niedziela, 12 maja 2013

6. ...

 Kalipso

   Zrobiło się trochę nudno. Hauru wciąż flirtował z dziewczyną z kawiarni, a my nawet nie mieliśmy jak ich podsłuchiwać. Ciris tak się zmęczyła robieniem zdjęć, że teraz siedziała z nami przy stoliku i pstrykała fotki wkurzonemu Rodowi. Nigdy nie lubił aparatu. Benvolio z Anti poszli na zakupy do jakiegoś butiku...
   I wtedy wpadłam na genialny pomysł. Wyjęłam komórkę i napisałam do Hauru:
 "O czym rozmawiacie?"
   Zobaczyłam jak po drugiej stronie ulicy blondyn przeprasza dziewczynę i wyjmuje telefon.
 "Cholera, Kalipso! Psujesz magię chwili! O Shakespearze. Weź nie przeszkadzaj. Idźcie do domu. Spotkamy się u mnie za trzy godziny."
   Podniecona przekazałam informację reszcie. Musiałam przyznać, że Hauru wie co robi. A jednak nie rozumiałam tej dziewczyny - co może się podobać w tym aroganckim pozerze?

   O 17:00 wszyscy siedzieliśmy w pokoju Hauru. Chłopak czekał na nas wylegując się w łóżku z błogim uśmiechem na twarzy.
   - Opowiadaj! - Krzyknął Benvolio chwilę przed przewróceniem się przez próg.
   - O czym rozmawialiście? - Spytała Ciris.
   Blondyn usiadł na pościeli. Zajęliśmy miejsca obok niego i niecierpliwie czekaliśmy na informacje.
   - Boże! Weź wyksztuś to z siebie - Powiedział Rod.
   - O... Czyli nawet ciebie zżera ciekawość?! - Zaśmiał się Hauru na co wywróciłam oczami, a Rod spiorunował blondyna wzrokiem. Ten tylko pokazał mu język i zaczął opowiadać:
   - Ma na imię Monika. Studiuje Inżynierię, a w wolnych chwilach czyta książki.
   - To jak wyście się dogadali? Ty chyba nigdy nie miałeś książki w ręce. - Wtrąciłam bynajmniej nie złośliwie.
   - Nie bądź taka pewna, Kalipso. Mógłbym zadziwić cię wieloma rzeczami... - mrugnął do mnie Hauru na co Rod znów objął mnie mocniej ramieniem.
   - W każdym razie - kontynuował - Bardzo przyjemnie nam się rozmawiało i wtedy dostałem od kogoś smsa... Magia chwili prysła i wszystkie cytaty z Austen i Shakespearea poszły na marne...
   - Ha! Wiedziałem, że ci się nie uda! - wykrzyknął Benvolio.
   - To jeszcze nie koniec. - zapewnił go Hauru - Już straciłem nadzieję, bo Monika trochę ochłonęła i powiedziała, że musi się zbierać, ale poprosiłem ją o numer i mi go dała. Zacząłem do niej pisać z 10 minut po rozstaniu. Odpisała. Skończyliśmy tuż przed waszym przyjściem. Umówiłem się z nią na jutrzejszy wieczór.
   - Wow. - westchnął Benvolio.
   - Tylko tyle masz do powiedzenia?! - oburzył się Hauru.
   - Póki co...
   - Więc może już stąd pójdziemy? - spytał mnie Rod.
   - Dzięki. - warknęła na niego Ciris.
   Cóż. Perspektywa spędzenia wieczoru z moim chłopakiem była bardziej kusząca niż siedzenie tutaj ze znajomymi. Gra jeszcze ich na tyle nie rozruszała, żeby zapowiadało się na rozwój wydarzeń. No może Hauru coś by wymyślił, ale zaraz Anti i Ciris go doprowadzą do porządku.Z resztą wszystkie jego pomysły opierały się na jednym...
   - Dobrze... - odpowiedziałam Rodowi. - Ale jutro znów widzimy się w tym samym miejscu o tej samej porze. Do jutra!
   - Nie mogę się doczekać, Kalipso - Powiedział Hauru jak zwykle z psotnym uśmiechem.
   Pokręciłam głową z rezygnacją. Kiedy wstałam, Benvolio prychnął. Chyba nie spodziewał się takiego obrotu sytuacji. Gdy wychodziliśmy usłyszałam jeszcze, jak Hauru z zapałem mówi do pozostałych:
   - To co? Czworokącik?!

wtorek, 7 maja 2013

5. Uwieść? Żaden problem!

 Hauru

   Wstałem z łóżka i wiedziałem, że ten dzień będzie piękny. Słońce świeciło mi prosto w oczy, powiew wiatru, który wdarł się przez okno, gładził mi twarz, a starsza siostra krzyczała, żebym założył chociaż bieliznę.
   Po porannej gimnastyce ubrałem się w luźne ciuchy i pobiegłem na spotkanie.
   - Cześć Rod! Witaj, piękna Kalipso! - Puściłem do niej oko.
   Rod popatrzył na mnie wilkiem i objął Kalipso w pasie. Heh. A więc jednak uważa mnie za konkurencję!
   Chwilę później dołączyła do nas reszta paczki.
   - Kto ma butelkę? - spytała Ciris.
   - Proszę bardzo. - Kalipso wręczyła ją Benvoliowi - Postaraj się tym razem nie ochlapać.
   Chłopak wziął butelkę i energicznie nią zakręcił. Wypadło na mnie. Byłem zaskoczony ale też się ucieszyłem. Lubię wyzwania.
   - Łuhuhu! - krzyknąłem.
   - Ooo tak! - wrzasnął razem ze mną Benvolio. Natychmiast powiedział:
   - Ty, Hauru, jeszcze dziś znajdziesz dwudziestoparoletnią dziewczynę, poderwiesz ją i zaprosisz na randkę. Albo po prostu zaprosisz na randkę, jeśli już jakąś znasz i poderwałeś. Ale jak znasz, to na pewno już poderwałeś.
   Uśmiechnąłem się. To zadanie nie mogło zszargać mojej reputacji w przeciwieństwie do tego, co wymyśliła dla Benvolia Kalipso.
   - Tylko tyle? Nie ma problemu!
   - Gdyby tak miało być, nie dostałbyś takiego zadania. - mruknęła Anti.
   - Tak myślisz? - spytałem ją. - No to sama się przekonasz! Dobra. Koniec gadania. Zmywajcie się do domu i zostawcie sprawę mistrzowi. Potem do was zadzwonię, żeby powiedzieć, gdzie się umówiłem i na którą.
   - I myśli, że przejął władzę... - zaśmiał się Benvolio.
   - No chyba nie zamierzacie mnie śledzić! - oburzyłem się.
   - Przecież możemy. - zaprotestował Rod. - I będzie to absolutnie zgodnie z zasadami gry.
   - Niby w jaki sposób mam kogoś poderwać jak będzie za mną biegać grupka rozchichotanych nastolatków!
   - A co nam szkodzi schować się za krzakiem? - jeszcze szerzej uśmiechnął się Benvolio. - Czy za dwoma? Ewentualnie stać z lornetką sto metrów dalej?
   - Porąbało was... No dobra. Kalipso i Rod mogą udawać parę siedzącą w parku czy gdzieś tam...
   - My JESTEŚMY parą! - warknął Rod.
   Udałem, że puszczam tę uwagę mimo uszu. Z resztą jak zwykle, gdy rozmawiam z Rodem.
   - Ciris, ponieważ jest odpowiedzialna za dokumentację, niech robi zdjęcia wszystkim przechodniom, to nie będzie podejrzana... A Anti łatwo wtapia się w tłum.
   - Dzięki. - mruknęła.
   - Ale jak Benvolio zacznie się wydurniać to nie mam szans! Mowy nie ma! Schowaj się na dachu czy gdzieś... - powiedziałem, może niezbyt miło więc po chwili dodałem:
   - Bez urazy.
   - Spoko, mogę posiedzieć na jakimś drzewie.
   - Może go popilnować? - zapytała Antiochis.
   - O! Świetny pomysł! - szybko ją poparłem. - I żadnego zwracania na siebie uwagi, jasne?
   Benvolio skwapliwie przytaknął.
   Westchnąłem. Tak na prawdę nie miałem nic przeciwko Benvoliowi. Po prostu nie chciałem wyjść przed nimi na idiotę, gdyby mi się nie powiodło, więc z góry zrzucałem winę za niepowodzenie na ich obecność. Odwróciłem się i nie czekając na resztę poszedłem na przystanek. Wsiadłem do autobusu i natychmiast zobaczyłem pierwszy cel. Wysoka brunetka w białej sukience i o boskiej opaleniźnie stała na samym końcu przedziału. Doszedłem do niej lawirując między ludźmi. Gdy obok niej stanąłem obdarzyła mnie przelotnym spojrzeniem i znów zapatrzyła się w okno.
   - Hejka. Jak ci na imię? - spytałem z uśmiechem.
   W tym momencie autobus się zatrzymał, a dziewczyna wyszła bez odpowiedzi.
   Dojechałem do miasta starając się nie zwracać uwagi na złośliwy śmiech przyjaciół na drugim końcu autobusu. Skierowałem się ku mojej ulubionej ulicy. Dlaczego ulubionej? Ponieważ znajdowały się przy niej same kawiarnie - idealne miejsce na podryw.
   Przy jednym stoliku zobaczyłem całkiem ładną dziewczynę. Mogła mieć z dwadzieścia trzy lata. Nie zwracała najmniejszej uwagi na otoczenie, ponieważ była pochłonięta lekturą. Podszedłem i zająłem miejsce obok niej.
   Przez pewną chwilę siedzieliśmy w milczeniu. Po jakimś czasie zaczęła na mnie zerkać, a ja za każdym razem obdarzałem ją uśmiechem.
   W końcu odłożyła książkę.
   - Prowadzisz ankiety z przechodniami? - spytała.
   - Nie. - odpowiedziałem śmiejąc się.
   - Ukryta kamera? - wypytywała nadal podejrzliwie.
   - Również nie. Co czytasz?
   - "Dumę i uprzedzenie".
   - Lecz choć nie mogła patrzeć, mogła słuchać, on zaś mówił jej, ile dla niego znaczyła, co z każdą chwilą czyniło jego uczucie coraz cenniejszym... - powiedziałem powoli ważąc każde słowo i gratulując sobie godzin spędzonych na czytaniu książek siostrom...

4. Ruszamy na miasto!

 Benvolio

   Tradycji stało się zadość. Trochę zdenerwowany, a trochę podniecony grą, którą mieliśmy dzisiaj rozpocząć wsiadłem w nie ten autobus i w efekcie spóźniłem się do parku parę minut. No niech będzie - paręnaście.
   - Wiedziałam, że tak będzie! - westchnęła Ciris. - Dłużej się nie dało?
   - Ciesz się, że w ogóle dotarł. - powiedział Hauru.
   Uśmiechnąłem się lekko, aby pokryć zażenowanie, i usiadłem pod jednym ze świerków.
   - No to zaczynajmy! - przerwała ciszę Kalipso, wyjmując z torby butelkę. - Ja kręcę, żeby dać przykład, jakiego rodzaju zadań potrzebujemy do gry!
   Położyła przedmiot na ziemi i zakręciła nim zdecydowanym ruchem. I padło na mnie!
   - No nie! - jęknąłem.
   Hauru zaczął się śmiać:
   - Już po tobie! Jesteś zdany na chorą wyobraźnię Kalipso.
   - Przymknij się. - warknęła ruda. - Benvolio, Benvolio, Benvolio... hmmm....
   Trzymała mnie w napięciu, jakby jeszcze było mi go mało. Miałem ochotę ją zamordować, ale przecież wszyscy mimowolnie daliśmy jej taką "władzę".
   - No, zdecyduj się wreszcie. - odezwała się Antiochis. - Przecież widzisz, jak się biedak męczy.
   Opuściła wzrok, powoli przejechała czubkiem palca po butelce. Kiedy go podniosła i spojrzała mi prosto w oczy, powiedziała:
   - Pójdziesz teraz na śmietnik. Wygrzebiesz z niego jakieś stare, popsute, obciachowe ciuchy i je założysz...
   Patrzyłem na nią jak na przybysza z kosmosu, zupełnie nie przyjmując do wiadomości, że mam zrobić właśnie to, o czym mówi.
   - Ale to jeszcze nie koniec! O nie, nie, mój Benvolio...
   Znowu zaczęła bawić się butelką i kontynuowała opis moich przyszłych katorg pełnym prawie sadystycznej przyjemności tonem.
   - Potem w tych ciuchach wsiądziesz w autobus i pojedziesz do centrum. Pochodzisz tam trochę między ludźmi, na głównym placu. A jakbyś próbował się wykręcić, to wiedz, że któreś z nas cały czas będzie cię pilnowało.
   - Do dzieła, mistrzu! - krzyknął Rod ze swoim złośliwym uśmieszkiem, a ja zrozumiałem, że to tak będzie wyglądał mój wielki koniec.
   Ale cóż, zgodziłem się, a ja za nic nie chciałem rezygnować - nie byłem jakimś dzieciuchem, żeby usiąść rozpłakać się i powiedzieć, że "tak się nie bawię". Wstałem i razem z resztą wyszedłem z parku.
   Rozejrzałem się, czy nikt nie idzie i podszedłem do najbliższego śmietnika.
   - Wybacz, muszę zrobić zdjęcie! - usłyszałem za plecami śmiech Ciris i błysk flesza.
   - Hej! - krzyknąłem, zasłaniając nieudolnie twarz przed aparatem. Po chwili uprzytomniłem sobie jednak, że lepiej nie zwracać na siebie uwagi w takim momencie i ciszej dodałem: - Nie mówiłaś, że masz aparat! Myślałem, że to zostanie między nami!
   - Zostanie między nami - zapewniła. - Ale stwierdziłam, że musimy zrobić dokumentację. Pod koniec wakacji wszyscy dostaniemy te zdjęcia.
   - To świetny pomysł! - poparła ją Kalipso - W ten sposób wszyscy będziemy mieć motywację, żeby nie zdradzić, co się tu działo. Jeśli ktoś coś piśnie, to zaraz roześlemy jego upokarzające zdjęcia.
   Tymczasem znalazłem jakiś śmierdzący, poplamiony płaszcz i automatycznie go założyłem. I miałem ochotę natychmiast go zdjąć. Postanowiłem jednak robić dobrą minę do złej gry - w końcu takie lato raczej się już nie powtórzy! Wiele bym dał, żeby zobaczyć teraz w swojej roli takiego Roda albo Hauru. Ale przecież jeszcze miałem zobaczyć!
   - Tadaaam! - odwróciłem się do reszty, przybierając dziwną pozę i uwidoczniając w ten sposób swój nagły przypływ entuzjazmu.
   - Świetnie wyglądasz. Serio... - Powiedział Hauru tłumiąc kolejny atak śmiechu.
   Bez zastanowienia kontynuowałem przedstawienie, mając nadzieję, że utrzymam taki nastrój do końca dnia. Na szczęście im bardziej wchodziłem w to błaznowanie, tym więcej frajdy z niego miałem
   - No to teraz ruszaj w miasto! - powiedziała radośnie Anti, bez przerwy chichocząc.
   Marszowym krokiem ruszyłem w stronę przystanku autobusowego, a za mną w pewnej odległości podążyli inni. Nie ma co, zapowiadał się ciekawy dzień...

   Na autobus nie musieliśmy czekać długo. Wszedłem do niego ostatnimi drzwiami i zająłem miejsce na samym tyle, obserwując tłumiących śmiech przyjaciół, którzy weszli do pojazdu z innej strony.
   Oprócz nich byli jednak jeszcze inni pasażerowie - niezbyt wielu, ale w tamtym momencie nawet obecność patrzącej na mnie spode łba babci powodowała u mnie wystrzał adrenaliny. Na następnym przystanku weszła jeszcze jakaś parka, która nie zwróciła na mnie uwagi, pani po czterdziestce z siatkami pełnymi warzyw, która kiepsko udawała, że mnie nie widzi, oraz otyły biznesmen z teczką. Jego reakcja przebiła wszystkie inne!
   Najpierw usiadł obok mnie, jakby nie był świadomy mojego istnienia, a co dopiero stanu. Gdy już mnie zauważył, powoli podniósł wzrok i bezczelnie patrzył na mnie jak na jakiś... nie wiem... jak na zwierzę w klatce albo eksponat na wystawie. Ostatecznie przesiadł się, udając, że chce oglądać widoki za oknem z innej perspektywy. Na szczęście się nie zaśmiałem, a było blisko! Ta sytuacja wynagrodziła mi nawet nieprzyjemne uwagi ze strony kilku dresowatych gimbusów.
   Wkrótce dojechaliśmy do centrum i wysiedliśmy z autobusu, oczywiście udając, że nie mamy ze sobą nic wspólnego. Chodziliśmy tak po mieście przez cały dzień, więc żeby się za bardzo nie nudzić, musiałem sobie znaleźć jakieś zajęcie. Jakie - to oczywiste, podchodziłem w pobliże przypadkowych ludzi i zachwycałem się ich reakcjami. Miny, jakie robili na mój widok, były fantastyczne: od dziwnego obrzydzenia przez udawanie, że nie istnieję aż do zachowania jakichś dziwnych turystów, którym spodobały się moje ciuchy (twierdzili, że mają na sobie podobne) i robili sobie ze mną zdjęcia.
   Dopiero późnym popołudniem zrobiłem się głodny i stwierdziłem, że pora kończyć tę zabawę.
    - I jak wam się podobało? - zapytałem wesoło, podszedłszy do reszty.
   - Stary, byłeś zarąbisty! - wykrzyknął Hauru, klepiąc mnie po plecach. - Ale zmień już te ciuchy. - dodał po chwili, wycierając sobie rękę w spodnie.
   - A ty pewnie miałeś jeszcze lepszą zabawę niż my. - odezwał się Rod, chyba nawet bez złośliwości.
   - No, niezła to ona była, to fakt. - potwierdziłem, ściągając z siebie płaszcz i wrzucając go do najbliższego kosza na śmieci. Dopiero teraz poczułem, jak okropnie śmierdzi. I jak ja przez niego śmierdzę.
   - To u kogo mogę się wykąpać? - zapytałem.
   Wszyscy niemrawo zaśmiali się, jakby nie wiedząc, czy mówię to na serio czy dla zabawy.
   - Wracajmy już. - westchnęła Antiochis.
   - Właśnie. Zrobiło się późno, a jutro kolejny dzień pełen wrażeń... - poparła ją Ciris.
   - Tylko wymyśl jakieś ciekawe zadanie, Benvolio. - mrugnęła do mnie Kalipso.
   Uśmiechnąłem się tylko. Wymyślę coś, bez obaw!
   Za chwilę zgodnie poszliśmy na przystanek i po niedługim oczekiwaniu wsiedliśmy do autobusu. Czasem ktoś rzucił jakąś uwagę, czasem ktoś się zaśmiał, przypominając sobie jakąś sytuację, ale przeważnie panowała cisza. To było naprawdę dziwne - musieliśmy być niesamowicie zmęczeni.

środa, 1 maja 2013

3. Przerwanie monotonii

 Kalipso

   Zakręciłam butelką. Wypadło na Benvolia.
 - Pytanie czy wyzwanie?
 - Niech będzie pytanie - odpowiedział przygładzając sobie grzywkę.
 - Czy któryś nauczyciel Cię podnieca?
   Ciris zachichotała.
 - Oczywiście, że nie! - odparł szybko Benvolio.
 - Zastanów się jeszcze raz. - Nalegałam.
   Zarumienił się, opuścił wzrok i nieśmiało zaczął mamrotać:
 - Kilka lat temu miałem geografię... Ale to było dawno!
   Hauru przysunął się trochę bliżej.
 - Mów dalej - zachęcił z perfidnym uśmieszkiem od którego zrobiło mi się niedobrze. Jednak Benvolio nie zauważając nic podejrzanego w jego głosie, kontynuował:
 - Nie była jakaś szczególnie piękna ani inteligentna, ale te jej oczy... To dlatego nic nie umiem z gegry.
 - I reszty przedmiotów - dodał złośliwie Rod.
  Chłopak chwycił butelkę i zakręcił nią opryskując się przy okazji resztkami Coli. Wypadło na Hauru. Zastanawiał się chwilę po czym zapytał:
 - A tak w ogóle to pytanie czy zadanie?
 - Wszystko mi jedno. - odpowiedział blondyn.
 - To niech będzie pytanie. O czym myślałeś na ostatniej matmie, wpatrując się w piersi Marty?
 - Czy by jej nie poprosić o korepetycje. Prywatne. U niej. - Odpowiedział nieskrępowany Hauru na co Benvoliowi opadła szczęka.
 Kolejną osobą wskazaną przez butelkę była Antiochis.
 - Wyzwanie - Westchnęła dziewczyna.
 - Pocałuj osobę spośród obecnych, która ci się najbardziej podoba.
 - Chyba zwariowałeś.
 - To nie wiedziałaś?! - zażartował chłopak - No nie wstydź się.
 - Mogłaś się tego spodziewać. To najstarsze wyzwanie świata. Nie wykazałeś się kreatywnością Hauru! - Wypomniałam mu.
   Na chwilę zapadła cisza. Wszyscy patrzyli wyczekująco na Antiochis. Dziewczyna nie wiedziała gdzie ma podziać wzrok. W końcu nie wstając z kolan podeszła do Hauru i go pocałowała. Na twarzy chłopaka rozkwitł błogi uśmiech. Skrzywiłam się mimo woli.
 - Przestań się szczerzyć jak idiota. Kręć, Anti. - mruknęłam.
   Dziewczyna zakręciła. Padło na Roda.
 - Wyzwanie. - powiedział od razu.
 - Zaśpiewaj "My Heart will go on".
 - To jakiś masochizm? - spytał oburzony.
   Dziewczyna nie odpowiedziała. Widząc to, Rod zaczął ledwie zauważalnie poruszać ustami.
 - Co ty tam mruczysz pod nosem? Głośniej bo nie słyszę! - Odezwał się Hauru pokładając się ze śmiechu na widok miny Roda.
   Chłopak zaczął "śpiewać" głośniej specjalnie dla Hauru prawie mówiąc i nie trzymając się żadnej melodii.
 - Romantycznie się zrobiło - rzucił sarkastycznie Hauru. Jak zwykle starał się błyszczeć w towarzystwie i do wszystkiego dorzucać swoje uwagi. W chwilach, takich jak ta, był nie do zniesienia.
 - Dobra, koniec tego dobrego. - rzucił Rod i zakręcił butelką.
   Tym razem wskazała na Ciris.
 - Pytanie. - powiedziała.
 - Co najbardziej cię pociąga w facetach?
 - Ale żeś wymyślił...
   Mój chłopak wyszczerzył zęby w złośliwym niby-uśmiechu. 
 - Najbardziej w facetach pociąga mnie kreatywność, odwaga i indywidualność. Trzy cechy, o których ty możesz tylko pomarzyć.
   Rod spojrzał na nią z politowaniem. Najwyraźniej nie wziął do siebie ani jednego słowa. Ciris załamała ręce z rezygnacją i zakręciła. Znów wypadło na Antiochis.
 - Pytanie czy wyzwanie?
 - Pytanie.
   Dziewczyna zaczęła się zastanawiać. Widać było, że nie chce dodatkowo upokorzyć przyjaciółki. To też mnie zdenerwowało. Przecież w tej grze nie powinno się traktować nikogo ulgowo! Czułam, że zaraz wybuchnę. W końcu Ciris spytała:
 - W jaki sposób chciałabyś umrzeć?
 - Chyba z wyziębienia. - odpowiedziała Antiochis po chwili namysłu, wpatrując się swoim zwyczajem w dal. - Człowiek po prostu słabnie, uspokaja się, zupełnie jakby zasypiał.
 - O czym my do jasnej cholery mówimy! - krzyknęłam nie wytrzymując.To nie tak miała wyglądać ta zabawa. Oczywiście wszyscy się na mnie spojrzeli z niemym pytaniem "Ale o co ci chodzi?". Zdenerwowana podniosłam się z trawy i kontynuowałam:
 - To jest strasznie nudne! Myślałam, że jak już zagramy, to się w końcu zrobi ciekawie. A tu zero entuzjazmu! Co z wami?
  Znajomi spojrzeli po sobie.
 - Całkowicie się zgadzam. - powiedział Rod, również wstając - To bez sensu, chodźmy do domu.
 - Przymknij się. Tobie nigdy nic się nie podoba. - warknął na niego Hauru - Co proponujesz, Kalipso?
   Szybko zaczęłam myśleć. Prawie od razu do głowy przyszedł mi genialny pomysł:
 - Zagrajmy tylko na zadania!
 - O nie... - jęknęła Antiochis.
 - To chyba niewiele zmieni... - powiedziała Ciris. - Skończy się na tym, że wszyscy będziemy się nawzajem obmacywać i całować.
 - Ja nie mam nic przeciwko! - wykrzyknął Hauru za co został zgromiony wzrokiem przez obydwie przyjaciółki.
   W duszy przyznałam im rację, ale nie zamierzałam się poddać. I wtedy mnie olśniło. 
 - W takim razie zagrajmy jeszcze inaczej. Jeden dzień - jedno zadanie. Ale nie takie przeciętne. To musi być coś wyjątkowego. Coś super trudnego do wykonania i żeby zajęło cały dzień - powiedziałam z blaskiem w oku poprawiając sobie ogromne okulary.
 - Ale jakiego typu zadania masz na myśli? - zapytał znienacka Benvolio. - Zupełnie nie rozumiem.
   Uśmiechnęłam się do niego. Był uroczy z tą swoją wieczną niewiedzą. Chyba jako jedyny dzisiaj mnie nie wkurzył. Odpowiedziałam mu:
 - Zrozumiesz jutro. Już ja coś wymyślę... Spotykamy się w sobotę o jedenastej w tym samym miejscu!