czwartek, 20 lutego 2014

37. Ikea

Kalipso


   Wieczorny taniec deszczu nie zadziałał. Gdy obudziłam się następnego dnia, za oknem jasno świeciło słońce, a upał był niemiłosierny. A może wczorajsze ognisko było tylko snem? Chyba nie zgodziłabym się na taniec z Hauru, prawda?
   Kiedy dotarłam na polanę reszta już się zebrała. Powietrze było parne nawet tu, między drzewami.
 - Witaj, Lisia Lilo! - przywitał mnie wesoło były blondyn natychmiast uświadamiając mi, że nie wymyśliłam sobie zdarzeń poprzedniego dnia.
   Jego optymizm był zaskakujący. Od początku wakacji humor mu się powoli pogarszał, a od kłótni z Rodem aż promieniał ze szczęścia. Znów zaczął się wygłupiać i sypać niewysublimowanymi żartami. Na początku mnie to denerwowało, ale potem przypomniałam sobie, co powiedział na przystanku, że chce się pozbyć nadziei, bo wtedy się we mnie odkocha. Może to już się stało.
 - Halo! Ziemia do Kalipso! - wyrwał mnie z zamyślenia Benvolio. - Masz butelkę?
 - A tak, jasne. - podałam mu fantę, a on przekazał ja Anti.
   Usiedliśmy w kole. Dziewczyna zakręciła butelką i już po chwili oczekiwałam, na przydzielenie mi zadania.
 - Mam dość tych robali i upału. - powiedziała pewnie. - Może... pójdziemy do Ikei i zagramy w chowanego, kilka kolejek. A potem zgarniesz tyle ołówków, ile dasz radę i ewakuujemy się.
 - Fajny pomysł. - uśmiechnęłam się.
   Podnieśliśmy się z ziemi i poszliśmy w kierunku przystanku. Czekała nas podróż na drugi koniec miasta.


   Stanęliśmy niczym Siedmiu Wspaniałych naprzeciwko Ikei i popatrzyliśmy po sobie.
 - Kto liczy pierwszy? - spytałam.
 - Ty! - zarządziła Anti.
 - O nie... - jęknęłam po czym natychmiast zaczęłam:
 - 50... 49... 48...
   Moi przyjaciele w pośpiechu rzucili się do drzwi wejściowych przepychając się przez klientów. Oczywiście nie miałam zamiaru prowadzić odliczania sama przed sklepem. Jeszcze by mnie zgarnęli do psychiatryka i z zabawy nici. Stałam więc chwilę w ciszy dając im czas na ukrycie się, po czym najspokojniej w świecie weszłam do Ikei i zaczęłam poszukiwania.
   Włóczyłam się trochę po różnych działach, ale nikogo nie mogłam dostrzec. I wtedy nagle mnie olśniło. Stanęłam w jednej z umeblowanych kuchni i otworzyłam lodówkę - pusta. Podeszłam do kolejnej - również. Podeszłam do trzeciej i... w środku znalazłam Benvolia.
 - Wiedziałam, że tu będziesz. - zaśmiałam się. - Indiana Jones ukrył się w lodówce przed bombą atomową, nie?
 - Przynajmniej w moim przypadku to mogło być skuteczne.
 - Chodź, pomożesz mi szukać reszty.
 - Dobra! Ale nie myśl, że widziałem kogokolwiek. Ja schowałem się pierwszy.
   Ruszyliśmy dalej, ale już wiedziałam, czym się kierować. Gdzie mógłby być Hauru? To chyba oczywiste...
   Znaleźliśmy go w dziale pościeli, gdzie wylegiwał się w wielkim łóżku z baldachimem i próbował wmówić ochroniarzowi, że jest testerem materaców.
 - Kalipso, musiałaś przychodzić tak wcześnie? - spytał po chwili, kiedy już wyciągnęliśmy go z łóżka i przeprosiliśmy za wszystko pracownika sklepu. - Chciałem trochę odespać wczorajsze ognisko!
 - Następnym razem wybierz sobie trochę mniej oczywiste miejsce na drzemkę. - podsunęłam.
 - To było tak proste, że stwierdziłem, że na to nie wpadniesz.
 - Dobra, szukajmy dziewczyn. - przerwał nam Benvolio.
   Przez jakiś czas chodziliśmy między meblami bez pomysłu. W końcu postanowiłam wejść w dział oświetleniowy.
 - Błagam, niczego nie potłuczcie. - powiedziałam do chłopaków.
 - Postaram się. - obiecał Benvolio aż zbyt solennie.
   Weszliśmy między lampy. Setki żarówek oświetlały najdrobniejsze zakątki pomieszczenia. Kto mógłby się tu ukryć? Już chciałam się wycofać, kiedy po lewej zobaczyłam dziewczynę o krótkich czarnych włosach, odwróconą do nas tyłem.
 - Rafaela?
 - No nie! - jęknęła odwracając się w naszym kierunku. - Ale jestem ostatnia, prawda?
 - Niestety. Jeszcze została Anti.
 - Tak niewiele brakowało...
 - Jak myślicie, gdzie ona może być? - spytałam.
   Zapadła cisza. Westchnęłam. Jak zwykle - nikt nic nie wie, nikt nic nie widział. Do głowy przyszło mi jeszcze jedno miejsce, którego nie przeszukałam. Poprowadziłam wszystkich do restauracji znajdującej się tuż przy wejściu do sklepu. Przy jednym ze stolików, siedziała nasza przyjaciółka.
 - O! Czyżbym była ostatnia? - zapytała ironicznie.
 - No to jest jakaś zniewaga... - mruknął pod nosem Hauru.
 - Szybko ci poszło. - skomentowała, ignorując go, po czym wstała i zapytała:
 - Kto teraz?
 - Benvolio. - odpowiedziałam.
 - No to lecimy! - potwierdził ochoczo i zaczął liczyć.
   Reszta już się rozpierzchła, więc i ja pobiegłam na złamanie karku przez regały i wielkie hale. Nie miałam pojęcia, gdzie się schować. W końcu dotarłam na piętro z zapakowanymi w pudła meblami do samodzielnego montażu. Między wielkimi kartonami znalazłam spory otwór. Bez namysłu się tam schowałam. Przykulona siedziałam w miejscu gratulując sobie idealnej kryjówki.
   Nagle poczułam, że karton obok mnie się porusza. Wyjrzałam na zewnątrz i zdołałam jeszcze zobaczyć but znikający między kartonami. No nie! Ktoś chciał mi zabrać kryjówkę! Wyszłam na zewnątrz i zajrzałam miedzy tamte pudełka.
 - Kalipso?! Co ty tu robisz? - usłyszałam głos Hauru.
 - Chowałam się obok, ale tak się rozpychałeś, że prawie mnie przygniotłeś tymi kartonami. - odparłam starając się zachować spokój.
 - Przepraszam. Ale Benvolio zaczął szukać między kanapami, więc musiałem szybko zwiewać...
 - On tu idzie?!
 - Pewnie zaraz dojdzie.
 - Przesuń się. - popchnęłam chłopaka wgłąb regału i weszłam w szczelinę między kartonami.
 - Jak chcesz, to zaraz pójdę gdzie indziej. - wyszeptał Hauru.
 - Nie wygłupiaj się, bo znajdzie nas oboje. - też zaczęłam szeptać.
 - I tak znajdzie, bo masz jasne ubrania. Na zewnątrz pewnie widać cię z daleka. - zaśmiał się cicho. - Chodź, zamienimy się.
 - Nie możemy teraz wyjść. Przecież w tym momencie może już przechodzić tą alejką!
 - Czy ja mówiłem coś o wychodzeniu?
   Hauru przysunął się do mnie niebezpiecznie blisko. Odchyliłam się na tyle na ile pozwalały mi otaczające nas pudła.
 - Nic ci nie zrobię. - powiedział. - Przesuń się obok mnie na koniec regału.
   Dobrze, że we względnej ciemności nie widział, jak się zaczerwieniłam. Sytuacja była bardzo dziwna i krępująca, ale w końcu udało nam się zamienić miejscami.
 - I po krzyku. - bardziej poczułam niż zobaczyłam, że się uśmiechnął.
 - Krzyk będzie, jak nas znajdą wszyscy na raz. - mruknęłam mimowolnie.
 - Nie znajdą. - powiedział pewnie. - Poza tym, jesteśmy przyjaciółmi, pamiętasz?
 - Wierzysz w to?
 - Chcę wierzyć w to, że nadal będziesz częścią mojego życia.
 - Pytałam akurat o to, czy wierzysz, że nas nie znajdą. - zażartowałam, ponieważ nie wiedziałam, co mu odpowiedzieć.
   Zaśmiał się.
 - W to też wierzę.
   Siedzieliśmy w milczeniu jakiś czas. Powoli zaczynaliśmy się nudzić. Hauru bębnił palcami w karton w rytm "When I'm Gone", a ja zaplatałam sobie cieniutkie warkoczyki z włosów.
 - Ha! Tu jest Hauru! - usłyszeliśmy nagle krzyk Benvolia. - O! I Kalipso też!
 - No, ładnie. Czyli mamy wszystkich. - stwierdziła Rafaela, zaglądając do naszego kąta.
 - Wygraliśmy! - ucieszył się Hauru.
   Wyszłam na zewnątrz. Dobrze było wyprostować kark po siedzeniu między tymi kartonami. Spojrzałam po przyjaciołach. Miałam nadzieję, że nie dorobili sobie kolejnych teorii spiskowych na temat mnie i Hauru.
 - Kogo znalazłeś najpierw? - spytałam Benvolia.
 - Rafaelę. Szafy z przesuwnymi drzwiami są zbyt idealne, żeby się w nich chować.
 - Przynajmniej było wygodnie. - odparła.
   Po czym bez ostrzeżenia zaczęła liczyć. Znów rozdzieliliśmy się w popłochu.
   Biegaliśmy tak jeszcze po całym sklepie ze dwie godziny przeszukując zakamarki, potykając się o krzesła, klientów, ukrywając się w wózkach, pod stołami, fotelami, łóżkami, między pościelą i pluszakami.
   Kiedy zadecydowaliśmy o skończeniu zabawy, pozostała mi już tylko jedno zadanie do wykonania. Garściami napchałam ołówków do kieszeni, butów i rękawów. Dwa wsadziłam za uszy, trzema spięłam włosy w kok. Tak obładowana wyszłam ze sklepu ku wielkiej uciesze reszty.
   Na zewnątrz spytałam:
 - To kto chce ołówek?
 - Może przydadzą się do jakiegoś następnego zadania? - zasugerowała Anti.
 - Hmm... Zastanowię się nad tym. Szykujcie się na jutro!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz