Hauru
Usiedliśmy w knajpie. Tak mnie
suszyło, że gdy przyniesiono nam piwo, wypiłem z połowę na raz.
Bąbelki załaskotały mnie w podniebienie. Niedorzeczne, że mam
tyle rzeczy na głowie, a zwracam uwagę na takie duperele.
- Przysięgam, że nie tknę popcornu
przez najbliższy miesiąc. - westchnąłem znów przybierając
maskę dobrego humoru.
- Prawda, nieźle się wpakowałeś z
tym zadaniem. - roześmiała się siedząca przede mną Anti.
- Nie sądziłem, że obróci się
przeciwko mnie...
- A mam wrażenie, że ostatnio często
tak się dzieje. - westchnęła.
- Nie ma czym się przejmować. -
starałem się wykrzesać z siebie jeszcze trochę optymizmu, ale po
całym dniu udawania, kiepsko mi to wychodziło.
- Na pewno?
- A tak jakoś postanowiłem zerwać z
popełnianiem błędów! - uśmiechnąłem się.
- I w jaki sposób zamierzasz to
zrobić? - zapytała ze sceptycznym półuśmiechem.
- Jeszcze nie wiem. To dopiero
postanowienie.
- Nie życzę ci źle, ale chyba jednak
nie wiesz, o czym mówisz.
Zamiast odpowiedzieć znów się
napiłem i spojrzałem w bok.
- Przepraszam, pewnie zniechęciłam
cię. Chodzi mi o to, żebyś wiedział, że będzie trudno, a wydaje
mi się, że chcesz udawać, że zrobisz to ot, tak.
- Wypraszam sobie. Ja nic nie udaję!
Zobaczysz, że wszystko im się ułoży, bo to nie jest jakaś wielka
tragedia. W każdej parze zdarzają się sprzeczki.
- No jakoś do tej pory wy z Rodem nie
mogliście się chociaż pozornie dogadać nawet po głupiej kłótni
o całokształt, a teraz kiedy wobec Kalipso padło oskarżenie o
zdradę, udajesz, że od teraz nie będzie cię to dotyczyć.
- A co mam robić twoim zdaniem?! -
powoli puszczały mi nerwy - Jeśli będę się jej trzymał, Rod
dostanie dowód, że to prawda. A Kalipso go kocha... sama
powiedziała, że chce do niego wrócić.
- Czyli zgadzasz się cierpieć? Jeśli
tak, to rozumiem, że będziesz to przed nią ukrywać, ale
rozmawiając ze mną nie musisz. - ściągnęła brwi, sprawiając,
że już zupełnie nie wiedziałem, o co jej chodzi i jaki ma w tym
interes.
- Nie chcę od nikogo wyrazów
współczucia i śmiechu za plecami.
W tym momencie zacisnęła palce na
swojej szklance i popatrzyła na mnie szeroko otwartymi oczami.
-
Skąd pomysł, że mogłabym cię tak potraktować? Zrobiłam tak
kiedykolwiek?!
- Ludzie nie pytają o problemy innych
dlatego, że się o kogoś troszczą. Przyjaźń dla większości
oznacza tylko dobrą zabawę, a jak coś się popsuje, to znajdują
sobie kogoś zabawniejszego. Czemu tak się w to angażujesz?
- Bo nie jestem większością. I nigdy
przyjaźń z tobą nie była dla mnie dobrą zabawą. - odpowiedziała
śmiertelnie poważnie.
Coś w jej oczach sprawiło, że
skurczyłem się w sobie. Nie kłamała. Poczułem wstyd, za swoją
nieufność.
- Przepraszam. Znów zawaliłem.
Miałem przestać popełniać błędy...
- Daj spokój.
- Nie mogę! Spójrz tylko na
mnie! Wymień choć jedną osobę, której nie zraniłem. To
przeze mnie wszyscy cierpicie, a ja jeszcze jak ostatni idiota staram
się poprawić wam humor wygłupami. - wyrzuciłem z siebie. -
Powinniście spalić mnie na stosie i mielibyście spokój.
- No, to musielibyśmy zrobić tak
wszyscy po kolei. - przewróciła oczami. - Według mnie musimy
trzymać się razem, bo pojedynczo tego nie rozwiążemy. A jak na
razie to chyba tylko mi na tym zależy.
- Nie tylko tobie. Ale nie wiem, w jaki
sposób mielibyśmy się pogodzić. Podanie sobie ręki nie
załatwi sprawy.
- Unikanie się też nie załatwi
sprawy. Nie wiem, co robić, ale czy możesz mi obiecać, że
cokolwiek się stanie, nie odejdziesz?
- Tego nie mogę ci obiecać... bo
jeśli to jedyna szansa, żeby Kalipso wróciła do Roda i była
szczęśliwa... to nadal jestem gotów to zrobić. To już
ostatnia klasa. Będziesz tak się szykować do matury, że nawet nie
zauważysz mojej nieobecności.
- A co z tobą? Serio wolisz zostać
sam?
- Nie będę sam. Mam grupę z teatru,
mam Ami i Gri... Bardziej martwię się o Kalipso. Poza wami nie ma
nikogo. Żadnego rodzeństwa, ani najbliższej przyjaciółki.
- Widzisz? Czy nie lepiej więc trzymać
się razem, tak jak mówiłam?
- A co z Rodem? Sama przyznałaś,
że kiepsko się dogadywaliśmy już wcześniej. To powiedz mi
proszę, jak to będzie wyglądać teraz?!
- Nic nie wiem. - odparła trochę
wyższym tonem niż zazwyczaj. - Mój postulat znasz. Jeśli
rozwiążecie ten problem, wszystko wróci do normy.
- Porozmawiajmy o czymś innym...
- Jak chcesz...
Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy. W końcu powiedziałem ze szczerym
uśmiechem:
- Dobrze, że Ciris wraca. Na prawdę
się za nią stęskniłem.
Antiochis znowu popatrzyła na mnie aż
zbyt poważnie.
- Ja też. - przytaknęła, ale jej
mina nie wyrażała entuzjazmu.
- Powiedziałem coś nie tak?
- Nie jestem pewna, czy ona za tobą
też. To kolejna osoba, której miałeś okazję podpaść.
- Bez przesady. Jej chyba najmniej
zaszkodziłem... no nie?
- Nie no, zostaliśmy ja i Benvolio.
Ona ma powody do niechęci.
- Mówisz o naszym rozstaniu? -
domyśliłem się. - Przecież to już dawno było. Na pewno mi to
zapomniała.
- Od tamtej pory nie miała nikogo.
Dopiero na tym wyjeździe jakoś odżyła.
- Ale... jak to?
Wzrok Anti był trochę nieobecny,
pusty, a trochę smutny.
- No po prostu. - odparła zwyczajnie.
A więc Ciris też cierpiała po cichu.
Mówiła wszystko Anti, a ja nic nie zauważyłem. Najdrobniejszego znaku, że coś jest nie tak... Co ze mnie za
przyjaciel?
- Ale dobrze, że teraz poznała nowych
ludzi. - powiedziałem.
- Szkoda, że z tak daleka.
- Będzie miała gdzie wyjeżdżać w
kolejne lato. Poza tym, chyba jej współlokatorka jest z
Polski. Zrobią sobie w końcu prawo jazdy, to będą się odwiedzać w
weekendy. Odległość nie jest problemem.
- Oby nie była. - westchnęła.
- Za dużo się martwisz.
- A widzisz jakieś powody do radości?
- Eee... są wakacje? Za chwilę Ciris
wraca z Francji? Dziś wieczorem jest tutaj karaoke? Tamten facet w
rogu gapi się na ciebie od 10 minut? - mrugnąłem do niej okiem.
- Mało przekonujące. - odparła,
ściągając lekko brwi, ale jednak lekko unosząc kąciki ust.
- O! Wiem! To cię przekona. Zostało
mi jeszcze trochę popcornu!
- Skaczmy ze szczęścia. Można
jeszcze raz zrobić sobie z ust Wieliczkę.
- Śmiej się, ale w dawnych czasach
sól była na wagę złota!
- Daj spokój... Takich niusów
mam dość w szkole. - pokręciła głową.
- I pewnie na tym mat-geo potrafisz
nawet wymienić wszystkie kopalnie soli w Polsce? Bardzo ci
współczuję... - odpowiedziałem śmiejąc się.
- Nie jest ich tak masakrycznie dużo,
ale są wakacje...
- No i widzisz. Teraz sama cieszysz się
z tego, że jest lato. A więc udowodniłem, że są jeszcze jakieś
pozytywy całej sytuacji!
Po raz pierwszy w ciągu naszej rozmowy
udało mi się ją choć trochę rozśmieszyć, jej długo
wstrzymywany uśmiech teraz był już w pełni widoczny i mimo, że
Anti ciągle kręciła głową, nie mogła się ze mną nie zgodzić.
- To mały krok dla ludzkości, ale
wielki dla człowieka! W końcu spodobał ci się jakiś mój
dowcip!
- Choć trochę lepszy niż poprzednio.
- nagle spoważniała.
- Poprzednio? Co było poprzednio?
- Zasugerowałeś, że niby ja i
Benvolio...
- A to... miałem rację?! - spytałem podnieconym szeptem. - Jak to sekret to nikomu nie powiem.
- No chyba cię... - mimo rozdrażnienia
ugryzła się w język.
- Masz kogoś innego na oku? - dopytywałem dalej. - A może wolisz...
- Nie! Skąd taki pomysł?
- A nie wiem. Już nic mnie nie zdziwi.
- Jestem aż tak dziwna?
- Nie dziwna. Inna. Staram się tylko
zrozumieć. Nie gniewaj się, ale niewiele o sobie mówisz, a o
reszcie wiesz wszystko.
Zamiast odpowiedzieć, Anti spuściła wzrok i zaczęła bawić się szklanką.
- Nie naciskam. - dodałem.
- Co chcesz wiedzieć? Przecież nie
zacznę ci teraz opowiadać całego swojego życia, zresztą i to by
nic nie dało.
- Co chcesz robić? Co jest dla ciebie
ważne? W co wierzysz? Jak ci się układa z rodziną? Wolisz
Mickiewicza czy Prusa? Takie tam podstawowe informacje.
Wydawała się przytłoczona takim
zalewem pytań, ale widziałem, że coś układa jej się w głowie. Po jakimś czasie odparła
jednak:
- Myślę, że i ja nie jestem w stanie
zbyt dużo powiedzieć. To, co wiem, widać i z zewnątrz, więc nie
muszę ci tego mówić, a reszta jest dla mnie samej niejasna.
- Jeśli Benvolio naprawdę cię
rozumie, to chyba zaczynam wątpić w swój intelekt... - pokręciłem głową. - Wrócimy
jeszcze do tej rozmowy, ale najpierw... pójdę po kolejne
piwo.
- Weź i mi!
Skinąłem głową i poszedłem w
kierunku baru.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz