Antiochis
- Dziś kręci, Rafaela, prawda? -
upewniła się Kalipso, wyciągając butelkę z torby.
Jak zwykle siedzieliśmy wszyscy na ziemi, zaczynając się stresować zbliżającym się losowaniem.
- Tak, wczoraj robiła tamten wianek. - przypomniał jej Benvolio z miną bynajmniej niewyrażającą triumfu.
Butelka leżała już na ziemi, gdy nagle przypomniała mi się pewna sprawa.
- Zaczekajcie! - krzyknęłam i zaczęłam przeszukiwać kieszenie. - Byłabym zapomniała: mieliśmy już jakiś czas temu odpisać na list Ciris i wczoraj stworzyłam już coś w stylu szkicu.
- To przeczytaj go na głos. - poprosił Rod, gdy tylko triumfalnie wyciągnęłam lekko wygięty pliczek papieru.
- Jasne, tylko wyjmę z koperty. - odparłam i po chwili wszyscy siedzieli zasłuchani, gapiąc się gdzieś w przestrzeń.
Jak zwykle siedzieliśmy wszyscy na ziemi, zaczynając się stresować zbliżającym się losowaniem.
- Tak, wczoraj robiła tamten wianek. - przypomniał jej Benvolio z miną bynajmniej niewyrażającą triumfu.
Butelka leżała już na ziemi, gdy nagle przypomniała mi się pewna sprawa.
- Zaczekajcie! - krzyknęłam i zaczęłam przeszukiwać kieszenie. - Byłabym zapomniała: mieliśmy już jakiś czas temu odpisać na list Ciris i wczoraj stworzyłam już coś w stylu szkicu.
- To przeczytaj go na głos. - poprosił Rod, gdy tylko triumfalnie wyciągnęłam lekko wygięty pliczek papieru.
- Jasne, tylko wyjmę z koperty. - odparłam i po chwili wszyscy siedzieli zasłuchani, gapiąc się gdzieś w przestrzeń.
Bardzo się cieszymy, że tak dobrze
się bawisz na kursie i że poznałaś tak ciekawych ludzi. Mimo to
musimy przyznać, że tęsknimy za Tobą i już nie wiemy, czy
lepiej, żebyś wracała jak najszybciej czy została tam i uczyła
się jak najdłużej. Wobec tego liczymy na Twoje wyczucie - nigdy
nas nie zawiodło.
U nas w Polsce wszystko w porządku.
Systematycznie dokumentujemy nasze dokonania, ale obawiamy się, że
zdjęć jest zbyt dużo, żeby Ci je wysłać. Mamy nawet film, na
którym Benvolio robi lasagne... Znaczy na początku robi, a
potem dzieje się dużo innych rzeczy, które pokażemy Ci, gdy
tylko pojawisz się w mieście. W tej chwili możemy co najwyżej
opisać Ci pokrótce ostatnie dni, co za chwilę z największą
radością zrobimy.
Przeżywamy renesans prostych zadań.
Mimo, że zdarzały nam się bardziej ekstremalne czy po prostu
dziwne zadania takie, jak taniec na ulicy (wyzwanie dla Roda) albo
"nicnierobienie" (zadanie dla Kalipso pod dozorem Roda), to
jednak coraz częściej pojawiają się pomysły równie
niewinne co w zwykłej grze w butelkę na wycieczkach integracyjnych. Niemniej jednak staramy się trzymać poziom tym bardziej, że
pojawiły się nowe osoby.
Romea zdążyłaś poznać jeszcze
przed wylotem do Francji, towarzyszył nam przez jakiś czas.
Gościnnie zadanie wykonywała również Seserakh, starsza
siostra Hauru. Wczoraj z kolei dołączyła do nas Rafaela, kuzynka
Roda, i mamy nadzieję, że zostanie z nami na dłużej.
Gdy wrócisz do Polski, obowiązkowo musimy Ci ją przedstawić. Poza tym czekają na Ciebie zdjęcia i film, o których już wspominałam. Przygotuj się na to, że gdy już Cię wyściskamy na tym lotnisku, zasypiemy Cię opowieściami i anegdotkami, których trochę się już nagromadziło - a będzie jeszcze więcej.
Gdy wrócisz do Polski, obowiązkowo musimy Ci ją przedstawić. Poza tym czekają na Ciebie zdjęcia i film, o których już wspominałam. Przygotuj się na to, że gdy już Cię wyściskamy na tym lotnisku, zasypiemy Cię opowieściami i anegdotkami, których trochę się już nagromadziło - a będzie jeszcze więcej.
Baw się dobrze i ucz się pilnie.
Czekamy na Ciebie i ściskamy na odległość.
Podniosłam wzrok znad kartki i
rozejrzałam się po przyjaciołach, mówiąc:
- Wystarczy, że się podpiszecie.
- Zanim się do tego zabierzemy, mam
jeszcze jedną uwagę... - wtrącił Rod.
- Tak?
- Skreśl, proszę, fragment o zadaniu
Kalipso. Myślę, że to nie najlepszy przykład.
- A to czemu? - zainteresował się
Hauru.
- Bardziej odpowiednie by było... choćby to z
pytaniami dla Se.
- Nie widzę różnicy szczerze
mówiąc. List jest w porządku.
- Skoro tobie nie zrobi to różnicy,
a mi zrobi, to wprowadźmy tę zmianę.
- Ale to dla Anti dodatkowy problem z
przepisywaniem. Daj sobie spokój z tym czepianiem się,
zwłaszcza, że nie ma o co.
Rod zerknął ukradkiem na Kalipso.
- Może rzeczywiście zamieńmy to na
coś innego. - poparła swojego chłopaka ruda.
- No dobra. - mruknęłam.
Nie chciałam kolejnej kłótni, zwłaszcza, że mieliśmy udawać, że przez ten cały czas nic się nie stało.
Nie chciałam kolejnej kłótni, zwłaszcza, że mieliśmy udawać, że przez ten cały czas nic się nie stało.
- A tak się tylko zapytam... do kogo
piszecie? - odezwała się niespodziewanie Rafaela, uprzedzając
jakąś uwagę Hauru.
- Właśnie, przecież ty zupełnie nie
wiesz, o co chodzi! - usłyszałam okrzyk Benvolia i następujący po
nim dźwięk uderzenia dłoni o czoło, kiedy znowu pochylałam się
nad kartką. - Ciris to nasza koleżanka. Grała z nami dopóki
nie wyjechała do Francji na kurs rysunku. Ale ma wrócić
przed końcem wakacji.
Puściłam poprawiony list po kółku
i spojrzałam na Rafaelę. Nie wydawała się ani trochę zaskoczona.
- No to kręcę, tak? - zapytała,
zmieniając temat.
- Tak. - potwierdziłam.
Wprawiona w ruch butelka po kilku
obrotach zatrzymała się wylotem w kierunku Roda. Rafaela spojrzała
na kuzyna, marszcząc brwi.
- No już nie wiem, czy teraz mam
łatwiej czy trudniej...
Ten odpowiedział jej tylko na poły
złośliwym uśmiechem.
- Ale skoro jesteśmy przy pisaniu
listów... To mam pomysł! Napiszesz list miłosny na adres
naszego byłego gimnazjum. A ponieważ jego patronem był Słowacki,
to list będzie zaadresowany do Juliusza!
Dość nieoczekiwanie Rod wybuch
śmiechem.
- Serio? Chcesz, żeby sekretarka
dostała zawału? Albo umarła ze śmiechu? Nie sądziłem, że tak
jej nie lubisz!
- Cóż. Nauczyciele też powinni
mieć jakąś rozrywkę w pracy!
- Zrobię to! Żebyście wiedzieli,
zrobię to! - Rod wciąż nie mógł przestać się śmiać.
Taki wybuch w jego wykonaniu wyglądał tak nienaturalnie, że sama
nie wiem, czy i ja byłam tym zadaniem rozbawiona.
W końcu spoważniał i bez zawahania
zapytał mnie:
- Został ci jeszcze jakiś papier,
Anti?
- Tak, ale kopertę i znaczek będziesz
musiał sam zdobyć.
Podałam mu pozostały zwitek
papeterii, jeszcze bardziej pogięty niż przedtem, a on przyjął go
z trochę wciąż rozbawiony, a trochę już pozujący na
znawcę-artystę.
- Będę potrzebował trochę czasu i
spokoju. - odezwał się poważnie. - Potem przeczytam wam, co
napisałem.
- Och, myślę, że zajmie ci to
niewiele czasu. Masz minę, jakbyś napisał tysiące takich listów.
- zażartował Hauru.
Mój wzrok automatycznie
skierował się ku Kalipso, jednak na jej twarzy tylko kącik ust
uniósł się delikatnie.
- Tylko bez żartów! Listy
miłosne to niełatwa sprawa. - powiedział z aż za poważną miną,
po czym dodał:
- Albo jednak będę wam mówił na bieżąco.
- dodał i zaczął z namaszczeniem szurać długopisem po papierze.
- "Najdroższy Juliuszu!"
- Ależ
oficjalnie... - skomentował blondyn wyraźnie rozbawiony całą
sytuacją w równym stopniu co Rod.
- "Chciałem napisać do Ciebie
dużo wcześniej, lecz do dzisiejszego dnia nie starczało mi
odwagi..."
- Podły kłamca.
- skomentował cicho Benvolio, na co wszyscy poza Rodem, który
za wszelką cenę chciał zachować powagę, zareagowaliśmy wybuchem
śmiechu.
- "Pewnie nie
ufasz komuś takiemu jak ja - obcej osobie, której nigdy nie
zobaczyłeś wśród tłumów. Ja jednak dojrzałem Cię
pośród zastępów wieszczy i znam Cię jak mało kto."
- Oj tam, oj tam! - uśmiechnął się
przekornie i cyzelował dalej: - "Nie powinno Cię to zaskakiwać
- Twoje wiersze, Twoje wielkie i doskonałe dzieła są oknem Twojej
równie doskonałej duszy, w której ja dostrzegłem
więcej niż inni."
- "To, co dostrzegłem, jest
bardziej niezwykłe niż cokolwiek, co widziałem i czego
doświadczyłem w swoim życiu, które teraz wydało mi się
puste i nic niewarte. Bez Ciebie, choćby widoku Twojego pisma,
choćby literki napisanej przez Ciebie, świat jest tylko zimną
skorupą. Razem jednak możemy wzlecieć pod niebiosa, zostawić za
sobą ziemski chłód i okrucieństwo, by w zamian pławić się
w cieple słońca i blasku tęczy."
- Z tą tęczą to poleciałeś... -
zachichotał Benvolio.
- Czekajcie, najlepsze jeszcze będzie!
- wtrącił Rod i zabrał się za ostatnią część listu: - Dlatego
spotkajmy się! Miłość jest naszą jedyną szansą na ocalenie,
dlatego będę czekał na Ciebie, ile tylko mi rozkażesz. Nie bądź
jednak zbyt okrutny. Twój na wieki..."
- Podpisz się
swoim imieniem. - powiedziała Rafaela, która do tej pory
milczała. - To część zadania.
- Nie przesadzasz? - zapytał z już
realnym powątpiewaniem?
- Nie sądzę. Zbyt łatwo Ci szło.
- Pfff... No dobra. - zamaszyście
nakreślił parę linii u dołu kartki i podał ją Rafaeli.
- Dzisiaj wyślę. - powiedziała wkładając ją do torebki. - mama
trzyma w szafce koperty i znaczki.
- Za łatwo dziś poszło. Pewnie za
chwilę wyskoczy jakiś problem zza krzaka, jak wczoraj. - rzucił
Rod, zerkając wymownie to na Benvolia, to na Rafaelę.
Odpowiedziała mu salwa śmiechu.
- O nic się nie martw, Twój
list trafi do tego, na kim Ci tak bardzo zależy! - zapewniła go
kuzynka.
- Miałaś na myśli NIE zależy...
- Tak, oczywiście... - spochmurniała.
- No to co? Chyba się zbieramy. -
rzucił lekko Hauru.
Wydawało mi się, że na ten sygnał
wszyscy czekali. Zupełnie jakby byli już zmęczeni całą tą grą,
swoim towarzystwem i wciąż związanym z tym napięciem mimo, że
było przecież mniejsze niż wcześniej. A może tylko mi się tak
wydawało... Kto wie! I tak mieliśmy się spotkać nazajutrz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz