Rafaela
W wakacje dni zawsze się dłużą. Nie ma co robić w domu, a mieszkam daleko od miasta, więc nie mogę spotykać się z przyjaciółmi. Właściwie najbliżej mieszka mój kuzyn, ale on nigdy nie był nazbyt rozmowny. Z resztą z tego, co się orientowałam, wakacje spędzał ze swoją dziewczyną.
Wyszłam z domu i włóczyłam się bez celu. Wsiadłam do pierwszego lepszego autobusu i po prostu gdzieś pojechałam. Za szybą widziałam przesuwające się obrazy drzew, pojedynczych domów... z czasem zabudowanie stawało się gęstsze. W pewnym momencie przed oczami mignęła mi jakaś dwójka dziewczyn chyba w moim wieku. Postanowiłam natychmiast wysiąść. W tej okolicy była tylko jedna szkoła więc szansa na to, że je znam, była spora. Czego to człowiek nie zrobi podczas wakacyjnej nudy?
Wolnym krokiem ruszyłam w ich kierunku. W międzyczasie zorientowałam się, że osoba, która brałam za blondynkę, w istocie jest blondynem. Ups... może okulista miał rację... ale jak ja bym wyglądała w tych wielkich binoklach?!
Nerwowo zaczęłam wymyślać milion scenariuszy, jak do nich zagadać i czy w ogóle podchodzić. Może tylko zrobię z siebie idiotkę?
Zatrzymałam się parę metrów od nich na przystanku i udałam, że czekam na autobus. W ogóle nie zwrócili na mnie uwagi. Wpatrywali się sobie głęboko w oczy i milczeli. Pewnie byli parą. Głupio tak podchodzić do zakochanych. Żeby się nie skompromitować siedziałam dalej na przystanku i przeklinałam się w duchu za swoją głupotę.
Nagle dziewczyna się odezwała:
- Czyli te wszystkie kłótnie są przeze mnie?
- Do listy wad przydałoby się dopisać "egocentryczna". - Odpowiedział chłopak lekko się uśmiechając. - To nie jest twoja wina tylko moja.
- Nie wiem, co ci odpowiedzieć... czego się spodziewasz... nie zostawię Roda...
Podsłuchiwałam. Wiem, że nie wypada, ale to taki ludzki odruch! A kiedy usłyszałam imię swojego kuzyna, doszłam do wniosku, że jest to wręcz mój obowiązek!
- Nawet na to nie liczyłem. - Powiedział blondyn spuszczając wzrok. - Ale może teraz, kiedy nie mam już nic do ukrycia, będzie mi łatwiej pozbyć się tego uczucia.
- Hauru...
- Wiesz, nic nie musi się między nami zmieniać! Traktuj mnie tak, jak wcześniej. Gardź moimi prymitywnymi dowcipami i śmiej się z głupich żartów... Na prawdę nie chcę niczego więcej. Przecież to kiedyś minie.
Widziałam, jak chłopakowi drżą ręce. Dziewczyna przysunęła się bliżej do niego i mocno go przytuliła. Kaptur, który miała na głowie, zsunął się i ukazał burzę rudych loków.
- A co jeśli nie? - spytała.
- To zostanę kolejnym Johnnym Deppem, a kobiety będą mnie błagać o choćby jedno spojrzenie i wtedy nawet ty mi ulegniesz!
Dziewczyna się zaśmiała.
- Wolę McGregora. Był świetny w "Moulin Rouge".
- Masz na myśli to wycie? Też tak potrafię!
Blondyn wskoczył na najbliższą latarnię trzymając się na niej jedną nogą i ręką. A potem, ku mojemu ogromnemu zdziwieniu, zaczął śpiewać do dziewczyny:
- It's a little bit funny this feeling inside. I'm not one of those who can easily hide.
- Hauru, złaź!
- Anyway the thing is, what I really mean, Yours are the sweetest eyes I've ever seen
- Zaraz przyjedzie autobus!
- And you can tell everybody this is your song. It maybe quite simple but now that it's done
Chłopak zeskoczył na ziemię i podszedł do rudej wciąż śpiewając. Chwycił ją za ręce i dokończył:
- I hope you don't mind that I put down in words: How wonderful life is now you're in the world...
Stali ze sobą twarz przy twarzy. Blondyn przejechał powoli dłonią po jej włosach. W następnej chwili już się całowali.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz