Kalipso
Wieczorny taniec deszczu nie zadziałał.
Gdy obudziłam się następnego dnia, za oknem jasno świeciło
słońce, a upał był niemiłosierny. A może wczorajsze ognisko
było tylko snem? Chyba nie zgodziłabym się na taniec z Hauru,
prawda?
Kiedy dotarłam na polanę reszta już
się zebrała. Powietrze było parne nawet tu, między drzewami.
- Witaj, Lisia Lilo! - przywitał mnie
wesoło były blondyn natychmiast uświadamiając mi, że nie
wymyśliłam sobie zdarzeń poprzedniego dnia.
Jego optymizm był zaskakujący. Od
początku wakacji humor mu się powoli pogarszał, a od kłótni
z Rodem aż promieniał ze szczęścia. Znów zaczął się
wygłupiać i sypać niewysublimowanymi żartami. Na początku mnie
to denerwowało, ale potem przypomniałam sobie, co powiedział na
przystanku, że chce się pozbyć nadziei, bo wtedy się we
mnie odkocha. Może to już się stało.
- Halo! Ziemia do Kalipso! - wyrwał
mnie z zamyślenia Benvolio. - Masz butelkę?
- A tak, jasne. - podałam mu fantę, a
on przekazał ja Anti.
Usiedliśmy w kole. Dziewczyna
zakręciła butelką i już po chwili oczekiwałam, na przydzielenie
mi zadania.
- Mam dość tych robali i upału. - powiedziała pewnie. - Może... pójdziemy do
Ikei i zagramy w chowanego, kilka kolejek. A potem zgarniesz tyle
ołówków, ile dasz radę i ewakuujemy się.
- Fajny pomysł. - uśmiechnęłam
się.
Podnieśliśmy się z ziemi i poszliśmy
w kierunku przystanku. Czekała nas podróż na drugi koniec
miasta.
Stanęliśmy niczym Siedmiu Wspaniałych
naprzeciwko Ikei
i popatrzyliśmy po sobie.
- Kto liczy pierwszy? - spytałam.
- Ty! - zarządziła Anti.
- O nie... - jęknęłam po czym
natychmiast zaczęłam:
- 50... 49... 48...
- 50... 49... 48...
Moi przyjaciele w pośpiechu rzucili
się do drzwi wejściowych przepychając się przez klientów. Oczywiście nie miałam zamiaru
prowadzić odliczania sama przed sklepem. Jeszcze by mnie zgarnęli
do psychiatryka i z zabawy nici. Stałam więc chwilę w ciszy dając im czas na
ukrycie się, po czym najspokojniej w świecie weszłam do Ikei i
zaczęłam poszukiwania.
Włóczyłam się trochę po
różnych działach, ale nikogo nie mogłam dostrzec. I wtedy
nagle mnie olśniło. Stanęłam w jednej z umeblowanych kuchni i
otworzyłam lodówkę - pusta. Podeszłam do kolejnej -
również. Podeszłam do trzeciej i... w środku znalazłam
Benvolia.
- Wiedziałam, że tu będziesz. -
zaśmiałam się. - Indiana Jones ukrył się w lodówce przed
bombą atomową, nie?
- Przynajmniej w moim przypadku to
mogło być skuteczne.
- Chodź, pomożesz mi szukać reszty.
- Dobra! Ale nie myśl, że widziałem
kogokolwiek. Ja schowałem się pierwszy.
Ruszyliśmy dalej, ale już wiedziałam,
czym się kierować. Gdzie mógłby być Hauru? To chyba
oczywiste...
Znaleźliśmy go w dziale pościeli, gdzie wylegiwał się w wielkim łóżku z baldachimem i próbował wmówić ochroniarzowi, że jest testerem materaców.
Znaleźliśmy go w dziale pościeli, gdzie wylegiwał się w wielkim łóżku z baldachimem i próbował wmówić ochroniarzowi, że jest testerem materaców.
- Kalipso, musiałaś przychodzić tak
wcześnie? - spytał po chwili, kiedy już wyciągnęliśmy go z
łóżka i przeprosiliśmy za wszystko pracownika sklepu. -
Chciałem trochę odespać wczorajsze ognisko!
- Następnym razem wybierz sobie trochę
mniej oczywiste miejsce na drzemkę. - podsunęłam.
- To było tak proste, że
stwierdziłem, że na to nie wpadniesz.
- Dobra, szukajmy dziewczyn. - przerwał
nam Benvolio.
Przez jakiś czas chodziliśmy między
meblami bez pomysłu. W końcu postanowiłam wejść w dział
oświetleniowy.
- Błagam, niczego nie potłuczcie. -
powiedziałam do chłopaków.
- Postaram się. - obiecał Benvolio aż
zbyt solennie.
Weszliśmy między lampy. Setki żarówek
oświetlały najdrobniejsze zakątki pomieszczenia. Kto mógłby
się tu ukryć? Już chciałam się wycofać, kiedy po lewej
zobaczyłam dziewczynę o krótkich czarnych włosach,
odwróconą do nas tyłem.
- Rafaela?
- No nie! - jęknęła odwracając się w naszym kierunku. - Ale jestem ostatnia, prawda?
- Niestety. Jeszcze została Anti.
- Tak niewiele brakowało...
- Jak myślicie, gdzie ona może być?
- spytałam.
Zapadła cisza. Westchnęłam. Jak
zwykle - nikt nic nie wie, nikt nic nie widział. Do głowy przyszło
mi jeszcze jedno miejsce, którego nie przeszukałam. Poprowadziłam wszystkich do
restauracji znajdującej się tuż przy wejściu do sklepu. Przy
jednym ze stolików, siedziała nasza przyjaciółka.
- O! Czyżbym była ostatnia? -
zapytała ironicznie.
- No to jest jakaś zniewaga... -
mruknął pod nosem Hauru.
- Szybko ci poszło. - skomentowała,
ignorując go, po czym wstała i zapytała:
- Kto teraz?
- Kto teraz?
- Benvolio. - odpowiedziałam.
- No to lecimy! - potwierdził ochoczo
i zaczął liczyć.
Reszta już się rozpierzchła, więc i
ja pobiegłam na złamanie karku przez regały i wielkie hale. Nie
miałam pojęcia, gdzie się schować. W końcu dotarłam na piętro
z zapakowanymi w pudła meblami do samodzielnego montażu. Między
wielkimi kartonami znalazłam spory otwór. Bez namysłu się
tam schowałam. Przykulona siedziałam w miejscu
gratulując sobie idealnej kryjówki.
Nagle poczułam, że karton obok mnie
się porusza. Wyjrzałam na zewnątrz i zdołałam jeszcze zobaczyć
but znikający między kartonami. No nie! Ktoś chciał mi zabrać
kryjówkę! Wyszłam na zewnątrz i zajrzałam miedzy tamte
pudełka.
- Kalipso?! Co ty tu robisz? -
usłyszałam głos Hauru.
- Chowałam się obok, ale tak się
rozpychałeś, że prawie mnie przygniotłeś tymi kartonami. - odparłam
starając się zachować spokój.
- Przepraszam. Ale Benvolio zaczął
szukać między kanapami, więc musiałem szybko zwiewać...
- On tu idzie?!
- Pewnie zaraz dojdzie.
- Przesuń się. - popchnęłam
chłopaka wgłąb regału i weszłam w szczelinę między kartonami.
- Jak chcesz, to zaraz pójdę
gdzie indziej. - wyszeptał Hauru.
- Nie wygłupiaj się, bo znajdzie nas
oboje. - też zaczęłam szeptać.
- I tak znajdzie, bo masz jasne
ubrania. Na zewnątrz pewnie widać cię z daleka. - zaśmiał się
cicho. - Chodź, zamienimy się.
- Nie możemy teraz wyjść. Przecież w tym momencie może już przechodzić tą alejką!
- Czy ja mówiłem coś o wychodzeniu?
Hauru przysunął się do mnie
niebezpiecznie blisko. Odchyliłam się na tyle na ile pozwalały mi
otaczające nas pudła.
- Nic ci nie zrobię. - powiedział. -
Przesuń się obok mnie na koniec regału.
Dobrze, że we względnej ciemności
nie widział, jak się zaczerwieniłam. Sytuacja była bardzo dziwna
i krępująca, ale w końcu udało nam się zamienić miejscami.
- I po krzyku. - bardziej poczułam niż
zobaczyłam, że się uśmiechnął.
- Krzyk będzie, jak nas znajdą
wszyscy na raz. - mruknęłam mimowolnie.
- Nie znajdą. - powiedział pewnie. -
Poza tym, jesteśmy przyjaciółmi, pamiętasz?
- Wierzysz w to?
- Chcę wierzyć w to, że nadal
będziesz częścią mojego życia.
- Pytałam akurat o to, czy wierzysz,
że nas nie znajdą. - zażartowałam, ponieważ nie wiedziałam, co
mu odpowiedzieć.
Zaśmiał się.
- W to też wierzę.
Siedzieliśmy w milczeniu jakiś czas.
Powoli zaczynaliśmy się nudzić. Hauru bębnił palcami w karton w
rytm "When I'm Gone", a ja zaplatałam sobie cieniutkie
warkoczyki z włosów.
- Ha! Tu jest Hauru! - usłyszeliśmy
nagle krzyk Benvolia. - O! I Kalipso też!
- No, ładnie. Czyli mamy wszystkich. -
stwierdziła Rafaela, zaglądając do naszego kąta.
- Wygraliśmy! - ucieszył się Hauru.
Wyszłam na zewnątrz. Dobrze było
wyprostować kark po siedzeniu między tymi kartonami. Spojrzałam po
przyjaciołach. Miałam nadzieję, że nie dorobili sobie kolejnych
teorii spiskowych na temat mnie i Hauru.
- Kogo znalazłeś najpierw? - spytałam
Benvolia.
- Rafaelę. Szafy z przesuwnymi
drzwiami są zbyt idealne, żeby się w nich chować.
- Przynajmniej było wygodnie. -
odparła.
Po czym bez ostrzeżenia zaczęła
liczyć. Znów rozdzieliliśmy się w popłochu.
Biegaliśmy tak jeszcze po całym sklepie ze dwie godziny przeszukując zakamarki, potykając się o krzesła, klientów, ukrywając się w wózkach, pod stołami, fotelami, łóżkami, między pościelą i pluszakami.
Biegaliśmy tak jeszcze po całym sklepie ze dwie godziny przeszukując zakamarki, potykając się o krzesła, klientów, ukrywając się w wózkach, pod stołami, fotelami, łóżkami, między pościelą i pluszakami.
Kiedy zadecydowaliśmy o skończeniu
zabawy, pozostała mi już tylko jedno zadanie do wykonania. Garściami
napchałam ołówków do kieszeni, butów i
rękawów. Dwa wsadziłam za uszy, trzema spięłam włosy w
kok. Tak obładowana wyszłam ze sklepu ku wielkiej uciesze reszty.
Na zewnątrz spytałam:
- To kto chce ołówek?
- Może przydadzą się do jakiegoś
następnego zadania? - zasugerowała Anti.
- Hmm... Zastanowię się nad tym. Szykujcie
się na jutro!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz