piątek, 3 stycznia 2014

28. Wianek, romanse, cierpienia... romantyzm!

 Rafaela

 - Och, nie... - szepnęłam prawie niedosłyszalnie, kiedy nieubłagana butelka wskazała moją kolej.
 - Ha! Rewanż! - wrzasnął Benvolio uradowany. 
   Na pewno nieczęsto zdarzało się to w tej grze.
 - Już się boję...
 - Spokojnie, Benvolio nic strasznego nie wymyśli. - pocieszył mnie Rod, uśmiechając się półgębkiem.
   Tamten w odpowiedzi pogroził mu palcem.
 - Zobaczymy, zobaczymy...
   Za chwilę zamyślił się, ale nie musieliśmy długo czekać, aż wykrzyknął:
 - Już wiem! Tam za ostatnimi budynkami miasta zaczynają się bardziej... wiejskie zabudowania. Wejdziesz do jednego z ogrodów i nazbierasz kwiatów. Tyle, żeby starczyło na wianek!
 - Mam ukraść kwiatki i zrobić z nich wianek? Serio? - spytałam rozbawiona. 
   Zadanie przypominało mi jakieś przedszkolne wybryki.
 - Jeszcze zobaczysz, że to nie takie proste. - spojrzał na mnie z miną profesjonalisty. - Ja zdobywałem doświadczenie w tych ogrodach przez całą podstawówkę, ale jak ty sobie poradzisz, to nie wiem...
 - Więc patrz uważnie. - zaśmiałam się i podniosłam z ziemi. 
   Reszta też wstała i razem ruszyliśmy w kierunku obrzeży miasta, które wskazał Benvolio.



   Chłopak chyba nie przemyślał tego zadania. Jeśli chciał, żeby było choć trochę niebezpieczne, powinien był powiedzieć, że mam skomponować jakiś bukiet. Wtedy potrzebowałabym mniej pospolitych kwiatków: róż, tulipanów, nawet może hortensji, które rosną w ogródkach przy domach bogatszych właścicieli przewrażliwionych na punkcie roślinek. Tymczasem na wianek najlepiej się nadają zwykłe mlecze czy stokrotki. Takie, które można znaleźć najczęściej na łąkach, przy drogach i w ogródkach opuszczonych domów, w związku z czym zadanie wcale nie wydało mi się trudne.
   Przechodziliśmy różnymi uliczkami, a ja zastanawiałam się, jak to wygląda z boku: grupa nastolatków rozmawiających o bzdurach idzie chodnikiem osiedla i przygląda się uważnie wszystkim ogródkom mijanym po drodze...
   W końcu wypatrzyłam jeden, który szczególnie mnie zauroczył: znajdował się koło parterowego, drewnianego domku ze sporą werandą, a na całej jego powierzchni kwitły różowe i białe koniczyny.
   Zatrzymałam się i odwróciłam do reszty:
 - To może tu. To zajmie tylko chwilkę. Jak chcecie, możecie szukać czterolistnej.
   Po czym nie czekając na odpowiedź przeskoczyłam przez drewniany płotek.
   Zebranie kwiatów szło mi całkiem sprawnie. Odwróciłam się do znajomych i pomachałam im pęczkiem, który zerwałam.
   Hauru uniósł kciuk do góry. Najwyraźniej bawiło go, że Benvoliowi nie powiódł się plan zemsty. Kalipso wydawała się prawie mnie nie dostrzegać, ciągle zerkała nerwowo na ulicę i w kierunku domku. Antiohis i Benvolio przycupnęli z boku przy furtce. Dostrzegłszy moje spojrzenie, chłopak przybrał pewny siebie wyraz twarzy jakby chciał pokazać, że coś jeszcze może się nie powieść, a wtedy to on będzie miał rację.
 - To niesamowite, Benvolio, jak dobrze znosisz porażki. - odezwał się Rod.
 - Jakie znowu porażki? - szczerze zdziwił się tamten. - Przecież to jeszcze nie koniec.
 - No jak nie? - odpowiedział mój kuzyn widząc, że do nich wracam.
 - Pierwsza część za nami. - oznajmiłam zadowolona. - Może chodźmy w jakieś bardziej ustronne miejsce, żeby zrobić ten wianek?
 - Nie no, myślałem, że będziesz go robić na bieżąco! - mina Benvolia należała teraz raczej do "kwaśnych". - Zostańmy tutaj. Miło tu, prawda?
 - Ty za wszelką cenę chcesz, żeby ktoś nas tu przyłapał, co? - spytałam chłopaka.
 - Nie jestem złośliwy, ale to jednak ja mam dbać o poziom trudności zadania...
 - To może od razu pójdę na tą werandę i tam będę robić wianek! - zażartowałam.
   Od razu po wypowiedzeniu tych słów, wpadło mi do głowy, że to w sumie nie głupi pomysł... Przecież w tym domku pewnie nikogo nie ma. Odwróciłam się na pięcie wracając do ogrodu i przysiadłam na schodkach biegnących do wejścia mieszkania. Spokojnie rozłożyłam obok siebie kwiatki i zabrałam się za splatanie ich ze sobą.
 - Nie mówiłeś, że masz szaloną kuzynkę, Rod. - usłyszałam jak zwrócił się do niego blondyn. - To znaczy, że może tylko twoje geny uległy uszkodzeniu...
 - Uważaj, żebyś ty nie uległ uszkodzeniu, jak będziesz obrażał rodzinę tej szalonej kuzynki. - odpowiedziałam mu.
 - Mmm... chętnie zaryzykuję... - Hauru puścił do mnie oko.
   Nie uszło to uwadze Kalipso, która natychmiast odwróciła się do wszystkich plecami i Roda, który wyglądał, jakby poczuł się przez to osobiście dotknięty.
 - Zostaw ją w spokoju. - warknął i zatopił się we własnych myślach.
   W tym momencie sobie przypomniałam. 
   Tamtego dnia, kiedy bez celu jeździłam autobusem po okolicy, widziałam na przystanku Kalipso i jakiegoś chłopaka. Był nim niewątpliwie Hauru - te blond włosy, sposób, w jaki spoglądał na dziewczynę mojego kuzyna i napięcie między nimi...
   Rod pewnie nic nie wiedział o ich schadzkach... ale wygląda, jakby się domyślał... Powinnam mu powiedzieć? A może porozmawiać o tym najpierw z Kalipso? O Boże... Biedny Rod... ruda była dla niego wszystkim... Pamiętam, jak raz mi o niej opowiadał.
   Leżał wtedy na ziemi w moim pokoju. Nigdy wcześniej nie widziałam w jego oczach takiego blasku i uśmiechu utrzymującego się stale na twarzy. Nie patrzył na mnie. Zdawało się, że przywołuje w myślach jej obraz. I mówił... Opowiadał o jej śmiechu, kolorze oczu, kompletnie odmiennym guście muzycznym i zakładaniu skarpetek nie do pary. Mówił, dopóki mu nie zaschło w gardle i wyszedł po szklankę wody, a ja szybko otarłam z policzka pojedynczą łzę. Wiedziałam, ze ją kocha. Był zafascynowany nią całą. Patrzył na nią tak uważnie... jak nigdy nie spojrzał na mnie.
   Wplotłam ostatnie koniczyny i wróciłam do reszty.
 - Gotowe! - zawołałam przybierając radosny ton, aby odpędzić wspomnienie.
   Uniosłam ręce w górę i założyłam wianek na głowę Benvolia.
 - Jednak udało ci się. - westchnął, przybierając rozczarowaną minę, na co Hauru zaśmiał się:
 - Nie tak wygląda chłopak, gdy dostaje kwiaty od ładnej dziewczyny.
 - Tak? - spytałam. - To może nam zaprezentujesz, jak powinien wyglądać?
 - O nie... - zaśmiał się blondyn. - Zarezerwuję to dla tej jedynej.
 - Może zanim na dobre się rozkręcicie z tą dyskusją, odejdziemy na bezpieczną odległość? - wtrąciła się niespodziewanie Anti, o której obecności zdążyłam zapomnieć. - Wydaje mi się, że ten dom nie jest jednak pusty...
   Jednocześnie wszyscy spojrzeliśmy w tamtym kierunku i ku ogólnemu zdziwieniu, zobaczyliśmy uchylające się drzwi wejściowe. Jak małe dzieci przyłapane na podkradaniu cukierków, rzuciliśmy się do ucieczki. Za rogiem wszyscy przystanęliśmy. Pierwsza wybuchłam śmiechem, a reszta zaraz do mnie dołączyła. 
   Benvolio był usatysfakcjonowany.
 - A widzicie? Jednak nie było tak beznadziejnie prosto!
 - A więc remis? - spytałam.
 - Niech ci będzie. - udał, że zgadza się niechętnie.
 - Koniec flirtów! - zażartował Hauru.
 - My nie flirtujemy! - wykrzyknęliśmy jednocześnie, co tylko wywołało kolejną salwę śmiechu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz