poniedziałek, 12 maja 2014

43. Two

 Antiochis


   Wczorajsze spotkanie zmieniło wszystko. Może zmuszenie nas jak dzieci do przeproszenia się za wszystkie zaległe urazy nie było najsubtelniejszym sposobem rozwiązania (czy załagodzenia) konfliktów, niemniej jednak stało się jakimś katalizatorem zmian. W końcu coś ruszyło i byłam z tego powodu szalenie szczęśliwa. Jakoś nie przejmowałam się tym, że takie sztucznie sprowokowane podanie sobie rąk może kiedyś okazać się tylko zamieceniem problemów pod dywan - w końcu zawsze w naszym przypadku to działało. Teraz należało jakoś wykorzystać tę sytuację, traktując ją jako pretekst do "zaczęcia od nowa". Gry również.
   Wyglądało na to, że reszta ma podobne nastawienie jak ja, bo w rozpoczęciu jej od nowa nie przeszkodził nawet brak starej butelki (może Kalipso ją wyrzuciła?). Ktoś wyciągnął butelkę po wodzie i zaraz mogliśmy zaczynać.
 - Kto kręci? - spytała Rafaela.
 - Naturalnie, że Ciris! Za długą przerwę miałaś, dziewczyno! - zaśmiał się Hauru zwracając się do mojej przyjaciółki.
 - Poprawcie mnie, jakbym wymyśliła coś, co już było. - odpowiedziała podnosząc butelkę.
   Już po chwili w napięciu obserwowaliśmy obracający się przedmiot, aż zatrzymał się wskazując wylotem... przestrzeń między Hauru a Benvoliem!
 - No i co teraz? - zapytał luzacko Benvolio.
 - Mam zakręcić jeszcze raz? - zaproponowała Ciris.
 - Ja bym dała zadanie łączone... - podsunęła Kalipso.
 - A to tak można? - zdziwiła się tamta zwracając się odruchowo ku Rodowi.
 - No, to jest jakaś okazja do popisania się kreatywnością. Zezwalam. - chłopak prawie się zaśmiał.
 - Hmm... dajcie mi chwilę. - Ciris zamyśliła się rozglądając po otaczających nas drzewach aż nagle klasnęła i z uśmiechem zwróciła się do chłopaków: - Wybudujecie tu domek na drzewie! Zawsze o takim marzyłam...
 - Jesteś pewna, że to bezpieczne? - spytał Hauru spoglądając z niewinnym uśmieszkiem na Benvolia
 - Jasne. - odparła.
 - To jest świetny pomysł! - ucieszyła się Kalipso.
 - To dopiero będzie wyzwanie... - zamyślił się Benvolio, patrząc na najbliższe drzewo, które na pewno nie nadawało się do tego, co mieli zrobić.
 - No co ty, my nie damy rady?! - Hauru poklepał go po plecach. - Lecę po narzędzia. E... jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi: ma ktoś jakieś niepotrzebne deski w domu?
 - Rozejrzyjcie się po parku. - powiedziałam. - Jestem pewna, że coś się tu znajdzie.
   Zanim skończyłam zdanie, Hauru już nie było. Wyglądający na skołowanego Benvolio zaczął się więc chaotycznie rozglądać za deskami, jak małe dziecko zbierające patyki na ognisko.
   Nie spodziewając się żadnych gwałtownych zwrotów akcji, razem z resztą wygodnie rozsiadłam się pod swoim świerkiem i czekam, zastanawiając się, kto wróci pierwszy.
 - To jakaś nowa bluzka, prawda? - zapytałam, gapiąc się bezmyślnie na Ciris.
 - Tak. - uśmiechnęła się - Robiłyśmy szalone zakupy z Talią.
 - Ach, no tak. Wyjazdowy szał zakupów.
 - Szkoda, że tego nie widziałaś... Przeraziłabyś się, ile kasy wydałyśmy.
 - No to chyba dobrze, że nie widziała. - uśmiechnęła się Rafaela.
 - Właśnie nie! Wtedy by zobaczyła, jak się chodzi po sklepach... Właśnie! - odwróciła się do mnie. - Przywiozłam coś dla ciebie tylko ciągle zapominam zabrać... musisz do mnie wpaść.
 - Przypomnij mi o tym, jak skończymy. - poprosiłam.
 - Jasne.
 - Gdzie jest Benvolio? - spytał Hauru wypadając spomiędzy drzew ze skrzynką narzędzi w ręku.
 - Szuka desek. - odparłam.
 - I puściliście go tak samego?! - oburzył się chłopak. Rzucił skrzynkę na ziemię i znów zniknął między świerkami.
   Chwilę później wracali już razem, za to niestety bez materiałów na domek.
 - Co tam, Benvolio? - zagadnęła Kalipso. - Trzeba wam pomóc nosić?
 - Właściwie to nic nie trzeba nosić. - odpowiedział zamiast niego Hauru. - Tam niedaleko jest fajne drzewo, więc przyszliśmy tylko po narzędzia... no i po was.
 - Chyba, że macie coś ciekawszego do roboty. - dopowiedział Benvolio.
 - Jak moglibyśmy mieć, skoro to wasze zadanie! - wykrzyknęła rozentuzjazmowana Ciris, zrywając się w miejsca
 - W takim razie w tą stronę. - Hauru ruszył w kierunku drzew spodziewając się, że pójdziemy za nim.
 - To może być ciekawe. - mruknął Rod wstając.
   Co było robić? Poszliśmy w ślady Hauru, chociaż momentami dziwiłam się, jak w takim miejscu znalazł takie chaszcze. I jak wybrał drzewo, skoro mniej nieprzyjemnej trasy nie mógł wybrać. Miałam tylko wielką nadzieję, że Kalipso i Rafaela w swoich krótkich spódniczkach radzą sobie z pokrzywami i krzaczorami lepiej niż ja.
   W pewnym momencie jednak Hauru zatrzymał się, a naszym oczom ukazał się dość rozłożysty klon otoczony dla odmiany, a jakże, pokrzywami.
 - Chodźcie, chodźcie! - poganiał nas podekscytowany przewodnik. - Tu zaraz obok jest sterta desek, to będziecie mogli usiąść.
 - Do czasu. - dodał Benvolio
 - Do czasu. - zaśmiał się tamten.
 - Nie ma co, świetna lokalizacja. - mruknęła pod nosem Rafaela.
 - Do pełni szczęścia brakuje jeszcze tylko jakiegoś mrowiska... - dopowiedział Rod.
 - Mogę znaleźć! - zaoferował się Benvolio. - Nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być jeszcze gorzej.
 - Fakt. Nie z tobą. - potwierdził Rod, uśmiechając się półgębkiem, a Benvolio dumnie wypiął pierś.
 - Koniec pogaduszek! - zarządził Hauru. - Benvolio chodź tu. Robimy domek!
 - Tak jest, panie komendancie. - jego podwładny stuknął piętami, po czym przydreptał do niego, bezmyślnie czekając na rozkazy.
 - Weź tą deskę... - chłopak podał mu jakiś wielki, podłużny kawałek drewna - i zanieś pod drzewo. Zaraz do ciebie dołączę.
 - Okej. - odparł tamten i wykonał polecenie, patrząc z ciekawością w oczach, co kombinuje Hauru.
   Tymczasem nasz przefarbowany blondyn chwycił całą stertę drewnianych odłamków i przeciągnął je przez pole pokrzyw gwiżdżąc pod nosem melodię przypominającą "Wieżę Babel" z musicalu "Metro", ale może mi się tylko zdawało.
 - Masz gwoździe? - spytał Benvolia chwytając w ręce młotek.
 - A skąd!
 - No to załatw.
 - No, skąd ja ci teraz wezmę jakieś gwoździe w środku parku? - zirytował się Benvolio.
 - Liczę na twoją kreatywność. Chyba, że mam użyć szarej taśmy klejącej, kawałka sznurka i kleju! Na pewno będzie to bardzo bezpieczne.
 - Mogę skoczyć po trytytki, mam paczkę w domu.
 - Ej! - zwrócił się do nas Hauru - Ma ktoś niepotrzebne gwoździe? Bo Benvolio chce żebyśmy zginęli w katastrofie budowlanej!
 - Zawsze w kieszeni. - odparłam ironicznie, jednak maiłam przeczucie, że może jednak gdzieś je znajdą.
 - Jakby się uprzeć, to tu są jakieś zardzewiałe... - zauważyła Rafaela.
 - Taaaaaaak, są! - ucieszył się Benvolio i rzucił się we wskazanym kierunku.
   Rzeczywiście, na ziemi leżały porozrzucane powyginane gwoździe.
 - Dobra, to może się przydać na jakieś ogrodzenie czy coś mniej istotnego, ale nie chcę, żebyśmy zrobili sobie krzywdę... to się po chwili wszystko rozpadnie... - powiedział Hauru obracając w dłoni przeżartą rdzą śrubkę.
 - Więc co proponujesz?
 - Chyba nie ma wyjścia i trzeba kupić. - westchnął.
 - Świetnie. - odezwał się Rod. - To my tu jeszcze posiedzimy, a wy lećcie do sklepu.
 - Ale dziś się nabiegam... - jęknął Hauru.
   Mimo całego swojego zniechęcenia chłopaki jeszcze raz zniknęli nam z pola widzenia, tym razem jednak wyraźnie się spiesząc.
   I znowu zostaliśmy bez zajęcia, w zawieszeniu. Byłam już do reszty znudzona i sądząc po minach pozostali co najmniej tak samo jak ja. Zaskoczyło mnie, jak nowe było dla mnie to uczucie - w końcu od początku wakacji tyle się działo... Dlatego poczułam się zupełnie zdezorientowana, gdy od niechcenia Rafaela zaczęła przyglądać się korze drzew, Rod - gapić się w komórkę, a Kalipso i Ciris - zaplatać jakieś sznurki. Już myślałam, że pewnie też będę musiała poszukać równie bezużytecznego zajęcia, gdy nagle zobaczyłam ten charakterystyczny błysk w oku Kalipso - i porozumiewawcze spojrzenie jej i Ciris. Pojawił się nowy pomysł.



 - Ej, to na pewno to drzewo? - usłyszeliśmy pełen zdziwienia głos Benvolia.
 - Jasne, że to! Specjalnie wybierałem miejsce z największą ilością pokrzyw!
 - Więc gdzie się podziali tamci?
 - Urządzają jakąś orgie i nas nie zaprosili...
 - W tych krzaczorach? Ała...
 - Niektórzy lubią ekstremalnie. - Hauru wzruszył ramionami.
   I w tym momencie Rafaela wybuchła perlistym śmiechem.
   Wszyscy spojrzeliśmy na nią zawiedzeni - to nie był jeszcze ten moment, kiedy mieliśmy się ujawnić. Szybko jednak zaczął się śmiać także odsuwający się od niej nieznacznie Rod, a potem cała reszta. Dopiero po pewnym czasie opanowaliśmy się na tyle, by spojrzeć na dół na dwóch totalnie zdezorientowanych chłopaków, których oczom ukazał się właśnie zawieszony na wysokości kilku metrów wielki hamak zapleciony ze znalezionego sznurka.
 - No i po co mamy budować domek, jak wyście już go zrobili?! - zawołał z dołu Hauru.
 - Bo wy się nie zmieścicie. - odparł z właściwym sobie cieniem złośliwości Rod.
 - Mówiłem, że orgia!
 - A co tam! Olać domek, idę do was! - wykrzyknął Benvolio, zabierając się do wdrapywania na drzewo od najmniej wygodnej strony. 
   Czy ten człowiek zawsze musi utrudniać sobie życie?!
   Po dwóch nieudanych próbach na szczęście zdał sobie z tego sprawę i już bez większych problemów wlazł na hamak wciskając się dokładnie między mnie a Ciris.
 - Zaraz będę musiał kogoś łapać... - mruknął Hauru.
 - Sądzisz, że się zarwie? - zapytałam poważnie.
 - Jestem tego pewien.
 - Dzięki Hauru, że tak w nas wierzysz. - zwróciła się do niego Ciris.
 - To nie tak. Po prostu stąd widać, jak gałęzie już się uginają...
   Przez moment jeszcze zostaliśmy na hamaku, jednak niezależnie od tego, czy Hauru miał rację, czy nie, dalsze siedzenie tam nie miało sensu. Powoli więc zebrałam się i zeszłam z drzewa, a za mną poszli Ciris i Benvolio - nie dane mu było nacieszyć się hamakiem. Widząc to, za moment Rod i Rafaela podążyli za nami, jednak chyba jeszcze mniej mieli na to ochotę. Nie mam pojęcia, o czym tak szepatli, ale widać było, że bardzo ich to pochłania.
   Tak bardzo, że schodząca pierwsza Rafaela praktycznie tuż nad ziemią zagapiła się i o mały włos nie spadła... A właściwie spadła, tylko przytrzymał ją Benvolio, który akurat w tamtym miejscu stał - nie wiadomo dlaczego...
   W ciągu ostatnich kilku minut stało się parę rzeczy, które wydały mi się... nieprzypadkowe. Nie wiedziałam, co o nich sądzić, ale z jakiegoś powodu byłam pewna, że o czymś świadczą. Dlatego też nie zwróciło mojej uwagi "umorzenie" zadania Benvolia i Hauru nieuzasadnione niczym poza naszym własnym lenistwem, ale raczej powrót do domów w określonym porządku... Musiałam koniecznie pogadać z Ciris... albo Benvoliem.

1 komentarz:

  1. Od jakiegoś czasu nic się tu nie dzieje, ale mam nadzieję, że to nie jest ostatnia notka na waszym blogu. :( Uzależniłam się.

    OdpowiedzUsuń