Hauru
Kiedy zbliżałem się już do wejścia
do naszego parku, zobaczyłem w oddali rudą czuprynę dziewczyny,
którą tak kochałem. Zatrzymałem się w miejscu. W miarę
jak się zbliżała, widziałem coraz dokładniej każdy szczegół
jej postaci. Loki spływały jej falami na ramiona, odstając we
wszystkich kierunkach mierzwione przez podmuchy letniego wiatru. Równie szalone,
co ona. Miała na sobie zwiewną hippisowską bluzkę w tęczowe koła
i wytarte jeansy. Nie widziała mnie, patrzyła w niebo, a jej twarz
wyrażała zwykłą, codzienną radość życia. Jak dawno nie widziałem jej tak
beztroskiej... Może powinienem już wejść? Zaraz przyjdzie, a na
mój widok pewnie znów się zmartwi...
Za późno. Wzrokiem wróciła
na ziemię i mnie dostrzegła. Nasze spojrzenia się spotkały.
Głupio tak teraz ją olać...
- Witaj, piękna Kalipso! - zawołałem
szeroko się uśmiechając.
- Coś Ty dzisiaj w takim dobrym
humorze? - spytała, o dziwo, również z uśmiechem na ustach.
- Mam przeczucie, że to będzie
cudowny dzień! Dziś rano przed lustrem stwierdziłem, że chyba
włosy w końcu odrosły mi na porządną długość! Czyż to nie
wybitny powód do radości?! - zażartowałem.
- Ach... A ty znowu swoje. Narcyz. -
zaśmiała się i razem weszliśmy w krąg drzew.
- Cześć! - odezwał się spod świerka
Benvolio, gdy tylko doszliśmy na miejsce.
- Hejka. Nie ma jeszcze reszty? -
spytała Kalipso.
- Są. To znaczy poszli po picie, bo
straszny dziś upał. Zaraz wrócą.
- Trzeba było im powiedzieć, żeby
zaczekali, to komuś się da zadanie żeby wleźć do fontanny.
Wszystkim zrobiłoby się chłodniej. - zaśmiałem się i usiadłem
koło bruneta.
- Uff... dobrze, że to nie ty
wymyślasz dziś zadanie. Nie widziało by mi się moczenie w tych
ciuchach. - powiedziała ruda.
- A to czemu? - posłałem jej chytry
uśmieszek.
- Bo te ubrania farbują! -
odpowiedziała lekko się uśmiechając. - I nie chcę wiedzieć, co
sobie pomyślałeś.
- Skoro nie chcesz wiedzieć, to
znaczy, że już się domyśliłaś...
- Hauru! - posłała mi ostre spojrzenie, w którym jednak czaiła się pogoda ducha.
W tym momencie zza drzew wyszła reszta
naszych przyjaciół.
- Cześć! - przywitał nas Rod.
Że też musiał przerwać tak
interesującą rozmowę...
- Hejka. - Kalipso podeszła do niego i
pocałowała na przywitanie jednocześnie wpychając mu w rękę
butelkę po fancie.
- To może mała wymiana? -
zaproponował, wskazując na świeżo kupioną butelkę wody.
- Przyjmuję twoje warunki. - mrugnęła
do niego okiem i wzięła wodę.
- Dobra ludzie, siadać w kółku,
bo mam już ochotę gdzieś stąd pójść! - zawołał
Benvolio.
Sam miałem to powiedzieć, więc z
zapałem zająłem swoje miejsce w kręgu.
Nie odczułem też zdziwienia, kiedy
okazało się, że to do mnie będzie należeć dzisiejsze zadanie.
Od przebudzenia czułem, że coś się dzisiaj wydarzy.
Rod popatrzył na mnie z sadystycznym uśmieszkiem.
- Aj... - jęknął Benvolio. - Będzie
jatka.
W tym momencie Kalipso nachyliła się
nad uchem swojego chłopaka i zaczęła mu coś intensywnie szeptać
do ucha. Na jego ustach wykwitł jeszcze większy uśmiech, aż
przeszły mnie dreszcze. Co ta postrzelona dziewczyna znowu
wymyśliła?!
- Podpowiadanie jest nie zgodne z
zasadami! - zawołałem.
- Tak się składa, że to ja jestem od
pilnowania zasad. - odpowiedział Rod. - I wydaje mi się, że nie ma
nic złego w małej wskazówce...
Spiorunowałem go wzrokiem.
- Mam dla ciebie świetne zadanie. -
powiedział po chwili napawając się chwilą wyższości. -
Przefarbuj włosy. Na hebanową czerń.
- Co?! No chyba cię po...
Reszta zdania została zagłuszona
przez zbiorowy okrzyk zachwytu moich przyjaciół.
- Nie martw się, Hauru. Pomogę Ci
dobrać odpowiednią farbę. - zaoferowała się ruda.
- Nie zrobię tego! - zaprotestowałem.
- Właściwie nawet będzie ci ładnie
w czerni... - wtrąciła niepewnie Rafaela.
- Do końca wakacji ci odrosną. Już
nie rób takiej afery. - dodała Antiochis.
- Et tu Brute contra me? - spytałem.
- Oczywiście! - odparła rozbawiona.
- No! - zawołał triumfalnie Rod. -
Chodźmy kupić ci jakąś ładną farbę!
- Przysięgam, ze cię za to zabiję...
- oznajmiłem, ale podniosłem się z ziemi.
Będę chodził przez resztę wakacji w
kapturze. No trudno.
Nigdy nie sądziłem, że będę
siedział z piątką przyjaciół zamknięty we wnętrzu
łazienki mojego domu. Tym bardziej nie przyszło by mi do głowy, że
w takich oto okolicznościach, będę zmuszony farbować moje idealne
złote włosy, na czarno. Choć w sumie zawsze mogło być gorzej.
Dziękowałem Bogu, że nikomu nie przyszło do głowy, aby
zafarbować mnie na różowo.
W sklepie poszło dosyć szybko.
Dziewczyny dopchały się do półek z farbami i zaczęły
dyskutować o trwałości i intensywności poszczególnych
marek. Po krótkiej wymianie zdań wsadziły mi opakowanie do
rąk i kazały iść zapłacić. Nawet nie chcę sobie przypominać,
jaką minę miała kasjerka... powiedziałem, że to dla mojej
dziewczyny.
Teraz siedziałem nad instrukcją
podczas gdy reszta szczegółowo zwiedzała pomieszczenie...
- Serio używasz tylu kosmetyków?
- zapytał Rod, patrząc sceptycznie na półkę nad umywalką.- Zajrzyj do szafki obok, tam są rzeczy Se. Wtedy pogadamy, czy to jest dużo... - odparłem.
- Kurde... jaka wielka wanna... -
usłyszałem głos Benvolia
- Ta. - mruknął Rod. - Brakuje tylko
szampana.
- Jest w dolnej szafce pod umywalką. -
odpowiedziałem.
- Otwieramy? - zapytał Benvolio
podniecony.
- Mówiłeś, że nie pijesz. -
wtrąciła Anti.
- Oj, taka okazja...
- Okazja to będzie, jak już Hauru
pofarbuje te włosy.
- Jak ci tam idzie? - spytała Kalipso.
- Nie rozumiem tego kompletnie. Może
niech któraś z was mi powie, jak to się robi. - odparłem zrezygnowany.
Dziewczyna westchnęła i podeszła do mnie.
- Zacznijmy od tego, że musisz mieć
wilgotne włosy.
- No to do roboty! - zawołał
Benwolio.
Chwycił jedną ręką za prysznic, a drugą odkręcił
kran. Woda poleciała wartkim strumieniem mocząc nas wszystkich
razem z ubraniami. A najbardziej dostało się oczywiście mnie.
- Dzięki, Benvolio. - warknąłem.
- Sorki...
- Ok... - powiedziała Kalipso
wyciskając wodę ze swoich rudych włosów. - Teraz załóż
rękawiczki i wetrzyj farbę we włosy. Jak szampon.
- Co ci się tak bardzo nie podoba w
mojej fryzurze, co? - jęknąłem.
- Nie marudź. To nie tak, że mi się
nie podoba, tylko tak mi to wpadło do głowy.
- Dawaj, Hauru! Zrób to! -
zachęcał Benvolio.
- Nie no nie jestem w stanie... -
zawodziłem dalej.
- Niech ktoś mu weźmie to wleje sam
na głowę... - zaproponowała Rafaela.
- Genialne! - podchwycił jej pomysł
Rod.
- O nie, nie, nie, nie, nie... -
zacząłem się cofać, ale nie zauważyłem wanny. Przewróciłem
się i wpadłem do środka.
- Teraz! - zakrzyknęła Rafaela.
Rod i Benvolio unieruchomili mnie w
miejscu wykręcając mi ręce do tyłu i trzymając je za plecami.
Próbowałem się wyrwać, a wtedy do wanny weszła Kalipso i
bezceremonialnie wylała mi zimną, lepką ciecz na głowę.
- Zostawcie! - krzyknąłem.
Ale nikt nie zważał na moje słowa.
Chłopaki nadal trzymali mnie za ręce, Anti robiła zdjęcia, a
Kalipso zręcznymi palcami rozcierała farbę we włosach.
- Czuję się, jakbym był gwałcony! -
wychrypiałem.
- Ciesz się. To chyba jedyna okazja,
żeby wylądować razem z Kalipso w wannie. - zażartował Benvolio
za co został natychmiast zbesztany wzrokiem przez rudą i jej
chłopaka.
- Nie w taki sposób to sobie
wyobrażałem. - jęknąłem.
- A więc sobie wyobrażałeś? -
spytała Kalipso i mocniej pociągnęła mnie za czuprynę.
- Ała! Kobieto, opanuj się... To miał
być komplement...
Dziewczyna oderwała ręce od moich
włosów i wyszła z wanny podziwiając swoje dzieło
zniszczenia.
- No. Teraz wystarczy trochę poczekać,
a potem ci to spłuczemy - zawyrokowała.
- Poczekać? To ja mam tak siedzieć z
tym na głowie? - oburzyłem się.
- Właściwie możemy cię już wyjąć
z tej wanny i zająć się czymś innym przez tą chwilkę. - zaproponowała
Anti
- O! Mówiłeś, że byłeś
zajęty kręceniem jakiegoś filmu. - przypomniał sobie Rod. - Mogę
pójść po twojego laptopa i zobaczymy, jak tam wam idzie!
Zanim zdążyłem zaprotestować,
reszta wyraziła zgodę i chłopak wyszedł z łazienki.
Wstałem. Ręce i nogi mi się trzęsły,
sam nie wiem do końca dlaczego. Podszedłem do lustra i omal się
nie załamałem.
- Co wy żeście najlepszego zrobili...
- Poczekaj. Jeszcze nie widziałeś
efektu końcowego. - przypomniała mi dobitnie Rafaela
- Jak go zobaczę pewnie stłukę
wszystkie lustra w domu...
- Dramatyzujesz.
Do pomieszczenia wpadł Rod.
- Mam! Na schodach spotkałem Seserakch
i dała mi pendriva ze zbiorem najlepszych twoich filmów. A
przynajmniej według niej najlepszych... więc podejrzewam, że to
coś ciekawego!
- Jej nie można ufać. Pewnie jest tam
"American Pie". To by było w jej stylu. - odpowiedziałem.
Usiedliśmy pod ścianą. Rod trzymał
laptopa na kolanach i otwierał po kolei pliki. Już wiedziałem, co
Se miała na myśli mówiąc, że to moje "najlepsze"
filmy... w jej kolekcji znalazły się głównie
nagrania na których przez przypadek komuś spadają części
garderoby, potykam się o różne przedmioty rozwalając
ujęcie, pies koleżanki zaczyna ujadać podczas romantycznego
dialogu, pająk chodzi po podłodze, a wszystkie dziewczyny wpadają
w panikę, rodzice wchodzą do pokoju w najmniej odpowiednim
fragmencie... i inne tego typu przygody z planu.
- Dowartościowujesz mnie, Hauru. -
odezwał się Benvolio, którego uśmiech wyrażał coś w
rodzaju wdzięczności.
- Weź się nie odzywaj... nie mam
pojęcia skąd ona to wzięła! - zawołałem.
- Chyba już czas to zmyć. - odezwała
się Kalipso.
- Ale jeszcze trochę tego zostało! -
odpowiedział Rod.
- To oglądajcie dalej, a ja mu pomogę.
Wstaliśmy i odeszliśmy od reszty.
Czułem się dziwnie, kiedy klęcząc nad wanną pozwalałem jej zmyć
resztki farby z moich włosów. Jej ruchy były pewne, a dłonie
delikatne. Zamknąłem oczy. Ten dotyk to chyba jedyna pozytywna
rzecz, jaka wynikła z całego tego zadania.
Strumień wody ustał. Dziewczyna
poszła po ręcznik. Podniosłem się, a chwilę później już
wycierała mi włosy w niesamowitym skupieniu.
- Sam mogłem to zrobić. -
powiedziałem.
- Wiem. - odparła.
- Ej! Tu są też wycinki z zadania
Kalipso! - zauważył Benvolio.
Serce mi zamarło. To niemożliwe...
Przecież wszystko to usunąłem już dawno temu... jak...?
Podbiegłem do ekranu, a ruda podążyła
za mną. Była blada jak ściana.
- To już widzieliście. - powiedziałem. - Starczy tego dobrego.
- Czekaj! Rafaela nie oglądała tych
filmików. - wtrącił Rod.
Po czym i on zamarł.
Na ekranie pojawiło się koło
garncarskie, za którym siedziała Kalipso w skąpym ubiorze.
Biały kitel, spod którego widać było gołe nogi, był już
mocno wymięty po godzinach prób i nieudanych ujęć. Ale w
żadnej mierze jej to nie oszpecało. Wyglądała przez to jeszcze
seksowniej... Wiedziałem, co się zaraz wydarzy. Czułem zbliżającą
się katastrofę. W filmie pojawiłem się ja. Usiadłem za rudą.
Przejechałem dłońmi, po całej długości jej ramion.
Spojrzałem
na Roda.
Zmarszczył brwi, jakby nie dowierzał
temu, co widzi.
Na ekranie pochylałem się nad szyją
Kalipso i ledwo dotykałem jej ustami. Przypomniałem sobie, jak w
tamtej chwili każda cząstka mego ciała chciała się z nią
połączyć, ale w duchu walczyłem ze sobą. Nie śmiałem zbliżyć
się bardziej. Wtedy siedziała do mnie tyłem. Nie mogłem do końca
poznać jej reakcji. Teraz widziałem, jak płonęła z rozkoszy. Coś
ścisnęło mnie w gardle.
Wszyscy wpatrywali się z szeroko
otwartymi oczami w laptopa. Rod zrobił się czerwony na twarzy i
widziałem, jak napinają się na nim mięśnie, a dłonie zaciska w
pięści.
Film zbliżał się ku końcowi.
Wiedziałem, że za chwilę reszta ochłonie z otępienia i zacznie
się masakra. Ale jedyne, o czym mogłem myśleć to to, jak bardzo
wtedy skrzywdziłem Kalipso. Wykorzystałem ją... Tak bardzo jej
pragnąłem, że wykorzystałem byle jaki pretekst, aby jej dotknąć.
Ta chwila zatracenia... Myślałem, że tylko dla mnie była tak
intensywna. Myślałem, że ona za mną nie przepada i że traktuje
to jedynie jako odrobienie zadania. Ale chyba się myliłem...
- I tak masz to zrobić! - usłyszałem
własny głos na filmie, kiedy zwracałem się do Artura. A w oczach
Kalipso czaiło się zagubienie.
Zapadła cisza.
Rod ostrożnie oddał laptop siedzącemu
obok Benvoliowi i wstał, a ja odruchowo stanąłem naprzeciw niego.
Jego oczy były szeroko otwarte. Na pewno nie zamierzał się na mnie
wydrzeć, ale to żadne pocieszenie.
- Czyli w całej tej kłótni
chodziło o Kalipso.
- Tak. - odpowiedziałem szczerze.
Nie było sensu szukać wymówek. Wiedziałem, że przez ostatni miesiąc posunąłem się za daleko, a on nie jest głupi.
Nie było sensu szukać wymówek. Wiedziałem, że przez ostatni miesiąc posunąłem się za daleko, a on nie jest głupi.
Jego dziewczyna, jak wywołana do
odpowiedzi, zaraz podeszła do niego i próbowała się
tłumaczyć, ale nie chciał na nią patrzeć. Kontynuował:
- Kłamałeś, udawałeś, rozbiłeś
całą grupę po to, żeby mieć Kalipso.
- Nie. Kłamałem i udawałem, aby
pozbyć się tego uczucia, bo wiedziałem, że nigdy nie będzie
moja.
- Na jedno wychodzi. Ale przynajmniej
mam jasność. - powiedział półgłosem, jakby do siebie, i
niby to spokojnie wyszedł z pokoju.
Chwilę potem usłyszałem
dźwięk zatrzaskiwanych drzwi wejściowych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz