Antiochis
Wczorajsze spotkanie zmieniło
wszystko. Może zmuszenie nas jak dzieci do przeproszenia się za
wszystkie zaległe urazy nie było najsubtelniejszym sposobem
rozwiązania (czy załagodzenia) konfliktów, niemniej jednak
stało się jakimś katalizatorem zmian. W końcu coś ruszyło i
byłam z tego powodu szalenie szczęśliwa. Jakoś nie przejmowałam
się tym, że takie sztucznie sprowokowane podanie sobie rąk może
kiedyś okazać się tylko zamieceniem problemów pod dywan - w
końcu zawsze w naszym przypadku to działało. Teraz należało
jakoś wykorzystać tę sytuację, traktując ją jako pretekst do
"zaczęcia od nowa". Gry również.
Wyglądało na to, że reszta ma
podobne nastawienie jak ja, bo w rozpoczęciu jej od nowa nie
przeszkodził nawet brak starej butelki (może Kalipso ją
wyrzuciła?). Ktoś wyciągnął butelkę po wodzie i zaraz mogliśmy
zaczynać.
- Kto kręci? - spytała Rafaela.
- Naturalnie, że Ciris! Za długą
przerwę miałaś, dziewczyno! - zaśmiał się Hauru zwracając się
do mojej przyjaciółki.
- Poprawcie mnie, jakbym wymyśliła
coś, co już było. - odpowiedziała podnosząc butelkę.
Już po chwili w napięciu
obserwowaliśmy obracający się przedmiot, aż zatrzymał się wskazując
wylotem... przestrzeń między Hauru a Benvoliem!
- No i co teraz? - zapytał luzacko
Benvolio.
- Mam zakręcić jeszcze raz? -
zaproponowała Ciris.
- Ja bym dała zadanie łączone... -
podsunęła Kalipso.
- A to tak można? - zdziwiła się
tamta zwracając się odruchowo ku Rodowi.
- No, to jest jakaś okazja do
popisania się kreatywnością. Zezwalam. - chłopak prawie się zaśmiał.
- Hmm... dajcie mi chwilę. - Ciris
zamyśliła się rozglądając po otaczających nas drzewach aż
nagle klasnęła i z uśmiechem zwróciła się do chłopaków:
- Wybudujecie tu domek na drzewie! Zawsze o takim marzyłam...
- Jesteś pewna, że to bezpieczne? -
spytał Hauru spoglądając z niewinnym uśmieszkiem na Benvolia
- Jasne. - odparła.
- To jest świetny pomysł! - ucieszyła
się Kalipso.
- To dopiero będzie wyzwanie... -
zamyślił się Benvolio, patrząc na najbliższe drzewo, które
na pewno nie nadawało się do tego, co mieli zrobić.
- No co ty, my nie damy rady?! - Hauru
poklepał go po plecach. - Lecę po narzędzia. E... jakkolwiek
dziwnie to nie zabrzmi: ma ktoś jakieś niepotrzebne deski w domu?
- Rozejrzyjcie się po parku. -
powiedziałam. - Jestem pewna, że coś się tu znajdzie.
Zanim skończyłam zdanie, Hauru już
nie było. Wyglądający na skołowanego Benvolio zaczął się więc
chaotycznie rozglądać za deskami, jak małe dziecko zbierające
patyki na ognisko.
Nie spodziewając się żadnych
gwałtownych zwrotów akcji, razem z resztą wygodnie
rozsiadłam się pod swoim świerkiem i czekam, zastanawiając się,
kto wróci pierwszy.
- To jakaś nowa bluzka, prawda? -
zapytałam, gapiąc się bezmyślnie na Ciris.
- Tak. - uśmiechnęła się -
Robiłyśmy szalone zakupy z Talią.
- Ach, no tak. Wyjazdowy szał zakupów.
- Szkoda, że tego nie widziałaś...
Przeraziłabyś się, ile kasy wydałyśmy.
- No to chyba dobrze, że nie widziała.
- uśmiechnęła się Rafaela.
- Właśnie nie! Wtedy by zobaczyła,
jak się chodzi po sklepach... Właśnie! - odwróciła się do
mnie. - Przywiozłam coś dla ciebie tylko ciągle zapominam
zabrać... musisz do mnie wpaść.
- Przypomnij mi o tym, jak skończymy.
- poprosiłam.
- Jasne.
- Gdzie jest Benvolio? - spytał Hauru
wypadając spomiędzy drzew ze skrzynką narzędzi w ręku.
- Szuka desek. - odparłam.
- I puściliście go tak samego?! -
oburzył się chłopak. Rzucił skrzynkę na ziemię i znów
zniknął między świerkami.
Chwilę później wracali już
razem, za to niestety bez materiałów na domek.
- Co tam, Benvolio? - zagadnęła
Kalipso. - Trzeba wam pomóc nosić?
- Właściwie to nic nie trzeba nosić.
- odpowiedział zamiast niego Hauru. - Tam niedaleko jest fajne
drzewo, więc przyszliśmy tylko po narzędzia... no i po was.
- Chyba, że macie coś ciekawszego
do roboty. - dopowiedział Benvolio.
- Jak moglibyśmy mieć, skoro to wasze
zadanie! - wykrzyknęła rozentuzjazmowana Ciris, zrywając się w
miejsca
- W takim razie w tą stronę. - Hauru
ruszył w kierunku drzew spodziewając się, że pójdziemy za
nim.
- To może być ciekawe. - mruknął
Rod wstając.
Co było robić? Poszliśmy w ślady
Hauru, chociaż momentami dziwiłam się, jak w takim miejscu znalazł
takie chaszcze. I jak wybrał drzewo, skoro mniej nieprzyjemnej
trasy nie mógł wybrać. Miałam tylko wielką nadzieję, że
Kalipso i Rafaela w swoich krótkich spódniczkach radzą
sobie z pokrzywami i krzaczorami lepiej niż ja.
W pewnym momencie jednak Hauru
zatrzymał się, a naszym oczom ukazał się dość rozłożysty klon otoczony dla
odmiany, a jakże, pokrzywami.
- Chodźcie, chodźcie! - poganiał nas
podekscytowany przewodnik. - Tu zaraz obok jest sterta desek, to
będziecie mogli usiąść.
- Do czasu. - dodał Benvolio
- Do czasu. - zaśmiał się tamten.
- Nie ma co, świetna lokalizacja. -
mruknęła pod nosem Rafaela.
- Do pełni szczęścia brakuje jeszcze
tylko jakiegoś mrowiska... - dopowiedział Rod.
- Mogę znaleźć! - zaoferował się
Benvolio. - Nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być jeszcze
gorzej.
- Fakt. Nie z tobą. - potwierdził
Rod, uśmiechając się półgębkiem, a Benvolio dumnie wypiął pierś.
- Koniec pogaduszek! - zarządził
Hauru. - Benvolio chodź tu. Robimy domek!
- Tak jest, panie komendancie. - jego
podwładny stuknął piętami, po czym przydreptał do niego, bezmyślnie
czekając na rozkazy.
- Weź tą deskę... - chłopak podał
mu jakiś wielki, podłużny kawałek drewna - i zanieś pod drzewo.
Zaraz do ciebie dołączę.
- Okej. - odparł tamten i wykonał
polecenie, patrząc z ciekawością w oczach, co kombinuje Hauru.
Tymczasem nasz przefarbowany blondyn
chwycił całą stertę drewnianych odłamków i przeciągnął
je przez pole pokrzyw gwiżdżąc pod nosem melodię przypominającą
"Wieżę Babel" z musicalu "Metro", ale może mi
się tylko zdawało.
- Masz gwoździe? - spytał Benvolia
chwytając w ręce młotek.
- A skąd!
- No to załatw.
- No, skąd ja ci teraz wezmę jakieś
gwoździe w środku parku? - zirytował się Benvolio.
- Liczę na twoją kreatywność.
Chyba, że mam użyć szarej taśmy klejącej, kawałka
sznurka i kleju! Na pewno będzie to bardzo bezpieczne.
- Mogę skoczyć po trytytki, mam
paczkę w domu.
- Ej! - zwrócił się do nas
Hauru - Ma ktoś niepotrzebne gwoździe? Bo Benvolio chce żebyśmy
zginęli w katastrofie budowlanej!
- Zawsze w kieszeni. - odparłam
ironicznie, jednak maiłam przeczucie, że może jednak gdzieś je
znajdą.
- Jakby się uprzeć, to tu są jakieś
zardzewiałe... - zauważyła Rafaela.
- Taaaaaaak, są! - ucieszył się Benvolio
i rzucił się we wskazanym kierunku.
Rzeczywiście, na ziemi leżały
porozrzucane powyginane gwoździe.
- Dobra, to może się przydać na
jakieś ogrodzenie czy coś mniej istotnego, ale nie chcę, żebyśmy
zrobili sobie krzywdę... to się po chwili wszystko rozpadnie... - powiedział Hauru obracając w dłoni
przeżartą rdzą śrubkę.
- Więc co proponujesz?
- Chyba nie ma wyjścia i trzeba kupić.
- westchnął.
- Świetnie. - odezwał się Rod. - To
my tu jeszcze posiedzimy, a wy lećcie do sklepu.
- Ale dziś się nabiegam... - jęknął
Hauru.
Mimo całego swojego zniechęcenia
chłopaki jeszcze raz zniknęli nam z pola widzenia, tym razem jednak
wyraźnie się spiesząc.
I znowu zostaliśmy bez zajęcia, w
zawieszeniu. Byłam już do reszty znudzona i sądząc po minach
pozostali co najmniej tak samo jak ja. Zaskoczyło mnie, jak nowe
było dla mnie to uczucie - w końcu od początku wakacji tyle się
działo... Dlatego poczułam się zupełnie zdezorientowana, gdy od
niechcenia Rafaela zaczęła przyglądać się korze drzew, Rod -
gapić się w komórkę, a Kalipso i Ciris - zaplatać jakieś
sznurki. Już myślałam, że pewnie też będę musiała poszukać
równie bezużytecznego zajęcia, gdy nagle zobaczyłam ten
charakterystyczny błysk w oku Kalipso - i porozumiewawcze spojrzenie
jej i Ciris. Pojawił się nowy pomysł.
- Ej, to na pewno to drzewo? -
usłyszeliśmy pełen zdziwienia głos Benvolia.
- Jasne, że to! Specjalnie wybierałem miejsce z największą ilością pokrzyw!
- Więc gdzie się podziali tamci?
- Urządzają jakąś orgie i nas nie
zaprosili...
- W tych krzaczorach? Ała...
- Niektórzy lubią ekstremalnie.
- Hauru wzruszył ramionami.
I w tym momencie Rafaela wybuchła
perlistym śmiechem.
Wszyscy spojrzeliśmy na nią
zawiedzeni - to nie był jeszcze ten moment, kiedy mieliśmy się
ujawnić. Szybko jednak zaczął się śmiać także odsuwający się
od niej nieznacznie Rod, a potem cała reszta. Dopiero po pewnym
czasie opanowaliśmy się na tyle, by spojrzeć na dół na
dwóch totalnie zdezorientowanych chłopaków, których
oczom ukazał się właśnie zawieszony na wysokości kilku metrów
wielki hamak zapleciony ze znalezionego sznurka.
- No i po co mamy budować domek, jak
wyście już go zrobili?! - zawołał z dołu Hauru.
- Bo wy się nie zmieścicie. - odparł
z właściwym sobie cieniem złośliwości Rod.
- Mówiłem, że orgia!
- A co tam! Olać domek, idę do was! -
wykrzyknął Benvolio, zabierając się do wdrapywania na drzewo od
najmniej wygodnej strony.
Czy ten człowiek zawsze musi utrudniać
sobie życie?!
Po dwóch nieudanych próbach
na szczęście zdał sobie z tego sprawę i już bez większych
problemów wlazł na hamak wciskając się dokładnie między
mnie a Ciris.
- Zaraz będę musiał kogoś łapać...
- mruknął Hauru.
- Sądzisz, że się zarwie? -
zapytałam poważnie.
- Jestem tego pewien.
- Dzięki Hauru, że tak w nas
wierzysz. - zwróciła się do niego Ciris.
- To nie tak. Po prostu stąd widać,
jak gałęzie już się uginają...
Przez moment jeszcze zostaliśmy na
hamaku, jednak niezależnie od tego, czy Hauru miał rację, czy nie,
dalsze siedzenie tam nie miało sensu. Powoli więc zebrałam się i
zeszłam z drzewa, a za mną poszli Ciris i Benvolio - nie dane mu
było nacieszyć się hamakiem. Widząc to, za moment Rod i Rafaela
podążyli za nami, jednak chyba jeszcze mniej mieli na to ochotę. Nie mam pojęcia, o czym tak szepatli, ale widać było, że bardzo
ich to pochłania.
Tak bardzo, że schodząca pierwsza
Rafaela praktycznie tuż nad ziemią zagapiła się i o mały włos
nie spadła... A właściwie spadła, tylko przytrzymał ją
Benvolio, który akurat w tamtym miejscu stał - nie wiadomo
dlaczego...
W ciągu ostatnich kilku minut stało
się parę rzeczy, które wydały mi się... nieprzypadkowe.
Nie wiedziałam, co o nich sądzić, ale z jakiegoś powodu byłam
pewna, że o czymś świadczą. Dlatego też nie zwróciło
mojej uwagi "umorzenie" zadania Benvolia i Hauru
nieuzasadnione niczym poza naszym własnym lenistwem, ale raczej
powrót do domów w określonym porządku... Musiałam
koniecznie pogadać z Ciris... albo Benvoliem.
Od jakiegoś czasu nic się tu nie dzieje, ale mam nadzieję, że to nie jest ostatnia notka na waszym blogu. :( Uzależniłam się.
OdpowiedzUsuń