sobota, 11 stycznia 2014

29. Listy

Antiochis

 - Dziś kręci, Rafaela, prawda? - upewniła się Kalipso, wyciągając butelkę z torby.
   Jak zwykle siedzieliśmy wszyscy na ziemi, zaczynając się stresować zbliżającym się losowaniem.
 - Tak, wczoraj robiła tamten wianek. - przypomniał jej Benvolio z miną bynajmniej niewyrażającą triumfu.
   Butelka leżała już na ziemi, gdy nagle przypomniała mi się pewna sprawa.
 - Zaczekajcie! - krzyknęłam i zaczęłam przeszukiwać kieszenie. - Byłabym zapomniała: mieliśmy już jakiś czas temu odpisać na list Ciris i wczoraj stworzyłam już coś w stylu szkicu.
 - To przeczytaj go na głos. - poprosił Rod, gdy tylko triumfalnie wyciągnęłam lekko wygięty pliczek papieru.
 - Jasne, tylko wyjmę z koperty. - odparłam i po chwili wszyscy siedzieli zasłuchani, gapiąc się gdzieś w przestrzeń.

      Bardzo się cieszymy, że tak dobrze się bawisz na kursie i że poznałaś tak ciekawych ludzi. Mimo to musimy przyznać, że tęsknimy za Tobą i już nie wiemy, czy lepiej, żebyś wracała jak najszybciej czy została tam i uczyła się jak najdłużej. Wobec tego liczymy na Twoje wyczucie - nigdy nas nie zawiodło.
      U nas w Polsce wszystko w porządku. Systematycznie dokumentujemy nasze dokonania, ale obawiamy się, że zdjęć jest zbyt dużo, żeby Ci je wysłać. Mamy nawet film, na którym Benvolio robi lasagne... Znaczy na początku robi, a potem dzieje się dużo innych rzeczy, które pokażemy Ci, gdy tylko pojawisz się w mieście. W tej chwili możemy co najwyżej opisać Ci pokrótce ostatnie dni, co za chwilę z największą radością zrobimy.
      Przeżywamy renesans prostych zadań. Mimo, że zdarzały nam się bardziej ekstremalne czy po prostu dziwne zadania takie, jak taniec na ulicy (wyzwanie dla Roda) albo "nicnierobienie" (zadanie dla Kalipso pod dozorem Roda), to jednak coraz częściej pojawiają się pomysły równie niewinne co w zwykłej grze w butelkę na wycieczkach integracyjnych. Niemniej jednak staramy się trzymać poziom tym bardziej, że pojawiły się nowe osoby.
      Romea zdążyłaś poznać jeszcze przed wylotem do Francji, towarzyszył nam przez jakiś czas. Gościnnie zadanie wykonywała również Seserakh, starsza siostra Hauru. Wczoraj z kolei dołączyła do nas Rafaela, kuzynka Roda, i mamy nadzieję, że zostanie z nami na dłużej.
      Gdy wrócisz do Polski, obowiązkowo musimy Ci ją przedstawić. Poza tym czekają na Ciebie zdjęcia i film, o których już wspominałam. Przygotuj się na to, że gdy już Cię wyściskamy na tym lotnisku, zasypiemy Cię opowieściami i anegdotkami, których trochę się już nagromadziło - a będzie jeszcze więcej.
      Baw się dobrze i ucz się pilnie. Czekamy na Ciebie i ściskamy na odległość.
   Podniosłam wzrok znad kartki i rozejrzałam się po przyjaciołach, mówiąc:
 - Wystarczy, że się podpiszecie.
 - Zanim się do tego zabierzemy, mam jeszcze jedną uwagę... - wtrącił Rod.
 - Tak?
 - Skreśl, proszę, fragment o zadaniu Kalipso. Myślę, że to nie najlepszy przykład.
 - A to czemu? - zainteresował się Hauru.
 - Bardziej odpowiednie by było... choćby to z pytaniami dla Se.
 - Nie widzę różnicy szczerze mówiąc. List jest w porządku.
 - Skoro tobie nie zrobi to różnicy, a mi zrobi, to wprowadźmy tę zmianę.
 - Ale to dla Anti dodatkowy problem z przepisywaniem. Daj sobie spokój z tym czepianiem się, zwłaszcza, że nie ma o co.
   Rod zerknął ukradkiem na Kalipso.
 - Może rzeczywiście zamieńmy to na coś innego. - poparła swojego chłopaka ruda.
 - No dobra. - mruknęłam.
   Nie chciałam kolejnej kłótni, zwłaszcza, że mieliśmy udawać, że przez ten cały czas nic się nie stało.
 - A tak się tylko zapytam... do kogo piszecie? - odezwała się niespodziewanie Rafaela, uprzedzając jakąś uwagę Hauru.
 - Właśnie, przecież ty zupełnie nie wiesz, o co chodzi! - usłyszałam okrzyk Benvolia i następujący po nim dźwięk uderzenia dłoni o czoło, kiedy znowu pochylałam się nad kartką. - Ciris to nasza koleżanka. Grała z nami dopóki nie wyjechała do Francji na kurs rysunku. Ale ma wrócić przed końcem wakacji.
   Puściłam poprawiony list po kółku i spojrzałam na Rafaelę. Nie wydawała się ani trochę zaskoczona.
 - No to kręcę, tak? - zapytała, zmieniając temat.
 - Tak. - potwierdziłam.
   Wprawiona w ruch butelka po kilku obrotach zatrzymała się wylotem w kierunku Roda. Rafaela spojrzała na kuzyna, marszcząc brwi.
 - No już nie wiem, czy teraz mam łatwiej czy trudniej...
   Ten odpowiedział jej tylko na poły złośliwym uśmiechem.
 - Ale skoro jesteśmy przy pisaniu listów... To mam pomysł! Napiszesz list miłosny na adres naszego byłego gimnazjum. A ponieważ jego patronem był Słowacki, to list będzie zaadresowany do Juliusza!
  Dość nieoczekiwanie Rod wybuch śmiechem.
 - Serio? Chcesz, żeby sekretarka dostała zawału? Albo umarła ze śmiechu? Nie sądziłem, że tak jej nie lubisz!
 - Cóż. Nauczyciele też powinni mieć jakąś rozrywkę w pracy!
 - Zrobię to! Żebyście wiedzieli, zrobię to! - Rod wciąż nie mógł przestać się śmiać. 
   Taki wybuch w jego wykonaniu wyglądał tak nienaturalnie, że sama nie wiem, czy i ja byłam tym zadaniem rozbawiona.
   W końcu spoważniał i bez zawahania zapytał mnie:
 - Został ci jeszcze jakiś papier, Anti?
 - Tak, ale kopertę i znaczek będziesz musiał sam zdobyć.
   Podałam mu pozostały zwitek papeterii, jeszcze bardziej pogięty niż przedtem, a on przyjął go z trochę wciąż rozbawiony, a trochę już pozujący na znawcę-artystę.
 - Będę potrzebował trochę czasu i spokoju. - odezwał się poważnie. - Potem przeczytam wam, co napisałem.
 - Och, myślę, że zajmie ci to niewiele czasu. Masz minę, jakbyś napisał tysiące takich listów. - zażartował Hauru.
   Mój wzrok automatycznie skierował się ku Kalipso, jednak na jej twarzy tylko kącik ust uniósł się delikatnie.
 - Tylko bez żartów! Listy miłosne to niełatwa sprawa. - powiedział z aż za poważną miną, po czym dodał: 
 - Albo jednak będę wam mówił na bieżąco. - dodał i zaczął z namaszczeniem szurać długopisem po papierze. - "Najdroższy Juliuszu!"
  - Ależ oficjalnie... - skomentował blondyn wyraźnie rozbawiony całą sytuacją w równym stopniu co Rod.
   Tamten jednak niewzruszony kontynuował:
 - "Chciałem napisać do Ciebie dużo wcześniej, lecz do dzisiejszego dnia nie starczało mi odwagi..."
  - Podły kłamca. - skomentował cicho Benvolio, na co wszyscy poza Rodem, który za wszelką cenę chciał zachować powagę, zareagowaliśmy wybuchem śmiechu.
  - "Pewnie nie ufasz komuś takiemu jak ja - obcej osobie, której nigdy nie zobaczyłeś wśród tłumów. Ja jednak dojrzałem Cię pośród zastępów wieszczy i znam Cię jak mało kto."
  - Z tego co pamiętam, przeczytałeś jedynie jego testament... - wtrąciła Kalipso.
  - Oj tam, oj tam! - uśmiechnął się przekornie i cyzelował dalej: - "Nie powinno Cię to zaskakiwać - Twoje wiersze, Twoje wielkie i doskonałe dzieła są oknem Twojej równie doskonałej duszy, w której ja dostrzegłem więcej niż inni."
  - Ale się podlizujesz... - zaśmiał się Hauru.
  - "To, co dostrzegłem, jest bardziej niezwykłe niż cokolwiek, co widziałem i czego doświadczyłem w swoim życiu, które teraz wydało mi się puste i nic niewarte. Bez Ciebie, choćby widoku Twojego pisma, choćby literki napisanej przez Ciebie, świat jest tylko zimną skorupą. Razem jednak możemy wzlecieć pod niebiosa, zostawić za sobą ziemski chłód i okrucieństwo, by w zamian pławić się w cieple słońca i blasku tęczy."
 - Z tą tęczą to poleciałeś... - zachichotał Benvolio.
 - Czekajcie, najlepsze jeszcze będzie! - wtrącił Rod i zabrał się za ostatnią część listu: - Dlatego spotkajmy się! Miłość jest naszą jedyną szansą na ocalenie, dlatego będę czekał na Ciebie, ile tylko mi rozkażesz. Nie bądź jednak zbyt okrutny. Twój na wieki..."
  - Podpisz się swoim imieniem. - powiedziała Rafaela, która do tej pory milczała. - To część zadania.
 - Nie przesadzasz? - zapytał z już realnym powątpiewaniem?
 - Nie sądzę. Zbyt łatwo Ci szło.
 - Pfff... No dobra. - zamaszyście nakreślił parę linii u dołu kartki i podał ją Rafaeli.
 - Dzisiaj wyślę. - powiedziała wkładając ją do torebki. - mama trzyma w szafce koperty i znaczki.
 - Za łatwo dziś poszło. Pewnie za chwilę wyskoczy jakiś problem zza krzaka, jak wczoraj. - rzucił Rod, zerkając wymownie to na Benvolia, to na Rafaelę.
Odpowiedziała mu salwa śmiechu.
 - O nic się nie martw, Twój list trafi do tego, na kim Ci tak bardzo zależy! - zapewniła go kuzynka.
 - Miałaś na myśli NIE zależy...
 - Tak, oczywiście... - spochmurniała.
 - No to co? Chyba się zbieramy. - rzucił lekko Hauru.
   Wydawało mi się, że na ten sygnał wszyscy czekali. Zupełnie jakby byli już zmęczeni całą tą grą, swoim towarzystwem i wciąż związanym z tym napięciem mimo, że było przecież mniejsze niż wcześniej. A może tylko mi się tak wydawało... Kto wie! I tak mieliśmy się spotkać nazajutrz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz