sobota, 18 stycznia 2014

31. W pułapce.

Kalipso

   Dźwięk zamykających się drzwi wyrwał mnie z otępienia, jakie wywołała ta krótka wymiana zdań między Rodem a Hauru. Chciałam pobiec za moim chłopakiem... czy mogę go tak nadal nazywać? Chyba ze mną nie zerwał, prawda? Przecież wszystko mu wytłumaczę. Wystarczy, że pozwoli mi dojść do słowa! To jakieś głupie nieporozumienie.
   Ruszyłam w stronę wyjścia z łazienki, kiedy drogę zagrodziła mi Rafaela.
 - Ani się waż za nim teraz iść. - powiedziała groźnie.
 - Przepuść mnie. Muszę z nim porozmawiać. - moja wypowiedź mimowolnie zabrzmiała jak rozkaz.
 - On teraz potrzebuje samotności i ciszy. Znam go lepiej niż ty. Tylko pogorszysz sytuację, jeśli cię teraz zobaczy.
   Słowa zapiekły do żywego. Niewiele brakowało, a odepchnęłabym dziewczynę którymś z wyćwiczonych ciosów karate, kiedy między nami nagle pojawiła się Aniochis.
 - Spokojnie. - powiedziała z pełnym opanowaniem, podchodząc blisko i patrząc to na mnie, to na Rafaelę. - Nie zróbcie przypadkiem niczego głupiego.
 - Głupiego?! - warknęłam. - Muszę stąd wyjść! Największą głupotą jest siedzenie w tym miejscu, kiedy...
 - Nie oceniam tego, co chcesz zrobić, tylko proszę was obie, żebyście najpierw to przemyślały. - odparła niewzruszona.
   Nie słuchałam jej. W tym momencie poczułam czyjeś dłonie na ramionach. Odwróciłam się, wiedząc, że to Hauru. Chciałam wyładować na nim całą złość, a jednocześnie przytulić się do niego i rozpłakać. Nie dał mi możliwości wyboru. Mocno przyciągnął mnie do siebie, a ja zupełnie się rozkleiłam.
 - Naprawię to. - szeptał. - Obiecuję, że to naprawię. Powiem mu, że to był dowcip. Powiem mu, że... że to nie ma dla nas żadnego znaczenia. Nie martw się. Wszystko się ułoży...
   Jego opanowany ton zupełnie nie pasował do rytmu tłukącego się w piersiach serca. Czułam, że cały drży. Ale te słowa powoli przywracały mi czystość myślenia. Zdjęłam okulary i otarłam łzy z oczu. Było mi wstyd, że reszta widzi mnie w takim stanie.
   Rafaela prychnęła.
 - Może nie znamy się zbyt długo... - w jej głosie nadal słyszałam ton groźby. - Ale Rod jest moją rodziną. Więc chyba mam prawo wiedzieć, co tu się wyprawia.
   Hauru przycisnął mnie mocniej do siebie w ochronnym geście i odpowiedział:
 - Czy to nie jest dość oczywiste? Jestem przyjacielem Kalipso, a twój kuzyn urządza cyrk z bezpodstawnej zazdrości. To, że ją kocham nic nie zmienia. Niczego od niej nie wymagam i nie prowokuję.
 - Kłamiesz. - wtrąciła się znowu Anti. - To nie jest dobre wyjście, nie rób tak.
 - Co według ciebie jest kłamstwem?
 - Nie udawaj, że nie masz pojęcia. Tyle lat się znamy, więc wiesz, że nie jesteśmy ślepi.
 - No dobra... może trochę prowokowałem... ale podświadomie! Nie umiem pilnować się bez przerwy!
 - To powinieneś się nauczyć. To nie jest wcale takie trudne. - warknęła Rafaela.
   Anti natychmiast ją uciszyła czymś przypominającym syknięcie. Widać i jako mediatorka z trudem opanowywała emocje.
 - To nie jest wina Hauru. - odezwałam się chrapliwym głosem od niedawnego płaczu.
   Nastała chwila ciszy. Wzięłam głębszy oddech i wyswobodziłam się z ramion Hauru stając naprzeciwko reszty przyjaciół.
 - Jeśli macie nam coś do zarzucenia, powiedzcie od razu. Chyba ostatnio pojawiło się między nami zbyt wiele niedomówień...
 - Jeśli chodzi o to, czy czegoś nie rozumiemy, to wszystkiego się już domyśliliśmy, ale czy mamy coś do zarzucenia - to inna sprawa, jak sądzę. - odezwał się Benvolio, który do tej pory milczał.
 - Mówcie. - zachęcił Hauru.
   Brunet popatrzył na resztę, jakby oczekując przyzwolenia i zaczął mówić:
 - Domyślam się, że rozegranie tego wszystkiego musiało być strasznie trudne, ale mimo to uważam, że postąpiłeś trochę nie fair w stosunku do Roda.
 - To znaczy?
 - Zamiast rozwiązać to jakoś wprost, spotykaliście się z Kalipso po kryjomu... I w takim razie to też do ciebie, Kalipso.
 - No hej! - zawołał chłopak. - To jest niesprawiedliwe oskarżenie. Przecież nie musimy się zawsze spotykać całą grupą! Ty i Anti też co chwila umawiacie się gdzieś bez nas, a nikt wam do tego uwag nie robi.
 - Ale to, co robiliście na tych spotkaniach, nie wyglądało na czystą przyjaźń. - mruknęła Rafaela łypiąc na nas groźnie. - Widziałam was na przystanku zanim jeszcze dołączyłam do gry. Nawet nie dostrzegliście mojej obecności, tak byliście pochłonięci sobą.
   Pobladłam. Na to nie było usprawiedliwienia.
 - To akurat była moja wina. - odezwał się Hauru. - Ale zdarzyło się to tylko ten jeden jedyny raz. Nigdy potem się nie powtórzyło. Obiecałem, że się nie powtórzy.
 - I zamierzaliście trwać w takim stanie do nie-wiadomo-kiedy? Daruj sobie żarty. - prychnęła Anti. - Kalipso, odezwij się!
   Byłam bezradna. Nie wiedziałam, co im powiedzieć. Hauru mimo wszystko był wobec mnie szczery. Mówił, co czuje. Ja nigdy mu tego nie wyznałam... A teraz musiałam to zrobić przed całą grupą.
 - Jestem rozdarta, okej?! - krzyknęłam desperacko. - Ta sytuacja mnie przerasta! Nie potrafię zdecydować... nie wiem, co czuję, czego chcę i o czym myślę! Nie mogę spać po nocach, bo analizuję to wszystko jeszcze raz i jeszcze raz w nieskończoność... I nie dochodzę do żadnych wniosków!
 - Czyli potrzebujesz czasu? - zapytał Benvolio, który chyba pozostał już jedyną spokojną osobą.
 - Nic mi nie pomoże. - westchnęłam. - To jest tak, jak w tej piosence, którą nucę od tygodnia: Nadmiar miłości Cię zabije, Wyciągnie z Ciebie całą energię, Sprawi, że będziesz błagał, wrzeszczał i czołgał się, Ból doprowadzi Cię do szału, Jesteś ofiarą swojej własnej zbrodni...
 - Kalipso, przestań. - odezwał się Hauru, a ja spojrzałam w jego stronę.
   Włosy prawie mu już wyschły i dopiero teraz było widać, jak pofarbowanie ich zmieniło jego wygląd. Wydawał się bardziej dojrzały i posępny... A może odnosiłam takie wrażenie, bo spoglądał na mnie karcącym wzrokiem.
 - Nie zadręczaj się. Nic z tego, co się wydarzyło nie miałoby miejsca, gdyby nie moje karygodne zachowanie. Wyjaśnię wszystko Rodowi i odejdę z waszego życia. Rodzice chcieli już dawno, żebym zmienił szkołę. Zrobię to. Będziesz szczęśliwa, rozumiesz? Nie musisz podejmować żadnych decyzji.
 - Zwariowałeś?!
 - Tak będzie lepiej dla was wszystkich. Skoro rozwalam całą grupę, to równie dobrze mogę odejść.
 - Nie no, ja chyba śnię! - wykrzyknął oszołomiony Benvolio. - Przez byle problem od razu chcesz się wycofywać? Myślisz, że to pomoże?!
 - Ma rację. - poparła go Anti. - Po prostu zostawiłbyś nas samych z tym samym problemem.
 - Od razu chcę się wycofać? - powtórzył Hauru, a kącik jego ust uchylił się w lekkim uśmiechu. - Wy chyba jednak nie wiecie, o czym mówicie...
 - On ją kocha, odkąd pamięta. - wtrąciła niespodziewanie Rafaela. - I nie ma już sił, na walkę z tym uczuciem... Mam rację?
   Kiwnął potakująco głową.
   Świat zawirował przed moimi oczami. To nie mogło być prawdą. Hauru miał w tym czasie tyle dziewczyn, był taki szczęśliwy i pełen życia. Jak ktoś, kto jest nieszczęśliwie zakochany, mógłby się tak zachowywać? To niemożliwe.
 - Patrzysz na mnie takim wzrokiem, Anti, jakbyś chciała mnie zabić. Zawsze masz tyle świetnych pomysłów, na rozwiązanie kryzysowych sytuacji. Proszę bardzo. Powiedz mi, co mam według ciebie zrobić? - chłopak zwrócił się do brunetki.
 - Nie jestem tobą, ale wiem na pewno, czego nie powinieneś robić: ucinać tak prosto sprawy!
 - To nie jest dla mnie proste. Ale innego wyjścia nie widzę. Rod nigdy mi już nie zaufa nawet, jeśli go za wszystko przeproszę. A przepraszanie go to będzie katorga!
 - Myślę, że jednak to nie o to chodzi. - odezwał się niepewnie Benvolio. - Nie wiem, jak to ma się potoczyć, ale potrzeba opanowania i jasności sytuacji. Rod jakoś to przetrawi.
   Poczułam jak ściska mi się gardło. Czy Rod będzie chciał mnie jeszcze słuchać? Czy pozwoli mi dojść do głosu? A może znów zamknie się w sobie i nie pozwoli, aby dotarło do niego ani jedno moje słowo... Będzie stał z kamienną twarzą i udawał, że nic nie słyszy, a potem odejdzie i... to będzie koniec.
 - Mogę mu to wytłumaczyć. - zaoferowała się Rafaela.
 - Tylko Kalipso musi się zdecydować, czego chce. - powiedziała stanowczo Antiochis.
 - Ja...
   Nie miałam pojęcia, co powiedzieć. Nagle mój umysł wypełniła pustka.
 - Hej. - zwrócił się do mnie Hauru chwytając moją twarz w dłonie tak, abym na niego spojrzała. - Pamiętasz, to co ci wtedy powiedziałem? Cokolwiek nie postanowisz i cokolwiek by się nie działo, możesz nadal na mnie liczyć.
   Zacisnęłam powieki, żeby nie widzieć jego reakcji, kiedy wyszeptałam:
 - Chcę, żeby było jak dawniej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz