Hauru
Po niebie przesuwały się ciemne, burzowe chmury gdy, jak zwykle rano, szedłem do parku, aby spotkać się z paczką. Naciągnąłem mocniej kurtkę. Wiało jak cholera. Miałem nadzieję, że zadanie, które wymyśli Antiochis, będzie konieczne do wykonania w jakimś ciepłym pomieszczeniu.
- Cześć! Jak tam dzionek?! - zawołałem wbiegając w krąg świerków.
- Cześć. - Odpowiedziało mi niemrawo kilka głosów.
- Są już wszyscy. - powiedziała Kalipso chuchając sobie w dłonie. - Hauru, dłużej nie mogłeś? Marzniemy tu już od 10 minut!
- Jestem w samą porę! To nie moja wina, że wszyscy przyszliście przed czasem.
- Jak to przed czasem? To ty się spóźniłeś! - oburzył się kopiący w pień Benvolio. - Teraz wymyśl coś na rozgrzewkę!
- Masażyk?! - zaproponowałem zacierając ręce.
Zrobił przestraszoną minę i pokręcił przecząco głową.
- No to ja wymyślę. - zadecydował. - Wbijamy do ciebie.
- CO?! - wykrzyknąłem.
- To, co słyszysz. - odparł najspokojniej na świecie. - Chodźmy!
- O nie, nie nie... Nie! Nie zgadzam się! Absolutnie wykluczone!
Ale nikt mnie już nie słuchał. Wszyscy powlekli się za Benvoliem w kierunku mojego domu.
W
duchu modliłem się, że moje siostry
zdecydowały się wyjść z mieszkania albo przynajmniej mają jakieś niezwykle pochłaniające zajęcie. Niestety! Jeden rzut oka na wieszak z ubraniami
pozbawił mnie złudzeń. Pozostało mi mieć nadzieję, że żadnej z nich nie
przyjdzie do głowy zainteresować się tym, co robi 5 niezapowiedzianych
gości w moim pokoju...
-
Uff... nareszcie! - zakrzyknął pomysłodawca napadu po czym spojrzał w
dół na swoje ubłocone buciory. - Eee... ciekawe czy powinienem wychodzić
w butach poza ten chodniczek...
- Boże, jaki z ciebie idiota. - odpowiedział od razu Romeo patrząc z politowaniem na starszego brata.
- Aż takich tytułów nie potrzebuję. Wystarczy: "mistrzu" albo "panie". - powiedział przybierając teatralną pozę i jeszcze bardziej brudząc podłogę.
W tym czasie Kalipso zdążyła już zakręcić się wokół szafki z moimi płytami i puścić muzykę.
- Błagam, zmień zespół. - powiedziałem.
- Czemu? Przecież to twoje płyty. Chyba je lubisz, nie?
- Ja tak. Ale...
I wtedy do pokoju wdarła się Seserakh.
- Mówiłam ci, że nienawidzę Dire Straits!
-
Hauru! Hauru! - z tyłu usłyszałem głosy moich dwóch młodszych sióstr,
które wpadając do pokoju rzuciły się na mnie i "przykleiły" do nóg.
I tak oto cała rodzina zwaliła mi się na głowę. Westchnąłem i podniosłem siostrzyczki na ręce.
- Wszyscy, to są Amadea, Gracja i Seserakh. Ami, Gri, Se, to są wszyscy! - powiedziałem słysząc z tyłu chichoty przyjaciół.
- No wcale ładna gromadka. - śmiał się Rod. - i ty ją ogarniasz?
- Ami, Gri - szepnąłem do małych - Ten chłopak ma ogromne łaskotki... Jest wasz.
Nie
musiałem im tego dwa razy powtarzać. Siedmioletnia Amadea i Pięcioletnia
Gracja natychmiast napadły na Roda i zaczęły go gilgotać.
- Hahahaha! No nie! Jak mogłeś! Wykorzystywać młodsze rodzeństwo do tak niecnych celów!
-
Nie sądzę, aby to było wykorzystywanie - odpowiedziałem uśmiechając się
widząc radość na twarzyczkach Gri i Ami kiedy przypuszczały atak na
bezbronnego Roda.
-
Hauru, możesz mi wyjaśnić, co tu się dzieje? - spytała twardo Se ciągle
stojąc w progu. - Mówiłeś, że wychodzisz na cały dzień.
-
Plany uległy niewielkiej zmianie. Mam nadzieję, że nie masz nic
przeciwko. - odezwał się Benvolio, po czym wyciągnął rękę,
przedstawiając się.
-
Owszem, mam. - odpowiedziała Seserakh wiercąc wzrokiem chłopaka, który
natychmiast cofną rękę. - Długo tu będziecie siedzieć?!
- Nie wiemy. - odparł chłodno.
- To się dowiedzcie! Najlepiej teraz. - warknęła.
- Se... chodź ze mną na słówko...- powiedziałem wyprowadzając ją z pokoju.
Gdy znaleźliśmy się z dala od reszty, spytałem:
- O co dziś chodzi?
- Julian.
- Wciąż nad nim pracujesz? Myślałem, że już mu dałaś spokój...
-
To, co mu do tej pory zrobiłam, to dopiero początek. Szukam na niego
czegoś mocniejszego... będzie żałował, że ze mną zadarł....
Czasami
na prawdę bałem się swojej starszej siostry... Chłopak zdradził jej
przyjaciółkę, a teraz Se postanowiła się na nim za to zemścić. Z resztą
to była jej ulubiona rozrywka: zemsta. Jęknąłem.
- Słuchaj... Mogę... Mogę coś ci potem o nim powiedzieć, co pewnie ułatwi ci pracę...
- Gdzie jest haczyk? - spytała od razu marszcząc brwi.
- Chcę, żebyś dziś wyluzowała. Reszta pewnie zbyt szybko się nie wyniesie więc... może byś do nas dołączyła?
- Jasssne... Dobra. Umowa stoi.
Uścisnęliśmy sobie ręce i poszliśmy z powrotem do mojego pokoju. Od
progu Seserath stała się zupełnie inną osobą. Uśmiechnęła się,
przeprosiła za swoje poprzednie zachowanie i przywitała się ze
wszystkimi. Romeo przyjął tę zmianę całkiem entuzjastycznie, Benvolio pozostał jednak oschły.
- To co? - spytała Kalipso. - Zaczynamy! Seserakh, grasz?
- A w co?
- W butelkę.
- To gram.
- Ojj nie wiesz, na co się zdecydowałaś. - zaśmiała się Antiochis.
- To WY nie wiecie, na co się zdecydowaliście - odpowiedziała Seserath uśmiechając się słodko.
- W tym wypadku Se ma rację... - powiedziałem. - Ami, Gri, może puszczę wam bajkę, co?
Małe chwilę jeszcze protestowały ale na wiadomość, że zrobię im kakao zgodziły się wyjść z pokoju. Gdy wróciłem, Anti właśnie zastanawiała się nad zadaniem.
- Na kogo padło? - spytałem.
- Szczęście rozpoczynającego... - westchnęła Se.
- Obawiam się tylko, że nie wymyślę nic ciekawego - jęknęła Anti
zerkając na niebo za oknem. - chociaż... a niech będzie! Odpowiesz nam
na parę pytan. - zatrzymała się tu by przyjrzeć się reakcji grupy, po
czym dodała: - Zadawać będzie każdy. I nie ma zmiłuj! Odpowiadasz na
wszystkie bez wyjątku.
- Hej! Co to za zasady? Jedno pytanie i kropka!
-
Heh. Widzisz, siostrzyczko, my tu gramy w ekstremalną butelkę. Jedno
zadanie - jeden dzień. - powiedziałem z szerokim uśmiechem.
- A ile pytań mogę zadać? - zapytał zamyślony już Benvolio.
Antiochis mrugnęła do niego.
- Zobaczymy.
- Zobaczymy.
- No to w takim razie słucham. - powiedziała Seserath rzucając wyzywające spojrzenie każdemu z nas.
- Kto ma ochotę zacząć? - zapytała wesoło pomysłodawczyni.
- Ja! - wyrwała się Kalipso. - Powiedz mi, czy kiedykolwiek całowałaś się z dziewczyną?
- A żeby to było tylko raz. - zaśmiała się Se. - Jasne, że tak.
- A kto to był? - dopytywał się Romeo.
- Ciekawa historia... To była dziewczyna mojego kochanego braciszka.
- Ach! Coś już zaczynam rozumieć! - szepnęła Anti uśmiechając się tajemniczo.
- Puśćmy ten epizod w zapomnienie - westchnąłem zrezygnowany.
- To na prawdę tylko pojedynczy epizod?
- TAK! - powiedziałem z naciskiem. - A przynajmniej mam taką nadzieję! Se, podkradłaś mi jeszcze jakąś dziewczynę?
- Tylko trzy... - odpowiedziała tamta z miną niewiniątka
- Tak myślałam! - odezwała się Anti, a zaraz potem do jej chichotu dołączył śmiech reszty. - Oczywiście jesteś lesbijka, prawda?
Oboje z Seserath wybuchnęliśmy nie pohamowanym śmiechem.
- Nie jestem. - odpowiedziała, gdy trochę się uspokoiła. - Ale lubię eksperymenty. I zemstę. Zwłaszcza tą dokonywaną na Hauru.
To zupełnie zbiło moja koleżanką z tropu.
- Nie wierzyłem ci, Hauru. - odezwał się równie zaskoczony acz nieco rozbawiony Benvolio. - Wybacz mi.
- Mówiłem, że ona tylko wydaje się taka kochana... Teraz pewnie nie zamienisz się na Romea?
- No co do tego akurat wciąż nie jestem przekonany.
- No, ale co z waszymi pytaniami? - spytała przekornie Se. - Czyżby skończyły się wam pomysły?
- W życiu! - odpowiedziałem. - Nareszcie mogę spytać i musisz mi odpowiedzieć! Jesteś dziewicą?
- Hauru, nienawidzę cię. - jej oczy zwęziły się, a mnie przeszedł lekki dreszcz.
Mimo to, udawałem rozbawienie:
- No mów, mów!
- Nie.
- Musisz!
- Nic nie muszę!
- Musisz!
- Ostatnio stałem się naczelnym stróżem prawa... - westchnął Rod powstrzymując uśmiech. - Tak wiec interweniuję: musisz!
- I tak już wiadomo, że nie jesteś. Tak, to byś od razu odpowiedziała - stwierdziłem. - Ale chcę to usłyszeć z Twoich ust.
- Wiesz, że właśnie po raz kolejny wkroczyłeś ze mną na wojenną ścieżkę?
- Trudno.
- A więc: nie jestem.
- Ha! Byłem tego pewny!
- Przymknij się.
- Ale nie będziemy pytać o szczegóły, nie musisz się tego obawiać. To by
było prostackie. - zapewniła ją Antiochis uspokajając nastoje.
- Oooo.... - jęknąłem z zawodem.
- To może teraz pognębisz trochę braciszka? Opowiedz coś, jakąś historię z dzieciństwa...
- Odezwał się Rod.
- O! To to bardzo chętnie! Nareszcie ktoś, kto mnie rozumie. Hauru, chodzisz z nim? Jego to bym ci poderwała...
- Cholera. Czy dzisiaj wszyscy koniecznie chcą mnie pogrążyć?! Chyba zaraz pójdę oglądać bajki z Ami i Gri...
- Już się tak nad sobą nie użalaj. - zwróciła się do mnie Se. - A więc historia z dzieciństwa.... Cóż... Pamiętam
jak pewnego razu, Hauru miał jakieś 9 lat, byliśmy na ślubie Goraweny.
Aha! Gorawena to nasza najstarsza siostra. Tak więc najpierw tata
wygłosił jakieś przemówienie, potem świadek i jeszcze ktoś tam, a potem
wstał Hauru i powiedział, że też chce.
Zrobiła dramatyczną pauzę, a ja zakryłem sobie twarz dłońmi znając dalszą część historii.
-
Kilka osób się zaśmiało ale oczywiście mu pozwolili. Hauru wstał,
wszedł na stół tłukąc przy okazji z 10 kieliszków i włażąc butami w
przystawki i powiedział wierszyk, którego się wtedy nauczył w szkole
(coś o motylkach i ptaszkach) a następnie dodał: "życzę wam duzio
słodyci i sieksiu" i usiadł cały z siebie zadowolony.
- Heheh! Czyli juz wtedy miał zajoba... - Benvolio widząc mój wzrok nie dokończył zdania.
- Jesteś zazdrosna o brata? - zapytała ni stad ni zowąd Antiochis.
Spojrzałem zaciekawiony na siostrę. Chwilę się zastanawiała, po czym powiedziała:
- Moooże czasem... Ma lepszy kontakt z resztą rodziny... Ale w innych aspektach wyprzedzam go o lata świetlne!
- Śmiem wątpić. - powiedziałem.
- Czyli konkurujesz z nim? - drążyła Anti
-
Jesteśmy poza konkurencją. On jak coś robi to zawsze tak, żeby go było
widać. A jak ja coś robię, to nikt nie ma o tym bladego pojęcia, do puki
jego życie się nie zawali a i wtedy może tylko się domyślać, że to moja
sprawka. - przechwalała się Se.
- To pochwal się, co takiego ostatnio zmajstrowałaś? - rzucił luźno Rod.
Wymieniliśmy z siostrą porozumiewawcze spojrzenia. Kiwnąłem głową.
- Powiem coś, co zrobiłam już jakiś czas temu... Uczy was Kozłowska, nie? Ta taka młoda od angielskiego... W ostatniej klasie nie chciała mi postawić 6 na koniec roku...
- Ale wymagania... - szepnął Benvolio, a Rod tylko uniósł brew.
-
Mogę wam zdradzić, że jest w separacji z mężem i że jej piękne, długie
włosy odeszły w zapomnienie dzięki moim własnym nożyczkom.
- Wow. A wiec to dlatego... tyle rzeczy się dzisiaj wyjaśnia! - wymamrotał Rod.
- Myślałem, że to Hauru jest niebezpieczny dla środowiska, ale teraz widzę, że byłem w błędzie. - powiedział Romeo. - Czy oryginalność jest u was rodzinna?!
- Myślałem, że to Hauru jest niebezpieczny dla środowiska, ale teraz widzę, że byłem w błędzie. - powiedział Romeo. - Czy oryginalność jest u was rodzinna?!
- Wtedy przestaje być oryginalnością - zauważył Rod.
- Można tak w sumie powiedzieć... - zamyśliła się Seserath odpowiadając na pytanie - Gorawena wywoływała duchy i stosowała na ludziach hipnozę...
- To ile was tak właściwie jest?! - Dopytywał brat Benvolia. - zaczynam się gubić.
-
Piątka. Najstarsza jest Gorawena. Potem jestem ja, Hauru, Amadea i
Gracja. Mieliśmy jeszcze dwie siostry bliźniaczki: Aillę i Kelyn. Ale
uciekły z domu.
Romeo szerzej otworzył oczy.
- Dlaczego?
-
Pojechały do Hollywood. Chciały występować. Sama wciskałam im jeszcze
swoje oszczędności. A Hauru zwędził trochę rodzicom. Tych dwóch nie dało
się powstrzymać...
- Co?! Nie no teraz to nas wkręcasz!
- Masz rację. - pokazała mu język. - Tak na serio to nie wiem czemu to zrobiły. Słuch po nich zaginął...
- A co podejrzewasz, że było powodem? - spytała znowu Anti, jakby bawiła się w psychologa.
- Pewnie to, że się dowiedziały o adopcji.
- Znowu żeś nas zastrzeliła. O jakiej adopcji? - dopytywał się Rod. Był wyraźnie zdezorientowany, a on bardzo tego nie lubił.
-
O... to Hauru się nie chwalił? - spytała Se rozbawiona minami moich
przyjaciół. - Tylko Gracja jest biologicznym dzieckiem naszych rodziców.
Nastąpiła chwila ciszy. Paczka chyba nie wiedziała, jak się ma zachować.
W tym momencie drzwi pokoju otworzyły się z rozmachem i wpadła przez nie Kalipso.
- No hej! - zawołała radośnie i spojrzała po nas. - Coś przegapiłam?
-
Seserath właśnie powiedziała reszcie o tym, że jestem adoptowany. - odpowiedziałem - A czy mogę wiedzieć, gdzieś ty się podziewała?
-
Rozmawiałam z Gri i Ami. Są kochane. I na prawdę cię uwielbiają. Trochę
im się nudziło więc pokazywałam im taką grę i się nawet umówiłyśmy, że
jeszcze do nich wpadnę, żeby je nau... Czekaj. Co?! Że jesteś... CO?!
Otworzyła szeroko oczy.
- To nie jest aż tak wstrząsająca wiadomość... - jęknąłem. - Nie umieram na raka. Możecie się odezwać.
Dopiero wtedy Rod odchrząknął i powiedział:
- Taaak, wybacz. Nikt z nas się nie spodziewał... dowiedzieć się dzisiaj aż tyle.
- Może to dobry znak, żeby skończyć to zadanie. - zaproponowałem.
- W zupełności się zgadzam. - przytaknęła Anti. - Kończymy na dziś.
Jakby tylko na to czekały, przez drzwi wpadły Amadea i Gracja rzucając się na mnie z plastikowymi mieczami.
- Hauru! Jesteś Pojmany!
- Tak! Tak!
- Musisz iść z nami!
- Tak!
- I zrobić nam budyń!
- Tak! Waniliowy! Waniliowy!
- Ruszaj, niewolniku!
- A mogę pożegnać się z przyjaciółmi? - spytałem dwóch małych rycerzy.
- Mmm... No dobrze.
- Ale szybko!
-
Sorry, ale jak widzicie, zostałem wzięty w niewolę. - zwróciłem się do
reszty. - Zobaczymy się jutro. O ile w ogóle się zobaczymy, bo te dwie
chyba mają wobec mnie niecne zamiary....
Dziewczynki zachichotały.
- Widzimy. - odpowiedział Rod, uśmiechając się lekko. - To do jutra!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz