Zapraszamy do polubienia naszej strony na facebooku:
https://www.facebook.com/wakacyjnabutelka
Wysyłamy tam powiadomienia o nowych notkach i takie tam... :D
A i G
Znów pisała A... -.-'
poniedziałek, 29 lipca 2013
sobota, 27 lipca 2013
11. Unchained Melody
Kalipso
Śniły mi się lochy. Byłam przywiązana sznurem za ręce do ściany. Na podłodze leżało siano. Pot spływał mi po plecach. Nagle uświadomiłam sobie, że jest to ropa. W tym momencie iskra z pochodni spadła na podłoże. Zaczęło płonąć. Pożar się rozprzestrzeniał. Próbowałam się uwolnić, ale sznur był za gruby. Paliłam się. Krzyczałam.
Obudziłam się zlana prawdziwym potem. Była 4 nad ranem. Wiedziałam, że już nie zasnę. Sięgnęłam po sennik.
Ogień - nadciągną ciężkie czasy
Lochy - Osaczenie, przytłoczenie, ograniczenie
Siano - poważne zajście
Sznur - Obawa, skrępowanie jakąś sytuacją
- To będzie piękny dzień. - Mruknęłam do siebie pod nosem i wstałam z łóżka.
- No nareszcie! - ucieszyła się Antiochis, gdy zakręcona przez nią butelka wskazała mnie. - Tylko ciebie jeszcze nie było.
- Też nie mogłam się doczekać! - Odpowiedziałam ze szczerym zapałem. - Dawaj coś trudnego!
- Pomyślmy... - powiedziała udając zamyślenie, chociaż widziałam, że ma już jakiś pomysł. - O! Nakręcisz filmik ze sceną taką jak w "Uwierz w
ducha". Chodzi mi o tę z lepieniem garnka. Będziesz grała ty i ktoś
jeszcze SPOZA NASZEJ GRUPY.
- Co?! Nie zgadzam się! Wykluczone!! - oburzył się nagle Rod.
- Przecież tam do niczego nie dochodzi! Oni tylko lepią garnek! - Zaśmiał się Hauru.
- Mówisz, jakbyś w życiu tego filmu nie oglądał!
- Aaaaa.... masz na myśli tą dalszą część? Ale to tylko jeden całus... albo dwa... albo w zasadzie to cała gra wstępna....
- Spokojnie, mam na myśli tylko tę część, póki jeszcze lepią ten garnek, nie dalej. - zaśmiała się Anti.
- Całkiem fajny pomysł. - Przyznałam. - Tylko skąd ja teraz wezmę aktora....
- Oj, dasz radę, ty na pewno coś wymyślisz.
- Dobra... - Westchnęłam. - Hauru, możesz mi pożyczyć swoją kamerę?
- Jasne. - Wyszczerzył się. - Ale tylko jeśli sam będę nagrywał.
- I tak to potem wszyscy zobaczymy. - Znowu odezwał się Rod.
-
Mam na myśli to, że to jest PROFESJONALNA kamera i boję się, że ktoś
mógłby ją źle obsłużyć. Wcale nie zależy mi na tym, by oglądać Kalipso w
tej dwuznacznej sytuacji...
Mrugnął do mnie okiem
- Kalipso, jesteś pewna, że... - zapytał łagodniejszym głosem.
- To tylko głupi filmik. Nie ma czym się przejmować. - Pocałowałam go w policzek.
- Oj, dajcie spokój, ona nie idzie na wojnę! - zaczął się irytować Benvolio. - Chodźmy już!
-
Hauru, zadzwonię do ciebie za jakieś dwie godziny. Mam nadzieję, że do
tego czasu uda mi się kogoś znaleźć. - Powiedziałam i pobiegłam do domu.
Pamiętałam,
że ostatnio dostałam ulotkę z reklamą jakiś zajęć plastycznych.
Zastanawiałam się nawet, czy się na nie nie zapisać. Były prowadzone
przez (podobno) znaną malarkę w starej remizie przerobionej na warsztat
artystyczny i galerię sztuki.
Znalazłam! Zajęcia odbywają się przez całe wakacje od 8:00 do 14:00. Nie zastanawiając się długo, pognałam do garażu, wsiadłam na rower i pojechałam do miasta.
Właścicielka
remizy okazała się bardzo miłą, młodą kobietą. Pozwoliła mi nakręcić
film w jej pracowni oraz poprosiła jednego z chłopaków, żeby w nim
zagrał. Jedynym warunkiem było to, że nagramy ujęcie po zajęciach i
wyślemy jej efekt końcowy.
O godzinie 14:00 zostaliśmy sami w remizie - ja, Artur i Hauru.
- To od czego zaczynamy? - spytał Artur.
Był to trochę nieśmiały chłopak. Ale jego koledzy mówili, że na scenie całkiem się zmienia. Miałam nadzieję, że nie robili sobie z nas żartów.
- Może od stroju. - Zasugerował Hauru wyjmując statyw. - I miejsca akcji.
W
rogu pomieszczenia stało koło garncarskie i kilka półek z naczyniami.
Artur wyciągnął glinę i zaczął przygotowywać pole pracy, Hauru zajął się
montowaniem kamery, a ja poszłam się przebrać w biały kitel.
Kiedy wróciłam do chłopaków, Hauru teatralnym gestem przetarł oczy ze zdumienia.
- Teraz to się nie dziwię, że Rod miał takie obiekcje...
- Nie wiem o co ci chodzi. - Odpowiedziałam.
Co z tego, że koszula sięgała mi zaledwie do połowy uda, a spodni nie miałam...
Usiadłam na stołku przy kole garncarskim i zanurzyłam palce w masie.
- Zdajecie sobie sprawę, że nigdy czegoś takiego nie robiłam? - spytałam.
- Doskonale. - Zaśmiał się Hauru. - A teraz cisza na planie! - Puścił muzykę - iiiiiiii... Akcja!
Zaczęłam bezmyślnie bawić się gliną. Wtedy od tyłu podszedł do mnie Artur.
- Co tutaj robisz?
- Nie mogłam spać.
Usiadł za mną i dotknął kawałka gliny, który jakoś udało mi się uformować.
- Chyba zniszczyłem twoje dzieło sztuki...
- Zrobimy nowe. Zanurz ręce w glinie...
Chłopak przysunął się bliżej. W tym momencie stołek zadygotał i oboje spadliśmy na ziemię.
- Całkiem niezła inwencja twórcza, ale nie tak wyglądała ta scena w filmie - zaśmiał się Hauru. - Nic wam nie jest?
Podniosłam się z podłogi poprawiając sobie kitel. Artur otrzepał się.
- To moja wina - powiedział. - Przepraszam.
- Daj spokój. Wiadomo, że nie nakręcimy tego za pierwszym podejściem.
Usiadłam z powrotem na stołku.
- Od początku!
Scenka
szła całkiem nieźle... ale w pewnym momencie rękaw koszulki Artura
wkręcił się w jakieś mechanizmy i znów musieliśmy przerwać.
- Może lepiej to zdejmij - zasugerował Hauru - w filmie Swayze był nagi.
- Czy ja wiem... - zaczął niepewnie chłopak.
- Coś nie tak? - Spytałam.
- Wolałbym tego nie robić...
- Jak ci to pomoże, to też mogę się rozebrać - jęknął Hauru - Ale błagam, nakręćmy to już.
Nie czekając na odpowiedź ściągnął z siebie koszulkę.
- Widzisz? Nic trudnego.
Zauważyłam, że Artur się waha, ale w końcu to zrobił. Zaczęliśmy od nowa.
Tym razem scenka wyszła jeszcze gorzej. Chłopak wydawał się ciągle rozkojarzony i niepewny.
-
Stop, stop, stop. - Przerwał Hauru. - To zupełnie nie tak miało wyglądać. Powiedz mi, o
co chodzi w tej scenie? Kim są dla siebie Swayze i Moore?!
- Są małżeństwem i się kochają?
-
Zła odpowiedź. Są młodymi ludźmi, którzy nie potrafią bez siebie żyć.
Którzy napawają się każdą spędzoną razem chwilą. Którzy się o siebie
troszczą. Więc gdy Moore mówi, że nie mogła spać, to Swayze chce dodać
jej otuchy. Nie zrobi tego, jeśli sam będzie wystraszony! W tym momencie
jego miłość i pewność siebie, mają pocieszyć Moore. Jesteś w stanie to
zagrać?!
- Spróbuję...
- Od początku!
Zaczęliśmy
ponownie, ale nie mogłam się skupić. Słowa Hauru mocno mnie poruszyły.
Jak to możliwe, że chłopak, taki jak on, posiada taką głębię uczuciową?
Dobrze się na co dzień ukrywa... Te wszystkie żarty, flirty, niemoralne
propozycje...
- Stop! - Krzyknął znowu. - Nigdy wam to nie wyjdzie. Jedna buja w obłokach, a drugi się za nią chowa. Ludzie! Pobudka! Musimy to skończyć dzisiaj.
- Przepraszam. - Szepnęłam. - Zamyśliłam się. Spróbujmy jeszcze raz.
- To nic nie da. - Jęknął zrezygnowany Artur. - Nie wiem jak to zagrać.
-
Dobra... mamy kryzys... - Powiedział Hauru. - Ale to nic. To nic...
Wiem! Stań na moim miejscu. Pokażę ci jak to zagrać, a potem po mnie
powtórzysz. O ile Kalipso się zgodzi.
Popatrzył na mnie wyczekująco.
- Jeśli to pomoże, to nie ma sprawy.
Hauru przycisnął parę guzików na kamerze i magnetofonie i zaczęliśmy kolejny raz.
Stanowczym acz delikatnym ruchem przyciągnął mnie do siebie. Gdy
dotknął moich dłoni, przeszedł mnie dreszcz. Czule gładził moje ręce. Wtulił się w plecy ofiarowując rozkoszne ciepło. Zamknęłam oczy. Jego oddech na mojej szyi... taki powolny... Ten jeden
drobny pocałunek za uchem... Lekkie muśnięcie... Zapach gliny... Świat przestał istnieć...
A potem muzyka się skończyła.
- I tak masz to zrobić! - Powiedział Hauru zwyczajnie ode mnie odchodząc.
Ciężko oddychałam. Co się właśnie wydarzyło?!
Blondyn znów majsterkował coś przy kamerze, a Artur stał za mną.
Zrobiliśmy
jeszcze dwa ujęcia. W końcu Hauru stwierdził, że poskleja lepsze
fragmenty i może jako całość, będzie to jakoś wyglądać. Potem bez
pożegnania wybiegł z remizy.
Spotkaliśmy się o 20:00 w parku.
- Kalipso... - poderwał się z ziemi Rod, kiedy tylko znalazłam się między świerkami, i objął mnie ramieniem. - Jak wam wyszło?
- Mieliśmy pełno dubli - Westchnęłam. - kręcenie filmu nie jest aż tak łatwe jak myślałam...
- Chodźcie! Już to puszczamy! - krzyknął Benvolio, przerywając rozmowę.
Wszyscy
usiedliśmy przy laptopie Hauru. Zaczynałam się stresować. Mam nadzieję,
że nie zrobił żadnej głupoty... I ulga. Nagranie zostało bardzo dobrze
zmontowane. I co najważniejsze: przedstawiało tylko mnie i Artura.
-
Fantastyczne! - Huknął roześmiany Benvolio, gdy tylko suwak odtwarzacza
w komputerze dojechał do końca. - Nagrywanie pewnie też było zabawne,
nie? Pokażcie duble!
- Nie! - Krzyknęłam.
- Chyba nie było aż tak źle? - Spytała sarkastycznie Ciris.
-
Oj, nie ma się czego wstydzić. - dodała życzliwie Anti. - Przecież od
początku było wiadomo, że to będzie trudne. Jak wszystkie nasze zadania.
-
Jesteśmy wśród samych swoich! - Wrzasnął radośnie Benvolio, po czym
zaczął się dobierać do komputera. - Hauru, gdzie to trzymasz? Zaraz
puścimy...
Nie
wypadało, żebym rzuciła się na Benvolia i siłą wyrwała mu komputer.
Chyba mój sen był proroczy... jak to szło? "obawa, osaczenie, poważne
zajście". Mogłam się tylko modlić, że Hauru był na tyle mądry, żeby usunąć
to nagranie albo przynajmniej je gdzieś schować.
Zakryłam oczy. Benvolio puścił film.
Usłyszałam prucie się rękawów. Uff... to Artur
Ciris zachichotała.
- Mogliście to wmontować. Całkiem fajna scena.
Potem przyszedł czas na upadek ze stołka.
- No, to było dwuznaczne - zaśmiała się Antiochis.
- Chyba już starczy. Potem nic takiego się nie wydarzyło. - Powiedział obojętnie Hauru.
- No nie było aż tak strasznie - uśmiechnął się Rod.
Nie miałam sił odwzajemnić uśmiechu.
- Wiecie, jestem troczę zmęczona... Może rzeczywiście już skończymy - Powiedziałam.
- Chodź, odprowadzę cię do domu. - rzucił luzacko mój chłopak, pomagając mi wstać.
- Wrócę sama. - Odpowiedziałam. - Ale dziękuję.
czwartek, 25 lipca 2013
10. Mecz
Antiochis
Tego dnia pogoda nie zapowiadała nic dobrego - nad miastem wisiał jednolicie szary stratus, który zdawał się nie mieć żadnych granic. Już wychodząc z domu przeczuwałam, że stanie się coś nieprzyjemnego. I oczywiście stało się. Butelka zakręcona z rezygnacją przez zmęczoną Ciris po kilku niemrawych obrotach w wysuszonej trawie pokazała na mnie.
-
Skoro już jesteśmy przy głupich, sportowych zadaniach - stwierdziła z
przekąsem - to zadanie dla ciebie brzmi: Pójdź na mecz piłki nożnej i
śledź akcję bez odrywania wzroku.
"No nie..." - pomyślałam, zwieszając głowę. Taka złośliwość wobec przyjaciółki powinna pozostać bez komentarza.
- Masz na myśli dzisiejsze derby? - upewnił się Rod, a usłyszawszy odpowiedź twierdzącą, zagwizdał cicho.
- W jaki sposób zamierzamy sprawdzić, czy wykonała zadanie? - zapytał Benvolio.
- Ktoś pójdzie z nią - Odpowiedziała Kalipso.
Wszyscy popatrzyliśmy po sobie.
- Pójdzie Rod. Już okazał swoje zainteresowanie. - rzuciłam bez przekonania.
- Czyli jednak coś się wydarzyło w krzakach. - Powiedział teatralnym szeptem Hauru.
Rod spojrzał na niego, jak na niesforne dziecko.
- Jak tak dalej pójdzie, to pod koniec wakacji będziesz podrywać pielęgniarki w szpitalu na Lipowej.
- Z jedną już kręciłem. Ta taka młoda szatynka... Miałem pobieranie krwi. Już nie patrzcie się tak na mnie!
- Dobra. - westchnął Rod. - Ciris leci na siłownię, a my, Anti, spotykamy się koło 18 pod parkiem. A farciarze mają wolne.
Pogoda
trochę się poprawiła - lekki wiatr trochę rozpędził złowieszcze chmury -
za to atmosfera... Dopiero gdy dotarłam pod park, poczułam, jak bardzo
jestem spięta.
- Idziemy? - zapytał z udawanym entuzjazmem Rod.
Pokiwałam głową i od razu poszliśmy w stronę stadionu. Był
niedaleko - dziesięć minut marszu, ale to oznaczało, że praktycznie od
razu zaczęły się wokół nas pojawiać nieciekawe typy poubierane na
specyficzne kolory, w dodatku niby-radośnie wrzeszczące jakieś hasła. Od
tego momentu mój niepokój przerodził się ciągłą czujność. Nawet
nie wiem w jaki sposób dotarliśmy do celu, bo
"spacer" potwornie mi się dłużył. Rod kupił bilety i mijając
rozwrzeszczany tłum, przedarliśmy się na nasze miejsca.
Początkowo
trybuny były w dużej mierze puste, ale dość szybko zaczęły się
zapełniać. I to kim! Ci wszyscy napakowani, nadpobudliwi goście siadali
teraz wszędzie naokoło nas.
Czułam, że mecz będzie akurat najmniej zajmującą rzeczą tego wieczora.
-
Co ty taka spięta? - zapytał luzacko Rod. - Czym się tak denerwujesz?
Nie ma czym! - zaczął się rozgadywać.
Oczywiście przestałam go słuchać
po kilku pierwszych zdaniach bo przecież zaraz na miejscu bezpośrednio
przy mnie usiadł łysy facet o sylwetce typu ABS i barkach tak szerokich,
że wolałam skulić się i przesunąć trochę w drugą stronę.
Gdy
wreszcie rozpoczął się mecz, o dziwo, udało mi się trochę rozluźnić.
Wszyscy byli skupieni biegających po boisku piłkarzach, więc spróbowałam
pójść w ich ślady. Zresztą w ogóle poczułam się trochę bezpieczniej,
więc nawet gdy stwierdziłam, że iluśtam facetów biegających za piłką
mnie nie kręci (przynajmniej z tej odległości), to i tak zdołałam trochę
się zrelaksować.
-
Ech... beznadziejnie grali. I jedni, i drudzy. - odezwał się mój
towarzysz, przeciągając się. W przeciwieństwie do mnie śledził mecz z
zapartym tchem. - Coś zamierzamy zrobić w przerwie?
- Pójdę do toalety. - odparłam. - To tam na lewo od wejścia, tak?
- Tak.
- No to do zobaczenia na drugiej połowie.
Ostrożnie
wstałam, wyszłam spomiędzy rzędów siedzeń i skierowałam się w stronę
wejścia, licząc na to, że i teraz zauważę niepozorny napis "WC". Na
szczęście znalazłam go, ale moja radość okazała się przedwczesna -
później nie pamiętałam, jak mam wrócić. Cała ja! nawet nie miałam
biletów, żeby sprawdzić, które to były siedzenia. Miałam co prawda
komórkę, ale dzwonienie do Roda uznałam za ostateczność. Póki
co, starałam się odtworzyć trasę, którą tu przyszłam. I pewnie udałoby
mi się to gdyby nie fakt, że prowadziła ona przez sam środek
zagradzającej całe przejście grupy pokrzykujących kibiców jednej z
drużyn. Na pierwszy rzut oka nie wyglądali tak strasznie, jak ci, którzy
siedzieli obok nas w czasie meczu, ale szybko zauważyłam, że są mniej
więcej w moim wieku. To mogło utrudnić przemknięcie między nimi
niezauważenie. W końcu podobny wzrost i może jeszcze ktoś znajomy by się
trafił... Tak
czy owak, nie miałam wyboru. Musiałam zaryzykować. A ryzyko zawsze
wiąże się z zagrożeniem. Poczułam to na własnej skórze, gdy przez
nieuwagę wpakowałam się w sam środek bójki.
Zaczęło
się od tego, że próbowałam się przepychać pomiędzy ludźmi. To było samo
w sobie trudne - stali w ciasnych grupach i na dodatek mocno
gestykulowali. W pewnym momencie poczułam, że ktoś mnie chwyta za rękę.
- Hej! Nie tak szybko! - usłyszałam męski głos.
Od
tamtego momentu wszystko potoczyło się błyskawicznie. Gdy nieudolnie
wyrywałam się, odezwała się jakaś dziewczyna:
- Piotrek, zostaw ją.
- A
niby dlaczego? Może chcę poznać kogoś, a nie tylko zapierdalać wszędzie
za tobą i tym twoim chłoptasiem?
- Mam ci przyłożyć? - odezwał się ni stąd ni zowąd facet tuż przede mną i popychając mnie podszedł do tamtego.
Posypały
się wyzwiska, groźby i już po chwili wywiązała się pełnowymiarowa bójka
z wianuszkiem przepychających się rozemocjonowanych kibiców dookoła.
Kółko było zwarte, nie było szans się przedrzeć, a co gorsza - z każdą
sekundą troszeczkę zmniejszało wymiary, coraz bardziej spychając mnie w
stronę walczących. Sytuacja
pogarszała się w takim tempie, że nie byłam w stanie myśleć
racjonalnie. Wpadłam w panikę. I przez to zrealizowałam pierwszą myśl,
jaka tylko przyszła mi do głowy. Chwyciłam leżący obok kamyk i, ręką
galaretowatą ze strachu, rzuciłam nim w faceta stojącego akurat w
miejscu, gdzie chciałam przejść. Bezmyślnie
patrzyłam, jak zmienia się jego wyraz twarzy - od wyrażającego
zdziwienie poprzez ból aż do ewidentnejwściekłości.
- Który to?! - wrzasnął potężnym basem.
Nie
wiem, czy uzyskał jakąś odpowiedź, w każdym razie rzucił się na gościa,
który stał za mną, a jego kolega - na tego obok. W mgnieniu oka
powstała wielka bijatyka otaczająca mnie ze wszystkich stron. Ruszyłam
zdrętwiałe z przerażenia nogi i unikając latających wszędzie pięści,
wyplątałam się poza ich zasięg. Gdy dobiegłam do swojego
miejsca na trybunach, Rod spokojnie siedział z nogami na krzesełku przed
nim i popijał colę z puszki.
- Co tak długo? - zapytał znudzonym głosem, podczas gdy próbując złapać oddech, padłam na swoje siedzenie. Po całym ciele przeszły mi dreszcze, mięśnie powoli się rozluźniały.
- Długo? Przecież to tylko chwilka była.
- Coś się wydarzyło? - zainteresował się moim zdyszeniem.
- Aaa tam, nic takiego. Zresztą chyba nawet stąd ich widać. - rzuciłam.
Spojrzał w kierunku wyjścia z trybun, najpierw mrużąc oczy, a potem szeroko je otwierając.
- A to ccco? - mruknął z niedowierzaniem. - I ty stamtąd przyszłaś?!
-
Nnno i chyba nawet trochę przyłożyłam się do tego. Ale nie roztrząsajmy
tego - zaczyna się mecz, a tamtymi zajmie się ochrona... albo
policja...
Druga
połowa meczu nie przedstawiała się ani odrobinę ciekawiej. Albo po
prostu nie mogłam się na niej skupić. W każdym razie po ogłoszeniu
wyniku 0:0 powoli wyszliśmy z Rodem ze stadionu, pożegnaliśmy się i
poszliśmy do domu. Bez dalszych przygód (przynajmniej jeśli chodzi o
mnie), choć może w trochę szybszym tempie niż zwykle. Spokojnie -
nareszcie!
środa, 24 lipca 2013
9. Egzekucja
Benvolio
Jeszcze nie zdążyliśmy wyrobić w sobie nawyku przychodzenia do parku o tej jedenastej czy której-tam, a już coś się zmieniało. Dziś spotkaliśmy się po południu pod domem Michała, a konkretnie za wielkim żywopłotem na skraju ogródka przy jego domu. Ostatnie wskazówki i złośliwości, głęboki wdech i skazany już rozpoczynał swoje zadanie. Lekko spięty wszedł do domu, obejrzawszy się za siebie przed otworzeniem drzwi. Do paska miał przyczepione łoki-toki. Mieliśmy nadzieję, że pozostanie nie zauważone - Kalipso długo przy tym kombinowała, na co Rod patrzył z niesmakiem. Oby Michał o nim nie zapomniał.
Nasze łoki-toki trzymała Kalipso. Gdy tylko trzasnęły drzwi, nastawiła je i wszyscy zamienili się w słuch.
- Co robisz, mamo? - Odezwał się głos w słuchawce.
Od razu ogarnęła mnie niesamowita radość - właściwie z niczego.
- Wow. Nie wierzę, że my to naprawdę robimy. że on to robi!
- Ciiiii! Benvolio, przecież oni wszystko usłyszą przez łoki-toki! - syknęła na mnie Ciris
- Ups...
-
Nic się nie martwcie. - Powiedziała Kalipso - Wyłączyłam nam
automatyczne nadawanie. Żeby nas usłyszeli musielibyśmy przycisnąć
guzik.
- To uważajmy z tym guzikiem. - dodałem rozluźniony.
- Przecież dlatego to ja trzymam sprzęt - odparła pokazując mi język.
- Co na obiad? - usłyszeliśmy nagle z urządzenia.
- Naleśniki.
Potem jakieś brzęki i znowu głos:
- Gdzie jest reszta talerzy?
- Jaka reszta?
- No ten, co był na suszarce właśnie stłukłem.
Parę wolnych kroków.
- Coś się stało? Zawsze to ty z ojcem na mnie się denerwowaliście, że coś tłukę.
- Nieee, nic...
Potem nastąpiła jakaś minuta względnej ciszy i znowu odezwał się Michał:
- Tata już wrócił?
- Nie, będzie dopiero wieczorem.
- Aha.
- Masz do niego jakąś sprawę?
- Nie. Właściwie nie.... Mamo...
Nastąpiła dramatyczna pauza. Wszyscy wstrzymaliśmy oddechy. Powie?
- Tak?
- Mogłabyś na chwilę tu usiąść...
- Nie mam czasu. Muszę wracać do artykułu.
- To zajmie chwilę... Z resztą cały dzień już pisałaś. Potrzebujesz przerwy.
- No dobrze. O co chodzi?
- Ja... Zakochałem się.
Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem, ale zaraz ucichliśmy - co jeśli usłyszeliby nas przez okno?
- To świetnie. - usłyszeliśmy niby-zwykłą odpowiedź. - Kim ona jest?
- Widzisz... właśnie o tym chciałem z tobą porozmawiać...
- Jest buddystką?!
- Nie... Skąd ci to przyszło do głowy?!
- Już ci dała kosza? Jesteś taki markotny...
- Nieee, on też się we mnie zakochał...
- On... to znaczy...
- Tak. Jestem gejem.
- Zrobił to! Nie wierzę! Zaliczone - posypały się z naszej strony komentarze, przerywane salwami śmiechu.
- Nagrałam to na komórce - Zaśmiała się Ciris. Może ustawię sobie na dzwonek?!
- Obawiam się, że byłoby to złamanie zasad. - zwrócił uwagę Rod. - Ktoś by to usłyszał i znowu trafiasz pod sąd...
- Phi. - Obraziła się dziewczyna.
- Szykuj się, Hauru. Za chwilę wchodzisz - Dodała ruda.
- To... jak on się nazywa? - Spytała zakłopotana matka.
- Ymmm... Hauru.
Na dźwięk swojego imienia Hauru wyskoczył zza krzaków i wparował do domu. Jak to on - bez pukania.
Hauru
Wpadłem do salonu, w którym siedział Michał i jego matka.
- Hejka! Mam nadzieję, że nie przeszkodziłem? - Spytałem wesoło podchodząc do nich i zajmując miejsce blisko blondyna. Postanowiłem odegrać tę rolę najlepiej jak potrafię. Nawet jeśli nie leży to w moim interesie.
Spojrzałem to na jedno, to na drugie i teatralnie westchnąłem.
- Czyli jednak przeszkodziłem.
- Nie... - odparła otrząsając się z szoku matka Michała. - Nic się nie stało... chcesz może herbaty?
- Bardzo poproszę. Jest pani kochana! - odpowiedziałem entuzjastycznie i posłałem jej szeroki uśmiech.
Gdy wyszła, szepnąłem do chłopaka:
- Mocne wejście, co?
- Boże... śmiertelnie mnie wystraszyłeś...
- Powinieneś lepiej grać! Wcale się nie ucieszyłeś na mój widok!
Udałem obrażonego. Po chwili namysłu chwyciłem go za rękę i oplotłem ją sobie wokół bioder.
- Co ty robisz? - oburzył się Michał.
- Pomagam ci wczuć się w rolę. Mógłbyś choć raz docenić moje starania!
W
tym momencie do pokoju weszła matka chłopaka. Blondyn chciał szybko cofnąć
rękę, którą mnie obejmował, ale przytrzymałem ją na swoich biodrach odczuwając pewien dyskomfort. Przez chwilę siedzieliśmy w niezręcznej ciszy, po czym odchrząknęła i zapytała:
- Aaa... Długo już się znacie?
-
Jakieś pół roku. - odpowiedziałem zgodnie z prawdą, po czym tchnięty
nagłym przypływem weny dopowiedziałem - Ale wydaje mi się, jakbyśmy się znali całe
życie.
Za
oknem zobaczyłem, jak całe krzaki się trzęsą. Wiedziałem, że to zdanie
spodoba się reszcie. Co innego można było wnioskować z zakłopotanej miny
matki Michała. Zrobiło mi się głupio, że tak ją oszukujemy. Przecież to dla rodziców takie zmartwienie... Ale przypomniałem sobie, że to tylko żart. I że przecież potem będę mógł wszystko jej wyjaśnić.
- To dobrze, że się dogadujecie... Michał nigdy mi o tobie nie opowiadał...
- No wiesz co? - zwróciłem się do blondyna. - O mnie nie wspomnieć?!
- Jakoś nigdy nie było okazji... - Spuścił głowę.
Popatrzyłem na niego pełnym uczucia wzrokiem i tłumiąc śmiech wtuliłem się w jego koszulkę.
- Nic się nie stało. Właśnie dlatego tu przyszedłem...
- Ekhem - odchrząknęła zmieszana matka - Michał właśnie mi mówił, że wy... no... cieszę się waszym szczęściem....
- Jest pani wspaniałą kobietą. Cieszę się, że przyjęła to pani tak pozytywnie - odparłem.
Nagle zdałem sobie sprawę z obecności jeszcze jednej osoby w salonie. Niepostrzeżenie do pomieszczenia wszedł ojciec chłopaka...
Był to postawny mężczyzna, którego nie raz widywałem będąc na siłowni - w końcu był jej właścicielem. Dużo
mnie kosztowało, żeby nie odsunąć się od Michała. Ten facet budził
pewien niepokój... a zwłaszcza wyobrażenie prawego sierpowego w jego
wykonaniu.
- Witaj, kochanie. - zwrócił się do swojej żony, jakby nas nie zauważając. Pocałował ją w policzek.
- Robercie, mamy gościa. To jest Hauru.
Mężczyzna
spojrzał w naszą stronę. Czułem się trochę niezręcznie wtulony w pierś
Michała i czując jego dotyk na moim biodrze. Na domiar złego chłopak podniósł drugą rękę
i pomachał nią mówiąc:
- Cześć tato...
- Dzień dobry panu. Miło poznać. - powiedziałem.
- Możecie mi powiedzieć, co to za wygłupy?! - warknął. - Michale, natychmiast przestań zachowywać się jak jakiś pedał!
Chłopak momentalnie odsunął się ode mnie. Temperatura w pokoju spadła o kilkanaście stopni. Matka Michała dotknęła ramienia męża.
- Robercie, proszę, nie używaj takiego słownictwa. Chłopcy tylko...
- Proszę nas nie usprawiedliwiać. - zebrawszy się na odwagę zwróciłem się do niej - Nie będę się krył z tym, kim jestem.
- Hauru... - jęknął Michał. Wyglądał, jakby chciał się wycofać z zadania.
- Zaszliśmy za daleko, by teraz zrezygnować - powiedziałem dwuznacznie do blondyna. Po czym spojrzałem prosto w oczy jego ojca. Show must go on...
-
Jestem zakochany w pańskim synu. Odkąd pierwszy raz nasze oczy się
spotkały. To wspaniały, inteligentny, piękny mężczyzna. Mógłbym zrobić dla niego wszystko. Cieszę się każdą chwilą, którą spędzam w jego towarzystwie, każdym jego słowem, każdym gestem. Godzinami rozmyślam nad tym, co mógłbym mu powiedzieć, gdyby tylko starczyło mi odwagi. Całymi dniami marzę, by na mnie spojrzał. Nie obchodzi
mnie, co pan o tym myśli. Nieważne, ile dla tego uczucia poświęcę. Będziemy razem.
Czarne
plamki latały mi przed oczami, gdy mówiłem te słowa. Cały drżałem z
emocji. Naprawdę mocno się wczułem... Albo to strach... A może już
oberwałem pięścią?
Poczułem
dotyk czyjejś dłoni na plecach. Odwróciłem głowę. To Michał stanął tuż
za mną ponownie mnie obejmując. Nawet nie zauważyłem, kiedy wstałem, ale
mniejsza o to. Patrzyłem na niego jak zahipnotyzowany. Nie byłem w
stanie już nic z siebie wydusić.
- Tato, ja też kocham Hauru. Chciałem, żebyś wiedział... ale się na tobie zawiodłem.
Ojciec
Michała zrobił się cały czerwony na twarzy. Był wściekły, a
jednocześnie zmieszany. Wiedziałem, że zawsze dobrze się dogadywali.
Zapragnąłem natychmiast powiedzieć, że to tylko żart, ale w tym momencie
do pokoju wpadła Kalipso na której widok jeszcze bardziej zakręciło mi się w głowie.
- Dobra! Koniec ujęcia! Wyszło świetnie. Hauru, możesz już wrócić do reszty.
- Co tu się dzieje? - spytała zdezorientowana matka Michała - Kim jesteś?
-
Jestem koleżanką Hauru. A co tutaj robię... cóż. Nagrywamy film na
szkolny projekt. To taka praca wakacyjna. Żeby wyszło naturalnie
postanowiliśmy nic państwu o tym nie mówić. Bardzo dziękujemy za pomoc.
- Hauruuu! Byłeś świetny! - wrzeszczał Benvolio przez okno.
Skłoniłem się teatralnie w jego kierunku.
- Tak, bardzo państwu dziękujemy - dodałem. Na chwiejnych nogach wyszedłem z domu. W progu powitali mnie Rod, Ciris i Anti z włosami całymi w liściach i trawie.
-
To ja tu odwalam czarną robotę, a ty się zabawiasz z dwoma laskami? No
ja się nie dziwię, że tak bardzo ci zależało, żebym wykonywał to
zadanie! Gdybym był w pobliżu, żadna by na ciebie nie spojrzała! - Zagadnąłem do chłopaka, żeby trochę oprzytomnieć.
- Dobrą zabawę to mieliśmy dzięki tobie, stary, a jedna dziewczyna mi wystarczy.
- No ja myślę, że wystarczy. - odezwała się Kalipso za moimi plecami. -
Choć też mógłbyś wygłosić jakieś romantyczne przemówienie na moją cześć, jak to
zrobił Hauru dla Michała. Nawet zaczęłam się zastanawiać, czy nie
mówiłeś szczerze... - zwróciła się do mnie z błyskiem zza wielkich okularów.
- Bez przesady! Ja tylko mam talent aktorski... - odparłem szybko zarzuty.
Reszta zaczęła się śmiać i wracać do własnych domów.
- ...i myślałem wtedy o kimś innym. - dopowiedziałem, gdy znikli mi z oczu.
środa, 10 lipca 2013
8. Wygnanie z Raju
Ciris
Hauru aż zatarł ręce z uciech, kiedy zrządzenie losu (w postaci butelki) sprawiło, że zostałam wyznaczona do kolejnego zadania.
- Ciris! Kochana....
- Tylko bez czułości proszę - mruknęłam pod nosem niezadowolona z obrotu sytuacji. Bardzo lubiłam Hauru, ale nie kiedy miał okazję do zrobienia sobie ze mnie żartu.
- Co by tu wymyślić... - zastanawiał się na głos.
- Mogę ci narysować czyiś portret. - podsunęłam.
- Phi! Przecież to nic trudnego. - prychnęła Antiochis. Też mi przyjaciółka.
-
Taka delikatna... - Wzrok Hauru wydawał mi się mocno niestosowny, gdy
mówił te słowa - chciałbym zobaczyć, jak ćwiczysz na siłowni...
Benwolio spojrzał na niego jak na zboczeńca.
- To nie jest miejsce żebyś spełniał swoje fantazje erotyczne - jęknęła Kalipso.
- Ej! To wcale nie tak! - zaczął się bronić.
- Akurat. - zaśmiał się Benvolio.
-
Cholera! Właśnie wymyśliłem zadanie! I koniec! I kropka! Nie chce
wiedzieć, co wam się roi w tych chorych umysłach! - Wybuchnął. -
Ciris, pójdziesz na siłownię!
Hauru trochę się wkurzył. Z resztą nie dziwiłam mu się. Wszyscy widzieli w nim tylko chłopaka, który zmienia dziewczyny jak rękawiczki. Nikt tymczasem nie zwracał uwagi na chociażby jego talent aktorski czy fotograficzny. Sama pewnie miałabym o nim dużo gorsze zdanie, gdyby nie to, że przez pewien czas wspólnie pracowaliśmy nad projektem makiety na konkurs wojewódzki. Wtedy poznałam go z trochę innej strony. Jego zadanie wydało mi się całkiem proste. Posiedzę chwilę na rowerku i gotowe.
Hauru trochę się wkurzył. Z resztą nie dziwiłam mu się. Wszyscy widzieli w nim tylko chłopaka, który zmienia dziewczyny jak rękawiczki. Nikt tymczasem nie zwracał uwagi na chociażby jego talent aktorski czy fotograficzny. Sama pewnie miałabym o nim dużo gorsze zdanie, gdyby nie to, że przez pewien czas wspólnie pracowaliśmy nad projektem makiety na konkurs wojewódzki. Wtedy poznałam go z trochę innej strony. Jego zadanie wydało mi się całkiem proste. Posiedzę chwilę na rowerku i gotowe.
- Nie ma problemu. - odparłam lekko.
-
Nie skończyłem! - powiedział Hauru chyba domyślając się moich planów. - Pójdziesz tam z moim kolegą. Masz się go słuchać. Jest
prywatnym trenerem. Musisz wykonywać wszystkie jego polecenia.
- Żartujesz, prawda? - spytałam pełna nadziei.
Hauru jednak nie wyglądał dziś na specjalnie rozrywkowego.
- Dobra, zbieramy się na siłownie. - westchnęła Kalipso wstając.
-
Czekajcie. Najpierw zadzwonię czy dziś ma czas. - odezwał się Hauru.
Wykręcił numer. - No hej, co tam?... Słuchaj, jest taka sprawa.
Załatwisz jednej dziewczynie sesję?... Tak, jest ładna... Blondynka...
Będziemy za pół godziny. Wielkie dzięki.
Kolega Hauru nazywał się Michał.
Tak jak się spodziewałam, okazał się barczystym, wysokim chłopakiem o
opalonej skórze i jasnych włosach. Trochę przypominał Rocky'ego z "Rocky
Horror Picture Show"... To skojarzenie niespecjalnie poprawiło jego
wizerunek w moich oczach.
Przyjaciele
odeszli, życząc mi powodzenia. Powiedzieli, że przez pierwsze pół
godziny dadzą mi się zmęczyć, a dopiero potem przyjdą patrzeć na moje
katusze. Po prostu świetnie.
- To od czego chciałabyś zacząć? - Spytał Michał/Rocky. - Byłaś w ogóle kiedyś na siłce?
- Nie byłam...
- Hmm... Hauru powiedział, że mam dać ci wycisk, ale skoro nie ćwiczysz regularnie, to mogłoby być to niebezpieczne...
Zapadła cisza. Czekałam cierpliwie na rozwój wydarzeń.
- Dobra. - odezwał się po chwili. - Proponuję spacer. Powiem Hauru, że
siłownia była zajęta i jednak nam się nie udało. Co ty na to?
Chwilę się wahałam. Ale tylko chwilę. Chłopak znalazł idealne rozwiązanie na wykręcenie się z tego zadania. Czemu miałabym nie skorzystać?
- Zgoda.
Poszliśmy
z Rockym (jego prawdziwe imię już wyleciało mi z głowy) w kierunku pól
rozciągających się wokół miasta. Żar lał się z nieba i zaczynałam powoli
żałować, że jednak nie zostaliśmy w klimatyzowanym pomieszczeniu. Rocky
ciągle coś o sobie opowiadał. Jego tata był właścicielem siłowni, on
skończył studia w zeszłym roku. Był na anglistyce. Tyle zapamiętałam. Inna sprawa, że nie słuchałam go zbyt uważnie.
W
pewnym momencie przypomniałam sobie, że w pobliżu jest mały sklepik, w
którym sprzedają lody włoskie. Zaproponowałam, żebyśmy tam poszli. Już
mieliśmy wejść do środka, gdy zobaczyłam znajome rude włosy. O Boże!
Kalipso! Chciałam się szybko wycofać, ale było za późno. Rod nas
zauważył.
- Kogo my tu mamy? Czyżby komuś udało się zwiać? - zaczął Rod z przekąsem. - Akurat ciebie bym o to nigdy nie posądził.
- My... byliśmy na bieganiu... - zaczęłam się wykręcać.
- Jaaaasne. I lody są do tego niezbędne, prawda? - zwrócił się do Rocky'ego.
- Zasadniczo rzecz biorąc, to... - zamilkł. No, niestety. Dokładnie jak filmowy Rocky, ten chłopak również nie był zbyt elokwentny.
- Co my teraz z wami zrobimy... Jak myślisz Kalipso?
- Myślę - poprawiła okulary. - że czas ustalić kary za niewywiązywanie się z zadań...
- Kalipso, Rod. Zlitujcie się! Nie dałabym rady na siłowni! On może potwierdzić!
- To prawda. Ciris mogłaby sobie naciągnąć mięśnie. Nie można tego ot, tak ignorować. - powiedział. Może jednak będzie z niego jakiś pożytek.
- Ale przecież od czegoś trzeba zacząć, nie?
- No tak... - Rocky spłonął rumieńcem.
Kalipso spojrzała najpierw na niego, potem na mnie. Jej mina nagle się zmieniła. Jakby właśnie coś zrozumiała.
- Serio, Ciris? Nie myślałam, że polecisz na mięśnie...
- Serio, Ciris? Nie myślałam, że polecisz na mięśnie...
- To nie tak! - Jęknęłam. Jak ona mogła tak pomyśleć!
- Dzwonię po resztę. Rozprawa odbędzie się za pół godziny w parku.
Sytuacja
wydawała mi się niedorzeczna. Kalipso nazwała mnie główną oskarżoną, a
Rockego osądziła o pomoc z "zbrodni". Ona chyba jednak ma coś nie tak z
głową... Usiadłam obrażona pod drzewem w miejscu naszych spotkań. Nie mieli prawa mi nic zrobić. Prawda?
Kalipso i Rod stali po drugiej stronie polany. Nawet z tej odległości mogłam dostrzec kpiący uśmiech chłopaka.
- Ale jaja! - wykrzyknął Hauru nagle wychodząc zza drzew. - Michał w końcu znalazł sobie laskę!
Schowałam
głowę w dłonie. Przynajmniej on mógłby sobie darować te głupie docinki! Gdy odsłoniłam oczy, na
polanie byli już Benvolio i Antiochis. Chłopak wyglądał na lekko
zdezorientowanego. Natomiast moja przyjaciółka wyraźnie tłumiła śmiech.
Upokorzeń ciąg dalszy...
- Zebraliśmy się tutaj... - zaczęła Kalipso.
- ...aby połączyć węzłem małżeńskim Ciris i mojego kochanego przyjaciela... - wtrącił Hauru.
- Oh, zamknij się, idioto! - przerwała mu ruda. - Chodź, Ciris. Nic strasznego ci się nie stanie. - mrugnęła do mnie.
- Chyba. - dopowiedział Rod.
Niechętnie
wstałam z trawy i podeszłam do reszty. Ustawili się na przeciwko mnie i
Rockego jakbyśmy byli w sądzie. Dziwne uczucie. A Kalipso była głównym sędzią. Sama nie wiedziałam czy się śmiać, czy płakać.
- Proszę oskarżyciela o przedstawienie zarzutów! - powiedziała.
- Oskarżam Ciris Sayle, lat 18, o celowe i przemyślane niewypełnienie zadania wyznaczonego jej zgodnie z zasadami gry. Oraz Michała... Jakkolwiek... o nadużycie władzy poprzez pomoc w dokonaniu tego przestępstwa. Czy jakoś tak.
-
Doskonale. - stwierdziła Kalipso - Szkoda, że nie mamy świadków... Poza mną i oskarżycielem, ale
nie możemy chyba zeznawać... Czy oskarżeni mają adwokata?
- Ja chcę! Ja chcę! - Zaczął się wyrywać Hauru.
- Ej! Ja też! - dodał Benvolio.
- Myślę, że ja będę odpowiedniejsza. - odezwała się ni stąd ni zowąd Antiochis.
- Cisz na sali! - krzyknęła Kalipso. - Proszę oskarżonych o wybór adwokata!
- Anti. - powiedziałam natychmiast. Może i miała ze mnie ubaw, ale to nadal moja najlepsza przyjaciółka.
- Doskonale. - podsumowała ruda. - Antiochis Davies. Proszę opowiedzieć nam, co wydarzyło się dzisiaj między godziną 11:00 a 13:00?
-
Może najpierw się tego dowiem, co? Zachowajmy chociaż pozory
sprawiedliwości. - wypomniała jej Anti, po czym sprawnym ruchem
wypchnęła mnie i Rocky'ego poza krąg świerków.
- No dobra, co tam się konkretnie wydarzyło? - zapytała cicho, patrząc podejrzliwie to na mnie, to na mojego współoskarżonego.
-
Nic! Nic się nie zdarzyło! - odpowiedziałam zdenerwowana - Michał
stwierdził, że jestem za słaba na siłownię i zaproponował mi spacer! A
potem wpadliśmy na Roda i Kalipso...
- Dokładnie. - poparł mnie blondyn.
Anti przewróciła oczami.
- Co ci do łba strzeliło, żeby to zaproponować?
Rocky unikał naszego spojrzenia. Jak to jest, że taki silny facet nie ma za grosz odwagi?!
- Nie miałem ochoty na prowadzenie zajęć. - odpowiedział.
- A przez telefon się zgodziłeś! Trzeba było odmówić. - naskoczyła na niego Antiochis.
- No bo...
- Czy Hauru wytłumaczył ci w ogóle zasady gry? - spytałam.
- Nie... widocznie uznał, że nie jest to istotne...
- Hurra. - powiedziała Anti bez entuzjazmu. - Mamy punkt zaczepienia.
Ruszyła w kierunku pozostałych. Powlekliśmy się za nią. Gdy stanęliśmy przed Kalipso, zaczęła mówić:
-
Gdy odstawiliśmy Ciris pod siłownię, od razu spotkała się z Michałem.
Po krótkiej rozmowie, podczas której okazało się, że Ciris jest
kompletną niemotą, Michał
zaproponował jej spacer zamiast ćwiczeń. Zgodziła się i w ten sposób
trafili na pola pod miastem, gdzie spotkali Kalipso i Roda. Na podstwie tego można by wyciągnąć wniosek, że zaistniałej sytuacji
winien jest Michał, jako że w pewien sposób przejął odpowiedzialność za
Ciris na czas wykonywania zadania, a
ona, bidula, nie mogła się przecież oprzeć pokusie uniknięcia katorgi.
Jest jednak jedno "ale": Michał o tym zupełnie nic nie wiedział - ani o
ciążącej nad nim odpowiedzialności, ani, co ważne, nawet o zasadach
naszej gry. Ledwo wiedział o jej istnieniu! Wnioskuję o uniewinnienie
ich obojga. - powiedziała, znowu przewracając oczami, po czym dodała: -
Jak chcecie mieć do kogoś pretensje, to do naszego casanowy.
Wszyscy spojrzeliśmy jednocześnie na Hauru.
- Ej...! - krzyknął
-
To rzuca nowe światło na całą sprawę. - przyznała Kalipso. - Proszę
Hauru Escobara o przedstawienie swojej wersji wydarzeń i odpowiedzenie na
podane zarzuty.
-
To było wredne, Ant! Wiedziałem, że będziesz chciała się zemścić za
tamten pocałunek. A więc, wysoki sądzie, przyznaję, że może i
ogólnikowo, ale powiadomiłem Michała o regułach naszej gry. To jego wina, że nie pytał dokładnie o zasady tylko o szczegóły urody Ciris.
Pokiwałam zrezygnowana głową. Chłopcy to jednak debile. Wszyscy spoglądali to na mnie, to na
Rokyego, to znowu na Hauru. Zapadła niezręczna cisza. Nie wiedziałam, czy powinnam ją przerwać się jeszcze bronić czy dalej zbywać wszystko milczeniem.
- Wiecie co? Dajcie se siana. - powiedział w końcu Hauru.
- Mówisz? - Rod zapytał niby-niechętnie. - Dobra, wyrok zostanie ogłoszony po naradzie. Chodź tu, Benvolio, na coś się przydasz.
Odeszli
na stronę. Kalipso sporo mówiła. Potem odezwał się Rod. Benvolio
potwornie wymachiwał rękami... to ADHD... Po chwili wrócili.
- Po krótkiej naradzie, sąd oświadcza, że oskarżony Michał... Jakkolwiek... uznany
zostaje winnym popełnionego przestępstwa. Zbrodnia została jednak
dokonana po części nieświadomie więc wyrok zostaje złagodzona do wykonania
jednego z naszych zadań. - Kalipso zaświeciły się oczy. - Mianowicie
jutro pójdzie do swoich rodziców z włączonym łoki toki. Przeprowadzi z nimi bardzo poważną rozmowę na temat swojej
orientacji. Powie, że jest gejem. I że jest śmiertelnie zakochany w
Hauru.
- To ma być załagodzona kara?! - oburzył się Rocky.
- Uwierz mi, mieli gorsze pomysły. - wtrącił Benvolio.
- Ciris Sayle również zostaje uznana za winną. Sad skazuje ją na wykonanie zadania, które powierzył jej Hauru oraz napisanie listu do
naszego wspaniałego nauczyciela historii, w którym zaproponuje zrobienie
mu 10 kg muffinek w zamian za wywieszenie transparentu "kocham 2d" na swoim balkonie.
- Przecież ja nie umiem gotować! - wykrzyknęłam.
- Przecież zawsze możesz się nauczyć. Masz 10 kg do ćwiczeń. - zauważył Rod.
-
I na koniec oskarżony Hauru Escobar. Zostaje uznany winnym pomocy w
dokonaniu przestępstwa. Nie poinformował dokładnie Michała o zasadach gry.
Dlatego jutro, gdy Michał będzie odbywał swoją karę, przyjdzie do niego
do domu i będzie udawał jego chłopaka czy przelotny romans. Mniejsza o
szczegóły - powiedziała Kalipso - Rozprawę uważam za zamkniętą.
- No teraz to przesadziliście... Ty to wymyśliłeś, Rod?! - naskoczył na niego Hauru.
- A skąd! - obruszył się, mimo wszytko uśmiechając się, i spojrzał na Kalipso.
- Zboczeńcy. - westchnął. - i jeszcze wszystkiego będziecie słuchać...
- A jak myślisz? - zapytała retorycznie Anti. Była już zniecierpliwiona całym tym cyrkiem.
-
Dobra. Skończmy może na dziś bo się zrobiło nerwowo - wtrącił Benvolio.
Nawet bez pożegnania rozeszliśmy się do domów.
wtorek, 2 lipca 2013
7. U niej...
Rod
Gdy wychodziliśmy, robiło się już chłodno. Promienie słońca ledwo przebijały się przez gęste chmury, słabo oświetlając rosnące pod domem kwiaty. Nie rozumiałem, jak ktoś tak skoncentrowany na sobie jak Hauru może tak dobrze opiekować się ogrodem. Może robił to kto inny, a on się tylko chwalił? Nie zdziwiłoby mnie to.
- To dokąd pójdziemy? – wyrwała mnie z zamyślenia Kalipso. - Miałam nadzieję na przebłysk twojej kreatywności... Ale jeśli na nic nie wpadłeś, to możemy pójść do mnie. Taty znów nie ma.
- Dobrze. Skoro go nie ma...
Zaśmiała się na to i poczochrała mi włosy. No tak, jej się to mogło wydawać śmieszne, ale mi nie. Chociaż skoro go nie ma teraz w domu, nie ma się czym przejmować... Objąłem ją w pasie i poszliśmy pustą ulicą w stronę jej domu.
Nasz spacer nie był zbyt długi - już po kilku minutach dotarliśmy do dużego, dwupiętrowego budynku przypominającego willę, otoczonego równo skoszonym trawnikiem. Zieleń mocno kontrastowała z nieskazitelną bielą ścian i głębokim brązem dachu, ram okiennych i drzwi, do których prowadziła niezwykle regularna ścieżka z kamieni. Z daleka przypominał raczej komputerową wizualizację niż coś rzeczywistego. Zresztą, z bliska też, nawet wnętrze było idealnie poukładane jak w salonie meblowym. Wyglądało schludnie, ale zdawało się być zupełnie martwe. Naprawdę ciężko musiało się tam mieszkać komuś takiemu jak Kalipso. Ona - energiczna, pomysłowa, błyskotliwa dziewczyna na pewno potwornie się tam męczyła, chociaż nie dawała tego po sobie poznać.
Zazwyczaj - bo teraz, gdy wchodziliśmy do jej pokoju, pozwoliła sobie na rozluźnienie i lekki uśmiech.
- Uważaj przy łóżku, bo mam tam rozłożone sztalugi i chyba nie zebrałam wszystkich farb z podłogi - powiedziała Kalipso szukając czegoś w szafce przy drzwiach. Po chwili wyjęła z niej świece i rozstawiła w różnych miejscach pokoju. Nie lubiła światła elektrycznego.
- Dobrze. Skoro go nie ma...
Zaśmiała się na to i poczochrała mi włosy. No tak, jej się to mogło wydawać śmieszne, ale mi nie. Chociaż skoro go nie ma teraz w domu, nie ma się czym przejmować... Objąłem ją w pasie i poszliśmy pustą ulicą w stronę jej domu.
Nasz spacer nie był zbyt długi - już po kilku minutach dotarliśmy do dużego, dwupiętrowego budynku przypominającego willę, otoczonego równo skoszonym trawnikiem. Zieleń mocno kontrastowała z nieskazitelną bielą ścian i głębokim brązem dachu, ram okiennych i drzwi, do których prowadziła niezwykle regularna ścieżka z kamieni. Z daleka przypominał raczej komputerową wizualizację niż coś rzeczywistego. Zresztą, z bliska też, nawet wnętrze było idealnie poukładane jak w salonie meblowym. Wyglądało schludnie, ale zdawało się być zupełnie martwe. Naprawdę ciężko musiało się tam mieszkać komuś takiemu jak Kalipso. Ona - energiczna, pomysłowa, błyskotliwa dziewczyna na pewno potwornie się tam męczyła, chociaż nie dawała tego po sobie poznać.
Zazwyczaj - bo teraz, gdy wchodziliśmy do jej pokoju, pozwoliła sobie na rozluźnienie i lekki uśmiech.
- Uważaj przy łóżku, bo mam tam rozłożone sztalugi i chyba nie zebrałam wszystkich farb z podłogi - powiedziała Kalipso szukając czegoś w szafce przy drzwiach. Po chwili wyjęła z niej świece i rozstawiła w różnych miejscach pokoju. Nie lubiła światła elektrycznego.
- Nastrojowo. - mruknąłem.
- Już nie rób tej swojej niezadowolonej miny. Przecież się nie spalimy, nie?
- Jasne. - zaśmiałem się.
- Tak lepiej.
Usiadła na łóżku i oparła się o mnie. Objąłem ją ramionami, podpierając się o ścianę.
- Naprawdę piękny masz ten pokój. - powiedziałem cicho.
- Serio tak myślisz, czy chcesz mi się przypodobać?
- Przecież bym ci nie kłamał. - obruszyłem się. - Skłamałem ci kiedyś?
- Hmm... Pamiętasz jak dwa miesiące temu chciałeś żebym wyszła z domu? Mówiłeś, że jest ciepło więc wyszłam w sukience, a tymczasem zachmurzyło się, zerwał się wiatr i lunęło...
- Taak? Przepraszam! Najwidoczniej wtedy było ciepło... - zacząłem gładzić jej włosy. - A nawet kiedy spadł deszcz, wyglądałaś jak bogini. Z tą wkurzoną miną...
- ... i jak zdzieliłam cię po głowie? Nie wyglądałeś na zachwyconego. - zaśmiała się.
- No dobra, gniew bogini bywa nieprzyjemny. - przyznałem. - Może spróbujemy kiedyś powtórzyć taką wycieczkę jak tamta?
- Mmm... Masz już jakiś zabójczy plan, czy teraz przyszło ci to do głowy?
- Teraz, ale wcześniej też o tym myślałem, tylko jakoś nie było okazji, żeby ci to zaproponować. Węszysz jakiś podstęp?
- Jak zwykle. Ale nawet jeśli to nie podstęp to i tak będzie fajnie.
- Naprawdę piękny masz ten pokój. - powiedziałem cicho.
- Serio tak myślisz, czy chcesz mi się przypodobać?
- Przecież bym ci nie kłamał. - obruszyłem się. - Skłamałem ci kiedyś?
- Hmm... Pamiętasz jak dwa miesiące temu chciałeś żebym wyszła z domu? Mówiłeś, że jest ciepło więc wyszłam w sukience, a tymczasem zachmurzyło się, zerwał się wiatr i lunęło...
- Taak? Przepraszam! Najwidoczniej wtedy było ciepło... - zacząłem gładzić jej włosy. - A nawet kiedy spadł deszcz, wyglądałaś jak bogini. Z tą wkurzoną miną...
- ... i jak zdzieliłam cię po głowie? Nie wyglądałeś na zachwyconego. - zaśmiała się.
- No dobra, gniew bogini bywa nieprzyjemny. - przyznałem. - Może spróbujemy kiedyś powtórzyć taką wycieczkę jak tamta?
- Mmm... Masz już jakiś zabójczy plan, czy teraz przyszło ci to do głowy?
- Teraz, ale wcześniej też o tym myślałem, tylko jakoś nie było okazji, żeby ci to zaproponować. Węszysz jakiś podstęp?
- Jak zwykle. Ale nawet jeśli to nie podstęp to i tak będzie fajnie.
- To nie podstęp. - uśmiechnąłem się szerzej. - Po prostu mamy wakacje i mnóstwo czas tylko dla siebie...
- Czy ty czasem nie próbujesz wykręcić się od naszej gry? Oj jednak dobrze wyczułam podstęp!
- Nie, ja zupełnie nie o tym! - parsknąłem. - Naprawdę tak ci na niej zależy?
- Pewnie, że mi zależy! To może być przygoda życia! Nie czujesz tego?
- Chyba wciąż nie. Ale nie mówię, że nigdy się nie przekonam.
- Wiem, że potrzebujesz czasu... przepraszam, już nie naciskam. Nie mówmy o tym. Mnie też od razu nie polubiłeś.
- Taaak... Powiedziałaś coś jednej ze swoich koleżanek, a ta zaczęła gdzieś biec jak opętana... Naprawdę się ciebie bałem!
- Pfff... to był tylko taki żart, a ona nie miała poczucia humoru. Nie byłam chyba aż tak przerażająca?!
- Nikomu nie zaszkodzi jedna mała schiza dziennie...
- No właśnie.
- Ale w końcu się przekonałem.
-
Sama nie mogę uwierzyć, jak do tego doszło. Od tygodni staram się przekonać cię
do kawałka Phila Collinsa i nic z tego nie wychodzi... A to przecież nic
w porównaniu do mnie!
- To inna para kaloszy...
- Swoją drogą może puszczę...
Przewróciłem oczami.
- Co ty widzisz w tej muzyce? - spytałem.
- Jest nastrojowa... smutna... można przy niej odlecieć...
- I teraz chcesz odlecieć, tak? - zaśmiałem się, bawiąc się jej palcami.
- Zawsze chciałam latać - odpowiedziała wymijająco.
Po chwili dodała:
- Zostanę pilotem. Będę miała własny, mały samolot. Będę prowadzić wycieczki... podniebne...
- Hmmm... wycieczki podwyższonego ryzyka... bardzo po twojemu...
- To co z tamtą wyprawą? - dodałem. - Naprawdę nic nie wyjdzie?
- A czy ja się nie zgodziłam? Mów tylko kiedy i ruszamy w trasę!
- Bo chodziło ci o tę grę... To jak to ułożymy?
- Jakiś podstęp... - w jej oczach zobaczyłem ogniki pojawiające się zawsze, gdy wpadnie jej do głowy jakiś genialny plan. - Zrobimy tak: Następnym razem, jeśli cię wylosuję, to każę ci pojechać
autostopem i powiem, że cię przypilnuję. Wszyscy nie damy rady się
zabrać, a wtedy możemy sami pojechać gdzie chcemy.
- Świetnie! A jeśli to ty będziesz wylosowana...
-
To... to każesz mi leżeć cały dzień na polanie w środku lasu bez
żadnego ruchu. To będzie dla nich nudne. Nie będzie im się chciało mnie pilnować.
- Mam taką nadzieję. - znowu chciało mi się śmiać. - Musimy więc tylko trochę poczekać i za parę dni...
Nie dokończyłem zdania, bo mnie pocałowała.
- A to mała zapowiedź tego dnia. - mrugnęła do mnie okiem.
Chciałem to powtórzyć, ale powstrzymała mnie palcem.
- Poczekaj. Dopiero jak nasz plan wypali.
- Brzmi kusząco. Aż zaczynam żałować, że zostało jeszcze te kilka dni....
- Szybko minie. Tym bardziej, że kolejne zadanie wymyśla Hauru. Na pewno nie będzie to coś przeciętnego...
- Oby. - mruknąłem i zaraz potem usłyszałem chrzęst przekręcanego w zamku klucza.
- Kurde. Mówił, że wraca dopiero jutro rano!
- Widocznie nie można mieć wszystkiego - westchnąłem, zerkając za okno. Czy udałoby mi się wyskoczyć?
- Nie wygłupiaj się. Chcesz się połamać? Ani się waż skakać! - powiedziała czytając mi w myślach.
Zerknąłem na nią i jeszcze raz na okno. I za chwilę zwijałem się z bólu na równiutko wystrzyżonym trawniku przed jej domem. Ale oczywiście nie dałem tego po sobie poznać... Przynajmniej mam taką nadzieję.
- Wariat. - Powiedziała.
Zaśmiałem się tylko i pomachałem do niej na pożegnanie, po czym lekko kuśtykając, poszedłem do domu. Dawno nie byłem tak szczęśliwy. A wkrótce miałem być jeszcze szczęśliwszy.
Nie dokończyłem zdania, bo mnie pocałowała.
- A to mała zapowiedź tego dnia. - mrugnęła do mnie okiem.
Chciałem to powtórzyć, ale powstrzymała mnie palcem.
- Poczekaj. Dopiero jak nasz plan wypali.
- Brzmi kusząco. Aż zaczynam żałować, że zostało jeszcze te kilka dni....
- Szybko minie. Tym bardziej, że kolejne zadanie wymyśla Hauru. Na pewno nie będzie to coś przeciętnego...
- Oby. - mruknąłem i zaraz potem usłyszałem chrzęst przekręcanego w zamku klucza.
- Kurde. Mówił, że wraca dopiero jutro rano!
- Widocznie nie można mieć wszystkiego - westchnąłem, zerkając za okno. Czy udałoby mi się wyskoczyć?
- Nie wygłupiaj się. Chcesz się połamać? Ani się waż skakać! - powiedziała czytając mi w myślach.
Zerknąłem na nią i jeszcze raz na okno. I za chwilę zwijałem się z bólu na równiutko wystrzyżonym trawniku przed jej domem. Ale oczywiście nie dałem tego po sobie poznać... Przynajmniej mam taką nadzieję.
- Wariat. - Powiedziała.
Zaśmiałem się tylko i pomachałem do niej na pożegnanie, po czym lekko kuśtykając, poszedłem do domu. Dawno nie byłem tak szczęśliwy. A wkrótce miałem być jeszcze szczęśliwszy.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)