poniedziałek, 19 sierpnia 2013

12. I jak tu kochać rodzeństwo?!

 Benvolio

   Pierwsze spięcia były już za nami, a że po burzy zawsze wychodzi słońce, szykował się kolejny zwykły dzień - chyba już nawet zalatujący rutyną. I oczywiście w tak zwyczajny, piękny swoją zwyczajnością dzień znowu musieli mi dostarczyć adrenaliny! Już drugi raz butelka wskazała mnie i tym razem również byłem pełen obaw, w jaki sposób będą się dzisiaj nade mną znęcać moi kochani przyjaciele - tym bardziej, że wymyślać miała ruda!
 - Benvolio... znowu ty... No i co ja mam teraz z tobą zrobić... - Kalipso ponownie zaczęła ze mną swoją sadystyczną grę. Tylko nie to... Zastanawiała się zamiast rzucić pierwszy lepszy pomysł. To nie mogło się skończyć dobrze.
 - Mmm.... A może... nie, to zbyt proste.... Wiem! Oh... to jest genialne! Benvolio! Pójdziesz do największej biblioteki w mieście i wypożyczysz "Kamasutrę". Oczywiście na swoje nazwisko! I weź ze sobą młodszego brata. - dodała po chwili namysłu.
   Zrezygnowany zwiesiłem głowę. Tym razem już nie mogłem robić z siebie idioty anonimowo. Nieważne! Najgorsze było to, że miałem w to wciągać brata!
 - Ej, nie zgadzam się! On nie gra w to! Nie traktuj go jak rekwizyt. - zaprotestowałem.
 - Pomyślałam, że może zacząłby grać. - Odpowiedziała Kalipso i ukradkiem spojrzała na Ciris.
 - Co się dzieje? - Spytał Hauru dostrzegając porozumiewawczy wzrok dziewczyn.
 - Ciris?
 - Od przyszłego tygodnia nie będę mogła przychodzić na spotkania. - Dziewczyna zwiesiła głowę - Przyjęto mnie na kurs rysunku w Bourges... Myślałam, że się nie zakwalifikuję, ale w ostatniej chwili przyszedł mail no i... wyjeżdżam do Francji.
   Po pierwszym szoku przyszedł drugi, tłumiący ten poprzedni. I teraz wstrząśnięci byliśmy wszyscy.
 - Przepraszam - przerwała ponownie ciszę - Nie chciałam wam psuć zabawy... Już się umówiłam z Anti, że zajmie się robieniem zdjęć do kroniki i w ogóle....
 - Nie musisz przepraszać. Cieszymy się, że udało ci się załapać. - Powiedziała Kalipso
 - Zostaje nam życzyć powodzenia. - podsumował Rod.
 - Dzięki. - Uśmiechnęła się. - Bałam się że na mnie nawrzeszczycie... No... to może wróćmy do gry
 - No po co wrzask? Bez przesady... - mruknąłem uspokojony. - Wrzeszczeć to ewentualnie będę na Kalipso, jeśli nie wynegocjuję subtelnej zmiany zadania.
 - Daj spokój, Benvolio. Z tego co wiem, twój brat jest tylko rok młodszy od nas. Co mu szkodzi? - Spytała ruda.
 - Nie jestem pewien, czy to dobry pomysł. W końcu on jest taki wrażliwy i naiwny... Zniszczycie go. - dodałem po chwili.
 - Wydaje mi się, że nie wiesz wszystkiego o swoim braciszku... - zaśmiał się Hauru.
 - Taaak? A niby czego?
 - Oj nie wiem czy ci mówić... potem jeszcze do życiorysu mi dopiszą, że rozbijałem rodziny... głupio mieć takie coś w aktach.
 - Gadaj. - westchnąłem. - Pewnie i tak to wiem.
 - W sumie korci mnie, żeby to powiedzieć... Okej. Jakoś tuż po feriach zimowych poszedłem do łazienki w czasie lekcji. Oczywiście do damskiej, bo byłem z kimś umówiony... mniejsza o to... w każdym razie weszliśmy do kabiny, było miło... i wtedy usłyszeliśmy hałas. Myślałem, że to jakiś nauczyciel. Ale słychać było jakieś śmiechy i trzask kabiny obok. Kurde, byłem tak podniecony, że zaraz kogoś przyłapię... pożegnałem się z dziewczyną i czekałem. Zrobiło się trochę głośno... jeśli wiecie o co mi chodzi... A potem.... Kurde... Nawet nie wiesz jak mnie zatkało, gdy zobaczyłem Romea i Elę wychodzących z tej kabiny. Cicha woda z tego twojego braciszka....
   Przez moment siedziałem cicho, patrząc w ziemię z bliżej nieokreślonym wyrazem twarzy.
 - No i? - zaniepokoiła się Antiochis.
   Roześmiałem się. Już nie mogłem się powstrzymać.
 - Tak tej Elki nie cierpiał! Naprawdę zadziwiające! Tak narzekał, że łazi za nim taka pryszczata! I co? Jak mógłby nie przepuścić choć jednej laski! Choćby pryszczatej! - zanosiłem się ze śmiechu.
 - Czyli nie będzie problemu, żeby zabrać go ze sobą do biblioteki. - Stwierdziła Kalipso z szerokim uśmiechem
 - Wątpię, żebyśmy byli zdolni bardziej go zniszczyć
 - Hej! Ale tłumaczenie mu zasad gry mogę zrzucić na ciebie, prawda?
 - Lepiej na Kalipso niż na Hauru - westchnęła Ciris.
 - Jasne. Załatwię to. - Powiedziała ruda
   W nieco lepszych humorach wstaliśmy z trawy i pod moją komendą ruszyliśmy pod dom.
Tak, jak się tego spodziewałem, Romea zastaliśmy w ogrodzie, leżącego na trawie i piszącego SMSy. Widok całej naszej ekipy z początku go trochę zirytował - pewnie myślał, że wejdziemy do środka i będziemy hałasować, buszując jak zwykle po pokojach. Gdy zorientował się, że to do niego mamy sprawę... jak gdyby nigdy nic wrócił do pisania wiadomości! Oczywiście, mój kochany braciszek uwielbiał robić z siebie gwiazdę i co najgorsze, robił to tak naturalnie, jakby właśnie gwiazdą się urodził. Powitania zupełnie zignorował. Nawet nie wstał, kiedy do niego podeszliśmy, a swoim spojrzeniem zaszczycił nas dopiero, gdy odezwała się Kalipso.
 - Serio? SMS-y? Nie wiem jak Benvolio mógł jeszcze cię do nas nie przyprowadzić...
   Braciszek uniósł jedną brew i patrząc to na Kalipso, to na mnie, czekał na dalsze wyjaśnienia, a my, zupełnie rozluźnieni, rozsiedliśmy się na trawie obok niego.
Ruda bez zbędnych ceregieli i anegdot objaśniła mu pokrótce zasady gry, irytując się co chwila na Hauru, który nieustannie przerywał jej wywód swoimi komentarzami. Zdarzało się, że Romeo nie od razu rozumiał, o co jej chodzi. Wtedy dołączałem się ja i kombinowałem dopóki, dopóty coś w tym jego niezbyt rozwiniętym mózgu nie przeskoczyło, aż wreszcie po kilkudziesięciu minutach tłumaczenia miał pełen obraz naszej zabawy.
 - Nooo tak to się spędza wakacje! Nieładnie, Benvolio, nieładnie! - skarcił mnie jakbym to ja był wyrośniętym gimnazjalistą. - Ale podoba mi się. Wchodzę w to.
   Chyba nie byłem zbyt szczęśliwy z tego powodu, ale reszta ferajny - jak najbardziej.
 - Wiedziałem, że chłopak się zgodzi. Moja krew. - Zaśmiał się Hauru. - Wiesz co, Benvolio? Zamienilibyśmy się. Oddam ci moją siostrę za takiego brata!
 - Zawsze możemy pójść poznać również twoją siostrę. - Powiedziała Kalipso. - Im więcej osób tym lepiej.
 - Oj nie... Kalipso, z całym szacunkiem, ale NIE. Nie chcecie jej poznać.
 - Nie przekonamy się, dopóki nie sprawdzimy! - zaśmiałem się.
 - NIE! Po moim trupie! To jest perfidna, podstępna żmija. Poderżnęłaby mi gardło gdyby nie to, że uwielbia mnie gnębić. Nie! Wykluczone! Wróćmy do zadania Benvolia.
 - Nie ucieknie. - machnąłem ręką. - Prawda?
 - Wiesz co... może przełóżmy poznawanie rodziny Hauru na jutro... - odpowiedziała mi Kalipso nagle tracąc dobry humor.
   Westchnąłem.
 - No to lecimy!
 - Gdzie? - Spytał Romeo podnosząc się z trawy i wciskając telefon do kieszeni.
 - No jak to gdzie? Wykonywać twoje pierwsze zadanie. Zresztą zobaczysz.
 - Ej... o co chodzi?! Nie mówiliście, że będę miał od razu jakieś zadanie! To oszustwo!
 - Nie oszustwo. Idziesz z Benvoliem. To jego zadanie, a ty masz mu tylko towarzyszyć. - Odpowiedziała Kalipso.
 - I tak kompromitujemy się obaj. - wyszczerzyłem się, po czym ruszyłem w kierunku ulicy, ciągnąc za sobą brata. Inni szli tuż za nami.
   Bez problemu dotarliśmy do biblioteki. W końcu monumentalny budynek w samym centrum miasta nie mógłby ujść nawet naszej uwadze. Ustaliliśmy ostatnie szczegóły i w mniejszych grupach weszliśmy do środka, ja i Romeo jako ostatni.
 - Serio? Do biblioteki cię wysłali? Ha! Mają cię za takiego półgłówka, że myślą, że w życiu książki nie przeczytałeś... a nie. Chwila. Ty rzeczywiście książki w życiu na oczy nie widziałeś.
 - Przymknij się! Poznał słowo "książka" i od razu musi się tym chwalić... - odparowałem, po czym zacząłem rozglądać się po wnętrzu. Było ogromne! Nie wiedziałem, jak znajdę tę pozycję, skoro nawet nie byłem pewien co do piętra. To oznaczało, że będę musiał kogoś prosić o pomoc...
   Najpierw należało się jednak zapisać - bez tego nie moglibyśmy nawet dotknąć księgozbioru. Nie byłoby to problemem, gdyby nie Romeo, który jak zwykle nie mógł usiedzieć na miejscu. Wkrótce uporałem się z tym jednak i weszliśmy między biblioteczne półki.
 - Czego szukasz? Pomogę ci, bo pewnie nawet nie nauczyłeś się czytać i teraz udajesz, że rozumiesz tytuły.
 - Znajdź mi indyjskie księgi, mądralo.
 - Indyjskie?! Mój brat zwariował... Pójdę załatwić lekarza od chorób psychicznych...
 - To się nazywa psychiatra. Nieważne, już znalazłem. - rzuciłem. Na szczęście od wejścia działy ułożono chronologicznie i szybko odszukałem starożytne wschodnie pisma. Teraz zostało nam już tylko przekopanie kilkudziesięciu regałów wypełnionych rozsypującymi się przedrukami bzdur sprzed naszej ery. Tylko.
   Wepchnąłem braciszka między półki i sam zacząłem rozglądać się za niezbyt starym wydaniem niegrubej książki. I pewnie jest tu sporo jej egzemplarzy...
 - Umrę z nudów.... po co tu łazimy? Nawet nie wiem czego szukasz. O! Jest ktoś z informacji!
   Zanim zdążyłem go powstrzymać już podszedł do stojącej w pobliżu nas drobnej brunetki w okularach i służbowym bibliotecznym mundurku.
 - Dzień dobry! - usłyszałem jego pełen entuzjazmu głos. - Szukamy książki. Czy mogłaby nam pani pomóc?
 - Oczywiście. - odpowiedziała łagodnie. - O jaką pozycję chodzi?
 - Brat wie, zaraz go zawołam. Benvolio?
   I jak tu go ścierpieć? Przykleiłem do twarzy sztuczny uśmiech i odwróciłem się do bibliotekarki.
 - Chodzi o Kamasutrę. - powiedziałem prawie szeptem.
 - Ach! A więc to tak! - zaśmiała się lekko. - Zapraszam za mną.
 - Co ty powiedziałeś? Nie dosłyszałem! - Dopytywał Romeo idąc za mną.
 - Dowiesz się za chwilę.
   Zanim skończyłem zdanie, prowadząca nas kobieta zatrzymała się przy jednej z półek. Przy tej samej, przy której wałęsali się już uśmiechający się tajemniczo Hauru i tłumiąca śmiech Antiochis. Niech to szlag! Mają dodatkowy ubaw!
- Na tej półce są klasyczne wydania, a na tamtej - różne wersje rozszerzone.
- Dziękujemy bardzo. - szepnąłem zestresowany.
- Miłej lektury! - uśmiechnęła się szeroko, odwróciła się na pięcie i odeszła w kierunku innych regałów.
 Romeo nie tracąc ani chwili sięgnął po książkę. Otworzył ją na byle jakiej stronie i zaraz wybuchnął śmiechem.
 - Kto na to wpadł?!
 - Ciszej! - syknąłem. - To biblioteka! A wymyśliła to Kalipso. Chodźmy wypożyczyć to i dam ci spokój.
 - Jest wolna?
 - Odczep się od Kalipso! - Warknął natychmiast Hauru. - Ona jest z Rodem.
    Zaśmiałem się cicho.
 - Zdekonspirowałeś się, wiesz?
 - Nie wiem o co ci chodzi - odpowiedział blondyn uciekając wzrokiem na półki z książkami.
 - Nieważne, kończymy tę szopkę.
   Chwyciłem Romea za ramię, a drugą ręką zgarnąłem jeden egzemplarz Kamasutry i ruszyłem w kierunku biurek.
   Dalej poszło jak z płatka - bo do dziwnych spojrzeń już się przyzwyczaiłem, a i tak uwagę ściągał na siebie mój brat. Albo Kalipso pomyliła się, albo jednak miała dla mnie litość. I chwała jej za to! Już po chwili wychodziliśmy z gmachu, triumfalnie wznosząc nad głowami zdobytą Kamasutrę, czym wzbudziliśmy zainteresowanie przechodniów. Ale co z tego! Teraz to i ja świetnie się bawiłem, zwłaszcza że nasza ekipa zebrała się teraz wokół nas i zaczęła wiwatować, przez co Romeo zaczął...
 - Jestem ciekawy jak ty to przemycisz teraz do domu - Zaśmiał się mój irytujący brat.
 - Kto przemyci, ten przemyci. Jest ktoś chętny? - zapytałem patrząc wymownie na Hauru.
 - O nie, stary. Nie tym razem. Ja to już znam na pamięć.
 - Naprawdę nikt? No trudno. - schowałem książkę do plecaka i zarzuciłem go na plecy. - Zapraszam do nas na obiad!
 - E... braciszku? Pamiętasz, że ty dziś gotujesz?
 - A wiesz, że przez noc gotował się rosół?
 - A wiesz, że pies potrącił garnek i nic nie ma?
 - Nie mamy psa. - westchnąłem.
 - Ale sąsiedzi mają i poprosili mnie, żebym się nim opiekował.
 - Oj, przestań kręcić, młody. Najwyżej coś ugotujemy. Idziemy!
 - Nie kręcę! Zobaczysz!
   I tak przekomarzając się szliśmy razem z pozostałą częścią ekipy w kierunku naszego domu.
   Marsz zakończyliśmy fantastyczną zabawą w naszej kuchni (jakie to szczęście, że rodzice jeszcze nie wrócili!), po czym przyjaciele po kolei rozeszli się do swoich domów.
Kto by pomyślał, że po wykonaniu tego zadania będę się czuł jak zwycięzca? I że przy wypakowywaniu plecaka na stół kuchenny nie znajdę wypożyczonej książki?
 - Romeo! - Krzyknąłem wbiegając do jego pokoju.
 - O co chodzi?
 - Ukradłeś książkę?
 - Odbiło ci? Po co miałbym to robić?!
   Po minie poznałem, że nie kłamie. Akurat tego nigdy nie umiał dobrze robić.
 - Jak zwykle wszystko na mnie zwalasz! A weź się wypchaj!
   Dałem mu spokój. Tylko w takim razie kto wziął książkę?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz