 8 lutego 2014

34. Harrison Ford

Antiochis


   A więc stało się. 
   Znowu nieudolnie próbowałam siłą scalać naszą grupę, dając za pretekst dobro Ciris. Poprzednio mieliśmy ją oszukiwać, a teraz to ja wkręcałam wszystkich pozostałych. Przez Benvolia rozesłałam wici, że nasza przyjaciółka za 3 dni wraca do Polski i że do tego czasu musimy zebrać się do kupy. I to na serio, na stałe. Albo przynajmniej wyjść z dołka...
   Naprawdę nie wiem, po co mi to było. Dlaczego tak panicznie reagowałam na każde spięcie, ogłaszając je apokalipsą i wzywając wszystkich do ostatecznego zwarcia szyków. Dlaczego w imię tych swoich fobii byłam w stanie łamać tak kardynalne zasady jak ta, żeby nie okłamywać przyjaciół. I czemu wreszcie sama naprawdę tak odbierałam te wszystkie wydarzenia - jak prawdziwy, objawiony armagedon.
   Na pewno nie z troski o nas wszystkich, co do tego już przestałam się oszukiwać. Bardziej nam szkodziłam niż pomagałam - więc w imię czego? Może chciałam jakoś zmusić resztę do działania? Nie wydawali się panować nad tym, co mówią i robią, więc może oblewanie ich wiadrem wody raz po raz mogłoby wrócić im przytomność umysłu? 
   Ale przecież ja nie byłam lepsza! Byłam w to wplątana tak samo jak wszyscy. Jak można próbować rozwiązywać supeł od wewnątrz? Po prostu bałam się, że zaraz nie będzie co rozplątywać. Wolałam komplikować bardziej, byleby nie zostawiać sprawy ot, tak. Ale co jeśli zaplączę tak, że jedyne co będzie można zrobić, to przeciąć węzeł?
   To wszystko jest takie kruche... Wszystko.
   Łzy mi napływały do oczu, gdy stałam na uklepanej ziemi między świerkami zaciskając pięści. Ale już nie mogłam się wycofać. Co ja najlepszego narobiłam?
 - Hej Anti! Jak tam? Świetnie, że Ciris przyjeżdża! O! Jeszcze nikogo nie ma? - zarzucił mnie potokiem słów Hauru wbiegając między drzewa.
 - Yyy... Nie, zaraz powinni być.
   I rzeczywiście po minucie pojawili się kolejno Kalipso, Rafaela i Benvolio, który wciąż zdyszany wykrzyczał triumfalnym tonem:
 - Komplet!
 - Nie do końca... - wychrypiała Kalipso patrząc w ziemię.
 - Jak to? A Rod? - zapytałam podejrzliwie. 
   Akurat Benvolia nie podejrzewałam o pomijanie go.
 - A nie ma go tu? - rozejrzał się dookoła. - Cholerka! Pewnie wypadłem z jego domu jak ten idiota, nie patrząc, czy w ogóle idzie za mną!
 - A co ci powiedział?
 - Jak to "powiedział"? Wpadłem tylko na chwilę, zgarnąć go i zaraz leciałem po Kalipso.
 - Oj, przepraszam, mogę tam pójść jeszcze raz. - dodał po chwili szczerze przepraszającym tonem.
 - I tak nie wyciągniesz go z domu. - powstrzymała go Rafaela. - Jeśli sam nie przyszedł...
 - No dobra... - zgodził się, choć niezbyt z tego zadowolony. - To jesteśmy. Co teraz?
 - Gramy! - zawołał aż nazbyt radośnie Hauru.
 - Kto kręci? - zapytałam, chcąc brzmieć rutynowo.
 - Ja. - odparł świeżo upieczony szatyn, wyraźnie starając się zachować entuzjazm z poprzedniego zdania.
 - Myślicie, że możemy tak bez Roda? - zapytała Kalipso, jednak wyjęła jednocześnie butelkę z torebki.
 - Graliśmy, kiedy Ciris wyjechała. Dajmy Rodowi trochę czasu... ale chyba nie warto zatrzymywać gry... - powiedziałam.
 - Dokładnie. - poparł mnie Hauru i zakręcił butelką. - Benvolio!
 - Mam nadzieję, że masz lepszy pomysł niż za pierwszym razem. - powiedział z obawą.
 - Wszystkie moje pomysły są wspaniałe! - odparł. - A ten na pewno ci się spodoba! Pójdziesz do kina, trwa tam teraz Festiwal Harrisona Forda, wejdziesz na któryś seans i zrobisz wszystko, żeby zirytować każdą osobę na sali!
 - I rozumiem, że będziemy tam razem? - zapytał Benvolio pocieszony.
 - Oczywiście!
 - Ej, no to co za problem! Lecimy! - stanął na równe nogi i zaczął ochoczo podrywać nas z ziemi. 
   Jak za starych, dobrych czasów.


   W sumie dawno nie byłam w kinie. Sama, z własnej woli pewnie w ogóle bym tam nie poszła, a i Benvolio ostatnio częściej oglądał filmy ze swoich zbiorów. A miał z czego wybierać... Ale, jak powiedział, "Indiany Jonesa" nigdy za wiele i dlatego teraz Benvolio wybrał właśnie ten film - a może i po to, aby atmosfera sprzyjała planowanym wygłupom.
   Jak gdyby nigdy nic, kupiliśmy popcorn i colę przy lekkim szumie przerywanych rozmów i zapędzani jak stado owiec przez naszą dzisiejszą ofiarę, udaliśmy się do odpowiedniej sali.
 - To taki dobry film... - westchnęła Rafaela. - Aż szkoda będzie przeszkadzać...
 - Oj, uwierz mi, będzie ciekawszy niż normalnie. - odparł Benvolio z zawadiackim uśmiechem na twarzy.
 - Twierdzisz, że będziesz lepszy od Harrisona Forda? Śmiem wątpić. - zażartowała.
 - Teraz zdobędzie Oscara co najwyżej za rolę drugoplanową!
 - Tak się składa, że jak dotąd dostał jedynie nominację do Oscara i to za "Świadka"... A przecież jest genialny!
 - Ta... te 4 nominacje do Złotych Globów to też niefart...
 - Ej, będziecie się tak popisywać, czy już wejdziemy? - wtrącił się do rozmowy Hauru.
 - Oj, nie spinaj się, przecież i tak wykonam zadanie! - tamten huknął mu nad uchem, ale potem posłusznie otworzył drzwi Rafaeli, Kalipso i mi, no i z rozpędu również Hauru. Wskoczył do sali zaraz za nami i wyprzedził nas, trzymając wszystkie nasze bilety na wysokości oczu i próbując z nich rozczytać, gdzie mamy usiąść. Sala nie była jednak wyjątkowo pełna - zajęte było może kilkanaście miejsc, choć zaraz miał zacząć się seans - więc wzruszył ramionami i zaprowadził nas tam, gdzie uznał za słuszne: na samą górę do ostatniego rzędu foteli.
 - Myślicie, że starczy mi popcornu? - spytał Hauru wchodząc za mną po schodach - Kupiłem dwa kubełki, bo jeden zawsze schodzi na reklamach... ale reklamy chyba jednak trwają krócej od filmu...
 - Podejrzewam, że to może być niejedyny powód... - odparłam. 
   Nie spodziewałam się, żeby nasz przyjaciel popisał się jakimś błyskotliwym dowcipem.
 - Poza tym, po takiej dawce soli będzie ci się chciało pić, a ja nie zamierzam oddawać ci mojej coli. - wtrąciła Kalipso.
 - Przecież kupiłem Sprite'a! - powiedział Hauru
 - Tego, którego trzyma Benvolio?
 - Co?
   Zdezorientowany chłopak rozejrzał się i spostrzegł, że butelka, która jeszcze przed chwilą wystawała z jego torby, znajdowała się obecnie w rękach bruneta.
 - Ej! To moje!
 - Wezmę tylko łyka! - zawołał tamten.
   Podniósł butelkę do ust, ale wchodząc jednocześnie po schodach potknął się i przewrócił rozlewając wszystko na podłogę.
 - Upss...
 - Skąd ja wiedziałem, że tak będzie... - westchnął Hauru.
 - Zachowujesz się jak moja matka...
 - Hm... w takim razie to musi być zajebista kobieta!
   Zajęliśmy miejsca.
   Benvolio spokojnie rozpoczął zadanie - przez jakiś czas siedział jak każdy inny, oglądając reklamy, a nawet pierwsze sceny.
   Jednak w miarę jak napięcie rosło, robił się coraz mniej spokojny, ale wszyscy wiedzieliśmy, że to nie z tego powodu, jaki przewidzieli twórcy filmu.
   Wypatrzył siedzącą kilka rzędów przed nami parę i po pół minuty planowania, mierzenia i innych przygotowań zaczął rzucać pojedynczymi ziarenkami popcornu w ich głowy. Jak na niego - nadzwyczaj celnie!
   Oczywiście tamci zwrócili na to uwagę, a Benvolio niezbyt dobrze udawał, że nie ma z tą sprawą nic wspólnego, ale i tak byłam dumna z jego dokładności.
   Poza tym wyglądało na to, że odpuścił sobie żarty rodem z podstawówki i amerykańskich seriali i postanowił wymyślić coś innego, bo przez jakiś czas znowu siedział cicho, a potem zaczął powtarzać co bardziej efektowne kwestie bohaterów - coraz głośniej i w coraz bardziej przerysowany sposób, dodając potem gestykulację, a na koniec pełną "grę", zawierającą w sobie między innymi skakanie po fotelach w scenach walki, drażnienie się z innymi widzami przez wypowiadanie do nich słów postaci czy też bieganie po sali z popcornem jakiegoś nastolatka - że niby ucieka z dyskiem laski Ra.
   Przeholował, jak to on, ale dopiero po jakimś czasie - gdy próbował wkręcić w tę zabawę jakąś dziewczynę, która widocznie świetnie się bawiła przy jego popisach. Jednakże jej chłopak chyba uznał, że rola Marion nie jest dla niej odpowiednia... Szkoda! Miała do tego idealne włosy.
   Cóż poradzić... Żeby uniknąć bezpośredniej konfrontacji z tamtym gościem, Benvolio dał nam znak, żebyśmy wynosili się z sali. Na pewno nie skończyłoby się na niczym więcej niż pełnym zniesmaczenia spojrzeniu, ale nie byliśmy w nastroju do kłótni. Tak jest, zataczaliśmy się ze śmiechu właśnie przez te dzikie popisy - a zadanie można było z czystym sumieniem uznać za wykonane.
 - A gdzie Rafaela? - zapytałam, gdy tylko opanowaliśmy chichot po wyjściu z sali.
 - Chyba mówiła, że chce zostać do końca. - odpowiedział mi Hauru. - Ma ktoś coś do picia? Sól mi usta wypala...
 - Mam trochę coli. Trzymaj! - radośnie odparł winowajca.
 - Miałeś colę i zabrałeś mi Sprite'a?! Ty podły człowieku!
 - Myślałem, że trzeba będzie więcej, ale potem porzuciłem tę strategię, jak widziałeś...
 - To idziemy? - spytała Kalipso, która przez większość czasu trzymała się cicho z boku.
-  Zaczekajmy na Rafaelę! - zawołał Benvolio, jednak ona sama właśnie w tym momencie pojawiła się w otwartych drzwiach sali przy triumfalnych dźwiękach muzyki towarzyszącej napisom.
 - Miło z twojej strony. - uśmiechnęła się.
 - No to skoro jesteśmy już wszyscy, jednogłośnie stwierdzacie, że zrobiłem, co należało... - Benvolio zawiesił głos.
 - To możemy pójść na zimne piwo. - rzucił Hauru, raczej z myślą o swoim języku niż o samej przyjemności picia.
 - Ja chyba wrócę do domu... Muszę jeszcze... posprzątać w pokoju. - rzuciła ruda i bez pożegnania odeszła.
 - A ja bym sprawdziła jeszcze repertuar. - zamyśliła się Rafaela.
 - O! Ja też! - zawołał żywo Benvolio.
 - Myślisz, że wpuszczą cię ponownie do kina po tym, co dzisiaj wyprawiałeś? - zaśmiał się Hauru.
 - Może...
 - Niepoprawny optymista...
 - Nie ważne. - roześmiałam się. - Chodźmy lepiej na to piwo.
 - To ty pijesz? - spytał Benvolio.
   Popatrzyliśmy na niego z Hauru, jakby urwał się z choinki.
 - Nie myślałem, że czegoś o tobie nie wiem. - pokręcił głową z półuśmiechem.
   Odwrócił się i dogonił Rafaelę, która już szła w kierunku repertuaru i właśnie go wołała.
 - Nie wierzę. Nie idziesz z nim? - zapytał Hauru patrząc na mnie wielkimi oczami.
 - A co? Może mam być zazdrosna jak matka czy, nie daj Boże, dziewczyna? - odpowiedziałam, unosząc brwi.
 - No wiesz... zwykle jednak się nie rozstajecie...
 - Myślę, że znajdziemy przy tym piwie tematy do obgadania... - pokiwałam głową i ruszyliśmy w kierunku wyjścia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz