piątek, 21 lutego 2014

38. Porozmawiajmy...

 Benvolio


   Upał trwał w najlepsze. W momencie, kiedy siedzieliśmy pod świerkami, próbując bezskutecznie wyzyskać coś z cienia, nie zostało już nic z porannego chłodu. Powietrze było ciężkie i wilgotne, a niebo coraz gęściej pokrywało się chmurami. Odbierało to nam wszystkim jakąkolwiek energię, więc nawet nie rozmawialiśmy, zapadając w coraz głębszy letarg. Ale teoretycznie czekaliśmy na Hauru, więc nawet nie staraliśmy się jakoś specjalnie, żeby coś się działo. I chyba każdy z nas po cichu liczył na to, że jeszcze trochę go nie będzie - nikt nie miał ochoty na jakiekolwiek działanie.
   Podczas gdy my testowaliśmy skuteczność życzeniowego myślenia, Hauru, oczywiście niespodziewanie, pokazał jej beznadziejnie niski poziom sprawdzalności, wchodząc jak gdyby nigdy nic między świerki.
 - A gdzie okrzyki szczęścia i powitanie na kolanach? - zażartował widząc nasze miny.
 - Nie mów, że tobie by się chciało. - odparłem.
 - Mi nie, ale może wy macie więcej energii.
 - Chyba żartujesz!
 - Cały czas! - zaśmiał się.
   Jak można się było spodziewać, rozmowa natychmiast się urwała. Dopiero gdy Hauru rozsiadł się pod jednym z drzew odezwała się leniwie Anti:
 - To co dziś?
 - Może wyjście na lody? - zaproponował chłopak.
 - Miałam na myśli raczej grę... Chyba, że aż tak bardzo nam się nie chce...
 - Szczerze mówiąc, to nawet nie miałam wczoraj sił zastanowić się nad zadaniem. Dziś pewnie też nic nie przyjdzie mi do głowy. - odezwała się Kalipso.
 - To może jednak te lody... - poparłem Hauru, a wszyscy dokoła pokiwali głowami, w najbardziej energooszczędny sposób demonstrując aprobatę dla pomysłu.
 - Chodźmy! - Hauru ostatecznie zachęcił nas do wstania i po karykaturalnie powolnym i niezgrabnym wstaniu, leniwym krokiem udaliśmy się w stronę wyjścia z parku.
   Na zewnątrz było jeszcze gorzej. Asfalt ulicy błyszczał od mirażu. Znad spieczonych kostek chodnika unosiło się gorące powietrze, momentalnie wywołując u każdego chęć wrócenia między drzewa. W perspektywie były jednak lody - a to przekonujący argument, dlatego szliśmy cierpliwie dalej, aż wykończeni doszliśmy do znajdującego się kilkaset metrów od parku sklepu, przy którym parę tygodni wcześniej Rod i Kalispo spotkali Ciris i Michała.
   Rzuciliśmy się do cienia, a następnie do wnętrza sklepu, gdzie już spokojnie kupiliśmy lody. Usiedliśmy z nimi na zewnątrz, na zacienionych schodkach i delektowaliśmy się ich smakiem i temperaturą.
 - Teraz jest prawie idealnie... - westchnęła Rafaela.
 - Dlaczego "prawie"? - spytałem.
 - Bo jakby spadł deszcz, byłoby jeszcze przyjemniej.
 - Pewnie niedługo twoje marzenie się spełni. - odezwała się Antiochis, patrząc w niebo.
   Chmury wyglądały naprawdę obiecująco.
 - Przynajmniej jedno. - powiedziała cierpko.
 - Tak wątpisz w spełnienie pozostałych? - zapytałem, chcąc brzmieć jak najbardziej entuzjastycznie.
 - Reszta jest niemożliwa. - odpowiedziała i nagle zmieniła temat:
 - Zamierzacie w ogóle odezwać się do mojego kuzyna, czy będziecie czekać, aż sam do was przyjdzie?
   Wywołała tym samym niezłą konsternację. W sumie nie wiedzieliśmy, co robić, i czekaliśmy na nie-wiadomo-co. Ale nic dziwnego, że ją to zirytowało.
 - Tak myślałam. - stwierdziła, kiedy nikt nie odpowiedział na jej pytanie. - Nawet nie chciało się wam o nim pomyśleć.
 - Nie mów tak. - szepnęła Kalipso kryjąc twarz w gęstych lokach, jak to miała w zwyczaju od pewnego czasu.
 - A co proponujesz? - powiedziała aż nazbyt rzeczowo Anti.
 - Rozmowę. Jeśli zostawia się sprawę bez wyjaśnienia, to nie dość, że obie strony cierpią, to odcina się sobie drogę do zawarcia zgody.
 - Ciężko by było się nie zgodzić. Ale nie znaczy to, że łatwo zrealizować takie postulaty.
 - Poza tym, nie zmusimy go, żeby z nami rozmawiał. Gdyby chciał, już by przyszedł. - wtrącił Hauru.
 - Mogę go przekonać, żeby się z wami spotkał. - zaproponowała Rafaela. - Ale musi usłyszeć, że to wy tego chcecie. Nie ma sensu wyciągać go z domu, jeśli wy nie wiecie nawet co mu powiedzieć.
 - Nie wiemy. - stwierdziłem prosto.
 - Ja wiem. - powiedział Hauru.
   Popatrzyliśmy na niego ciekawie, oczekując, że jakoś rozwinie tę myśl jednak on uparcie milczał.
 - Poszedłbyś do niego? - zapytała cicho Anti.
 - Tak. - powiedziała Rafaela. - Skoro i tak dzisiaj nie gramy, to ja lecę. Lepiej załatwić to szybciej niż później.
   Wybiegła, wyrzucając po drodze do kosza patyczek od loda, zostawiając nas lekko zdezorientowanych. Kto by się spodziewał, że nagle wykrzesała z siebie tyle energii?
 - "Rodzina, Obowiązek, Honor" - zacytował Hauru. - Ma dziewczyna priorytety...
 - Przynajmniej trochę powiało. - rzuciłem.



Hauru


   Czekaliśmy na polanie, gdzie dwa dni temu robiliśmy ognisko. Upał nadal był niemiłosierny, ale już nie zwracałem na niego zbytniej uwagi. Spojrzałem na Kalipso. Też się denerwowała. Ręce jej drżały, ale nie mogłem do niej podejść, ani jej pocieszyć. Z daleka zobaczyłem już dwie powoli zbliżające się do nas postacie.
   Zastanawiałem się, jak tą sytuację przeżywał Rod. Czy będzie wkurzony? Czy zrezygnowany? Czy bardziej nienawidzi mnie, czy Kalipso... Jednak z jego twarzy nie dało się nic wyczytać. Sprawiał wrażenie spokojnego i rozluźnionego, jakby się niczym nie martwił.
 - Cześć! Tak dawno się nie widzieliśmy! - wypalił bez zastanowienia Benvolio.
 - Co nie? - odparł tamten bez przekonania.
   Nastąpiła kłopotliwa cisza, którą przerwała dopiero Rafaela:
 - Może chodźmy do lasu. Tam będzie trochę chłodniej.
   Przystaliśmy na jej propozycję. Linia drzew znajdowała się niecałe pół kilometra od nas, więc szybko schowaliśmy się w cieniu. Wszystko to zdawało się takie nierealne. Być tu razem i nie móc wydobyć z siebie słowa...
 - Rafaela mówiła mi, że wczorajsza gra była całkiem udana. - Rod przerwał ciszę.
 - No! Szkoda, że tego nie widziałeś! - potwierdził Benvolio, wciąż nie rozumiejąc, jak dziwne jest jego nastawienie w takiej sytuacji. - Biegaliśmy po Ikei, chowając się po szafach i lodówkach.
 - A jak komuś brakuje ołówków w domu, to Kalipso wyniosła ich wczoraj ze sklepu dożywotni zapas. - odezwałem się.
 - No, to nieźle. - skomentował Rod, próbując się uśmiechnąć, po czym rozmowa znowu się urwała.
 - A ty co porabiałeś przez ten czas? - zapytała niewinnie Anti.
 - W sumie nic ciekawego. Przeczytałem ze dwie książki, trochę uporządkowałem biurko... Wyspałem się...
 - W końcu są wakacje, tego można było się domyślić. - zaśmiał się Benvolio.
 - Nie brałbym tego za tak oczywiste. - zwróciłem się do niego. - Ja w lato zawsze sypiam mniej niż przez całą resztę roku.
 - Ty? - zdziwił się Rod. - Dlaczego?
 - Muszę opiekować się siostrami, bo już nie mam wymówki, że muszę się uczyć. Do tego dochodzą próby spektaklu i kręcenie filmów, bo przecież to najlepsza pora roku na ładne widoki natury.
 - Aha... - bąknął, jak gdyby sobie o czymś przypomniał.
 - No, i jeszcze to ognisko ostatnio. - dodała Anti.
 - Ognisko, mówisz. - udał zainteresowanie.
 - Zadanie od Benvolia - zorganizować ognisko. Szkoda, że cię z nami nie było.
 - Właśnie! Dostałem indiańskie imię Sokole Oko! - powiedział podekscytowany brunet.
 - Nie ściemniaj, Dmuchająca z Góry Fretko. - zadrwiłem. - Bo następnym razem wymyślę ci coś jeszcze gorszego.
 - A więc szaleństwom nie było końca, tak? - westchnął Rod.
 - Starałam się ich pilnować pod twoją nieobecność, ale nie mam aż takiego doświadczenia. Udało im się nawet zmusić mnie do tańca.
 - Tańca deszczu. - poprawiłem ją. - Patrz, może jeszcze się sprawdzi.
 - Oby. - podsumował minimalistycznie Rod i kolejny raz zapadła nie wróżąca nic dobrego cisza.
 - Dobra. - postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce. - Nie ma sensu udawać, że wszystko jest ok. Porozmawiajmy otwarcie.
   Oczywiście to nie spowodowało fali entuzjazmu i żywiołowych reakcji, ale atmosfera zgęstniała. Rod utkwił we mnie uważne spojrzenie jednocześnie spinając mięśnie, jakby oczekiwał na atak.
 - Nie chcę się z tobą bić - zacząłem widząc tę reakcję. - ani współzawodniczyć o Kalipso.
Możesz wyluzować.
 - Ja też tego nie chcę, ale nie udawaj, że "wyluzowanie" jest możliwe i sensowne.
 - Dobra, dobra. Nic już nie udaję. - zapewniłem, choć nie było to do końca prawdą.
   Musiałem dalej unikać spoglądania na rudą. Wracałem do dawnych postanowień: niech wszyscy myślą, że jestem tylko chłopakiem, który bawi się uczuciami innych i liczą się dla niego jedynie żarty. Tak będzie bezpieczniej.
 - Co konkretnie chciałbyś ode mnie usłyszeć? - zapytał oschle. - Czy nie jest już wszystko jasne?
 - Chcę, żebyś wściekał się na mnie. - warknąłem. - Reszta nie musi cierpieć za moje błędy. Nie odcinaj się od nich.
 - Nie będę zrzucał na nich żadnego ciężaru. Zrobię porządek ze sobą i wrócę. - odparł ze stanowczością.
 - Na pewno na zupełnie nikogo? - spytałem twardo szybko rzuciwszy okiem na Kalipso.
 - Robię, co mogę. - odpowiedział słabiej, wychwyciwszy to spojrzenie.
 - To nie była jej ani twoja wina.
 - Co ma piernik do wiatraka? - gwałtownie mi przerwał. - Kto tu mówi o winie?
 - Jakbyś nie wiedział, Kalipso nie sypia po nocach, bo zadręcza się o wszystko, a tobie nie byłoby tak ciężko do nas przyjść, gdybyś winę zwalił na mnie. Nie wiem, co ty chcesz ze sobą ogarniać, jeśli nie to.
 - Kalipso nie jest niczemu winna, ani ty. - powiedział, wyraźnie starając się brzmieć pewnie, ale jednak widać było w tym mniej przekonania.
   Już chciałem mu odpowiedzieć, kiedy odezwała się ruda.
 - Mam już tego dość! Nie róbcie z siebie bohaterów biorąc na siebie wszystkie konsekwencje. Nie pomyśleliście, że może ze mną też przydało by się o tym porozmawiać?!
Ciągle kłócicie się między sobą i mówicie o mnie w trzeciej osobie. Halo! Ja tu wciąż jestem!
   Spojrzeliśmy na nią i zamilkliśmy. To znów była ona. Już nie ta załamana dziewczyna bez nadziei, pogrążona w swoich myślach. W jej oczach znów zagościł buntowniczy ogień. Wyprostowała się odgarniając włosy do tyłu. To była ta dziewczyna, w której się zakochałem. Mało brakowało, a bym się uśmiechnął. Na szczęście w ostatniej chwili się opanowałem. Miałem jeszcze rolę do odegrania.
 - Wybacz. - odezwał się Rod, jakby urywając dłuższą wypowiedź. - Masz rację. Powinniśmy brać cię pod uwagę.
 - Tyle masz mi do powiedzenia?! Nie odzywasz się do mnie przez tydzień, a potem rzucasz "wybacz" i myślisz, że to wszystko załatwi?! - warknęła na niego.
 - Nie! Nie myślę tak. - Rod ewidentnie nagle zaczął tracić cierpliwość. - Ale co innego mam powiedzieć?
 - Nie wiem! Wymyśl coś! - krzyknęła.
 - To był cios poniżej pasa. - stwierdziłem.
 - Nie odzywaj się już, Hauru. Po prostu nic nie mów!
 - Jeszcze przed chwilą wkurzałaś się, że nie dopuściliśmy cię do głosu, a teraz mi karzesz siedzieć cicho? Zawsze byłaś hipokrytką. - powiedziałem.
 - Ani mi się waż ją obrażać! - warknął Rod, pochylając się w moją stronę. - Oskarżanie się o coś, co mówimy w takim stanie, nie ma sensu.
 - Obrazisz się za to na mnie, Kalipso? - zwróciłem się do niej tylko po to, by móc zapamiętać każdy rys jej twarzy. Czułem, że mogę nie wyjść cało z gry, którą podjąłem.
 - Mówiłeś już o mnie gorsze rzeczy. I z wzajemnością. - powiedziała. - Dlatego nie potrzebuję twojego poświęcenia. Przestań mnie chronić. Ty też, Rod!
 - Przeszkadza ci, że jesteś w centrum zainteresowania? - spytałem sarkastycznie klnąc siebie w duchu za to, co robię. - A to nowość!
 - Przepraszam bardzo, ale kto tu robi z siebie teraz gwiazdę przedstawienia?! Bo odnoszę wrażenie, że to nie ja przez ostatni tydzień wygłupiałam się, żeby wszyscy zwracali na mnie uwagę, a teraz staram się zostać bohaterem tragicznym, który odejdzie, żeby inni musieli żyć z wyrzutami sumienia z jego powodu!
 - Ma rację. - znowu zwrócił się do mnie Rod. - Nie wiem, co tu się działo przez ostatnie dni, ale chyba źle postrzegasz swoją rolę w... tym.
   Zignorowałem go.
  - Tak to widzisz? Powiedz mi Kalipso, czego ty tak w ogóle ode mnie chcesz? Nie pasowała ci przyjaźń, nie pasuje ci związek, a odejść mi nie pozwalasz. Ogarnij się kobieto!
   Teraz ruda z kolei zignorowała mnie i odpowiedziała Rodowi:
 - Wiedziałbyś, co tu się działo, gdybyś raczył się nami w ogóle zainteresować. Ale ty za wszelką cenę unikałeś naszych wyjaśnień! Myślałeś, że uda ci się zrozumieć sytuację słuchając jedynie doniesień kuzynki?!
 - Nie chodziło mi o zrozumienie sytuacji, tylko o ogarnięcie się! - obruszył się Rod. - Nie będę próbował rozwiązywać wspólnego problemu bez rozwiązania swojego.
 - O czym ty w ogóle mówisz?! - krzyknęliśmy jednocześnie z Kalipso.
   W odpowiedzi westchnął i zastanowił się chwilę, zanim zaczął powoli nam tłumaczyć, ostrożnie dobierając słowa:
 - Cała ta sprawa pokazuje nie tylko słabe punkty relacji między... nami, ale też nas samych. Wszystko jakby wypływa na wierzch. Ale nie chcę tego mieszać z tym, co dotyczy nas wszystkich. Kiedy będę w stanie podejść do problemu naprawdę na spokojnie, porozmawiam z wami, ale w tej chwili to wciąż niemożliwe.
 - Nie jesteśmy i nigdy nie byliśmy idealni. - odpowiedziałem. - Swój charakter okazujesz przy relacjach z innymi ludźmi. Pustelnikowi łatwo być dobrym w głuszy. Trudniej, gdy wokół są ludzie, których może pokochać, znienawidzić, którzy mogą cierpieć, albo którym może zazdrościć. Odcinanie się od świata do niczego nie prowadzi.
 - Nie chodziło mi o zupełne odcięcie się. Raczej o coś w stylu przerwy. Ale nie wciskaj mi kitu, że to źródło wszystkich problemów!
 - Może się stać powodem jeszcze większych kłopotów. - powiedziała Kalipso. - Jeśli zrobisz sobie przerwę, możesz nie wrócić. Tak prawie stało się z tobą i Rafaelą, prawda? Oddaliliście się od siebie i już nie potrafiliście tego naprawić. Przypadek sprawił, że znów ze sobą rozmawiacie!
 - Przestań! Na ten temat powiedziałem już wszystko. Co jeszcze chcesz wiedzieć?
   Zawahała się, ale spytała:
 - Zerwałeś ze mną?
   Zmieszał się, po czym głupio zapytał:
 - A ty?
 - Nie.
 - Oj, źle. - mruknął pod nosem, opuszczając głowę, i zaczął odwracać się od nas.
 - Rod! Odpowiedz mi! - domagała się ruda.
   Zamiast tego jednak Rod powoli, krok po kroku, odchodził w stronę polany, a stamtąd pewnie miał zamiar wrócić do domu.
   Spojrzałem na Kalipso spodziewając się, że zaraz za nim pobiegnie, ale nie zrobiła tego. Z jej oczu spłynęła pojedyncza łza.
 - Czyli zerwał. - szepnęła sama do siebie.
   Dopiero teraz zauważyłem, że z polany zniknęli również nasi przyjaciele. Musieli się wymknąć w czasie kłótni. Nie odnotowałem w którym dokładnie momencie. W każdym razie zostaliśmy sami.
 - Jesteś z siebie zadowolony? - rzuciła gniewnie.
 - Czemu miałbym być?
 - Od początku właśnie o to ci chodziło, prawda? Chciałeś, żebyśmy się rozstali.
 - Nie prawda.
 - Twoje słowa zawsze przeczą czynom.
 - Nawzajem, Kalipso. Pamiętasz, jak powiedziałaś, że nie zdradzisz Roda, a potem mnie pocałowałaś? I kto tu jest teraz kłamcą?
 - To był impuls. Poza tym, to ty mnie pocałowałeś.
 - A dzięki kolejnemu impulsowi oberwałem w twarz. Możesz mi odpowiedzieć na moje pytanie? Czego ty chcesz?
 - Nie wiem.
 - Nie wiesz, czy nie chcesz powiedzieć?
 - Odczep się, Hauru. Odpowiem ci, kiedy ty w końcu podejmiesz decyzję, jaką rolę chcesz grać. Zmieniasz zdanie równie często jak ja. Nadal będziesz zarzucać mi hipokryzję? - powiedziała po czym odwróciła się na pięcie i uciekła wgłąb lasu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz