Benvolio
Od tamtej feralnej nocy minął już tydzień. Przez cały ten czas z nikim się nie widziałem, z nikim nie rozmawiałem, w ogóle nic nie robiłem. Siedziałem w domu, gapiąc się w ścianę i od czasu do czasu zmywając naczynia, sprzątając, prasując - nie próbując nawet przeciwstawiać się temu, co nakazywali mi rodzice. W innych okolicznościach ten szlaban musiałby być bardzo dotkliwą karą, jednak teraz było mi już wszystko jedno. Albo nawet inaczej: lepiej, że miałem pretekst, żeby nie podejmować żadnych działań - choć czułem, że powinienem. Odpowiedzialność za grupę to nie jest łatwa sprawa, a to, co umiałem zrobić, nijak nie mogło wystarczyć. Teraz każdy miał własne problemy i musiał się z nimi uporać sam.
Ale po upływie tego tygodnia coś się zmieniło. Wczesnym popołudniem odebrałem od Anti SMSa, że stało się coś ważnego i że koniecznie mam do niej przyjść. Moje negatywne nastawienie błyskawicznie przeszło w pełną mobilizację z pewną nutką entuzjazmu. Jednak brakowało mi tej roboty! Z lekkim uśmiechem schowałem komórkę do kieszeni i wybiegłem z domu.
Całą grupą siedzieliśmy w pokoju Antiochis, czekając, aż wróci z kuchni: Kalipso, Rod, Hauru i ja. Każde wciśnięte w inny kąt pokoju, każde z innym wyrazem twarzy. Hauru wyglądał na rozluźnionego. Nie wiedziałem, jak bardzo przeżył to zatrzymanie, ale teraz widziałem, że nie jest to udawany spokój. A przynajmniej tak mi się wydawało.
Co innego Kalipso: ona siedziała skulona, opierając się plecami o ścianę, z głową opartą o kolana. Jej mina nie wyrażała nic pozytywnego.
Z kolei Rod był jakoś dziwnie zamyślony, jakby zupełnie nie interesowało go to, po co tu przyszedł. I zdziwiło mnie to, że nie usiadł obok Kalipso. Czyżby też się pokłócili?
Nie miałem jednak czasu zbyt długo nad tym myśleć, bo zaraz wróciła Anti z nożem - do rozcięcia koperty oczywiście. Chciała, żeby otwarcie listu, który przyniósł dziś listonosz, było jak najbardziej uroczyste i przebiegało w atmosferze powagi i skupienia. W końcu to pierwszy list od Ciris od czasu, kiedy wyjechała do Francji. Przyszedł w dodatku w tak trudnym dla nas momencie, że po prostu musiało to być dla nas wielkie wydarzenie.
Anti usiadła na łóżku tak, aby widzieć wszystkich, ostrożnie rozcięła kopertę i wyjęła z niej pastelowo-żółtą kartkę, całą pokrytą eleganckim pismem Ciris. Bez żadnych wstępów zaczęła czytać:
Bourges, 10 lipca 2014
Kochani!
Przepraszam, że piszę dopiero teraz, ale tyle się tutaj dzieje... Tak! Na kursie rysunku! Nie chciałabym, żebyście myśleli, że to tylko siedzenie i wodzenie ołówkiem po kartce papieru! Co chwila latamy po mieście i...
Ale może jednak zacznę od początku:
W samolocie, którym leciałam do Francji poznałam dziewczynę, która również dostała się na kurs w ostatniej chwili! Niesamowity zbieg okoliczności, prawda? Ma na imię Talia i jeszcze później o niej sporo usłyszycie... (Ale pewnie dopiero jak się spotkamy, bo zbankrutuję na papeterii). W każdym razie od razu poczułam się lepiej, bo bałam się, że na miejscu gdzieś zabłądzę... Razem już dojechałyśmy do internatu jakiejś szkoły, który w wakacje służy kursantom za noclegownię. Oczywiście łatwo się domyślić, kto został moją współlokatorką... ;)
Pierwsze zajęcia były... szokiem. Nie dość, że nic nie zrozumiałam z tego, co powiedziała prowadząca (nawet nie wyobrażacie sobie, jaki ma niechlujny sposób mówienia...) to jeszcze grupa okazała się bardzo kameralna. Spodziewałam się, nie wiem.... 40 osób? A tymczasem jest nas w sumie 17 przy czym dwóch chłopaków bez przerwy urywa się z zajęć. No właśnie! Wyjątkowo dużo chłopaków się zapisało...
No ale odejdźmy od statystyk! Żeby się lepiej poznać, wyszliśmy potem razem zobaczyć miasto. Są tu osoby głównie z Włoch i Hiszpanii, ale i parę osób z Anglii, Polski no i oczywiście Francji, więc dla wszystkich zwiedzanie było bardzo przyjemne. Ach... jak tu jest pięknie!
Niezłą mieliśmy akcję jak Phil podczas zwiedzania katedry wypadł z krzykiem na Emilie zza kolumny. Dziewczyna zaczęła piszczeć, a potem jakimś ciosem karate przerzuciła go nad sobą i powaliła na ziemię. Philowi na szczęście nic się nie stało... Ale wyglądało to zupełnie jak jeden z pojedynków na wzrok Hauru i Kalipso! Nawet nie wiecie, jak bardzo za Wami zatęskniłam w tamtym momencie!
A innym razem rysowaliśmy przechodniów. Miasto jest prześliczne, więc zajęcia w terenie są jednymi z moich ulubionych. I nie uwierzycie, kogo tam spotkałam! Dziewczynę, czytającą w jednej z kafejek "Dumę i Uprzedzenie"! Musiałam ją narysować. Tak bardzo skojarzyła mi się z zadaniem Hauru i tym jego podrywem na cytaty! A zaraz obok, przy innym stoliku siedział chłopak w całości ubrany na czarno. Rod, nie obraź się, ale myślałam, że to Ty!
To tylko pokazuje, jak bardzo za Wami tęsknię... Nowi znajomi owszem, są bardzo fajni, a lekcje są świetne i klimat Bourges... Ale chciałabym być teraz tam z Wami. Na pewno świetnie się bawicie! Tak żałuję, że to przegapię...
Anti, koniecznie spisz mi wszystko, co się wydarzyło od mojego wyjazdu! Bardzo szczegółowo! Będę mogła chociaż wyobrazić sobie, jak sprawy się u Was mają. Po moim powrocie na pewno umówimy się na oglądanie zdjęć, prawda? Ja robię je cały czas!
I wysyłam Wam parę szybkich szkiców moich koleżanek, kolegów i przechodniów. Katedrę znajdziecie w internecie, nienawidzę rysować architektury.
Do szybkiego napisania!
Kocham Was!
Ciris
PS. Benvolio, powiedz, że jeszcze nie zrobiłeś sobie krzywdy... przed chwilą Talia przewróciła się o próg naszego pokoju i ma rozbite kolano, a wiem, że Tobie zdarza się to bez przerwy!
Na moment zapadła cisza. Anti położyła list przed sobą na skraju prześcieradła i patrzyła w niego uporczywie, jakby miał jej powiedzieć coś jeszcze. Już i tak powiedział dużo! Strasznie cieszyłem się, że Ciris dobrze się ma tam w Bourges, ale z drugiej strony czułem, że jest w tym coś nieuczciwego, że nie wie, co się stało tu w Polsce pod jej nieobecność. Trzeba będzie jej odpowiedzieć... Ale też nie chciałem, żeby martwiła się nami - to mogłoby jej zepsuć cały wyjazd.
Rozejrzałem się po pokoju, żeby zobaczyć reakcję innych.
Roda list nie wyrwał z tego niezwykłego zamyślenia, ale teraz w jego twarzy coś drgnęło, jakby... był zaskoczony? W każdym razie wciąż patrzył na nas jak z jakiegoś odległego miejsca, zajęty w dużej mierze czymś innym. Na Hauru zrobiło to dużo większe wrażenie, gdybym nie słyszał wcześniej treści tego listu, pomyślałbym, że oszalał, tak absurdalny wydał mi się jego szeroki uśmiech. I chyba znowu odezwało się jego niezdiagnozowane ADHD, bo zaraz wstał, wziął do ręki list i chodząc po pokoju, zaczął jeszcze raz go czytać i komentować.
- Czy ona nie jest urocza? Nawet pamiętała jaką książkę czytała Monika! O... a to zajście w katedrze... Już ja z nią porozmawiam na ten temat! Mam nadzieję, że nie miała na myśli, że zawsze daję sobą rzucać o podłogę!
- Uspokój się. - odezwała się Kalipso. Z pewnego powodu, znanego również mi i Anti, jego gadanina zadziałała jej na nerwy. Twarz rudej nie wyrażała ani trochę więcej entuzjazmu niż przed przeczytaniem listu.
- Nie chcę się kłócić, Kalipso. Powiedzmy, że przegrywam w 50% przypadków. - odpowiedział jej Hauru. Dobry z niego aktor, powieka mu nie drgnęła, gdy mówił te słowa - nadal szeroko się uśmiechał.
- Odpuść sobie z tymi tekstami. Nie widzisz, jak wygląda sytuacja? - powiedziała ogólnie.
- Widzę. I wcale mi tego nie ułatwiasz, więc proszę, nie miej do mnie pretensji. - odparł już poważnie.
- Ktoś ma jakieś propozycje? - odezwała się rzeczowo, choć równie ogólnie Anti, przerywając ich utarczkę.
- E... Pewnie dobrze by było jej odpisać. - odparłem, czując, że niezupełnie rozumiem pytanie.
- No tak. To jasne. Tylko co? - odparła Anti.
- Prawdę? - rzucił sarkastycznie Rod, patrząc na nią z odrobiną zwykłego politowania. Chyba właśnie wracał do świata żywych.
- Może lepiej nie odpowiadać i jak przyjedzie, to zobaczy co tu się wyrabia. - zaproponował Hauru. - Nie chciałbym jej zmartwić.
- To może zaczekajmy z odpowiadaniem, aż wszystko ułoży się na tyle, żeby rzeczywiście móc napisać prawdę? - powiedziała w zamyśleniu Anti.
Wprowadziło to do naszej rozmowy lekką konsternację. Tak naprawdę nikt nie wiedział, co możemy zrobić, aby naprawić sytuację, a już na pewno nie na tyle, żeby można było napisać Ciris "U nas wszystko po staremu".
- Nic już nie będzie tak, jak dawniej, ale możemy spróbować. - poparł ją blondyn. - To chyba najlepsze wyjście z sytuacji.
- I jak zamierzacie to zrobić? - zapytał szczerze Rod. Zdziwił mnie brak sceptycyzmu w jego głosie, o który to pytanie aż się prosiło.
To pytanie było sensowne, nawet bardzo sensowne i myślę, że nie był to tylko moja subiektywna opinia. Zaraz zacząłem myśleć, co mogłoby nas znowu zbliżyć do siebie, przypomnieć, jak było dawniej albo sprawić, że zaczniemy się dogadywać od nowa - jakkolwiek by to miało wyglądać.
- E... To może zapiszemy się razem na jakieś zajęcia? - rzuciłem nieśmiało przerywając niedługą ciszę, jaka zapadła po pytaniu Roda.
- Już to widzę... - uśmiechnął się pod nosem Hauru. - Lepiej sami sobie coś zorganizujmy. Nie chcę słuchać ględzenia nauczycieli w wakacje. Może nakręcimy film?!
- To niezły pomysł, ale poszukajmy czegoś jeszcze. - pokierowała rozmową Anti.
- Albo może zwyczajnie pokręcimy się po mieście, jak wszyscy normalni ludzie? Wiecie, może nie od razu jakieś odpały, ale łażenie po sklepach? - spojrzałem w stronę dziewczyn.
- Wszystko mi jedno. - odparła Kalipso.
- A co powiecie na powrót do gry? - zaproponował ni stąd, ni zowąd Rod.
Kolejny raz przez chwilę patrzyliśmy na siebie bez słowa, aż w końcu zdecydowałem się odezwać.
- Czemu nie? Tylko może trochę inaczej niż dotychczas...
- Na przykład, żeby wszystkie zadania musiały być zgodne z prawem... - dodała Antiochis, patrząc gdzieś w przestrzeń.
Starając się nie patrzeć na żadną konkretną osobę, zgodnie pokiwaliśmy głowami.
- Może na początek wrócimy do samych pytań? - doprecyzował Rod.
- O! I to jest myśl! - Anti uśmiechnęła się, kiwając głową.
- Tak, to może wypalić. - przytaknąłem. Rod miał łeb na karku - przecież to mogło rozwiązać tyle problemów!
- Nie wzięłam butelki. - westchnęła Kalipso.
- W każdej chwili mogę skoczyć do kuchni. - zaoferowała się Antiochis.
- A ty, Hauru, co o tym sądzisz? - zapytałem.
- Mogę zagrać... czemu nie...
Nie wyglądał na przekonanego, ale myślałem, że jeszcze wróci mu entuzjazm.
I nie pomyliłem się. Chwilę później już wybiegł z pokoju wołając, że zaraz przyniesie co trzeba.
- Czyli mamy pomysł. - skwitował zadowolony z siebie Rod.
- Kto pierwszy? - spytał od progu blondyn z butelką fanty w ręce.
- A co z coca-colą?
- Nowy rozdział, nowa marka!
Ponieważ nikt nie zgłosił się do kręcenia, w końcu Hauru wypalił:
- No to ja zacznę! Strasznie mi się pić chce.
Wziął łyka musującego napoju, po czym zakręcił.
- Benvolio! Co jadłeś dziś na śniadanie?
- Odsmażone wczorajsze naleśniki z serem, polane syropem owocowym. - odparłem, starając się brzmieć jakby był to ósmy cud świata.
- Uuu... Na bogato! - skomentował, po czym butelkę przejąłem ja.
- Kalipso! Kiedy ostatnio nosiłaś spódnicę?
- Ze trzy miesiące temu na bankiecie w pracy taty. Była śliczna... Taka różnobarwna, z koła... właściwie nie wiem, czemu w niej nie chodzę...
- No właśnie. - zaśmiał się Rod.
- Anti, jakie jest Twoje najmilsze wspomnienie z dzieciństwa?
- Hmmm... Myślę, że to było w podstawówce - momenty, kiedy wracałam ze szkoły, a po domu roznosił się zapach świeżo upieczonego ciasta... Starałam się wykraść choć kawałek zanim rodzice zagonili mnie do obiadu i lekcji. - uśmiechnęła się do swoich myśli.
Po chwili jednak niechętnie się od nich oderwała i zakręciła butelką.
- Hauru. Jakie sporty uprawiasz? Nigdy ich wszystkich nie ogarniałam.
- Ciekawe, czy sam je ogarniasz... - szepnąłem.
- Przezabawne, Benvolio! Gram w siatkę, jeżdżę na łyżkach, uprawiam szermierkę, chodzę na taniec towarzyski... co jakiś czas jeszcze na skałki się wybieram... z reszty rzeczy zrezygnowałem dla teatru... Rod! Kiedy zacząłeś ubierać się na czarno?!
- Jak to zacząłem? - potrząsnął głową zdezorientowany, po czym spojrzał na swoje ubranie. - No, tak wyszło...
- Tak wychodzi odkąd cię znam. - zaśmiał się blondyn. - Myślałem, że masz do tego jakąś ideologię....
- Nie no, co ty... - odparł zdziwiony i uznawszy, że już odpowiedział na pytanie, przejął butelkę.
- Benvolio, jaką książkę ostatnio przeczytałeś?
- "Hitchhikers Guide to the Galaxy", po angielsku oczywiście.
- Wziąłeś się za siebie! - powiedział z podziwem, nie wiem czy udawanym, czy realnym. - Ogarniasz wszystko?
- No raczej! - zaśmiałem się. - Swoją drogą: wciąż nie wiem, gdzie się podziewa ta cholerna "Kamasutra", a biblioteka już się upomina... - spojrzałem wyczekująco na resztę.
- Pytałeś Romea? Rodzeństwo lubi robić sobie wredne żarty... - zasugerował Hauru
- Tak, ale z tego samego powodu nic się od niego nie dowiedziałem.
- No tak...
- Dobra, kiedy indziej to załatwimy. - machnąłem ręką i chwyciłem butelkę.
- Anti, kochana! Co dziś rano zmusiło cię do uporządkowania tamtej szuflady? Przecież od pół roku się nie domykała.
- Kiedy dołożyłam tam kolejną stertę papierów, coś dziwnego stało się z zawiasami... - odpowiedziała z miną niewiniątka. - I to pomogło mi podjąć tę decyzję...
Potem zakręciła butelką i nie zmieniając wyrazu twarzy zadała Kalipso pytanie:
- Co ty tam tak ciągle nucisz?
- "Too much love will kill you" - odpowiedziała po czym szybko dodała:
- Dziś w radiu przed wyjściem usłyszałam i tak zostało... Hauru... Co tam u sióstr?
Odpowiedział dopiero po chwili, jakby się zamyślił.
- Se coś kombinuje, bo znów nie ma z nią kontaktu, co dosyć mnie martwi, bo chyba jej podpadłem... A Amadea i Gracja... przeżywają fazę romantyzmu. Cały czas męczą mnie, żebym im czytał Byrona. Nic z niego nie rozumieją i muszę im to tłumaczyć. Ja z tymi potworkami nie mam przerwy od szkoły!
- Szczęściary, jak pójdą na humana będą znały cały materiał.
- O nie... nie życzę im sprzedawania frytek w McDonaldzie! A teraaaaz... Anti. Piszesz pamiętnik?
- Nie. Skąd ten pomysł? Ja i pisanie?
- A szkoda. Tak pytałem, żeby się upewnić, że nie ma potrzeby przeszukiwania twojego pokoju... - uśmiechnął się psotnie
- Co ty kombinujesz? - zapytała podejrzliwie.
- Ej ej ej! To nie moja kolejka! Kręć!
- No dooobra. Rod, co najlepiej gotujesz?
- Tak szczerze?
- Yhymmm...
- Myślę, że nieźle mi wychodzi pizza. Zresztą tutaj raczej Kalipso mogłaby się wypowiedzieć.
- Jego pizza jest świetna. - zapewniła ruda. - Choć przyznaję, że lepiej smakuje, kiedy nie dorzuca do niej "niespodzianek"...
- Co masz na myśli? - dopytałem.
- Raz znalazłam w niej landrynki...
- Oj, to był wypadek przy pracy! - zaczął się usprawiedliwiać Rod, ale nie zdołał już powstrzymać wielkiego wybuchu śmiechu.
To były te cudowne momenty, kiedy wydawało nam się, że wszystko jest tak, jak dawniej i pewne wydarzenia mogłyby równie dobrze nie mieć miejsca. Teraz pozostawało nam mieć nadzieję, że to naprawdę coś zmieni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz