sobota, 27 lipca 2013

11. Unchained Melody

 Kalipso

   Śniły mi się lochy. Byłam przywiązana sznurem za ręce do ściany. Na podłodze leżało siano. Pot spływał mi po plecach. Nagle uświadomiłam sobie, że jest to ropa. W tym momencie iskra z pochodni spadła na podłoże. Zaczęło płonąć. Pożar się rozprzestrzeniał. Próbowałam się uwolnić, ale sznur był za gruby. Paliłam się. Krzyczałam.
   Obudziłam się zlana prawdziwym potem. Była 4 nad ranem. Wiedziałam, że już nie zasnę. Sięgnęłam po sennik.
Ogień - nadciągną ciężkie czasy
Lochy - Osaczenie, przytłoczenie, ograniczenie
Siano - poważne zajście
Sznur - Obawa, skrępowanie jakąś sytuacją
 - To będzie piękny dzień. - Mruknęłam do siebie pod nosem i wstałam z łóżka.

 - No nareszcie! - ucieszyła się Antiochis, gdy zakręcona przez nią butelka wskazała mnie. - Tylko ciebie jeszcze nie było.
 - Też nie mogłam się doczekać! - Odpowiedziałam ze szczerym zapałem. - Dawaj coś trudnego!
 - Pomyślmy... - powiedziała udając zamyślenie, chociaż widziałam, że ma już jakiś pomysł. - O! Nakręcisz filmik ze sceną taką jak w "Uwierz w ducha". Chodzi mi o tę z lepieniem garnka. Będziesz grała ty i ktoś jeszcze SPOZA NASZEJ GRUPY.
 - Co?! Nie zgadzam się! Wykluczone!! - oburzył się nagle Rod.
 - Przecież tam do niczego nie dochodzi! Oni tylko lepią garnek! - Zaśmiał się Hauru.
 - Mówisz, jakbyś w życiu tego filmu nie oglądał!
 - Aaaaa.... masz na myśli tą dalszą część? Ale to tylko jeden całus... albo dwa... albo w zasadzie to cała gra wstępna....
 - Spokojnie, mam na myśli tylko tę część, póki jeszcze lepią ten garnek, nie dalej. - zaśmiała się Anti.
 - Całkiem fajny pomysł. - Przyznałam. - Tylko skąd ja teraz wezmę aktora....
 - Oj, dasz radę, ty na pewno coś wymyślisz.
 - Dobra... - Westchnęłam. - Hauru, możesz mi pożyczyć swoją kamerę?
 - Jasne. - Wyszczerzył się. - Ale tylko jeśli sam będę nagrywał.
 - I tak to potem wszyscy zobaczymy. - Znowu odezwał się Rod.
 - Mam na myśli to, że to jest PROFESJONALNA kamera i boję się, że ktoś mógłby ją źle obsłużyć. Wcale nie zależy mi na tym, by oglądać Kalipso w tej dwuznacznej sytuacji...
   Mrugnął do mnie okiem
 - Kalipso, jesteś pewna, że... - zapytał łagodniejszym głosem.
 - To tylko głupi filmik. Nie ma czym się przejmować. - Pocałowałam go w policzek.
 - Oj, dajcie spokój, ona nie idzie na wojnę! - zaczął się irytować Benvolio. - Chodźmy już!
 - Hauru, zadzwonię do ciebie za jakieś dwie godziny. Mam nadzieję, że do tego czasu uda mi się kogoś znaleźć. - Powiedziałam i pobiegłam do domu.
   Pamiętałam, że ostatnio dostałam ulotkę z reklamą jakiś zajęć plastycznych. Zastanawiałam się nawet, czy się na nie nie zapisać. Były prowadzone przez (podobno) znaną malarkę w starej remizie przerobionej na warsztat artystyczny i galerię sztuki.
Znalazłam! Zajęcia odbywają się przez całe wakacje od 8:00 do 14:00. Nie zastanawiając się długo, pognałam do garażu, wsiadłam na rower i pojechałam do miasta. 
   Właścicielka remizy okazała się bardzo miłą, młodą kobietą. Pozwoliła mi nakręcić film w jej pracowni oraz poprosiła jednego z chłopaków, żeby w nim zagrał. Jedynym warunkiem było to, że nagramy ujęcie po zajęciach i wyślemy jej efekt końcowy.

   O godzinie 14:00 zostaliśmy sami w remizie - ja, Artur i Hauru.
 - To od czego zaczynamy? - spytał Artur.
   Był to trochę nieśmiały chłopak. Ale jego koledzy mówili, że na scenie całkiem się zmienia. Miałam nadzieję, że nie robili sobie z nas żartów.
 - Może od stroju. - Zasugerował Hauru wyjmując statyw. - I miejsca akcji.
   W rogu pomieszczenia stało koło garncarskie i kilka półek z naczyniami. Artur wyciągnął glinę i zaczął przygotowywać pole pracy, Hauru zajął się montowaniem kamery, a ja poszłam się przebrać w biały kitel.
   Kiedy wróciłam do chłopaków, Hauru teatralnym gestem przetarł oczy ze zdumienia.
 - Teraz to się nie dziwię, że Rod miał takie obiekcje...
 - Nie wiem o co ci chodzi. - Odpowiedziałam.
   Co z tego, że koszula sięgała mi zaledwie do połowy uda, a spodni nie miałam...
   Usiadłam na stołku przy kole garncarskim i zanurzyłam palce w masie.
 - Zdajecie sobie sprawę, że nigdy czegoś takiego nie robiłam? - spytałam.
 - Doskonale. - Zaśmiał się Hauru. - A teraz cisza na planie! - Puścił muzykę - iiiiiiii... Akcja!
   Zaczęłam bezmyślnie bawić się gliną. Wtedy od tyłu podszedł do mnie Artur.
 - Co tutaj robisz?
 - Nie mogłam spać.
   Usiadł za mną i dotknął kawałka gliny, który jakoś udało mi się uformować.
 - Chyba zniszczyłem twoje dzieło sztuki...
 - Zrobimy nowe. Zanurz ręce w glinie...
   Chłopak przysunął się bliżej. W tym momencie stołek zadygotał i oboje spadliśmy na ziemię.
 - Całkiem niezła inwencja twórcza, ale nie tak wyglądała ta scena w filmie - zaśmiał się Hauru. - Nic wam nie jest?
   Podniosłam się z podłogi poprawiając sobie kitel. Artur otrzepał się.
 - To moja wina - powiedział. - Przepraszam.
 - Daj spokój. Wiadomo, że nie nakręcimy tego za pierwszym podejściem.
   Usiadłam z powrotem na stołku.
 - Od początku!
   Scenka szła całkiem nieźle... ale w pewnym momencie rękaw koszulki Artura wkręcił się w jakieś mechanizmy i znów musieliśmy przerwać.
 - Może lepiej to zdejmij - zasugerował Hauru - w filmie Swayze był nagi.
 - Czy ja wiem... - zaczął niepewnie chłopak.
 - Coś nie tak? - Spytałam.
 - Wolałbym tego nie robić...
 - Jak ci to pomoże, to też mogę się rozebrać - jęknął Hauru - Ale błagam, nakręćmy to już.
   Nie czekając na odpowiedź ściągnął z siebie koszulkę. 
 - Widzisz? Nic trudnego.
   Zauważyłam, że Artur się waha, ale w końcu to zrobił. Zaczęliśmy od nowa.
   Tym razem scenka wyszła jeszcze gorzej. Chłopak wydawał się ciągle rozkojarzony i niepewny.
 - Stop, stop, stop. - Przerwał Hauru. - To zupełnie nie tak miało wyglądać. Powiedz mi, o co chodzi w tej scenie? Kim są dla siebie Swayze i Moore?!
 - Są małżeństwem i się kochają?
 - Zła odpowiedź. Są młodymi ludźmi, którzy nie potrafią bez siebie żyć. Którzy napawają się każdą spędzoną razem chwilą. Którzy się o siebie troszczą. Więc gdy Moore mówi, że nie mogła spać, to Swayze chce dodać jej otuchy. Nie zrobi tego, jeśli sam będzie wystraszony! W tym momencie jego miłość i pewność siebie, mają pocieszyć Moore. Jesteś w stanie to zagrać?!
 - Spróbuję...
 - Od początku!
   Zaczęliśmy ponownie, ale nie mogłam się skupić. Słowa Hauru mocno mnie poruszyły. Jak to możliwe, że chłopak, taki jak on, posiada taką głębię uczuciową? Dobrze się na co dzień ukrywa... Te wszystkie żarty, flirty, niemoralne propozycje...
 - Stop! - Krzyknął znowu. - Nigdy wam to nie wyjdzie. Jedna buja w obłokach, a drugi się za nią chowa. Ludzie! Pobudka! Musimy to skończyć dzisiaj.
 - Przepraszam. - Szepnęłam. - Zamyśliłam się. Spróbujmy jeszcze raz.
 - To nic nie da. - Jęknął zrezygnowany Artur. - Nie wiem jak to zagrać.
 - Dobra... mamy kryzys... - Powiedział Hauru. - Ale to nic. To nic... Wiem! Stań na moim miejscu. Pokażę ci jak to zagrać, a potem po mnie powtórzysz. O ile Kalipso się zgodzi.
   Popatrzył na mnie wyczekująco.
- Jeśli to pomoże, to nie ma sprawy.
   Hauru przycisnął parę guzików na kamerze i magnetofonie i zaczęliśmy kolejny raz.
   Stanowczym acz delikatnym ruchem przyciągnął mnie do siebie. Gdy dotknął moich dłoni, przeszedł mnie dreszcz. Czule gładził moje ręce. Wtulił się w plecy ofiarowując rozkoszne ciepło. Zamknęłam oczy. Jego oddech na mojej szyi... taki powolny... Ten jeden drobny pocałunek za uchem... Lekkie muśnięcie... Zapach gliny... Świat przestał istnieć...
   A potem muzyka się skończyła.
 - I tak masz to zrobić! - Powiedział Hauru zwyczajnie ode mnie odchodząc.
   Ciężko oddychałam. Co się właśnie wydarzyło?!
   Blondyn znów majsterkował coś przy kamerze, a Artur stał za mną.
   Zrobiliśmy jeszcze dwa ujęcia. W końcu Hauru stwierdził, że poskleja lepsze fragmenty i może jako całość, będzie to jakoś wyglądać. Potem bez pożegnania wybiegł z remizy.

   Spotkaliśmy się o 20:00 w parku.
 - Kalipso... - poderwał się z ziemi Rod, kiedy tylko znalazłam się między świerkami, i objął mnie ramieniem. - Jak wam wyszło?
 - Mieliśmy pełno dubli - Westchnęłam. - kręcenie filmu nie jest aż tak łatwe jak myślałam...
 - Chodźcie! Już to puszczamy! - krzyknął Benvolio, przerywając rozmowę.
   Wszyscy usiedliśmy przy laptopie Hauru. Zaczynałam się stresować. Mam nadzieję, że nie zrobił żadnej głupoty... I ulga. Nagranie zostało bardzo dobrze zmontowane. I co najważniejsze: przedstawiało tylko mnie i Artura.
 - Fantastyczne! - Huknął roześmiany Benvolio, gdy tylko suwak odtwarzacza w komputerze dojechał do końca. - Nagrywanie pewnie też było zabawne, nie? Pokażcie duble!
 - Nie! - Krzyknęłam.
 - Chyba nie było aż tak źle? - Spytała sarkastycznie Ciris.
 - Oj, nie ma się czego wstydzić. - dodała życzliwie Anti. - Przecież od początku było wiadomo, że to będzie trudne. Jak wszystkie nasze zadania.
 - Jesteśmy wśród samych swoich! - Wrzasnął radośnie Benvolio, po czym zaczął się dobierać do komputera. - Hauru, gdzie to trzymasz? Zaraz puścimy...
   Nie wypadało, żebym rzuciła się na Benvolia i siłą wyrwała mu komputer. Chyba mój sen był proroczy... jak to szło? "obawa, osaczenie, poważne zajście". Mogłam się tylko modlić, że Hauru był na tyle mądry, żeby usunąć to nagranie albo przynajmniej je gdzieś schować.
Zakryłam oczy. Benvolio puścił film.
   Usłyszałam prucie się rękawów. Uff... to Artur
   Ciris zachichotała.
 - Mogliście to wmontować. Całkiem fajna scena.
   Potem przyszedł czas na upadek ze stołka.
 - No, to było dwuznaczne - zaśmiała się Antiochis.
 - Chyba już starczy. Potem nic takiego się nie wydarzyło. - Powiedział obojętnie Hauru.
 - No nie było aż tak strasznie - uśmiechnął się Rod.
   Nie miałam sił odwzajemnić uśmiechu.
 - Wiecie, jestem troczę zmęczona... Może rzeczywiście już skończymy - Powiedziałam.
 - Chodź, odprowadzę cię do domu. - rzucił luzacko mój chłopak, pomagając mi wstać.
 - Wrócę sama. - Odpowiedziałam. - Ale dziękuję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz