Kalipso
Szłam do parku wciąż powtarzając
sobie w myślach, że tym razem nie stracę panowania nad sobą.
Miałam już dość tej sytuacji. Dość tego, że wszystko wymykało
mi się spod kontroli. Ciris miała rację: powinniśmy wziąć
sprawy w swoje ręce, a nie siedzieć w domach z nadzieją, że coś
się zmieni. Ostatnimi czasy nie byłam sobą, ale z tym koniec!
Weszłam miedzy drzewa. Na polanie był
już Benvolio w towarzystwie Ciris i Rafaeli
Chyba siedzieli tu od jakiegoś czasu,
bo dziewczyny zaczynały się dogadywać. Na mój widok przerwały jednak
rozmowę.
- Hejka. - rzuciłam w miarę pogodnie.
- Długo czekacie?
- Nie, skąd! - odparł wesoło
Benvolio.
- Całe szczęście. - uśmiechnęłam
się i usiadłam z nimi na trawie.
Nie minęło wiele czasu, a dołączył
do nas Rod a potem Hauru, który przyszedł z Anti.
Bardzo bałam się momentu, kiedy znów
ich ujrzę... ale nie było tak źle, jak myślałam. Na widok byłego chłopaka ścisnęło mi się gardło, ale trwało to tylko chwilę. Wszyscy staraliśmy się zachowywać tak, jakby
nic się nie stało. Anti uśmiechnęła się szeroko i
zaraz zajęła miejsce obok mnie. Rod z kolei wyglądał, jakby
chciał coś powiedzieć, ale ostatecznie zarzucił ten pomysł.
- Przyniosłam zdjęcia z Francji. -
powiedziała Ciris, kiedy już wszyscy znaleźli się na miejscu. -
To dopiero pierwsza część, którą wywołałam jeszcze będąc w Bourges.
Dziewczyna podała nam fotografie. Od
razu poznałam jej charakterystyczny styl dorabiania efektów
specjalnych i kadrowania. Każdy obraz miał w sobie cząstkę
tajemnicy. Intrygował. Jej fascynacja światłem była widoczna
zarówno na zdjęciach przyrody, architektury jak i ludzi.
Lekcje fotografii nie poszły na marne... Jednak tak bardzo zajęłam
się techniczno-artystycznymi walorami fotografii, że dopiero po
chwili dotarło do mnie, że w ogóle nie przyglądam się
temu, jakim osobom Ciris robiła zdjęcia!
- Ta blondynka z bandaną to Talia,
prawda? - spytał Hauru.
- Skąd wiesz? - zdało mi się, że
Ciris się zarumieniła, ale może to tylko opalenizna.
- Gdybym chciał przyszpanować swoimi zdolnościami dedukcyjnymi,
powiedziałbym, że jest na prawie każdym zdjęciu, a
mówiłaś, że to z nią najbardziej się zaprzyjaźniłaś. Ale
tak na serio, to znalazłem bardzo poetycką dedykację na odwrocie jednego zdjęcia, której niestety nie zrozumiałem, bo całą zapisała po francusku!
Zaśmialiśmy się.
- Śliczne są. - powiedziałam.
- Dziękuję. - odpowiedziała Ciris. -
Obiecaliście, że też jakieś zrobicie. A więc?
- Robiłam trochę w czasie gry, ale
ostatecznie nie wyszło tego dużo... - westchnęła Anti.
- Zostawić wam coś...
- Już tak na nas nie narzekaj. - odezwał się
Hauru. - Mogę ci pokazać film, który nagrałem w
międzyczasie na szkolny festiwal.
- Myślałam, że temat podadzą
dopiero w październiku...
- Bo tak jest. Ale to co zrobiłem nie
ma kompletnie sensu ani fabuły, wiec przypasuje do wszystkiego!
- Chyba nie chcę tego oglądać...
- Ranisz moje uczucia... - Hauru udał zasmuconego.
- A oto przykład, jak łatwo się na
siebie potrafimy obrazić za kompletną błahostkę. - powiedziała
Ciris poważniejąc.
- Przecież żartuję! - obruszył się
Hauru.
- Wiem, ale to idealny przykład. -
odparła. - A teraz koniec tych cyrków. Głupio mi, że muszę
was traktować w tym momencie jak małe dzieci i pouczać, ale nie
zostawiacie mi wyboru. Macie sobie wybaczyć, podać rękę i
się pogodzić. Cokolwiek kto ma komu do zarzucenia.
Zapadła cisza. Nikt nie kwapił się
do rozmowy, jak zresztą można było się spodziewać. Kiedyś w
takich chwilach to ja zabierałam głos ale teraz... Zaraz! jakie
"teraz"?! Miałam doprowadzić się do porządku, a to była
moja szansa.
- Rod, przepraszam za to, co ci
zrobiłam. - powiedziałam po raz pierwszy tego dnia spoglądając mu
prosto w oczy. - Na prawdę nie chciałam, żeby to tak wyszło.
Zmarszczył brwi, ale jakoś smutno i
odparł wyjątkowo bezbarwnym głosem:
- Nie posądzam cię o sadyzm, ale
niewątpliwie... zrobiłaś źle. Mam wrażenie, że nie rozumiesz,
albo nie rozumiałaś, powagi, jaką ta sytuacja ma dla mnie.
Poczułam jak łzy napływają mi do
oczu, ale tym razem nie pozwoliłam im popłynąć.
- Więc masz mylne wrażenie. Wiem, jak
to wyglądało z zewnątrz, ale ty nie wiesz, co ja przeżywałam.
- Mogę powiedzieć to samo, chociaż
pewnie co innego mamy na myśli... - zamyślił się, a za chwilę
potrząsnął głową. - Ale nie chcę teraz o tym mówić,
wybacz, Ciris.
- Rozumiem. - powiedziała spoglądając
na niego współczująco.
- Hauru... - odezwałam się ponownie.
- Ciebie też powinnam przeprosić. Nie wiem, co się stało z moją
samokontrolą kiedy....
- Nie waż się mnie przepraszać. -
chłopak powiedział to lodowatym tonem, jednak kolejne słowa
wypowiadał już zwyczajnie, choć z powagą. - Zachowywałem się
wobec ciebie w taki sposób... obiecywałem ci, że będę
twoim przyjacielem, a potem odstawiłem taki numer... ta... jak zwykle
wszystko zniszczyłem.
Chciałam zaprotestować. Znów
brał winę na siebie. Ale nie pozwolił mi dojść do słowa, bo
zaraz zwrócił się do Roda.
- Nie żeby coś, ale może nie
doszłoby do tego, gdybyśmy od początku się normalnie dogadywali.
Tymczasem między nami były głównie docinki. Przykro mi, ale
ja nie potrafię zignorować zachęty do rywalizacji...
- Normalnie ludzie sobie z tym radzą,
dogadują się i tak. - żachnął się tamten. - Po prostu
przeholowaliśmy. Przepraszam. - wydusił ostatecznie.
Na chwilę zapadła cisza pełna
konsternacji przerwana dopiero przez głośne
westchnięcie Benvolia. Jak na zawołanie wszyscy obróciliśmy się w jego stronę, a on skurczył się w sobie.
- Przepraszam. Przez cały czas wstrzymywałem
oddech... - wyszeptał odgarniając grzywkę na bok.
- Dobra. Jeszcze kilka westchnień, a
nie będzie czym oddychać, więc załatwmy to bez ceregieli. -
odezwał się Rod ze śmiertelnie poważną miną i spuszczonymi
oczami. - Kto dalej?
- Ja też mam to i owo za uszami, ale
może o tym za chwilę... - ni stąd ni zowąd Antiochis zabrała
głos. - Chciałabym tylko usłyszeć coś od Rafaeli...
- Niby co? - spytała dziwnie milcząca
dzisiaj kuzynka Roda.
- No, te wszystkie twoje ingerencje...
w konflikt... Nie żebym chciała cię jakoś wykluczyć, ale wydaje
mi się, że tak zaciekle broniąc Roda, nie wiedziałaś za bardzo w
co się mieszasz...
- Tak się wszyscy na niego
zawzięliście, że nie miałam wyjścia. Gdyby nie ja, pewnie do tej
pory byście ze sobą nie rozmawiali! Nie zamierzam przepraszać za
to, co zrobiłam dobrze.
- Rafaela, nie o to chodzi w tej
rozmowie... - zwróciła jej uwagę Ciris.
- To co? Ja nie mogę nic powiedzieć,
bo znamy się od niedawna, a wasza przyjaciółka, której
nawet nie było przy całym wydarzeniu, miesza się we wszystko?! - zdenerwowała się.
- Chyba wiem, o co chodzi... - szepnął
Rod, czym natychmiast zwrócił uwagę kuzynki. - Anti pewnie
niekoniecznie chodzi o mediację w czasie, kiedy... nie wychodziłem
z domu, ale o udział w bezpośredniej kłótni. Prawda? -
zwrócił się do Antiochis, a ujrzawszy jej potakiwanie
kontynuował: - Jestem jedną ze stron, nie widzę tego obiektywnie,
ale może tego oczekiwała od ciebie. - spojrzał w oczy Rafaeli.
- Skoro tak mówisz... W takim
razie przepraszam. Chyba za bardzo mart... - urwała w połowie
zdania speszona, a potem powtórzyła: - Przepraszam.
Następująca po tych słowach cisza
nietrwała długo, gdyż przerwał ją jak zwykle niecierpliwy
Benvolio:
- Anti, o czym mówiłaś wtedy
na początku? - wyszeptał.
Nigdy nie widziałam jej tak spiętej
jak w tym momencie - chociaż przed chwilą sama zaczynała mówić
na tak - widocznie - drażliwy temat. Jej twarz najpierw zbladła, a
potem znowu napłynęła krwią, prawie że puchnąc. Jednocześnie
do oczy zaczerwieniły jej się od napływających łez.
- Na pewno zauważyliście to już
wcześniej, nie mam was za idiotów. - mamrotała wbijając
wzrok w ziemię, jakby uporczywie. - Moje przyznanie się jest już
tylko formalnością, a przeprosiny są już w ogóle
nieporównywalnie łatwiejsze...
Zatrzymała się, jakby miała skakać
na bungee - a przecież to tylko jakieś słowa!
- Okłamałam was z tym powrotem Ciris.
To nie ona zwlekała z nim, tylko ja wam kłamałam, żebyście się
opamiętali, ale to była totalna bzdura. Przepraszam! - prawie
krzyknęła, roniąc kilka łez.
Naturalnie zwróciła się
jeszcze do przyjaciółki:
- Tobie jeszcze w listach kłamałam...
Znaczy kłamaliśmy wszyscy, ale to był mój pomysł. Mój
pomysł, żeby cię oszukać... Tak strasznie żałuję,
przepraszam...
- Nie ma za co, Anti. Chciałaś
dobrze. - odparła natychmiast tamta.
Gdy Antiochis już na dobre się rozpłakała,
taktownie odwróciłam wzrok. I zupełnie przypadkiem padł na
Benvolia.
- A więc mamy tylko jedno
niewiniątko... - spróbował zażartować Hauru, żeby
rozluźnić atmosferę i odwrócić uwagę od zapłakanej dziewczyny.
- Czy ja wiem, czy niewiniątko? -
Benvolio nie wyglądał na przekonanego.
- Czesz powiedzieć, że to ty zrobiłeś
mi ten bałagan w kosmetykach dwa tygodnie temu? Nie ma sprawy, wybaczam.
- Nie... - machnął ręką. - Mówię
o czym innym. Po prostu czasem też nie zachowywałem się najlepiej,
ale może rzeczywiście lepiej już tego nie rozpamiętywać?
- Myślę, że na dziś wystarczy.
- powiedziała Ciris. - Ważne, że porozmawialiśmy. To dobry
początek.
- Oby. - mruknął Rod.
- Pożyjemy, zobaczymy! - Ciris wciąż
nie traciła optymizmu. - Widzimy się jutro na butelce?
Popatrzyliśmy po sobie.
- Tak. - odpowiedziałam. - Bo w końcu
co mamy robić? Łazić po sklepach jak reszta idiotów z
naszego liceum?
- Pewnie oni śmieją się z nas... -
zwrócił uwagę Rod. - O ile wiedzą.
- Kurde, my sami nie wiemy, co robimy!
- roześmiał się Benvolio.
- I to jest w tym wszystkim najlepsze!
- zawtórował mu Hauru.
Anti tylko mruknęła:
- Teraz to mówisz....?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz