sobota, 23 listopada 2013

23. To nie mogą być uczucia... to jakaś pieprzona sinusoida -.-



Hauru

   Weekend przeleżałem w łóżku (Taaaak... Mimo, że są wakacje, orientuję się, jaki jest dzień tygodnia! To dopiero rzadka umiejętność...). Nic nie było w stanie wyciągnąć mnie z pokoju włączając w to Ami i Gri. Rodziców chyba to cieszyło, bo przynajmniej mieli pewność, że nie wpakuję się znowu w kłopoty. Kochani... Przyjechali po mnie do aresztu o 23.00 tłumacząc się, że w telewizji leciał ich ukochany film i nie mogli go przegapić, a mi dobrze zrobi jak choć chwilę posiedzę w jednym miejscu. A więc proszę bardzo: niczym ortodoksyjny Żyd w szabas - nie zrobiłem ani kroku poza dom!
   Jednak dochodziła już 17:30, a o 18:00 zaczynały się moje zajęcia teatralne. Zarzuciłem na siebie jakieś luźne ciuchy i wyszedłem na dwór. Słońce dawało po oczach (wspominałem, że żaluzje w moich oknach były przez te dwa dni zasłonięte?) więc wróciłem się po ciemne okulary.
   Działając jak maszyna przedostałem się przez miasto. Byłem w szoku, kiedy z otępienia wyrwał mnie śmiech przyjaciół rozgrzewających się na sali. W ogóle nie wiedziałem, kiedy i jak się tam dostałem...
 - Hauru, co ty? Na kacu ćwiczyć będziesz?
   Uśmiechnąłem się pod nosem i zdjąłem okulary.
 - Przeszkadza ci to?
 - Nie no spoko... Szkoda, żeś nie powiedział, że impreza jest. Też bym wpadł.
   Przywitałem się z resztą ekipy. Nie było nas za wiele - ot siedemnaście osób.
   Grupę założyliśmy cztery miesiące temu, kiedy ogłoszono międzynarodowy konkurs
na przedstawienie z przewijającym się przez akcję motywem pamiętnika. Zadanie wydało mi się bardzo inspirujące. Razem z paroma kumplami z ogniska teatralnego zapaliliśmy się do tego pomysłu. Wywiesiliśmy ogłoszenia w poszukiwaniu ludzi, którzy zechcieli by do nas dołączyć. Przeprowadziliśmy nasz amatorski kasting (polegający na wybieraniu najbardziej schizowych ludzi i ładnych dziewczyn) i zaczęliśmy pracę.
   Jako, że parę z nas miało już doświadczenia z teatrem, prowadziliśmy na początku zajęcia integrujące grupę i sprawdzające potencjał. Dopiero kiedy trochę się poznaliśmy, zaczęliśmy tę "właściwą" pracę, więc poza zbieżnością interesów, łączyło nas koleżeństwo.
   Zajęcia zawsze mnie odstresowywały i wprawiały w dobry nastrój, więc już po chwili zapomniałem o swoich troskach (to się nazywa również "magią teatru").
 - Dobra ludzie! Koniec pogaduszek! - zawołał Dorian (był najstarszy i wydawało mu się, że ma władzę) - Kto dziś czyta?
   Dało się słyszeć pomruki niezadowolenia, wymówki i marudzenie. Na samym początku projektu postanowiliśmy, że każdy założy własny pamiętnik i co zajęcia będziemy czytać fragment, żeby wczuć się w klimat przedstawienia. Ale jak to bywa z takimi rzeczami - nikomu nie chciało się wywnętrzniać na oczach tylu ludzi.
 - Ja mam krótkie, to mogę przeczytać! - oznajmiła niespodziewanie Aneta. - Ekhem!
"Na górze róże na dole bez,
 Mam dosyć życia w tym padole łez.
 Walić sprzątanie i obiadu robienie,
 Pójdę na farmę hodować jelenie!"
 - Zawsze podziwiałem twój talent poetycki... - jęknął Dorian w salwie śmiechu, jaka nami wstrząsnęła.
   Popatrzył na mnie błagalnie:
 - Hauru, ratuj! Przecież tak do niczego nie dojdziemy...
 - Stary, lepiej nie... - odpowiedziałem.
 - No dawaj! Gorzej od mojego być nie może. - przekonywała Aneta.
 - Czyżbyś się wstydził? - spytała Diana z chytrym uśmieszkiem. - Pytam, bo pierwszy raz widzę u ciebie taką minę!
 - Ludzie, odczepcie się! - powiedziałem starając się zachować resztki godności.
 - Ja wiem o co chodzi! Gardło cię boli i czytać nie możesz. Daj, pomogę! - zawołał Filip i wyrwał mi zeszyt z ręki.
   Moje głośne protesty nic nie zdziałały. Chłopaki przytrzymali mnie z dala od złodzieja, by ten mógł w spokoju przewertować dziennik i na głos przeczytać:
"11 lipca
Nie wiem co mam myśleć. Nie wiem czego chcę. Kurwa, nic nie wiem!
Ona mnie wykończy... czuję to. Przecież wiedziałem o tym od samego początku... Nie powinienem się teraz dziwić. Taka karma... Ale co nią motywuje? Co ona czuje? Czy to jakaś sadystyczna gierka w która sobie ze mną pogrywa?
Czemu mnie pocałowała? Niech ktoś mi to wyjaśni! Skoro tak kocha tego swojego chłopaka, to czemu to wtedy zrobiła?!
Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal... gdyby tego nie zrobiła... może byłoby mi łatwiej odpuścić... ale teraz nie mogę! Doprowadza mnie do szaleństwa!
Sam nie wiem, co boli mocniej... Wspomnienie jej pocałunku, czy prawego sierpowego, który swoją drogą był całkiem mocny jak na dziewczynę. Śmiem twierdzić, że jej chłopak zrobiłby mi mniej szkód, gdyby doszło do bójki.
Nie wiem co robić... chyba pójdę spać...

12 lipca
Nienawidzę jej! Jak ja jej nienawidzę! Co za egoistyczna, egocentryczna, powalona... no! Nie wiem co, bo na Ziemi trudno o gorszą istotę!
Zrobiła to specjalnie! To jest jej zemsta! Nie wiem do końca za co... ale na pewno tak jest! Może za Ciris? Albo nie wiem...
Nie zasłużyłem na to! Zapłaci za to, co mi zrobiła!

13 lipca
Kocham ją... Nie mogę przestać... to wszystko moja wina. Powinienem był ją chronić. Przecież ona jest tak samo rozdarta jak ja...
No i na co mi to było? Żeby raz poczuć, że jej na mnie zależy? Jestem egoistycznym palantem."


   Filip skończył czytać. Wyswobodziłem się z uścisku chłopaków i wyrwałem mu zeszyt z rąk. Po twarzach znajomych widziałem, że są w głębokim szoku i konsternacji. Ja czułem tylko wściekłość i zażenowanie.
 - Wielkie dzięki. - rzuciłem i odwróciłem się do nich plecami, żeby schować dziennik do swojego plecaka.
   Za sobą usłyszałem szepty i szmery.
 - Jeśli musicie komentować - powiedziałem podnosząc głos - to róbcie to otwarcie. Przynajmniej coś z tego wyniesiemy dla przedstawienia.
 - Hauru... - odezwała się Zuzia, dwunastoletnia siostra Doriana uczęszczająca na nasze próby - nie wiedziałam, że tak ładnie piszesz...
   Za to kochałem dzieci. Kontakt z nimi był dużo szczerszy, niż miedzy rówieśnikami czy dorosłymi. Patrzyły na świat z zupełnie innej perspektywy. Podczas, gdy starsi wszędzie widzieli problemy, zastanawiali się jak kogoś nie urazić, co powiedzieć i jak się zachować, one po prostu były sobą.
 - Dziękuję, Zu. - powiedziałem uśmiechając się do niej i biorąc ją na ręce. Tym jednym zdaniem dała mi siłę do stanięcia twarzą w twarz z resztą grupy. - No! Mówcie. Jakie macie przemyślenia? Co można byłoby wykorzystać?
 - Ty tak na serio...? - spytał Seweryn.
 - Ale co? - spytałem.
 - Serio tak czujesz, czy to fikcja literacka?
 - Domyśl się. Czy w pamiętniku tworzy się dzieła sztuki, czy opisuje życie?
 - Uważam, że to będzie zbyt mocne... Do tej pory szliśmy raczej w komedię... - zauważył Tomek
 - To teraz pójdziemy w groteskę - postanowiła Ela. - Mnie się ten tekst podobał.
 - Z ciekawości: co to za dziewczyna? - wypalił Filip, ale zaraz został uciszony przez przynajmniej połowę grupy.
   Kiedy wychodziłem z próby, czułem dużą ulgę. Mój sekret nie pozostawał już dłużej sekretem, a przyjaciele mnie nie wyśmiali. Parę dziewczyn zapewniło mnie, że mogę na nie zawsze liczyć, jeśli chodzi o tłumaczenie kobiecej psychiki na polski, a chłopaki zaproponowali wyjście na piwo.
   Jednak mimo tych zapewnień i dobrych chęci wiedziałem, że nie mogli wiele zrobić. To, jak się dalej potoczy nasza relacja, zależało jedynie ode mnie i od Kalipso.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz