wtorek, 18 lutego 2014

35. "postanowiłem zerwać z popełnianiem błędów"

 Hauru


   Usiedliśmy w knajpie. Tak mnie suszyło, że gdy przyniesiono nam piwo, wypiłem z połowę na raz. Bąbelki załaskotały mnie w podniebienie. Niedorzeczne, że mam tyle rzeczy na głowie, a zwracam uwagę na takie duperele.
 - Przysięgam, że nie tknę popcornu przez najbliższy miesiąc. - westchnąłem znów przybierając maskę dobrego humoru.
 - Prawda, nieźle się wpakowałeś z tym zadaniem. - roześmiała się siedząca przede mną Anti.
 - Nie sądziłem, że obróci się przeciwko mnie...
 - A mam wrażenie, że ostatnio często tak się dzieje. - westchnęła.
 - Nie ma czym się przejmować. - starałem się wykrzesać z siebie jeszcze trochę optymizmu, ale po całym dniu udawania, kiepsko mi to wychodziło.
 - Na pewno?
 - A tak jakoś postanowiłem zerwać z popełnianiem błędów! - uśmiechnąłem się.
 - I w jaki sposób zamierzasz to zrobić? - zapytała ze sceptycznym półuśmiechem.
 - Jeszcze nie wiem. To dopiero postanowienie.
 - Nie życzę ci źle, ale chyba jednak nie wiesz, o czym mówisz.
   Zamiast odpowiedzieć znów się napiłem i spojrzałem w bok.
 - Przepraszam, pewnie zniechęciłam cię. Chodzi mi o to, żebyś wiedział, że będzie trudno, a wydaje mi się, że chcesz udawać, że zrobisz to ot, tak.
 - Wypraszam sobie. Ja nic nie udaję! Zobaczysz, że wszystko im się ułoży, bo to nie jest jakaś wielka tragedia. W każdej parze zdarzają się sprzeczki.
 - No jakoś do tej pory wy z Rodem nie mogliście się chociaż pozornie dogadać nawet po głupiej kłótni o całokształt, a teraz kiedy wobec Kalipso padło oskarżenie o zdradę, udajesz, że od teraz nie będzie cię to dotyczyć.
 - A co mam robić twoim zdaniem?! - powoli puszczały mi nerwy - Jeśli będę się jej trzymał, Rod dostanie dowód, że to prawda. A Kalipso go kocha... sama powiedziała, że chce do niego wrócić.
 - Czyli zgadzasz się cierpieć? Jeśli tak, to rozumiem, że będziesz to przed nią ukrywać, ale rozmawiając ze mną nie musisz. - ściągnęła brwi, sprawiając, że już zupełnie nie wiedziałem, o co jej chodzi i jaki ma w tym interes.
 - Nie chcę od nikogo wyrazów współczucia i śmiechu za plecami.
   W tym momencie zacisnęła palce na swojej szklance i popatrzyła na mnie szeroko otwartymi oczami.
 - Skąd pomysł, że mogłabym cię tak potraktować? Zrobiłam tak kiedykolwiek?!
 - Ludzie nie pytają o problemy innych dlatego, że się o kogoś troszczą. Przyjaźń dla większości oznacza tylko dobrą zabawę, a jak coś się popsuje, to znajdują sobie kogoś zabawniejszego. Czemu tak się w to angażujesz?
 - Bo nie jestem większością. I nigdy przyjaźń z tobą nie była dla mnie dobrą zabawą. - odpowiedziała śmiertelnie poważnie.
   Coś w jej oczach sprawiło, że skurczyłem się w sobie. Nie kłamała. Poczułem wstyd, za swoją nieufność.
 - Przepraszam. Znów zawaliłem. Miałem przestać popełniać błędy...
 - Daj spokój.
 - Nie mogę! Spójrz tylko na mnie! Wymień choć jedną osobę, której nie zraniłem. To przeze mnie wszyscy cierpicie, a ja jeszcze jak ostatni idiota staram się poprawić wam humor wygłupami. - wyrzuciłem z siebie. - Powinniście spalić mnie na stosie i mielibyście spokój.
 - No, to musielibyśmy zrobić tak wszyscy po kolei. - przewróciła oczami. - Według mnie musimy trzymać się razem, bo pojedynczo tego nie rozwiążemy. A jak na razie to chyba tylko mi na tym zależy.
 - Nie tylko tobie. Ale nie wiem, w jaki sposób mielibyśmy się pogodzić. Podanie sobie ręki nie załatwi sprawy.
 - Unikanie się też nie załatwi sprawy. Nie wiem, co robić, ale czy możesz mi obiecać, że cokolwiek się stanie, nie odejdziesz?
 - Tego nie mogę ci obiecać... bo jeśli to jedyna szansa, żeby Kalipso wróciła do Roda i była szczęśliwa... to nadal jestem gotów to zrobić. To już ostatnia klasa. Będziesz tak się szykować do matury, że nawet nie zauważysz mojej nieobecności.
 - A co z tobą? Serio wolisz zostać sam?
 - Nie będę sam. Mam grupę z teatru, mam Ami i Gri... Bardziej martwię się o Kalipso. Poza wami nie ma nikogo. Żadnego rodzeństwa, ani najbliższej przyjaciółki.
 - Widzisz? Czy nie lepiej więc trzymać się razem, tak jak mówiłam?
 - A co z Rodem? Sama przyznałaś, że kiepsko się dogadywaliśmy już wcześniej. To powiedz mi proszę, jak to będzie wyglądać teraz?!
 - Nic nie wiem. - odparła trochę wyższym tonem niż zazwyczaj. - Mój postulat znasz. Jeśli rozwiążecie ten problem, wszystko wróci do normy.
 - Porozmawiajmy o czymś innym...
 - Jak chcesz...
   Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy. W końcu powiedziałem ze szczerym uśmiechem:
 - Dobrze, że Ciris wraca. Na prawdę się za nią stęskniłem.
   Antiochis znowu popatrzyła na mnie aż zbyt poważnie.
 - Ja też. - przytaknęła, ale jej mina nie wyrażała entuzjazmu.
 - Powiedziałem coś nie tak?
 - Nie jestem pewna, czy ona za tobą też. To kolejna osoba, której miałeś okazję podpaść.
 - Bez przesady. Jej chyba najmniej zaszkodziłem... no nie?
 - Nie no, zostaliśmy ja i Benvolio. Ona ma powody do niechęci.
 - Mówisz o naszym rozstaniu? - domyśliłem się. - Przecież to już dawno było. Na pewno mi to zapomniała.
 - Od tamtej pory nie miała nikogo. Dopiero na tym wyjeździe jakoś odżyła.
 - Ale... jak to?
   Wzrok Anti był trochę nieobecny, pusty, a trochę smutny.
 - No po prostu. - odparła zwyczajnie.
   A więc Ciris też cierpiała po cichu. Mówiła wszystko Anti, a ja nic nie zauważyłem. Najdrobniejszego znaku, że coś jest nie tak... Co ze mnie za przyjaciel?
 - Ale dobrze, że teraz poznała nowych ludzi. - powiedziałem.
 - Szkoda, że z tak daleka.
 - Będzie miała gdzie wyjeżdżać w kolejne lato. Poza tym, chyba jej współlokatorka jest z Polski. Zrobią sobie w końcu prawo jazdy, to będą się odwiedzać w weekendy. Odległość nie jest problemem.
 - Oby nie była. - westchnęła.
 - Za dużo się martwisz.
 - A widzisz jakieś powody do radości?
 - Eee... są wakacje? Za chwilę Ciris wraca z Francji? Dziś wieczorem jest tutaj karaoke? Tamten facet w rogu gapi się na ciebie od 10 minut? - mrugnąłem do niej okiem.
 - Mało przekonujące. - odparła, ściągając lekko brwi, ale jednak lekko unosząc kąciki ust.
 - O! Wiem! To cię przekona. Zostało mi jeszcze trochę popcornu!
 - Skaczmy ze szczęścia. Można jeszcze raz zrobić sobie z ust Wieliczkę.
 - Śmiej się, ale w dawnych czasach sól była na wagę złota!
 - Daj spokój... Takich niusów mam dość w szkole. - pokręciła głową.
 - I pewnie na tym mat-geo potrafisz nawet wymienić wszystkie kopalnie soli w Polsce? Bardzo ci współczuję... - odpowiedziałem śmiejąc się.
 - Nie jest ich tak masakrycznie dużo, ale są wakacje...
 - No i widzisz. Teraz sama cieszysz się z tego, że jest lato. A więc udowodniłem, że są jeszcze jakieś pozytywy całej sytuacji!
   Po raz pierwszy w ciągu naszej rozmowy udało mi się ją choć trochę rozśmieszyć, jej długo wstrzymywany uśmiech teraz był już w pełni widoczny i mimo, że Anti ciągle kręciła głową, nie mogła się ze mną nie zgodzić.
 - To mały krok dla ludzkości, ale wielki dla człowieka! W końcu spodobał ci się jakiś mój dowcip!
 - Choć trochę lepszy niż poprzednio. - nagle spoważniała.
 - Poprzednio? Co było poprzednio?
 - Zasugerowałeś, że niby ja i Benvolio...
 - A to... miałem rację?! - spytałem podnieconym szeptem. - Jak to sekret to nikomu nie powiem.
 - No chyba cię... - mimo rozdrażnienia ugryzła się w język.
 - Masz kogoś innego na oku? - dopytywałem dalej. - A może wolisz...
 - Nie! Skąd taki pomysł?
 - A nie wiem. Już nic mnie nie zdziwi.
 - Jestem aż tak dziwna?
 - Nie dziwna. Inna. Staram się tylko zrozumieć. Nie gniewaj się, ale niewiele o sobie mówisz, a o reszcie wiesz wszystko.
   Zamiast odpowiedzieć, Anti spuściła wzrok i zaczęła bawić się szklanką.
 - Nie naciskam. - dodałem.
 - Co chcesz wiedzieć? Przecież nie zacznę ci teraz opowiadać całego swojego życia, zresztą i to by nic nie dało.
 - Co chcesz robić? Co jest dla ciebie ważne? W co wierzysz? Jak ci się układa z rodziną? Wolisz Mickiewicza czy Prusa? Takie tam podstawowe informacje.
   Wydawała się przytłoczona takim zalewem pytań, ale widziałem, że coś układa jej się w głowie. Po jakimś czasie odparła jednak:
 - Myślę, że i ja nie jestem w stanie zbyt dużo powiedzieć. To, co wiem, widać i z zewnątrz, więc nie muszę ci tego mówić, a reszta jest dla mnie samej niejasna.
 - Jeśli Benvolio naprawdę cię rozumie, to chyba zaczynam wątpić w swój intelekt... - pokręciłem głową. - Wrócimy jeszcze do tej rozmowy, ale najpierw... pójdę po kolejne piwo.
 - Weź i mi!
   Skinąłem głową i poszedłem w kierunku baru.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz