piątek, 21 lutego 2014

39. Przyjaźń

 Rafaela


   Miałam dość przysłuchiwania się kłótni. Cała trójka była tak wkręcona, że nawet nie przeszkadzało im wyrzucanie z siebie wszystkiego, w naszej obecności. Zastanawiałam się, czy w ogóle o niej pamiętają.
   Spojrzałam na Antiochis i Benvolia. Też nie wyglądali na zbyt zadowolonych swoim położeniem. Podeszłam do nich i szepnęłam:
 - Chodźmy stąd.
   Byli tak zdezorientowani tym, co działo się tuż obok, że posłuchali mnie od razu. Ruszyliśmy w kierunku pól ogniskowych. Ja szłam na końcu. Odwróciłam się jeszcze na chwilę, by spojrzeć na Roda. Długo go prosiłam i groziłam, żeby tu przyszedł. Jeśli coś się nie powiedzie i jego stan jeszcze bardziej się pogorszy, będzie to moja wina. Zgodził się na to spotkanie tylko dlatego, że nie dałabym mu spokoju gdyby tego nie zrobił. Zaznaczył jednak, że tylko ten jeden, jedyny raz może spróbować. Sprawy nie układały się dobrze, ale może taka szczera rozmowa przyniesie mu ulgę.
   Odwróciłam wzrok od trójki i dołączyłam do Benvolia i Anti.
 - Może jednak wrócimy? - zaproponowała Antiochis. - Nie wygląda to dobrze.
 - W żadnym wypadku. - powiedziałam twardo. - To ich osobista sprawa.
 - Ale jakimś cudem jednak ma wpływ i na nas. - odpowiedziała. - Choćby na to, że teraz odchodzimy.
 - Tak, niesegregowanie śmieci przez resztę świata też ma na nas wpływ, bo zanieczyszcza naszą planetę, ale jakoś tym się chyba nie przejmujesz, nie? Więc zostaw ich samych.
   Wydaje mi się, że mimo wszystko Anti nie chciała się kłócić, bo spojrzała na mnie poważnie i nic nie odpowiedziała, przyspieszając kroku. Zrównałam się z nią, a Benvolio, który do tej pory stał w amoku próbował nas dogonić łamiąc chyba wszystkie gałązki po drodze, taki robił hałas.
 - Za bardzo się przejmujesz wszystkimi dokoła. - zwróciłam się do dziewczyny. - Empatia w nadmiarze może być równie szkodliwa, co egoizm.
   Zupełnie mnie zignorowała, nie wiem, czy dlatego, że nie chciała pokazać, że mam rację, czy po to, żeby mnie rozdrażnić.
 - Aha. - mruknęłam złośliwie. - To innych namawiamy do rozmowy, a same pogadać już nie możemy? No jasne. Najłatwiej mieszać się w cudze problemy.
   Gdy nie usłyszałam odpowiedzi, postanowiłam kontynuować:
 - Tak zależy ci na grupie? Zrobiłabyś dla niej wszystko? A nie pomyślałaś, że to pojęcie abstrakcyjne? Każde z was jest pojedynczą jednostką z własną historią i potrzebami. Dlaczego macie się wyrzekać własnych celów tylko po to, żeby być razem?
 - Wiesz, przyjaźń jednak do czegoś zobowiązuje. - odparł poważnie Benvolio. - nie jesteśmy tylko jednostkami.
 - Gdy przyjaźń staje się destrukcyjna, nie ma co jej kontynuować. Trzeba dać ludziom swobodę, własne życie, możliwość podjęcia osobistych decyzji. - zwróciłam się do ich dwójki. - Ludzie przychodzą i odchodzą. Taka jest smutna prawda. Na końcu zostajesz tylko ty sam. Wtedy się przekonujesz ile masz siły i czego chcesz od życia.
   Przez moment popatrzyli na mnie w ciszy, zwalniając odrobinę, aż w końcu chłopak odezwał się:
 - Wtedy to nie jest przyjaźń.
 - Przyjaźń, jak i miłość, mają wiele oblicz. Nie daj się zwieść temu najprostszemu ich znaczeniu.
 - Prawdziwa przyjaźń nie kończy się ot tak. Z definicji.
 - Prawdziwa przyjaźń oznacza swobodę. Oznacza, że możesz powiedzieć drugiej osobie wszystko, ale nie zostaniesz przez nią zmanipulowany. Przyjaźń to często wyrzeczenia, ale nie jednostronne.
 - Decyduj za siebie.
 - Tak robię. - wyprostowałam się i powiedziałam mu prosto w oczy:
 - Gdy spoglądam za siebie, widzę wiele osób, które musiałam zostawić. Wielu przyjaciół. I choć jestem sama, niczego nie żałuję, bo wiem, czego chcę. Nikomu nie pozwoliłam cierpieć za moje błędy i decyzje. I nigdy nie pozwolę.
 - Żal mi cię, ale pewnie tego nie potrzebujesz. Nie tego.
   Nigdy Benvolio nie wydał mi się tak poważny i tak doświadczony życiowo jak wtedy.
   Nie odpowiedziałam na jego słowa. Resztę drogi powrotnej spędziliśmy w milczeniu.
   Myślałam o moich dawnych przyjaciołach: Kasia, która wyjechała na zawsze do Anglii... Byłyśmy tak blisko, nie wyobrażałyśmy sobie rozstania, płakałam 3 miesiące, kiedy odleciała... a potem ona zapomniała o mnie a i ja o niej. Wtedy przekonałam się, że żadne uczucie nie jest tak silne, żeby nie umieć się go pozbyć.
   Przyjaciele z podstawówki - wszędzie chodziliśmy zgraną paczką - po skończeniu szkoły nie odzywaliśmy się do siebie, póki jakaś dziewczyna z klasy nie zwołała spotkania klasowego na którym dowiedziałam się, gdzie się uczą. Poza tym, nikt nie kwapił się do odnawiania kontaktu.
   I w końcu Rod, który bym mi bardziej przyjacielem, niż kuzynem - odeszłam od niego, bo czułam, że męczył się w moim towarzystwie. Nie raczył nawet spytać, czemu to zrobiłam. Zapewne odetchnął z ulgą, że w końcu będzie miał więcej czasu, dla swojej dziewczyny.
   Przyjaźń? Tak, w każdym wypadku to była przyjaźń. Znałam te osoby na wylot i to z wzajemnością. Spędzaliśmy razem czas, ufaliśmy sobie, pomagaliśmy. Ale nic nie trwa wiecznie. Przywiązywanie się do czegokolwiek to najgorsze, co może się zdarzyć człowiekowi. Bo im więcej kochasz, tym jesteś słabszy, a im jesteś słabszy, łatwiej cię zranić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz