Benvolio
Upał trwał w najlepsze. W momencie,
kiedy siedzieliśmy pod świerkami, próbując bezskutecznie
wyzyskać coś z cienia, nie zostało już nic z porannego chłodu.
Powietrze było ciężkie i wilgotne, a niebo coraz gęściej
pokrywało się chmurami. Odbierało to nam wszystkim jakąkolwiek
energię, więc nawet nie rozmawialiśmy, zapadając w coraz głębszy
letarg. Ale teoretycznie czekaliśmy na Hauru, więc nawet nie
staraliśmy się jakoś specjalnie, żeby coś się działo. I chyba
każdy z nas po cichu liczył na to, że jeszcze trochę go nie
będzie - nikt nie miał ochoty na jakiekolwiek działanie.
Podczas gdy my testowaliśmy
skuteczność życzeniowego myślenia, Hauru, oczywiście
niespodziewanie, pokazał jej beznadziejnie niski poziom sprawdzalności,
wchodząc jak gdyby nigdy nic między świerki.
- A gdzie okrzyki szczęścia i
powitanie na kolanach? - zażartował widząc nasze miny.
- Nie mów, że tobie by się chciało. - odparłem.
- Mi nie, ale może wy macie więcej
energii.
- Chyba żartujesz!
- Cały czas! - zaśmiał się.
Jak można się było spodziewać,
rozmowa natychmiast się urwała. Dopiero gdy Hauru rozsiadł się
pod jednym z drzew odezwała się leniwie Anti:
- To co dziś?
- Może wyjście na lody? -
zaproponował chłopak.
- Miałam na myśli raczej grę...
Chyba, że aż tak bardzo nam się nie chce...
- Szczerze mówiąc, to nawet nie
miałam wczoraj sił zastanowić się nad zadaniem. Dziś pewnie też
nic nie przyjdzie mi do głowy. - odezwała się Kalipso.
- To może jednak te lody... - poparłem
Hauru, a wszyscy dokoła pokiwali głowami, w najbardziej
energooszczędny sposób demonstrując aprobatę dla pomysłu.
- Chodźmy! - Hauru ostatecznie
zachęcił nas do wstania i po karykaturalnie powolnym i niezgrabnym
wstaniu, leniwym krokiem udaliśmy się w stronę wyjścia z parku.
Na zewnątrz było jeszcze gorzej.
Asfalt ulicy błyszczał od mirażu. Znad spieczonych kostek chodnika
unosiło się gorące powietrze, momentalnie wywołując u każdego
chęć wrócenia między drzewa. W perspektywie były jednak
lody - a to przekonujący argument, dlatego szliśmy cierpliwie
dalej, aż wykończeni doszliśmy do znajdującego się kilkaset
metrów od parku sklepu, przy którym
parę tygodni wcześniej Rod i Kalispo spotkali Ciris i Michała.
Rzuciliśmy się do cienia, a następnie
do wnętrza sklepu, gdzie już spokojnie kupiliśmy lody. Usiedliśmy
z nimi na zewnątrz, na zacienionych schodkach i delektowaliśmy się
ich smakiem i temperaturą.
- Teraz jest prawie idealnie... -
westchnęła Rafaela.
- Dlaczego "prawie"? -
spytałem.
- Bo jakby spadł deszcz, byłoby
jeszcze przyjemniej.
- Pewnie niedługo twoje marzenie się
spełni. - odezwała się Antiochis, patrząc w niebo.
Chmury wyglądały naprawdę
obiecująco.
- Przynajmniej jedno. - powiedziała
cierpko.
- Tak wątpisz w spełnienie
pozostałych? - zapytałem, chcąc brzmieć jak najbardziej
entuzjastycznie.
- Reszta jest niemożliwa. -
odpowiedziała i nagle zmieniła temat:
- Zamierzacie w ogóle odezwać
się do mojego kuzyna, czy będziecie czekać, aż sam do was
przyjdzie?
Wywołała tym samym niezłą
konsternację. W sumie nie wiedzieliśmy, co robić, i czekaliśmy na
nie-wiadomo-co. Ale nic dziwnego, że ją to zirytowało.
- Tak myślałam. - stwierdziła, kiedy
nikt nie odpowiedział na jej pytanie. - Nawet nie chciało się wam
o nim pomyśleć.
- Nie mów tak. - szepnęła
Kalipso kryjąc twarz w gęstych lokach, jak to miała w zwyczaju od
pewnego czasu.
- A co proponujesz? - powiedziała aż
nazbyt rzeczowo Anti.
- Rozmowę. Jeśli zostawia się sprawę
bez wyjaśnienia, to nie dość, że obie strony cierpią, to odcina
się sobie drogę do zawarcia zgody.
- Ciężko by było się nie zgodzić.
Ale nie znaczy to, że łatwo zrealizować takie postulaty.
- Poza tym, nie zmusimy go, żeby z
nami rozmawiał. Gdyby chciał, już by przyszedł. - wtrącił
Hauru.
- Mogę go przekonać, żeby się z
wami spotkał. - zaproponowała Rafaela. - Ale musi usłyszeć, że
to wy tego chcecie. Nie ma sensu wyciągać go z domu, jeśli wy nie
wiecie nawet co mu powiedzieć.
- Nie wiemy. - stwierdziłem prosto.
- Ja wiem. - powiedział Hauru.
Popatrzyliśmy na niego ciekawie,
oczekując, że jakoś rozwinie tę myśl jednak on uparcie milczał.
- Poszedłbyś do niego? - zapytała
cicho Anti.
- Tak. - powiedziała Rafaela. - Skoro
i tak dzisiaj nie gramy, to ja lecę. Lepiej załatwić to szybciej
niż później.
Wybiegła, wyrzucając po drodze do
kosza patyczek od loda, zostawiając nas lekko zdezorientowanych. Kto
by się spodziewał, że nagle wykrzesała z siebie tyle energii?
- "Rodzina, Obowiązek, Honor"
- zacytował Hauru. - Ma dziewczyna priorytety...
- Przynajmniej trochę powiało. -
rzuciłem.
Hauru
Czekaliśmy na polanie, gdzie dwa dni
temu robiliśmy ognisko. Upał nadal był niemiłosierny, ale już
nie zwracałem na niego zbytniej uwagi. Spojrzałem na Kalipso. Też się denerwowała. Ręce jej
drżały, ale nie mogłem do niej podejść, ani jej pocieszyć. Z
daleka zobaczyłem już dwie powoli zbliżające się do nas
postacie.
Zastanawiałem się, jak tą sytuację
przeżywał Rod. Czy będzie wkurzony? Czy zrezygnowany? Czy bardziej
nienawidzi mnie, czy Kalipso... Jednak z jego twarzy nie dało się
nic wyczytać. Sprawiał wrażenie spokojnego i rozluźnionego, jakby
się niczym nie martwił.
- Cześć! Tak dawno się nie
widzieliśmy! - wypalił bez zastanowienia Benvolio.
- Co nie? - odparł tamten bez
przekonania.
Nastąpiła kłopotliwa cisza, którą
przerwała dopiero Rafaela:
- Może chodźmy do lasu. Tam będzie
trochę chłodniej.
Przystaliśmy na jej propozycję. Linia
drzew znajdowała się niecałe pół kilometra od nas, więc
szybko schowaliśmy się w cieniu. Wszystko to zdawało się takie
nierealne. Być tu razem i nie móc wydobyć
z siebie słowa...
- Rafaela mówiła mi, że
wczorajsza gra była całkiem udana. - Rod przerwał ciszę.
- No! Szkoda, że tego nie widziałeś!
- potwierdził Benvolio, wciąż nie rozumiejąc, jak dziwne jest jego
nastawienie w takiej sytuacji. - Biegaliśmy po Ikei, chowając się
po szafach i lodówkach.
- A jak komuś brakuje ołówków
w domu, to Kalipso wyniosła ich wczoraj ze sklepu dożywotni zapas.
- odezwałem się.
- No, to nieźle. - skomentował Rod,
próbując się uśmiechnąć, po czym rozmowa znowu się urwała.
- A ty co porabiałeś przez ten czas?
- zapytała niewinnie Anti.
- W sumie nic ciekawego. Przeczytałem
ze dwie książki, trochę uporządkowałem biurko... Wyspałem
się...
- W końcu są wakacje, tego można
było się domyślić. - zaśmiał się Benvolio.
- Nie brałbym tego za tak oczywiste. -
zwróciłem się do niego. - Ja w lato zawsze sypiam mniej niż
przez całą resztę roku.
- Ty? - zdziwił się Rod. - Dlaczego?
- Muszę opiekować się siostrami, bo
już nie mam wymówki, że muszę się uczyć. Do tego dochodzą
próby spektaklu i kręcenie filmów, bo przecież to
najlepsza pora roku na ładne widoki natury.
- Aha... - bąknął, jak gdyby sobie o
czymś przypomniał.
- No, i jeszcze to ognisko ostatnio. -
dodała Anti.
- Ognisko, mówisz. - udał
zainteresowanie.
- Zadanie od Benvolia - zorganizować
ognisko. Szkoda, że cię z nami nie było.
- Właśnie! Dostałem indiańskie imię
Sokole Oko! - powiedział podekscytowany brunet.
- Nie ściemniaj, Dmuchająca z Góry Fretko. - zadrwiłem. - Bo następnym razem wymyślę ci coś jeszcze
gorszego.
- A więc szaleństwom nie było końca,
tak? - westchnął Rod.
- Starałam się ich pilnować pod
twoją nieobecność, ale nie mam aż takiego doświadczenia. Udało
im się nawet zmusić mnie do tańca.
- Tańca deszczu. - poprawiłem ją. -
Patrz, może jeszcze się sprawdzi.
- Oby. - podsumował minimalistycznie
Rod i kolejny raz zapadła nie wróżąca nic dobrego cisza.
- Dobra. - postanowiłem wziąć sprawy
w swoje ręce. - Nie ma sensu udawać, że wszystko jest ok.
Porozmawiajmy otwarcie.
Oczywiście to nie spowodowało fali
entuzjazmu i żywiołowych reakcji, ale atmosfera zgęstniała. Rod utkwił we mnie uważne spojrzenie
jednocześnie spinając mięśnie, jakby oczekiwał na atak.
- Nie chcę się z tobą bić -
zacząłem widząc tę reakcję. - ani współzawodniczyć o
Kalipso.
Możesz wyluzować.
- Ja też tego nie chcę, ale nie
udawaj, że "wyluzowanie" jest możliwe i sensowne.
- Dobra, dobra. Nic już nie udaję. -
zapewniłem, choć nie było to do końca prawdą.
Musiałem dalej
unikać spoglądania na rudą. Wracałem do dawnych postanowień:
niech wszyscy myślą, że jestem tylko chłopakiem, który
bawi się uczuciami innych i liczą się dla niego jedynie żarty. Tak będzie bezpieczniej.
- Co konkretnie chciałbyś ode mnie
usłyszeć? - zapytał oschle. - Czy nie jest już wszystko jasne?
- Chcę, żebyś wściekał się na
mnie. - warknąłem. - Reszta nie musi cierpieć za moje błędy. Nie
odcinaj się od nich.
- Nie będę zrzucał na nich żadnego
ciężaru. Zrobię porządek ze sobą i wrócę. - odparł ze
stanowczością.
- Na pewno na zupełnie nikogo? -
spytałem twardo szybko rzuciwszy okiem na Kalipso.
- Robię, co mogę. - odpowiedział
słabiej, wychwyciwszy to spojrzenie.
- To nie była jej ani twoja wina.
- Co ma piernik do wiatraka? -
gwałtownie mi przerwał. - Kto tu mówi o winie?
- Jakbyś nie wiedział, Kalipso nie
sypia po nocach, bo zadręcza się o wszystko, a tobie nie byłoby
tak ciężko do nas przyjść, gdybyś winę zwalił na mnie. Nie
wiem, co ty chcesz ze sobą ogarniać, jeśli nie to.
- Kalipso nie jest niczemu winna, ani
ty. - powiedział, wyraźnie starając się brzmieć pewnie, ale
jednak widać było w tym mniej przekonania.
Już chciałem mu odpowiedzieć, kiedy
odezwała się ruda.
- Mam już tego dość! Nie róbcie
z siebie bohaterów biorąc na siebie wszystkie konsekwencje. Nie
pomyśleliście, że może ze mną też przydało by się o tym
porozmawiać?!
Ciągle kłócicie się między
sobą i mówicie o mnie w trzeciej osobie. Halo! Ja tu wciąż
jestem!
Spojrzeliśmy na nią i zamilkliśmy.
To znów była ona. Już nie ta załamana dziewczyna bez
nadziei, pogrążona w swoich myślach. W jej oczach znów
zagościł buntowniczy ogień. Wyprostowała się odgarniając włosy do tyłu. To była ta dziewczyna, w której się zakochałem. Mało brakowało, a bym się uśmiechnął.
Na szczęście w ostatniej chwili się opanowałem. Miałem
jeszcze rolę do odegrania.
- Wybacz. - odezwał się Rod, jakby
urywając dłuższą wypowiedź. - Masz rację. Powinniśmy brać cię
pod uwagę.
- Tyle masz mi do powiedzenia?! Nie
odzywasz się do mnie przez tydzień, a potem rzucasz "wybacz"
i myślisz, że to wszystko załatwi?! - warknęła na niego.
- Nie! Nie myślę tak. - Rod
ewidentnie nagle zaczął tracić cierpliwość. - Ale co innego mam
powiedzieć?
- Nie wiem! Wymyśl coś! - krzyknęła.
- To był cios poniżej pasa. -
stwierdziłem.
- Nie odzywaj się już, Hauru. Po
prostu nic nie mów!
- Jeszcze przed chwilą wkurzałaś
się, że nie dopuściliśmy cię do głosu, a teraz mi karzesz
siedzieć cicho? Zawsze byłaś hipokrytką. - powiedziałem.
- Ani mi się waż ją obrażać! -
warknął Rod, pochylając się w moją stronę. - Oskarżanie się o
coś, co mówimy w takim stanie, nie ma sensu.
- Obrazisz się za to na mnie, Kalipso?
- zwróciłem się do niej tylko po to, by móc
zapamiętać każdy rys jej twarzy. Czułem, że mogę nie wyjść
cało z gry, którą podjąłem.
- Mówiłeś już o mnie gorsze
rzeczy. I z wzajemnością. - powiedziała. - Dlatego nie potrzebuję
twojego poświęcenia. Przestań mnie chronić. Ty też, Rod!
- Przeszkadza ci, że jesteś w centrum
zainteresowania? - spytałem sarkastycznie klnąc siebie w duchu za
to, co robię. - A to nowość!
- Przepraszam bardzo, ale kto tu robi z
siebie teraz gwiazdę przedstawienia?! Bo odnoszę wrażenie, że to
nie ja przez ostatni tydzień wygłupiałam się, żeby wszyscy
zwracali na mnie uwagę, a teraz staram się zostać bohaterem
tragicznym, który odejdzie, żeby inni musieli żyć z
wyrzutami sumienia z jego powodu!
- Ma rację. - znowu zwrócił
się do mnie Rod. - Nie wiem, co tu się działo przez ostatnie dni,
ale chyba źle postrzegasz swoją rolę w... tym.
Zignorowałem go.
- Tak to widzisz? Powiedz mi Kalipso,
czego ty tak w ogóle ode mnie chcesz? Nie pasowała ci
przyjaźń, nie pasuje ci związek, a odejść mi nie pozwalasz.
Ogarnij się kobieto!
Teraz ruda z kolei zignorowała mnie i
odpowiedziała Rodowi:
- Wiedziałbyś, co tu się działo,
gdybyś raczył się nami w ogóle zainteresować. Ale ty za
wszelką cenę unikałeś naszych wyjaśnień! Myślałeś, że uda
ci się zrozumieć sytuację słuchając jedynie doniesień kuzynki?!
- Nie chodziło mi o zrozumienie
sytuacji, tylko o ogarnięcie się! - obruszył się Rod. - Nie będę
próbował rozwiązywać wspólnego problemu bez
rozwiązania swojego.
- O czym ty w ogóle mówisz?!
- krzyknęliśmy jednocześnie z Kalipso.
W odpowiedzi westchnął i zastanowił
się chwilę, zanim zaczął powoli nam tłumaczyć, ostrożnie
dobierając słowa:
- Cała ta sprawa pokazuje nie tylko
słabe punkty relacji między... nami, ale też nas samych. Wszystko
jakby wypływa na wierzch. Ale nie chcę tego mieszać z tym, co
dotyczy nas wszystkich. Kiedy będę w stanie podejść do problemu naprawdę na spokojnie, porozmawiam z wami, ale w tej chwili to wciąż
niemożliwe.
- Nie jesteśmy i nigdy nie byliśmy
idealni. - odpowiedziałem. - Swój charakter okazujesz przy
relacjach z innymi ludźmi. Pustelnikowi łatwo być dobrym w głuszy.
Trudniej, gdy wokół są ludzie, których może
pokochać, znienawidzić, którzy mogą cierpieć, albo którym
może zazdrościć. Odcinanie się od świata do niczego nie
prowadzi.
- Nie chodziło mi o zupełne odcięcie
się. Raczej o coś w stylu przerwy. Ale nie wciskaj mi kitu, że to
źródło wszystkich problemów!
- Może się stać powodem jeszcze
większych kłopotów. - powiedziała Kalipso. - Jeśli zrobisz
sobie przerwę, możesz nie wrócić. Tak prawie stało się z
tobą i Rafaelą, prawda? Oddaliliście się od siebie i już nie
potrafiliście tego naprawić. Przypadek sprawił, że znów ze
sobą rozmawiacie!
- Przestań! Na ten temat powiedziałem
już wszystko. Co jeszcze chcesz wiedzieć?
Zawahała się, ale spytała:
- Zerwałeś ze mną?
Zmieszał się, po czym głupio zapytał:
- A ty?
- Nie.
- Oj, źle. - mruknął pod nosem,
opuszczając głowę, i zaczął odwracać się od nas.
- Rod! Odpowiedz mi! - domagała się
ruda.
Zamiast tego jednak Rod powoli, krok po
kroku, odchodził w stronę polany, a stamtąd pewnie miał zamiar
wrócić do domu.
Spojrzałem na Kalipso spodziewając
się, że zaraz za nim pobiegnie, ale nie zrobiła tego. Z jej oczu
spłynęła pojedyncza łza.
- Czyli zerwał. - szepnęła sama do
siebie.
Dopiero teraz zauważyłem, że z
polany zniknęli również nasi przyjaciele. Musieli się wymknąć w czasie
kłótni. Nie odnotowałem w którym dokładnie momencie. W każdym razie zostaliśmy sami.
- Jesteś z siebie zadowolony? -
rzuciła gniewnie.
- Czemu miałbym być?
- Od początku właśnie o to ci
chodziło, prawda? Chciałeś, żebyśmy się rozstali.
- Nie prawda.
- Twoje słowa zawsze przeczą czynom.
- Nawzajem, Kalipso. Pamiętasz, jak
powiedziałaś, że nie zdradzisz Roda, a potem mnie pocałowałaś? I kto tu jest teraz kłamcą?
- To był impuls. Poza tym, to ty mnie
pocałowałeś.
- A dzięki kolejnemu impulsowi
oberwałem w twarz. Możesz mi odpowiedzieć na moje pytanie? Czego
ty chcesz?
- Nie wiem.
- Nie wiesz, czy nie chcesz powiedzieć?
- Odczep się, Hauru. Odpowiem ci,
kiedy ty w końcu podejmiesz decyzję, jaką rolę chcesz grać.
Zmieniasz zdanie równie często jak ja. Nadal będziesz
zarzucać mi hipokryzję? - powiedziała po czym odwróciła
się na pięcie i uciekła wgłąb lasu.