sobota, 11 stycznia 2014

30. Czerń

Hauru   


   Kiedy zbliżałem się już do wejścia do naszego parku, zobaczyłem w oddali rudą czuprynę dziewczyny, którą tak kochałem. Zatrzymałem się w miejscu. W miarę jak się zbliżała, widziałem coraz dokładniej każdy szczegół jej postaci. Loki spływały jej falami na ramiona, odstając we wszystkich kierunkach mierzwione przez podmuchy letniego wiatru. Równie szalone, co ona. Miała na sobie zwiewną hippisowską bluzkę w tęczowe koła i wytarte jeansy. Nie widziała mnie, patrzyła w niebo, a jej twarz wyrażała zwykłą, codzienną radość życia. Jak dawno nie widziałem jej tak beztroskiej... Może powinienem już wejść? Zaraz przyjdzie, a na mój widok pewnie znów się zmartwi...
   Za późno. Wzrokiem wróciła na ziemię i mnie dostrzegła. Nasze spojrzenia się spotkały. Głupio tak teraz ją olać...
 - Witaj, piękna Kalipso! - zawołałem szeroko się uśmiechając.
 - Coś Ty dzisiaj w takim dobrym humorze? - spytała, o dziwo, również z uśmiechem na ustach.
 - Mam przeczucie, że to będzie cudowny dzień! Dziś rano przed lustrem stwierdziłem, że chyba włosy w końcu odrosły mi na porządną długość! Czyż to nie wybitny powód do radości?! - zażartowałem.
 - Ach... A ty znowu swoje. Narcyz. - zaśmiała się i razem weszliśmy w krąg drzew.
 - Cześć! - odezwał się spod świerka Benvolio, gdy tylko doszliśmy na miejsce.
 - Hejka. Nie ma jeszcze reszty? - spytała Kalipso.
 - Są. To znaczy poszli po picie, bo straszny dziś upał. Zaraz wrócą.
 - Trzeba było im powiedzieć, żeby zaczekali, to komuś się da zadanie żeby wleźć do fontanny. Wszystkim zrobiłoby się chłodniej. - zaśmiałem się i usiadłem koło bruneta.
 - Uff... dobrze, że to nie ty wymyślasz dziś zadanie. Nie widziało by mi się moczenie w tych ciuchach. - powiedziała ruda.
 - A to czemu? - posłałem jej chytry uśmieszek.
 - Bo te ubrania farbują! - odpowiedziała lekko się uśmiechając. - I nie chcę wiedzieć, co sobie pomyślałeś.
 - Skoro nie chcesz wiedzieć, to znaczy, że już się domyśliłaś...
 - Hauru! - posłała mi ostre spojrzenie, w którym jednak czaiła się pogoda ducha.
   W tym momencie zza drzew wyszła reszta naszych przyjaciół.
 - Cześć! - przywitał nas Rod.
   Że też musiał przerwać tak interesującą rozmowę...
 - Hejka. - Kalipso podeszła do niego i pocałowała na przywitanie jednocześnie wpychając mu w rękę butelkę po fancie.
 - To może mała wymiana? - zaproponował, wskazując na świeżo kupioną butelkę wody.
 - Przyjmuję twoje warunki. - mrugnęła do niego okiem i wzięła wodę.
 - Dobra ludzie, siadać w kółku, bo mam już ochotę gdzieś stąd pójść! - zawołał Benvolio.
   Sam miałem to powiedzieć, więc z zapałem zająłem swoje miejsce w kręgu.
   Nie odczułem też zdziwienia, kiedy okazało się, że to do mnie będzie należeć dzisiejsze zadanie. Od przebudzenia czułem, że coś się dzisiaj wydarzy.
   Rod popatrzył na mnie z sadystycznym uśmieszkiem.
 - Aj... - jęknął Benvolio. - Będzie jatka.
   W tym momencie Kalipso nachyliła się nad uchem swojego chłopaka i zaczęła mu coś intensywnie szeptać do ucha. Na jego ustach wykwitł jeszcze większy uśmiech, aż przeszły mnie dreszcze. Co ta postrzelona dziewczyna znowu wymyśliła?!
 - Podpowiadanie jest nie zgodne z zasadami! - zawołałem.
 - Tak się składa, że to ja jestem od pilnowania zasad. - odpowiedział Rod. - I wydaje mi się, że nie ma nic złego w małej wskazówce...
   Spiorunowałem go wzrokiem.
 - Mam dla ciebie świetne zadanie. - powiedział po chwili napawając się chwilą wyższości. - Przefarbuj włosy. Na hebanową czerń.
 - Co?! No chyba cię po... 
   Reszta zdania została zagłuszona przez zbiorowy okrzyk zachwytu moich przyjaciół.
 - Nie martw się, Hauru. Pomogę Ci dobrać odpowiednią farbę. - zaoferowała się ruda.
 - Nie zrobię tego! - zaprotestowałem.
 - Właściwie nawet będzie ci ładnie w czerni... - wtrąciła niepewnie Rafaela.
 - Do końca wakacji ci odrosną. Już nie rób takiej afery. - dodała Antiochis.
 - Et tu Brute contra me? - spytałem.
 - Oczywiście! - odparła rozbawiona.
 - No! - zawołał triumfalnie Rod. - Chodźmy kupić ci jakąś ładną farbę!
 - Przysięgam, ze cię za to zabiję... - oznajmiłem, ale podniosłem się z ziemi.
   Będę chodził przez resztę wakacji w kapturze. No trudno.



   Nigdy nie sądziłem, że będę siedział z piątką przyjaciół zamknięty we wnętrzu łazienki mojego domu. Tym bardziej nie przyszło by mi do głowy, że w takich oto okolicznościach, będę zmuszony farbować moje idealne złote włosy, na czarno. Choć w sumie zawsze mogło być gorzej. Dziękowałem Bogu, że nikomu nie przyszło do głowy, aby zafarbować mnie na różowo.
   W sklepie poszło dosyć szybko. Dziewczyny dopchały się do półek z farbami i zaczęły dyskutować o trwałości i intensywności poszczególnych marek. Po krótkiej wymianie zdań wsadziły mi opakowanie do rąk i kazały iść zapłacić. Nawet nie chcę sobie przypominać, jaką minę miała kasjerka... powiedziałem, że to dla mojej dziewczyny.
   Teraz siedziałem nad instrukcją podczas gdy reszta szczegółowo zwiedzała pomieszczenie...
 - Serio używasz tylu kosmetyków? - zapytał Rod, patrząc sceptycznie na półkę nad umywalką.
 - Zajrzyj do szafki obok, tam są rzeczy Se. Wtedy pogadamy, czy to jest dużo... - odparłem.
 - Kurde... jaka wielka wanna... - usłyszałem głos Benvolia
 - Ta. - mruknął Rod. - Brakuje tylko szampana.
 - Jest w dolnej szafce pod umywalką. - odpowiedziałem.
 - Otwieramy? - zapytał Benvolio podniecony.
 - Mówiłeś, że nie pijesz. - wtrąciła Anti.
 - Oj, taka okazja...
 - Okazja to będzie, jak już Hauru pofarbuje te włosy.
 - Jak ci tam idzie? - spytała Kalipso.
 - Nie rozumiem tego kompletnie. Może niech któraś z was mi powie, jak to się robi. - odparłem zrezygnowany.
   Dziewczyna westchnęła i podeszła do mnie.
 - Zacznijmy od tego, że musisz mieć wilgotne włosy.
 - No to do roboty! - zawołał Benwolio. 
   Chwycił jedną ręką za prysznic, a drugą odkręcił kran. Woda poleciała wartkim strumieniem mocząc nas wszystkich razem z ubraniami. A najbardziej dostało się oczywiście mnie.
 - Dzięki, Benvolio. - warknąłem.
 - Sorki...
 - Ok... - powiedziała Kalipso wyciskając wodę ze swoich rudych włosów. - Teraz załóż rękawiczki i wetrzyj farbę we włosy. Jak szampon.
 - Co ci się tak bardzo nie podoba w mojej fryzurze, co? - jęknąłem.
 - Nie marudź. To nie tak, że mi się nie podoba, tylko tak mi to wpadło do głowy.
 - Dawaj, Hauru! Zrób to! - zachęcał Benvolio.
 - Nie no nie jestem w stanie... - zawodziłem dalej.
 - Niech ktoś mu weźmie to wleje sam na głowę... - zaproponowała Rafaela.
 - Genialne! - podchwycił jej pomysł Rod.
 - O nie, nie, nie, nie, nie... - zacząłem się cofać, ale nie zauważyłem wanny. Przewróciłem się i wpadłem do środka.
 - Teraz! - zakrzyknęła Rafaela.
   Rod i Benvolio unieruchomili mnie w miejscu wykręcając mi ręce do tyłu i trzymając je za plecami. Próbowałem się wyrwać, a wtedy do wanny weszła Kalipso i bezceremonialnie wylała mi zimną, lepką ciecz na głowę.
 - Zostawcie! - krzyknąłem.
   Ale nikt nie zważał na moje słowa. Chłopaki nadal trzymali mnie za ręce, Anti robiła zdjęcia, a Kalipso zręcznymi palcami rozcierała farbę we włosach.
 - Czuję się, jakbym był gwałcony! - wychrypiałem.
 - Ciesz się. To chyba jedyna okazja, żeby wylądować razem z Kalipso w wannie. - zażartował Benvolio za co został natychmiast zbesztany wzrokiem przez rudą i jej chłopaka.
 - Nie w taki sposób to sobie wyobrażałem. - jęknąłem.
 - A więc sobie wyobrażałeś? - spytała Kalipso i mocniej pociągnęła mnie za czuprynę.
 - Ała! Kobieto, opanuj się... To miał być komplement...
   Dziewczyna oderwała ręce od moich włosów i wyszła z wanny podziwiając swoje dzieło zniszczenia.
 - No. Teraz wystarczy trochę poczekać, a potem ci to spłuczemy - zawyrokowała.
 - Poczekać? To ja mam tak siedzieć z tym na głowie? - oburzyłem się.
 - Właściwie możemy cię już wyjąć z tej wanny i zająć się czymś innym przez tą chwilkę. - zaproponowała Anti
 - O! Mówiłeś, że byłeś zajęty kręceniem jakiegoś filmu. - przypomniał sobie Rod. - Mogę pójść po twojego laptopa i zobaczymy, jak tam wam idzie!
   Zanim zdążyłem zaprotestować, reszta wyraziła zgodę i chłopak wyszedł z łazienki.
   Wstałem. Ręce i nogi mi się trzęsły, sam nie wiem do końca dlaczego. Podszedłem do lustra i omal się nie załamałem.
 - Co wy żeście najlepszego zrobili...
 - Poczekaj. Jeszcze nie widziałeś efektu końcowego. - przypomniała mi dobitnie Rafaela
 - Jak go zobaczę pewnie stłukę wszystkie lustra w domu...
 - Dramatyzujesz.
   Do pomieszczenia wpadł Rod.
 - Mam! Na schodach spotkałem Seserakch i dała mi pendriva ze zbiorem najlepszych twoich filmów. A przynajmniej według niej najlepszych... więc podejrzewam, że to coś ciekawego!
 - Jej nie można ufać. Pewnie jest tam "American Pie". To by było w jej stylu. - odpowiedziałem.
   Usiedliśmy pod ścianą. Rod trzymał laptopa na kolanach i otwierał po kolei pliki. Już wiedziałem, co Se miała na myśli mówiąc, że to moje "najlepsze" filmy... w jej kolekcji znalazły się głównie nagrania na których przez przypadek komuś spadają części garderoby, potykam się o różne przedmioty rozwalając ujęcie, pies koleżanki zaczyna ujadać podczas romantycznego dialogu, pająk chodzi po podłodze, a wszystkie dziewczyny wpadają w panikę, rodzice wchodzą do pokoju w najmniej odpowiednim fragmencie... i inne tego typu przygody z planu.
 - Dowartościowujesz mnie, Hauru. - odezwał się Benvolio, którego uśmiech wyrażał coś w rodzaju wdzięczności.
 - Weź się nie odzywaj... nie mam pojęcia skąd ona to wzięła! - zawołałem.
 - Chyba już czas to zmyć. - odezwała się Kalipso.
 - Ale jeszcze trochę tego zostało! - odpowiedział Rod.
 - To oglądajcie dalej, a ja mu pomogę.
   Wstaliśmy i odeszliśmy od reszty. Czułem się dziwnie, kiedy klęcząc nad wanną pozwalałem jej zmyć resztki farby z moich włosów. Jej ruchy były pewne, a dłonie delikatne. Zamknąłem oczy. Ten dotyk to chyba jedyna pozytywna rzecz, jaka wynikła z całego tego zadania.
   Strumień wody ustał. Dziewczyna poszła po ręcznik. Podniosłem się, a chwilę później już wycierała mi włosy w niesamowitym skupieniu.
 - Sam mogłem to zrobić. - powiedziałem.
 - Wiem. - odparła.
 - Ej! Tu są też wycinki z zadania Kalipso! - zauważył Benvolio.
   Serce mi zamarło. To niemożliwe... Przecież wszystko to usunąłem już dawno temu... jak...?
   Podbiegłem do ekranu, a ruda podążyła za mną. Była blada jak ściana.
 - To już widzieliście. - powiedziałem. - Starczy tego dobrego.
 - Czekaj! Rafaela nie oglądała tych filmików. - wtrącił Rod.
   Po czym i on zamarł.
   Na ekranie pojawiło się koło garncarskie, za którym siedziała Kalipso w skąpym ubiorze. Biały kitel, spod którego widać było gołe nogi, był już mocno wymięty po godzinach prób i nieudanych ujęć. Ale w żadnej mierze jej to nie oszpecało. Wyglądała przez to jeszcze seksowniej... Wiedziałem, co się zaraz wydarzy. Czułem zbliżającą się katastrofę. W filmie pojawiłem się ja. Usiadłem za rudą. Przejechałem dłońmi, po całej długości jej ramion.
   Spojrzałem na Roda.
   Zmarszczył brwi, jakby nie dowierzał temu, co widzi.
   Na ekranie pochylałem się nad szyją Kalipso i ledwo dotykałem jej ustami. Przypomniałem sobie, jak w tamtej chwili każda cząstka mego ciała chciała się z nią połączyć, ale w duchu walczyłem ze sobą. Nie śmiałem zbliżyć się bardziej. Wtedy siedziała do mnie tyłem. Nie mogłem do końca poznać jej reakcji. Teraz widziałem, jak płonęła z rozkoszy. Coś ścisnęło mnie w gardle.
   Wszyscy wpatrywali się z szeroko otwartymi oczami w laptopa. Rod zrobił się czerwony na twarzy i widziałem, jak napinają się na nim mięśnie, a dłonie zaciska w pięści.
Film zbliżał się ku końcowi. Wiedziałem, że za chwilę reszta ochłonie z otępienia i zacznie się masakra. Ale jedyne, o czym mogłem myśleć to to, jak bardzo wtedy skrzywdziłem Kalipso. Wykorzystałem ją... Tak bardzo jej pragnąłem, że wykorzystałem byle jaki pretekst, aby jej dotknąć. Ta chwila zatracenia... Myślałem, że tylko dla mnie była tak intensywna. Myślałem, że ona za mną nie przepada i że traktuje to jedynie jako odrobienie zadania. Ale chyba się myliłem...
 - I tak masz to zrobić! - usłyszałem własny głos na filmie, kiedy zwracałem się do Artura. A w oczach Kalipso czaiło się zagubienie.
   Zapadła cisza.
   Rod ostrożnie oddał laptop siedzącemu obok Benvoliowi i wstał, a ja odruchowo stanąłem naprzeciw niego. Jego oczy były szeroko otwarte. Na pewno nie zamierzał się na mnie wydrzeć, ale to żadne pocieszenie.
 - Czyli w całej tej kłótni chodziło o Kalipso.
 - Tak. - odpowiedziałem szczerze.
   Nie było sensu szukać wymówek. Wiedziałem, że przez ostatni miesiąc posunąłem się za daleko, a on nie jest głupi. 
   Jego dziewczyna, jak wywołana do odpowiedzi, zaraz podeszła do niego i próbowała się tłumaczyć, ale nie chciał na nią patrzeć. Kontynuował:
 - Kłamałeś, udawałeś, rozbiłeś całą grupę po to, żeby mieć Kalipso.
 - Nie. Kłamałem i udawałem, aby pozbyć się tego uczucia, bo wiedziałem, że nigdy nie będzie moja.
 - Na jedno wychodzi. Ale przynajmniej mam jasność. - powiedział półgłosem, jakby do siebie, i niby to spokojnie wyszedł z pokoju. 
   Chwilę potem usłyszałem dźwięk zatrzaskiwanych drzwi wejściowych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz