niedziela, 21 lutego 2016

54. Apokalipsa i motylki XD

 Kalipso


   Kiedy kolejnego ranka zebraliśmy się w parku wszyscy mieli bardzo dobre nastroje. Nie posiadałam się z radości, że w końcu udało nam się załagodzić nieporozumienia i mogliśmy po prostu cieszyć się swoim towarzystwem i wakacjami.
 - Jest już komplet? - spytałam wyjmując butelkę z torebki.
 - Nie wydaje mi się. - zwróciła uwagę siedząca pod świerkiem Antiochis. - Znowu nie ma Rafaeli.
 - Rod, wiesz co się z nią dzieje? - spytałam.
 - Nie, nie widzieliśmy się od niedzieli, od przyjęcia rodzinnego.
 - Myślicie, że powinniśmy po nią pójść? - zastanawiała się na głos Ciris.
 - W niedzielę wyglądało na to, że wszystko jest w porządku. - tłumaczył się Rod. - Ale to faktycznie dziwne, że jej nie ma, może coś stało się już potem.
 - W takim razie przejdę się do niej. - powiedział Benvolio, podnosząc się z ziemi. - Wybadam sprawę, jeśli coś jest nie tak, to może trzeba będzie zareagować.
 - Świetny plan! - natychmiast wypalił Hauru.
 - Ale to pewnie potrwa. - zwrócił uwagę Rod. - Mamy czekać na ciebie z grą?
 - Nie, bez przesady. - Benvolio machnął ręką. - To byłby wyjątkowy niefart, gdyby znowu trafiło na mnie.
 - No wiesz, teoretycznie to tak samo prawdopodobne, jak to, że wypadnie na kogokolwiek innego. - roześmiał się tamten.
   Benvolio pokręcił tylko głową i zniknął wśród gałęzi.
 - Okej... - powiedziałam zagarniając wszystkich do kręgu. - Zobaczmy, kto dziś padnie moją ofiarą...
 - I właśnie dlatego Benvolio tak szybko się ulotnił... - Hauru zwrócił się tonem znawcy do Ciris i Talii siedzących po jego lewej.
 - Przezabawne. - pokazałam mu język i zakręciłam.
 - To było kantowanie! - oburzył się Hauru, kiedy wylot butelki wskazał w jego stronę. - To aż nieprawdopodobne, żebyś trafiła akurat na mnie!
 - Przeznaczenie mój drogi. - puściłam mu oko.
 - Prawdopodobieństwo 1/6 to nie aż tak mało... - zauważył Rod. - Może jest nawet większe, tak się rozparłeś na boki...
 - Wypraszam sobie! Wcale się nie rozpycham. - zaczął się wykłócać. - Następnym razem przytulę się jakoś do ciebie. Prawie nigdy nie trafia na ciebie.
 - Następnym razem ty będziesz kręcił. - zwróciłam mu uwagę. - Na pewno nie będziesz wykonywał zadania. I nawet nie musisz się w tym celu do nikogo przytula!
 - Zazdrosna? - spytał Hauru ze złośliwym uśmieszkiem.
 - Nie. - zaśmiałam się i dla przekory dodałam: - Zawzięcie shipuję cię z Rodem!
 - I to dlatego poubierałaś nas wczoraj w te kiece? Jaki ja byłem głupi... - Rod teatralnie spuścił głowę.
   Już chciałam mu odpowiedzieć, kiedy do naszej rozmowy wtrąciła sie Anti:
 - Myślę, że pewne rzeczy możecie wyjaśnić sobie na osobności. Tak czy inaczej, Hauru czeka na zadanie.
 - No tak. - zamyśliłam się. - Hauru... Co powiesz na rozpoczęcie kariery kaznodziei?
 - Brzmi ciekawie. - odparł. - Mów dalej...
 - Chciałabym, żebyś poszedł pod centrum handlowe i przepowiadał koniec świata. Zaczepiał przechodniów, krzyczał, śpiewał... jak cię fantazja poprowadzi! - dokończyłam bardzo z siebie zadowolona. Dawno nie wymyśliłam tak dobrego wyzwania.
 - Ostro. - skomentował Rod.
 - Z wami nigdy nie zrobi się nudno... - powiedziała z niedowierzaniem Ciris, po czym zebraliśmy się i raźnie ruszyliśmy w kierunku przystanku, z którego odjeżdżał autobus mający nas zabrać na miejsce.
   Po drodze przepychaliśmy się i żartowaliśmy. Dzień był pogodny, choć pochmurny. Hauru miał nadzieję, że wkrótce spadnie deszcz, bo uważał, że dodałoby to dramaturgi jego przepowiedniom o zbliżającej się nieuchronnie apokalipsie. Jednak raczej nie było na to większych szans, podobnie jak na spełnienie jego proroctw. Dotarłszy pod centrum handlowe zajęliśmy strategiczne miejsce w kawiarni na wolnym powietrzu koło głównego wejścia do galerii. Zamówiliśmy lemoniadę i zaciekawieni przyglądaliśmy się, jak Hauru przygotowuje się do swojego publicznego wystąpienia. Chłopak już po drodze zgarnął od nas całą biżuterię. Teraz zakładał na siebie wisiorki i bransoletki, a bandanę Talii obwiązał wokół ręki. Pożyczonymi od Antiochis nożyczkami do paznokci rozciął sobie przód koszulki tworząc dekolt a la Reytan i podwinął jedną nogawkę od spodni... Właściwie nikt nie wiedział w jakim celu.
   Zaczął przechadzać się po placu wśród spieszącego się tłumu. Robił to powoli ze wzrokiem utkwionym w niebo i ramionami rozwartymi na całą szerokość niczym Człowiek Witruwiański.
 - Chyba jednak jest w swoim żywiole. - pokręcił głową Rod.
 - Ewidentnie. - przyznała mu rację Ciris.
   W końcu nasza dzisiejsza gwiazda przemówiła:
 - Zatrzymajcie się grzesznicy! - jego głos był tak potężny, że usłyszelibyśmy go nawet z trzy razy większej odległości. - Zaprawdę zaprawdę powiadam wam, że oto nadchodzi rychły kres ludzkości! Ja który jestem zesłany tu na ziemię przez anioła Razjela, jako syn jego pierworodny, zwiastuję wam nadejście okrutnych plag za wasze winy!
 - No to nieźle poleciał... - skomentowała Talia.
 - Żałujcie za grzechy! - krzyczał dalej Hauru, a ja byłam pełna podziwu, że jeszcze się nie zraził tymi wszystkimi spojrzeniami rzucanymi mu przez przechodniów.
   Było kwestią czasu, kiedy ktoś w końcu zwróci mu uwagę.
 - Albowiem nadchodzi kres cywilizacji! A przez cywilizację należy rozumieć internet! Niebiosa ukarzą was zagładą cybernetycznego świata! Upadną wasze serwery, ognie piekielne pochłoną znajomych na Facebooku, a jeźdźcy apokalipsy wytną w pień hejterów i nastanie nowy porządek świata!
   Anti, która do tej pory się nie odzywała, parsknęła śmiechem.
 - Proszę pana! Proszę pana! - z centrum handlowego wybiegł ochroniarz i stanął przed Hauru. Zaczął coś do niego mówić i energicznie wskazywać w kierunku ulicy najwyraźniej dając mu do zrozumienia, żeby sobie poszedł. Jednak chłopak był nieugięty:
 - Głoszę świadectwo prawdy! Niby Mojżesz z góry Synaj schodzę między lud ogłosić nowe przykazania! Zaiste wielki jest mój dar dla ludzkości wszystkich narodów! Drukujcie strony Wikipedii albowiem czas zrzynania prac domowych odchodzi w odmęty przeszłości!
 - On jest niepoważny. - wszyscy pokładaliśmy się ze śmiechu.
 - Czekajcie. - uciszyłam resztę. - Podchodzi do niego jakaś babka.
   Mina Hauru na widok starszej pani całkowicie się zmieniła. Momentalnie wyszedł z roli i z zakłopotaniem próbował coś wyjaśnić. Zastanawiałam się, czy to nie jakaś jego ciocia albo mama kumpla, bo nie zachowywała się tak, jakby słowa chłopaka ją obraziły i dlatego do niego podeszła. Rozmawiali normalnie... W którymś momencie Hauru wskazał w naszym kierunku i wtedy ją poznałam. Była to nasza nauczycielka historii. Pomachała nam na przywitanie po czym poklepała Hauru po ramieniu i weszła do galerii.
   Chłopak podbiegł do nas. Był cały czerwony na twarzy.
 - Co powiedziała? - zapytam z przejęciem nie mogąc uwierzyć w taki zbieg okoliczności.
 - Że będzie miała o czym opowiadać w pokoju nauczycielskim po wakacjach... - odparł Hauru. - Ładnie mnie urządziłaś, Kalipso!
 - Jakoś ci to wynagrodzę... - zaśmiałam się. - Twoje przemówienie było genialne!
 - Hauru, proszę, nie zostawaj nigdy politykiem. - odezwał się Rod.
 - A to niby czemu? - chłopak zdawał się wyraźnie zdezorientowany.
 - Jeśli ktoś ci uwierzy, to nie skończy się to dla nas dobrze. - roześmiał się tamten.
 - Ty chyba właśnie mnie obraziłeś... - powiedział Hauru marszcząc brwi.
 - Właśnie tak. - odparł Rod z satysfakcją i poklepał go przyjacielsko po łopatce.
 - Nazwa shipu dla Hauru i Roda to Rouru czy Hod? - spytałam konspiracyjnym szeptem Antiochis.
 - To pierwsze, nie wiem czemu, kojarzy mi się z jakimiś dzikimi zwierzętami... Brzmi jak ryk. - zamyśliła się z uśmiechem.
 - My ciągle was słyszymy! - zwrócił nam uwagę Hauru otrząsając się z otępienia, jakie wywołało w nim nagłe spotkanie z nauczycielką. Wziął do ręki szklankę z moją lemoniadą i wychylił ją do dna. - Oj, chyba jednak potrzebuję trochę procentów... Ktoś wybiera się na imprezę do Kacpra?

Rafaela


   Leżałam w łóżku przewracając się z boku na bok. Od dwóch dni siedziałam w pokoju z komputerem na kolanach nadrabiając zaległe odcinki moich seriali i starając się ochłonąć po rozmowie z Rodem na złotych godach dziadków. Nie chciałam go teraz widzieć. Jego słowa wzbudzały we mnie mieszane uczucia i im dłużej analizowałam jego zachowanie, tym bardziej zdezorientowana się czułam, a co najgorsze: nic nie mogłam na to poradzić.
   Czy zrozumiał co do niego czułam i mnie odepchnął, czy nadal był ślepy i zrobił to przez przypadek? A może wiedział i zrobił to celowo? A co, jeśli zrozumiał, że go kocham, ale się tego przestraszył i zrobił to, żeby zyskać czas na przemyślenie tej sytuacji?
   Z resztą mniejsza o jego motywację... Czułam się okropnie. Nie wiedziałam, czy będę w stanie spojrzeć mu jeszcze kiedykolwiek w oczy i jak bardzo zmieniło to jego myślenie o mojej osobie.
   Z zamyślenia wyrwało mnie dzwonienie do drzwi. Niechętnie wstałam i poszłam sprawdzić kto to. Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu zobaczyłam, że to Benvolio. On też dostrzegł mnie przez szybę i pomachał mi ręką, więc nie mogłam już udać, że nie ma mnie w domu. Otworzyłam mu.
 - Cześć! - zaczął lekko zakłopotany.
 - Jeśli chcesz mnie wyciągnąć na grę w butelkę, to sobie daruj. Wzięłam chorobowe. - mruknęłam szykując się na walkę.
 - Nie! Co ty! - zaraz zaczął się wykręcać. - To nie tak! Przyszedłem tylko zapytać, co słychać, dawno się nie widzieliśmy...
 - Trzy dni to nie jest jakiś szmat czasu. Wróć za dwa tygodnie to będzie o czym pogadać. - odparłam.
 - Ej, no nie bądź taka... Pewnie myślisz, że mnie tu przysłali, żebym cię wyciągnął na grę. Nic z tych rzeczy!
 - Wybacz, ale po spędzeniu z wami jakiegoś czasu, znam już taktykę tych waszych "interwencji". Wylosowali cię, żebyś tu przyszedł? Przegrałeś w papier, kamień, nożyce?
   Zaczął wywracać oczami.
 - Nie! Co mam zrobić, żebyś mi uwierzyła, że nikt mnie tu nie przysyłał? Skoro wczesna pora nie wystarczy...
 - Serio wpadłeś tak po prostu? - nagle zaczęłam mieć wątpliwości, czy słusznie się na niego złoszczę. - Czyli nie spieszy ci się z powrotem?
 - Nie! Skąd! - zapewniał mnie. - Nie po to przyszedłem, żeby zaraz wychodzić. - uśmiechnął się już spokojniejszy.
 - Chcesz wejść? - spytałam lekko zakłopotana postanawiając mu uwierzyć. - Właśnie skończyłam odcinek "Shameless". Możemy puścić jakiś film...
 - Skoro proponujesz.... - uśmiechnął się szeroko i nieśmiało wszedł do przedpokoju.
 - Chcesz się czegoś napić? - zamknęłam za nim drzwi. - Coś zjeść? Mogę zrobić popcorn.
 - Nie musisz, właściwie to ledwo śniadanie zjadłem... - wymamrotał niezbyt przekonująco.
 - Co za przyjemność z oglądania filmów bez podjadania? - zapytałam uśmiechając się do niego. - Rozgość się u mnie w pokoju. Pierwsze drzwi po lewej. - Wskazałam mu drogę po czym sama poszłam do kuchni przygotować przekąski.
   Kiedy wróciłam, zastałam go przeglądającego filmy ustawione na półce nad moim łóżkiem.
 - Całkiem ciekawa kolekcja, muszę przyznać. - powiedział lekko speszony, że go na tym przyłapałam. - Kilku nawet nie oglądałem.
 - Których? - spytałam rozkładając jedzenie i picie na szafce nocnej. - To moje ulubione. Nie wyobrażam sobie bez nich życia.
 - Nigdy na przykład nie miałem okazji zobaczyć "Trafionego piorunem". Albo... Nie, będziesz się śmiać...
 - No dawaj! - zachęciłam go.
 - "Perks of Being a Wallflower". Nie wiem, jakim cudem mnie to ominęło... - czerwony na twarzy zaczął się śmiać z zakłopotaniem.
 - Trzeba szybko naprawić ten błąd! - odparłam. - Zobaczysz, zrobi na tobie wrażenie. Zwłaszcza Ezra Miller - podobno wziął udział w przesłuchaniu do roli Patricka przez Skypa, ale był tak charyzmatyczny, że dostał angaż już po pięciu godzinach od rozpoczęcia castingu!
 - Po jego popisie w "Musimy porozmawiać o Kevinie" jestem w stanie uwierzyć ci na słowo, ale i tak chętnie obejrzę. - odparł.
   Szybko posłałam łóżko. Usiedliśmy koło siebie biorąc laptopa na kolana i puściliśmy film.
Od obrazu oderwałam uwagę tylko raz, kiedy gdzieś po pół godziny Benvolio przysunął się bliżej mnie tak, że stykaliśmy się teraz ramionami. Pomyślałam jednak, że pewnie bolała go szyja od przechylania się w kierunku ekranu i dlatego zmienił pozycję. Czy mogło to mieć coś wspólnego z jego dziwnym zachowaniem po naszym ostatnim seansie filmowym...? Szybko odrzuciłam od siebie tę myśl.
 - I jak wrażenia? - spytałam na napisach końcowych odkładając komputer na bok.
 - Łał. To było coś. - powiedział zamyślony. - Zwłaszcza moment, kiedy po tamtej wpadce kumple odwracają się od Charliego. Musiał się czuć potwornie samotny. Najpierw się z kimś zaprzyjaźniasz, a potem jedna głupota i z dnia na dzień zostajesz sam, odepchnięty, gdy stoisz pod ich drzwiami.
 - To nie była aż taka głupota. Zranił uczucia wielu osób... - westchnęłam. - Miłość jest do niczego.
 - Nie no, niektórzy twierdzą, że to najlepsze, co może się w życiu zdarzyć. - zaczął, brzmiąc jakby teoretyzował. - Chociaż przydałaby się pewnie jakaś sensowna instrukcja obsługi...
 - Jak taką znajdziesz, to chętnie pożyczę. - zaśmiałam się gorzko.
 - Ej, skąd ten pesymizm? Przy którejś próbie powinno się udać, nie? - uśmiechnął się. - Na pewno nie można się zamykać na nikogo, jak tutaj Emma Watson.
 - "Akceptujemy miłość, na którą myślimy, że zasługujemy"... - zacytowałam melancholijnie.
   Przypomniałam sobie wszystkich chłopaków, których odrzuciłam czekając aż Rod się mną zainteresuje. Wierzyłam, że tylko z nim będę szczęśliwa... Ale może było to błędne założenie? Nie chciałam być wiecznie samotna... Moja nadzieja, że kuzyn się mną zainteresuje upadła. Rodzina i tak by tego nie zaakceptowała. Czas ruszyć dalej i przestać używać nieszczęśliwej miłości jako wymówki na rezygnację z prób zaangażowania się w jakikolwiek związek...
   Poczułam dotyk Benvolia na moim policzku. Dłonią delikatnie odgarnął mi kosmyk włosów za ucho. W jego twarzy odbijało się zestresowanie ale i pewna czułość. Nie bardzo zdając sobie z tego sprawę zaczęliśmy się do siebie zbliżać. Powoli, ostrożnie, niepewnie... W głowie miałam kompletną pustkę, a w brzuchu legendarne motylki, które swoją drogą bardziej przypominają uczucie choroby niż szczęścia. Drżałam ze zdenerwowania i nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że Benvolio przeżywa to samo co ja...
   Kiedy poczułam jego usta na swoich, w pewien sposób się uspokoiłam. Byłoby niezręcznie, gdyby któreś z nas w takim momencie się wycofało. Ostrożnie muskaliśmy się ustami, stopniowo zabierając pewności w ruchach, jednak nie ośmieliłam się dotknąć go ręką czy objąć tak, jak to zwykle przedstawia się w komediach romantycznych. Napotykałam barierę wstydu, której nawet nie próbowałam obalać.
   Kiedy się od siebie odsunęliśmy miałam problem z uporządkowaniem myśli. Spojrzałam na Benvolia z niewypowiedzianym pytaniem.
 - Może coś jeszcze obejrzymy? - zapytał, w końcu przerywając przedłużający się moment ciszy.
 - "Trafionego piorunem?" - spytałam otrząsając się z tego dziwnego stanu i sięgnęłam po płytę.
   Kiedy znów zajęliśmy miejsca obok siebie, Benvolio trochę niezgrabnie objął mnie ramieniem, ale było to całkiem miłe z jego strony. I choć ten gest wprowadzał mnie w zakłopotanie, a ból w brzuchu nie tracił na intensywności, cieszyłam się, że jest tutaj ze mną.

piątek, 19 lutego 2016

53. Sesja!

Antiochis

 
   Wczorajszy dzień minął pod znakiem TRUSKAWKI. Rodzice przywieźli od dziadków ze wsi kilkanaście łubianek truskawek i teraz należało wszystkie posegregować, umyć, zdjąć z nich szypułki... Ta robota w większości należała do mnie. Reszta miała się zająć potem gotowaniem z nich marmolad i kompotów, ale i tak miałam poczucie, że jest w tym podziale coś szalenie nieproporcjonalnego i niesprawiedliwego. Po tylu godzinach spędzonych w domu wychodziłam na dzisiejszą grę z takim entuzjazmem, jakiego już dawno nie czułam - aż sama byłam zdziwiona. Do tego świeciło słońce, a nie było jeszcze upału... Zapowiadał się wspaniały dzień. Nic nie wskazywało na to, że stanie się to, co się stało... Chociaż może samo dowiedzenie się to niezupełnie "stanie się". Wszystkie ważne wydarzenia miały miejsce dzień wcześniej. Teraz widziałam zaledwie ich skutki.
   Gdy dotarłam na polanę wszyscy byli przygaszeni. Wszyscy, którzy przyszli, bo brakowało zarówno Ciris, jak i Rafaeli. Benvolio, który był tu już przede mną, wyglądał na równie zdezorientowanego, co ja w pierwszej chwili. Nie jestem w stanie przypomnieć sobie, jakich słów użyli Hauru, Kalipso i Rod, żeby wszystko nam wyjaśnić, ale nawet nie trzeba było ich prosić, słowa jakby wylały się z nich wartkim potokiem. Ciris była blisko z Hauru - to już wiedziałam. Kalipso zaatakowała na ulicy Ciris, ale pobiła się ostatecznie z Hauru. Do Ciris przyjechała jej dziewczyna poznana we Francji... Próbowałam powoli usystematyzować to sobie w głowie. Później usiłowałam ułożyć wydarzenia chronologicznie. A potem został już tylko jeden wielki wykrzyknik i mnóstwo niedowierzania, za którym czaiła się myśl, że może jednak to prawda i że w takim razie muszę wyciągnąć jakiś wniosek z tej opowieści i z tego co widzę.
 - No i co teraz? - usłyszałam nagle słaby głos Benvolia. 
   Nie dość, że będąc bardzo wrażliwym, jak zwykle "przejął" trochę nastroju od reszty, to na dodatek musiał być teraz w niezłym szoku - w jego mniemaniu od kłótni do bójki jest dużo dalej niż w rzeczywistości. To wyrwało mnie z zamyślenia.
 - A dlaczego Ciris nie przyszła? - zapytałam, chcąc, aby to pytanie brzmiało możliwie niezobowiązująco.
   Wzrok całej trójki bohaterów wczorajszych wydarzeń biegał po najbliższych gałęziach, pniach i kępach trawy.
 - Idziemy do Ciris. - zakomenderowałam spontanicznie i ruszyłam, trochę tylko myśląc o tym, czy ktoś idzie za mną.
   Drogę do domu Ciris mogłabym równie dobrze iść z zamkniętymi oczami. I całe szczęście, bo zamiast zastanawiać się, gdzie skręcić, ciągle myślałam o przyjaciółce. Jak się wtedy czuła? Co zrobiła po powrocie do domu? Co pomyślała o Kalipso, Hauru, Rodzie i Rafaeli? Jak się teraz trzyma? Dopiero, gdy zdyszana stanęłam pod jej drzwiami, zorientowałam się, że całą drogę biegłam.
   Łagodnym ruchem otworzyła mi drzwi.
   Gdy tylko ją zobaczyłam, rzuciłam się jej na szyję. I chyba zaczęłam płakać.
 - Dlaczego mi nic nie powiedziałaś? - zapytałam, gdy w końcu wtaszczyła mnie do środka i odczepiła od siebie moje ręce.
 - Widzę, że rozmawiałaś już z resztą. - westchnęła i odpowiedziała: - Nie wiem. Na początku sama musiałam do tego dojść, a potem głupio mi było, że nie powiedziałam ci wcześniej i tak trwałam w  kłamstwie, coraz bardziej bojąc się twojej reakcji na to, że mam przed tobą taki sekret....
 - Ale chyba widzisz, że nic się nie dzieje? - powiedziałam, jednocześnie z wysiłkiem samej to sobie uświadamiając.
 - Wszyscy będziecie teraz na mnie inaczej patrzeć. - powiedziała w zamyśleniu. - Żebyś ty widziała reakcję na twarzy Hauru czy Roda...
 - To tylko zdziwienie! Bardzo duże. - zapewniałam ją. - W końcu takiej historii byśmy sami nie wymyślili... Zresztą zaraz tu będą. - Nie przyszłaś na butelkę, to butelka przyjdzie do ciebie.
 - Nie da się was tak łatwo pozbyć, co? - odpowiedziała z niepewnym uśmiechem.
   Uśmiechnęłam się tak szeroko, jak tylko w tamtej chwili potrafiłam, i zaraz jak na komendę zabrzmiał dzwonek do drzwi.
 - Cześć Ciris! - usłyszałam, jak do domu wparowuje Benvolio. - Jak się masz?
 - Całkiem dobrze jak na to, że z technicznego punktu widzenia właśnie włamałeś mi się do domu. - zażartowała w odpowiedzi moja przyjaciółka. - Nie wiedziałeś o istnieniu dzwonka do drzwi?
 - To nie było słychać? - szczerze zdziwił się. - O, cześć, Anti.
 - Cześć.
   Zaraz za nim niezbyt pewnym krokiem weszli Kalipso, Hauru i Rod. Przywitali się i zaczęli rozglądać się na boki.
 - To może chodźmy do mojego pokoju. Nie będziemy tak stać w korytarzu. - zaproponowała Ciris i wszyscy podążyliśmy za nią na górę. Tam czekała na nas niespodzianka - z gatunku takich, które niespodziankami nie powinny się okazywać, ale jakoś nikt się ich nie domyśla.
 - Talia, to są wszyscy. Wszyscy, to jest Talia. - przedstawiła nas sobie Ciris, starając się udawać, że ta sytuacja wcale nie jest dla niej niezręczna.
 - Myśmy się już poznali. - powiedział Hauru podając dziewczynie rękę.
 - Tak, dokładnie. - Rod powtórzył jego gest, jak zwykle udając luz i opanowanie (niestety z przewagą opanowania).
 - Benvolio. - trzeci z kolei chłopak zmodyfikował układ.
   Ja również przedstawiłam się, podając jej rękę. Choć była nieco zakłopotana, miała mocny uścisk dłoni. Wydawało mi się, że bandana na jej głowie służy temu, żeby grzywka przesłaniała jej twarz.
Na sam koniec trochę zmieszana podeszła do niej Ruda. 
 - Jestem Kalipso. Podejrzewam, że nie mam już drugiej szansy zrobienia dobrego wrażenia...
   I zaraz potem zwróciła się do Ciris:
 - Przepraszam za tą akcję wczoraj na ulicy i w ogóle moje zachowanie po imprezie u Benvolia.
 - Nic nie szkodzi. - powiedziała z uśmiechem Ciris. - Cieszę się, że wszyscy wyszliśmy z tego w jednym kawałku...
 - A skoro już o tym mowa, to będę miała cię na oku, Kalipso... - dodała Talia obejmując swoją dziewczynę w pasie.
 - Nie masz o co się martwić. - zapewniła ją Ruda.
 - To jak? Gramy? - przerwał im Benvolio.
   Wszyscy spojrzeli na Ciris, oczekując od niej odpowiedzi.
 - Jasne. - odparła z zapałem. - Tal, dołączysz? Opowiadałam ci zasady i wszystko w Bourges. 
 - W sumie czemu nie? - odpowiedziała tamta i obydwie zajęły miejsce w kole, które już odruchowo utworzyliśmy na podłodze.
 - Kto kręci? - spytał Hauru.
 - Chyba bez sensu się ustawiliśmy, bo teraz kolej Benvolia na wykonywanie zadania. Taki był układ przed "ja nigdy" - odpowiedziała mu Kalipso. - Tylko nie wiem, kto wygrał... Anti, liczyłaś kolejki?
 - Taaak. - spróbowałam przypomnieć sobie tamten wieczór. - Wygrał właśnie Benvolio. - powiedziałam bez przekonania. 
   Prawdę mówiąc, miałam z nim remis, ale tak palił się dzisiaj do gry... Niech ma tę satysfakcję.
 - Ha! - wykrzyknął. - To się nazywa oszukać przeznaczenie! Chociaż przy tej grze to nie było tak trudne. - pokręcił głową z miną szefa wszystkich szefów.
 - No ładnie... Masz szansę na odwet! - zaśmiała się w odpowiedzi Kalipso. - Ależ ci się poszczęściło!
 - Poszczęściło? - drążył z pełnym samozadowolenia udawanym niedowierzaniem. - Po prostu byłem lepszy.
 - Benvolio, zadanie miałeś wymyślać. - westchnęłam.
 - No już, już. - zamyślił się i zaczął rozglądać się po pokoju Ciris. - A może... Wiem! - zawiesił wreszcie wzrok na zdjęciach pokrywających znaczną część ściany. - Zrobisz sesję zdjęciową... w jakimś specyficznym klimacie. Nie wychodząc z domu Ciris, możesz wykorzystać tylko to, co tu jest.
 - "Specyficzny klimat" to znaczy co? - spytała Kalipso sarkastycznie. - Mam was wszystkich poprzebierać w stroje z bollywoodu i wysmarować henną?!
 - Skoro taką masz fantazję... - odparł i chyba dopiero chwilę później uświadomił sobie, co to dla niego i dla innych oznacza. - Znaczy z henną to może nie przesadzajmy...
 - I tak nie mam henny w domu - uspokoiła go Ciris.
   Jego mina wyrażała wielką ulgę.
 - Czyli rozumiem, że jeśli robię tę sesję, to każdego z was muszę ucharakteryzować, a wy będziecie zachowywać się jak rozpieszczone modelki? - wybuchła śmiechem Ruda. - To może być ciekawe.
 - To zależy, co wymyślisz. - powiedział poważnie Rod.
 - Wychodzi na to, że Benvolio właśnie załatwił wyzwanie nie tylko dla Kalipso, ale dla nas wszystkich z nim włącznie! Niezłe combo stary! - roześmiał się Hauru.
 - Co nie? - potwierdził Benvolio, ale widać było, że jego sceptycyzm rośnie.
 - Zróbmy to! - Kalipso wyraźnie zajarała się już pomysłem i spojrzała po nas z iskrami w oczach. - Kto idzie na pierwszy ogień?!
   Popatrzyliśmy po sobie. Nikt się nie palił do tego zadania.
 - Dla sztuki trzeba cierpieć... - westchnął Hauru.
 - Doskonale! - Ruda zatarła ręce, a chłopak teatralnie przełknął ślinę. - Ciris, będziesz miała coś przeciwko, jeśli przejrzę twoje szafy?
 - Nie ma problemu. - uśmiechnęła się dziewczyna. - Już nie mogę się doczekać, kiedy zobaczę chłopaków w swoich sukienkach!
   W czasie kiedy Kalipso przekopywała półki i zdejmowała z nich prześcieradła, chustki i wszelkiego typu ubrania, a Hauru stał obok niej służąc jej za wieszak Rod usiadł wygodnie i obserwował ich, ciesząc się jeszcze chwilą spokoju, a Benvolio wyraźnie próbował nie dopuścić do zapadnięcia niezręcznej ciszy.
 - Znacie się z Ciris z tego obozu, tak? - zapytał Talię.
 - Tak. - odpowiedziały razem, a potem Talia kontynuowała: - Ale właściwie spotkałyśmy się pierwszy raz jeszcze w samolocie. Ciri strasznie się na mnie obraziła za historie o katastrofach lotniczych...
 - Kto opowiada o takich rzeczach, kiedy wie, że to pierwszy lot osoby obok! - Ciris dała jej kuksańca.
 - Właśnie na tym polega cały dowcip! - przekomarzała się dalej Talia.
 - Ale chyba nie cały samolot leciał na wasz kurs? - dopytywał Bevolio.
 - Jasne, że nie! - zaśmiała się Ciris. - Anglicy, Włosi i Hiszpanie mieli umówione inne lotniska. Nas była piątka.
 - No więc jak się znalazłyście?
 - Talia po prostu się do mnie przysiadła.
 - Chciałam mieć z kim gadać w czasie drogi. Ciri była całkiem ładnym celem. - zaśmiała się Talia i pocałowała ją w zarumieniony policzek.
 - Potrzebuję dwóch chętnych do pomocy! - zawołała Kalipso z przeciwnego końca pokoju. - Choć właściwie nie chętnych... Benvolio, Rod, chodźcie ze mną. - i nie czekając na ich reakcję wyszła z pokoju, a za nią obładowany Hauru.
 - Strach się bać. - skomentował Rod, nie przejmując się zupełnie sytuacją, po czym podniósł się i również zniknął za drzwiami, a zaraz za nim pobiegł Benvolio.
 - Chyba nie będziemy tak tutaj sterczeć? - zapytała Ciris, choć odpowiedź była oczywista.
   Chichocząc pod nosem jak małe dziewczynki zebrałyśmy się pod drzwiami, obserwując, co kombinuje Kalipso.
   Dziewczyna jeszcze krzątała się przy scenografii, przestawiając przedmioty i poprawiając fałdy zasłon, ale aparat znajdował się już na statywie i to chyba nawet odpowiednio ustawiony. Na środku pokoju stał Hauru z gołą klatą, w długiej, pomarańczowo-niebieskiej spódnicy Ciris i z błyszczącą chustą przewiązaną w pasie wyglądał jak.... no właśnie nie wiadomo. Obok Rod i Benvolio też zdejmowali koszule.
 - Chyba ich nie doceniałam. - szepnęłam.
 - Dlaczego?
 - Jakoś podświadomie spodziewałam się, że będą wyglądali tak jak w gimnazjum. - uśmiechnęłam się.
 - Rod, stań za Hauru. - rozporządzała na dole Kalipso i patrząc w obiektyw mówiła: - Trochę w lewo... nie, w prawo. No jeszcze trochę... nie, to za bardzo!
   Wyglądało jakby chciała "dorobić" Hauru dodatkowe pary rąk jak u indyjskich bóstw.
 - To całkiem ciekawe, jak nasza nowa relacja sprawia, iż zaczynasz mnie ubóstwiać... - skomentował Hauru.
 - Nie przyzwyczajaj się. Będę miała sporo pracy w Photoshopie, żeby zamaskować te wszystkie siniaki...
 - To też element twojej charakteryzacji! 
 - Nie musisz mi o tym przypominać. - odparła Kalipso. - Okej, teraz ty Benvolio. Stań w jednej linii z Hauru i Rodem...
 - Się robi, szefowo. - odparł Benvolio. Chyba jednak ciekawiło go, jaki będzie efekt tej zabawy.
 - Dooobra... - mruknęła skupiona Kalipso. - Już prawie gotowe... Rod, prawa ręka trochę wyżej...
 - Aaaa!!! - wykrzyknął nagle Hauru. - Muszę się poruszyć, przez te cekiny swędzi mnie kolano!
 - Hauru, nie waż się ruszać! - krzyknęła na niego Ruda.
 - Nie wytrzymam... - chłopak zaciskał już usta i trząsł nerwowo jedną nogą.
 - Robisz to specjalnie! - oskarżyła go Ruda. - Wyjdzie poruszone!
 - Trudno!
 - To może jednak dziesięć sekund przerwy? - zasugerował Rod.
 - Popieram wniosek! - przyznał Hauru i natychmiast sięgnął do swojego kolana. - Jak można w czymś takim chodzić?!
 - Jesteś po prostu nieprzyzwyczajony. - westchnęła Kalipso i opadła na krzesło. - Dobra, ustawiamy was od nowa... Benvolio, widać kawałek twojego ucha, bardziej w prawo.
   Minęło jeszcze parę minut i jeszcze sporo się nagadała, zanim ponownie udało im się osiągnąć idealne ustawienie.
 - Cudownie! Dzięki chłopaki, pierwsze zdjęcie gotowe! - oznajmiła z dumą. - Benvolio, pójdziesz po Anti? Mam na was pomysł!
   Spojrzałam na Ciris i Talię.
 - Wycofujemy się! - szepnęłam, ale nie zdążyłyśmy nic zrobić, bo w tej samej chwili wpadł na nas Benvolio.
 - Co wy tak cicho siedzicie? - zapytał zakłopotany. - Boicie się, że was też weźmie do zdjęć?
 - Po prostu staramy się nie przeszkadzać artystce. - improwizowała Ciris, żeby nie wydało się, że przez cały czas ich podglądałyśmy.
   Wstałyśmy i z godnością weszłyśmy do środka, ostentacyjnie się rozglądając. W pewnym momencie złapałam kontakt wzrokowy z Kalipso i to był błąd. Rzuciła w moim kierunku jakiś czerwony kłębek ciuchów, który okazał się bluzką z logo coca-coli i jakimiś chustkami.
W rękach Benvolia wylądowała za to złotawa tkanina o bliżej niezidentyfikowanym przeznaczeniu.
 - O matko, i jak ja mam to włożyć? - zastanawiał się na głos, teatralnie obracając ją na wszystkie strony.
 - O Boże! - Ciris wydała z siebie okrzyk zachwytu. - To moje przebranie z przedszkola! Nawet nie wiedziałam, że ciągle to jeszcze mam!
 - Byłaś jakimś superbohaterem? - spytał Hauru.
 - Spadającą gwiazdą! - odpowiedziała zakładając ręce na piersi. - A to była moja peleryna-ogon.
 - Więc co mam z tym w końcu zrobić? - ponowił pytanie Benvolio. - Skoro to ogon?
 - Ubierz jak kamizelkę. - zarządziła Kalipso. - Ucharakteryzujemy cię na Shahrukh Khana z "Om Shanti Om"!
 - Zaczyna się robić ciekawie... - podsumował, próbując wcisnąć na siebie to cudo.
 - Ciekawie to jest od jakiegoś czasu. - zauważyłam.
 - Ty też się przebieraj, Anti. - oznajmiła Ruda. - Zostaniesz Shanti! Z tych chustek trzeba jakoś zrobić spódnicę...
   Posłusznie naciągnęłam czerwoną bluzkę na swoją podkoszulkę i dałam Kalipso majstrować przy szlufkach moich spodenek.
 - Okej. - powiedziała odchodząc. - Teraz czas popracować nad pozą.
   Bezceremonialnie przestawiała nas jak manekiny, przekręcając nas, ustawiając nasze ręce, palce, stopy i podbródki. Nawet nie wyobrażałam sobie, jak to może wyglądać z zboku.
 - Ta pelerynka ciągle zjeżdża. - poskarżył się zza moich pleców Benvolio.
 - A u Anti nadal widać fragmenty napisu... - dopowiedziała Kalipso. - Wolałabym nie robić Coli kolejnej reklamy, ale jak widać nie można mieć wszystkiego...
 - Zawsze jest Photoshop... - pocieszył nas Rod. 
   Stał obok z założonymi rękami i wyglądał jakby się dobrze bawił, jak na niego oczywiście.
 - Mamy to! - oznajmiła Kalipso. - Ciris, Talia, Rod: czas na scenę taneczną!
 - Jak dobrze, że to nie film... - powiedział Benvolio.
   Kalipso zupełnie nie przejmowała się naszymi komentarzami. Wcisnęła Hauru jakieś prześcieradła i poleciła mu rozwiesić je na karniszach. Talii, Rodowi i mi z kolei podała niby-przypadkowe pstrokate zawiniątka, które okazały się sukienkami Ciris.
 - Twoja wyobraźnia mnie przeraża... - zwrócił się do niej Rod, odsuwając od siebie seledynową kieckę. - Chyba nie sądzisz, że uda mi się to założyć.
 - Powinna pasować. - odparła Kalipso przymierzając do niego materiał. - Jest na ramiączkach, więc szerokie barki nie są problemem, ma gumkę w pasie... Dasz radę.
 - Nie, daj spokój...
 - No nie bądź taki... - zaczęła go namawiać. - Popsujesz mi cała koncepcję zdjęcia... I reszta będzie musiała dłużej czekać aż wymyślę coś nowego...
 - Nie marudź, wbijaj się w kiecę. - odezwał się Benvolio, sam już przebrany w zwiewną żółtą spódnicę, i rzucił się na Roda.
   Na pomoc nadszedł też niezawodny w takich sytuacjach Hauru.
 - Seledyn to twój kolor! - chłopak wcisnął Rodowi sukienkę na głowę i choć tamten stawiał opór, już po chwili był przebrany. Zgodnie z zapewnieniami Kalipso, sukienka pasowała idealnie, choć jej obecny właściciel mógł być odmiennego zdania.
   Po udanej operacji Rod westchnął.
 - Te zdjęcia nie mogą ujrzeć światła dziennego...
 - O nie! A już myślałam, że w tym roku zgłoszę się na szkolny konkurs fotograficzny... - Kalipso udała rozczarowanie po czym wszyscy wybuchliśmy śmiechem.
   Zabawa trwała jeszcze długo i jedni bawili się lepiej (jak Kalipso), a inni odrobinę gorzej (jak Rod), ale wszystko wyglądało jak dawno temu, jeszcze przed wyjazdem Ciris. Obecność Talii tutaj nic nie zmieniała, więc nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że w przebiegu gry wróciliśmy do pewnego punktu wyjścia i że właśnie teraz widać, ile zmieniło się przez te kilka tygodni. Bardzo nie chciałam robić teraz żadnych podsumowań, ale ciągle kołatała mi się po głowie myśl, że o czymś ważnym zapomniałam. I w końcu zaskoczyłam.
 - A czy ktoś wie, czemu nie ma Rafaeli?

wtorek, 16 lutego 2016

52. Coś się kończy, coś się zaczyna...

 Hauru


   Poprzedniego dnia odprowadziłem Kalipso do domu. Szliśmy w milczeniu. Powiedziała, że jeśli się odezwę, to zarobię kolejnego sierpowego. Z resztą obydwoje mieliśmy sporo do przemyślenia, więc nie było to dla mnie aż takie wyzwanie...
   Nie mogłem pogodzić się z myślą, że Ciris ma dziewczynę. To było zbyt niespodziewane! Wydawało mi się, że między nami znów się układa, a tu coś takiego... Może za bardzo naciskałem? Może wcale tego nie chciała i próbowała mi powiedzieć? W końcu nie dałem jej dojść do słowa... A co, jeśli byłem dla niej tylko przykrywką? I jeśli miałem być przykrywką, to dlaczego chciała się ukrywać z naszym związkiem? Wszystko to było zbyt poplątane...
  I do tego Kalipso... Co jej się stało, że rzuciła się z taką nienawiścią na Ciris? Jedynym rozwiązaniem, które przychodziło mi do głowy było to, że w jakiś sposób dowiedziała się o tym, że z nią chodzę i poczuła się zazdrosna... Aczkolwiek wtedy ludzie zwykle rozmawiają, robią sobie wredne uwagi albo starają się rozwalić związek, a nie czaszkę swojej koleżanki z klasy! Chociaż w sumie to była Kalipso - nie wiem, czy do niej odnosiły się te zasady... Co i tak nie zmieniało faktu, że Ruda już wystarczająco wiele razy dała mi do zrozumienia, że nie chce ze mną chodzić, żebym nie mógł uwierzyć, że nagle zmieniła zdanie. 
   Kiedy obudziłem się dziś rano, postanowiłem, że skończę z tymi niedomówieniami mózg mi eksploduje od wymyślania teorii spiskowych. Cały obolały zwlokłem się z łóżka, ubrałem, zjadłem śniadanie, chwilę zastanawiałem, czy powinienem brać ze sobą kask i ochraniacze przed konfrontacją z Kalipso, ale w końcu z tego zrezygnowałem i poszedłem do jej domu. 
   Drzwi otworzył mi jej tata. Jak zwykle elegancki i pochmurny.
 - Dzień dobry panu, jestem kolegą Kalipso, mogę wejść? - przywitałem się z uśmiechem.
 - Spodziewałem się zobaczyć tutaj Roda, czy jak mu tam... No ale nic, może tobie uda się wyciągnąć ją z pokoju. Od wczoraj nic nie jadła. 
   Wszedłem do środka, a pan Zhen zamknął za mną drzwi i skierował się do swojego biura. Szybko ściągnąłem buty i udałem się w przeciwnym kierunku na piętro do pokoju Kalipso. Drzwi były zamknięte. Zapukałem.
 - Kalipso? To ja, Hauru. 
   Nie dostałem odpowiedzi, ale po chwili usłyszałem dźwięk klucza przekręcanego w drzwiach. Nacisnąłem klamkę i stanąłem twarzą w twarz z Rudą.
 - Hejka. - powiedziała. - Fajnie, że wpadłeś. 
   Odwróciła się na pięcie i rzuciła na swoje łóżko. Przez chwilę stałem w drzwiach nie do końca wiedząc, jak mam się zachować, dopóki nie poklepała dłonią miejsca koło siebie wskazując mi, żebym usiadł. 
 - Widzę, że ładnie ci dołożyłam. - skomentowała, kiedy zobaczyła, jak podchodzę do niej kulejąc.
 - Też się popisałem. - odparłem przyglądając się zaczerwienieniom na jej nadgarstkach i siniakowi pod okiem. 
   Roześmiała się.
 - To było coś...
   Siedziałem w ciszy, kiedy ona leżała zamyślona patrząc się w sufit. Po chwili położyłem się koło niej. Nie wiem, jak długo tak trwaliśmy, zanim znów się odezwała:
 - Wow... Myślałam, że jesteś tak zakochany w brzmieniu własnego głosu, że nie potrafisz aż tyle zachować milczenia.
 - Jak na osobę z ADHD też nieźle się trzymasz - odpowiedziałem żartem.
 - Od kiedy jesteśmy dla siebie tacy mili? - zaśmiała się.
 - Odkąd nauczyłaś się przyjmować moje komplementy! - wypaliłem. - Ale w sumie zbiega się to w czasie z naszą wczorajszą bójką... Chyba przydałoby się o tym pogadać.
 - O zbawiennym wpływie przemocy na odbiór i akceptację nonsensów?
 - Boże, Kalipso! To brzmi jak tytuł jakiejś pracy magisterskiej! - zawołałem z udawanym oburzeniem.
 - Zapewniam cię, że gdyby nią rzeczywiście była, to byś jej nie obronił. - odparła kpiąco.
   Zignorowałem tę uwagę i od razu przeszedłem do sedna sprawy:
 - Co się stało między tobą a Ciris? Pokłóciłyście się o coś?
 - A może najpierw ty mi opowiesz, co się między wami dzieje? - humor Rudej natychmiast się pogorszył.
 - Nie wiem, co sugerujesz. Przecież Ciris... jest już zajęta.
 - Och, nie zgrywaj idioty, Hauru. - kontynuowała Kalipso gniewnym tonem zwracając na mnie swój wzrok. - Nie przeszkadzało ci to, kiedy byłam z Rodem, a o Talii nie wiedzieliśmy aż do wczoraj. Chyba, że teraz jesteś w trójkącie?!
 - Nie masz prawa robić mi o to awantury! - odparłem atak spoglądając jej prosto w oczy. - To, z kim się spotykam, to moja sprawa. Wystarczająco wiele razy dałaś mi do zrozumienia, że nie mam u ciebie szans!
   Jej twarz nabrała jeszcze bardziej mrocznego wyrazu.
 - Rozwaliłeś mi związek! - wykrzyknęła. - Znam milion lepszych sposobów na podryw!
 - Twój związek i tak by się skończył! - wylewałem z siebie całą frustrację. - Gdyby było ci tak dobrze z Rodem, to nawet byś na mnie nie spojrzała!
 - Przyszedłeś tu, żeby zarobić kolejnego siniaka?! - podniosła się na łokciach zaciskając ręce w pięści.
 - Przyszedłem, żeby się dowiedzieć, co ci do jasnej cholery odbiło?! - zrównałem się z nią.
 - Och, no nie wiem? - zaśmiała się sarkastycznie. - Jakiś idiota przeszkodził mi w odbijaniu chłopaka!
    Stop. Co ona powiedziała? Na chwilę straciłem rezon. Zauważywszy moją reakcję, ona też trochę się zmieszała.
 - Kalipso, ale ty wiesz, że "walka o chłopaka" zwykle ogranicza się do puszczania niepochlebnych plotek, ośmieszania tej drugiej dziewczyny i tak dalej, a nie rzucania się na nią z pięściami?! - spytałem, żeby przerwać krępującą ciszę.
 - Jestem staromodna. Naoglądałam się za dużo "Gry o Tron"... - odpowiedziała schodząc z łóżka.
 - Gdzie idziesz? - powstrzymałem ją chwytając jej rękę.
 - Do łazienki, zmyć ten wstyd. - odparła z przekąsem.
   Podniosła się, poprawiła sukienkę, a gdy otwierała drzwi zawołałem:
 - Kalipso?! - odwróciła się, a na jej twarzy malowało się zakłopotanie. - Tak sobie pomyślałem... Chcesz zostać moją dziewczyną?
 - Hauru, to głupi dowcip. - powiedziała ze zrezygnowaniem, ale zamknęła z powrotem drzwi i opierając się o nie spojrzała w moim kierunku.
 - Nie, mówię serio! - uśmiechnąłem się do niej, a widząc jej unoszącą się brew dopowiedziałem: - W sumie Ciris okazała się już zajęta więc...
 - Hauru! - krzyknęła i rzuciła we mnie poduszką, która leżała koło niej na krześle.
   Złapałem ją w locie i powoli podszedłem do Kalipso.
 - To co? - spytałem z chytrym uśmieszkiem. - Chcesz ze mną chodzić, czy najpierw mam cię jeszcze pokonać w bitwie na poduszki?
 - Nie miałbyś ze mną szans. - odpowiedziała również robiąc krok w moją stronę.
 - Mam przewagę - to ja trzymam poduszkę! Ty jesteś bezbronna... - dzieliły nas już tylko centymetry. Mogłem poczuć jej oddech na swojej szyi...
 - Nie dasz mi się uzbroić? - wyszeptała przymykając powieki i zbliżając swoje usta do moich. - Ładny z ciebie dżentelmen...
    Bliskość Kalipso działała na mnie odurzająco. Jej zapach był tak słodki i utęskniony... Gdy nasze usta się spotkały, straciłem kontakt ze światem. Liczyło się tylko przyspieszone bicie naszych serc i jej czuły dotyk. Z całej siły pragnąłem ją objąć, a jednocześnie bałem się, że znów mnie odrzuci. Jednak tej krótkiej chwili już nikt mi nie odbierze. Będzie ona dowodem, że przynajmniej przez ten ułamek sekundy, byłem dla niej kimś na prawdę ważnym.
   Dziewczyna powoli się odsunęła, ale nadal stała blisko mnie. Spojrzała mi w oczy z szerokim uśmiechem.
 - Gdybyś się jeszcze nie domyślił, to oznacza "tak". - zaśmiała się na widok szoku na mojej twarzy.
 - To chyba pierwszy raz, kiedy moja groźba wywołania bitwy na poduszki faktycznie spełniła swoje zadanie... - odparłem ze śmiechem, choć to, co się działo, wydawało mi się zupełnie oderwane od rzeczywistości.
 - Jeśli myślisz, że wpakowałam się w to przez twój poduszkowy szantaż, to jesteś w głębokim błędzie! - i zanim zdążyłem zareagować wyrwała mi jaśka z ręki i zaczęła nim okładać po twarzy.
   Zrobiłem unik i rzuciłem się na jej łóżko chwytając za broń.
 - Ładny początek pożycia! - wykrzyknąłem uderzając ją w bok, kiedy stała nade mną z uniesioną poduchą.
 - Nikt nie powiedział, że teraz będzie łatwiej! - odparła gdy nasze poduszki starły się w połowie drogi.
 - A już zaczynałem mieć nadzieję...
   Odrzuciłem poduszkę, chwyciłem ją za talię i przewróciłem na łóżko chwytając za ręce, żeby mi się nie wymknęła. Szamotała się przez chwilę próbując dosięgnąć mnie jaśkiem, ale w końcu również wypuściła go z rąk.
 -  Czy to się dzieje na prawdę? - spytałem.
 - "Ależ oczywiście, że to się dzieje w twojej głowie, Harry, tylko skąd, u licha, wniosek, że wobec tego nie dzieje się to naprawdę?" - odpowiedziała teatralnym tonem.
 - Nie wyjeżdżaj mi tu z Dumbledore'm, kiedy staram się być poważny! - udałem oburzenie, choć kochałem ją za tę przekorność.
 - Bo co mi zrobisz? - odparła zaczepnie.
  W odpowiedzi po prostu znów zacząłem ją całować i tym razem nie miałem już żadnych wątpliwości - wiedziałem, że od teraz wszystko będzie w porządku...
  

 Rod


   To naprawdę dziwne, jak długo znamy się z Ciris, a jak mało o niej wiem. Przyszło mi to do głowy, gdy dzwoniłem do drzwi jej domu i zastanawiałem się, czy aby na pewno już się obudziła.
Na szczęście otworzyła mi jednak uczesana i w pełni przytomna. Tylko lekko opuchnięte powieki zdradzały, że wczoraj coś się wydarzyło.
 - Cześć! - uśmiechnąłem się zakłopotany. - Znalazłem u siebie w domu twój telefon. Tylko zaraz go znajdę... - zacząłem grzebać nerwowo w plecaku w obawie, że jednak go nie spakowałem.
 - Może chcesz wejść na chwilę do środka? - zaproponowała dziewczyna z delikatnym uśmiechem. - Właśnie robię naleśniki na śniadanie, odwdzięczę się za fatygę.
 - Odwdzięczać się nie musisz, niemniej jednak naleśnikiem nie pogardzę - zgodziłem się i wszedłem do środka.
   Usiadłem przy kuchennym stole i po krótkiej chwili znalazłem komórkę Ciris. Oddałem jej ją do ręki.
 - Dzięki. - powiedziała chowając ją do kieszeni spodni. - Nawet nie zauważyłam, że ją zgubiłam.
 - Nie dziwi mnie to prawdę mówiąc... - niechętnie wróciłem do wczorajszego spotkania.
   Nie odpowiedziała. Odwróciła się w stronę kuchenki i zajęła się przygotowywaniem śniadania.
 - Rozumiem, że to bardzo nieprzyjemna sytuacja, ale wydaje mi się, że nie unikniemy tego tematu. Czy mogłabyś mi to wszystko trochę wyjaśnić, zanim dorobię do tego jakąś niestworzoną historię? - Zapytałem wprost.
   Westchnęła.
 - Przepraszam, Rod. Wiele razy chciałam wam powiedzieć, ale w sumie nie wiedziałam jak, a potem zastanawiałam się po co... Po rozstaniu z Hauru myślałam, że już nigdy więcej w nikim się nie zakocham. Nie mogłam patrzeć na facetów, bo wszystkich porównywałam do niego... To trwało jakiś czas. A potem pojawiła się ta dziewczyna na kursie tanecznym... Spodobała mi się. Wcześniej nie zdawałam sobie do końca sprawy z tego, że jestem bi, dopiero wtedy to do mnie dotarło. Dlatego kiedy poznałam Talię i pojechałyśmy do Francji, to przestałam się ukrywać. Chciałam sprawdzić, jak ludzie będą mnie odbierać - i to zadziało. Po raz pierwszy czułam się tak wolna! A z Talią... to było jakbyśmy znały się całe życie, jakby była dla mnie stworzona...
   Brak powietrza przerwał ten potok słów, ale po wdechu Ciris już nic nie dopowiadała. Spojrzała tylko na mnie nieśmiało, podczas gdy próbowałem poukładać to sobie w głowie. I, muszę przyznać, jej opowieść była całkiem spójna - wewnętrznie i z tym, co widziałem.
 - To chyba dobrze, nie? - powiedziałem głupio. To była już kolejna taka gafa.
 - Rodzice tego nie zrozumieją. Nie wiem nawet, czy reszta będzie chciała ze mną rozmawiać... - wyszeptała.
 - Jak to? Bzdury gadasz, Ciris! - oburzyłem się. - Jak mogliby coś takiego zrobić?
 - Nie widziałeś wczoraj ich min? Swojej własnej miny...
 - Ale... To było zaskoczenie, nic więcej! Po historii z Hauru wszyscy byli przekonani, że jesteś sama albo że... Coś się zmieniło od tamtego czasu? - wypaliłem.
 - Rod! Talia jest na górze! - dziewczyna spojrzała zaniepokojona w kierunku schodów.
 - Ajjjj... - ściszyłem głos. - Przepraszam. W ogóle przepraszam. - oparłem twarz o dłoń.
 - Na prawdę są jakieś widoczne powody do podejrzeń? - spytała mnie z wahaniem w głosie po chwili milczenia.
 - Podejrzeń? Nie jest tajemnicą przecież, że wieki temu byliście razem, a wczoraj chyba wszyscy usłyszeli, co powiedziała Talia.
   Naprawdę dziwnie czułem się wypowiadając to imię.
   Na dłuższą chwilę zapadła niezręczna cisza.
 - Dobra, wcale nie musimy o tym mówić, jeśli nie chcesz. - powiedziałem w końcu. - Przyszedłem też porozmawiać o czymś innym.
 - Tak? - zwróciła na mnie zaciekawione spojrzenie.
   Teraz to ja byłem zakłopotany.
 - Bo widzisz... - potarłem twarz ręką. - Co myślisz o Rafaeli?
 - Może nie należy do najmilszych osób, jakie poznałam, ale na pewno nie odmówię jej inteligencji i lojalności... - zamyśliła się. - Coś między wami nie tak?
 - Nie żeby od razu "nie tak", ale... Właściwie nie wiem, co między nami jest. I cokolwiek to jest, chyba nie ma w tym symetrii. W sensie z jej strony to nie to samo co z mojej i w ogóle...
 - Jeśli dobrze pamiętam... - zaczęła się zastanawiać - Benvolio chyba wspominał mi o tym, że on i Anti uważają, że Rafaela liczy z twojej strony na coś więcej niż przyjaźń, ale uznałam, że wyolbrzymiają, albo robią sobie żarty.
 - Do tej pory nie zwracałem na to uwagi, ale chyba to prawda... Nie wiem, co z tym zrobić... I do tego jeszcze Benvolio... Ech...
 - Co z Benvoliem?
 - No zakochał się w niej. Jestem między młotem a kowadłem...
 - Widzę, że nie tylko ja trzymam w tajemnicy swoje związki... - Ciris zdjęła z patelni ostatniego naleśnika i postawiła na stole talerz z całą piramidką oraz dżem.
 - Tu jeszcze nie ma żadnego związku. - obruszyłem się. - Właśnie dlatego to takie trudne.
 - Co mogę Ci powiedzieć...? Jeśli ona rzeczywiście coś do ciebie czuje, a ty nie odwzajemniasz tych uczuć, to chyba powinieneś przestać wysyłać jej mylne sygnały. Albo po prostu z nią o tym pogadać. - dziewczyna usiadła obok mnie przy stole i zabraliśmy się za naleśniki.
  - A jakie to mogą być sygnały? Owszem, dogadujemy się nieźle, ale traktuję ją jak siostrę! Chcesz mi powiedzieć, że utknęła we friendzonie?
 - Na to wygląda... Mogłeś nawet nie zauważyć, że jesteście zbyt blisko, bo dla ciebie zawsze była po prostu przyjaciółką. Gdyby inna dziewczyna zachowywała się w stosunku do ciebie tak, jak Rafaela, pewnie wcześniej nabrałbyś podejrzeń...
 - Może... Cholera. - zaczęło mnie to wszystko irytować. - To porozmawiam z nią i co? Powiem: "sorry, to koniec, od teraz udajemy, że się nie znamy"?
 - To raczej kiepski pomysł. Znienawidzi cię... Poza tym chyba nie chcesz znowu tracić z nią kontaktu? Najlepiej by było, jakbyś albo udał, że interesuje cię jakaś inna dziewczyna, albo podkreślił, że zawsze będzie twoją przyjaciółką i masz nadzieję, że znajdzie sobie jakiegoś fajnego chłopaka. Takie aluzje są chyba czytelne dla wszystkich...
 - No dobra... Pomyślę nad tym. - zgodziłem się. Takie formułki wyglądały na dość proste i naturalne.
   Traf chciał, że w tym momencie spojrzałem ma zegarek.
 - Jasna cholera! Spóźnię się na złote gody dziadków!
   Poderwałem się z miejsca, pożegnałem się z Ciris i wybiegłem. Akurat w takim momencie!


   Słońce świeciło ostro, grzejąc wszystkim głowy od samego czubka. Przy rozłożonym w ogrodzie , elegancko nakrytym stole oczywiście nie można było liczyć na cień, a wszelkie próby uniknięcia udaru słonecznego, poza odejściem, zostałyby uznane za niegrzeczne. Gdy tylko pojawiła się taka sposobność, skorzystałem z tego rozwiązania i wyszedłem niby to do toalety, a tak naprawdę przejść się pod drzewami - tak, jak się dało, bo w ogromnym ogrodzie dziadków było ich dosłownie kilka.
   Nietrudno się domyślić, że nie ja jeden wpadłem na ten pomysł - manewr był stary jak świat. Albo przynajmniej jak idea rodzinnych przyjęć na świeżym powietrzu. Między liśćmi i owocami drzew krążyły nieliczne owady, które jeszcze się nie zorientowały, że na stołach stoją dużo ciekawsze rzeczy. To, co się działo poniżej, chyba można było nazwać tłokiem. Kuzyni i kuzynki, niekoniecznie za sobą przepadający, z trudnością udawali, że się nie widzą, a gdy to już nie wychodziło, prowadzili bardzo konwencjonalne, płytkie rozmowy, niewiele lepsze od tych z ciotkami i babciami, których w ten sposób uniknęli. Jakoś nie miałem ochoty się nimi przejmować. Postanowiłem udawać roztargnienie, co zresztą ułatwiała mi nieuprasowana koszula - efekt niedawnego pośpiechu.
Na szczęście nikt też nie palił się do rozmowy ze mną. Do momentu, gdy usłyszałem tuż przy uchu znajomy głos:
 - Co tam, ulubiony kuzynie? Też ukrywasz się przed wujkiem Ignacym?
 - Cześć! - odpowiedziałem z uśmiechem, odwracając się do Rafaeli - Nie tylko przed nim, niestety.
 - Jak się pół godziny posłucha o tym jego programie do robienia drzew genealogicznych i namowom, żeby szybko znaleźć sobie drugą połówkę oraz zacząć rodzić dzieci, to już każdy tutaj jest do zniesienia. - odparła ze śmiechem.
 - Polemizowałbym. On tylko namawia, a ciotka Irena dopytuje: "czy już", "kto" i "dlaczego nie Marynia od Markowskich".
 - Ta, której udzielałeś korepetycji? To ciocia was shipuje?! - spytała z podekscytowaniem typowym dla dziewczyn po usłyszeniu jakiejś towarzyskiej plotki.
 - To żenujące, ale tak. - próbowałem się zaśmiać. To było więcej niż żenujące.
 - Będziesz musiał znaleźć sobie dziewczynę, inaczej któregoś razu ciocia zrobi ci niespodziankę i ją zaprosi!
 - Wtedy założę sweter w renifery i będę liczył na efekt Marka Darcy'ego z "Dziennika Bridget Jones".
 - Podobnie jak on miałbyś jedynie ten problem, że nawet w swetrze byłbyś wciąż przystojny. - powiedziała niby żartem, ale tak, jakby był przykrywką - tak jak czasem ludzie pokrywają zażenowanie, mówiąc coś wyjątkowo szczerze.
   Poczułem się bardzo niekomfortowo. Czy to był czas, żeby dać jej do zrozumienia... Myślałem o tym momencie długo, ale wciąż byłem zupełnie nieprzygotowany. Spuściłem wzrok.
 - Nie no, kto by się oparł dzierganym reniferom? - wybełkotałem.
   W mojej głowie zaczęła się zwyczajna w takich sytuacjach pogoń za jakimkolwiek tematem do rozmowy.
 - Widziałem się z Ciris. - powiedziałem w końcu z westchnieniem, próbując znowu spojrzeć na rozmówczynię. Była wyraźnie czerwona na twarzy.
 - Jak się trzyma? - spytała.
 - Myślę, że nieźle. Chociaż nie jestem pewien, czy powinniśmy dać jej ochłonąć czy raczej upewnić się, że nie zrozumiała nas źle.
 - Nadal nie mogę uwierzyć, że żadne z was wcześniej nie wiedziało... - zamyśliła się. - Przecież to wasza przyjaciółka... takie rzeczy się zauważa.
 - No właśnie nie zawsze. Są rzeczy, o których byś nigdy nie pomyślała, bo są zbyt nieprawdopodobne, prawie oderwane od twojej rzeczywistości... Wtedy żadne wskazówki nie pomogą, bo nawet kiedy taka myśl wpadnie ci do głowy, natychmiast ją odrzucisz, kręcąc głową albo może nawet śmiejąc się pod nosem. - starałem się usprawiedliwić, choć nie wiedziałem, czy bardziej od moich podejrzeń co do uczyć Rafaeli, czy słabej znajomości sekretów przyjaciółki.
 - A więc żeby zmusić kogoś, do zauważenia takiej rzeczy, trzeba na niego spuścić bombę? - dopytywała, a jej wzrok błądził gdzieś po trawie pod jej stopami.
 - Innego wyjścia nie widzę. Tylko mówiąc wprost ma się pewność, że informacja do kogoś dotrze. Chociaż może i wtedy nie... - westchnąłem znowu.
 - Widzę, że strasznie cię dobija ta sytuacja...
 - Po prostu się o nią martwię. Nie chciałbym, żeby czuła się przez nas odrzucona, a chyba tak było po... No wiesz czym.
 - Wszystko wydarzyło się tak niespodziewanie, że trudno było właściwie zareagować. - odparła z nutą poirytowania. - Nie miej o to do nas ani do siebie pretensji.
 - Niemniej jednak nie usprawiedliwia to naszego braku reakcji teraz. - starałem się brzmieć możliwie łagodnie i luzacko. - Znaczy ja już jej powiedziałem, co myślę, i teraz kolej na resztę.
 - Pewnie wszystko się wyjaśni jutro na spotkaniu przy butelce... O ile nadal w nią gramy.
 - Chyba gramy... - spróbowałem się uśmiechnąć.
 - Jak to się w ogóle stało, że zacząłeś w to grać? - spytała zupełne mnie tym zaskakując. - Ja nigdy nie potrafiłam cię namówić na butelkę, gdy byliśmy młodsi.
 - Aaa... To już dawne czasy. Względnie. - odparłem. - Kalipso to wymyśliła. Prawdę mówiąc, byłem przekonany, że to rozrywka na chwilę, a wyszło... inaczej.
 - A ja myślałam, że wtedy po prostu bałeś się, że będziesz zmuszony całować się z kimś publicznie... - spojrzała na mnie bardzo uważnie.
 - Nie, to zupełnie nie to. - odpowiedziałem rozbawiony, po czym przyznałem: - Chociaż z niektórymi musiałoby być dziwnie, na przykład z tobą... albo z Benvoliem!
    Przez moment wydawało mi się, że jej twarz wykrzywiła się, jakby się o coś uderzyła. Po chwili  bezbarwnym tonem odpowiedziała:
 - Racja... - po czym dodała: - Wiesz, wydaje mi się, że powinnam sprawdzić co u mamy. Podobno miałyśmy się dziś wcześniej zbierać.
 - W takim razie nie będę cię zatrzymywać. Do zobaczenia na butelce! - pożegnałem się.
 - Cześć! - odpowiedziała krótko i odbiegła przez zalany słońcem trawnik w kierunku altany.

środa, 10 lutego 2016

51. Fight

 Ciris


   Po tym, jak Kalipso trzasnęła drzwiami, nie mogłam już zasnąć. To był zły pomysł, żeby jej o tym mówić... Rozdrapałam świeżo zabliźnione rany, a gdyby wiedziała, że spotykam się z Hauru, pewnie byłoby jeszcze gorzej! Martwiłam się, co zrobi reszta, gdy rano zauważy jej zniknięcie, ale nie za bardzo się przejęli. Wszyscy jakby krążyli w swoich własnych myślach... a może to zwyczajnie wina kaca? Benvolio poczęstował nas kawą i razem uzgodniliśmy, że skoro Kalipso już poszła odsypiać imprezę u siebie w domu, to chyba warto wziąć z niej przykład i nie spotykać się dziś na butelkę.
Hauru zaoferował, że odprowadzi mnie do domu. Zgodziłam się, a kiedy dotarliśmy na miejsce, zaprosiłam go do środka. Miałam zamiar szczerze z nim porozmawiać, ale zanim zebrałam się na odwagę on spytał, czy może skorzystać z prysznica, a kiedy wrócił, znów nie byłam w stanie wydusić z siebie słowa.
 - Zostawiłem ubrania na wieszaku na balkonie. - powiedział przeczesując palcami swoje mokre włosy. - Mam nadzieję, że szybko wyschną. Wolałbym nie siedzieć w ręczniku, kiedy twoi rodzice wrócą z pracy.
 - Nie uważasz za podejrzane, że w ciągu tygodnia już drugi raz paradujesz po moim pokoju nago? - zapytałam lekko zakłopotana wbijając wzrok w podłogę.
 - Nie, gdzie tam! - machnął ręką i rozsiadł się na moim łóżku z wielkim uśmiechem na twarzy. - Chciałaś ze mną o czymś pogadać?
   Na chwilę wstrzymałam oddech. Moje serce znów zaczęło bić szybciej.
 - Nie, to już nie ważne... Chociaż właściwie... Nie, zapomnij.
 - Okej... - przysunął się bliżej. - To może ja zacznę.
   Jednym palcem chwycił mnie za podbródek i zbliżył moje usta do swoich. Przeszyła mnie fala nagłego gorąca. Zanim zdążyłam pomyśleć, oddałam pocałunek, po czym nagle się wycofałam.
   Roześmiał się.
 - Spokojnie, moje zamiary są całkowicie szczere. Zatrzymałbym się wyłącznie na całowaniu!
 - Hauru... Co my właściwie robimy? - spytałam odsuwając się od niego.
 - W tym momencie rozmawiamy, oddychamy, spędzamy miło czas... - zaczął wyliczać na palcach.
 - Nie żartuj sobie. Mówię poważnie: co jest między nami? - spojrzałam na niego wyczekująco.
 - A co byś chciała? - odpowiedział pytaniem odrobinę poważniejąc. - Myślałem, że może znów moglibyśmy ze mną chodzić... Fajnie nam było przez tamte dwa miesiące.
 - Hauru... Nie wiem, czy powinniśmy. Nie chcę okłamywać innych, Kalipso mnie znienawidzi, nie wiemy, czy to potrwa dłużej niż ostatnio...
   Chłopak położył mi palec na ustach.
 - Za dużo myślisz. Będzie jak będzie! Nie możesz zaprzeczyć, że ciągle coś do mnie czujesz. Twoje ciało mówi za ciebie. - na jego ustach znów pojawił się uśmiech.
 - To nie wyjdzie nam na dobre! - próbowałam przekonać zarówno jego, jak i siebie. Byłoby dużo łatwiej, gdyby się w końcu ubrał i nie patrzył na mnie z takim pożądaniem... - A z resztą...
   Zbliżyłam się do niego i znów zaczęłam go całować. Objął mnie, a jego ręce błądziły po moich plecach. Nie chciałam myśleć o tym, czy podejmuję słuszną decyzję. Skupiałam się wyłącznie na jego ustach...
   I właśnie w tym momencie rozległ się dzwonek do drzwi.
 - To pewnie listonosz, zostań. - powiedział Hauru łapiąc oddech.
 - A co, jeśli mama skończyła pracę wcześniej? - zapytałam w panice biegnąc do drzwi. - Ubieraj się!
   Nie słyszałam, czy coś odpowiedział. W jednym momencie znalazłam się w przedpokoju, szybko poprawiłam bluzkę i fryzurę w lustrze i otworzyłam drzwi.
   Na zewnątrz stał nie kto inny, a Talia.
 - Bonjour mon amante! - wykrzyknęła przytulając mnie i całując w obydwa policzki. - Niespodzianka!
   Nie mogłam wyjść z szoku. To się nie działo na prawdę...
 - Talia! - odpowiedziałam. - Co ty tutaj robisz?!
 - Pisałaś, że chciałabyś, żebym tu przy tobie była, więc namówiłam starych i przyjechałam na tydzień czy dwa, o ile twoi rodzice nie będą mieli nic przeciwko... Na wszelki wypadek wzięłam też namiot!
   Dopiero teraz zauważyłam plecak, który stał za nią na werandzie.
 - To co? Nie zaprosisz mnie? - spytała rozbawiona, kiedy ja wciąż próbowałam znaleźć jakieś słowa, żeby wybrnąć z sytuacji.
   Za moimi plecami usłyszałam kroki i za chwilę koło mojego boku stanął Hauru.
 - O! Ty nie wyglądasz na listonosza... - zaśmiał się na widok dziewczyny. - A wieeem! Talia? Jestem Hauru. Ciris sporo o Tobie opowiadała.
   Wyciągnął do niej rękę.
 - I nawzajem! - odparła podając mu swoją, po czym zmarszczyła brwi. - Dlaczego twoje ubrania są mokre?
 - Eee... Przez przypadek odkręciłem nie ten kran myjąc ręce... Dzień jak co dzień. Pomóc wnieść plecak?
   Mimowolnie chwyciłam się za głowę. To była jakaś tragedia...
   Całą trójką weszliśmy do kuchni. Zaproponowałam Talii coś do picia, a potem dałam znak Hauru, żeby odszedł ze mną na stronę.
 - Co ty żeś zrobił z tymi ubraniami?! - zapytałam gniewnie starając się szeptać, co było kiepskim połączeniem.
 - Benvolio wylał na mnie wczoraj resztę swojego drinka. Stwierdziłem, że skoro się już myję, to od razu upiorę koszulkę. Miała wyschnąć zanim ktoś przyjdzie... I czemu nie mówiłaś, że zaprosiłaś koleżankę? - odpowiedział również szeptem wyciskając ze materiału wodę na mój dywan.
 - Nie zapraszałam jej! Zrobiła mi niespodziankę... - odparłam kręcąc głową i starajac się powstrzymać ogarniającą mnie panikę.
 - Dobra, to co robimy? - spytał konspiracyjnie. - Weźmiesz ją gdzieś na spacer, a potem wpadniesz do mnie? Nie będę z wami siedział w tych mokrych ciuchach w domu. Powinienem się przebrać...
 - Na słońcu wszystko wyschnie. Sam idź sobie na spacer. I ani słowa reszcie o tym, co się między nami działo, rozumiesz?!
 - A co z naszą dzisiejszą randką?!
 - To to była randka?!
 - Miała być! - Hauru zastanowił się chwilę. - Ej, to może chodźmy we trójkę na ten spacer. Pokażemy twojej koleżance okolicę i będziemy mogli spędzić trochę czasu razem...
 - Czy ty musisz wszystko tak utrudniać? Spotkamy się jutro! - zaczęłam się poważnie denerwować tą sytuacją.
 - Jak nie znajdziesz dla mnie dzisiaj czasu, to o wszystkim powiem Antiochis! - na twarzy Hauru pojawił się uśmiech zwycięstwa.
 - Jesteś najgorszym, najbardziej manipulatorskim i upartym chłopakiem jakiego znam!
 - I tak mnie kochasz. - odparł tamten i wrócił do kuchni.
   Poszłam zaraz za nim.
 - Ustaliliśmy z Ciris, że może chciałabyś przejść się z nami na spacer po okolicy. - wypalił Hauru nie dając mi szansy na niewywiązanie się z umowy. - Niedaleko jest sklep z lodami i w ogóle. Co ty na to?
 - Jasne, czemu nie! - Talia natychmiast poderwała się z krzesła.
 - Nie jesteś zmęczona podróżą? - chwyciłam się mojej ostatniej deski ratunku, zanim zrobi się bardzo niezręcznie.
 - No co ty! Przecież wiesz, że mi nigdy nie brakuje energii - mrugnęła do mnie okiem poprawiając swoją bandanę. - Chodźmy!
 - No widzisz?! - Hauru poklepał mnie po ramieniu i razem z Talią udali się do wyjścia.
   Nie pozostało mi nic innego, jak ruszyć z nimi...
   Popołudniowe słońce grzało niemiłosiernie. A może to gorąco wypływało z mojego zakłopotania całą sytuacją? Mało brakowało, a Talia przyłapałaby mnie w łóżku z Hauru... A wtedy nie dość, że bym ją straciła, to jeszcze Hauru dowiedziałby się o tym, że ja i Talia nie jesteśmy tylko koleżankami... Teraz obydwoje szli koło mnie śmiejąc się i prowadząc sympatyczną rozmowę. Co za ironia losu!
 - ...no i wtedy zorientowałem się, że nie mam sera! Tylko jedna osoba na świecie potrafi zrobić makaron z serem bez sera i nieskromnie mówiąc, jestem to ja. - opowiadał Hauru, a Talia się zaśmiewała.
 - To mi przypomina jak robiłam muffinki na urodziny brata, ale zapomniałam dodać do nich masła - wyszły okropnie!
 - A to jeszcze nic! Moje siostry...
   Znów wyłączyłam się z ich rozmowy, ale tym razem dlatego, że po drugiej stronie chodnika zobaczyłam Kalipso i przypomniała mi się nasza nocna rozmowa na balkonie... A myślałam, że nie mogę poczuć się jeszcze gorzej... Ruda szła z rękami w kieszeniach koszuli, którą zarzuciła byle jak na sukienkę. Wyglądała, jakby również nie zmrużyła oka od wczorajszego wieczoru. Włosy opadały jej w nieładzie na twarz. Jednocześnie wyglądała na bardzo zmarnowaną ale i groźną... Miałam nadzieję, że może ani ona ani Hauru nie zauważą siebie nawzajem, jednak nie zawsze dostaje się to, czego się pragnie.
 - Ty! - Kalipso krzyknęła w naszym kierunku. - Nie podaruję ci tego!
   Wyglądała jak wściekły wilk, albo raczej lis, zważywszy na kolor włosów, który właśnie upatrzył swoją zdobycz i rzucił się do ataku. W jednej chwili znalazła się przy mnie i z całej siły uderzyła mnie w twarz. Zatoczyłam się na chodnik. Świat wokół wirował. Czułam pulsujący ból na lewej stronie twarzy i całkowita dezorientację.
 - Kalipso! - usłyszałam krzyk Hauru i zobaczyłam, jak odciąga ją ode mnie.
 - Och, nie wpieprzaj się ty zakłamany zdrajco! - odkrzyknęła tamta.
   W życiu nie widziałam jej w takiej furii. Hauru przytrzymywał jej ręce.
 - Uspokój się! - mówił. - Oddychaj spokojnie...
   W tym momencie zgiął się wpół. Kalipso z całej siły wpakowała mu kolano w brzuch. Talia patrzyła się na cała scenę nic nie rozumiejąc. Pochyliła się nade mną i spytała, czy nic mi nie jest i przyłożyła chusteczkę do krwawiącego nosa. Dopiero wtedy się otrząsnęłam i zorientowałam, gdzie jesteśmy.
 - Musimy iść po Roda! - zwróciłam się bardziej do siebie niż do niej.
   Podniosłam się. Kalipso i Hauru na poważnie wymieniali się już ciosami. Wiedziałam, że nie zdołam do nich przemówić - trzeba było ich rozdzielić. Staliśmy prawie dosłownie pod domem Roda. Dobiegłam do drzwi i jak najmocniej wcisnęłam dzwonek. Puściłam dopiero, gdy chłopak stanął w progu.
 - Szybko! Kalipso i Hauru chcą się pozabijać!

 
Rod


   Prawie bezsenna noc dawała mi się we znaki. Myśli kłębiły mi się w głowie i żadne próby wysnucia jakichś konkretnych wniosków z tego, co usłyszałem od Rafaeli, nie przynosiły rezultatu. Zupełnie bezwładnie siedziałem na fotelu, zaniedbując obowiązki gospodarza i czułem, jak zamykają mi się oczy, a głowa opada na bok. I w tym momencie przeszył ją wysoki jednostajny dźwięk, natarczywy i nie dający się zignorować - dzwonek do drzwi. Pełen irytacji i niechęci poderwałem się i omijając drugi fotel ze śpiącą Rafaelą, otworzyłem je z zamiarem dania komuś w mordę. To, co za nimi zobaczyłem, natychmiast mnie otrzeźwiło.
 - Szybko! Kalipso i Hauru chcą się pozabijać!
   Dawno nie słyszałem takiego przerażenia w głosie Ciris - o ile słyszałem kiedykolwiek - a jej twarz miała raczej błagalny wyraz. Za nią stała jakaś zupełnie nieznana mi, zdezorientowana dziewczyna z bardzo sceptyczną miną. Za nimi dwiema rozgrywała się scena, która niejako ilustrowała słowa Ciris - wściekła Kalipso próbowała raz wydrapać oczy Hauru, a raz zwalić go z nóg jakimś kopniakiem. Hauru z kolei próbował jakoś ją obezwładnić, chwycić za nadgarstki, ale widać było, że już dawno stracił cierpliwość - o ile ją wcześniej wykazywał. Wszystko to trwało zaledwie ułamek sekundy. 
   Nie myślałem w ogóle, co robię, rzuciłem się tylko w stronę walczących i odciągnąłem na bok Kalipso. Zmęczony ledwo dawałem radę utrzymać ją wyrywającą się. Hauru nie od razu zauważył, co się stało, i złapał ją mocno za ręce, ale Ciris zareagowała w porę, stając przed nim. Jego oczy były jakby puste.
   Przez chwilę słychać było tylko nasze niespokojne oddechy. Patrzyłem to na Hauru, to na Kalipso, a czasem i na Ciris i tamtą dziewczynę i wciąż nic nie rozumiałem. Czułem tylko wielkie zmęczenie. Nagle usłyszałem od strony otwartych drzwi głos Rafaeli:
 - Przecież umówiliśmy się, że dziś nie ma butelki! Dajcie ludziom odespać... - powiedziała zmęczona przecierając oczy, kiedy nagle zobaczyła wyraz naszych twarzy. - Co się dzieje?!
 - No właśnie nie wiem... - odparłem.
 - Szliśmy ulicą, kiedy jakaś wariatka nas zaatakowała. - pospieszyła z wyjaśnieniem blondynka w krótko przyciętych włosach związanych czarną bandaną stojąca koło Ciris i Hauru. Wyglądała jak jeden z metali w naszej szkole, ale byłem przekonany, że nie spotkałem jej wcześniej na korytarzu.
 - Wypraszam sobie wariatkę. - burknęła pod nosem Kalipso. - Rod, puść mnie!
   Zupełnie automatycznie spełniłem jej prośbę i spojrzałem zdziwiony na tę obcą.
 - Aaa... Może chodźmy stąd, co? - zwróciłem się w końcu do wszystkich. - chyba tamujemy ruch na chodniku. - wydusiłem, chociaż w promieniu pięćdziesięciu metrów nikogo nie było.
   Nikt się nie odezwał i zacząłem się obawiać, że będziemy stać tak w nieskończoność, ale na szczęście gdy tylko Rafaelą weszła do środka, podążył za nią Hauru, a za nim Ciris, ta obca i Kalipso. Zamknąłem za nami drzwi i idąc do salonu, przygotowałem się na wielką awanturę. W pokoju atmosfera była tak napięta, jak chyba nigdy w jego historii. Czuło się, że w każdej chwili jakaś iskra może przeskoczyć między siedzącą na kanapie obok Hauru Kalipso, a Ciris ściśniętą w jednym fotelu z Obcą. Nikt się nie odzywał i tylko stojąca nad nimi Rafaela zdawała się bezskutecznie znaleźć słowa na rozpoczęcie rozmowy.
 - Rod. - przedstawiłem się i podałem rękę Obcej, jakbym chciał odwrócić własną uwagę od sedna.
 - Talia. - odpowiedziała mocnym uściskiem. - Często zapraszasz szaleńców z ulicy do domu? Ciekawe hobby.
 - Nie, to mój pierwszy raz. - spróbowałem się uśmiechnąć. - Mam nadzieję, że dobrze mi idzie.
 - Możesz mi powiedzieć, co ci do głowy strzeliło? - w drugim końcu salonu rozległ się przyciszony głos Hauru, który zwracał się do Kalipso chwytając ją za rękę.
 - Dobrze wiesz co. - odparła zdenerwowana, ale go nie odtrąciła.
   Dopiero teraz zauważyłem, jak bardzo oboje byli poobijani, i jednocześnie zdziwiło mnie to, że nie są na siebie jakoś strasznie obrażeni. To zupełnie nie pomagało w zrozumieniu całej sytuacji.
 - Ciris, możesz mi powiedzieć, w jakie kłopoty się wpakowałaś? - Talia zwróciła się do dziewczyny, która przez cały ten czas siedziała wstrzymując oddech.
 - To tylko takie przyjacielskie przepychanki... - odpowiedziała tamta niezbyt przekonywująco.
  - Mam prawo wiedzieć. - powiedziała z naciskiem Talia. - Jestem twoją dziewczyną!
   Zamurowało mnie. Już dużo się stało w ciągu ostatnich minut, ale teraz to już był szczyt wszystkiego. Jak to? Co ta dziewczyna właśnie powiedziała?!
 - Czy mogłabyś powtórzyć? Chyba nie dosłyszałem. - zapytałem idiotycznie, mimo że wcale nie uczestniczyłem w ich rozmowie i natychmiast nabrałem ochoty, żeby palnąć sobie w łeb.
 - Ciris?! - Hauru był w równie wielkim szoku, co ja.
 - Mówiłaś, że twoi przyjaciele wiedzą. - blondynka w bandanie rozejrzała się zakłopotana po salonie i znów utkwiła wzrok w naszej przyjaciółce.
 - No może nie do końca... - odpowiedziała Ciris zachrypniętym głosem, a po jej policzku spłynęła pierwsza łza.
   Byłem jak sparaliżowany. Czułem, że ktoś musi natychmiast coś zrobić - podejść, przytulić ją. Ale nikt nic takiego nie zrobił. Na ratunek przybiegła Rafaela: 
 - Hauru, Kalipso, powinniście przyłożyć lód do tych siniaków. Chodźcie do kuchni. Rod, pomożesz nam?
  - Już idę. - odpowiedziałem, brzmiąc dość bezbarwnie, i poszedłem za nią do kuchni, próbując przypomnieć sobie, gdzie matka trzymała maści na stłuczenia.
   Znalazłem odpowiednią szufladę i wyjąłem z niej kilka przedmiotów, które wyglądały, jakby mogły być pomocne, a Rafaela zaczęła robić z nich użytek, zupełnie symbolicznie opatrując siniaki i zadrapania Kalipso, a potem Hauru. Stałem w tym czasie ze wzrokiem wlepionym w płytki podłogowe i usiłowałem uspokoić myśli, które latały w mojej głowie jak rój owadów. W pewnym momencie Rafaela coś do mnie powiedziała i podniosłem oczy. Mój wzrok padł na załamaną Ciris i pocieszającą ją Talię.

   Im wcześniej pójdziesz do łóżka, tym później zaśniesz, głosi stara prawda ludowa. Po raz kolejny przekonywałem się o jej prawdziwości. Ciepłe sierpniowe słońce już dawno zaszło i w moim pokoju panowała duszna ciemność. Po raz kolejny moje myśli trafiały w ślepą uliczkę i po raz kolejny zaczynałem od początku - od jednego z początków, którym była Talia. Jej niewytłumaczalna i absurdalna obecność, która burzyła wiele moich przekonań. Drugim byli Kalipso i Hauru. Liczyłem, że jakoś wyjaśnią wszystkim, o co tak właściwie poszło, ale tego nie zrobili. I czułem, że po prostu jestem za głupi, żeby zauważyć coś zupełnie oczywistego. Trzecim była Rafaela. To, co mówił Benvolio, a nawet to, co tłumaczyliśmy mu Hauru i ja, zupełnie odbiegało od rzeczywistości - jeśli moja dzisiejsza rozmowa z Rafaelą była bardziej rzeczywista... a może nie powinienem tego zakładać? W końcu światło dzienne nic nie gwarantuje. Jednak to, co mi mówiła... Było przyjemne, ale i niepokojące. Czy to możliwe, żeby była we mnie zakochana?...

czwartek, 4 lutego 2016

50. Ja nigdy...

 Benvolio


  - Tylko nie mów mi, że zamierzasz dziś iść wcześnie spać. - warknąłem do Romea, widząc, że właśnie zbiera się do mycia. Była osiemnasta, lada chwila mieli się tu pojawić wszyscy, żeby grać dalej w butelkę, a on wyglądał, jakby zamierzał iść spać.
  - Spokojnie, nie musicie się mną przejmować. - odburknął. - położę się w komórce. - powiedział, mając na myśli mikroskopijny pokoik z samego brzegu mieszkania, odgrodzony od reszty łazienką i zawalony różnymi rzeczami "do uporządkowania na potem".
    Przynajmniej nie zamierzał utrudniać nam życia. Doceniałem to, więc uśmiechnąłem się dyplomatycznie. Poszedłem jeszcze po poduszki i rozłożyłem je na podłodze w salonie, zanim zadzwonił dzwonek do drzwi i gromadnie weszli do środka Hauru, Ciris, Rod, Rafaela i Kalipso, która dzisiaj miała rozdawać karty.
  - Cześć! Rozłóżcie się tutaj. - po gospodarsku zaprosiłem ich do pokoju. - Jak będziecie chcieli czegoś do picia, to śmiało sobie nalewajcie, ja jeszcze pójdę po coś do chrupania.
Sprawnie obróciłem się na pięcie i poszedłem w kierunku kuchni, słysząc za sobą chichot Ciris.
  - Co to miało być? - zapytałem, wracając z miską czipsów.
  - Nic, nic. - zapewniła mnie Ciris niezbyt przekonująco.
  - Po prostu Ciris też przyniosła coś do picia. - powiedział Hauru z niby poważną miną i niepostrzeżenie wyciągnął z jej torebki kilka butelek pigwówki.
    Kalipso wyraźnie spodobał się pomysł. Wzięła jedną z nich do ręki i zaczęła ją oglądać ze wszystkich stron.
  - To może tym razem taką butelką zakręcę? - powiedziała i od razu zrobiła to, co zapowiedziała.
    Szklane ścianki miały wypłaszczenia, które całkiem ładnie stabilizowały ruch, który jednak był nadzwyczaj krótki i zakończył się w momencie, gdy zakrętka znajdowała się najbliżej mnie. Poczułem lekki zastrzyk adrenaliny.
  - Haha! - zaśmiała się triumfalnie ruda. - Benvolio! Jak ja uwielbiam wymyślać dla ciebie zadania! Hmm... Tylko co tym razem... Niech chwilkę pomyślę... Może...
  - Nie, proszę... Cokolwiek to jest, tylko nie to... I to następne też nie...
  - W takim razie mam jeszcze lepszy pomysł! Co powiesz na...
  - Nie! Błagam! - odstawiałem miny rodem z pantomimy.
  - Nie dręcz go tak. - stanęła w mojej obronie Ciris. - Prawie za każdym razem trafia na ciebie.
  - To aż tak źle? - spytała Kalipso
  - Najgorzej! - wykrzyknąłem, starając się, aby moja twarz wyrażała absolutne przerażenie.
  - Skoro tak bardzo cierpisz, to mogę oddać moją kolejkę... - zrobiła dramatyczną pauzę. - Ale nie tak łatwo!
  - Co zamierzasz? - zapytałem, wietrząc podstęp.
    Dziewczyna chwyciła butelkę pigwówki i obracając ją w dłoni z chytrym uśmieszkiem powiedziała: - Zagramy w "ja nigdy". Kto wypije najmniej, daje zadanie Benvoliowi. Jeśli wygra Benvolio, daje zadanie mi.
    Rozejrzałem się po przyjaciołach, szukając w ich twarzach jakichś wątpliwości czy niechęci, ale wszyscy na głos wyrazili swój entuzjazm, więc nie miałem punktu zaczepienia.
  - Ej ludzie, ale przecież ja nie piję. I co teraz? - zapytałem prowokacyjnie. Nie chciałem z powodu głupiej gry łamać postanowienia i upijać się do nieprzytomności, zwłaszcza że w tej grze nie miałem większych szans.
  - Mogę skoczyć po jakieś niskoprocentowe piwo. - zaoferował się Hauru. - Taki soczek to nie alkohol! Komuś stąd udało się kiedyś czymś takim upić?
  - Albo lepiej rozcieńczymy mu to czymś. - zaproponował Rod. - Z czym to może smakować?
  - Ja zwykle piję z Colą. - rzuciła Rafaela.
  - No to mamy rozwiązanie. - skwitowała Anti i do prawie pełnej szklanki coli dolała odrobinę wódki, puszczając mi oko.
  - Będę cię pilnować, spoko. - szepnęła, podając mi drinka.
    Pokręciłem głową.
  - Do czego to doszło... Pijackie gry w moim domu... - mamrotałem, ale wziąłem go do ręki. Znaczy propozycja zaakceptowana. Nie byłem przekonany, że robię dobrze, ale liczyłem na to, że gdyby coś poszło nie tak, byłbym w stanie się wycofać.
  - Kto chce zacząć? - spytała Kalipso, odbierając od Anti swoją szklankę.
  - Ja mogę! - wyrwał się zaraz Hauru i zanim ktokolwiek zdążył zgłosić sprzeciw, powiedział: 
  - Jeszcze nigdy nie jadłem ślimaków.
  - To jest oszustwo! - zaprotestowała Ciris. - Dopiero co opowiadałam ci o tym, że będąc we Francji próbowałam!
  - Nie oszustwo, tylko pij. - roześmiał się chłopak.
    Kręcąc głową wzięła łyk, podobnie jak Rod.
  - Nigdy nie zrobiłam sobie nagiej fotki. - powiedziała Ciris patrząc z satysfakcją, jak Hauru bierze łyk.
  - No i masz swój odwet. - uśmiechnął się do niej.
  - Nigdy nie wyszłam z domu nieuczesana. - powiedziała spokojnie Antiochis, po czym szybko zerknęła na mnie i wybuchła śmiechem, widząc, jak zażenowany biorę pierwszy łyk słodkiego napoju. Ale przynajmniej nie byłem jedyny - właściwie tylko Rod i Rafaela nie wypili tym razem.
Przyszła kolej na mnie i musiałem się zastanowić - akurat w momencie, gdy zaczynałem czuć w uszach chwilowy szum (mam naprawdę słabą głowę).
  - Nigdy nie byłem na czas na zakończenie roku szkolnego.
  - To żeś dołożył. - zaśmiali się. Przy czymś takim wszyscy zmuszeni byli wypić.
  - Jeszcze nigdy nie wyszłam z domu bez którejś części bielizny. - powiedziała Rafaela.
    Kalipso lekko zarumieniła się pociągając łyka, w przeciwieństwie do Hauru, który zupełnie nie stracił rezonu.
  - Jak ci kumple na obozie powycinają wzorki w garderobie, to już lepiej chodzić bez.
    Rod uniósł lekko brwi, ale kontynuował grę.
  - Nigdy nie podsłuchiwałem rozmów przez drzwi.
    Wiedział, jak trafić - w końcu znamy się tyle lat. Znowu wypili wszyscy i Anti dolewała wódki do kolejnych szklanek.
  - Jeszcze nigdy nie dostałam niższej oceny niż 5 z wypracowania z polskiego. - oznajmiła Kalipso.
  - Ożesz ty, serio? - wypaliłem, pociągnąwszy łyka podobnie jak Anti, Ciris, Rafaela i Rod.
  - Niemożliwe! - Kalipso oburzyła się na Hauru. - Raz miałeś 4+! Pamiętam!
  - Nauczycielka zmieniła mi po lekcjach, bo policzyła mi za dużo błędów ortograficznych.
  - Kujony. - prychnęła Ciris.
  - Jeszcze nigdy nie całowałem się z facetem. - kontynuował grę Hauru.
  - To nie fair wobec dziewczyn. - oceniłem. - Chyba że potraktujemy to jako "nigdy nie całowałem się z osobą tej samej płci.
  - No niech będzie... Cholera, właśnie straciłem kolejkę... - mruknął do siebie pod nosem, kiedy Ciris ukradkiem podniosła szklankę do ust.
    Anti nieznacznie otworzyła usta ze zdziwienia, ale opanowała się tak szybko, że gdybym jej nie znał, pomyślałbym, że chciała coś powiedzieć.
  - Zaczyna się robić interesująco... - skomentowała Kalipso.
  - Nigdy nie tańczyłam na stole. - powiedziała Ciris starając się unikać naszych spojrzeń.
  - To była szalona noc! - rozmarzył się Hauru sięgając po szklankę.
  - A ty nie? - zapytała mnie Anti podejrzliwie, ale odparłem z satysfakcją:
  - To było krzesło.
  - No dobra. To ja nigdy nie parodiowałam nikogo. I co teraz?
  - Teraz jesteś do przodu. - westchnąłem i wziąłem kolejny łyk, a wraz ze mną Hauru, Ciris, Kalipso i Rafaela.
  - Nigdy nie biłam się z nikim z wyjątkiem kuzynów. I uogólnijmy to do rodziny - uśmiechnęła się Anti.
    Wszyscy spojrzeli na Hauru, ale on tylko wzruszył ramionami. Kątem oka widziałem za to, jak szklankę unosi Rod.
  - Kto to był? - zapytała Kalipso.
  - To się zdarzyło tylko raz. - zaznaczył. - Pewien debil nadużywał żartów o blondynkach, czym wkurzył mnie aż zanadto. Niektórzy ludzie po prostu nie znają granic.
    Automatycznie spojrzałem na Rafaelę, której włosy przypominały te u renesansowych madonn, ale nie widziałem wyrazu jej twarzy. Chowała ją właśnie za włosami.
  - Nigdy nie kochałem nikogo zakazaną miłością, jak to sobie wyobraża moja matka. - powiedziałem, słysząc zaraz potem chichot. - Żaden ze mnie Romeo. Znaczy żaden z dwóch wam znanych to nie ja.
  - Szczęściarz. - podsumował Hauru wypijając razem z Kalipso, Ciris i Rafaelą.
  - Dużo was. - stwierdziła Anti, autentycznie zaskoczona. - Może wcale to nie było takie zakazane? - zapytała prowokacyjnie.
  - Hmm... przyznaję się bez bicia, podrywanie zajętej dziewczyny raczej JEST, a przynajmniej powinno być zakazane. - odparł Hauru.
  - Współwinna. - przyznała Kalipso.
  - Nie chcę o tym mówić... - prawie niedosłyszalnie szepnęła Ciris.
  - Słyszałam różne opinie i na wszelki wypadek wypiłam. - powiedziała Rafaela. - Równie dobrze możecie uznać, że zaschło mi w ustach.
  - A już myślałem, że jakaś zbiorowa spowiedź będzie. - uśmiechnął się Rod, niby to zawiedziony. Anti przy tym trochę ulżyło.
  - To jeszcze nie ta faza, ale powoli się chyba zaczyna... Albo to tylko ja tyle wypiłem. - wyszczerzył się Hauru
  - Nie, spokojnie, dolewałam ci tyle co innym. - mrugnęła do niego Anti. - Pewnie zaraz wszyscy tak będą mieli.
  - No to dorzucę wam po kolejce. - powiedziała Rafaela. - Jeszcze nigdy się nie całowałam.
    Jakoś tym razem głupio mi się zrobiło, że nie wypiłem, i Anti chyba miała podobnie. Cała reszta wesoło wychyliła szklanki. Poza tym byłem zaskoczony tą wypowiedzią. Rafaela? Jakoś nie chciało mi się wierzyć.
  - Oj przy tym temacie trudno mi będzie coś znaleźć... - przyznał Rod, już lekko wstawiony. - Ale nigdy nie podrywałem zupełnie obcej dziewczyny.
    Zapadła cisza. Rozglądaliśmy się po sobie.
  - Hauru? - odezwała się Anti unosząc brwi.
  - Tylko gdy dostałem od was zadanie, ale to nie było na serio. - bronił się.
  - Naprawdę?!
  - Wbrew pozorom zwracam uwagę na wnętrze, a nie na wygląd, więc takie rzeczy mnie nie bawią.
  - Łał. Urosłeś w moich oczach. - przyznał Rod.
  - YES! Dziewczyny lecą na wyższych! - wykrzyknął tamten i uniósł rękę w kierunku Roda chcąc przybić mu piątkę.
  - Ale teraz to mi podpadasz, mój drogi. - spojrzał na niego tamten z udaną dezaprobatą.
  - Oooo... - Hauru posmutniał i zrobił minę kota ze "Shreka"
  - Dobra, starczy tego bromanceu! - wtrąciła się Kalipso.
  - A co, zazdrościsz? - zapytał Hauru, zapewne zanim zdążył się zastanowić, co mówi.
  - W twoich snach! - zaśmiała się Kalipso. - Jeszcze nigdy nie piłam do lustra.
  - Upijesz mnie dzisiaj kobieto... - Hauru pokręcił głową podając Anti szklankę, żeby dolała mu alkoholu.
  - Nigdy nie byłem w związku dłuższym niż 3 miesiące.
    Rod trochę nieśmiało stuknął się szklanką z Kalipso i nieco speszony zaczął mówić:
  - Ja nie wiem, jak ty to robisz....
  - Chcesz się umówić na szkolenie? Miałbym z czego opłacać kolejne randki. - odpowiedział Hauru kładąc rękę na kolanie siedzącej obok Ciris.
  - Wybacz, to miało być bardziej niedowierzanie. - wytłumaczył tamten z przepraszającym wyrazem twarzy.
  - Znaj łaskę pańską, wybaczam!
  - Jeszcze nigdy... nie kończyłam gry w "jeszcze nigdy". - oznajmiła Ciris. - Więcej już nie dam rady wypić... Nie wiem jak wy.
  - Jeśli chcemy jeszcze kiedykolwiek wstać, to to jest moment, żeby finiszować. - przyznałem. - Wystarczy spojrzeć na Hauru.
  - Ejjjj!!! - oburzył się tamten odrywając się na chwilę od zaplatania Ciris warkoczyków na włosach. - Nie jestem jeszcze aż tak pijany!
  - Jaaasne, każdy to mówi. - poparła mnie Antiochis. - Basta!
  - Może nie wypiłam aż tyle, co się spodziewałam - zaczęła Kalipso, ale raczej nie pokarzę się ojcu w takim stanie... Ktoś może mnie przenocować?
  - Ja! - zgłosił się pierwszy na ochotnika Hauru. - Zapraszam wszystkie piękne dziewczęta...
  - Ten tu to chyba się nawet z tej podłogi nie podniesie, a krzyczy najgłośniej... - westchnęła Kalipso.
  - Zostańcie już tutaj. - powiedziałem nieco sennie. - Zaraz zrobię dziewczynom miejsce w swoim pokoju, a my przenocujemy się tutaj. Wystarczą nam koce? - zapytałem Roda, który wyglądał już bardziej trzeźwo niż w rozmowie z Hauru. Przytaknął mi bez słowa. Z trudem podniosłem się, żeby zmienić pościel w swoim pokoju. Nie wierzyłem, że po czymś TAKIM zwyczajnie pójdziemy spać.




Kalipso


   Położyłyśmy się w pokoju Benvolia. Ciris i Anti zajęły jego łóżko, a ja i Rafaela musiałyśmy zadowolić się polówką i śpiworem rozłożonym na dywanie. Kiedy się kładłyśmy, byłam całkowicie przekonana, że zasnę w ciągu pięciu minut, ale jak to zwykle bywa przy nocowaniu ze znajomymi, zaczęłyśmy wymieniać się jeszcze jakimiś "ostatnimi" uwagami przed pójściem spać i tak od słowa do słowa szepty zamieniły się w rozmowę, a nam zupełnie odechciało się spać...
 - I ten komentarz Hauru o zapraszaniu wszystkich pięknych dziewczyn! - zaśmiała się Rafaela. - Co mu do głowy strzeliło?!
 - DZIEWCZĄT! Użył słowa dziewczęta! - odpowiedziałam równie rozbawiona.
 - Śmiejcie się, jasne! - odparła z udawanym oburzeniem Ciris. - Ale to nie wasze włosy będą jutro nie do rozczesania, bo Hauru postanowił pobawić się w fryzjera! - i wskazała na resztki czegoś, co według chłopaka miało być warkoczykami.
 - Ciekawe, co by powiedział jutro, gdyby je zobaczył w takim stanie... - mruknęła Anti.
 - Na pewno byłby zachwycony. W końcu to jego "dzieło". - odpowiedziała Ciris robiąc w powietrzu cudzysłów.
 - Zastanawia mnie, jak on to robi, że nie krępuje go ani mówienie o swoich nagich fotkach, ani o powycinanej bieliźnie... - napomknęła Rafaela.
 - To Hauru. Tego nie ogarniesz... - odparłam rozpinając śpiwór, w którym zrobiło mi się za gorąco od ciągłego śmiechu.
 - Rod jakoś się tym nie przejmuje... - dodała Antiochis tonem sugerującym aluzję.
 - Między nimi stale jest jakieś napięcie... - podłapała to Ciris. - Jestem przekonana, że tym stwierdzeniem, że nigdy nie całował się z facetem, chciał wybadać Roda!
 - Czy ty sugerujesz, że mój były chłopak jest gejem?! - zwróciłam się do Ciris tonem, którego zapewne używałabym do tworzenia teorii spiskowej dziejów.
 - Od razu gejem... może być bi. - rzuciła Rafaela. - Nasza kuzynka jest.
 - I co teraz? Zostawiliśmy ich tam sam na sam na dole... - wyszeptała Ciris.
 - Nie no jest tam jeszcze Benvolio. - odparłam.
 - Biedaczek, pewnie nie sądził, że zostanie przyzwoitką... - zwróciła uwagę Anti.
 - Skąd możemy mieć pewność, że się nie przyłączy? - ledwo zdołałam dokończyć zdanie, bo znów szarpnął mną napad śmiechu.
 - Albo że nie zacznie tańczyć dla nich na krześle... - dodała Ciris
 - I jak ja mam zasnąć, kiedy podsuwasz mi takie obrazy?! - wykrzyknęła w salwie śmiechu Rafaela.
 - O nie! - zaraz potem odezwała się Ciris. - Chyba dostałam czkawki!
  - Anti, przestrasz ją! - powiedziałam.
 - Może wrzucą zdjęcia do internetu!
   Ciris dostała jeszcze większego napadu głupawki niż ja.
  - Nie pomagasz!
 - Myślałam, że wolisz tego nie widzieć, ale jak wolisz...
 - ANTI! - Ciris tarzała się po łóżku ze śmiechu.
 - Wylejmy na nią wiadro wody! - zaproponowałam.
 - Jeszcze pomyślą, że tu też jakieś orgie... - zaczęła się bronić Anti.
 - Dobra - powiedziałam uspokoiwszy się trochę. - Pójdę po coś do picia na tą czkawkę, zanim Ciris się udusi. Tylko proszę DZIEWCZĘTA, grzecznie mi tu!
   Zamykając za sobą drzwi usłyszałam kolejny wybuch śmiechu.
   Zeszłam po schodach. Nigdzie nie mogłam znaleźć włącznika światła więc szłam powoli, żeby się nie wywrócić. Już miałam wejść do salonu, w którym spali chłopcy, kiedy usłyszałam ich przyciszoną rozmowę. Moja wrodzona ciekawość wzięła górę, więc zamarłam w miejscu i zaczęłam się przysłuchiwać dokładniej...
 - Co one tam wyrabiają?! - zapytał Hauru.
 - Widzę, że cię korci, żeby dołączyć. - zaśmiał się cicho Rod.
  - Zawsze! - odparł tamten. - I założę się, że wy dwaj też, ale i tak się nie przyznacie.
 - Skąd ten pomysł? - zapytał niewinnie Benvolio.
 - Szósty zmysł. - odparł z wyższością Hauru.
 - Ej, nie powiedziałem też, że mnie nie korci. - odpowiedział na zarzut Rod.
 - To co? Zakradamy się? - ucieszył się Hauru.
 - Oj, dajmy im pobyć trochę we własnym towarzystwie. - zaoponował Benvolio. - Zaraz ucichną i będzie po sprawie.
  - Jak chcesz... - mruknął chyba niezbyt zadowolony Hauru. - Ej, a tak w ogóle, to serio nigdy nie miałeś żadnej dziewczyny?
 - Takie życie. - odparł tamten. 
   Nie brzmiał na zadowolonego z takiego przebiegu rozmowy.
 - Może Ci kogoś z Rodem znajdziemy... Chyba, że masz już jakąś na oku? - zupełnie się tym nie przejmując drążył Hauru.
 - Dajcie sobie spokój...
  - Czyli jest jakaś! - zaśmiał się Hauru.
 - No jest. I co z tego? - wychrypiał już wkurzony Benvolio.
 - Możemy ci pomóc! - oznajmił tamten z dumą.
 - Niby w jaki sposób? - padło pytanie, a jego ton był już łagodniejszy.
 - Bo widzisz... - zaczął Rod mentorskim tonem. - My z Hauru mamy w tym jakieś doświadczenie...
 - Dokładnie! - potwierdził Hauru. 
   Mało brakowało, a zdradziłabym się parsknięciem śmiechu. Bardzo żałowałam, że nie mogę zobaczyć w tym momencie ich twarzy.
  - Zacznijmy od tego kim ona jest... albo w czym tkwi problem. - odezwał się Hauru tonem profesjonalisty.
 - No... zwyczajnie, nie wiem, jak zacząć. - tłumaczył się Benvolio.
  - Ale wie o twoim istnieniu? - spytał Hauru.
 - Taaa, oczywiście...
  - Ej no to już jest dobrze!
 - No właśnie nie! Ona mnie zupełnie nie zauważa!
 - No, to czas dać się zauważyć. Zaprosiłeś ją kiedyś na kawę czy coś? - doradził Rod.
 - No prawie. Coś podobnego. Ale to tak po przyjacielsku było. - tłumaczył się Benvolio.
 - O nie... tylko nie friendzone... - westchnął Hauru. - Stary, przekichane...
 - No nie, może coś da się zrobić... Jeszcze nam się załamie chłopak... - ciągnął lekko ironicznie Rod, przy czym Benvolio niemal na pewno tej ironii nie wyczuł. Hauru westchnął.
 - Okej... Nie wszystko jeszcze stracone! Hmm... A długo się tak "przyjaźnicie"?
 - Nie no, jakoś... Miesiąc może? Chociaż wydaje mi się, że to całe życie...
 - Okej, czyli to nie Ciris ani Anti... - Hauru odetchnął z ulgą. - To by dopiero było dziwne... Czekaj...
 - Czekaj, czekaj... - Rodowi widać też przyszedł do głowy jakiś pomysł, bo aż gwałtownie wziął wdech.  - Czy chodzi o pewną blondwłosą niewiastę zza ściany? - zapytał wyraźnie rozbawiony.
 - Benvolio?! - Hauru podniósł głos w napięciu oczekując na odpowiedź.
 - Ja pierdolę... - Rod zaczął się już naprawdę śmiać.
 - Rod, chyba zyskasz nowego członka rodziny... - dołączył do niego Hauru.
 - Dostałem szwagra... I zostałem szwagrem! Jestem wzruszony!
 - Tak się cieszę, że mogę być z wami w tak ważnym dla was obu dniu! Szczęścia na nowej drodze życia!
 - Ale tak serio? - zaczął dopytywać Rod, zwracając się widocznie do Benvolia.
 - No, a jak ma być jak nie serio? - odparł wkurzony Benvolio.
 - Rozmawiałeś z nią o tym czy coś? - zapytał Hauru ciągle łapiąc oddech, żeby spoważnieć.
 - Niezupełnie... Raz zrobiłem coś strasznie głupiego. Znaczy napomknąłem coś o tym, ale potem poszedłem do kuchni... No i się urwało.
 - A czy od tamtego czasu zaczęła się jakoś inaczej zachowywać? W sensie unikać cię czy coś? - zapytał rzeczowo Rod.
 - Nie wiem... Chyba nie. - odpowiedział cicho Benvolio.
 - No to, stary, będzie dobrze! Znaczy widocznie nie ma nic przeciwko.
 - Musisz tylko wykonać następny krok. - potwierdził Hauru.
 - Jaki?
 - Zaproś ją gdzieś... ale nie po przyjacielsku.
 - Czyli jak?
 - Rozstaw świece... Przynieś kwiaty... Chwyć ją za rękę w kinie... Co ty, komedii romantycznych nigdy nie oglądałeś?
 - No kto jak kto, ale ja miałbym nie oglądać... Pokaż mi film, którego nie oglądałem! - zaczął Benvolio ostrzej, ale zaraz ściszył głos i wrócił do meritum: - To przecież takie żenujące...
  - Ale dziewczyny lubią takie rzeczy... Albo spytaj szwagra o poradę. W końcu zna ją od urodzenia!
 - Dobrze prawi! Coś wymyślimy. - zapewnił go Rod.
   Zorientowawszy się, że usłyszałam już dość, weszłam jak gdyby nigdy nic do salonu.
 - Hej, śpicie? - rzuciłam w ciemną przestrzeń.
 - Kalipso, przyszłaś spać dzisiaj do mnie? - jak zwykle pierwszy odezwał się Hauru.
 - Właściwie to przyszłam do Benvolia... Zapytać, czy ma coś do picia. Ciris dostała strasznej czkawki.
 - Już ci pokazuję... - westchnął ciężko, podniósł się i poprowadził mnie w kierunku kuchni.
   Chwilę później byłam z powrotem na górze z dziewczynami, które w międzyczasie zdążyły zmienić temat i trochę spoważnieć.
 - Gdzie ty tyle byłaś? - zapytała Rafaela.
 - Podsłuchiwałam jak chłopaki gadają o dziewczynach... - odparłam tajemniczo.
 - Czyli Hauru nic nie kombinuje z Rodem? - zaśmiała się Rafaela.
 - Przykro mi, że muszę wam przekazać te smutne wieści... - odparłam z uśmiechem wsuwając się do śpiwora.
 - No co ty, nie powiesz o kim mówili?! - usłyszałam rozczarowanie w głosie kuzynki Roda.
 - Tak ogólnie opowiadali o swoich typach. - postanowiłam nie zdradzać Benvolia. - Chcesz się z nami podzielić swoim?
 - Typem dziewczyny? - zaśmiała się Rafaela.
 - Jeśli takie są twoje preferencje... - odparłam.
 - Możecie odpuścić sobie już takie żarty? - spytała Ciris lekko poddenerwowanym tonem.
 - Jasne... - odpowiedziałam zaskoczona, choć po chwili dotarło do mnie, że podczas gry przyznała się, że całowała się z dziewczyną i może to spowodowało jej rozdrażnienie.
   Odwróciłam się plecami do reszty dziewczyn udając, że układam się do snu. Jednak zbyt wiele myśli krążyło mi po głowie, żebym była w stanie szybko zasnąć... Ta cała sprawa z Ciris... W sumie miałam gdzieś, że czuła się niekomfortowo z żartami moimi i Rafaeli. Układałam sobie w myśli riposty, które mogłabym jej rzucić w odpowiedzi, żeby jej dopiec. Starałam się odepchnąć od siebie fakt, że ona i Hauru do siebie wrócili. To po prostu było nie do wytrzymania! Żałowałam, że odepchnęłam Hauru... Tak strasznie żałowałam... i nienawidziłam go za to, że nie postarał się bardziej! Po prostu poleciał do swojej byłej, która bez problemu go przyjęła! Jakie to typowe dla facetów... ale po Ciris spodziewałam się, że przynajmniej ma swoją godność, że jest moją przyjaciółką... Choć może sama byłam sobie winna? Nie powiedziałam jej, że zależało mi na Hauru... Choć byłam przekonana, że i tak wszyscy wiedzieli.
 - Kalipso? - usłyszałam szept, który z początku zignorowałam.
 - Kalipso, śpisz? - Ciris spytała ponownie.
 - Tak. - odpowiedziałam.
 - Możemy porozmawiać?
 - Koniecznie teraz? Przecież śpię.
 - Proszę... - usłyszałam wahanie w jej głosie - Nie wiem, czy jutro dam radę...
   Westchnęłam.
 - Dobra, mów.
 - Nie tutaj, chodź na balkon...
   Nie czekając na moja odpowiedź wygramoliła się z łóżka uważając, żeby nie obudzić Anti, która już od dawna głęboko spała, wzięła ze sobą koc i wyszła przez drzwi. Poszłam za nią starając się odrzucić całą złość, którą do niej czułam.
   Znalazłyśmy się na malutkim balkoniku wychodzącym na ogród. Nie było tam zbyt wiele miejsca, ale Ciris złożyła koc na pół i położyła go na kafelkach, żebyśmy mogły usiąść. Noc była ciepła, jeszcze letnia, a na wschodzie już robiło się szarawo. Przez jakiś czas wpatrywałyśmy się w niebo w ciszy. Czekałam, aż coś powie.
 - Obiecaj, że nikomu nie powiesz. - to były jej pierwsze słowa.
 - Jeszcze nic mi nie powiedziałaś. - zauważyłam.
 - Bo musisz mi obiecać.
 - Obiecuję. O ile to nie przestępstwo. Wtedy raczej zawiadomię policję...
 - Kalipso, nie żartuj! - spojrzała na mnie, a potem znów odwróciła wzrok ku niebu. - Zaplątałam się w coś i nie wiem, jak z tego wyjść...
   Poczułam, że się spinam.
 - Możesz mówić trochę jaśniej? - spytałam w napięciu.
 - Podobają mi się dwie osoby... wydaje mi się, że z odwzajemnieniem. To staje się coraz poważniejsze, a ja nie wiem, co robić. Komu odmówić...? Przechodziłaś przez coś podobnego, pomyślałam, że zrozumiesz... - schowała twarz w dłonie. - Boże, to dużo lepiej brzmiało w mojej głowie.
 - Nie wiedziałam, że z kimś się spotykasz, a ty mi mówisz, że masz dwóch na raz? Jestem w szoku... - odparłam. -  Możesz mi powiedzieć o nich coś więcej? Z którym jesteś dłużej?
 - To skomplikowane... Po prostu nie chcę ich zranić i nie wiem, co mam z tym zrobić!
 - Jedyne, co mogę ci poradzić: podejmij jakąś decyzję, zanim ci dwaj na siebie trafią i zrobi się niezręcznie. Tak z własnego doświadczenia. - odparłam trochę gniewnie.
 - Kalipso...
 - Dobranoc, Ciris. - przerwałam jej i zbiegłam na dół. Zebrałam swoje rzeczy i poszłam do domu.